Fakt, że znali się tak dobrze, miał dobre i złe strony. Dobre, bo doskonale wiedział, jakich słów użyć, aby uśpić jej czujność. Złe, bo to wykorzystywał. Gdzieś w głębi duszy - ale naprawdę gdzieś w głębi, głębi - tliła się w nim potrzeba, by po prostu powiedzieć Blair prawdę i przyjąć konsekwencje choćby jeszcze dzisiaj, ale miał dziwne wrażenie, że nie był to dobry moment. Owszem, każda sekunda zwłoki była jak coraz szybsze wpadanie w sidła
pająka kłamstwa i musiał pilnować się na każdym kroku ze swoimi kolejnymi wymówkami, ale... instynkt kazał mu czekać.
Udane negocjacje? Zmarszczył brwi. Ach, no tak, właśnie o tym rozmawiali - o wizycie Ivy w jego biurze, która stała się
negocjacjami. -
Tak, jestem dobrej myśli - odpowiedział powoli, ściskając mocniej dłoń Blair. Oczywiście, że negocjacje się udały - zyskał...
przyjaciółkę, jakkolwiek to nie brzmiało. Miało to mało wspólnego z jego pracą i kontraktem, ale miał wrażenie, że gdyby poinformował Blair o fakcie posiadania
takiej przyjaciółki, ta rozmowa nie skończyłaby się dobrze. Zacisnął usta, wspominając uścisk dłoni Ivy na swoich palcach - trzymała go tak samo, jak teraz on trzymał Blair. Znów ogarnęły go ogromne wyrzuty sumienia, jednak nawet nie wiedział, w jaki sposób mógłby zacząć taką rozmowę z narzeczoną.
Hej, Blair, ładnie dziś wyglądasz, a tak w ogóle to zdradziłem cię kilka miesięcy temu? Brzmiało to co najmniej chujowo. Nie był na to gotowy. Słowa Blair o usiłowaniu kradzieży Koko odrobinę go rozdrażniły. Ten piesek zaczynał działać mu na nerwy. A tak w ogóle czy Blair musiała przyjaźnić się z jego bliźniaczką? -
Kto by chciał ukraść Koko, Blair... Tylko szaleniec- stwierdził Charlie, machając ręką. Koko była szczekającą kulką nieszczęścia. Według Charliego, oczywiście.
I jeszcze wtedy nie znali się jako per pani prezes i pan dyrektor finansowy. -
To tylko dobitniej pokazuje, że Cherry jest zbyt wybuchową osobą jak na swoje stanowisko, nie uważasz? Mamy szczęście, że Ethan nas nie pozwał, gdy doszło do rękoczynów - zauważył. Z jednej strony firma była oczkiem w głowie Cherry, a z drugiej robiła wszystko, by pociągnąć ją na dno - przecież gdyby trafiła na jakąkolwiek inną osobę niż Ethan, już otrzymaliby pozew.
Może to kwestia poczucia kontroli? Podejrzewa, że teraz wszyscy mają na celu nie obciążać jego serducha, a potrzeba kontrolowana jest u was rodzinna. Och, Blair trafiła w punkt. Zarówno Charlie, Cherry, jak również ich ojciec - wszyscy czuli niesamowitą potrzebę kontroli. Wiedział, że miał to być żart, ale zabrzmiało to odrobinkę
zbyt prawdziwie. -
Może... Możliwe, że masz rację. Poza tym naprawdę uważasz, że to u nas rodzinne? Jak ty z nami wytrzymujesz? - odparł z uśmiechem pod nosem. On jako syn Christiana Marshalla jakoś przyzwyczaił się do tej ciągłej potrzeby kontrolowania, zarówno przez ojca, jak i przez matkę - jednak on znosił to już od ponad trzydziestu lat, a Blair, z tego co się orientował, miała bardzo kochającą i wspierającą rodzinę, i... sama również chciała taką stworzyć. Nie wiedział, dlaczego akurat teraz o tym pomyślał, jednak... czy on był w stanie stworzyć taką rodzinę razem z Blair? Czy jakiekolwiek wakacje mogły teraz naprawić to, co od kilku tygodni nieustannie psuł? Chciał w to uwierzyć, naprawdę.
I spanie do dziesiątej oraz kompletny luz? Podoba mi się to, mów mi więcej. Wakacje. Cholernie potrzebował wakacji. -
Spanie do dziesiątej brzmi jak rozpusta - odparł z rozbawieniem, po czym gdy już usiedli w altance, objął ją ramieniem i złożył krótki pocałunek w jej włosach.
Oszust, oszust, oszust... Nie. Musiał choć spróbować to wszystko naprawić. Wyjazd dobrze im zrobi. Odpoczną od pracy, obowiązków i... innych osób. Będą mieć tylko siebie i może uda im się szczerze porozmawiać. Tak, to był dobry plan. -
Co powiesz na przyszły weekend w takim razie? - zaproponował, opierając brodę o jej głowę i przyciągając ją do siebie. Dawno nie wyjechali nigdzie tylko we dwoje, a Hawaje wydawały się odległym snem. W tej chwili nawet domek pod miastem wydawał się świetną opcją.
Zdaję sobie z tego sprawę i też to widzę. Pierwszy raz jesteś aż tak mocno w to zaangażowany. Nawet bym powiedziała, że się poświęcasz. I znów wrócili do punktu wyjścia. Cieszył się, że Blair nie widziała jego twarzy w tej pozycji. Zdecydowanie znajdowanie wymówek w pracy, którą dzielił ze swoją siostrą i przyjaciółką swojej narzeczonej w jednym, nie było dobrym pomysłem. -
Cherry osobiście poprosiła mnie o sfinalizowanie tego kontraktu, nie mogłem odmówić - wybrnął cicho, tym razem całując jej czoło.
Oszust, oszust, oszust. Theo miał rację. Kobiety miały niewiarygodną intuicję. Nawet jeśli Blair nie domyślała się jeszcze wszystkiego, już powoli zbierała te wszystkie fragmenty do kupy.
Jak tu pięknie. O, furtka w postaci zmiany tematu! Nie byłby sobą, gdyby tego nie wykorzystał. -
Lubię to spojrzenie - rzekł, przyglądając się Blair i na moment napotykając jej wzrok. Nie kłamał. Naprawdę uwielbiał, gdy spoglądała na otaczający ich świat z zachwytem, jak chłonęła każdy widok i jak próbowała zapamiętać każdy szczegół. Było w tym coś rozbrajającego - to chyba to spojrzenie sprawiło, że się w niej zakochał.
Póki co tak, ale zamknięty będzie dopiero gdy przejdzie wszystkie odbiory, a właściciele dostaną klucze do mieszkań. Na pewno chodziło również o jej ambicję. Była idealna w każdym calu. -
Rozumiem - odrzekł jedynie, nie ciągnąc tego tematu. To wszystko powoli stawało się dla niego męczące - Blair czy Ivy. Ivy czy Blair. Czy gdyby nie zauroczył się w Ivy, zostałby z Blair? Czy gdyby nie Blair, już dawno pobiegłby w ramiona Ivy? Dlaczego teraz o tym myślał, gdy Blair akurat zaczęła opowiadać o ich ślubie? W końcu w ciągu kilku miesięcy miał wziąć z nią ślub, o czym on, do cholery, myślał?!
Ślub. Lista gości. Jakieś kolory. Zaproszenia? To już mieli rozdawać zaproszenia??? -
Te kolory są bardzo istotne? - wymsknęło się z jego ust, zanim zdążył się nad tym dłużej zastanowić. Zaraz jednak Blair zrzuciła na niego prawdziwą bombę.
Już… powiedzmy, że prawie mam wybraną sukienkę. -
Och - znów mu się wyrwało. To chyba nie była zbyt dobra reakcja jak na mężczyznę, który niedługo miał składać przysięgę na ślubnym kobiercu. -
Brzmi jak... postęp - zrehabilitował się. -
Na pewno będziesz wyglądać pięknie - dodał i znów musnął ustami jej włosy, jakby chciał ją udobruchać. Nie wiedział, dlaczego powiedział te ostatnie słowa, bo... tak naprawdę dopiero teraz to do niego dotarło. Tak, widział to teraz wyraźnie. Charles Marshall
chyba nie chciał brać ślubu.
Blair Mayfield