34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
Obrazek
Hejo! Zabieracie dobre wino i wbijacie do pracowni ulepić coś z gliny? 🍷🧀🏺

Za ilość czasu przez jaką nie widziała się z Ophelią to chyba należałaby się jej jakaś kara, ale sporo się działo w życiu nieporadnej Gardner i gdzieś w tym swoim pędzie życia straciła rachubę czasu. Należało się jednak skupić na pozytywach, a wino, przekąski i glina w towarzystwie Attwood składały się na jeden wielki pozytyw, który zamierzała dzisiaj celebrować z należytym entuzjazmem.
Hasała sobie radośnie po pracowni szykując się na przyjście przyjaciółki, układając starannie deskę z przekąskami, wyciągając kieliszki na wino oraz ogarniając nieco miejsca na ich manualne robótki. Kiedy tak pląsała w swoich ogrodniczkach z włosami spiętymi w koczek usłyszała jakiś dźwięk, a jej oczom ukazała się przyjaciółka.
Ofelia! Jesteś! — zawołała radośnie zmierzając w jej stronę z otwartymi ramionami. — Przysięgam, odkąd wróciłam to miasto wydaje się jakieś takie strasznie szare… — oznajmiła zakładając ręce na biodra i wzdychając. — Mediolan był… ach… — zaczęłą z takim rozmarzonym tonem jakby miała zamiar powiedzieć coś głębokiego, ale nie tym razem. — Mediolan był po prostu bardzo Włoski! Słoneczny, ze sporą ilością gestykulacji — która jak widać się jej udzieliła, bo właśnie opowiadając zaczęła wymachiwać rękami jakby chciała przyjaciółce zobrazować tamto miejsce — i węglowodanów! A moja orientacja w terenie była tam wielokrotnie wystawiana na próbę, nawet nie wiem ile razy zgubiłam się w tych ich uliczkach. Ale przeżyłam! — odparła dumnie, bardzo zadowolona z siebie. Biedna Ophelia, nawet nie miała za bardzo miejsca na wtrącenie jakiegokolwiek słowa, gdy Gardner ją tak zbombardowała, a teraz nagle odskoczyła do jakiejś torby leżącej w pobliżu.— I przywiozłam ci skarby — oznajmiła wyciągając kilka rzeczy na blat.
Obczaj to! — wykrzyknęła radośnie, wręczając jej pierwszy skarb. — Magnes z Duomo, ale nie taki zwykły. On ma t e r m o m e t r, ekstra, nie?! — jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, że Wendy to takie duże dziecko, które jak poślesz na szkolną wycieczkę z kieszonkowym to więcej niż pewne, że rozpieprzy wszystko na głupoty, to właśnie był ten moment, który rozwiewa wszelkie wątpliwości. Wspomnienie Duomo sprawiało, że miała mieszane uczucia, bo wciąż pamiętała Petera na dachu i to duszne uczucie, którego nie potrafiła nazwać, ale nie zamierzała tym nikomu zaprzątać głowy. Jeszcze.
I jeszcze ciasteczka Cantuccini, tylko uważaj na zęby bo są twarde. Stworzone do maczania — nie chciała by popełniła ten sam błąd co ona, jak sobie zraziła podniebienie przy pierwszym kęsie. — ALE uważaj teraz, bo to gwiazda tego wyjazdu… — oznajmiła wyciągając małą ceramiczną kaczkę w dworskim stroju ze zwojem u boku: To quack or not to quack…, pod drugim skrzydłem dzierżącą czaszkę. — Patrz na to! To Hamlet w wersji drobiowej! — no to akurat się jej udało, prawda? G E N I A L N E.
I zaraz po tym, gdy wyciągnęła swoje dary na blat sięgnęła po butelkę wina i zaczęła siłować się z korkociągiem, o mały włos nie wbijając go sobie w udo.
Ale jak to mówią: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej — stwierdziła wrzucając trochę na luz po tym wygadanym powitaniu i spojrzała na Ophelię z zaciekawieniem. — Opowiadaj co w Toronto! — poleciła po wielu trudach wywalając w końcu korek i polewając im wina, którego krople rozbryzly się też poza lampki, ale tutaj i tak panował jeden wielki chaos, kto by się tym przejmował.

Ophelia Attwood 🦆💀❓🎭🤪🏺🍷🧀
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie to było aż nieprzyzwoite jak długo nie miała okazji do tego, aby spotkać się z przyjaciółką. Za wszystko można było obwiniać ten niespodziewany wyjazd na budżecie do Mediolanu w wykonaniu Gardner. W zasadzie to Ophelia nie mogła mieć jej tego za złe, bo gdyby tylko sama mogła rzucić wszystko w diabły i pojechać w  tak malownicze miejsce. Niestety, ale klub wiązał się ze swoimi obowiązkami. Musiałaby powierzyć go w opiekę komuś innemu i liczyć na to, że wszystko będzie w porządku pod jej nieobecność.
Trzeba było też przyznać, że Attwood była kulturalną kobietą. Dlatego też właśnie miała ze sobą butelkę dobrego włoskiego wina oraz kilka dobrych serów, aby wzbogacić zawartość deski wyłożonej przez Wendy. To się nazywała współpraca. Nie mogła pozwolić na to, aby przyjaciółka wszystko wyłożyła samodzielnie.
Spodziewała się tego, że zostanie zaatakowana od progu. Nie miała nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Sama przytuliła mocno do siebie Gardner i ledwie wykrztusiła słowa powitania, a już była zasypywana słowotokiem swojego Puchatka. No, ale co się dziwić? W końcu kobieta miała naprawdę sporo do opowiedzenia ze swojej jakże szalonej podróży.
- Całe szczęście jakoś przeżyłaś cały ten włoski szał - skomentowała z pełnym rozbawienia uśmiechem, który rozciągnął jej usta.
Miała to szczęście, że zaliczała się do jednych z ulubionych ludzi Wendy, więc oczywistym było, że zasłużyła na podarki. Nawet tak drobne i... niecodzienne jak ów magnes na lodówkę, którego widok może dupy jej nie urwał, ale ze względu na fakt, że pochodził od Wendy zasłużył na honorowe miejsce na jej minimalistycznej lodówce, aby wspominała ciepło przyjaciółkę za każdym razem, gdy będzie stała w kuchni, a jej spojrzenie spocznie na tym durnym obiekcie.
- Prawdziwy czad - przytaknęła, podziwiając kolejne rzeczy, które Gardner ładowała jej do rąk. - Nie musiałaś się tak na mnie wykosztować.
Prawdziwym skarbem były ciastka. Ophelia wiedziała też, że zapewne zjedzą je wspólnie podczas jednej z nasiadówek przy herbacie. Nie miała, co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzała jeszcze na kolejne wyciągnięte cudo. Oczywiście, że nie mogła uciec od Shakespeare'a. Spodziewałaby się jednak, że podobną pamiątkę Gardner przywiezie gdzieś z Anglii... Ewentualnie jakiś merch Romea i Julii z Werony, ale jak widać z Winnie nic nie było oczywiste.
- Ujęłaś mnie tym Hamletem - przyznała szczerze po czym rozsiadła się gdzieś na wolnej przestrzeni, odstawiwszy wcześniej swoje zakupy i podarki od przyjaciółki. - Szczerze to... Niewiele się działo. Raczej to co zwykle. Chyba, że chcesz wiedzieć coś konkretnego?
Bo może było jakieś szczególne zagadnienie, które chciała zgłębić? Jedno było pewne: więcej przypomni jej się po tym jak wypije już pierwszą lampkę wina.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A nie mogła? Mogła, ale chyba trochę bała się powierzyć opiekę nad klubem komuś innemu, huh? Wendy wyznawała zasadę, że raz się żyję i pracować po to żeby tylko pracować to nie życie, ale łatwo jej mówić. Ona mogła lecieć w świat i powierzyć grupę kilkunastu dzieci innym opiekunkom, bo jej świat nieco się różnił od tego Ophelii. Gardner zupełnie nie nadawała się do zarządzania czymkolwiek, ona nawet sobą nie potrafi zapanować, dlatego podziwiała te wszystkie odważne i poważne zawody swoich przyjaciół, niekiedy czując się jak Joey z Freinds albo jak bardzo głupiutki miś. Swoje braki w logice i zachowaniu najczęściej nadrabiała wielkim sercem, optymizmem i wpadaniem w zabawne tarapaty, więc chyba nie było z nią tak źle.
Szczerze, trochę nie wiem jak ja to wszystko przeżyłam! — rzuciła z rozbawieniem, a myśląc o tym ile pyszności wpakowała w siebie to naprawdę się dziwiła, że nie pękła! Nie mówiąc już o przygodzie ze swoją współlokatorką, z którą ulokował ją Peter, co to o mały włos nie wbiła się jej do łóżka, co z kolei zapoczątkowało niefortunną serię zdarzeń między nią, a Peterem. Och, a to wszystko pod osłoną pięknego miasta, cudownych zabytków i przystojnych Włochów. Te wszystkie reelsy z przystojnymi policjantami we Włoszech to nie scam, naprawdę momentami miała ochotę coś ukraść i rzucić się do ucieczki.
Wykosztować? Daj spokój, biorąc pod uwagę fakt, że dzięki Peterowi pojechałam tam prawie za pół darmo to wręcz frajdą było kupić wam pamiątki — zapewniła zupełnie nie przejmując się tym, że takie bibeloty potem często bywają zmorą dla wielu osób. Ona tego nie rozumiała, bo zbierała takie drobiazgi, zawsze znajdowała dla niej idealne miejsce w swoich czterech ścianach i dokładnie pamiętała co, skąd, kiedy, od kogo i z czym się to dla niej wiąże. — Co nie?! Boski jest! — Hamlet skradł jej serce przy pierwszym spojrzeniu. Ona pewnie nawet jakby go znalazła w Chinach na wyjeździe to by go kupiła, choć z miejscem nie miałoby to żadnego powiązania.
W sumie to nie wiem na co liczyłam — westchnęła zaraz szybko uśmiechając się do przyjaciółki. — W Tranzac Club nie pojawił się jakiś udręczony artysta i nie zaczął wzdychać do ciebie? A może rozegrał się pod twoim klubowym dachem jakiś soczysty skandal?! Karmię się takimi informacjami! — zażartowała jak rasowa plotkara, choć wcale nią nie była. Zazwyczaj włączała plotkarski mood, gdy chciała odciążyć głowę od własnych udręczonych myśli. — A może jakaś randka katastrofa? Nikt nie przejął mojej roli pod moją nieobecność? — zapytała jeszcze dla pewności spoglądając na nią z miną: Nic, serio? Naprawdę nic? - aż upiła solidnego łyka wina.

Ophelia Attwood
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Różniły się zdecydowanie pod względem charakteru i podejścia do życia, ale może dzięki temu też się uzupełniały w tak wyjątkowy sposób? Najważniejsze było, że dogadywały się wprost wyśmienicie. Zresztą to nie tak, że Attwood samą pracą żyła. Owszem, podchodziła do niej nad wyraz poważnie i miałaby problem z przekazaniem na dłuższy czas władzy komuś innemu, ale potrafiła sobie odpuścić.
- Cieszy mnie, że jednak jakoś przeżyłaś to wszystko. Peter o ciebie dbał? Mam nadzieję, że pilnował, żebyś nie wpadła w kłopoty - zagadnęła, wiedząc doskonale, że prawdopodobnie była to jedyna znana jej osoba, z którą przebywała w Mediolanie.
Ophelia rzecz jasna była za tym, aby Gardner zbierała jak najwięcej przygód i nowych doświadczeń, ale nie dało się zaprzeczyć temu, że czuła się o wiele pewniej z tym, że przyjaciółka miała blisko siebie kogoś kto mógł potencjalnie jej pomóc w razie kłopotów wszelkiego rodzaju. Nie miała jednak pojęcia, co właściwie się między nimi wydarzyło w trakcie wyjazdu, ale z pewnością będzie jeszcze dopytywać.
- Aż strach dopytać, czego nakupowałaś reszcie przy tych sklepowych wojażach - zaśmiała się i w sumie postanowiła odstawić na razie wszystko w jakieś spokojne miejsce i zająć się otwieraniem butelki wina, bo przecież przybyły tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. - Przepiękny. Pozostałym też już wręczyłaś pamiątki czy kochasz mnie na tyle, że wpierw postanowiłaś zobaczyć się ze mną?
Wiedziała jedynie tyle, że miały sobie zrobić babskie popołudnie przy glinie oraz przekąskach, ale z pewnych powodów zostały jedynie we dwójkę. Najwyżej potem spróbują zrobić jakieś spotkanie grupowe, aby wspólnie wymienić się informacjami na temat tego, co ostatnio działo się w ich życiu.
- Udręczony artysta? - zapytała po czym roześmiała się krótko. - Proszę cię. Ostatnią osobą, którą wyrwałam w Tranzac była dziewczyna, która sprzedała mi ecstasy.
Swoją drogą to wspominała naprawdę miło ten wieczór, ale była to zupełnie odrębna kwestia. Nie wspominając, że trochę już minęło od tego wydarzenia, a Wendy interesowały bardziej świeże nowinki niż to, co miało miejsce kilka miesięcy temu.
- Nikt nie mógłby zająć twojego miejsca, Winnie - zapewniła ją, wręczając jej jeszcze napełniony kieliszek wina. - Jeśli ciekawią cię randki to niedawno umówiłam się z typem poznanym w sklepie. Nic wielkiego.
Na razie nie mogła powiedzieć jej niczego więcej. Historia nie była zbyt rozległa, ale może faktycznie uda jej się w jakiś sposób zaspokoić głód informacji jakim wykazywała się Wendy.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy była bardzo energicznym stworzeniem, ale też niebywale pechowym. Na szczęście otaczała się ludźmi, którzy to rozumieli, akceptowali i wspierali ja dzielnie, kiedy kroczyła swoją drogą usłaną wpadkami, wypadkami, wywrotkami i kłodami. Jej ekipa do spraw kryzysowych to jedno, ale Peter naprawdę potrafił o nią zadbać. — Peter? — a jednak słysząc pytanie Ophelii poczuła nagle jak jej mur wyparcia zaczyna się chwiać pod naporem tych wszystkich wspomnień z wycieczki: unfackable, hotelowy pokój, katedra Duomo, kiss cam, miękkość warg Petera i pocałunek z Włochem na jego oczach. Chryste, jej myśli wirowały w jej głowie jak glina na zbyt szybkich obrotach. Musiała uciec w paplaninę, na cito. — Oczywiście, że dbał! — zaśmiała się o ton za głośno, ale przy tym machnęła ręką jakby chciała podkreślić, że w i a d o m o!Jak to Peter, no wiesz strateg od wszystkiego, a w szczególności od tego żebym nie spadła przypadkiem że schodów Duomo… aaaa umówmy się, kłopoty to moje drugie imię, więc miał ręce pełne roboty. ALE przeżyliśmy! I to w jednym kawałku pitu pitu, jej serduszko pewnie nie jest w jednym kawałku, ale niech się oszukuje, bo chyba całkiem dobrze jej to wychodziło. Przynajmniej tak sądziła. Szło jej tak dobrze jak sklejanie potłuczonej wazy śliną - kupy się to nie trzymało. Dlatego... warto było zmienić temat.
Czego ja nie nakupiłam! — rzuciła radośnie spoglądając na torby położone niedaleko nich na podłodze. — Jesteś moim pierwszym przystankiem kochana, ale dla nich też coś mam! — i nawet sięgnęła po dwa pakunki owinięte brązowym papierem. — Byłam na cmentarzu — no bo podobno kto nie odwiedzi Cimitero Monumentale będąc w Mediolanie ten głuptas — a że umarlaki to specjalność zaylee to się trochę czaiłam w jego pobliżu i dopatrzyłam taki sklepik, a w nim znalazłam taką piękną replikę serca — i uchyliła torebkę, a oczom przyjaciółki ukazało się czarne ceramiczne serce idealnie nada się do jej pracy jako przycisk do papieru, wygląda tak mrocznie, że wpasuje się w klimat. No i mam magnes z cmentarza z takim smutnym aniołem, perfecto! — Z Williamem miała trochę ciężej, ale jakiś pan pociskał jej talie kart, a ona kupiła jego bajeczkę, że ta talia jest wyjątkowa i z ukrytą historią Rodu Sforzów zaklętą w eleganckim wydaniu kart z antycznymi i renesansowymi rzeźbami… no i była w sumie na swój sposób wyjątkowa. Wyciągnęła ją i pokazała Opheli. — Miały być karty z Rodem Sforzów, ale oakzało się, że kupiłam Williamowi kamienną kamasutre w kartach — a na małych obrazkach mogły teraz dostrzec posągi splecione są w bardzo wymyślnych, miłosnych akrobacjach. — No i mam magnes w kształcie pizzy — nic szczególnego, ale i tak kiedy opierała się o blat to patrzyła na te swoje artefakty z dumą i rozbawieniem. Wina i przekąski też dla nich miała, ale to takie oczywiste, że chyba nie musiała o tym wspominać.
Winnie ujęła w dłoń kieliszek z winem i upiła solidnego łyka, by po wszystkim w końcu odetchnąć głęboko. Czuła, że trochę spuściła z siebie napięcia tą całą paplaniną i mogła skupić się na randkach-nie-randkach Ophelii. — Ecstasy?! No i to jest historia! — wykrzyknęła entuzjastycznie po czym pochyliła się nad blatem wspierając na nim łokciami. — A jeśli chodzi o tego ze sklepu, patrzyłaś co miał w koszyku? Bo wiesz, to wiele mówi o ludziach! — wyznała porywając kawałek sera do buzi i przeżuwając dodała — tak w ogóle, to przyszykowałam nam trochę gliny, ale polecam zgarnąć fartuszek — dodała wskazując na pobliski wieszak.

Ophelia Attwood 🖤 🫀 🪦 🃏 🗿 🍕
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jedno nie ulegało wątpliwości: Wendy Gardner powinna być pod ochroną. Attwood powtarzała to od dłuższego czasu, bo doskonale znała możliwości przyjaciółki do pchania się w kłopoty oraz wykazywania się tym jak kiepskie szczęście mógł mieć człowiek. Dlatego właśnie na jednej z imprez podarowała jej czarny t-shirt z napisem Jeśli wpadła w kłopoty, zadzwoń do Ophelii i swoim numerem telefonu. Pomysł był naprawdę przedni, ale chyba Winnie nie nosiła często tej koszulki, bo Lia nie dostawała zbyt wielu połączeń z nieznanych numerów, które nie byłyby fotowoltaiką albo promocją na garnki.
Od razu skapnęła się, że coś było nie tak, ale nie zamierzała naciskać. Wolała podejść do tego na spokojnie i po prostu wybadać to, co się stało podczas wyjazdu do Mediolanu. Na pewno w końcu dowie się tego, co chciała.
- W takim razie chyba powinnam mu podziękować za to, że tak o ciebie dbał... Też mu dałaś jakiś fajny prezencik? - dopytała, bo za to, że umożliwił jej tę podróż to Peter powinien być obdarzony najlepszym prezentem ze wszystkich.
Pokiwała głową, przyjmując do wiadomości fakt, że faktycznie była pierwszą w kolejce do otrzymania prezentów. Miło jej było. Chociaż może przez swoje nietypowe godziny pracy (w końcu głównie przesiadywała wieczorami w klubie) była osobą, którą najszybciej znałaby czas dla Wendy w ciągu dnia.
- Serce czarne tak jak jej własne? - zażartowała krótko na widok serducha, które Winnie wyrwała ze sklepu na cmentarzu. - Mam nadzieję, że serio jej się spodoba.
Wysłuchiwała tej prezentowej litanii i nie mogła się nie roześmiać w momencie, gdy Gardner wyciągnęła talię kart, którą jej pokazała z ogromną powagą. Ophelia jednak musiała przyznać przed samą sobą, że zdobiły je naprawdę dobre ilustracje. Nie wstydziła się ani trochę tego z jakim podziwem przyglądała się każdej z nich.
- Dobra. On będzie na pewno zadowolony. Choć mogłaś mu przywieźć prawdziwą pizzę - stwierdziła, ale w sumie nic straconego, bo zawsze mogli się umówić na spotkanie w jakiejś dobrej włoskiej restauracji.
Sama upiła łyk wina, uznając, że dzięki temu będzie w stanie lepiej się skupić na całej tej paplaninie w wykonaniu Gardner. Może i była z niej wyśmienita słuchaczka, ale każdy miał czasem swoje limity i nie wykluczała, że chaotyczne opowieści będą mogły ją nieco przytłoczyć jeśli się dobrze nie znieczuli.
- Dla ciebie historia, a dla mnie zwyczajny czwartek - zaśmiała się, bo raczej nie kryła się szczególnie mocno z tym, że zdarzało jej się sięgać po lżejsze narkotyki.
Nie mogła się też powstrzymać od uśmiechu, gdy tylko przypomniała sobie sytuację ze sklepu. Winni nawet nie wiedziała na jaką żyłę złota trafiła, gdy tylko zaczęła dopytywać o to, co właściwie miało miejsce tamtego dnia.
- Nie miał koszyka - odpowiedziała krótko, ale w jej oczach pojawił się błysk rozbawienia. - Ale trzymał w ręce tabletki na rozwolnienie. Zatruł się kebabem.
Brzmiało jak scenariusz kiepskiej komedii? Brzmiało. Z pewnością zatem zainteresuje Gardner, która mogła drążyć temat, gdy Ophelia zaczęła przywdziewać swój fartuszek.
- W ogóle masz jakiś szczególny plan dla tej gliny? - zapytała, zastanawiając się nad tym czy Wendy miała w głowie jakiś projekt, który chciała zrealizować.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoiler
Wendy i jej bezpieczne poduszkowe królestwo.
Obrazek
Szafa Wendy pozostawiała wiele do życzenia, więc jej t-shirt pewnie znajdował się teraz w Narnii, a w rezultacie połączenia z tamtego świata nie trafiały do Ophelii, ale niech się nie zdziwi jak jakiś Pan Bóbr, Ryczypisk albo Tumnus zaczną się do niej dobijać, bo ktoś będzie w tej koszulce pomykać. I fakt, powinna być pod ścisłą ochroną i najlepiej mieszkać w forcie z poduszek, choć znając ją to i z tego uczyniłaby jakąś katastrofę.
Dbał.
Tak o nią dbał, że jej serce na trybunach roztrzaskał na milion kawałków zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Wspomnienie Kiss Cam było tak nagłe i bolesne jakby oberwała właśnie hokejowym krążkiem. Usta Petera, tamten szalony Włoch i cały ten Mediolański bałagan był czymś co musiała zostawić za sobą i bardzo skrupulatnie nad tym pracowała, jak mróweczka! Uśmiechnęła się więc do przyjaciółki, która nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy, nawet jeśli już coś wyczuwała i wyznała siląc się na lekkość. — Wiesz, on to głównie dostał ode mnie sporą dawkę szalonych i pechowych przygód, ale kupiłam mu też taki elegancki notes. Taki wiesz, dla stratega… będzie mógł sobie zapisywać tam te swoje hokejowe ważne tabelki zamiast myśleć o… głupotach! — mógł mieć fajniejszy prezent ale miał dziewczynę i planował z nią całkiem poważne sprawy w Toronto, więc on musi nacieszyć się notesem, a ona pocieszyć słowami włoskiej familii, co to ją pocieszała i uświadamiała ile jest warta. No i wciąż miała Matthewa, swoje przyjemne rozproszenie, gdy już wszystkie inne metody zawodzą.
Roześmiała się słysząc komentarze na temat prezentów sprawionych pozostałym, bo naprawdę była z nich dumna, choć karty to trochę z przypadku dorwała. — Też mam nadzieję, że jej się spodoba, bo akurat o Williama się nie martwię. Karty wymiatają, a na pizzę mogę go wyciągnąć i tak obiecał mi wyjście na kluby to przed można wrzucić na żołądek coś dobrego — a i tak skończy pewnie umierając nad toaletą i ktoś będzie musiał jej trzymać włosy, bo po pierwsze będzie zapijała swoją peteromanię, a dwa pomimo wieku wciąż nie uczyła się na błędach z młodości w kwestii spożywania alkoholu.
Rozmowa o prezentach trochę odciągnęła ją od własnych dramatów, ale dopiero wspomnienie o tabletkach na rozwolnienie i kebabie sprawiły, że na moment zapomniała o swoim mediolańskim dramacie. Serio, jej oczy aż rozbłysły w radosnym niedowierzaniu.
Tabletki na rozwolnienie? — powtórzyła nie mogąc powstrzymać wesołego parsknięcia. — Błagam powiedz, że masz jego numer i nie zwiałaś po takim wyznaniu. Przecież to inny level intymności — trochę żartowała, a trochę mówiła poważnie. —Facet szczery do bólu, to się ceni w tych czasach — i w relacjach. Ophelia powinna rozważyć randkę z kebabowym panem, s e r i o.
Plan? Ja nie mam nawet P, a gdzie tam lan — wyznała łapiąc fartuszek i zawiązała go sobie w pasie walcząc z troczkami tak jakby się w nich na moment zaplątała. — Może dzisiaj coś asymetrycznego, sama nie wiem… a ty masz coś konkretnego już na oku? Jakiś kubeczek, wazon…? — Wendy tak naprawdę nie potrzebowała finalnego dzieła, ona potrzebowała wyżyć się na tej glinianej masie. Takiego odstresowania potrzebowała, o!

Ophelia Attwood 🥙 💊 🏺
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie narzekałaby, gdyby faktycznie jakieś mitologiczne kreatury nawiązały z nią kontakt. Może nawet sama zdecydowałaby się na ucieczkę do Narnii. Z pewnością czekałoby ją tam niezwykle barwne życie w otoczeniu gadających zwierzaków, które na pewno stanowiłyby cudowne towarzystwo. Był to o wiele lepszy los niż tkwienie w tym ogromnym mieście, które potrafiło czasami jedynie przytłaczać.
Nie miała pojęcia, co właściwie zaszło w Mediolanie, ale na pewno Wendy dużo gadała o jednych wydarzeniach, a w kwestii innych podejrzanie milczała lub też starała się je zbywać jakimiś krótkimi komentarzami. Ophelia chętnie przyjrzałaby się temu lepiej, ale wiedziała, że na wszystko przychodził czas i miejsce.
- Zabrał cię za półdarmo do Mediolanu, pilnował cię, a ty mu tylko dałaś zeszyt i kłopoty? Winnie... Stać cię na więcej - rzuciła z lekko złośliwym uśmieszkiem, chcąc się z nią jeszcze przez chwilę po przyjacielsku podroczyć.
W porównaniu z tym, co sami otrzymali to Peter miał prawdziwą biedę w darach. Attwood spodziewałaby się po przyjaciółce większego natłoku pierdół, ale cóż... Wyglądało na to, że w tym przypadku nie miała racji choć obstawiała, że była ku temu jakaś przyczyna. Może Blythe odmawiał fikuśnych figurek znalezionych na ryneczkach?
- Możemy też nawet kiedyś spotkać się całą bandą na jakąś pizzę. Jest kilka dobrych lokali z pizzą we włoskim stylu. Nawet je dowożą jakby naprawdę nie chciało nam się wyłazić - zaproponowała, bo wtedy mogliby na pewno rozsiąść się z winem, pograć w uno i poczekać na to, aż przyjedzie upragnione jedzenie.
Wiedziała, że Wendy będzie automatycznie żywo zainteresowana tym wszystkim, bo w końcu kto by nie był? Ophelia sama sobie powtarzała w myślach, że to całe spotkanie było niczym scenariusz jakiejś kiepskiej komedii romantycznej. Jeśli tylko usłyszałaby ją od jakiejś swojej innej koleżanki to sama również porzuciłaby wszystko czym aktualnie by się zajmowała, aby wysłuchać wszystkiego z jak najwyższą uwagą.
- Za kogo ty mnie masz, Winnie? - zapytała, ściągając brwi i brzmiąc jakby naprawdę spodziewała się po niej czegoś lepszego. - Oczywiście, że mam. Proponował, że zapłaci za moje zakupy, ale odpowiedziałam, że jak już to wolałabym, żeby mnie zaprosił na obiad lub drinka.
Wykorzystała okazję. Tylko głupia nie zrobiłaby tego samego na jej miejscu. Gardner zdawała się podzielać to stanowisko, a ona nawet nie widziała jak wygląda Karrion. Wystarczył jej fakt, że nie wstydził się przyznać do swojej słabości i faktu kupowania tabletek na rozwolnienie.
- Sama nie wiem... Chyba też zobaczę na co mnie najdzie. Liczyłam, że może się tobą zainspiruję - odpowiedziała cwanie, siadając przy swoim stanowisku bez jakiegokolwiek pomysłu na to, co powinna zrobić z własną porcją gliny, która wprost prosiła o to, aby ją wykorzystała.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Komentarz Ophelii w zestawieniu z tym złośliwym uśmieszkiem sprawił, że Wendy odruchowo oblała się rumieńcem i było to coś nad czym nie potrafiła zapanować. — Ej, no wiesz co!? — prychnęła udając wielce oburzoną. — To bardzo profesjonalny notes, ma tłoczenia iii nie byle jaki papier! A po drugie… — zaczęła na moment zawieszając się, bo jej myśli uciekły jej w złym kierunku, do tych wszystkich rzeczy, których mu nie dała. — Po drugie Peter jest minimalistą! ta jasne. Napiła się solidnego łyka wina, bo widać było, że już coś kręci i się mota. — Zresztą on już ma wszystko… — karierę, mieszkanie, Kristin — po co mu kolejna rzecz, która będzie zbierać kurz — w jego idealnym mieszkaniu z panią idealną. — A notes jest bezpieczny i wcale nie sugeruje, że spędziłam pół wyjazdu myśląc o… — zacięła się orientując, że nieco się zagalopowała słowami, ale i myślami do tych nieprzyzwoicie miękkich warg, z którymi miała okazję się zetknąć — n i e w a ż n e. NOTES. Notes jest fajny. I jasne, że stać mnie na więcej ale on by tego nie dźwignął — dodała ciszej gorzko się uśmiechając i zerując kieliszek z winem.
Nie czekając dolała sobie kolejną porcję i przytaknęła energicznie na słowa przyjaciółki o wspólnej pizzy. To brzmiało jak dobry plan i spotkanie, którego bardzo potrzebowała. — Jeśli o mnie mowa to nie musisz mówić dwa razy, ja totalnie się na takie wyjście pisze — zapewniła i pewnie wkrótce napisze na grupie by zwołać ekipę.
That's My Girl! — zawołała radośnie jak tylko usłyszała, że przyjaciółka nie owijała w bawełnę tylko prosto z mostu postawiła na obiad i drinka. Trzeba brać życie za rogi, prawda? — A teraz może opowiesz mi o nim coś więcej? Skoro nie wstydził się tych swoich tabletek i żołądkowych rewolucji to może oznaczać, że albo ma spory dystans do siebie albo jest tak przystojny, że nic nie zepsuje pierwszego wrażenia. Która opcja? Ciepło? Zimno? — próbowała wybadać temat nowego potencjalnego kandydata do randkowania z Ophelią. Poza tym wszystko wydawało się lepsze niż skupianie się na Peterze, bo przecież postanowiła dopiero co, że musi się zdystansować od niego i ochłonąć, bo w Mediolanie chyba ją jakaś przeklęta strzała amora trafiła.
Zasiadając przy glinie roześmiała się na myśl o tym, że mogłaby być inspiracją. — Inspirowanie się mną może być ryzykowne, kochana! Jeszcze ci wyjdzie wazon, który sam się przewraca albo kubek z dziurą w dnie — i oczywiście wiedziała, że Ophelii chodziło inspirowanie się tym, co sama Wendy zamierzała stworzyć ale komentarz sam cisnął się jej na usta.
Choć nie miała żadnego planu zaczęła ugniatać glinę z taką zachłannością, jakby próbowała wycisnąć z niej wszystkie emocje jakie przywiozła ze sobą z Mediolanu. I przez chwilę tak między dziewczynami unosiły się tylko dźwięki zgniatanej mokrej gliny i brzdęki kieliszków.

Ophelia Attwood
winniethepooh91
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeważnie była miła, ale każdy miał swoje drobne momenty, w które wkradała się pewnego rodzaju drobna złośliwostka, która nie niosła za sobą złych intencji, a dozę sympatii. W końcu znały się na tyle, że mogła sobie na pewne rzeczy pozwalać.
- Tak. Bardzo dobry notes - przytaknęła bez większego przekonania i uśmiechnęła się, gdy tylko zauważyła, że chyba musiała trafić w idealny punkt, bo Wendy prawie jej się z czymś wsypała. - Pół wyjazdu myśląc o czym? No dalej... Podziel się tą wiedzą, Winnie. Śmiało. My tutaj nie oceniamy. Mamy safe space.
Potrzebowała jej wynurzeń. W końcu była jej to winna za to, że o wyjeździe do Mediolanu dowiedziała się dopiero po fakcie, gdy to Gardner sobie przypomniała, że fajnie byłoby jednak powiedzieć przyjaciołom o tym, że znajduje się po drugiej stronie globu. Przynajmniej o dogadani się w kwestii pizzy nie musiała się zbytnio martwić.
- No to zostaje nam tylko zebrać resztę i możemy działać - przytaknęła, co mogło być nieco trudne, bo w owej ekipie znajdowała się również niesamowicie zajęta koronerka oraz prawnik, którego wszędzie nosiło, ale jakoś na pewno dadzą radę.
Uśmiechnęła się z dumą, gdy tylko koleżanka ją pochwaliła. Sama również była z siebie cholernie dumna. Nie widziała powodu, dla którego nie miałaby zrobić tak odważnego kroku, bo jeśli wiecznie czekałaby na inicjatywę kogoś innego to nic by w życiu nie osiągnęła.
- Wiesz jak to mawiają... Why not both - odparła żartobliwie i zaraz zaczęła szukać po kieszeniach telefonu, aby odpalić social media i znaleźć w nich profil Stiflera. - Karrion. Były bokser. Zbudowany jak szafa pancerna, ale o naprawdę łagodnej i pogodnej twarzy. Z pewnością ma do siebie dystans. Prosty, ale poczciwy.
Niech już Gardner dokona oficjalnej oceny. Ophelia nie nastawiała się na nic konkretnego. Nie żywiła nadziei, nie mogła nawet powiedzieć, że się zadurzyła. Po prostu trafiła na kogoś kto wydał jej się w pewien sposób interesujący i postanowiła z nim zawrzeć znajomość. To w jaką stronę się wszystko potoczy było zdecydowanie sprawą drugorzędną.
- Będzie to na pewno jakieś dzieło sztuki. Krzywy wazon zawsze można o coś oprzeć, a kubek nawet z dziurą w dnie można do czegoś wykorzystać - oświadczyła dumnie, bo jako prawdziwa artystka była w stanie odnaleźć jakiś cel i piękno w nawet tak dziwacznych rzeczach jak z pozoru totalnie nieprzydatne przedmioty.
Sama również przysiadła do swojej porcji gliny, którą należało odpowiednio przygotować do tego, co miało się z nią zadziać. Próbowała sobie zwizualizować coś, co w danym momencie by do niej przemówiło. Miała jednak jakieś takie nikłe wrażenie, że mimo wszystko jej dłonie będą działały całkowicie po swojemu i nic nie będzie mogła poradzić na to jak to wszystko się potoczy.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastview Neighbourhood Community Centre”