ODPOWIEDZ
33 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
Obrazek
Hejo! Zabieracie dobre wino i wbijacie do pracowni ulepić coś z gliny? 🍷🧀🏺

Za ilość czasu przez jaką nie widziała się z Ophelią to chyba należałaby się jej jakaś kara, ale sporo się działo w życiu nieporadnej Gardner i gdzieś w tym swoim pędzie życia straciła rachubę czasu. Należało się jednak skupić na pozytywach, a wino, przekąski i glina w towarzystwie Attwood składały się na jeden wielki pozytyw, który zamierzała dzisiaj celebrować z należytym entuzjazmem.
Hasała sobie radośnie po pracowni szykując się na przyjście przyjaciółki, układając starannie deskę z przekąskami, wyciągając kieliszki na wino oraz ogarniając nieco miejsca na ich manualne robótki. Kiedy tak pląsała w swoich ogrodniczkach z włosami spiętymi w koczek usłyszała jakiś dźwięk, a jej oczom ukazała się przyjaciółka.
Ofelia! Jesteś! — zawołała radośnie zmierzając w jej stronę z otwartymi ramionami. — Przysięgam, odkąd wróciłam to miasto wydaje się jakieś takie strasznie szare… — oznajmiła zakładając ręce na biodra i wzdychając. — Mediolan był… ach… — zaczęłą z takim rozmarzonym tonem jakby miała zamiar powiedzieć coś głębokiego, ale nie tym razem. — Mediolan był po prostu bardzo Włoski! Słoneczny, ze sporą ilością gestykulacji — która jak widać się jej udzieliła, bo właśnie opowiadając zaczęła wymachiwać rękami jakby chciała przyjaciółce zobrazować tamto miejsce — i węglowodanów! A moja orientacja w terenie była tam wielokrotnie wystawiana na próbę, nawet nie wiem ile razy zgubiłam się w tych ich uliczkach. Ale przeżyłam! — odparła dumnie, bardzo zadowolona z siebie. Biedna Ophelia, nawet nie miała za bardzo miejsca na wtrącenie jakiegokolwiek słowa, gdy Gardner ją tak zbombardowała, a teraz nagle odskoczyła do jakiejś torby leżącej w pobliżu.— I przywiozłam ci skarby — oznajmiła wyciągając kilka rzeczy na blat.
Obczaj to! — wykrzyknęła radośnie, wręczając jej pierwszy skarb. — Magnes z Duomo, ale nie taki zwykły. On ma t e r m o m e t r, ekstra, nie?! — jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, że Wendy to takie duże dziecko, które jak poślesz na szkolną wycieczkę z kieszonkowym to więcej niż pewne, że rozpieprzy wszystko na głupoty, to właśnie był ten moment, który rozwiewa wszelkie wątpliwości. Wspomnienie Duomo sprawiało, że miała mieszane uczucia, bo wciąż pamiętała Petera na dachu i to duszne uczucie, którego nie potrafiła nazwać, ale nie zamierzała tym nikomu zaprzątać głowy. Jeszcze.
I jeszcze ciasteczka Cantuccini, tylko uważaj na zęby bo są twarde. Stworzone do maczania — nie chciała by popełniła ten sam błąd co ona, jak sobie zraziła podniebienie przy pierwszym kęsie. — ALE uważaj teraz, bo to gwiazda tego wyjazdu… — oznajmiła wyciągając małą ceramiczną kaczkę w dworskim stroju ze zwojem u boku: To quack or not to quack…, pod drugim skrzydłem dzierżącą czaszkę. — Patrz na to! To Hamlet w wersji drobiowej! — no to akurat się jej udało, prawda? G E N I A L N E.
I zaraz po tym, gdy wyciągnęła swoje dary na blat sięgnęła po butelkę wina i zaczęła siłować się z korkociągiem, o mały włos nie wbijając go sobie w udo.
Ale jak to mówią: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej — stwierdziła wrzucając trochę na luz po tym wygadanym powitaniu i spojrzała na Ophelię z zaciekawieniem. — Opowiadaj co w Toronto! — poleciła po wielu trudach wywalając w końcu korek i polewając im wina, którego krople rozbryzly się też poza lampki, ale tutaj i tak panował jeden wielki chaos, kto by się tym przejmował.

Ophelia Attwood 🦆💀❓🎭🤪🏺🍷🧀
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie to było aż nieprzyzwoite jak długo nie miała okazji do tego, aby spotkać się z przyjaciółką. Za wszystko można było obwiniać ten niespodziewany wyjazd na budżecie do Mediolanu w wykonaniu Gardner. W zasadzie to Ophelia nie mogła mieć jej tego za złe, bo gdyby tylko sama mogła rzucić wszystko w diabły i pojechać w  tak malownicze miejsce. Niestety, ale klub wiązał się ze swoimi obowiązkami. Musiałaby powierzyć go w opiekę komuś innemu i liczyć na to, że wszystko będzie w porządku pod jej nieobecność.
Trzeba było też przyznać, że Attwood była kulturalną kobietą. Dlatego też właśnie miała ze sobą butelkę dobrego włoskiego wina oraz kilka dobrych serów, aby wzbogacić zawartość deski wyłożonej przez Wendy. To się nazywała współpraca. Nie mogła pozwolić na to, aby przyjaciółka wszystko wyłożyła samodzielnie.
Spodziewała się tego, że zostanie zaatakowana od progu. Nie miała nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Sama przytuliła mocno do siebie Gardner i ledwie wykrztusiła słowa powitania, a już była zasypywana słowotokiem swojego Puchatka. No, ale co się dziwić? W końcu kobieta miała naprawdę sporo do opowiedzenia ze swojej jakże szalonej podróży.
- Całe szczęście jakoś przeżyłaś cały ten włoski szał - skomentowała z pełnym rozbawienia uśmiechem, który rozciągnął jej usta.
Miała to szczęście, że zaliczała się do jednych z ulubionych ludzi Wendy, więc oczywistym było, że zasłużyła na podarki. Nawet tak drobne i... niecodzienne jak ów magnes na lodówkę, którego widok może dupy jej nie urwał, ale ze względu na fakt, że pochodził od Wendy zasłużył na honorowe miejsce na jej minimalistycznej lodówce, aby wspominała ciepło przyjaciółkę za każdym razem, gdy będzie stała w kuchni, a jej spojrzenie spocznie na tym durnym obiekcie.
- Prawdziwy czad - przytaknęła, podziwiając kolejne rzeczy, które Gardner ładowała jej do rąk. - Nie musiałaś się tak na mnie wykosztować.
Prawdziwym skarbem były ciastka. Ophelia wiedziała też, że zapewne zjedzą je wspólnie podczas jednej z nasiadówek przy herbacie. Nie miała, co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzała jeszcze na kolejne wyciągnięte cudo. Oczywiście, że nie mogła uciec od Shakespeare'a. Spodziewałaby się jednak, że podobną pamiątkę Gardner przywiezie gdzieś z Anglii... Ewentualnie jakiś merch Romea i Julii z Werony, ale jak widać z Winnie nic nie było oczywiste.
- Ujęłaś mnie tym Hamletem - przyznała szczerze po czym rozsiadła się gdzieś na wolnej przestrzeni, odstawiwszy wcześniej swoje zakupy i podarki od przyjaciółki. - Szczerze to... Niewiele się działo. Raczej to co zwykle. Chyba, że chcesz wiedzieć coś konkretnego?
Bo może było jakieś szczególne zagadnienie, które chciała zgłębić? Jedno było pewne: więcej przypomni jej się po tym jak wypije już pierwszą lampkę wina.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
33 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A nie mogła? Mogła, ale chyba trochę bała się powierzyć opiekę nad klubem komuś innemu, huh? Wendy wyznawała zasadę, że raz się żyję i pracować po to żeby tylko pracować to nie życie, ale łatwo jej mówić. Ona mogła lecieć w świat i powierzyć grupę kilkunastu dzieci innym opiekunkom, bo jej świat nieco się różnił od tego Ophelii. Gardner zupełnie nie nadawała się do zarządzania czymkolwiek, ona nawet sobą nie potrafi zapanować, dlatego podziwiała te wszystkie odważne i poważne zawody swoich przyjaciół, niekiedy czując się jak Joey z Freinds albo jak bardzo głupiutki miś. Swoje braki w logice i zachowaniu najczęściej nadrabiała wielkim sercem, optymizmem i wpadaniem w zabawne tarapaty, więc chyba nie było z nią tak źle.
Szczerze, trochę nie wiem jak ja to wszystko przeżyłam! — rzuciła z rozbawieniem, a myśląc o tym ile pyszności wpakowała w siebie to naprawdę się dziwiła, że nie pękła! Nie mówiąc już o przygodzie ze swoją współlokatorką, z którą ulokował ją Peter, co to o mały włos nie wbiła się jej do łóżka, co z kolei zapoczątkowało niefortunną serię zdarzeń między nią, a Peterem. Och, a to wszystko pod osłoną pięknego miasta, cudownych zabytków i przystojnych Włochów. Te wszystkie reelsy z przystojnymi policjantami we Włoszech to nie scam, naprawdę momentami miała ochotę coś ukraść i rzucić się do ucieczki.
Wykosztować? Daj spokój, biorąc pod uwagę fakt, że dzięki Peterowi pojechałam tam prawie za pół darmo to wręcz frajdą było kupić wam pamiątki — zapewniła zupełnie nie przejmując się tym, że takie bibeloty potem często bywają zmorą dla wielu osób. Ona tego nie rozumiała, bo zbierała takie drobiazgi, zawsze znajdowała dla niej idealne miejsce w swoich czterech ścianach i dokładnie pamiętała co, skąd, kiedy, od kogo i z czym się to dla niej wiąże. — Co nie?! Boski jest! — Hamlet skradł jej serce przy pierwszym spojrzeniu. Ona pewnie nawet jakby go znalazła w Chinach na wyjeździe to by go kupiła, choć z miejscem nie miałoby to żadnego powiązania.
W sumie to nie wiem na co liczyłam — westchnęła zaraz szybko uśmiechając się do przyjaciółki. — W Tranzac Club nie pojawił się jakiś udręczony artysta i nie zaczął wzdychać do ciebie? A może rozegrał się pod twoim klubowym dachem jakiś soczysty skandal?! Karmię się takimi informacjami! — zażartowała jak rasowa plotkara, choć wcale nią nie była. Zazwyczaj włączała plotkarski mood, gdy chciała odciążyć głowę od własnych udręczonych myśli. — A może jakaś randka katastrofa? Nikt nie przejął mojej roli pod moją nieobecność? — zapytała jeszcze dla pewności spoglądając na nią z miną: Nic, serio? Naprawdę nic? - aż upiła solidnego łyka wina.

Ophelia Attwood
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Różniły się zdecydowanie pod względem charakteru i podejścia do życia, ale może dzięki temu też się uzupełniały w tak wyjątkowy sposób? Najważniejsze było, że dogadywały się wprost wyśmienicie. Zresztą to nie tak, że Attwood samą pracą żyła. Owszem, podchodziła do niej nad wyraz poważnie i miałaby problem z przekazaniem na dłuższy czas władzy komuś innemu, ale potrafiła sobie odpuścić.
- Cieszy mnie, że jednak jakoś przeżyłaś to wszystko. Peter o ciebie dbał? Mam nadzieję, że pilnował, żebyś nie wpadła w kłopoty - zagadnęła, wiedząc doskonale, że prawdopodobnie była to jedyna znana jej osoba, z którą przebywała w Mediolanie.
Ophelia rzecz jasna była za tym, aby Gardner zbierała jak najwięcej przygód i nowych doświadczeń, ale nie dało się zaprzeczyć temu, że czuła się o wiele pewniej z tym, że przyjaciółka miała blisko siebie kogoś kto mógł potencjalnie jej pomóc w razie kłopotów wszelkiego rodzaju. Nie miała jednak pojęcia, co właściwie się między nimi wydarzyło w trakcie wyjazdu, ale z pewnością będzie jeszcze dopytywać.
- Aż strach dopytać, czego nakupowałaś reszcie przy tych sklepowych wojażach - zaśmiała się i w sumie postanowiła odstawić na razie wszystko w jakieś spokojne miejsce i zająć się otwieraniem butelki wina, bo przecież przybyły tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. - Przepiękny. Pozostałym też już wręczyłaś pamiątki czy kochasz mnie na tyle, że wpierw postanowiłaś zobaczyć się ze mną?
Wiedziała jedynie tyle, że miały sobie zrobić babskie popołudnie przy glinie oraz przekąskach, ale z pewnych powodów zostały jedynie we dwójkę. Najwyżej potem spróbują zrobić jakieś spotkanie grupowe, aby wspólnie wymienić się informacjami na temat tego, co ostatnio działo się w ich życiu.
- Udręczony artysta? - zapytała po czym roześmiała się krótko. - Proszę cię. Ostatnią osobą, którą wyrwałam w Tranzac była dziewczyna, która sprzedała mi ecstasy.
Swoją drogą to wspominała naprawdę miło ten wieczór, ale była to zupełnie odrębna kwestia. Nie wspominając, że trochę już minęło od tego wydarzenia, a Wendy interesowały bardziej świeże nowinki niż to, co miało miejsce kilka miesięcy temu.
- Nikt nie mógłby zająć twojego miejsca, Winnie - zapewniła ją, wręczając jej jeszcze napełniony kieliszek wina. - Jeśli ciekawią cię randki to niedawno umówiłam się z typem poznanym w sklepie. Nic wielkiego.
Na razie nie mogła powiedzieć jej niczego więcej. Historia nie była zbyt rozległa, ale może faktycznie uda jej się w jakiś sposób zaspokoić głód informacji jakim wykazywała się Wendy.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastview Neighbourhood Community Centre”