ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Ten dzień od samego początku był zakręcony. Harley mogłaby powiedzieć, że nie wiedziała nawet, co włożyć w swoje dłonie, ale odpowiedź była zaskakująco prosta. Aparat, rzecz jasna. Gorzej było z całą resztą. To był natomiast klasyk w jej wykonaniu, gdyż sama była wielkim, chodzącym chaosem. O dziwo takim, który nawet dobrze wykonywał swoją robotę. Czasami zdarzały się jej jakieś potknięcia, ale to niestety była norma dla każdego, kto nie był robotem-perfekcjonistą. A ona nim nie była. Chociaż pewnie nie raz i nie dwa rozważała, jakby w takim wypadku wyglądało jej życie.
Jej powrót do domu natomiast dość znacząco się przedłużył, przez co zawitała w progi swojego skromnego domostwa dopiero w okolicach wieczora. Już przez ostatnią godzinę widać było po niej drobne oznaki przebodźcowania ludzką głupotą, co nie było dla niej już nowością. Była i tak cholernie zadowolona, mogąc sobie klapnąć na kanapę w salonie z piwkiem zero w ręku. Relaks przejął ją tak mocno, że zapomniała odciszyć telefon i sprawdzić, czy ktoś do niej nie dzwonił. A tak się składało, że miała nieodebrane połączenia. I to trzy razy większą ilość niż zazwyczaj. Na ojca, zapisanego jako "nie odbierać nawet za milion dolców kanadyjskich", może nie zwróciłaby uwagi. Telefony od matki i ojczyma mogłyby jednak ją zastanowić, ale tylko wtedy, gdyby zachciało jej się wydobyć smartfona z torby. Zamiast tego dorwała się do laptopa, sprawdzając co tam dzisiaj wydarzyło się w kraju i na świecie.
Ta czynność została dość szybko przerwana przez uporczywy i irytujący dźwięk dzwonka do drzwi. Aż przewróciła oczyma, mając w zamiarze zignorowanie natręta, ale przypomniała sobie, że czekała na dość ważną paczkę. Chcąc czy nie, musiała zatem sprawdzić, czy to czasami nie kurier. Nie dostała żadnego sms'a, ale wolała nie dmuchać na zimne. Odłożyła laptopa na kanapę i pomaszerowała w kierunku drzwi, zawzięcie szurając swoimi kapciami z motywem Cinamonrolla.
Jakże się zdziwiła, gdy po otworzeniu zastał ją widok jakiegoś obcego typa. Zamiast paczki trzymał walizkę, co było jeszcze dziwniejsze. Harley aż zmarszczyła brwi, nie kryjąc się z taksującym spojrzeniem od stóp do głów. Wróciła jeszcze na twarz ziomka, ale niestety nic jej nie świtało. Gości na pewno się nie spodziewała, pod tym mogłaby się podpisać nawet i krwią.
Ktoś ty? — spytała w swoim stylu, no i oczywiście po angielsku. To, że nieznajomy był Azjatą nie oznaczało, że miała obowiązek zwracania się do niego w jakimś azjatyckim języku. Nawet jeśli to i tak nie wiedziała, w którym konkretnie. Przywitałaby się po koreańsku, a wyszłoby, że to Japończyk. I co wtedy?

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.



Gdyby Minjae miał określić jak upłynął mu dzień, opisałby go jako długi i męczący. Nie przepadał za lotniskiem InCheon w Seulu. Było to największy i najbardziej zatłoczony port lotniczy w kraju. Do tego położony ponad pięćdziesiąt kilometrów za miastem. Kang musiał wstać bladym świtem na zamówioną wcześniej taksówkę. Z bagażem nie przesadzał. Dwie eleganckie, czarne walizki musiały wystarczyć. Resztę potrzebnych rzeczy nadał pocztą i słusznie, bo kilka dni temu okazało się, że jego lokum w Toronto dostępne będzie najwcześniej za dwa tygodnie. Był trochę niepocieszony gdy się dowiedział, a potem przełożeni z kanadyjskiej odnogi firmy przypomnieli mu, że decyzję o zjawieniu się na miejscu wcześniej podjął sam. Na szczęście udało się załatwić coś tymczasowego. Ponieważ Minjae nienawidził dłuższych pobytów w hotelu, miał zamieszkać w pokoju gościnnym w mieszkaniu innej Koreanki. Znał jej imię, adres i telefon. To wszystko. Mężczyźnie taki układ odpowiadał. Chciał się dobrze zaaklimatyzować na nowym kontynencie i w nowej strefie czasowej.

To nawet zabawne, że lecąc z Seulu do Toronto właściwie zatrzymał się czasie. Lot trwał trzynaście godzin i niby wszystko się zgadzało. W samolocie wypił poranną kawę, a jakiś czas przed lądowaniem w Kanadzie podano im kolejna. Problem polegał na tym, że wylatując z Korei w sobotę rano, na miejsce dotarł również w sobotę rano. Spał niewiele, bo miejsce w biznes klasie wykorzystał na dalszy research na temat Toronto Sun. Ciemne worki pod oczami Minjae schował za parą ciemnych okularów. To jak bardzo był zmęczony poczuł dopiero w taksówce z lotniska. Kierowca nawet próbował podjąć z nim jakąś rozmowę, ale mężczyzna zbył go milczeniem. Marzył tylko o miękkim materacu i wygodnej poduszce. Właścicielce mieszkania, pod które podjechali, poświęcił niewiele myśli. Nie był uciążliwym lokatorem, więc nie przewidywał problemów. Wiedział jak utrzymać porządek, znał się na kuchni, a czas spędzać zamierzał albo w swojej sypialni albo na zewnątrz. Jeśli tylko taka będzie wola gospodyni, chłopak dołoży wszelkich starań by nawet nie zauważyła, że z nią mieszka.

- Dzień dobry. Nazywam się Kang Minjae i pracuje dla Samsunga. Przyleciałem dzisiaj z Seulu. Ufam, że poinformowano Cię, że zamieszkam z Tobą. Dziękuję za przyjęcie mnie pod swój dach. Proszę miej mnie w swojej opiece. Wierzę, że uda nam się znaleźć wspólny język i za bardzo nie wchodzić sobie w drogę - ignorując angielskie pytanie, przedstawił się we własnym języku zaraz potem jak zażądała tego Haerli. Ukłonił jej się też nisko, ale nie za nisko. Był w końcu jej seniorem.

- Proszę przyjmij te prezenty, symbolizujące moją wdzięczność - toreb było sporo, bo niewiele o niej wiedział. Zakupy zlecił młodszej siostrze, więc wśród podarków znalazły się najlepsze kosmetyki do cery oraz włosów, modne perfumy w pudrze oraz tradycyjne słodycze w gustownych pudełkach. Minjae był pewien, że jedną z torebek w całości wypełniają maseczki do twarzy. Przed wręczeniem wszystkiego blondynce, ściągnął z nosa ciemne okulary. Wcześniej o tym zapomniał. Ze swoją czarną grzywką oraz sińcami musiał trochę przypominać dziecko z Klątwy - Mam nadzieję, że przypadną Ci go gustu Haerli.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż tyle, że jego męczyło tylko lotnisko. W przypadku Harley sprawa była dużo bardziej skomplikowana, przynajmniej jeśli chodziło o ojczyznę jej ojca. Nie jej, co też mówiło samo za siebie w kwestii tego, jak traktowała ten kraj. Bo szczerze go nienawidziła. Pod wpływem ojca szybko stał się on dla niej obłudny, pełen fałszywości i nieszczerych ludzi. Może i nie powinna była oceniać całego obszaru przez pryzmat jednej niewygodnej osoby, ale nie umiała tego zrobić inaczej. Dodatkowo, nigdy nie czuła się tam swobodnie. Dla niej lotnisko Incheon było za każdym razem niczym wybawienie. To tutaj mogła wreszcie wsiąść w samolot i wynieść się stąd w cholerę, byle jak najdalej. Cieszyła się też, że od kilkunastu lat jej stopa nie miała tej nieprzyjemności, by tam stanąć.
Nie sądziła natomiast, że Korea postanowi sobie ot tak przylecieć do niej, bez żadnego ostrzeżenia. Po części z jej winy, bo mogłaby odbierać telefony, chociażby od swojej prawdziwej rodziny. Od ojca nie odebrałaby wcale. Mogła jednak wytłumaczyć się nawałem pracy i tą samą chęcią odpoczynku, o której marzył jej przyszły gość. Świat natomiast bardzo się starał, by przypominać jej o pochodzeniu na każdym kroku, a to tylko prowokowało w niej rosnącą stale złość. To, że była Azjatką nie znaczyło, że musiała się podpisywać rękami i nogami za krajem azjatyckim. Uważała się w stu procentach za Brytyjkę, na każdym kroku podkreślając swój akcent i zamiłowanie do pozbawionego smaku jedzenia. Nie no dobra, może z tym jedzeniem to niekoniecznie prawda, ale zawsze wybrałaby fish and chips zamiast kimchi. Czy czegoś tam jeszcze.
Ale wróćmy do gościa, który niezapowiedziany zjawił się pod jej drzwiami i… Widocznie oczekiwał gościny. Hwang skomentowała to uniesieniem brwi, nieumyślnie najpierw tłumacząc sobie jego słowa zamiast skupić się na fakcie, że nie przemówił do niej po angielsku. W końcu jednak użycie języka, którego unikała za wszelką cenę, musiał rzucić się jej w oczy. I był on niczym cios poniżej pasa. Niezwłocznie zmrużyła oczy, a jej brwi zbiegły się, uwydatniając jej narastającą frustrację. I ona jeszcze chciała być miła. Mogła użyć paru słów, które znała w języku chińskim w ramach czystej złośliwości.
O niczym takim nie słyszałam. Musiałeś pomylić domy, sorry. — przemówiła oschle w języku angielskim, uparcie odmawiając przerzucenia się na koreański. Nawet nie była pewna, czy nieznajomy w ogóle znał angielski, ale miała to już głęboko w poważaniu. Zignorowała też jego ukłon. Może i był to przejaw czystej niegrzeczności, ale nie chciała mieć z tą kulturą nic wspólnego. Że też akurat coś musiało przywiać jakiegoś koreańca prosto pod jej próg, by wytrącić ją z ledwie co osiągniętej równowagi…
Na wspomnienie o prezentach tylko obrzuciła go oceniającym spojrzeniem. Tak, jakby fizyczne rzeczy miały kupić jej zaufanie z jakiejś racji. Chłop nawet się nie spodziewał, jak bardzo się w tym mylił. Ale, zanim go w ogóle uświadomiła, zesztywniała na dźwięk konkretnego imienia.
Trafił jednak pod dobry dom. Ale… Skąd w ogóle znał imię, które odrzuciła przed wieloma laty? Chyba jej ojczulek maczał w tym swoje palce, ale na tamten moment była w zbyt wielkim szoku, by skojarzyć ze sobą te dwa fakty.
Nie nazywam się Haerli, tylko HARLEY. — użycie koreańskiej wersji imienia, której szczerze nienawidziła (bo ojciec jej używał, duh) widocznie ją rozsierdziło, uwydatniając bardziej jej brytyjski akcent. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zamknie chłopu drzwi przed nosem.

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tak na to spojrzeć, Incheon było lotniskiem, na które Minjae powracał po każdej zagranicznej delegacji. Czasem były to tygodnie, czasem miesiące. Był szybki i skuteczny, więc wyjazdy trwały tylko tyle ile było to konieczne. To Korea Południowa była jego domem. Tam się urodził i wychował. Jak każdy kraj, miała swoje wady oraz zalety, tak samo mieszkający w niej ludzie. Kang w trakcie swoich podróży nauczył się raczej pozostawać otwartym na nowe miejsca i kultury. Choć nie należał do osób przesadnie towarzyskich, miał własne sposoby żeby zagłębić się w lokalną społeczność. Unikanie hoteli to był punkt pierwszy. Tam najprościej spotkać było innych turystów. W Toronto trafił chyba całkiem nieźle, oceniając po tlenionej fryzurze i krzykliwym stylu gospodyni, z którą właśnie wymieniał uprzejmości na progu mieszkania. Była całkowitą przeciwnością koreańskiego ideału: naturalna, skromna, nieśmiała, opiekuńcza. Do tego akcent, który sprawiał, że Minjae trudno było zrozumieć niektóre wypowiadane przez nią słowa. A może to zmęczenie?

Naprawdę marzył tylko o położeniu się do łóżka, więc skupienie przychodziło mu z trudem. Oczy piekły go przez godziny spędzone w suchym, samolotowym powietrzu, a kark był sztywny od ślęczenia nad laptopem. Nie to było jednak dla mężczyzny najgorsze. Najbardziej bolał go fakt, iż dzień przeżył pijąc kiepską lotniskową kawę i jedząc jeszcze gorsze samolotowe posiłki. Może po cicho nawet liczył na to, że zatroskana pani Hwang zadba o powitanie go domowym posiłkiem. Miał być jej gościem, więc wydawało mu się to słuszne, ale możliwe, że w jej domu obowiązywały zasady kanadyjskie, na czymkolwiek polegały. Brunet miał kilka tygodni by się z nimi zaznajomić. To jest, jeśli rzeczywiście nie doszło do jakieś pomyłki.

- Zaczekaj proszę! - niechcący Minjae podniósł nieco głos. Głodny i zmęczony, zaczynał czuć się lekko zirytowany całą sytuacją. Do tego dziewczyna naprawdę wyglądała tak, jakby gotowa była zamknąć mu drzwi przed nosem. Torebek z podarunkami nie przyjęła, pozostawiając chłopaka z rękami zawieszonymi w powietrzu. W reakcji uniósł tylko brew, nadal niedowierzając w tupet blondynki. Skąd brało się go tyle w kimś tak niewielkim? Słyszał, że Kanadyjczycy słyną z ogromnej gościnności. Chyba nie ta jednostka.

Mimo wszystko to nadal było za mało żeby wyprowadzić bruneta z równowagi. Upewniwszy się, że Hwang jeszcze z nim nie skończyła, z kieszeni wyciągnął czarny telefon grzebiąc w nim przez krótką chwilę.

- Ty mi powiedz czy to pomyłka - poprosił, wręczając go blondynce. Na ekranie otwarty był e-mail przesłany z domeny Toronto Sun, dział HR. Adres Harley, jej nazwisko oraz numer telefonu. Poniżej screenshot domu wklejony z Google Maps. Podpisano Cindy. Jeśli Harley miała rację, to mylić się musiała ona, Minjae oraz taksówkarz, który dostarczył go pod wskazany adres. 3:1, choć w głowie Koreańczyk i tak zaczynał formować plan awaryjny. Osoba odpowiedzialna za jego akomodacje ostrzegała go, że na przyjazd wybrał sobie weekend, w którym w Toronto odbyć miało się jednocześnie kilka dużych wydarzeń, w tym koncert jakieś supergwiazdy. Hotele pękały w szwach. Z zamyślenia znów wyrwała go niedoszła gospodyni.

- Przepraszam -
ukłonił się automatycznie, jakby gest spojony był nierozłącznie z tym słowem. Litera 'r' zawsze sprawiała mu problem, a koreański akcent jeszcze się nasilał w chwilach dużego zmęczenia. Czując na sobie płomienny wzrok blondynki, Minjae widocznie się zestresował, prostując się lekko - Hae.. Heyl.. HaRRRR-Li - przez chwilę brzmiało to jakby odpalał traktor, ale i tak był zadowolony, że udało mu się przebrnąć przez niespodziewany test. To jest, jeśli panna Hwang łaskawie mu go zaliczy - HaRlei - podjął ostatnią próbę na sam koniec. Dziewczyna go trochę przerażała.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kultura była zdecydowanie czymś, na co Harley bardzo się otwierała. Jedynym konkretnym wyjątkiem była Korea Południowa. Nawet mimo świadomości, że oceniała cały kraj przez pryzmat jednej okropnej osoby, ale nieśpieszno było jej do zmiany swojego nastawienia. Korea przede wszystkim nie pasowała do jej osobliwego charakteru i stylu bycia. Kanada też niekoniecznie była takim miejscem, bo przecież słynęła z naprawdę przyjaznych ludzi. Ona była natomiast z Wielkiej Brytanii, co miało również i swoje wady. Mogła pochodzić z rodziny Koreańczyków, natomiast zdawała się przesiąknąć całkowicie londyńskim klimatem i zawiłym akcentem. I było jej z tym dobrze. Po co zatem miała się przejmować opinią innych?
Ckliwa historyjka o zmęczeniu pewnie nawet nie ruszyłaby Hwang, nie w takiej sytuacji. Uchodziła trochę za samolubną osobę, dbającą tylko o swoje własne dobro. By zasłużyć sobie na jej dobroć, trzeba było nieźle się napracować. To grono było naprawdę wąskie i randomowy pan (tym bardziej z Korei Południowej) nie mógł ot tak wkupić się w jej łaski. Istniały natomiast różne okoliczności, do których podchodziła w różny sposób. Była nieobliczalna nawet z okazywaniem serca, więc na Minjae czekała tak naprawdę loteria. Dodatkowo zależna od humoru.
Jej brwi ściągnęły się jeszcze bardziej, słysząc podniesiony ton głosu. Jeśli myślał, że krzykiem coś zdziała… No to chyba dobrze myślał, bo nie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Przynajmniej na ten moment. Myślała, by może skorzystać z okazji i podebrać to, co niby dla niej przyniósł… Ale mimo wszystko się powstrzymywała.
Nawet nie wiedziała, czemu w ogóle spojrzała na telefon obcego kolesia, ale chyba skusiła ją ciekawość. Jak zawsze. Zmrużyła oczy, wczytując się w napisanego drobnym druczkiem maila. Jej ściągnięte brwi jednak rozsunęły się na widok osoby, która się pod tym podpisała.
Pierdolona Cindy. No oczywiście. — aż przewróciła oczyma, pokazując tym samym pogardę, jaką darzyła ową panią. Z nią nigdy nie miała lekko. Połowa informacji do niej nie docierała, bo kobieta wolała popychać pierdoły zamiast zajmować się faktyczną pracą czy przydziałem informacji. Czasami wręcz miała wrażenia, jakby było to robione specjalne, by tylko wszystko burzyło się niczym domek z kart. — Przykro mi, bo trafiłeś na jędzę, która ma wszystko gdzieś. Nie udzielałam żadnej zgody na takie przedsięwzięcia, ba, nawet nie wiedziałam, że przylatuje do nas ktoś z Korei. — czyli przysłowiowy klasyk. Nikt nic nie wie, bo to z jakiejś racji wielki sekret. Harley miała już dość takiego traktowania, co było doskonale widoczne po jej naburmuszonej minie. Bo, oczywiście, to nie pierwszy raz. Tylko, że ktoś po raz pierwszy wylądował na jej głowie bez jakiegokolwiek uprzedzenia.
Uniosła brwi, gdy ten ją… Przeprosił. Tego się nie spodziewała, ale było jej bardzo miło. Przynajmniej do momentu, w którym zapowietrzył się, ewidentnie próbując sobie poradzić z jej imieniem. Wtedy, ni stąd ni zowąd… Wybuchnęła śmiechem.
Har-ley. Harley. Poćwiczysz parę razy to się nauczysz. — gdy już się nieco uspokoiła to przemówiła, dalej mając niezłą radochę. Chociaż tyle przyniósł jej ten nieszczęsny przypadek. — A ty jak się nazywasz? Bo zapomniałam już przez to wszystko. — i nawet nie kryła się z tym, jak zakręcona potrafiła być. Jeśli ktoś nie miał wstydu, to była to Harley. Na sto procent.

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kraj nie pasował do jej charakteru? Ciekawe i odważne stwierdzenie. Człowiek chyba najlepiej czuł się tam, gdzie się wychował. Znajomość języka, obyczajów oraz krajobrazów dawała poczucie bezpieczeństwa. To i ludzkie relacje, z rodziną albo przyjaciółmi. Tak Minjae postrzegał korzenie, które podobno każdy musiał w końcu gdzieś zapuścić. Pytanie czy jedna toksyczna osoba była w stanie wpłynąć na postrzeganie całej nacji? Na myśl Kangowi nasuwał się jedynie przykład znanego austriackiego malarza. Pomimo jego niechybnych dokonań, świat nie skreślił kompletnie Niemców, ale kto wie, ojciec Harley mógł być nawet gorszy. Jeśli o Minjae chodziło, zdecydowanie nie zamierzał oceniać wszystkich Kanadyjczyków przez pryzmat blondynki. W normalnych okolicznościach pewnie też szybko by się zorientował, że mówi z brytyjskim akcentem. Miał przyjemność spędzić w Londynie trochę czasu. Teraz jednak był zmęczony, a przede wszystkim niezaznajomiony z lokalną fonetyką.

Poza tym, totalnie nie tak to sobie zaplanował. Wszystko szło perfekcyjnie do momentu aż nie otwarły się drzwi domu, w którym obiecano mu nocleg. Jeśli panna Hwang rzeczywiście o niczym nie miała pojęcia, to Toronto Sun wykazało się dużym brakiem profesjonalizmu. Kiepskie pierwsze wrażenie. Klienci bruneta bywali różni, ale jeszcze nie spotkał się z czymś takim. Oby we współpracy pokazali się z lepszej strony. Właściwie to wystarczyło, żeby dali Koreańczykowi działać na własną rękę. On doskonale wiedział co robić..

Choć może teraz niekonieczne. Było już dość późno i zdawało się, że został bez dachu nad głową w obcym kraju i nowym mieście. Cholera, powinien był wynająć jakieś auto na lotnisku. Przynajmniej miałby gdzie się przespać. Od pomysłu odwiódł go jedynie fakt, że Toronto było miastem dużym, ale mimo to dobrze skomunikowanym. Kolej, autobusy, metro. Minjae przewidywał, że łatwiej złapać tu przystanek niż znaleźć miejsce parkingowe dla własnego pojazdu. Cóż, miał nauczkę na przyszłość.

Gdy usłyszał przekleństwo z ust blondynki, brwi jeszcze raz uniosły mu się lekko ze zdziwienia. Rzadko spotykał kobiety korzystające z podobnych słów. Jej gniew też wydawał się nieudawany, a więc faktycznie musiało dojść do nieporozumienia. Kang nie wpadł jednak w panikę. To nie było jego pierwsze rodeo za granicą.

- Rozumiem - odparł krótko, chowając telefon z powrotem do kieszeni. Z kontaktu wzrokowego praktycznie zrezygnował, zrozumiawszy, iż nie jest tu mile widziany. Wbrew pozorom rozumiał podejście dziewczyny. Gdyby na progu jego domu niespodziewanie zjawił się zagraniczny, nieznajomy gość z walizkami, też nie wpuściłby go do środka - W takim razie przepraszam za całe zamieszanie HaRlei - jeszcze raz lekko jej się ukłonił, spojrzenie wbijając raczej w czubki pluszowych pantofli, które miała na stopach. Mało gustowne. Wzrok podniósł dopiero, gdy Kanadyjka zaniosła się śmiechem. Zaczynał podejrzewać, że może cierpieć na chorobę dwubiegunową.

- Jestem Kang Minjae - odruchowo prawie sięgnął po skórzany wizytownik, ale szybko uznał, że kartonik z jego imieniem najprawdopodobniej od razu wyląduje w śmietniku - i postaram się Pani więcej nie wchodzić w drogę. Prezenty proszę zatrzymać, towary są wysokiej jakości. Życzę spokojnego wieczoru - tu jeszcze raz skinął lekko głową, przełączając się na bardziej oficjalny koreański. Zaraz potem mężczyzna obrócił się żeby ruszyć przed siebie, walizki ciągnąc z tyłu. Chciał odejść kawałek dalej, a potem zamówić taksówkę i poszukać noclegu online. Lepszego planu nie miał.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”