ODPOWIEDZ
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Do Toronto zawitała wiosna. To znaczy jeśli na zewnątrz było jakieś pięć stopni i nawet nie padało, to wszyscy mieszkańcy nagle wymieniali zimowe kurtki na wiosenne płaszcze i wychodzili na miasto. Szczególnie, że mieliśmy przecież weekend. Ja zresztą nie byłem tutaj wyjątkiem - ledwie tydzień temu wróciliśmy z Madoxem z Vegas, mieliśmy tam zrobić tak srogi melanż, żeby starczyło na najbliższe pół roku i owszem, zrobiliśmy, tylko w kolejny piątek mnie znowu wywiało z chaty w poszukiwaniu okazji. Do czego? W zasadzie wszystko jedno - po prostu od tej całej wiosennej aury zdążyło mi już zaszumieć w głowie. Chyba trochę liczyłem na to, że gdzieś w drodze między jedną miejscówką a drugą spotkam kompana na resztę wieczora. Niestety los zdecydował inaczej i do tej pory nie wepchnął mnie na ścieżkę żadnego znajomego degenerata, chociaż przeszedłem już pół miasta z gitarą na plecach. W każdym razie teraz stoję przy jednej z ławek na placu, gdzieś za moimi plecami szumi woda z modernistycznej fontanny, a w tle majaczy budynek z poprzedniego wieku. Albo jeszcze wcześniejszego, właściwie nie znałem się na architekturze, wygląda trochę dziwnie otoczony nowoczesnymi drapaczami chmur, których nie brakowało w tej części miasta. Pod moimi nogami leży pokrowiec od gitary, w środku kilka dolarów rzuconych na zachętę, albo dlatego, że komuś naprawdę się podobało. Właściwie nie zależało mi na pieniądzach, tych miałem pod dostatkiem, szczególnie, że przecież wróciłem z Vegas cięższy o milion. Z pierścionkiem na palcu i podwójnym nazwiskiem. Heh. Ale to co dzisiaj uzbieram wydam później na alkohol, papierosy i inne smakołyki. Gdzieś za moimi butami, między nogami ławki leży otwarte piwo, które z wolna konsumuję, w obszernej kieszeni płaszcza mam jeszcze piersiówkę. Teraz jednak pora rozgrzać palce, więc szybko sprawdzam czy instrument trzyma strój, podkręcam kilka kluczy o pół tonu i przesuwam kostką po strunach - teraz git. W dłoni zamykam grzechotkę w kształcie jajka, dla lepszych efektów dźwiękowych i zaczynam grać. Utwór znany i lubiany przez całe pokolenia straconych bez przyszłości, czyli Loser pana Beck'a. Nie wiem czy to kwestia mojego talentu czy raczej faktu, że wyglądam jak ten łobuz, który kocha najbardziej, ale szybko zatrzymują się przy mnie jakieś laseczki, na oko pewnie nastoletnie. Jedna nawet wrzuca mi dolara. Generalnie moje granie działa jak lep na muchy - każdy kto usłyszy podchodzi choćby na moment, popatrzeć co się dzieje. I gdzieś wśród tych dosłownie pięciu twarzy zwróconych w moją stronę dostrzegam jedną znajomą. To znaczy do tej pory widzieliśmy się dosłownie raz w życiu i to przez moment, więc nawet nie jestem pewien czy ona w ogóle pamięta kim ja jestem. Niemniej wybrzmiewa ostatni akord, wyciągam usta w szerokim uśmiechu i macham do dziewczyny. Ktoś tam z boku klaszcze, więc kłaniam się lekko jak dama na balu, ale w kolejnej chwili przeskakuję nad pokrowcem i jestem tuż obok znajomej panny - Cześć Vita - niespotykane imię przypisane do niespotykanych, przepięknych oczu. Być może to właśnie była okazja, której poszukiwałem tego wieczora - Gdzie idziesz? - pytam od razu, nie dając jej nawet szansy na zastanowienie się kim ja w ogóle jestem.

vita holloway
twoja stara
???
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Torontońska pogoda za cholerę nie robiła dobrego wrażenia na Vicie. No bo jak to tak... miało być pięknie, ładnie, ciepło, wiosna za pasem, a tutaj pizgało jak cholera? Vita, jak to Vita, zamiast ubrać się zajebiście odpowiednio na tę pogodę, oczywiście założyła jakąś spódnicę, koszulkę, a dopiero na to płaszcz i owinęła się cała szalikiem, bo czapki to przecież nie musi zakładać, no nie? Można rzec, że wychodząc z pracy po dzisiejszej porannej zmianie i czując, jak wiatr uderza ją w twarz, prawie doprowadzając do plaskacza, stwierdziła, że może jednak powinna była zgodzić się na dłuższą zmianę i po prostu do domu wrócić później taksówką. What in the actual heck? It was too much. A tak poza tym nie mogła przestać patrzeć na swój pierścionek i obrączkę, które były nowym dodatkiem do jej codziennego ubioru. Bo tak o... wzięła ślub. W VEGAS. Z nikim innym, a swoją nastoletnią miłością. Alexisem Bennettem. Zabawne, jak życie potrafi płatać figle, co nie? Jeszcze siedem miesięcy temu szła na zmianę do restauracji, gdzie nie spodziewała się go zobaczyć, tylko po to, by wdać się z nim w kłótnię, rzucić limonką, przelecieć się w piwnicy trzeba dodać… a teraz? Fast forward... są małżeństwem? What the fuck? No tego to jeszcze nie grali. Takie rzeczy tylko jej mogą się przydarzyć… chyba że trafi się ktoś, kto również nie ma w życiu hamulców, tak jak ona.

Kierując się w stronę tramwaju TTC, usłyszała brzdękanie i śpiew, który... nie oszukujmy się... robił wrażenie. Zobaczyła grupkę ludzi stojących wokół muzykanta, a że Holloway... tfu, Bennett (trzeba tylko jeszcze ogarnąć formalności, żeby nazwisko widniało już w kanadyjskim systemie)- była ciekawską duszą, podeszła bliżej. I kto to był? William… a właściwie Billy. Koleś, który kiedyś tak się nacpał u jej byłego flinga, hook-up'a, chwilowego przyjaciela. Cokolwiek to było. Aż ją skręciło na to wspomnienie, chociaż - z drugiej strony - był dla niej zawsze całkiem w porządku, więc nie czuła potrzeby, żeby być wobec niego oschła. Miała tylko nadzieję, że jej nie zauważy. Gdy wszyscy zaczęli klaskać, próbowała przecisnąć się przez tłum, jednak usłyszała swoje imię, które wybrzmiało tym charakterystycznym głosem. Spojrzała w bok i uśmiechnęła się szeroko, lekko zażenowana faktem, że próbowała się ewakuować,- Billy - rzuciła, podchodząc do niego i szybko go przytulając. - Miło cię znowu widzieć.- Podrapała się po głowie. - W sumie to planowałam iść do domu… a ty?- zapytała, skanując wzrokiem wysokiego mężczyznę. - Ćwiczysz przed audycja do X Factor? - uniosła brew, uśmiechając się zadziornie.
Po chwili jednak jej wzrok zatrzymał się na czymś znajomym. Charakterystyczny pierścionek… nie, obrączka? - Gratuluję… małżeństwa…?

Billy
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wymieniamy krótki uścisk, a ja skutecznie ignoruję fakt, że chyba właśnie chciała mi umknąć. W zamian uśmiecham się szerzej - Ciebie też - rzucam. Z tamtego wieczora u Iana w sumie niewiele pamiętam, ostatnie to chyba jak walimy krechy, a potem tylko jakieś przebłyski, które w dodatku za wiele nie mówią, chociaż skoro z lekkością przyznaje, że miło mnie widzieć, to chyba obyło się bez żadnego przypału - Do domu? W piątek wieczór? - dziwię się, bo jeśli nie czekały tam na nią dzieci albo mąż, to w sumie po co? - Ja czekam na okazję i zobacz, natrafiła się - rzucam, ciekaw czy załapie moją aluzję, po czym dodaję - Napijemy się? Dom ci nie ucieknie - kiwam głową i sięgam do kieszeni po piersiówkę, którą wyciągam w kierunku Vity, panie przodem, może nie wyglądałem, ale miałem jeszcze w sobie jakieś resztki dobrego wychowania - Do X Factor? - powtarzam ze śmiechem - Nieee, ja nie idę w komerchę, zostanę przy byciu niepokornym grajkiem ulicznym - mnie odpowiadała taka rola, ale nie musiałem zarabiać na muzyce, skoro wystarczająco dużo zarabiałem na prawie. Albo raczej na ludziach, którzy go nie przestrzegali i ktoś potem musiał ich bronić. Może gdyby moim jedynym źródłem dochodu było to co wpadnie do pokrowca to zmieniłbym zdanie i rzeczywiście zaczął szukać szczęścia w programach tego typu - Co? Małżeństwa? - powtarzam po niej, mina mi trochę rzednie, ale tylko na moment, bo po czasie w sumie bardziej mnie bawi ta cała sytuacja, to był naprawdę w opór szalony weekend - Widziałaś ten filmik? - pytam, bo rolki z naszego ślubu, udostępnione przez kaplicę dotarły nawet do Toronto. Na przykład w mojej kancelarii wiedzieli już chyba wszyscy, szczególnie, że zaraz po powrocie zacząłem przygotowywać pozew o rozwód. Poza tym cała ta ceremonia, a przynajmniej jej fragmenty, które śmigały po necie, wyglądała kompletnie absurdalnie - dwóch naćpanych gości mówi sobie tak przed zielonym obliczem Shreka. Filmik znalazł się chyba we wszystkich składankach typu śmieszne wpadki marzec 2026, więc może i do Vity dotarł, jak choćby obczajała internet podczas porannej toalety - No nawet ja się dałem złapać w sidła miłości - rzucam teatralnie po czym parskam śmiechem - Zbijam się, pogratulujesz mi jak szybko uda się ogarnąć rozwód - dodaję, kiwając głową, po czym sięgam po papierośnicę, coby dobyć jednego ze skręconych petów, wystawiam fajki w kierunku Vity, z niemym pytaniem czy chce zapalić. Mija nas grupka osób w ciemnych okularach i z czepkami na głowach, które mają imitować łyse pały. Ktoś krzyczy dawaj Pitbulla! ale w odpowiedzi pokazuję tylko papierosa i rzucam coś w stylu sory, ale mam przerwę.

vita holloway
twoja stara
???
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ze wszystkich miejsc, w których mogłaby się spodziewać, że go zobaczy, to było chyba ostatnie. Domyślała się, że może natknie się na Billiego w jakimś klubie? Na sali sądowej? Bo z tego, co pamiętała, był adwokatem, ale tutaj? Buskując na środku ulicy jak jakiś muzykancik, który niekoniecznie oczekuje wysokich napiwków, a raczej kobiecych westchnień, żeby połechtać sobie ego. Ale anyway - był tutaj. Przytulili się, wspominała go całkiem miło, pomimo tego białego proszku i całego tego bajlando ogólnie. Może nawet wtedy się z nim pocałowała? Nie pamiętała za bardzo. Pamiętała tylko ten zawadiacki, flirciarski uśmieszek na jego twarzy i obrażonego Iana. Wzruszyła tylko ramionami i spojrzała na niego.- W sumie tak, zbierałam się tam właśnie, jestem wyko...- Nie zdążyła dokończyć. Tylko przechyliła głowę, posyłając mu zadziorny uśmieszek. Zerknęła na tramwaj, który właśnie odjeżdżał, potem z powrotem na niego i wzruszyła ramionami.- Wiesz co... masz rację, WHY THE FUCK NOT? Mogę się napić. - Uśmiechnęła się do niego. Wzięła ślub z Lexim, a teraz szła na drinki ze starym znajomym, chociaż wiedziała, że nie powinna przebywać z Lexiem w tym samym pomieszczeniu, zwłaszcza jeśli piła, kiedy on dopiero co przechodził pierwsze miesiące bez alkoholu. Wyciągnęła więc od razu telefon i szybko wystukała mu krótkiego smsa, żeby upewnić się, czy nie będzie miał nic przeciwko, jeśli faktycznie się napije. Nie musiała czekać długo, od razu odpisał, że ma się świetnie bawić. DŻRIM HUBBY, to say the least...

Zaśmiała się na jego odpowiedź z X Factorem. - Dobrze, to w takim razie dawaj mi szybciej znać, jak następnym razem będziesz grać. Chcę usłyszeć cały set, eh? - Uśmiechnęła się do niego szeroko, a po chwili uniosła brew na jego pytanie o filmik. Filmik? Jaki filmik? Coś z nim w roli głównej poszło viralowo? Musiała być serio za bardzo zajęta albo zupełnie nie w zonie, skoro nawet się nie skapnęła. - Czekaj, jakiś filmik został viralem z twojego ślubu? Sorry, Billy, moje for you page jest przejmowane przez AI tańczące kotki do chińskich piosenek, szybkie przepisy na dania, których i tak nie robię, i jakieś inne głupoty. - Zaśmiała się, a na moment faktycznie uśmiechnęła się szeroko, serio chcąc mu pogratulować, gdy dodał coś o rozwodzie. - Ahh, czemu sobie ze mnie żarty robisz! - Pacnęła go przez ramię, śmiejąc się, po czym wyjęła papierosa z paczki, którą jej zaoferował, i odpaliła fajkę, zaciągając się nią. Musisz mi wszystko opowiedzieć. Wsunęła mocniej papierosa między wargi, gdy minęła ich grupka amatorów celebrity pitbulli. Uniosła ręce do góry i prychnęła. - Grzeczniej się nie da? - Pokręciła głową z niesmakiem i spojrzała na niego. - Ooo, a spojrz tutaj, Billy! - pomachała mu przed nosem dłonią z pierścionkiem i obrączką. - Vita Bennett. - ukłoniła się teatralnie, trzymając papierosa między wargami - Masz okazję zaprosić mężatkę na drinka, więc upewnij się, że ten wieczór będzie interesujący. - Chwyciła palącego się papierosa między palce i zaciągnęła się. - Dalej, bo mi tu zaraz dupa zmarznie, a o takiej godzinie fentażule zaczynają wychodzić.

billy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nathan Phillips Square”