-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Crees en mis capacidades más que yo mismo... pero gracias, significa mucho para mí que alguien crea en mí. De verdad que sí. - odezwał się po chwili, uśmiechając się niepewnie.
Widząc, że mężczyzna patrzy na trzymaną przez niego kartkę odruchowo przytulił ją do swojej piersi, jakby chciał jej bronić. Słysząc, że oba kierunki są interesujące i oba by mu odpowiadały uśmiechnął się szerzej; zrobiło mu się miło, że Santiago również widzi go na tych kierunkach, bo to może znaczyło, że te pomysły nie były tak głupie, jak mu się początkowo wydawało. Nadal trochę powątpiewał w to, że zostanie przyjęty i będzie się cieszył, jeśli przyjmą go w ogóle na artystyczny profil w szkole średniej, ale nie chciał powtarzać tego jak bardzo jest beznadziejny, bo wiedział jaka będzie reakcja Santiago. I to było naprawdę cholernie miłe, że mężczyzna uważał, że ten ma talent, nawet jeśli sam Salvatierra jeszcze miewał sporo momentów, że to negował; naprawdę wiele dla niego znaczyło jego uznanie i to, że uważał, że jest utalentowany.
Zmroziło go nieco, gdy Tiago zapytał, czy pokaże mu co tam ma - bał się jego reakcji, bo doskonale wiedział, że ten rysunek może sugerować, że miał na jego punkcie jakąś niezdrową obsesję. On sam nie postrzegał tego jako obsesji, bardziej jako zauroczenie i fascynację, ale nie była to obsesja, bo mógł myśleć o czymś innym poza Santiago i ten nie zaprzątał jego głowy non stop swoją obecnością w myślach i snach. Po chwili wahania rozłożył rysunek i z mocno i szybko bijącym sercem podał kartkę swojemu aniołowi stróżowi, uznając, że wzbudzi jego większe podejrzenia, jeśli będzie próbował ukryć portret. Trudno, jeśli Tiago będzie zły, to Alvaro spróbuje jakoś stawić temu czoła.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie do końca wiedział, co powinien zrobić, jak zareagować na te wszystkie serduszka i to, co było napisane wokół jego postaci. Te wszystkie komplementy, wyrazy adoracji... Poczuł ucisk na karku i delikatne dreszcze przechodzące mu po plecach, ale nie z powodu samego faktu zauroczenia Alvaro - to się zdarzało, że nastolatkom podobali się dorośli, nawet podobno całkiem często i nie było niczym dziwnym. De la Serna nie był tylko pewien, jak powinien zareagować, kiedy miał w rękach wyraźny dowód tego, że ten dzieciak jest zauroczony właśnie nim. Nieświadomie przygryzł paznokieć, jak zawsze, kiedy się nad czymś głęboko zastanawiał albo stresował.
- Veo que también dibujas retratos bastante bien - powiedział w końcu ostrożnie. Nie wiedział, co jeszcze dodać, bo nie chciał peszyć chłopaka. Nie był pewien, czy w ogóle w jakikolwiek sposób komentować te serduszka i wyrazy adoracji. Z drugiej strony jeśli tego nie zrobi, to czy to będzie dobre...? Nie był zainteresowany Alvaro w żaden sposób inny, niż jako dzieckiem, któremu chciał zapewnić dobre życie; poza tym był hetero. Był więc dla Salvatierry poza zasięgiem z dwóch bardzo istotnych powodów; co nie zmieniało faktu, że chyba należałoby jakoś skomentować to zauroczenie i podkreślić, że nie ma żadnych szans na jakiekolwiek spełnienie tych pragnień nastolatka.
W końcu oddał rysunek chłopcu i popatrzył mu w oczy z lekkim uśmiechem.
- Sabes que esto no va a resultar de nada, ¿verdad? - zapytał - Definitivamente soy demasiado mayor para ti. Deberías buscar a alguien de tu edad. Seguro que hay alguien en la escuela que te podría gustar y que sería mucho mejor para ti. Y... me interesan las mujeres.
Miał nadzieję, że nie wystraszy chłopaka, nie wbije go w przekonanie, że jest zły, głupi, czy cokolwiek innego Alvaro zamierzał o sobie teraz pomyśleć. Santiago mówił spokojnie, ciepłym tonem, chcąc dać młodemu do zrozumienia, że nie jest zły, a jedynie tłumaczy, dlaczego to zauroczenie powinien przekierować na kogoś innego. Jednocześnie jednak nie był przesadnie zaskoczony tym, co zobaczył, bo widział czasami, jak Salvatierra na niego patrzy. Zorientował się, że robi na dzieciaku wrażenie; a sam przecież też nie tak znów dawno temu był w jego wieku i pamiętał jeszcze, jak podobała mu się jedna z nauczycielek. Sądził, że tutaj mogły zadziałać podobne mechanizmy: był przystojny, wiedział o tym, więc nic dziwnego, że jego uroda pociągała chłopaka, który był gejem. Nie przypuszczał, żeby mogło być w tym cokolwiek więcej i sądził, że kiedyś Alvaro przejdzie i rzeczywiście znajdzie sobie kogoś w swoim wieku.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Gracias - mruknął cicho, ewidentnie zawstydzony, gdy usłyszał, że portrety również potrafi rysować. Tak, akurat jeśli chodziło o ten konkretny rysunek, to również był z niego zadowolony, bo uważał, że Santiago wyszedł na nim całkiem... realnie. Idealnie. Tak, jak go widział swoimi dziecięcymi oczami zauroczony w przystojnym złodzieju chłopak.
- Sí, por supuesto que lo sé. - odpowiedział szybko, słysząc pytanie mężczyzny i odebrał od niego rysunek, znów składając go na pół i schował kartkę do górnej szuflady biurka, zaraz prostując się znów i spoglądając na niego nieco niepewnie. - También sé que eres heterosexual y realmente no quiero nada de ti. Simplemente... bueno, me gustas, me atraes, pero probablemente eso no sea sorprendente, ya que sabes perfectamente que eres guapo; tú mismo lo dijiste hace poco. - uśmiechnął się do niego niepewnie, po chwili wahania podchodząc nieco bliżej i obejmując go za szyję, po czym przytulił się do niego; nadal potrzebował bliskości, bo po tamtej kłótni wciąż chyba jeszcze dochodził do siebie. - Pero no quiero que pienses que te estoy seduciendo ni que quiero algo de ti, porque no es así. Sé que solo es un capricho pasajero, y probablemente nos reiremos de esto juntos dentro de seis meses, te lo prometo. - dodał nieco ciszej, z policzkiem opartym o jego ramię.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Eres mi hijo y mi hermano, Alvaro - powiedział łagodnie, wplatając znów palce w jego włosy i masując skórę jego głowy - Y te amo exactamente así. Por eso, espero sinceramente que pronto conozcas a alguien que realmente te interese, alguien a quien ames y con quien puedas formar una familia.
Poklepał go po plecach, uświadamiając sobie, że naprawdę pokochał tego chłopaka i że coraz bardziej mu na nim zależy. Ucieszyła go ta świadomość, choć sam nie wiedział, dlaczego - ale dzięki niej rozluźnił się i ból spowodowany utratą żony jakby zelżał. Ten dzieciak wnosił dużo światła w jego życie i w pewien sposób wypełniał pustkę spowodowaną brakiem biologicznych dzieci, którą Tiago coraz mocniej odczuwał, ale nikomu o niej - jak o innych swoich bolączkach - nie opowiadał.
- No te escapes más de casa - poprosił.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie spodziewał się jednak tego, co niedługo później usłyszał. Że jest dla niego synem i bratem. Że Santiago właśnie w ten sposób go kocha. Kocha. I że ten naprawdę ma nadzieję, że Alvaro spotka kogoś, kogo pokocha i z kim założy rodzinę.
Jęknął krótko, ale w żaden sposób nie miało to nic wspólnego z erotyką - raczej był to jęk kogoś, kto właśnie po zbyt długim czasie błąkania się samotnie po pustyni znalazł oazę albo jeszcze lepiej: wioskę, w której znalazł nie tylko wodę i jedzenie, ale także ludzi, z którymi mógł porozmawiać. Nie wiedział jak nazwać to inaczej, niż ulgą. Jego palce zacisnęły się mocniej na koszuli Santiago, sam chłopak wtulił się w niego mocniej i przez moment milczał, próbując uspokoić oddech i cisnące mu się do oczu łzy. W końcu odsunął się od niego trochę i popatrzył na niego wilgotnymi ślepiami, ale z uśmiechem na ustach.
- No he vuelto a escuchar esas palabras desde que murió mi madre. - wyszeptał cicho, mając na myśli oczywiście wyznanie miłości; bo jakiej miłości by to wyznanie nie dotyczyło, to dotyczyło miłości, a tylko to się dla niego liczyło. Otarł oczy wierzchem obu dłoni i zaśmiał się cicho, zażenowany własnym zachowaniem i tym, że znów się rozkleja jak jakaś baba. - Yo también te quiero. Y eres como de mi familia. Como mi hogar. - dodał po chwili i złapał się dłonią krawędzi blatu, bojąc się, że zaraz nogi odmówią mu posłuszeństwa; już się zrobiły miękkie jak z waty i trochę kręciło mu się w głowie z tego wszystkiego. - No voy a huir, te lo prometo. - uśmiechnął się szeroko, patrząc na niego wciąż ze łzami w oczach, ale też z iskierkami radości, które ostatnio prawdopodobnie pojawiały się w nich dość rzadko ze względu na żonę Santiago. Teraz jednak był szczęśliwy i nie sądził, że cokolwiek mogłoby to popsuć.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Me alegra que pienses en mí de esa manera, porque de verdad me gustaría ser parte de tu familia.
Przeczesał palcami włosy i spojrzał jeszcze raz na rysunek kościoła, uśmiechając się. Wreszcie jednak podniósł się i rzucił okiem na torbę z rzeczami Alvaro, leżącą teraz przy łóżku.
- Vuelve a desempacar. Esta es tu casa y nadie tiene derecho a echarte.
Klepnął go jeszcze w ramię i wyszedł, mając zamiar zadzwonić do adwokata, który już raz przeprowadził go przez rozwód. Najwyraźniej znów tego potrzebował. Później miał zamiar porozmawiać poważnie z żoną i oświadczyć jej, że skoro tak się zachowuje wobec dziecka, skoro jest o nie zazdrosna, to nie ma dla niej miejsca w tym domu. Zamierzał też poszukać tego jej naszyjnika, choćby po to, żeby się przekonać, czy rzeczywiście go gdzieś nie schowała specjalnie - miał nadzieję, że jednak do aż takich rzeczy się nie posunęła. Nie chciał o niej myśleć źle, choć i tak już nie potrafił spojrzeć na nią zupełnie przychylnie po tych wszystkich kłótniach, po bitwach, które mu urządzała i po oskarżeniach, jakie rzucała w stronę Alvaro. Mimo wszystko jednak sądził, że to znów w większości była jego wina, że to małżeństwo się rozpadło. Że on nie umiał egzystować w związku i że to on to wszystko zniszczył.
Alvaro Salvatierra
/zt.