-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego z pewnością mogły nieco odetchnąć ze względu na to, że za oknem znajdowała się wyjątkowo deszczowa pogoda, więc miały dodatkową wymówkę do tego, aby spędzić jego urodziny w zaciszu domu. Już wcześniej ustaliły z nim to, że jeśli nie będzie padać, a temperatura nie będzie najgorsza to udadzą się na jakąś drobną wycieczkę, aby uczcić fakt, że chłopczyk skończył całe dziesięć lat.
To był pierwszy raz, gdy wspólnie mogli świętować tę okazję i z pewnością każdy miał nadzieję, że były to jedne z wielu wspólnych celebracji, które je czekają. Na pewno w przyszłości będzie go bardziej ciągnęło do tego, aby dzień ten spędzić ze znajomymi, ale na razie takie rodzinne uroczystości była na wagę złota. Oby trwało to jak najdłużej...
Miały dla niego kilka drobnych raczej prezentów, którymi chciały obdarować chłopca. Evina musiała przy tym wysłuchać wywodu na temat tego dlaczego nie powinna dawać dzieciom scyzoryków, gdy tylko detektywka wspomniała, że kupiłaby podobny młodemu, gdyby tylko był bardziej ogarnięty. Niemniej wśród zapakowanych pudełek można było odnaleźć chociażby kilka mniejszych figurek postaci z Gwiezdnych Wojen czy uniwersum Marvela jak i jakiś drobny zestaw klocków lego.
- Wyszedł ten tort, co? - zapytała jeszcze narzeczoną, gdy wspólnie umieszczały dziesięć delikatnych świeczek na wierzchu tortu, który Swanson przygotowała według starego przepisu, który pamiętał jeszcze czasy jej prababci.
Miała nadzieję, że zasmakuje on młodemu, ale nie wzbudzi w nim tak wielkiej ekscytacji, że wszystko zostanie pokryte ciastem, gdy będzie łapczywie pochłaniał kolejne porcje wypieku. Niestety, dalej Sammy miał spore problemy, aby zachować uwagę i nie być zwyczajnym ciamajdą, gdy tylko coś wzbudzało w nim zbyt wielkie emocje.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogły jednak zapominać o tym, że były rodziną, której dopełnienie stanowił dziewięcioletni chłopiec. Przepraszam, dziesięcioletni. Sammy tego dnia miał swoje święto i to był doskonały moment, żeby faktycznie odciąć się od pracy i chociaż przez chwilę nie zaprzątać sobie myśli postępami w śledztwie.
Wybór prezentów nie był trudny. Zainteresowania Młodego na razie pozostawały bez zmian - Gwiezdne Wojny, superbohaterowie i zestawy lego, które bezpośrednio dotyczyły Imperium i Marvela. Do tego dochodziła piłka nożna i gry wideo, czyli nic, z czym do tej pory nie miały styczności. Z wiekiem pewnie jego hobby zacznie się trochę zmieniać, ale na razie nie musiały tak daleko wybiegać w przyszłość.
— Wyszedł — zgodziła się z narzeczoną, wciskając w tort ostatnią świeczkę. A potem zgarnęła palcem trochę czekoladowej polewy z miski i skrupulatnie go oblizała, żeby zaraz złożyć na ustach Swanson słodki pocałunek. — Wspominałam, że dzwonili moi rodzice? Uparli się, że koniecznie chcą kupić coś Samowi. Na razie powiedziałam, żeby się wstrzymali. Nie chcę, żeby zasypywali go kolejnymi zabawkami, ale może przyda mu się nowy dres sportowy? Jeśli już mają sprawiać mu prezenty, to niech będzie to coś użytecznego — powiedziała, niechętnie odrywając się od ukochanej.
Lada moment Lily Rose miała przywieźć Sammy'ego, więc głupio tak, żeby zastali je w dwuznacznej sytuacji. Już wystarczy, że przechodziły przez coś podobnego, kiedy Swansonowie niespodziewanie wparowali do domu Eviny w Whitby, kiedy świętowały jej urodziny. Miller chyba nie potrafiła wyobrazić sobie gorszego zapoznania z przyszłymi teściami.
— Z kolei Archie i Lucas chcieliby zabrać go któregoś dnia do kina, a Bonnie na zajęcia plastyczne — wyliczyła, bo każdy chciał spędzić z Młodym trochę czasu. W końcu nie codziennie kończy się całe dziesięć lat. — Mam jednak wątpliwości, czy chciałaby go wypuszczać na miasto — dodała, niezbyt przekonana co do tych pomysłów. Wszystko przez grasującego mordercę, który obrał sobie za ofiary dzieci w wieku Samuela. Niby działał według schematu, ale wciąż nie miały pewności, że nagle coś się nie zmieni. — Podejrzewam, że twoi rodzice również chcieliby się z nim zobaczyć? Możemy zaprosić ich w następny weekend. Albo pojechać do Whitby? — zaplanowała luźno, chociaż był to tylko wstępny zamysł. Nie miały przecież pojęcia, czy kolejnej soboty nie spędzą na komisariacie. Albo w terenie, bo seryjny nie próżnował.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście Zaylee potrafiła działać niezwykle skutecznie jako rozpraszacz. Nawet jeśli mimowolnie uciekała do zgromadzonych dowodów oraz przesłuchań to zawsze mogła liczyć na delikatny dotyk, który przywracał ją do rzeczywistości, gdy tylko krzątały się po swojej kuchni.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko narzeczona przysunęła się bliżej, aby skraść z jej ust słodki pocałunek, który Swanson przedłużyła na tyle na ile się dało. Najchętniej posadziłaby ją na blacie i skorzystała z chwili samotności przed przybyciem ich jubilata, ale zdawała sobie sprawę z tego, że nie miały zbyt wiele czasu, a łatwo potrafiły się zapomnieć.
- Wspominałaś - przytaknęła. - Wiem, że zgodziłyśmy się z tym, aby nasi rodzice nie rozpieszczali Sama, ale ma urodziny. Jak najbardziej mają prawo mu coś dać... No, ale ten dres nie brzmi najgorzej. Ucieszy się chłopak.
Wciąż trudno było jej odsunąć się od koronerki. Jedną dłoń dalej trzymała na jej biodrze, zsuwając ją na pośladek, na którym zacisnęła łapczywie palce. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnym stopniu w prowadzeniu normalnej rozmowy na temat rzeczy przyziemnych i tego jak ich bliscy chcieli spędzić czas z pewnym niezwykle dorosłym już dziesięciolatkiem.
- Wiem, że się o niego martwisz, ale nic nie powinno mu grozić z twoim rodzeństwem. Nie możemy go też całkowicie izolować w domu... Dzisiaj mamy wymówkę - odpowiedziała, wskazując głową na strugi deszczu widoczne za oknem. - Niech go zabiorą do kina czy na zajęcia plastyczne. Wszystko będzie w porządku.
Musiały to sobie powtarzać, żeby nie zwariować. Skorzystała jeszcze z okazji, aby przyciągnąć do siebie Miller i otoczyć ją ramionami w ramach wsparcia. Wiedziała jak nadopiekuńcza potrafiła być Zaylee i obawiała się tego, że pewnego dnia faktycznie kobieta oszaleje przez zamartwianie się o ich syna.
- Dlatego myślałam, aby zabrać go na weekend do Whitby - mruknęła tuż przy jej uchu. - Będziesz spokojniejsza z nim poza miastem, młody zaliczy wycieczkę, a nawet jeśli nas wezwą do pracy to przynajmniej spędzi trochę czasu z dziadkami jak normalny dzieciak.
Miała nadzieję, że dla niej także będzie to brzmiało niczym dobry pomysł. Młody niezwykle dobrze dogadywał się zarówno z rodzeństwem Miller jak i dziadkami z obojga stron. Może i faktycznie najbardziej lubił spędzać czas właśnie z ich dwójką, ale na pewno nie będzie narzekał na podobną przygodę. Warto też było, aby powoli był przyzwyczajany do faktu, że mimo wszystko będą momenty, gdy będzie trafiał pod opiekę innych krewnych.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Równocześnie gdzieś obok tego wszystkiego istniała inna rzeczywistość. Koniec miesiąca zbliżał się nieubłaganie, a wraz z nim ich ślub. Wydarzenie, które powinno być dla nich najważniejsze. Powinny planować, ustalać szczegóły, myśleć o dopełnianiu formalności związanych z adopcją Sama. Problem polegał na tym, że tego czasu wcale nie przybywało.
— Nie uważasz, że ma wystarczająco dużo zabawek? — zerknęła na Evinę, jednocześnie sięgając po ścierkę, bo dostrzegła na szafce jakiś brud, którego nikt normalny pewnie nawet by nie dostrzegł. — Na połowę nawet nie zwraca uwagi. Dres to coś, co mu posłuży. I buty. Ze wszystkich wyrasta w zastraszającym tempie — zaznaczyła, bo lada dzień, a Młody będzie nosił tenisówki w rozmiarze ich stóp.
Zaylee zawsze była praktyczna. Nie zamierzała niczego żałować synowi, ale starała się zachować rozsądek. Oczywiście Evina miała rację, nie mogły przecież zabronić dziadkom rozpieszczania wnuka w dniu urodzin, ale zawsze mogły szepnąć im kilka słów, co faktycznie przyda się Samowi i z czego na pewno się ucieszy. Tylko Sammy była bardzo wdzięczny i cieszył się ze wszystkiego, ale przecież żadna z nich nie chciała, aby wyrósł na rozpieszczonego jedynaka.
Wypuściła powietrze przez nos, ale trudno było stwierdzić, czy była to reakcja na słowa narzeczonej, czy na jej dłoń, która znalazła się na jej pośladku. Pewnie jedno i drugo. Jednak w drugi przypadku Swanson stąpała po bardzo cienkim lodzie, bo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo Miller dawała się nakręcić. Sama najchętniej odstawiłaby tort w inne miejsce i pozwoliła się wziąć na blacie.
— Nie ukrywa, że wolałabym wypuszczać go w miasto dopiero, jak wszystko się uspokoi — oznajmiła, choć nie miała pewności, kiedy to wszystko się skończy. Co z tego, że Młody miał być pod opieką jej rodzeństwa, skoro bracia umysłowo byli na poziomie Samuela? — Ale w porządku. Kino, zajęcia sportowe i przebywanie w zatłoczonych miejscach brzmi wystarczająco rozsądnie — zgodziła się w końcu. Znów musiała przyznać jej rację. Niechętnie, ale jednak. Nie mogła dać się zwariować, co wcale nie było takie proste, a świadomość, że seryjny morderca wciąż był na wolności i w każdej chwili mógł dopuścić się kolejnej zbrodni, wcale niczego nie ułatwiała.
Z kolei wycieczka do Whitby zdecydowanie była świetnym pomysłem. Nie dość, że Młody spędzi czas z dziadkami, to dodatkowo nałyka się świeżego powietrza jak dziki. Nie będzie miał tam czasu na ślęczenie przed telewizorem.
— A jeśli nie wezwą nas do pracy, to zawsze będziemy mogły inaczej wykorzystać ten czas — poruszyła wymownie brwiami. Odrzuciła ścierkę na bok i zarzuciła Evinie ręce na szyję. Znów ją pocałowała, tym razem dłużej i bardziej żarliwie. — Mogłybyśmy... — wymruczała tuż przy jej ustach, ale nie dane było jej dokończyć, bo na zewnątrz rozległ się dźwięk gaszonego silnika, a później natarczywy dzwonek do drzwi. Zaylee wywróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg. To byłoby na tyle ze snucia przyjemnych planów.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Biorąc pod uwagę to jak niewiele czasu zostało do wesela, Swanson tym bardziej czuła presję, aby rozwiązać przypadek seryjnego jak najszybciej. Chciała ożenić się z czystą głową. Nie przejmować się tym, co mogło się czaić gdzieś w Toronto. Nie potrafiła się skupić zamiast tego na tak durnych rzeczach jak ostateczne przymiarki ślubnych kreacji, zatwierdzanie menu czy inne szczegóły, które traciły wyraźnie na znaczeniu w zderzeniu z powagą prowadzonego śledztwa.
- Wiem, że ostatnio nieco zaszalałyśmy na święta, ale to nie tak, że tonie w zabawkach - odpowiedziała, chcąc jeszcze jakoś przemówić do narzeczonej. - To normalne, że ma swoje ulubione. Będzie mu się to zmieniało, co jakiś czas. No, ale dres to dobry pomysł. Zwłaszcza jeśli byłby z jakimś fajnym nadrukiem.
Praktyczne prezenty nie musiały być w końcu nudne i nie sprawiać radości. Młody na pewno ucieszyłby się z prezentu i chętnie biegałby w nowym stroju sportowym wokół. Jeden taki prezent na pewno nie uczyniłby z niego roszczeniowego gnojka. Sam miał całkiem dobry charakter i nie wydawało się, aby mogły go tak łatwo zepsuć. Tym bardziej, że należało mu się coś od życia, które dotychczas za bardzo go nie rozpieszczało.
Stąpała po cienkim lodzie, ale nie mogła się od tego powstrzymać. Od dawna nie miały tak leniwego i przyjemnego poranka. Gdyby miały tylko nieco więcej czasu to zdecydowanie starałyby się go wykorzystać tak, aby zdążyć nacieszyć się sobą. Stres ostatnich dni robił swoje i musiały też to odreagować w jakiś sposób.
- Wiem, skarbie - mruknęła ze zrozumieniem. - Też wolałabym go trzymać od tego z daleka, ale nie mamy pojęcia jak długo to potrwa, a nie możemy go izolować od świata tygodniami.
Nawet gdyby miały taką możliwość to skończyłoby się zwyczajnie źle dla rozwoju i psychiki dziesięciolatka. Musiał wychodzić i mieć kontakt ze światem. Zresztą zawsze gdzieś na horyzoncie będzie się czaiło jakieś potencjalne zagrożenie, bo tak już ten świat działał.
- Nie będzie nigdzie puszczany samopas. Będzie dobrze jeśli tylko wszyscy będziemy uważać - powtórzyła, aby uspokoić jakoś narzeczoną.
Może faktycznie jej bracia nie grzeszyli zbytnio pomyślunkiem, ale Evina nie wątpiła w to, że byliby zdolni do tego, aby jednak skutecznie przypilnować dzieciaka na tyle, aby nikt im go nie uprowadził spod nosa.
Zaśmiała się krótko, gdy tylko usłyszała propozycję koronerki. No tak. Mogły zawsze wykorzystać weekend w ten sposób. Umieściła dłonie na jej biodrach i odwzajemniła pocałunek, zahaczając wargami o jej dolną wargę. Zdecydowanie podobały jej się takie plany.
- Wieczorem? - zapytała, całując ją jeszcze po raz ostatni. - Jak będziemy miały młodego z głowy to będziemy mgły przetestować te sposoby na wykorzystanie wolnego czasu.
Nie miała ochoty na to, aby się od niej odrywać, ale nie miała większego wyboru. Dzwonek nieubłaganie informował o końcu ich drobnej sielanki. Evina ruszyła ku wejściu, aby otworzyć drzwi i uśmiechnąć się na widok dziesięciolatka, który niemal od razu wpadł w jej ramiona.
- Cześć, młody - przywitała się z nim, ściskając go mocno. - Słyszałam, że dzisiaj jest wyjątkowy dzień.
Sam wydawał się już być w siódmym niebie, a to dopiero był początek. Jeszcze nie miał pojęcia, co właściwie na niego czekało podczas swojej wizyty.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz jednak wolała w pełni skupić się na urodzinach ich syna. Mimo że miała odmienne zdanie, co do prezentów i wychodzenia z domu w tym mrocznym czasie niż narzeczona, ale jej zapewnienia nieco ją uspokoiły. z kolei na propozycję Eviny zareagowała figlarnym uniesieniem brwi.
— Może — powiedziała, niczego nie obiecując. — Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wypompuje nas do tego stopnia, że trafimy do łóżka, ale padniemy jak muchy — powiedziała, zresztą zgodnie z prawdą, bo Sammy miał w sobie niezmarnowane pokłady energii, a dziś na pewno nie da im spokoju do późnej nocy. W końcu miał urodziny i nie da się tak łatwo zapędzić do snu.
Uśmiechnęła się wprost usta ukochanej i ruszyła za nią, kiedy ta poszła otworzyć drzwi. W progu stał Młody, ale tylko przez chwilę, bo natychmiast powitał Swanson uściskiem. Za nim stała Lily Rose, która jedynie upewniła się, że chłopiec wszedł do domu. Nie musiała nawet przywozić żadnych rzeczy, bo Sam miał ich sporo na miejscu. Zaylee pożegnała wychowawczynię sierocińca skinieniem głowy i oparła się ramieniem o framugę w przejściu między kuchnią a przedpokojem, obserwując, jak dziesięciolatek podskakuje z ekscytacji.
— Tak! — zawołał i stanął na palcach, żeby odwiesić kurtkę na wieszak. — Mam dzisiaj urodziny! Wiedziałyście? — spojrzał najpierw na Evinę, a kiedy dostrzegł Zaylee, podbiegł do niej i również ją przytulił.
— Coś tam obiło nam się o uszy — odparła, mierzwiąc mu jasne włosy, a na te wieści aż zaświeciły mu się oczy.
— A skąd? — dopytał, znowu przenosząc wzrok na Swanson. — Jak to jest, że wy wszystko zawsze wiecie? — ściągnął w zamyśle brwi, co sprawiło, że Miller zaśmiała się głośno. Dobrze, że wciąż był w wieku, w którym uważał swoje matki za wszechwiedzące i jeszcze nie zaczął podważać ich zdania.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prowadzona sprawa nie napawała ich optymizmem. Doskonale wiedziały, że takie śledztwa potrafiły się ciągnąć. Rozmowy przeprowadzane z osobami ze środowiska ofiar nie przyniosły większych skutków. Zebrane na miejscach porzucenia ciał dowody czy poszlaki z kolei miały zbyt ogólny charakter, aby naprowadzić je na konkretny trop wiodący do określonej osoby lub na tyle wąskiej grupy, aby wziąć ich na celownik. Szanse na to, że załatwią to przed końcem miesiąca były... Naprawdę nikłe. Chyba, że ich mordercy poważnie powinie się noga.
Na razie jednak miała w ramionach narzeczoną, kuszącą ją wizją przyszłych łóżkowych przyjemności oraz energicznego dziesięciolatka za drzwiami, który na pewno umierał z niecierpliwości, aby móc wspólnie uczcić swoje urodziny.
- A już myślałam, że na to zawsze znajdujesz energię... - rzuciła jeszcze na odchodne.
W końcu właśnie od takiej strony dała jej się poznać Miller. Już od samego początku znajomości wiedziała, że ta nigdy nie przepuści okazji do tego, aby móc się oddać rozkoszom cielesnym. Evina nie miała jednak powodów na to, aby narzekać. W końcu widziała, co brała.
Również przywitała się pokrótce z opiekunką z domu dziecka. Całe szczęście zaskarbiły sobie na tyle zaufania, aby nikt nie miał problemów z tym, że przyjmowały go do siebie na cały weekend. To nie był ich pierwszy raz, a chłopiec zawsze wydawał się niezwykle zadowolony ze wspólnie spędzanego czasu i najchętniej w ogóle by nie wracał do ośrodka. Nie mogły go za to winić.
- Pracujemy w policji, młody - odpowiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej, gdy tylko Sammy podbiegł, aby wyściskać też Zaylee. - Myślałeś, że nie mamy swoich informatorów?
Wiedziały od dawna o tym, kiedy wypadały urodziny chłopca. Właśnie dzięki temu miały czas, aby wszystko zaplanować. Swanson dała mu jeszcze chwilę na to, aby się nieco uspokoił. Zdążyła jeszcze pożegnać się z Lily Rose, która przypomniała jej o tym kiedy ich rodzicielski obowiązek dobiega końca po czym ruszyła w kierunku swojej rodzinki.
- Poleć szybko umyć ręce i zaraz się zabierzemy do czegoś fajnego, dobra? - zaproponowała, mierzwiąc dodatkowo blond czuprynę dziesięciolatka.
Młody przytaknął nad wyraz ochoczo chociaż czasami zdarzyło mu się mruczeć na podobne dyspozycje. Evina z kolei wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Zaylee. Miały wystarczająco czasu na to, aby wyciągnąć prezenty i odpalić umieszczone na torcie świeczki by sprawić chłopcu niespodziankę w salonie, gdy tylko wróci już z czystymi rękoma.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To jednak nie był moment na prowadzenie takich dyskusji przy dziesięciolatku, który od samego progu domagał się uwagi, jakby świat kręcił się wyłącznie wokół niego. Dziś był jego dzień i wszyscy powinni o tym pamiętać. Wszystko inne musiało zejść na dalszy plan, łącznie ze sprawami prywatnymi i zawodowymi.
Sammy spojrzał podejrzliwie na Evinę, jakby coś ewidentnie nie pasowało. Zmarszczył śmiesznie nos i zmrużył oczy, próbując prześwidrować ją na wylot.
— I wasi ludzie mnie śledzą? — zapytał po chwili namysłu, kalkulując w głowie, czy faktycznie było to możliwe.
— Tak — wtrąciła od razu Zaylee. — I na pewno będziemy wiedzieć czy dokładnie umyłeś ręce — dodała, chociaż wcale nie musiała, bo Młody przyjął polecenie z zadziwiającym entuzjazmem i nie musiały powtarzać, żeby pognał do łazienki.
Miller jeszcze wyjrzała przez łuk w korytarzu, upewniając się, że chłopiec zatrzasnął za sobą drzwi i po tym, jak wymieniła z narzeczoną porozumiewawcze spojrzenia, od razu ruszyły do kuchni, żeby przenieść do salonu tort i bezalkoholowego szampana. Koty kręciły się pod nogami, wyraźnie zainteresowane małym zamieszaniem. Najwyraźniej zechciały być pełnoprawnymi członkami tego wydarzenia.
— Łap — wyciągnęła z kieszeni spodni zapalniczkę i rzuciła ją Evinie, której przypadło odpalenie świeczek. Ona natomiast zaczęła układać na fotelu prezenty. Kiedy Swanson piekła tort, ona pakowała je własnoręcznie w kolorowy papier. Opłacało się, bo wyglądały świetnie. Zupełnie jak przystrojony świeczkami wypiek i unoszące się pod sufitem balony z helem.
— A co będziemy robić?! — głos Młodego rozniósł się po korytarzu, a zaraz za nim trzaśnięcie drzwiami, na które Zaylee zareagowała ostentacyjnym wywróceniem oczami. Normalnie pewnie zrugałaby go za nieostrożność, ale dzisiaj wyjątkowo postanowiła mu darować. Zbliżający się tupot stóp świadczył o tym, że chłopiec był już blisko, więc chwyciła butelkę z bezalkoholowym trunkiem, żeby hucznie wystrzelić korek.
POP!
Odgłos był znacznie głośniejszy, niż powinien. Echo poniosło się po korytarzu, odbijając od ścian jak mały wystrzał. Koty natychmiast poderwały się z kanapy. Elvira zjeżyła sierść i odskoczyła w bok, a Rademenes zniknął pod szafką z prędkością, która przeczyła wszelkim prawom fizyki. Miller popatrzyła na Swanson z wysoko uniesionymi brwiami. Kurwa, no pięknie. Ale prawdziwa reakcja dopiero nadchodziła. Młody, który jeszcze przed chwilą pędził przez korytarz jak mały pocisk, nagle stanął jak wryty. Przez sekundę patrzył w ciszę po huku, po czym jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
— Co to było? — wydusił, jakby bał się, że zaraz zostanie zaskoczony przez kolejny dźwięk.
Zaylee uśmiechnęła się szeroko i uniosła ręce w geście triumfu.
— Wszystkiego najlepszego! — zawołała, ogłaszając start wielkie uroczystości.
I wtedy w Samie w końcu coś zaklikało.
— Wow — wyrwało mu się cicho. Jego spojrzenie przeskakiwało z jednego pakunku na drugi. W jego oczach pojawiło się to charakterystyczne, dziecięce niedowierzanie, które mieszało się z czystą ekscytacją. — To wszystko dla mnie? — zapytał ostrożnie, jakby istniała szansa, że odpowiedź może zabrzmieć inaczej i całe marzenie pęknie jak bańka mydlana.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogła się dziwić młodemu. Zawsze pragnął ich niepodzielnej uwagi, a teraz miał jeszcze ku temu naprawdę doskonały powód. Nie na co dzień kończyło się w końcu dziesięć lat. Mogły my zatem pozwolić na taki wyjątkowy egoizm.
- Tak jak mówi Zaylee. Lepiej się słuchaj - przytaknęła z powagą, a Sammy chyba wolał już nie testować czy faktycznie żartowały.
Cała akcja była już dawno zaplanowana. Wiedziały doskonale, że nie miały szczególnie wiele czasu. Tort i talerzyki zostały szybko rozmieszczone na stole w salonie, a w tym czasie Miller wyciągnęła zakupione dla chłopca prezenty, które jak zwykle prezentowały się nienagannie.
Szampan bezalkoholowy był niezwykle wykwintnym trunkiem, który mieli popijać z prawdziwych kieliszków, co stanowiło wyjątkowe doświadczenie. Wystarczyło jeszcze tylko zapalić świeczki, które przez chwilę nie chciały zająć się ogniem, ale gdy w końcu to się stało to wypiek nabrał jeszcze bardziej świątecznego wyrazu.
Z pewnością warto było się tak natrudzić, aby zobaczyć prawdziwy zachwyt i niedowierzanie na twarzy Sammy'ego, który prawdopodobnie nigdy nie miał okazji do tego, aby celebrować swoje urodziny z taką pompą.
- Wszystkiego najlepszego! - zawołała razem z koronerką, a młody wprost rozpływał się z zachwytu.
Spisały się. Naprawdę mogły być z siebie dumne, a przecież to był dopiero sam początek. Przed nimi jeszcze sporo niespodzianek.
- No a dla kogo? Jasne, że dla ciebie. A teraz chodź zdmuchnąć świeczki i pomyśleć życzenie - zachęciła go, a wciąż oszołomiony dziesięciolatek posłusznie podreptał w stronę tortu, gotów do tego, aby pomyśleć swoje urodzinowe życzenie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale czadzioszka! — podskoczył kilka razy w miejscu i od razu podbiegł do stolika. Skąd on w ogóle wytrzasnął to słowo? Pewnie
Już nabierał powietrza w płuca, ale w ostatniej chwili Zaylee zacisnęła palce na jego ramieniu. Młody spojrzał na nią nieco zdezorientowany.
— Hej, pomyśl życzenie — przypomniała mu, bo co to za dmuchanie świeczek bez wcześniejszego pomyślunku o marzeniach?
— A, tak — pokiwał głową i zacisnął usta, zastanawiając się intensywnie. W końcu skinął głową, najwyraźniej całkiem zadowolony ze swojej decyzji i zdmuchnął wszystkie dziesięć świeczek. Miller uśmiechnęła się i cmoknęła go w czubek głowy. — Jaki to tort? — zaciekawił się natychmiast, kiedy koronerka chwyciła za nóż, żeby precyzyjnie ukroić wszystkim po konkretnym kawałku wypieku.
— Taki z przepisu prababci Eviny — wyjaśniła pokrótce, podstawiając kolejny talerz.
— No, ale z czym? — dopytywał niestrudzenie, oblizując niecierpliwie usta.
— Oj, no z czym? — zerknęła na narzeczoną, bo nie znała na to odpowiedzi. Zwykle trzymała się z daleko od kuchni. Dla niej najważniejsze było, że tort był zajebiście pyszny. Bo wiadomo, taki nie za słodki.
— Mogę rozpakować prezenty? — Młody jak zwykle nie potrafił usiedzieć w miejscu. — O, a z tym kieliszkiem to wyglądam, jakbym był na jakimś eleganckim baniekcie! — podekscytował się i nastawił kieliszek, żeby Evina mogła nalać mu bezalkoholowego szampana.
— Bankiecie — poprawiła go natychmiast Zaylee. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Poczekała aż Swanson uraczy Młodego trunkiem i z uśmiechem wręczyła jej talerzyk w tortem.
Evina J. Swanson