What I'm looking for?
Staring at the outside world
Caspian przez cały dzień chodził, wspierając się na swojej lasce, i rozmyślał, jak właściwie ma się przekonać do tej całej terapii, na którą obiecał Cherry uczęszczać. Sama myśl o tym działała mu na nerwy. Nie należał do ludzi, którzy z własnej woli siadają naprzeciw obcej osoby i zaczynają opowiadać o sobie i udawać, jakby to miało cokolwiek naprawić. Ha! Śmiechu warte! Widział w życiu wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że pewnych rzeczy nie da się rozbroić kilkoma dobrze zadanymi pytaniami i kubkiem herbaty postawionym obok. Nie uważał się za żadnego męczennika... broń Boże. Po prostu miał za sobą doświadczenia, których nie dało się tak łatwo z siebie strząsnąć. Wyjazdy, front, ludzie, którym próbował pomóc, a których i tak nie dało się uratować. Obrazy, które wracały późna nocą, uparte jak jego ulubiony dym papierosowy wsiąkający w ubrania. I ten jeden moment, po którym wszystko zgasło. Mina. Wybuch. Szpital. Laska, która od tamtej pory stała się częścią jego codzienności...
Nie był specjalnie rozmowny, chyba że sam miał na to ochotę. A tutaj? Tutaj miał podobno siedzieć i mówić. O swoim życiu, o tym, co widział, co przeżył... Jakby rozłożenie tego wszystkiego na części pierwsze przed psychiatrą miało nagle nadać temu sens. Nie miał na to najmniejszej kurwa ochoty. Ale obiecał to siostrze. A obietnice, wbrew temu, jak często robił z siebie aroganckiego dupka, traktował całkiem poważnie.
Zanim się obejrzał, dotarł na teren ośrodka. Budynek był ładny... nawet cholernie ładny jak miał być szczery - otoczony zadbaną zielenią, drzewami, które mimo jeszcze chłodniejszej pory roku powoli budziły się do życia. Latem to miejsce pewnie robiło jeszcze większe wrażenie. Podszedł do jednego z drzew i zawiesił laskę na niższej gałęzi, upewniając się wcześniej, że paczka papierosów tkwi bezpiecznie w kieszeni kurtki. Małpkę, którą miał przy sobie, poprawił odruchowo i schował głębiej. Potem złapał się obiema rękoma jednej z gałęzi, podciągnął się i przerzucił nogę, sycząc pod nosem kilka francuskich przekleństw, kiedy noga zaprotestowała przy ruchu. Ostatecznie usadowił się wygodnie, opierając plecami o pień. Wsadził papierosa między wargi i już miał odpalić zapalniczkę, kiedy zauważył kobietę. Nie oszukiwał się nawet... była znacznie przyjemniejszym widokiem niż cały ten idealnie utrzymany ogród. Uniósł lekko brew i przyjrzał się jej uważnie, śledząc spojrzeniem każdy ruch, bardziej z przyzwyczajenia niż z bezczelności. Trzymał już zapalniczkę przy papierosie, ale po chwili ją odsunął i schował do kieszeni. Sam papieros wysunął z ust i wsunął sobie za ucho. Piła coś z kubka, który był na tyle absurdalny, że aż przyciągał uwagę. Memiczny chomik. Caspian kojarzył tę mordkę z jakichś kompletnie odmóżdżających aplikacji, które czasem otwierał, kiedy nie chciał myśleć o niczym konkretnym. Parsknął śmiechem, cicho, ale na tyle niefortunnie, że omal nie stracił równowagi. Złapał się gałęzi wiszącej nad jego głową, licząc naiwnie, że jednak go nie zauważyła.
Przez chwilę zastanawiał się, czy na kogoś czekała, czy wyszła tylko na moment odetchnąć od tego budynku i wszystkiego, co się w nim działo. Zerknął kątem oka na szklane drzwi. Tak, zdecydowanie przyszła stamtąd. Kiedy próbował poprawić pozycję, pochylił głowę odrobinę za mocno i papieros wysunął mu się zza ucha, spadając prosto na dół. Caspian znieruchomiał na sekundę, po czym mruknął ciężko, z irytacją, wydobywając z siebie przekleństwo po francusku - Putain de merde.
kobieta z kubkiem