przekleństwa, narkotyki i różne... inne rzeczy

Gdyby Madox wiedział, że tak go to ruszy, to by nawet tego nie zasugerował, nie puściłby jej. A potem tak spokojnie nie siedział na murku, bo zdecydowanie prościej by było tam iść i wyjaśnić kolesia.
Ale nie wiedział, bo przecież to co dotyczyło Pilar, i co w każdych innych warunkach byłoby dyktowane jego charakterem, przyzwyczajeniami, to z nią i tak...
było inne.
Z nią uczył się nowych rzeczy, ale nie tylko tych dobrych, tej empatii, ludzkich odruchów. Z nią uczył się też tego, że może być kurewsko zazdrosny. Tak, że będzie go to gniotło gdzieś w środku, póki nie wyjdzie. Może w słowach, może w zachłannych pocałunkach, albo po prostu w tym, że kurwa powinien wstać i wpierdolić temu kolesiowi.
Dlatego teraz w ogóle się nie zastanawiał, czy się ruszyć z miejsca, tylko się zerwał do niej. Tylko zanim zdążyła na niego spojrzeć, to on już leżał na niej, już patrzył na nią tymi czarnymi oczami. Tak w nią zapatrzonymi, że to było aż
nienormalne, że on tak nawet nie patrzył na te wszystkie swoje naklejki, kiedy miał dziesięć lat i na buñuelos, które robiła mu matka.
Czuł jej zapach, który teraz mieszał się z tym
dzikim zapachem piachu i jej rozgrzanego ciała. Czuł bijące od niej ciepło i ten dreszcz, który zbierał się na plecach, kiedy skóra tarła o skórę, gdy się do niej pochylał. Gdy jego złote łańcuszki opadały na jej dekolt. Muskał wargami jej skórę, zbierając na języku jej smak, i pojedyncze ziarenka piasku, kiedy znaczył nim mokre ścieżki od jej pełnych, gorących warg, po szyi, którą szczypał zębami, na której czuł te jej pomruki. Po obojczyk, na którym złożył kolejny mokry pocałunek, na którym zostawił po sobie ślad. Na którym oparł te słowa, każde jedno sprawiało, że jej skóra drżała, czuł to pod wargami.
-
Te amo locamente -
kocham cię do szaleństwa, i zaraz jej to pokazał, w tym mocnym, zaborczym pocałunku, który złożył na jej zmysłowo rozchylonych ustach... Chociaż na
sucie też by pewnie chętnie taki złożył, bo czuł już pod sobą jak jej pierś unosi się szaleńczo od tego szybko bijącego serca. Czuł jak reaguje na jego każdy dotyk, każdy pocałunek. Reagują jej usta, które całował do utraty tchu, reagują jej sutki i uda... które drżały, kiedy sunął po nich palcami.
Jego skóra też zadrgała pod jej szorstkim dotykiem, kiedy sunęła po niej kamyczkami, aż zamruczał w jej usta, aż te ciemne oczy błysnęły jakoś
drapieżnie.
Bo Madox przecież nigdy nie był delikatny, on zawsze lubił
intensywnie, do szaleństwa. I teraz też mocniej zaciskał upiaszczone palce na jej udzie, wbijał je w opaloną, gorącą skórę.
Tylko, że zaraz już się od niej odsuwał, chociaż uśmiechnął się na to jej
nie, wywrócił oczami, bo to zawsze była jego kwestia
no, rzucone w momencie, w którym się od niego dystansowała. Tylko, że on się nie odsunął, usiadł tylko przyciągając ją blisko do siebie, przekładając jej nogi ze swoimi, tak, że wciąż byli obok, wciąż ich rozgrzane ciała drażniły się nawzajem, a serca waliły praktycznie jedno koło drugiego. Jej mądry, piękny wąż i ten jego nieśmiertelny,
un poco loco.
Zaraz już dzielił się z nią myślami, tym, co go gryzło, co siedziało gdzieś w głowie i pod skórą, która drżała z każdym jej dotykiem. Na jej obietnicę uśmiechnął się przesuwając palcami po jej policzkach zgarniając z nich jej potargane już włosy
kudły. Musnął krótko jej wargi, kolejne słowa układając na jej szyi wraz z pocałunkami, a kiedy odchyliła ją jeszcze dla niego, to przesunął po niej językiem, mieszając na nim sól i piach, i jej słodki smak.
-
Nie ma innych kobiet - mruknął kontrując mokre pocałunki na jej szyi uszczypnięciami zębów. Bo dla niego wcale nie było innych kobiet. Mogły być piękne, mogły wieszać mu się na szyi, ale co z tego, kiedy ta jedyna, którą on chciał, jedyna, którą widziały jego ciemne oczy, to była ona. Kiedy przesunęła paznokciami po jego karku to poczuł na plecach ten przyjemny dreszcz, a ciężkie westchnienie wyrwało mu się z płuc wraz z szarpnięciem za włosy. Lubił kiedy taka była, władcza, zadziorna...
Pilar Noriega zdecydowanie go kręciła. Ciemne tęczówki odszukały na moment jej czekoladowe,
ogniste spojrzenie.
-
Estás loca, cariño - a najgorsze jest to, że mu to kompletnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, podobało mu się to. Tak jak podobały mu się jej pocałunki, które schodziły po jego szyi, po tych wszystkich tatuażach, to jak jej zęby zaciskały się na jego skórze, sprawiając, że zbierało się pod nią to elektryzujące uczucie.
Był tylko jej. Bo tylko ona potrafiła go tak na sobie zakręcić, tak bardzo zafiksować każdą jedną myśl, na tym co z nim robiła, i na tym, co on chciał zrobić z nią.
Nabrał mocniej powietrze w płuca, kiedy sięgnęła po jego dłoń (słoń), jakby się spodziewał co zrobi, albo może jakby on sam chciał to zrobić. Tę drugą rękę zaciskając na jej pośladku, by jeszcze bardziej ją do siebie przyciągnąć. Przesunął palcami po jej piersi, tak jak go poprowadziła, zaczepiając kciukiem o wrażliwy sutek, na jej plecy, gdzie wyczuł pod opuszkami suwak jej sukienki, przesunął po nim paznokciami, tak żeby to poczuła. Nawet podsunął palce wyżej, żeby zaczepić nimi ten mały suwaczek.
-
Ja pierdole... kto robi takie zapięcia u takich sukienek - pokręcił głową i przysunął się do niej jeszcze bardziej, tak że czoło oparł na moment o jej ramię. Bo akurat Madox nie był specjalistą w rozpinaniu takich zamków. Ale teraz... już przynajmniej wiedział gdzie on jest. Więc może mu się uda? Bez rozrywania.
Dał się jej poprowadzić niżej, cały czas sunąc palcami po jej ciele tak, żeby go czuła. A kiedy ułożyła je na koronce jej bielizny, to zaraz wsuwał pod nią czubki palców. Tylko, że ona poprowadziła go niżej, z biodra, prosto między nogi.
Tam, gdzie była najbardziej wrażliwa. Przesunął palcami mocniej tak, żeby go czuła. Tak, żeby szorstki materiał koronki ocierał się o jej wnętrze, żeby czuła jego fakturę na palcach, które wbił w nią mocniej, którymi poruszył tak jak go pokierowała, a zaraz gwałtowniej, tak, żeby... krzyknęła. Spijając z jej ust ten jęk.
Chociaż zaraz już się odsuwał, kiedy pytała go o to,
czy wezmą piksy, które zabrał Diego, nawet wcześniej się im nie przyjrzał, dopiero teraz sięgnął po nie do kieszeni.
-
A chcesz... więcej? - zapytał i przełożył w palcach samarkę, w której były różnokolorowe serduszka z napisami,
love me, kiss me, fuck me. Przysunął się do niej jeszcze bardziej, tak, że oplótł ją nogą, otworzył woreczek -
ale bierzemy i idziemy potańczyć, albo na łódź, bo jak tak dalej pójdzie to skończymy tarzając się tu w piachu - stwierdził, a ciemne tęczówki odszukały jej duże, błyszczące oczy. Wyciągnął z samarki jedno serduszko, akurat to
love me, które zaraz ułożył sobie na języku, jeszcze jej go pokazał, żeby mogła sobie przeczytać napis, a zaraz wyrwał się do niej, żeby przekazać jej tą pigułę w pocałunku, słodko-gorzkim. Z chemicznym posmakiem w tle, ale też słodyczą jej ust. Oblizał wargi, kiedy już się od niej oderwał. Wziął drugie serduszko,
fuck me i znowu położył je sobie na języku, znowu jej go pokazał, tylko tym razem kiedy się do niego pochyliła to się odsunął, cofnął.
-
To nie cukierki, ta jest moja - rzucił i cmoknął ją tylko w nos, a zaraz podniósł się z piachu, otrzepał się trochę, wyciągał do niej rękę, żeby ją też podnieść z ziemi, a kiedy już stała, to wcale jej nie puścił, tylko szarpnął ją przerzucając sobie przez ramię. Poklepał ją po krągłej pupie plącząc rękę w
czerwonym materiale jej sukienki. Przesunął palcami po jej udzie, a zaraz ruszył z nią w kierunku molo. A po drodze,
akurat tak się złożyło, że mijali tego faceta, którego
podrywała Pilar.
-
Ella es mia - rzucił Madox oglądając się na niego, i pewnie nie musiał tego robić, bo gość spojrzał na niego krzywo, ale... jakoś tak mu ulżyło -
mia, mia, mia - jeszcze sobie powtórzył kilka razy pod nosem, przesuwając wytatuowanymi palcami po jej pośladkach, kiedy szli w kierunku molo, bo dopiero na nim ją postawił -
mi prometida -
moja narzeczona, powiedział, kiedy już stała na deskach, ciemne tęczówki zawieszając na jej pięknych, czekoladowych oczach.
love me, kiss me, fuck me 𝒙𝒐𝒙𝒐 𝒃𝒂𝒃𝒚
⋆˙ᐟ