Czy w normalnym życiu było miejsce na nielegalne walki bokserskie? Hmm...
Zacznijmy od tego, że Alex miał swoją własną definicję normalności.
Normalny był powrót z pracy, rzucenie kluczy na szafkę i pocałowanie Maddie na powitanie.
Normalne było wspólne jedzenie kolacji i seks.
Normalne było też wyjście późnym wieczorem z mieszkania pod pretekstem nocnej, dorywczej pracy w porcie - co nie zawsze było kłamstwem, czasem naprawdę chodził dorabiać na rozładunkach - a tak naprawdę udawał się na walki. Czasem odbywały się tutaj, w Kingsway, a częściej w innych parszywych miejscówkach. Cynk dostawało się zazwyczaj godzinę przed startem - ot, krótka wiadomość z adresem i stawką. A że Alex lubił nie tylko pieniądze, ale też adrenalinę, rzadko odmawiał. Dla niego to wszystko było
normalne, bo uczestniczył w procederze od wielu lat. Pytanie brzmiało - co było normalne dla pana detektywa Maddena? Kawa rano, gazeta, wypełnianie raportów, a potem jeżdżenie w kółko po Toronto w poszukiwaniu przestępców? Alex nie wiedział zbyt wiele o pracy policjantów, oprócz tego, że w większości przypadków byli wrzodami na dupie, co Madden właśnie mu udowadniał.
Poczekaj, aż usłyszysz o skarbówce. Och, Hall bardzo chciałby usłyszeć o skarbówce, jednak obecnie był niestety zbyt biedny, żeby system w ogóle go zarejestrował. -
Myślę, że doskonale pan wie, że skarbówka mi nie grozi - burknął, zgodnie z prawdą. Gdyby miał płaconą porządną stawkę, pewnie nie musiałby dorabiać w porcie ani przyjmować zaproszeń na piwniczne eventy. No i - co najważniejsze - wakacji nie musiałaby sponsorować mu przyszła niedoszła dziewczyna. A może już była jego dziewczyną? W sumie... tkwili w takim zawieszeniu... Może powinien z nią o tym porozmawiać...?
Dobra, Alex, nie myśl o tym teraz, skup się. Rzucił Maddenowi jeszcze jedno zniecierpliwione spojrzenie i powstrzymał się od przekręcenia oczami, gdy detektyw westchnął. Chciał zapędzić go w kozi róg? Cóż, powoli mu się to udawało, ale Hall nie zamierzał poddawać się bez walki, zwłaszcza, że tak łatwo przyszło mu zdradzenie... fragmentu...
lokalizacji. No, może nie wprost, ale Madden był detektywem, musiał umieć czytać pomiędzy wierszami. Swoją drogą, w środku Alexa aż skręcało z irytacji - dał się podejść jak dziecko, a powinien być bardziej ostrożny, jeśli nie chciał znaleźć się na celowniku...
jednych i
drugich. Cholera, dlaczego miał żałosne wrażenie, że prędzej czy później powinie mu się noga? Ale jeszcze nie potrafił przewidzieć, która ze stron rozprawi się z nim pierwsza? Fuck, iiick.
Gdybym szukał informatora, panie Hall. Wybrałbym kogoś, kto nie tylko wie o tych walkach, ale kto widział je na własne oczy. -
A ja bym się na pana miejscu nie wtrącał - rzucił Alex chłodno, zanim zdążył ugryźć się w język. No i pięknie, najpierw sobie postanawiał, że zachowa zimną krew i będzie najpierw myślał, a potem mówił albo robił, po czym przy pierwszej lepszej okazji już zapominał o swoich postanowieniach, super.
Jednak chwilę później Madden powiedział coś, przez co Alex wlepił wzrok w swoje buty na dłużej niż powinien.
Może kogoś, kto został złapany na kamerach monitoringu opuszczając tego typu nielegalne walki. Taka osoba z pewnością chciałaby wyśpiewać mi wszystko, co wie, nie uważa pan? Podniósł głowę akurat w momencie, gdy detektyw skrócił dystans pomiędzy nimi i wbił w niego swoje spojrzenie. W pomieszczeniu zapadła gęsta cisza, przerywana tylko przez tykanie zegara powieszonego nad drzwiami. Monitoring? Serio? Na tej parszywej ulicy był monitoring, a temu policjancikowi chciało się przeglądać te nagrania od rana do nocy? Dlaczego skupił się na nim, na Alexie, zamiast na... kimkolwiek innym? Zacisnął szczękę i zrobił krok w stronę Maddena, jakby się go w ogóle nie bał. Nie no, nie bał się go. Chyba. -
Taka osoba, o której pan mówi, pewnie faktycznie chciałaby wyśpiewać panu wszystko, ale tylko pod warunkiem, że naprawdę miałaby co śpiewać. No, a widzi pan... ja mam bardzo słabą pamięć do twarzy. I do adresów - wzruszył ramionami, siląc się na coś w stylu bezczelnego spokoju, o ile istniało coś takiego. Gdyby August go teraz zobaczyła pewnie by go wyśmiała. Albo wręcz przeciwnie, zjebałaby go od góry do dołu. -
Poza tym, detektywie, bycie w złym miejscu o złej porze to jeszcze nie zbrodnia - dodał, a w kąciku jego ust pojawił się uśmieszek, bo właśnie sobie coś uświadomił (szkoda, że dopiero teraz). A mianowicie - Madden nic na niego nie miał. Znaczy, no, może miał kilka poszlak, może i miał ten swój monitoring, ale... to by było na tyle. Inaczej Alex już dawno wylądowałby w areszcie, co nie?
Miał rację, nie miał racji?
osiedlowy monitoring