25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była dobra w łamaniu prawa. Ba, można powiedzieć, że osiągnęła w tym poziom mistrzowski. Ale nie zamierzała przysparzać Whitmore problemów ani sprowadzać jej na złą drogę. Biorąc pod uwagę, że menadżerka projektów była przełożoną jej przełożonego, to byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Kira przyciągała kłopoty, ale nawet ona nie była aż tak nierozsądna.
Picie piwa na ławce w parku grozi mandatem — powiedziała takim tonem, jakby to należało do największych grzechów, do których sama kiedykolwiek się dopuściła. — Dlatego musimy usiąść w takim miejscu, gdzie nie uchwyci nas monitoring. Chyba nie chcesz trafić na pierwsze strony portali plotkarskich? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Żona znanego hokeisty przyłapana na piciu piwa. Czy to poważny kryzys w małżeństwie Whithmore'ów? — zacytowała, wykonując przy tym gest, żeby ująć w powietrzu nagłówek artykułu. — Kim był towarzysząca jej, piękna blondynka? Pogłoski głoszą, że to córka kontrowersyjnego prawnika z Toronto — kontynuowała i przed przejściem przez ulicę, złapała ją za rękaw płaszcza, odciągając nieznacznie do tyłu, bo nadjeżdżający z lewej strony motocyklista jechał zdecydowanie zbyt blisko krawężnika.
Skrzywiła się lekko, kiedy Daisy wspomniała o kaloriach.
Serio? Sama tak się katujesz, czy próbujesz w ten sposób wpierać męża? — parsknęła pod nosem, kiedy przeszły już na drugą stronę jezdni. — Wiesz, że możesz pozwolić sobie na piwo, kiedy ona trzyma ścisłą dietę? Czy na cokolwiek innego. Jesteście odrębnymi jednostkami — przypomniała jej, bo odnosiła dziwne wrażenie, że Whitmore'owie zachowywali się jak jedność.
A może w związkach tak to właśnie funkcjonowało? Co Finch mogła wiedzieć, skoro w żadnym nie wytrzymała dłużej niż cztery miesiące? Jednego była jednak pewna - nie pozwoliłaby się osaczyć i nikt nie mówiłby jej, co może robić, a czego raczej nie powinna.
To tutaj — powiedziała po tym, jak skręciły w boczną uliczkę. Nad niedużym sklepem migał przepalony neon, który teraz brzmiał F…k & Snack. Oczywiście chodziło o Funk, o nic innego. Pchnęła drzwi, a zwieszone nad nimi dzwoneczki powiadamiały sprzedawcę o przybyciu nowych klientów. Kira przepuściła Daisy przodem i uśmiechnęła się do stojącego za ladą Azjaty. — Cześć, Tao — podeszła do lady, o którą oparła się kokieteryjnie. — Masz dla mnie coś fajnego? Płacę ekstra — powiedziała, na co starszy mężczyzna spojrzał podejrzliwie na Whitmore. — Spokojnie, jest ze mną — zaznaczyła i dopiero po tych zapewnieniach sięgnął pod ladę i wyjął sześciopak z piwem, który upchnął do papierowej torby. — Dzięki! Jesteś moim ulubionym sprzedawcą — poklepała go po ramieniu i wcisnęła mu w rękę więcej banknotów, niż to w ogóle było konieczne.
Finch złapała za torbę i wyszła ze sklepu zaraz za Daisy. Od razu pociągnęła ją w kolejną uliczkę, która prowadziła wprost do wspomnianego wcześniej parku.
Teraz masz znajomości. Tylko nie obnoś się z tym przesadnie — rzuciła żartobliwym tonem, ale kto wie? Może po tym wieczorze zrobi z menadżerki projektu młodą alkoholiczkę?

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy Whitmore n i g d y nie dostała mandatu.
Nie łamała prawda. Po prostu. Na drogach zawsze zachowywała odpowiednią prędkość i trzymała się przepisów, o czym Finch zdążyła się już przekonać, a do tego w życiu codziennym raczej nawet innych okazji co sprzeciwiania się służbą raczej nie miewała. Jednak dzisiaj? Dzisiaj była ku temu całkiem solidna okazja, co zresztą Kira po chwili wyjątkowo dobrze podsumowała, prezentując swoje propozycje w związku z gorącym tytułem, który gdyby cokolwiek je przyłapał, z pewnością pojawiłby się na stronach plotkarskich.
Niby powinno ja to przejąć, bo trzeba przyznać, że brzmiał to wyjątkowo realistycznie, a jednak Daisy zaśmiała się głośno, przecinając ciszę panująca o tej porze na opustoszałych ulicach Toronto.
Widać, że się znasz — skwitowała wciąż rozbawiona, kręcąc głową. — Przynajmniej wiadomo, że płacą ci za dobrą robotę — dodała. Tytuł, który zaproponowała brzmiał tak dobrze, że sama Whitmore by w niego kliknęła. Miał w sobie wszystkie istotne elementy, które razem składały się na klikalny nagłówek, chociaż Daisy miała ogromną nadzieję, że nikt nie będzie mieć okazji go kiedykolwiek użyć.
Kiedy weszły do sklepu, Whitmore trzymała się z miarę z tyłu. Sama za bardzo nie znała się na alkoholach, a już na pewno nie tych z dolnej półki. Sklep wyglądał na niewielki, chociaż wybór był nawet spory. Zaczęła się rozglądać dookoła, ale Finch skierowała się prosto do kasy, praktycznie od razu zagadując Azjatyckiego sprzedawcę. Uniosła delikatnie dłoń w górę, gdy blondynka powiedziała, że były razem i machnęłą ręką. Wyglądało to wszystko trochę tak, jakby przyszły po jakiś ciężki towar a nie sześciopak piwa. A już na pewno nie tak drogi sześciopak. Postanowiłą to jednak skomentować dopiero, gdy wyszły na zewnątrz.
Piwo tu jest tak drogie, czy to po prostu ty lubisz dawać napiwek? — zagadała, poprawiając torbę na ramieniu. — Wziąć coś od ciebie? — zaproponowała się, chociaż znając już co nieco Finch, była przekonana, że kobieta jej odmówi. Wydawała się w stu procentach samodzielnie i jak ktoś, komu przeniesienia sześciu piw kilkanaście metrów naprawdę nie stanowiła problemu.
Park do którego zabrała ją Kira o tej godzinie był już kompletnie pusty. Dookoła nie kręcili się nawet ludzie z psami na wieczornym spacerze. Każde z nich pewnie już spało i Daisy również zapewne powinna. Zamiast tego siadała właśnie na jednej z ławek w towarzystwie dziennikarki z motoryzacyjnego i kilku browarów.
Nie wiem ile dokładnie jest między nami różnicy wieku ani czy przez to pytanie nie wyjdę na totalnego wariata albo boomera, ale… — zawahałą się na moment, jakby myśl, która nagle narodziła się w jej głowie była nie do końca na miejscu. Tylko że Kira już patrzyła, na nią swoimi wielkimi, szarymi oczami, wyczekując odpowiedzi i chyba nie ładnie było tak nie kończyć zdań? — Jak ja chodziłam do szkoły, to piwo zerowało się z dziury. No wiesz robiło się taką na dole puszki i z niej piło — pokazała jej miejsce, w którym dziurawiło się puszkę kluczem, a na twarzy Whitmore wymalowało si drobne… zawstydzenie? A może dziecięce pragnienie, żeby znowu poczuć się jak nastolatka i wyzerować puszkę piwa?

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Piwo było z niskiej półki, ale tylko w teorii, bo Tao trzymał je pod ladą. W rzeczywistości była to jedna z lepszych marek, bo Kira Finch nie piła szczochów. Mogła, ale dlaczego miałaby to robić? Stać ją było na lepsze trunki, więc nie zamierzała smrodzić sobie gęby byle czym. Oczywiście, kiedy ktoś częstował ją czymś, to nie patrzyła na cenę i markę. Nie była aż tak wybredna, a poza tym darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda!
Lubię dawać — wypaliła bezwiednie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. — Napiwki. Lubię dawać napiwki — sprostowała natychmiast, jednak Daisy chyba nawet nie odebrała jej słów dwuznacznie. Był kompletnie zielona, jeśli chodzi o podteksty. I miało to swój urok.
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nie potrzebuje pomocy w niesieniu sześciopaku. Nie był aż tak ciężki, a droga do parku był naprawdę krótka. Wystarczyło, że skręciły w następną uliczkę i już podążały alejką między ławkami i przydrożnymi drzewami, które jeszcze nie zdążyły zakwitnąć, bo początek wiosny był wyjątkowo chłodny.
Kira usiadła na oparciu ławki i sięgnęła do papierowej torby po puszki z piwem. Jedną wręczyła Whitmore, a drugą już chciała otworzyć, ale wtedy menadżerka przypomniała sobie o pewnej zabawie, którą praktykowała się nie tylko zza jej młodzieńczych lat.
Nie możesz być aż taka stara, bo do tej pory zeruje się piwo w taki sposób — uśmiechnęła się do niej, ale bez złośliwości. Skoro Daisy nie imprezowała, to skąd miała o tym wiedzieć? Niektóre rzeczy po prostu nie zmieniały się z dnia na dzień. — Chcesz spróbować? — zapytała, wyciągając z kieszeni pęk kluczy. Ten długi od Ferrari idealnie nadawał się do zrobienia dziury. — Ale wpierw musimy się o coś założyć — zaznaczyła, wychodząc z założenia, że picie piwa w taki sposób miało sens tylko wtedy, gdy przypieczętowane było wcześniejszym zakładem. — To co? Ta, która wygra, wymyśla jakieś zadanie dla tej drugiej, czy masz jakiś inny pomysł? I pijemy jednocześnie, czy odliczamy sobie czas stoperem? To ważne — pokiwała głową, aby umocnić wypowiedziane słowa.
Finch w zasadzie odpowiadały obie opcje. Nie miała miała też problemu z wykonaniem trudnego albo żenującego zadania, w razie gdyby jednak przegrała. Oczywiście brała pod uwagę jedynie zwycięstwo, ale coś jej podpowiadało, że Daisy może być czarnym koniem tych zawodów. Cicha woda brzegi rwie i te sprawy.
Chciałabym zapytać, ile właściwie masz lat, ale podobno kobiety o wiek się nie pyta — dodała luźno, obracając w dłoniach wciąż zamkniętą puszkę. Pozornie przecież niepytanie kobiet o wiek to wyraz szacunku. W odczuciu Kiry było dokładnie odwrotnie. Lubiła, kiedy kobiety mówiły publicznie, ile mają lat i gdy nosiły te swoje cyferki z godnością. Wiek był przecież tylko nic nieznaczącą liczbą i zupełnie niczego nie zmieniał.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy faktycznie za nic nie wyłapała dwuznaczności słów Kiry. Dla niej było to kolejne z wielu zdań, które blondynka wypowiedziała jako część rozmowy i właściwie odpowiedź na pytanie Whitmore. Nawet do głowy jej nie przyszło, że mogło w tym zdaniu kryć się cokolwiek więcej. Dopiero kiedy się poprawiła, Daisy spojrzała na nią podejrzanie. No bo co innego niż napiwki można było dawać? Komuś po mordzie?
Zaśmiała się szczerze, gdy Finch stwierdziła, że managerka nie mogła być aż taka stara. W sumie to wcale nie uważała się za starą. Bardziej wynikało to chyba z ostatnich dziesięciu lat, które spędziła na byciu przykładną żoną i panią domu. Czuła gdzieś podskórnie, że ukradło jej to co nieco młodości. Całe szczęście jak się okazało, wciąż piło się browarki w taki sposób, a gdy tylko z ust dziennikarki wybrzmiało krótkie chcesz spróbować, Daisy uśmiechnęła się szeroko.
No pewnie! — podekscytowała się, chyba o wiele bardziej niż trzydziesto jedno letnia kobieta powinna, ale co ona mogła poradzić na to, że przy Kirze wychodziła z niej niekiedy prawdziwa nastolatka? — Zakład brzmi świetnie. Zawsze to dodatkowa motywacja, żeby cię pokonać — wymierzyła w nią palcem, nie potrafiąc ukryć uśmiechu. Postukała kilkakrotnie palcem w puszkę, a potem odstawiła ją na ławkę, by nieco ostygła. — Proponuje pić w tym samym czasie i po prostu ta, która jako pierwsza skończy i da puchę nad głowę wygrywa — dodała swoje cztery grosze, pamiętając, że w takich konkurencjach bardzo łatwo można było udawać, że się skończyło, kiedy napój wciąż był w puszce, dlatego właśnie wprowadzono zasadę, by po ukończeniu dać ją sobie nad głowę.
Może i była to zwykła zabawa, jednak Whitmore tak dawno się o nic nie zakładała, że potraktowała to wyjątkowo poważnie. Do tego stopnia, że zerwała się z ławki i patrząc groźnie (wcale nie) na Finch, zabrała się za rozpinanie kurtki. W końcu nie będzie ryzykować, że obcisłe rękawki będą ją ograniczać, prawda? Planowała to wygrać, a żeby to osiągnąć, musiała sobie nieco pomóc. Do tego wszystkiego zrobiła kilka wymachów dla rozruszania zastałych mięśni. I trochę też dlatego, że Kira już patrzyła na nią z rozbawieniem, więc chciała to jeszcze przeciągnąć.
Dobra, dawaj — machnęła ręką i sięgnęła po własne klucze oraz puszkę. Przystawiła ją na odpowiedniej odległości i zacisnęła mocniej palce, wzrok jeszcze na chwilę osadzając na szarych oczach Finch. — Trzydzieści jeden. To staro? — spytała, nawiązując do pytania o wiek, które przed chwilą padło.
Odliczyły do trzech, a kiedy nadeszła odpowiednia pora, Whitmore z impetem przebiła powłokę puszki i czym prędzej zabrała się za zerowanie puszki. W sekundę poczuła, jak piana i gaz sieją kompletne spustoszenie w jej ustach. Normalnie wychodziło jej nosem, ale przecież nie mogła teraz przestać. Nie kiedy miała zamiar wygrać. Zdawała sobie sprawę, że w rzeczywistości miała nikłe szanse — sama nie piła piwa od dobrych kilku lat, w przeciwieństwie do Finch, która nagle zdawała się być w tym ekspertką. Daisy widziała, jak blondynka zaciska palce mocniej i mocniej na puszce. Sama również próbowała to robić, ale tylko jeszcze bardziej się popluła i oblała. I na co jej to było?
Jak się zaraz około na nic, bo przegrała. Na ostatniej prostej musiała zrobić sobie przerwę, nie mogąc już złapać powietrza, a za ten czas Finch mignęła puszką nad głową.
Nie no, nie miałam szans — rzuciła zrezygnowana jednak wciąż z uśmiechem, a potem nawet nad tym nie panując, po prostu wypuściła z siebie głośne, donośne beknięcie. — O jezu, przepraszam. Nie wiem jakim cudem to ze mnie wyszło — przeprosiła z automatu, chociaż doskonale wiedziała, skąd wziął się ten głośny bek. W jej brzuchu czaił się już nawet kolejny, ale jego akurat udało jej się jakoś przełknąć.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”