-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tego konkretnego dnia była znowu zbyt zmęczona po pracy, żeby się z nim spotkać i z jednej strony to rozumiał, zwłaszcza, że brała na siebie kilka dni, w których robiła całki. Całodniowe zmiany były do dupy i wykańczały. Z drugiej strony... Dlaczego brała tyle zmian? Po co jej były podwójne zmiany? Czemu po prostu nie powiedziała mu, żeby przyszedł i chillował, przyniósł ze sobą jedzenie od Cath i zrobił jej masaż, nawet bez podtekstów. Mógł po prostu chillować. Serio. Zamknąć mordę i masować stopy, oglądając coś głupiego i nie wymagającego mózgu. Przeszło mu przez myśl, że może powinien ją zapytać, uświadomić, że rzeczywiście to było opcją, ale zamiast tego milczał.. A jego głowa toczyła swoją kulkę gówna, stwierdzając, że pewnie już jej się znudził. Ludzie zwykle nudzili się nim całkiem szybko, trochę jak z taką nową zabawką, która jest fajna jak jest nowa, a po kilku zabawach ląduje na kupkę ledwo co ruszanych, zakurzonych, żeby sobie marniała tak leżąc. Bał się, że jest dla niej taką zabawką. Może pokazał jej zbyt wiele siebie, za szybko? Może wszystko to było dla niej zbyt poważne? Może widziała go zawsze tak, jak wszyscy, jako beztroskiego hedonistę, więc kiedy się odsłonił i pokazał, że jednak lubi należeć, poczuła ten "ick" i stwierdziła, że może jednak nie?
Kilka drinów z Alexem i skakanie do muzyki to było dokładnie to, czego potrzebował. Udowodnił sobie, że może być grzecznym chłopcem i nie chlać na umór, więc mógł sobie pozwolić zaszaleć odrobinę, nie? Przecież nie musiał się nawalić w trzy dupy, tylko kilka drinków. Kilka drinków jeszcze nikogo nie zabiło. - Ktoś jeszcze ma przyjść, czy jest nas dwójka? - zapytał przy wejściu, jeszcze dokańczając peta. W jego głowie dobrze by się było względnie zorganizować, może znaleźć sobie jakiś kąt na start, umówić się jakoś, że gdyby ich poniosła zabawa, to żeby się spotkać w jednym punkcie o danej godzinie? Dać sobie jakiś znak życia czy coś? Pojęcia nie miał, już dawno nie był aż tak trzeźwy wchodząc do klubu i z zaskoczeniem stwierdzał, że było to trochę bardziej chaotyczne, niż mógłby się tego spodziewać. Zwykle byłby już po jednym czy dwóch before'kach. Albo przynajmniej po butelce czegoś śmiesznego i może jointcie albo dwóch. W sumie to nie był najgorszy pomysł, ale niczego przy sobie nie miał. Miał być grzeczny i wyjść tylko na kilka drinków, potańczyć. Totalnie mógł. Przecież mógł nie imprezować, jeśli nie chciał, tak? Ta noc miała być nagrodą za trzeźwość. Totalnie.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pomagało też, że Alex znalazł sobie swój własny obiekt zainteresowań. Lexie już dawno pogodził się z faktem, że Hall zawsze będzie w jego oczach /hot/ ale to było tylko tyle, nie? Ładny człowiek był ładnym człowiekiem, ale generalnie nie czuł do niego gorącej miłości. Podobał mu się. Poddałby mu się - gdyby sam nie był zajęty. Całkowicie fizyczne zauroczenie w przyjacielu, które z biegiem czasu coraz łatwiej było spychać na dalszy plan. Na tamten moment już nawet nie wodził za nim smętnym spojrzeniem, kiedy szedł wyrywać jakieś lachony! Tylko czasami zdarzyło mu się zagapić na moment dłużej, kiedy Hall się szczerzył i był odrobinę zbyt blisko, najebawszy, ale to był całkiem nieistotny problem.
Ulubiony klub Alexa, jak wiele klubów w Toronto, był dobrze zaopatrzony.. W alkohol, tak, ale zawsze dało się znaleźć kogoś, kto miałby bardziej zabawne środki, umówmy się. Bennettowi nie było obce i wydawał się wyczuwać tych ludzi na kilometr. Nie dzisiaj; tego dnia chciał się tylko napić z kumplem. Bez szaleństw. Potem wrócić do swojej chyba-dziewczyny i spędzić u niej noc. Brzmiało jak zajebisty plan, okay?
- Czy Maddie to serio jej imię, czy tylko skrót? - zapytał ze szczerą ciekawością, marszcząc lekko brwi, kiedy kierowali swoje kroki w stronę baru. Madeliene? Może? Nie, żeby to miało jakieś większe znaczenie, tak samo jak on lubił "Lexie" zamiast "Alexis", prawda? Skinął głową, gdy chłopak zaproponował tequilę, w gruncie rzeczy nie będąc wybrednym ani trochę. Alkohol to alkohol. Siecze. Rozluźnia. Im mocniej siekło tym lepsze było. Tequila miała to do siebie, że się skradała cicho, zanim rzeczywiście siekała, więc możliwe, że przerzuci na coś mocniejszego.
- Może potem. Tego potrzebuję na razie. - skinął głową w stronę krzątającej się barmanki, zaraz potem zrobił dokładnie to samo, co Alex, cały ten cyrk z solą i limonką. Tak, tequila zdecydowanie wymagała zbyt wiele od pijących, żeby zrobić to dobrze. - Ostatnie kilka dni chciałem się spotkać z Vitą, nie? Wiesz, nie wymagam wiele chyba? Mogę po prostu siedzieć obok, nie musi nawet ze mną nic robić.. Ale ciągle pracuje podwójne zmiany i inne pierdoły i nie ma czasu? Panie, nie wiem, ale teraz zanim wyszedłem mi napisała, że jednak ma czas? Confusion. - może nie rozumiał kobiet. Może nie rozumiał do końca potrzeby samotnego ładowania baterii; on prawdopodobnie by zwariował, gdyby był całkowicie sam w mieszkaniu na dłuższą metę. Tak bardzo, jak momentami potrzebował chwili w ciszy, siedząc na podłodze, tak samo potrzebował swoich ludzi obok. Sióstr. Swojej chyba-partnerki. Przyjaciół. Wywrócił oczami, przetarł krótko twarz dłonią, zerkając na barmaknę i wykonując krótki ruch dłonią, by nalała im jeszcze raz. - Może jestem zbyt przewrażliwiony. - nie zdziwiłby się, gdyby "był babą w tym związku" czy zachowywał się bardzo "niemęsko"..
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
𐔌 . ⋮ Lexie .ᐟ ֹ ₊ ꒱
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Bro... Tylko jakieś pół życia. - parsknął, wyraźnie rozbawiony pomysłem, że Holloway mogłaby być zbyt "nieznajoma", by komfortowo z nią siedzieć i milczeć. Bywała gadatliwa.. Ale to nie tak, że mu to przeszkadzało, czy żeby oczekiwał, by mówiła do niego non stop? - Stara przyjaźń i takie tam. - machnął lekko ręką, ucinając temat krótko, nie chcąc wchodzić w szczegóły zbyt głęboko. Jedna z tych przyjaźni, w których rodzeństwo, rodzice i cała reszta świata mniej lub bardziej otwarcie podrzuca pomysły o tym, że jak już będą dorośli, to powinni wylądować w związku. Typowy friends to lovers arch. Nie przeszkadzało mu to w tamtym momencie, ale bywało upierdliwe, kiedy, po raz kolejny, chciał tylko pomarudzić...
- Pytasz dzika czy sra w lesie? - rzucił rozbawiony, idąc za jego przykładem i wychylając kieliszki jeden po drugim. Czuł jak jego ciało się rozluźniało, szczęka, którą nie wiedział że spinał, ramiona.. Myśli ulatywały z głowy, co mógł porównać trochę do uwalniania pary z pressure cooker. Lepiej. Wypije jeszcze trochę więcej i już w ogóle będzie spoko. - Zniknąłeś mi z radaru na chwilę. Git u ciebie? - szybkie sprawdzenie, czy jego kumpel trzymał się względnie pionu i nie pakował w zbyt duże kłopoty. Mordy nie miał jakoś specjalnie obitej, nie zauważył, żeby kulał czy coś w tym stylu, więc o tyle dobrze, że fizycznie wydawał się być w dobrej formie. Pod innymi względami... Trudno było stwierdzić, nie?
Skinął głową w stronę barmanki, przejmując od niej butelkę alkoholu z szerokim uśmiechem. Dobra, koniec końców tequilla nie brzmiała tak źle, a jak im będzie mało, to przerzucą się na coś innego, tak? Brzmiało jak zajebisty plan. Polał im szczodrze, znów po dwa kieliszki, butelkę szczelnie zamykając i odstawiając do dalszego użytku za moment. Im bardziej się znieczulał, tym częściej rozglądał się wokół, marszcząc brwi, próbując dostrzec specyficznych ludzi ze specyficznymi produktami na sprzedaż.. Nie, żeby chciał coś kupić! Po prostu był ciekawy! Nie bywał w tym klubie tak często, mógł się tylko domyślać, że sprzedaż mniej legalnych używek odbywała się gdzieś w kącie, pod ladą, przez kogoś, kto wyglądał jak najbardziej niewinna osoba na świecie i, że ta osoba sprzedająca na pewno była trzeźwa. Wiadomo, nie? Logiczne. Musieli być trzeźwi, żeby być w stanie rozróżnić potencjalnych klientów, od niedzielnych, waniliowych, bawiących się grzecznie człowieczków i od ewentualnych wtyczek.. Brzmiało jak okropnie stresująca robota, ta dealerka. - Chcesz coś śmiesznego? - zagadnął, przechylając głowę, bo o ile jeszcze nikogo nie zauważył, o tyle... Hey, to był klub. W każdym klubie coś się znalazło, chociażby najprostsza Molly, może z miłym dodatkiem K, żeby siekło trochę lepiej.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skinął tylko głową, kiedy zamiast odpowiedzieć mu na pytanie, kazał mu pić. Fair enough. Najwyraźniej nie było git, ale nie chciał o tym gadać i to też mógł jak najbardziej zrozumieć i szanować, tak samo jak to, że odmówił mu bardziej nielegalnych środków. Nigdy nie był z tych, którzy wywieraliby na swoich kompanach jakiekolwiek peer pressure. Nie to nie. Nie ważne czego dotyczyło, jak najbardziej rozumiał znaczenie odmowy. Po raz kolejny skinął głową i zaraz parsknął krótko, skupiając spojrzenie na moment na ładnej twarzy kumpla. Puścił mu oczko krótko. - Dobrze mamo. - zgodził się, ale nic nie obiecywał. Sam nie wiedział jeszcze co uda mu się upolować, wiedząc doskonale, że klubowa scena nie była tą najbardziej stabilną.. A jego typowa wtyczka potrzebowała czasu, żeby się zorganizować. Czasu, którego byłoby mu szkoda tej konkretnej nocy, więc chyba jednak będzie musiał zaryzykować branie z nieznanego źródła i granie w ruletkę ze swoim życiem. Gra pod tytułem, czy dzisiaj kupi narkotyki sznurowane fentanylem, czy nie? HMMMM. Odprowadził go rozbawionym spojrzeniem, gdy jakaś cizia zgarnęła go na parkiet, a kiedy kazał się zachowywać, tylko mu pomachał, nalewając sobie jeszcze dwa kieliszki. Został sam z tą misją, hm? Zabawnie, bo przyszedł do klubu zarzekając się, że tylko alkohol, ale... Radził sobie przecież tak dobrze, że zasługiwał na jakąś małą nagrodę, prawda? Totalnie prawda.
Szukanie w samotności było z resztą znacznie łatwiejsze. Alex może i nie był jakimś ogromnym, barczastym kulturystą, ale jego resting bitchface wystarczał, żeby odstraszyć potencjalnych sneaky sprzedawców. To, plus, drobny, raczej niegroźnie wyglądający Bennett był znacznie łatwiejszym celem do potencjalnego obicia mordy, gdyby tak nie zapłacił w całości, albo próbował się wyłgać z ustalonego układu. Absolutnie zrozumiałe, też by myślał w ten sposób, gdyby był dealerem próbującym coś sprzedać pod stołem w klubie. Zwykle wystarczyło złapać z kimś kontakt wzrokowy; trochę jakby wiązała się ta nerwowa nić porozumienia, gdy zamiast odwracać spojrzenie, wymieniało się pytające gesty, by potem jakby nic dosiąść do tego samego ciemnego kąta. Jedna Molly jeszcze nikogo nie zabiła, nie? Nawet jeśli zmieszał ją z alkoholem i trzecim, bardziej tajemniczym środkiem, mającym zapewnić przyjemny relaks, którego jak najbardziej potrzebował.
Wszystko byłoby dobrze, serio. Tabletka rozpuszczała się pod jego językiem, stopniowo uwalniając chemikalia, alkohol śmigał w żyłach, buzując przyjemnym ciepłem, dodatek lekko otępiał, ale w ten przyjemny, znieczulający sposób. Lexie już miał wracać do miejsca, w którym jego drogi rozeszły się z Hellem, kiedy mocna dłoń złapała go boleśnie za ramię. Co do.. Zmuszony, by spojrzeć w twarz większemu od siebie mężczyźnie, nie mógł powiedzieć, czy skądś go kojarzył. Może? Wyraźnie był jedyny z tej dwójki, który nie miał pamięci ich wcześniejszego spotkania, bo absolutnie też nie wiedział dlaczego był na niego tak wściekły. Bennett chciał się nerwowo rozglądnąć za Hallem, ale kiedy tylko spróbował odwrócić spojrzenie od znajomego-nieznajomego, znów został szarpnięty. Skulił się lekko. Cała jego mowa ciała sugerowała, że po prostu się bał i chciał odsunąć jak najdalej od agresora jak tylko mógł.. Zwłaszcza, ze naprawdę myślał, że byłą to jakaś pomyłka? Może się mylił.. Może.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Pojeby... - warknął i zniknął w tłumie. PO KŁOPOCIE.
Alex odsunął się od kumpla, ale wciąż trzymał go za ramiona, żeby chłopak nie upadł z wrażenia. Przez chwilę patrzył na niego z szerokim uśmiechem, który powoli zamieniał się w zduszony śmiech. - Kurwa, Lexie, uratowałem ci skórę w najbardziej pedalski sposób ever - zarechotał i poklepał kumpla po plecach. Boże, Alex był g e n i a l n y.
𝐿𝑒𝑥𝑖𝑒
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Znalazł go. Alex. Boże, Bennett chyba jeszcze się nigdy tak nie cieszył na jego widok. Wyciągnął dłoń w jego kierunku i już miał streścić co się odjaniepawlało, ale.. Że co?
Silna dłoń w pasie, stabilne ciało do którego przylgnął jak marionetka miotana silnym wiatrem. Parzył. Jego dotyk parzył. Elektryczność przeskakiwała po skórze w miejscach, w których go dotykał, odbierając mowę; mógł się tylko przyglądać jego twarzy bez zrozumienia. Zapach jego perfum zmieszany z zapachem skóry i potu stworzył mieszankę, posyłającą przyjemny dreszcz w dół kręgosłupa. Powieki lekko opadły, dłoń oparła się na jego klatce, resztki trzeźwości próbowały walczyć o dominację, krzycząc gdzieś z głębokiej studni, że powinien go odepchnąć. Jego crush był stary, w większości potrafił zapomnieć, że czasami spojrzenie zjeżdżało do ust przyjaciela, albo że podświadomie sunął palcami w górę i w dół swojej szklanki, przyglądając mu się.. tylko czasami. Miał Vi. Kochał Vi. Crush nie miał znaczenia... prawda? O czymkolwiek mówił, kontekst absolutnie Bennettowi uciekł. Uśmiech, który od niego dostał rozgrzał mu klatkę. Dłoń na policzku posłała kolejne dreszcze po jego ciele.
Więcej. Więcej, więcej, więcej.
Zacisnął palce na froncie jego koszulki, oddając pocałunek łapczywie, ciche westchnienie tłumiąc w jego ustach. Żołądek wywrócił fikołka, kolana lekko się pod nim ugięły, ale Alex trzymał go mocno, co tylko spotęgowało gorącą falę podniecenia przeszywającą ciało Bennetta. Więcej. Chciał więcej. Sięgnął po więcej, przyciągając go jeszcze na moment za front koszulki, którą miął w palcach, zanim Alex go od siebie odsunął.
Rozchylone wargi, przyspieszony oddech, lekko drżał pod przeskakującym między nimi prądem, który Lexie na tamten moment widział, halucynacja wywołana małą tabletką, która rozpuściła się już chwilę wcześniej w jego ustach. Nienaturalnie ogromne źrenice wbite były w wyższego chłopaka w czymś co być może normalnie byłoby bardzo intensywnym spojrzeniem, ale w połączeniu ze środkami, które zażył, przypominały bardziej zamglone, przepełnione pożądaniem, absolutnie spragnione. Był też w nich wyrzut. Odsunął się. Odebrał przyjemność i ciepło, emocje których Lexie tak bardzo w tamtym momencie potrzebował.
Nie było myśli w jego głowie, tylko obrazki, emocje, pragnienia, wszystko to, co chciał, żeby Alex z nim zrobił.. Ale żadnych słów.
Alex
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Lexie