ODPOWIEDZ
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wślizgnął się na miejsce w ostatniej chwili, gdy światła na widowni już gasły, a pierwsze dźwięki orkiestry wypełniały przestrzeń teatru. Blair już na niego czekała - wyglądała pięknie, siedząc na swoim miejscu w prywatnej loży na balkonie, w wieczorowej kreacji i z naszyjnikiem od Charliego na szyi. Gdy usiadł obok, oplótł jej palce swoją dłonią i uśmiechnął się do niej, jeszcze zanim pierwszy aktor pojawił się na scenie. Nie chciał się znów spóźniać, ale tym razem naprawdę zatrzymały go sprawy firmowe. Aktorka akurat była w trakcie monologu, gdy poczuł nagłe ukłucie w klatce piersiowej. Wyrzuty sumienia nie były dla niego nowością, ale dzisiaj smakowały wyjątkowo gorzko. Siedział tutaj, obok swojej narzeczonej, odgrywając rolę idealnego partnera, podczas gdy zaledwie kilka dni temu okłamał ją, by spędzić czas sam na sam z Ivy Harrison. Z tą samą Ivy Harrison, którą pod wpływem chwili i emocji pocałował w windzie. Z tą samą kobietą, której proponował romans zaledwie dzień później. Czuł się z tym źle? Oczywiście, że tak - po pierwsze, nie potrafił opanować swojego pożądania skierowanego w drugą kobietę, a po drugie... myśl o wyjawieniu prawdy przerażała go bardziej niż kłamstwo. Nie chciał ranić Blair, a przynajmniej tak sobie wmawiał. Próbował przekonać sam siebie, że milczenie było formą ochrony - że dopóki prawda nie padnie na głos, idealny świat Blair i Charliego pozostanie nienaruszony. Ze spektaklu nie zapamiętał absolutnie nic. Głosy aktorów zlewały się w jednostajny szum, a scenografia była tylko rozmytą plamą barw. Dopiero głośne oklaski wyrwały go z transu. Mechanicznie wstał i zaczął klaskać razem z innymi, bo tak wypadało. Zawsze robił to, co wypadało. Najwyraźniej oboje nie mieli ochoty wracać do domu, bo gdy Charlie zaproponował spacer, Mayfield zgodziła się bez wahania. Widział, że była nieswoja i w głowie pojawiła mu się niepokojąca myśl, że Blair domyślała się prawdy o jego kłamstwach. Jednak... nie mogła wiedzieć o Ivy, prawda? Patrzył, jak Blair powoli wkłada na swoje smukłe dłonie rękawiczki i... cholera, co on wyprawiał najlepszego? Miał u boku tak piękną, utalentowaną kobietę, mógł zdobywać z nią świat i mówić jej wszystkie swoje sekrety, a on szukał okazji, żeby spędzić czas na osobności z inną? Co miała Ivy, czego nie miała Blair? To było jedno z tych pytań, na które chyba znał odpowiedź. Choć patrzył na ciemne włosy Blair i czuł jej dłoń na swoim ramieniu, pod powiekami wciąż widział blask blond pasm, które kilka dni temu muskały jego twarz. Zapach perfum narzeczonej walczył o miejsce w jego pamięci z aromatem kawy z błękitnego termosu i świeżego siana. Potrzebował zimnego powietrza. Ruszyli w stronę najbliższego parku, powoli, krok za krokiem. Dawno nie byli tak po prostu... we dwoje. Może wszechświat podpowiadał mu w ten sposób, żeby się opamiętał? - Piękny wieczór, prawda? - zapytał, siląc się na spokojny ton, choć czuł się jak oszust. Nie mógł się skupić. Każdy metr tego spaceru był walką między mężczyzną, którym powinien być, a tym, którym stawał się przy Ivy Harrison. Blair trzymała go pod ramię, a na jej palcu lśnił pierścionek zaręczynowy - symbol obietnicy, którą Charlie składał każdego dnia, a którą jednocześnie tak brutalnie łamał w swojej głowie. Szli tak obok siebie: on w idealnie skrojonym garniturze, a Blair w oszałamiającej wieczorowej kreacji. Wyglądali jak para z eleganckiego, francuskiego magazynu. Może nie licząc min - on szczękę miał zaciśniętą, a Blair szła obok niego w zamyśleniu. Coś ją gryzło. - Wszystko w porządku? - spytał po chwili, nie przerywając spaceru. Nie chciał jej ranić, naprawdę. Chciał, żeby była szczęśliwa. Problem tkwił w tym, że... nie wiedział, co powinien teraz zrobić.

Blair Mayfield
isiek
wszystko jest okej
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Frustracja wydawała się być dobrym słowem, które teraz mogło opisać jej uczucia. Do teatru przyjechała sama, czując się z tym nieswojo, a jeszcze mniej komfortowo było witać się ze znajomymi twarzami. Kilku znajomych, kilku partnerów biznesowych i za każdym razem dostawała pytanie, czy postanowiła przyjść na dzisiejszą sztukę sama. Charliego zatrzymała praca… wiadomo jak to bywa. Odpowiadała tak za każdym razem, z uprzejmym uśmiechem na ustach, wywołując zrozumiały śmiech u swoich rozmówców i po krótkim skinieniu głowy odchodziła w kierunku schodów, aby udać się do znajomej loży. Czy była pewna tego, co mówiła? Nie, choć oddałaby wszystko, aby było inaczej. Od kilku dni czuła okropny ścisk w żołądku, bo przyłapała narzeczonego na jawnym kłamstwie. Ile razy zostawał dłużej w pracy, a jechał bóg wie jeden gdzie? Po co ją kłamał, z kim spędzał czas, dokąd jeździł, po co… Miała wiele pytań, a mimo jej zuchwałości, pewności siebie i wszystkich cech, które sprawiały, że zazwyczaj rozwiązywanie problemów szło jej jak z płatka, to teraz… robiła uniki. Przybrała maskę, udając, że wszystko było w porządku, jakikolwiek stres zrzucała na pracę, a w głębi serca chciała konfrontacji. Chciała odpowiedzi na pytania, a jednocześnie bała się ich usłyszeć, bo wszystko co ostatnio plątało się po jej głowie kompletnie nie pasowało do Charliego. Jej Charliego, który w ostatnim czasie niby był obecny, a jednak sprawiał wrażenie obcego. Teraz siedziała na swoim standardowym miejscu, a jej wewnętrzny system alarmowy wył głośną syreną, gdy patrzyła na zegarek, bo czas mocno się kurczył.
Charlesa nadal nie było.
Realnie nastawiała się na dzisiejszą konfrontację, szykowała monolog, który wyrzuci mu po powrocie do domu. Frustracja zmieniała się w rozczarowanie, a gdy światła powoli gasły, Marshall nagle się pojawił. Chwytając ją za rękę i uśmiechając się do niej, jakby nigdy nic. Robił z mózgu Blair kompletną sieczkę — bo może po raz kolejny była tą złą? Może znowu była o krok od potraktowania go w zły sposób? Wiedziała, że ostatnio mieli kilka ważnych projektów, wiedziała, jak ważne było dla niego samodzielne przypilnowanie niektórych spraw. Rozumiała go, była taka sama. Patrząc w jego oczy była w stanie przez chwilę zapomnieć o tych wszystkich niepewnościach, które zaprzątały jej myśli w ostatnich dniach. Odwzajemniła lekko uśmiech, czując jednocześnie ulgę, ale nieznośny nerwowy ścisk żołądka nadal pozostawał. Przetrwała cały spektakl, bo przyjemnością nie można było tego nazwać. Poświęcała jak największą uwagę sztuce tylko po to, aby nie uciekać myślami i nie dręczyć się nimi chociaż teraz. Propozycję spaceru odebrała jak zbawienie od świata. Potrzebowała rześkiego powietrza, głębokiego oddechu. Zarzuciła swój długi płaszcz i po wyjściu z budynku, chwyciła go pod ramię, dając się prowadzić. — Prawda, zaczyna robić się już nieco cieplej. Może wreszcie przyjdzie wiosna — westchnęła. Była zmęczona zimą, brakiem słońca, ciągłym śniegiem oraz chodnikami skutymi lodem. To co, że w międzyczasie mieli przerwę na słoneczne wakacje, o urlopie zapomina się dość szybko przy nadmiarze obowiązków. — Jak ci się podobał spektakl? — zagadnęła, zastanawiając się, czy może powie jej coś bardziej ciekawego niż ona by mogła wyłapać z dość powierzchownego oglądania; w końcu często miał słuszne uwagi. Przez chwilę zawędrowała swoimi myślami w daleką przestrzeń, gdzieś skupiając się na spokojnym kroku i dźwięku, który zostawiały po sobie jej szpilki. Wszystko w porządku? To pytanie wybiło ją z zamyślenia, przez co odwróciła głowę w jego kierunku, zadzierając nieco mniej niż zwykle głowę, przez wysokość jej dzisiejszych butów. Pytanie niby łatwe, a jednak ciężko było jej odpowiedzieć. — Ostatnio mam nieco stresu — stwierdziła, co nie było kłamstwem, a jedynie jego zgrabnym ominięciem. Była nerwowa, czuła to po sobie, jednak nie była w stanie teraz przyznać, że połowa jej obecnej niepewności dotyczyła jego osoby. — Już myślałam, że dzisiaj nie dojedziesz — przyznała po chwili, nieco zmieniając temat. To było bardziej niż pewne, że Charlie zacznie zaraz dopytywać, bo niestety, po Blair było widać, gdy coś ją gryzło, a on był jedną z niewielu osób, z którymi umiała rozmawiać otwarcie. Byli względem siebie szczerzy, a przynajmniej tak jej się wydawało.

Charlie Marshall
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spacer w rześkim, nocnym powietrzu po dusznym wnętrzu teatru był dokładnie tym, czego Charlie potrzebował, by na chwilę uciszyć wyrzuty sumienia. A przynajmniej spróbować. Każdy stukot szpilek Blair o chodnik brzmiał w jego uszach jak odliczanie zegara do... nieuchronnej kłótni, którą wręcz przeczuwał w kościach. Nie wiedział, dlaczego tak czuł - przecież spędzili razem miły wieczór, a teraz... szli przed siebie w miłej atmosferze, prawda? Prawda, zaczyna robić się już nieco cieplej. Może wreszcie przyjdzie wiosna. I rozmawiali o pogodzie! To było coś. Dlaczego więc czuł to dziwne napięcie? - Wiosna? Tak, przydałaby się nam odrobina słońca - odpowiedział, a jego głos brzmiał niemal zbyt poprawnie. Nie rozumiał swoich emocji - do tej pory Blair była dla niego synonimem bezpieczeństwa, mógł jej powierzyć wszystkie swoje rozterki i sekrety oprócz... jednego. Zatajanie przed nią prawdy o pocałunku z inną zdecydowanie naruszało jego spokój. Jednak nie mógł powiedzieć jej prawdy. Nie w tej chwili. Nie w ten sposób. Jeszcze nie. Jak ci się podobał spektakl? Spektakl. Próbował wyłowić z pamięci choć jeden sensowny obraz z ostatnich dwóch godzin. Co tam się działo? Jakaś tragedia? Dramat? Komedia? Wstyd się przyznać, ale nic nie zapamiętał. Siedział w loży obok Blair i czuł zapach jej perfum, ale jego umysł był kilometry stąd - gdzieś obok błękitnych oczu najnowszej przyjaciółki. Nic dziwnego, że każdy wybuch śmiechu czy braw na sali docierał do niego z opóźnieniem. - Scenografia była... dopracowana. Bardzo nowoczesna - odparł powoli, ważąc słowa. Miał nadzieję, że sztuka nie działa się w osiemnastowiecznym dworze. Westchnął. Przynajmniej teraz powinien być szczery. - Szczerze mówiąc, Blair, trudno było mi się skupić. Ciągle myślałem o pracy, a potem... po prostu cieszyłem się, że jesteś obok. A tobie jak się podobało? - dodał po chwili, posyłając jej uważne spojrzenie. Zatrzymał się na moment pod jedną z latarni, udając, że poprawia elegancki komin z wełny merynosa, byle tylko zyskać sekundę i nie uciec wzrokiem przed jej prześwietlającym spojrzeniem. Widział jej idealnie ułożone włosy, dumną postawę i buty, przez które była wyższa niż zazwyczaj. Blair była jego domem, nigdy jej nie oszukał - a teraz czuł się jak oszust. Ostatnio mam nieco stresu. Ponownie ujął jej ramię. - Chcesz o tym porozmawiać? - spytał, zanim zdążył ugryźć się w język. Co on pierdolił za farmazony? Jak jakiś trener umysłu, coach albo inny kopnięty psycholog? Blair nie była pacjentką, była jego partnerką i kobietą, która znała go na wylot, a on właśnie zaserwował jej formułkę z podręcznika poprawnej komunikacji. Zacisnął dłoń mocniej na jej ramieniu w opiekuńczym geście. Chciał być dla niej wsparciem, naprawdę, ale jednocześnie bał się, że jeśli ona zacznie mówić... on będzie musiał zrobić to samo. A prawda o tym, dlaczego on był ostatnio rozproszony, nie nadawała się do opowiedzenia pod latarnią po spektaklu w teatrze. Nie nadawała się do opowiedzenia nigdy. Wziął głęboki wdech, słysząc jej kolejne słowa. Już myślałam, że dzisiaj nie dojedziesz. - Nawet tak nie myśl, słońce - odrzekł niemal natychmiast, domyślając się sedna problemu. Przystanął i lekko obrócił ją przodem do siebie, tak by światło latarni padało prosto na jej twarz. Przesunął dłonią z jej ramienia na policzek, muskając kciukiem jej skórę z taką czułością, jakby próbował wymazać każde jej wątpliwe wspomnienie z ostatniej godziny. Cholera, był w tym cholernie dobry. W odwracaniu kota ogonem. - Może i bywam ostatnio... nieobecny, ale zawsze do ciebie wracam, Blair - powiedział. W jego głowie wciąż pulsowało wspomnienie Ivy, ale patrząc na Blair, czuł desperacką potrzebę naprawienia tego, co powoli zaczynało pękać. Chciał być tym samym Charliem, którym był jeszcze miesiąc temu... przewidywalnym, oddanym i idealnym. - Jesteśmy w tym razem, pamiętasz? - dodał, po czym ujął dłoń Blair - tę samą, na której błyszczał jej pierścionek zaręczynowy. Przesunął kciukiem po jej palcach, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo ta dłoń różniła się od tej, którą trzymał kilka dni temu. Cholera.

Blair Mayfield
isiek
wszystko jest okej
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Sama rozmowa o pogodzie była wystarczającym napięciem. Niby zwykły small talk, a jednak pokazywał wystarczająco dużo. Miły wieczór to pojęcie względne. Gonitwa myśli była obecna nie tylko w jej głowie; może to tworzyło już wystarczająco gęstą atmosferę, skoro trybiki w ich głowach chodziły na pełnych obrotach, zamiast zrelaksować się i odpocząć. Tak, przydałaby się nam odrobina słońca. Pokiwała krótko głową, zgadzając się z jego stwierdzeniem. Wiosna — to wszystko, czego teraz potrzebowała. Świat budził się do życia, wszystko wydawało się być wtedy nieco lepsze. Może jej cały overthinking był jedynie bezpośrednim skutkiem braku naturalnej witaminy d? Potrzebowała słońca, potrzebowała uspokajającego ćwierkania ptaków o poranku i potrzebowała… powrotu do rzeczywistości. Od kilku dni czuła się, jakby trwała w nieznośnym zawieszeniu, jak więzień swoich własnych myśli. Umiejętność analizy była dobra dopóki nie dotyczyła ona własnego życia, emocji; wtedy zamieniała się w uciążliwą klątwę. — Ciekawe spostrzeżenie — stwierdziła, spoglądając na niego kątem oka. Może nie była to scenografia osiemnastowiecznego dworu, ale akcja na pewno nie działa się w latach współczesnych. Następne słowa nieco rozjaśniły jej ten komentarz. Praca… Na samą myśl o niej, jej żołądek ścisnął się mocniej ze stresu. W końcu miała świadomość, że tamtego dnia nie został dłużej w pracy. Co mogło być w pozostałe dni? Czy okłamywał ją na każdym kroku, również teraz? Była w stanie bardzo szybko i łatwo go usprawiedliwić, chociaż… chociaż zastanawiała się, czy w tym wszystkim zbytnio nie wybielała Charliego. Ciężko było jej oskarżać go o cokolwiek, zwłaszcza na podstawie domysłów. Z jednej strony go kochała, skoczyłaby za nim w ogień i ufała mu bezgranicznie, a z drugiej, nad tą wspomnianą ufnością, zapalała się lampka ostrzegawcza. Ale przecież cieszył się, że była obok. Uśmiechnęła się lekko, przez chwilę skupiając się na tej myśli. — Nie nazwałabym tego spektaklu nowoczesnym. Nie ukrywam, że mi też ciężej było się skupić, tym bardziej że był nieco psychologiczny. Pokonało mnie to przy dzisiejszym rozproszeniu — rzuciła, stwierdzając, że nie będzie owijać w bawełnę. Na pewno zapamiętała więcej niż on, jednak nie skupiła się na wątkach tak bardzo, żeby wynieść z nich jakiś większy morał. — Jak będziemy mieć… mniej zajęte głowy, to możemy wybrać się jeszcze raz. Mimo wszystko, wydawał się być naprawdę ciekawy — zasugerowała. Może to nie był ich dzień, w końcu bywało i tak. — Co się dzieje, że ostatnio praca tak bardzo zajmuje ci myśli? — dopytała, traktując to pytanie jako grunt pod wątek, który za niedługi czas chciała poruszyć. Nie wiedziała, czy miała w sobie na tyle siły, aby udźwignąć dzisiaj ten temat — choć z drugiej strony kiedy, jak nie dziś? Spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem, słysząc to pytanie. — Chcesz zaprosić mnie na kozetkę i przeprowadzić psychoterapię? — zażartowała obronnie; sposób w jaki zadał to pytanie był dziwny. Sztywny, poprawny i niepasujący do rozmów, które przeprowadzali, gdy drugą osobę rzeczywiście coś gryzło. Nie pociągnęła dalej tego tematu. Co miałaby mu powiedzieć? Stresuje mnie fakt, że kłamiesz? Nie umiała ubrać tego w odpowiednie słowa. Potrzebowała momentu zaczepienia, który da jej możliwość dopytać o tę sytuację. W końcu nie mieli przed sobą tajemnic, dlaczego nagle zacząłby przed nią ukrywać cel swojego wcześniejszego wyjścia z pracy? — A jednak przeszło mi to przez głowę — rzuciła, zatrzymując się i spoglądając mu prosto w oczy, kiedy odwrócił ją przodem do siebie. — Tym bardziej skoro ostatnio często zostajesz po pracy… — dodała ciszej. Jego dotyk był łagodzący, a zarazem rozgrzewał jej policzek, na który do tej pory wiało rześkie powietrze. Patrzyła na niego, próbując odczytać z jego twarzy odpowiedzi na jej jakiekolwiek wątpliwości. I ten krótki, gładzący ruch kciukiem poniekąd ścierał z jej głowy złe myśli, ale nie wymazując całkiem obaw, które jej towarzyszyły. Może była przeboźdzcowana, może już zmęczona wszystkimi i wszystkim, zaczynała nadinterpretowywać sytuację i słowa. Ale zawsze do ciebie wracam, Blair. A gdzie indziej miałby wracać? Zwinęła w kulkę kartkę z tą myślą i wyrzuciła do mentalnego śmietnika. — Po prostu brakuje mi ciebie, Charlie. Nawet jak wracasz to czuję, jakbyś był gdzieś dalej myślami. — A w końcu wieczorami, kiedy byli już w mieszkaniu, to zawsze był tylko Charlie i tylko Blair. Co się działo, że Marshall nie umiał odciąć się od tego, co było poza ich domem? — Jesteśmy, pamiętam — potwierdziła. Czuła delikatny dotyk na swoich palcach i nawet jeśli nieco ją to uspokajało, to jej serce nadal biło ciężko i nerwowo. Splotła ich palce razem, machając lekko na boki ich złączonymi dłońmi. — Kocham cię, Charlie i pamiętaj, że jestem z tobą, cokolwiek by się złego nie działo. — Nie podejrzewała, że wplątał się w tarapaty, ale chciała, żeby to wybrzmiało — mógł na nią liczyć, być jej pewien. Z pewnością jednak nie spodziewała się, co mogłaby usłyszeć w chwili szczerości.

Charlie Marshall
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spacerowali powoli, a rześkie, wieczorne powietrze sprawiało, że ich oddechy zamieniały się w obłoki pary. Charlie czuł każdy krok, czuł ciężar dłoni Blair na swoim ramieniu i... co gorsza, czuł narastający ciężar niewypowiedzianych win. Nie nazwałabym tego spektaklu nowoczesnym. Nie ukrywam, że mi też ciężej było się skupić, tym bardziej że był nieco psychologiczny. Pokonało mnie to przy dzisiejszym rozproszeniu. - Wybacz - skwitował. Świetnie. Nie potrafił nawet zapamiętać dekoracji, bo był zbyt skupiony na rozpamiętywaniu dłoni Ivy na swoich policzkach. Jak będziemy mieć… mniej zajęte głowy, to możemy wybrać się jeszcze raz. Mimo że teatr ani trochę go nie urzekł, skinął głową. Zrobiłby wszystko, byle tylko odzyskać tę dawną, radosną Blair, która nie patrzyła na niego z powątpiewaniem. - Dobrze, bardzo chętnie - przystał na propozycję narzeczonej, siląc się na entuzjazm. Miał nadzieję, że tego nie zauważyła. Gdy padło pytanie o pracę, na początek po prostu przełknął ślinę. Nie miał przygotowanej poprawnej odpowiedzi na to pytanie, a prawda była zbyt brudna, by wypowiedzieć ją na głos. To właśnie robiła z nim Ivy Harrison - przez nią zapominał o bożym świecie. Zapominał też o swoich obowiązkach i nawykach. Fakt, że nie przygotował sobie planu awaryjnego wołał o pomstę do nieba. Wiedział, że zawalił sprawę na całej linii. Znikał wieczorami, całował się z Ivy, udawał jej przyjaciela, a tymczasem Blair - ta idealna, wierna Blair - czekała na niego z kolacją, na której się nie pojawiał. Był egoistą. Wielkim egoistą. Próbował sobie wmówić, że relacja z Ivy była tylko tymczasową odskocznią i czymś, co, co można było przerwać w każdej chwili, ale problem polegał na tym, że... w głębi duszy wcale nie chciał tego przerywać. - Przygotowujemy się do wyjazdu na Teneryfę, zależy nam na tym kontrakcie - wyjaśnił. Nie kłamał. Dziś spóźnił się do teatru właśnie z tego powodu - tonął w dokumentach i umawiał ostateczne terminy. Chcesz zaprosić mnie na kozetkę i przeprowadzić psychoterapię? Słowa Blair uświadomiły mu, jak bardzo był w tym momencie sztywny - ciekawe, czy Blair już zauważyła różnicę w jego zachowaniu? - Blair... przepraszam, nie chciałem tego ujmować w ten sposób. Chciałbym... Ja... Przecież wiesz, że możesz mi ufać i wszystko mi powiedzieć - wyznał, choć te słowa niemal stanęły mu w gardle. Jak mógł prosić ją o zaufanie, skoro sam właśnie je deptał? A kiedy wspomniała o jego częstym zostawaniu po godzinach, w głowie Charliego jak na zawołanie zapaliła się czerwona lampka. Potem kolejna. A potem całe stado czerwonych lampek. Nie wiedział, co jej powiedzieć. To wszystko było zbyt świeże i zbyt chaotyczne, by ułożyć z tego wiarygodną historię. Tak naprawdę w jego głowie Blair już domyśliła się wszystkiego i planowała rozwód, mimo że nie wzięli jeszcze ślubu. - Przepraszam, naprawdę. Nałożyło nam się kilka projektów naraz i zatrudniliśmy nowego dyrektora finansowego, jesteśmy w trakcie wdrażania go w struktury... Dużo się dzieje - wyrzucił z siebie. Nie kłamał. Dobrze mu szło. Po prostu brakuje mi ciebie, Charlie. Nawet jak wracasz to czuję, jakbyś był gdzieś dalej myślami. Te słowa zabolały go najbardziej. Kolejny raz tego dnia poczuł mętlik w głowie. Wiedział, że nie był w stosunku do niej fair, ale panika przed zranieniem jej - i przed utratą tego stabilnego życia, które razem zbudowali - paraliżowała go. Nie potrafił wyznać jej prawdy, zwłaszcza, gdy patrzyła na niego swoimi kochającymi oczami. - Też za tobą tęsknię. Blair... może powinniśmy wziąć kilka dni wolnego? Skupić się na sobie? - zaproponował nagle, chwytając się tej myśli jak deski ratunku. Wyjazd był bezpieczny. Zmiana tematu, zmiana otoczenia. Może tam, z dala od Toronto i od Ivy, uda mu się uporządkować ten bałagan w głowie i znów stać się tym Charliem, którego tak kochała? Kocham cię, Charlie i pamiętaj, że jestem z tobą, cokolwiek by się złego nie działo. Gdy usłyszał jej wyznanie, poczuł, jak jego serce bije jak oszalałe, obijając się o żebra. W uszach zadudniły mu słowa Theo, które próbował zagłuszyć przez ostatnie dni. Czy gdyby naprawdę kochał Blair, zrobiłby jej coś tak okropnego? Czy miłość pozwalała na taką dwulicowość? A może to właśnie dlatego tak bardzo chciał ją teraz uszczęśliwić - by zagłuszyć własne wyrzuty sumienia? - Ja ciebie też kocham - odpowiedział krótko, po czym złożył na jej ustach słodki pocałunek. Musiał ją udobruchać. Musiał przykryć ten romans warstwą luksusu i kolejną warstwą wspólnych wspomnień. - Gdzie byś chciała pojechać? Korea? Nowa Zelandia? Hawaje? Zaplanuję cały wyjazd, tylko powiedz mi, co chciałabyś zobaczyć? - zaoferował się, już wyjmując telefon. Szybkim ruchem włączył konwersację z Thomasem, swoim asystentem, gotowy wydać fortunę na bilety, byle tylko kupić sobie jeszcze trochę czasu i spokoju. Czekał na jej decyzję, starając się nie myśleć o tym, że żaden lot nie zabierze go wystarczająco daleko od prawdy.

Blair Mayfield
isiek
wszystko jest okej
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To nie było to, czego oczekiwała. Nawet jeśli posiadanie oczekiwań mogło nie wybrzmiewać zbyt dobrze, zwłaszcza jeśli naokoło słyszą o tym non stop, to Blair patrzyła na te kwestie z innego punktu widzenia. Ona nie chciała, aby robił coś przeciwko sobie. Były setki innych spektakli, na które mogli iść zamiast właśnie tego, który nie przypadł mu do gustu. Nawet jeśli czasami spoglądała na niego spojrzeniem nieznoszącym sprzeciwu, to nie była nieugięta. Potrafił przekonać ją dobrymi argumentami, a czasami po prostu odpuszczała w imię miłości, nie chcąc się z nim sprzeczać o pierdoły, czyli tak jak w przypadku lamy na marokańskim dywanie. Czasami jednak ciężko było dostrzec, że robił rzeczy wbrew sobie. Nawet jeśli znała go na wylot, to tuszował emocje maską wymuszonego entuzjazmu, a w taki dzień jak dziś — gdy był zamyślony i nieco nieobecny — ciężko było jej to jednoznacznie odebrać. Twierdził, że bardzo chętnie, więc czy musiała doszukiwać się w tym drugiego dna? Po ostatnich wątpliwościach — mogłaby bez problemu zakwestionować tę wypowiedź, ale chyba nie na tym polega budowanie związku opartego na zaufaniu? Kłóciła się z tą myślą już od kilku dni, a teraz miała możliwość konfrontacji wręcz na wyciągnięcie ręki. Mimo to kluczyła, błądziła i rezygnowała, jakby sama obawiała się, co może usłyszeć, jeśli zacznie drążyć dalej. Nieświadomie ściągała na siebie jego kłamstwo, dalej mając w głowie kilka wymówek, którymi mogłaby go oczyścić. — Wiem, wiem, nie powinno mnie to z jednej strony dziwić — stwierdziła, czując wyrzuty sumienia przez swoje oskarżenia. O Teneryfie wiedziała od Cherry, wiedziała do Charliego, wiedziała też od swojej koleżanki, która pracowała u Marshalli i miała bezpośrednio kontakt z tym projektem. Każda zaangażowana w to osoba miała to jako swój priorytet. — Ostatnio chyba miałeś jakiegoś ważnego klienta, co? Ktoś z piętra śmiał się, że było to prywatne spotkanie — zagadnęła luźno, może z lekkim rozbawieniem dodając drugą część wypowiedzi. Przypominała sobie o tym, co naćwierkały jej ptaszki. Nie zawsze docierały do niej informacje z dobroci serca. Słyszała o jakiejś kobiecie, która przyszła do biura Charlesa i zaraz rolety od szklanych szyb się zasłoniły. Niektórzy ludzie ubierali to w ładne historyjki, ale wydźwięk był jeden — chcieli zasiać w niej ziarno niepewności. Blair zazwyczaj ignorowała takie przytyki i komentarze, jednak ta sytuacja nagle wydawała jej się ważna z perspektywy informacji, o jego ostatnim rzekomym dłuższym zostaniu w pracy. Krótkie zająknięcie sprawiło, że posłała mu badawcze spojrzenie. Ciężko byłoby nie dostrzec jego innego zachowania, choć z łatwością zrzucała winę na błądzenie głową w chmurach bądź w pracy. — Wiem — odparła krótko. To właśnie cały czas robiła; ufała mu bezgranicznie i powierzała mu swoje sekrety oraz rozterki. A jednocześnie na sercu ciążyła jej informacja, która naprawdę nie mogła przejść jej przez gardło. Nie dopuszczała do siebie jakiejkolwiek myśli, że mógłby ją zdradzać — to jej po prostu nie pasowało do Charliego, którego znała całe swoje życie. — Strasznie dużo mnie dzisiaj przepraszasz. Nie masz za co, rozumiem. Jak zwykle. Rozumiała go w stu procentach, taka była też ich relacja. Każde słowo jednak budziło w niej kolejny niepokój. Wybacz, że nie zapamiętałem dekoracji, przepraszam, bo nie chciałem tego tak ująć, przepraszam, że mam dużo pracy. To wszystko wydawało się być dziwnie sztywne, pozbawione tej lekkości, z którą zazwyczaj rozmawiali o intensywnym czasie i projektach; w momentach, w których wyrzucali z siebie, co ciążyło im na sercu. — O dyrektorze finansowym słyszałam. Cherry mi na niego ostatnio psioczyła. I opowiadała o innych ciekawych rzeczach. To spotkanie zdecydowanie wzbudziło wiele emocji. — A ty jakie masz o nim zdanie? — zagadnęła, chcąc oderwać się od natrętnych myśli, choć jeśli raz jeszcze usłyszy przepraszam, to prawdopodobnie zawróci prosto do auta. Chciała, żeby atmosfera się rozluźniła, żeby był to spokojny wieczór, miły spacer, a jego obecność po prostu rozwiązała ten nerwowy supeł w jej żołądku. Chciała wierzyć, że jest to okres przejściowy i najchętniej przeteleportowałaby się do momentu, w którym wszystko wróci do codziennego porządku. — Wzięcie wolnego to dobry pomysł. Zwłaszcza dla nas. I dla twojej przeciążonej od wszystkiego głowy — przytaknęła. Zmiana otoczenia, wyjechanie gdzieś, gdzie nie trudno było odciąć się od tego, co tu się działo. Nawet nie musieli jechać nigdzie daleko, bo spędzenie czasu we dwójkę i beztroskie zwiedzanie nieznajomych ulic zdawało się być już wystarczającym resetem. Krótka odpowiedź i słodki pocałunek sprawiły, że choć na chwilę ciężar z jej serca zelżał. To tylko stres i nadmiar obowiązków. — Możemy nawet pojechać gdzieś w Kanadzie, nawet krótki city break myślę, że będzie wystarczająco orzeźwiający — zasugerowała jedną z opcji. — Tobie urlop przyda się najbardziej, więc nie masz jakiegoś miejsca, w które najchętniej byś teraz pojechał? — zapytała, bo sama z jednej strony miała ochotę na niestandardową podróż, a z drugiej nie miała w głowie nic konkretnego. W końcu nie planowała wyjazdu w najbliższym czasie, nie licząc kilku wyjazdowych konferencji, które szykują się już niedługo.

Charlie Marshall
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brzydził się sobą. Nie sądził, że te wszystkie kłamstwa przyjdą mu z taką łatwością - że dalej będzie potrafił patrzeć Blair prosto w oczy i planować z nią przyszłość, a jednocześnie myśleć o kolejnym spotkaniu z Ivy. Nie rozumiał natomiast, dlaczego nie potrafił powiedzieć Blair prawdy albo - co byłoby dużo bardziej rozsądne - wymazać Ivy z pamięci, skasować jej numer i wrócić do tego, co budował z Blair przez lata. Przecież to był ich świat. Ba, to był jego świat! A mu się zachciało przygód! Jednak prawda była brutalna. Nie był gotowy na zerwanie kontaktu z Ivy Harrison, czy tego chciał, czy nie. Wizja tego, że miałby jej już nigdy nie zobaczyć, nie usłyszeć jej głosu albo nie poczuć zapachu jej perfum... Nie wyobrażał sobie tego. Jednak nie wyobrażał sobie też życia bez Blair. Kochał ją. Jak partnerkę i przyjaciółkę. No i tak tkwił w tych swoich rozmyślaniach, nie mając żadnego logicznego argumentu, żeby dać krok w lewo albo prawo. Wiedział, że nie podejmując decyzji, ranił je obie, choć one jeszcze o tym nie wiedziały. Czuł się jak tchórz, który chce złapać dwie sroki za ogon - a w takim tempie, prędzej czy później, obie mu uciekną. Ostatnio chyba miałeś jakiegoś ważnego klienta, co? Ktoś z piętra śmiał się, że było to prywatne spotkanie. - Miałem kilka ważnych spotkań w tym tygodniu, dużo negocjacji, tak... - mruknął pod nosem, walcząc z myślami. Obecność Blair nie pomagała mu w zebraniu tych myśli. Kurwa. Był w pułapce, którą sam na siebie zastawił - powinien uprzedzić Ivy, żeby nie pokazywała się w jego biurze. Żołądek chyba wywrócił mu się na lewą stronę. Powinien był przewidzieć, że plotki w Northland Power rozchodziły się szybciej niż świeże bułeczki. Wszyscy ich widzieli. Pracownicy z open space'u, sekretarki, stażyści... każdy musiał zauważył tę śliczną, drobną blondynkę, która wślizgnęła się do jego gabinetu. Był to dość niecodzienny widok. Strasznie dużo mnie dzisiaj przepraszasz. Nie masz za co, rozumiem. - Dziękuję, Blair - odparł cicho. Była taka wyrozumiała. A on był takim oszustem. Oszustem, który właśnie dostał rozgrzeszenie, na które nie zasłużył. O dyrektorze finansowym słyszałam. Cherry mi na niego ostatnio psioczyła. - Prawie go pobiła, słyszałaś? Chyba go nie lubi - rzekł, siląc się na lekki uśmiech. Dobrze. Temat Cherry i Ethana był bezpieczny, neutralny i przede wszystkim - odciągał uwagę od czynów Charliego. A ty jakie masz o nim zdanie? Wzruszył ramionami. - Hm... wydaje się być odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Jednak dalej nie rozumiem, czemu ojciec nie wtajemniczył nas w rekrutację, zwłaszcza, że w dalszym ciągu jest w szpitalu - odparł, marszcząc brwi w zamyśleniu. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze - tak mu powiedział Ethan podczas porannego joggingu. Brzmiało to całkiem logicznie, zwłaszcza, jeśli chodziło o starego Marshalla, ale Charlie nie był przekonany i miał wrażenie, że kryło się za tym coś więcej. Zwłaszcza, że ojciec nawet w szpitalnym łóżku dalej pociągał za sznurki. Co to miało być? Czy ojciec im nie ufał? Czy firma była w gorszym stanie niż pokazywały raporty? A może chciał, żeby ktoś mu donosił podczas jego nieobecności? Nie no, to już by było przegięcie. Stres bardzo źle na niego wpływał, skoro wymyślał sobie takie katastroficzne rozwiązania. Wzięcie wolnego to dobry pomysł. Zwłaszcza dla nas. I dla twojej przeciążonej od wszystkiego głowy. O, to było zdanie, które bardzo mu się spodobało. Było jak miód na jego zestresowane serce. Widząc jej uśmiech i chęć wyjazdu, odetchnął z ulgą. Gdzieś głęboko w duszy. - Masz rację, potrzebuję przerwy - przytaknął, a tym razem uśmiech przyszedł mu nieco łatwiej niż jeszcze kilka minut temu. Blair była chętna na wyjazd, była blisko, była bezpieczna. Przez moment naprawdę uwierzył, że ten wyjazd faktycznie mógłby zadziałać jak reset i po nim wszystko miałoby szansę wrócić do normy. Jednak czy tego chciał? Chyba nie... - To może domek pod miastem? Ja, ty, kominek... - zaproponował, a wizja odcięcia się od świata wydawała mu się jedynym ratunkiem. Miał nadzieję, że weekend sam na sam z Blair pomoże mu uporządkować myśli i podjąć jakąkolwiek decyzję, bo to zawieszenie powoli go zabijało. Chciał też sprawdzić, czy... był w stanie żyć tak, jak wcześniej. - Krótki wypad przed Teneryfą dobrze mi zrobi, oczyszczę umysł - podkreślił po chwili, gładząc kciukiem wierzch jej dłoni. Zdecydowanie powinien oczyścić umysł przed wyjazdem - ostatnio zbyt wiele czasu poświęcał na analizowanie swojego życia uczuciowego, zamiast skupić się na pracy. To było do niego niepodobne i jako pracoholika cholernie go to irytowało. - Bardzo nam zależy na tym kontrakcie - dodał po chwili, gdy skręcili w kolejną alejkę, a przed nimi ukazała się mała altanka z widokiem na wodę. Latem to miejsce musiało wyglądać przepięknie - obecnie altanka była jedynie opleciona nagimi gałązkami i oświetlona drobnymi lampeczkami, zamiast tonąć w kwiatach. - Usiądziemy tutaj? - zaproponował, prowadząc ją w stronę światełek. Usiedli blisko siebie na drewnianej ławeczce, a tymczasem Charlie dalej gładził dłoń narzeczonej. - Udało ci się domknąć projekt, nad którym ostatnio pracowałaś? - zagadnął, znowu zmieniając temat. Chciał posłuchać o czymkolwiek, co nie dotyczyło jego samego. Nagle przypomniał sobie o jeszcze jednej, ważnej rzeczy. - Odzywała się do ciebie ostatnio moja mama? Albo twoja...? - zapytał, zawieszając głos. Doskonale wiedziała, o co pytał, mimo że nie dokończył zdania. Ślub.

Blair Mayfield
isiek
wszystko jest okej
ODPOWIEDZ

Wróć do „York Mills Valley Park”