- Granie w Need for speed się opłaciło. - rzucił, puszczając Stewart oczko - choć rzecz jasna żartował, bo ostatni raz, kiedy odpalił tę wyścigową gierkę, miało miejsce z mniej więcej 10 lat temu. Potem było wojsko, policja i nie było czasu na gierki.
Naprawdę odetchnął z ulgą, gdy pozbył się ogona. Miał ochotę zacząć śpiewać We are the champions lecz powstrzymał się, bo nie chciał, by Pilar zaczęły krwawić uszy. Oj jeszcze kilka dobrych minut serducho mu szybko waliło i mimo wszystko, gdy podjeżdżał pod laboratorium, sprawdzał w lusterkach, czy aby nie widać ciemnego auta, które ich wcześniej goniło. Musiał zapalić. Wyszedł z auta, gdy Pilar poszła oddać próbkę - skinął jej głową, gdy oznajmiła, że przekazanie zdobytego
- Na wszelki wypadek, daję Ci dodatkowe 15 minut ale ani minuty dłużej, bo odjadę. - taki był hojny i łaskawy - czyli łącznie miała 18 minut, na załatwienie sprawy. Wyciągnął ze schowka paczkę fajek, wyciągnął jedną i zapalił. Przy okazji zaczął dokonywać oględzin, by mieć pewność, że autko wytrzymało i opony były w dobrym stanie. Po skończonych oględzinach, dopalił fajka, dogasił go butem, wyrzucił do najbliższego kosza, a potem wsiadł z powrotem do auta i czekał. Gdy tak czekał, przed oczami miał obrazy z dzisiejszego wieczora.
- Aj, aj, Pani kapitan. - powiedział, choć nie jechał do maczka, a gdzieś, gdzie będą mogli zarówno dobrze zjeść, jak i dobrze się napić, czyli do typowo prawdziwej amerykańskiej knajpy, gdzie burgery były większe niż w maku.
Podróż do restauracji zajęła mniej więcej dwadzieścia minut - oczywiście było sporo aut, a w środku, frekwencja też była niezła.
- Dobry wieczór. Stolik dla dwóch osób? - przywitała i zapytała kelnerka, która po chwili do nich podeszła.
- Dobry wieczór i tak, dokładnie. Dla dwóch osób. - potwierdził David, kiwając głową.
- Czy była rezerwacja? - spytała kelnerka.
- Nie. - odpowiedział Harrison zgodnie z prawdą.
- Oj... to może być ciężko ale może coś się akurat zwolniło. - powiedziała kelnerka i poprosiła, by David i Pilar poszli za nią. David już miał mówić, że dziękują i przyjdą kiedy indziej, gdy nagle ludzie wstali od jednego stolika i zaczęli iść w kierunku wyjścia.
- O, to tam mogę Państwa zaprosić. i po tych słowach kelnerki, David zaczął iść by po dotarciu do stolika, zająć miejsce. Stolik był przy oknie, które wychodziło na budynek obok - a dokładniej kawiarnię. Kelnerka zaraz przyniosła menu, a David praktycznie od razu wiedział, jakiego chciał.
- Big Texas Burger, to jest to, na co teraz mam ochotę. Tylko nie wiem co do picia... narobiłaś mi ochoty na rum, tylko potem, musielibyśmy wracać uberem. - stwierdził, wzdychając. Pewnie u niego skończy się na albo bezalkoholowym drinku, albo na coli.
Pilarito