-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Santiago, zginął mi mój naszyjnik ze szmaragdem - oświadczyła teraz, wchodząc do pokoju.
Tiago podniósł wzrok znad planu budynku, który zamierzał w najbliższym czasie obrobić. Uczył się go na pamięć, a żona właśnie wybiła go z rytmu, więc już czuł, jak narasta w nim złość. Przez chwilę patrzył w okno, nie podnosząc głowy, więc jego spojrzenie było teraz dzikie i groźne. Wreszcie jednak uniósł głowę, wyprostował się, wciągając głośno powietrze w płuca i odwrócił się przodem do żony.
- Estrella mia, szukałaś dokładnie? - zapytał, siląc się na spokój, ale każdy, kto go choć trochę poznał już wiedziałby, że ten ton zdecydowanie do spokojnych nie należał. Gdzieś za tą fasadą pozornego spokoju czaiła się dzika bestia.
- Oczywiście, inaczej nie przychodziłabym do ciebie z tym problemem! - oburzyła się kobieta - Szukałam wszędzie, choć niema takiej możliwości, żeby był gdzie indziej, niż w pudełku z biżuterią albo na mojej szyi. Ten dzieciak musiał go ukraść!
- Nigdy - wycelował w nią palec wskazujący, a w jego oczach błysnęły pioruny - nie oskarżaj go, nie mając dowodów. Gdzie i kiedy widziałaś ten naszyjnik ostatnio?
- Na ostatnim bankiecie, dwa tygodnie temu. Odkładałam go do pudełka, jestem o tym przekonana. Sam nie wywędrował. Po co w ogóle sprowadziłeś tutaj tego dzieciaka? I dlaczego zrobiłeś to bez porozumienia ze mną?
- Rozmawialiśmy o tym, nie zamierzam się powtarzać - Santiago uciął ostro, już od poprzedniej wypowiedzi nie siląc się na spokój. Złożył plan, schował go do biurka, zamknął na klucz i podszedł do żony, patrząc na nią z góry ostrym wzrokiem - Poszukaj dokładnie. Młody nie ukradł twojego naszyjnika.
- Oczywiście, że go ukradł! Oskarżasz mnie o kłamstwo?!
Santiago miał wielką ochotę chwycić ją za gardło i przycisnąć do ściany. Nigdy dotąd jednak nie podniósł ręki na żonę i teraz też nie zamierzał tego robić. Skrzywił się jedynie, błyskając zębami i stojąc w tym momencie bardzo blisko niej.
- Alvaro! - zawołał, wciąż patrząc jej prosto w oczy - Jesteś w domu? Przyjdź tu, proszę!
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Słyszał kłótnię z jednego z pomieszczeń, zgadywał, że z gabinetu, w którym Santiago często zaszywał się, żeby popracować, ale niespecjalnie skupiał się na słowach, które tam padały. Kłótnie były dość powszechnym zjawiskiem w tym domu i Salvatierra po prostu starał się nie wchodzić w drogę kobiecie, która ewidentnie miała z nim jakiś problem, chociaż według siebie nie zrobił nic, czym mógłby jej aż tak podpaść. Jakby się jednak nie starał, kobieta co jakiś czas robiła mu o coś problemy - nawet jeśli były to rzeczy zupełnie od Alvaro niezależne i takie, na które nie miał wpływu ani nie chciał go mieć. Starał się ignorować sprzeczkę małżonków i zająć swoją robotą, ale w pewnym momencie usłyszał jak Santiago woła go po imieniu, więc chyba nie mógł dłużej udawać, że nie istnieje, prawda? Przymknął na chwilę oczy, kładąc dłonie płasko na blacie biurka i wziął głęboki oddech, po czym zawołał:
- Już idę! - i faktycznie, zaraz potem podniósł się z krzesła i ruszył w stronę, z której - jak mniemał - dochodziły odgłosy kłótni małżeństwa. Po chwili pojawił się w progu, ubrany w czarne, przylegające do ciała spodnie i rozpiętą pod szyją białą koszulę z podwiniętymi rękawami. Był boso, bo nie przepadał za chodzeniem w butach po domu, a za jego uchem znajdował się jeden z ołówków, co u niego było dość częstym widokiem.
- Coś się stało? - zapytał niby to spokojnie, choć jego serce zaczęło bić szybciej na widok rozeźlonej kobiety, która gdy tylko się pojawił spiorunowała go wzrokiem. Chłopak popatrzył najpierw na nią, a potem przeniósł wzrok na mężczyznę, starając się nie analizować za bardzo tego jak seksownie wyglądał w momentach, kiedy się na kogoś wściekał.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Alvaro - odezwał się, znów tym samym tonem, którym zaczynał rozmowę z żoną: takim, w którym pod płaszczykiem spokoju czaił się warkot dzikiej bestii - Czy widziałeś kiedyś biżuterię mojej żony? W szczególności jej naszyjnik ze szmaragdem?
- Oczywiście, że...! - odezwała się jego żona, ale Tiago już teraz nie wytrzymał; jego dłoń wystrzeliła w kierunku jej twarzy i dosłownie moment później kobieta poczuła, jak palce zaciskają się mocno na jej szczęce. Popatrzyła na niego z obawą i zaskoczeniem, nie wiedząc, czego ma się teraz spodziewać.
- Nie, cara mia, to nie jest takie oczywiste - wycedził Tiago przez zęby, nie puszczając jej szczęki - Alvaro, moja żona twierdzi, że ją okradłeś - zwrócił spojrzenie rozeźlonej czarnej pantery na chłopaka - Powiedz mi - zrobiłeś to? Okradłeś ją, a tym samym również mnie?
Nie podejrzewał go o to: widział, że młodemu jest dobrze pod jego dachem, że przyzwyczaił się do mieszkania tutaj, do panujących w domu zasad i że chce tu być, chce chodzić do szkoły, chce się rozwijać. Kradzieżą zrobiłby sobie tylko i wyłącznie krzywdę, a Tiago miał go za inteligentnego, więc wierzył, że chłopak doskonale wiedział, ile złego by wyrządził podprowadzeniem choćby najmniejszego, najtańszego pierścionka albo paru pesos. To byłoby po prostu niesamowicie idiotyczne, nie na poziomie Alvaro.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie jestem nawet pewien jak wygląda szmaragd - wymamrotał w odpowiedzi, ale chyba nawet nie zdążył dokończyć tego zdania, bo kobieta zaczęła znów wrzeszczeć, a chwilę później została unieruchomiona przez zaciskającą się na jej szczęce dłoń Santiago. Alvaro, po raz pierwszy chyba widząc go w takim stanie, odruchowo cofnął się o krok, a potem o jeszcze jeden, wpadając plecami na futrynę. Wcześniej zdążył wejść nieco głębiej do pomieszczenia, uznając, że rozmawianie z nimi w progu będzie uznane za niegrzeczne.
- Nie okradłbym cię - odpowiedział po chwili krótko, patrząc na de la Sernę hardo, chociaż widać po nim było nagły lęk; bał się jednak samego zachowania mężczyzny, a nie tego, że zostanie przyłapany na kradzieży, bo niczego nie ukradł. - No soy un ladrón. Jestem ci wdzięczny za dom, który mi dałeś, za szkołę, do której mogłem wrócić i za wszystko, co dla mnie robisz. - przełknął ślinę, wciąż oparty plecami o futrynę, na którą chwilę wcześniej wpadł. - Si necesitara dinero, te lo pediría.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Popatrzył znów w oczy swojej żonie, a mięśnie na jego szczękach drgały nerwowo. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała ciężko.
- Widzisz, mi amor? - zapytał, cedząc słowa przez zęby - Chłopak cię nie okradł. Musiałaś gdzieś zgubić swój naszyjnik. Kupimy ci nowy... o ile przestaniesz się wreszcie czepiać tego dzieciaka i oskarżać go o coraz głupsze rzeczy.
Puścił ją wreszcie, ale nie odsunął się od niej, a ona wyglądała na co najmniej równie wystraszoną, jak Alvaro. Rozmasowała szczękę, patrząc na męża z obawą.
- On cię kiedyś wykończy - powiedziała już znacznie ciszej, niż przedtem - Chce tylko twoich pieniędzy i właśnie to powiedział: poprosi o nie.
Santiago parsknął śmiechem, w którym nie było ani krztyny wesołości - jego uśmiech raczej wyglądał jak grymas jakiegoś demona, który wyrwał się z czeluści piekielnych.
- Nie, nie to powiedział - jego głos teraz był warkotem drapieżnika - Nie zamierzam powtarzać żadnych argumentów, nie zamierzam dłużej o tym dyskutować. Jeszcze jeden najazd na Alvaro i się pożegnamy, kochanie. Mam dość twojej wojny przeciw niemu.
Tak naprawdę było mu też cholernie przykro, bo naprawdę kochał tę kobietę na początku ich związku. Wierzył, że mogą spędzić ze sobą resztę życia, chciał tego. Okazała się jednak zazdrosną, wredną kobietą, która nie chciała dzielić się Santiago absolutnie z nikim i robiła mu coraz więcej wyrzutów o różne rzeczy - o Alvaro, o jego zachowanie, o jego zwyczaje, o to, że nie mają dzieci... Ten ostatni argument padł wczorajszego wieczoru w sypialni, co zresztą być może Salvatierra również słyszał, bo zarzut nie został wypowiedziany cicho i spokojnie. Tiago czuł, że jego miłość do kobiety mocno osłabła, zaczynał mieć dosyć wiecznych pretensji i - choć z bólem serca - był coraz bardziej skłonny do rozwodu.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Między innymi dlatego był wręcz zszokowany, gdy Santiago zagroził kobiecie rozwodem i to w dodatku jeśli znów napadnie na Alvaro; znów poczuł się winny ich kłótniom i nadchodzącemu rozpadowi ich związku.
- Nie zależy mi na jego pieniądzach, mam je gdzieś. I nie chce być powodem waszego rozstania i waszych kłótni. Przepraszam - wyksztusił przez zaciśnięte gardło, po czym odwrócił się na pięcie i oddalił się w pośpiechu w stronę swojego pokoju. Czuł, że nie może tutaj dłużej zostać, bo gdy zostanie, to faktycznie się rozwiodą, a przecież nie chciał być powodem rozstania Santiago z żoną. Rozejrzał się nieco bezradnie po pokoju, zastanawiając się, co może zabrać - teoretycznie były to jego rzeczy, bo Santiago mu je kupił, ale nie chciał być znów posądzony o kradzież. Ostatecznie wyjął więc kilka ubrań, których dorobił się przez te parę miesięcy pod dachem Santiago, wrzucił je do torby i stanął nad biurkiem, zastanawiając się przez chwilę, czy wolno mu zabrać ze sobą ołówki; przydałyby mu się, bo chciałby nadal kontynuować edukację, nawet jeśli znów będzie musiał mieszkać na ulicy. Koniec końców zgarnął ołówki delikatnie, niemal jakby dotykał szkła i włożył je do małej kieszonki torby, mając nadzieję, że mu się nie uszkodzą. Rzucił jeszcze tylko okiem na rysunek, ale ten pozostawił na biurku, uznając, że zaraz i tak się pogniecie, przerzucił torbę przez ramię i niemal biegiem ruszył w stronę drzwi wyjściowych, walcząc z lśniącymi w jego oczach łzami, żeby nie pozwolić im popłynąć po policzkach.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Espera - rzucił wciąż ostrym tonem, ale nie chciał być ostry wobec chłopaka. Po prostu jeszcze nie uspokoił się po kłótni z żoną. Trzymał go jednak za ramię, mając nadzieję, że zdoła go odwrócić przodem do siebie - ¿Adónde vas?
Wciąż ciężko oddychał, bo nie zdołał się uspokoić jeszcze po tamtej wymianie zdań, a Alvaro z pewnością czuł na swoim ramieniu, że ręka Santiago drży lekko, jednak de la Serna robił wszystko, żeby się teraz uspokoić i nie straszyć młodego. I tak widział, że go nastraszył swoją wściekłością.
- No creo que te aburras viviendo aquí, así que ¿adónde vas? - zapytał już spokojniej - Esta es tu casa. Si de verdad quieres irte, vete, pero ten en cuenta que no quiero que lo hagas. Quiero que te quedes aquí para que puedas terminar tus estudios en paz y tener un buen comienzo en la vida.
Nie do końca wiedział, jak nawiązać do tego, że zagroził żonie rozwodem: nie chciał zwierzać się chłopakowi z problemów małżeńskich, ale miał wrażenie, że będzie musiał to zrobić, bo w przeciwnym razie Alvaro może nie uwierzyć, że to nie on jest powodem tej groźby; że składa się na nią wiele różnych czynników. Kłótnie były nie tylko o niego i były coraz częstsze - po prostu akurat chłopak był jednym z argumentów, żeby się wściekać na Tiago. Mężczyzna jednak nie był pewien, jak ma mu to powiedzieć.
- Quédate, por favor - powiedział jeszcze spokojniej i ciszej. Po jego minie było widać, że prosi szczerze i naprawdę obawia się, że Alvaro się wyprowadzi.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Miał ochotę zapytać dlaczego miałby zostać, chciał wyszarpnąć ramię z jego uścisku, ale gdy obrócił się w jego kierunku po prostu nie mógł tego zrobić. Coś w postawie i spojrzeniu de la Serny sprawiło, że głos uwiązł mu w gardle. Przez chwilę przyglądał mu się z dołu, bo był jednak trochę niższy od mężczyzny, przygryzając dolną wargę i ewidentnie walcząc ze sobą. Poprawił torbę na ramieniu, kuląc się nieco, a odezwał się dopiero po opuszczeniu wzroku na swoje bose (jeszcze) stopy.
- To mój dom...? Mam wrażenie, że to raczej jej pałac, a ja jestem nieproszonym robakiem, który plącze jej się pod nogami i którego próbuje za wszelką cenę zdeptać. - nie krzyczał, właściwie nie podnosił nawet głosu, brzmiał raczej na rozżalonego, na granicy płaczu. - Ja naprawdę staram się jak najmniej jej przeszkadzać, ok? - przeczesał włosy nerwowym gestem dłoni i odłożył torbę na podłogę, wyglądając na zrezygnowanego. Jeśli przyjrzeć mu się dokładniej, to można było dostrzec drżenie jego ramion. - Staram się nie wchodzić jej w drogę. Nie zbliżam się w ogóle do jej garderoby ani do waszej sypialni, bo znów gotowa posądzić mnie o to, że cię uwodzę; bo oczywiście, gdy wracam z łazienki po kąpieli w samych gaciach, to idę celowo obok waszych drzwi, bo mam nadzieję, że cię spotkam i zaciągnę do łóżka - parsknął niewesoło, trzęsąc sie coraz bardziej.
- Myślisz, że ja nie chce zostać tutaj, gdzie pierwszy raz od dawna poczułem się jak w domu, gdzie mogłem się uczyć, kształcić, pod opieką kogoś, kto chce się o mnie troszczyć, a nie lać mnie pasem? Chciałbym, Santiago, lo juro. Ale jakbym się nie starał, nawet jeśli unikam cię jak ognia, żeby tylko nie posądziła mnie o próby zaciągnięcia cię do łóżka, to ona i tak coś na mnie znajdzie. Jak nie podrywanie cię, które ona sobie chyba wyśniła, to kradzież jej naszyjnika albo wyciąganie od ciebie pieniędzy! - popatrzył na niego płonącym wzrokiem; teraz już właściwie cały się trząsł, a z oczu popłynęły mu łzy smutku, żalu i psychicznego bólu, który odczuwał już też fizycznie. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, ale z nadmiaru emocji kręciło mu się już w głowie. Objął się ramionami, wpatrując się w podłogę i drżącym głosem dodał:
- Ale nie chciałem być powodem waszych kłótni ani tym bardziej rozstania. Będzie lepiej, jeśli się wyniosę, bo wtedy przestanie widzieć we mnie zagrożenie i może odpuści też tobie większość sprzeczek.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tú no eres la razón por la que rompimos - powiedział w końcu niskim, warczącym i drżącym głosem, próbując brzmieć łagodnie, ale doskonale słychać było jego furię - Ella es la razón. O tal vez yo; no lo sé, es difícil juzgar porque ya no estoy seguro de si estoy haciendo algo mal, si mis relaciones se están desmoronando o de qué se trata todo esto. Probablemente la estoy volviendo loca, haciendo que busque razones para atacarme. Pero tú no eres la razón por la que peleamos, solo eres el argumento en esas discusiones.
Wsunął palce w jego włosy, chcąc uspokoić przede wszystkim jego, ale samego Santiago również ten gest uspokajał, gdy czuł, jak włosy chłopaka przesuwają się między jego palcami.
- Por favor, no me evites. Pensé que no querías verme ni hablar conmigo tanto como al principio. Creí que tal vez estaba siendo demasiado entrometida, pero ahora veo que no era eso; solo quería que te dejara en paz. Entonces no me evites. Ella es el problema, no tú. Probablemente yo también sea el problema, pero definitivamente no tú.
Teraz jego głos już był nieco łagodniejszy, raczej pełen bólu, niż wściekłości. Kocur nie miał pojęcia, czy uda mu się zatrzymać tutaj Alvaro, ale miał taką nadzieję, bo naprawdę go polubił, chłopak stał się światełkiem w tym coraz mocniej pogrążającym się w mroku domu, dawał Santiago radość, a przede wszystkim - de la Serna widział, że młodemu jest tutaj dobrze i że chce się uczyć, chce wyjść na prostą i mieć normalne życie. Jeśli by się wyprowadził, mało prawdopodobne, że ułożyłby je sobie jakkolwiek normalnie.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Czuł coraz mocniejszy uścisk palców na ramieniu, ale poza bólem, który faktycznie również poczuł, te zaciskające się coraz mocniej palce mężczyzny w jakimś sensie sprawiały, że czuł się... realny. Sprawiały, że Santiago również był realny i jego wściekłość, którą chłopak doskonale widział, wydawała się coraz bardziej gestem ochronnym, niż czymś, czego powinien się bać.
Nie protestował, gdy mężczyzna go do siebie przyciągnął i przytulił; zaszlochał tylko głośniej, bo emocje stały się jeszcze silniejsze i jeszcze trudniejsze do ogarnięcia i wtulił się w niego mocno, zaciskając palce na jego koszuli na plecach. Oparł głowę o jego ramię, prawdopodobnie mocząc łzami jego koszulę i próbując uspokoić jakoś skołatane nerwy; dłoń Santiago, która wsunęła się w jego włosy, faktycznie mu w tym pomagała. Brał coraz głębsze oddechy, coraz wolniejsze, starając się opanować, bo przez chwilę nie był nawet w stanie mu odpowiedzieć na to wszystko, co de la Serna mówił. W końcu jednak uspokoił nieco swój oddech i swoje zbyt szybko bijące serce i odezwał się, chociaż głos wciąż mu drżał i słychać było, że wciąż jest gdzieś na granicy rozpadnięcia się na kawałeczki.
- No tenía ninguna intención de evitarte; me dolió muchísimo. Simplemente... pensé que sería mejor así. Que si yo no estaba cerca de ti, ella no armaría un escándalo. - przyznał wreszcie, wciąż mocno ściskając materiał jego koszuli i gniotąc ją pewnie, ale w tym momencie jakoś nie mógł się o to troszczyć, bo za bardzo potrzebował jego bliskości i tego przytulenia. Potrzebował poczuć się ważnym i istotnym, a nie tylko przeszkodą w drodze do szczęścia kobiety, z którą dane mu było dzielić dach czy chciał tego czy nie. W końcu, po jakimś czasie milczenia i tulenia się do jego piersi, odsunął się odrobinę, żeby na niego spojrzeć, nie puszczając jednak jego koszuli, która w tym momencie stanowiła chyba jego kotwicę i uosobienie domu. - ¿De verdad quieres que me quede?
Santiago de la Serna