Ride or die.
August Winters zdecydowanie była jego
ride or die, mimo że ich przyjaźń o wiele częściej można było przyrównać do
die of cringe. Jednak - jakby co - on się nie skarżył, on uwielbiał ten cringe. Wiedział, że gdyby nagle zgubił kąpielówki na środku basenu, to najpierw zaczęłaby śmiać się do rozpuku, a potem też zrzuciłaby kostium, żeby nie zostawić go samego w niedoli. No i właśnie dlatego ich przyjaźń przypominała
die of cringe, ale przynajmniej wspólny cringe. I nie tylko cringe. Mogłaby wypłakać mu się w ramię, wykrzyczeć wszystkie emocje w jego koszulkę i wtulić się w niego tak mocno, że zapomnieliby jak się oddycha, no i to dalej byłoby okej, bo byli przyjaciółmi. Na dobre i na złe.
All I want is nothing more
To hear you knocking at my door
Hall, to będzie dosłowne retaliation. To będzie bitwa o Gondor. To będzie dosłownie some Game of Thrones shit. Roześmiał się. Uwielbiał, gdy taka była. No serio. Dajcie inną dziewczynę w ich wieku, która zamiast Legalnej Blondynki wolałaby oglądać Władcę Pierścieni albo Grę o Tron. -
ZA NARNIĘĘĘ - kontynuował to wymienianie filmów i seriali, a nawet uniósł dłoń do góry, jakby był Piotrem Pevensie i pędził z mieczem w ręku na Złą Czarownicę. Naprawdę dobrze bawił się z August, bo wspomnienia znów odżyły, znów widział wszystkie ich wspólne momenty, znów wrócił do czasu sprzed dwóch lat, jakby nie rozstali się ani na chwilę, jakby znów były wakacje i znów mieli odwiedzić tamten biwak z ojcem August, gdy piekli pianki i jedli dzikie jagody, jakby znów mieli uczyć się na sprawdzian z matmy...
Obiecuję ci... Frodo, you have my bow... Parsknął śmiechem na jej słowa i oczywiście, że dokończył słynną frazę. -
AND MY AXE...! - również się jej ukłonił z dzikim uśmiechem na ustach, po czym wydał z siebie krótkie, nostalgiczne "AHHH". -
A pamiętasz jak oglądaliśmy LOTR u ciebie w salonie? I twoja mama zamówiła nam pizzę, a my zbudowaliśmy bazę z koców i poduszek...? - spytał i uśmiechnął się nieco melancholijnie. Wiele by dał, żeby wrócić do tamtych dni. Śmieszne, że akurat teraz zebrało mu się na sentymenty, kiedy akurat próbowała go przekonać do wyklejania serduszek w albumie. Kurde, to dobre dla baaab, dlaczego tego nie rozumiała? Kazała mu wypluć te słowa, ale nie zamierzał opluwać ani siebie, ani jej, dlatego tym razem to on zaczął przypominać
obrażonego kota. -
August Winters, nie chcę być ani wrażliwy, ani rozrywany, to musi cholernie boleć, dobra? Poza tym nie szukam dziewczyny, więc mi się to totalnie nie przyda, delulowcu - odpowiedział jej, twardo obstawiając przy swoim. Nie zamierzał ustąpić. Koniec, kropka. Żadnych brokatów, serduszek, wyklejanek ani niczego babskiego, nope. Zgodził się na seks, to musiało jej wystarczyć, dobra?
To miał być tylko seks, tak? Jednorożce, elfy, tęcze? Kurczę, jak wyobrażał sobie seks, to nie widział w tym niczego uroczego. No i reakcje Dustie niczego mu nie ułatwiały.
Żaden z ciebie fun, Ducky! -
To dobrze, bo nie chcę być wiatrakiem - prychnął, zastanawiając się, czy Dustie złapie w locie tę zacną grę słów, bo wiecie, że
fun, że
fan, że zabawa, ale wiatrak, nie? FUN FAN? Hehe? Śmieszne? Nie? Anyway, zmrużył oczy, gdy się naburmuszyła, no i mierzyli się tak spojrzeniem przez chwilę, a przez jego głowę przelatywało właśnie miliony myśli za i przeciw.
Przecież to jest jedna z najlepszych myśli, jakie mam od dłuższego czasu, no nie?! -
Miewałaś lepsze -
przyznał otwarcie, nie owijając w bawełnę. Jakby dostał przez łeb to by się nie zdziwił, ahh, lubił brutalne kobiety. Albo tak sobie wmawiał.
Alex, organizację zostaw mnie! Ty tylko gumki załatw… Wysłuchał jej opowieści, tym razem nie w milczeniu, wręcz przeciwnie, wtrącał w odpowiednich momentach "Mhm", "No co ty" i "No, no, tak", dopóki nie dokończyła. Parsknął śmiechem - znowu! - po czym poklepał ją po udzie, tym razem o wiele lżej niż wcześniej. Pewnie i tak zarobiła już siniaka od wcześniejszego uderzenia. -
Jezu, wyobrażam sobie twoją minę, nie wytrzymam, buahaha - nie przestawał się śmiać, aż go coś zakłuło w boku. -
A co do gumek, to jedną mam nawet przy sobie, bo ciągle nam organizują zajęcia w bidulu o bezpiecznym seksie, żebyśmy się nie rozmnażali, wiesz? Dziś też były. No bo wiesz, wakacje, gorszy sort, ten tego - mruknął pod nosem, a jego czujnym oczom nie umknęło jej poważne spojrzenie, którym go obdarowała. O czym myślała? Może o tym, czy podjęła dobrą decyzję? Well. Alex dalej się zastanawiał, czy zgadzanie się na seks było dobrą decyzją, nawet gdy Dustie zaczęła wyznawać mu swoje uwielbienie. -
Tak, wiele razy, ale wolałbym, żebyś nie wykrzykiwała na prawo i lewo, że będę twoim pierwszym razem, kurwa, Dustieee - no,
załamał się chłopak. A gdy do podziękowań dorzuciła pocałunki? No kurwa, całowała go już wcześniej, ale nie miał wtedy wizji seksu z nią przed oczami jakby? No więc kiedy robiła to teraz, to strzelił buraka i zaczął unikać jej wzroku, mrucząc pod nosem coś w stylu
"Hmhmpfff", ale August nagle zerwała się z niego jak ze smyczy i zaczęła tańczyć niebezpiecznie blisko krawędzi dachu...
I'M SO HAPPY! No, kurwa, on też -
powiedzmy - był happy, ale byłby bardziej happy, gdyby przestała krzyczeć na całe gardło w środku nocy, chodząc jak potłuczona. -
Dustie, weź usią... - zaczął, ale przerwał mu głos sąsiada Wintersów, pana Jenkinsa.
WINTERS! NIEKTÓRZY TU PRÓBUJĄ SPAĆ! Stary pan Jenkins był... no, starym prykiem. Kiedyś wrzucili mu zdechłą rybę przez lufcik do piwnicy, no i upadła jakoś tak niefortunnie między regały, że musiał wezwać ekipę dezynfekcyjną w celu ustalenia źródła brzydkiego zapachu. Tylko siedzieli w pokoju August z lornetką i patrzyli, co się dzieje na podwórku pana Jenkinsa, śmiechu było co nie miara, hihihi, dobrze to wspominał, ahhh.
No ale z rozmyślań wyrwała go August, bo zachwiała się i prawie spierdoliła się z dachu podczas przeprosin wykrzyczanych w stronę sąsiada. Alex od razu zerwał się na równe nogi, chcąc chwycić ją za nadgarstek, ale wyglądało na to, że August nie straciła dawnego refleksu, bo jakby nigdy nic wróciła do niego, poczekała, aż zszokowany Alex z powrotem posadzi swoje zacne cztery litery na dachówkach, po czym umiejscowiła głowę na jego kolanach. Kurwa, nawet nie zdążyłby jej złapać, gdyby faktycznie spadała. Jej matka by go zabiła. -
Nie wytrzymam z tobą, Winters, wpędzisz mnie do grobu - przewrócił oczami, niemal automatycznie wplątując palce w jej włosy i zaczynając się nimi bawić. Były tak samo miękkie jak zapamiętał. No i ten dotyk cholernie go uspokajał, więc nie zamierzał przestawać, zwłaszcza po tym zastrzyku adrenalinowym, który mu zapewniła.
Za miesiąc będzie bal licealny dla tych, co są do tyłu z wynikami… tak jak ja. Może chciałbyś być moim partnerem? -
Ja... oczywiście, że będę twoim partnerem, po co głupio pytasz - odpowiedział, patrząc na nią z góry, podczas gdy ona patrzyła na niego z dołu. Widział odbijające się w jej oczach gwiazdy i jakoś tak... Poczuł... Yyy... Dziwne uczucie, okej? Przynależności. Nieważne, co się działo, zawsze mógł na nią liczyć. Po prostu była jego
ride or die. Powiedzenie, że miał do niej cholerny sentyment, to zdecydowanie za mało.
I wiesz… po… moglibyśmy to zrobić. -
Okej, ale dalej mi nie odpowiedziałaś, gdzie chciałabyś to zrobić. U mnie odpada, u ciebie tym bardziej odpada - stwierdził, odgarniając z jej twarzy jakiś zbłąkany kosmyk. Westchnął ciężko. Skaranie boskie z tymi babami. Seksu jej się zachciało. -
Może ukradnę auto i po prostu odjedziemy w siną dal, co ty na to? - rzucił pod nosem, dalej przyglądając się jej twarzy. Pierwszy raz w samochodzie? Not bad? Czy bad? Kurwa? -
Zostaje jeszcze motel i namiot, ale na motel to nie mam forsy... - kontynuował, próbując ułożyć w głowie jakiś plan, mimo że Winters jasno i wyraźnie zakomunikowała mu, że on ma załatwić gumki, a resztę powinien zostawić jej.
No i pewnie plótłby tak dalej, snując plany, żeby zagłuszyć swoje wszystkie niepokojące myśli, ale... ale... To była August. Znała go jak własną kieszeń. Palcem musnął jej nos i odgarnął włosy z czoła, tym razem swojego. Musiał jej to powiedzieć, zanim prawda zacznie go gryźć od środka. Spoważniał i odetchnął głęboko. -
Będę szczery, Winters, dobra? Boję się, że to spierdolę - mruknął cicho, znów wracając dłonią do jej włosów, które zaczął bezmyślnie nawijać sobie na palec. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że to robił. Naprawdę chciał ją uszczęśliwić, poza tym pierwszy raz z przyjaciółką brzmiał naprawdę cholernie dobrze, ale... cholernie nie chciał tej przyjaciółki tracić. Miał wrażenie, że jeden poważny pocałunek - a co dopiero seks - mógł to wszystko bezpowrotnie rozjebać.
𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 