24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wesołe miasteczko w Richmond Hill było za-je-bi-ste.
Lucas może i nie raz bywał w tego typu miejscach, nie raz przecież z samą Indie, ale to, co władze miasta stworzyły na kilka tygodni tutaj było niesamowite. Wszystkie światła, muzyka i atrakcje zapierały dech w piersi. Szczególnie u kogoś takiego jak Lucas, który kochał tego typu miejsca. Kochał gry, rywalizacje i Indie, ale cicho. Oczy błyszczały mu przez całą drogę wzdłuż oświetlonych alejek, kiedy przeciskali się wśród tłumu. Ludzi było od groma, ale co się dziwić, kiedy taka atrakcja zawitała do miasta.
W pierwszej kolejności skierowali się do kasy, w której można było kupić bileciki na atrakcje. Miller nigdy nie miał umiaru. Zawsze wszystko chciał brać w kolosalnych ilościach, a potem martwić się nadwyżką. I tak też było w tym przypadku. Bo zamiast kupić dla nich po dziesięć biletów na start, on od razu wziął całe, jebane sześćdziesiąt. Baba w kasie patrzyła na niego jak na wariata i Indie pewnie też, ale przecież to był ich wieczór! Nikt nie mógł ich powstrzymać przed świetną zabawą, a już na pewno nie jego portfel i on już o to zadbał. Nawet rozbił swoją skarbonkę na tą okazję, chociaż tego akurat Caldwell nie musiała wiedzieć.
Już chciał się jej zapytać, gdzie chciała iść w pierwszej kolejności, ale ona jakby czytała mu w myślach, już łapała go za rękę i ciągnęła w stronę kowbojskiej strzelnicy.
Yeaw-haaa — krzyknął, kiedy facet za ladą się z nimi przywitał. Było widać, że był już nieco podchmielony? Może nie. Może tylko oni wiedzieli, ile browarów tak naprawdę wyzerowali w pociągu i podczas spaceru tutaj. Wysłuchał uważnie wszystkich instrukcji, przeskakując z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać, aż w końcu dostaną spluwy. Nawet wystawił rękę, żeby iść pierwszy, ale wtedy Indie przypomniała mu o dobrych manierach. — Dobra, już dobra. Strzelaj — machnął ręką i przepuścił ją przodem. Sam ustawił się kilka kroków dalej, dając jej odpowiednio dużo miejsca dla swobody. Nie życzył jej źle. A jednak kiedy spudłowała, niekontrolowanie ryknął śmiechem.
Ha! Mówiłem, że ci tyłu zabraknie, jak będziesz taka hop siup do przodu! — klasnął w dłonie i podszedł bliżej, żeby przejąć od niej spluwę, przy okazji zaglądając z rozbawieniem w jej błękitne oczy, w których teraz mieniły się setki światełek z otoczenia. — Dawaj to, pokaże ci jak to się robi.
Lucas połowę swojego życia spędził na graniu w strzelanki. I chociaż robił to przeważnie na kompie i konsoli, tak przecież nie mogło się to AŻ TAK różnić od prawdziwej broni, czyż nie? No jak się zaraz okazało trochę się jednak różniło, ale finalnie udało mu się oddać dwa celne strzały.
Aha, aha, aha — oddał facetowi broń i odwrócił się do Caldwell. — Co tam mówiłaś pod nosem? — nachylił się w jej kierunku. — Oh Lucas, jesteś taki niesamowity i utalentowany? — podniósł ton głos, imitując swoją przyjaciółkę, po czym wyszczerzył się zadowolony. — Ah przestań, bo się zawstydzę — machnął ręką, a zaraz przybrał pozycję obronną, bo to, że Indie będzie chciała mu wyjebać po tym, jak ją zaczepiał, było raczej więcej niż pewne. Co więcej — trochę na to czekał. Zdecydowanie wolał, kiedy biła go po zrywach sarkazmu i zaczepkach, niż gdy wydzierali się na siebie na zapleczu kina, wyrzucając sobie kurewsko ciężkie dla serca żale.
Ej a może teraz łowienie rybek? Patrz tam — wskazał jej dłonią odpowiednie miejsce. — Może chociaż wędkarstwo pójdzie ci ZNOŚNIE.

You know I love you ⋆˙⟡ ⋆.˚ ⊹₊⟡ ⋆
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
she looks a lot like you, face like an angel with an attitude
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trochę liczyła na to, że Miller też spudłuje, więc niekoniecznie uszczęśliwiły ją te dwa celne strzały i końcowy wynik, ale ostatecznie nie wydawała się nimi specjalnie przejęta — w tej stracie nie widziała powodów do większych zmartwień, bo na tym etapie wciąż łatwo było ją nadrobić, a jedynym poważnym minusem takiego obrotu spraw był tak naprawdę fakt, że musiała słuchać teraz bajdurzenia Lucasa. Mogła tylko wywrócić teatralnie oczami i zawzięcie udawać przed sobą samą, że jakaś część jej wcale nie miała ochoty zgodzić się z tym, co mówił — tak, był niesamowity i tak, był utalentowany, a chociaż skutecznie działał jej tymi przechwałkami na nerwy, to... jakoś wcale aż tak bardzo nie chciała, żeby przestawał. Za bardzo do twarzy było mu z tym cwanym, zadowolonym uśmiechem, choć w żadnym wypadku nie oznaczało to, że nie zamierzała zachować tego przemyślenia dla siebie i tak czy inaczej zamachnąć się na niego perfidnie celem trzepnięcia go prosto w ten pusty łeb. Dla zasady. Finalnie dostało mu się w ramię, bo fartownie przewidział jej atak, co, nawiasem mówiąc, tylko przypomniało jej, jak dobrze ją znał. Kurwa, jak nikt inny. Aż coś w niej drgnęło na tą myśl, więc nawet nie dała sobie szansy zatrzymać się nad nią na zbyt długo, nieważne.
Skończyłeś czy mocniej pierdolnąć? — zagroziła, co prawda z uśmiechem na twarzy, ale zupełnie poważnie, bo nie omieszkałaby zamachnąć się jeszcze raz jeśli zaszłaby taka potrzeba. W sumie to bez potrzeby w zasadzie też. — Raz na rok to i kura pierdnie, zobaczymy jak Ci dalej będzie szło — podsumowała elokwentnie z wzruszeniem ramion, nie wyglądając na specjalnie zniechęconą. Pod żadnym pozorem nie zamierzała dawać za wygraną, więc energicznie przytaknęła na jego sugestię przerzucenia się na łowienie, bardziej niż gotowa na odwet nad plastikowymi rybkami. — Dawaj — potwierdziła tylko krótko, ponownie nie tracąc czasu na zastanowienie i od razu ruszając we wskazanym przez niego kierunku.
Za zadaniem nie stała żadna większa filozofia, więc instruktaż był zbędny i mogli od razu przejść do konkretów. Tym razem dla odmiany mogli łowić równolegle i niewykluczone, że okazało się to dla Indie trochę zgubne, bo bardziej niż sama gra zainteresowała ją szansa na to, żeby utrudniać ją Millerowi. I może powinna była spróbować się skoncentrować, ale zamiast tego zaraz nachyliła się konspiracyjnie w stronę Lucasa, przywołując go do siebie krótkim machnięciem dłoni, zupełnie tak, jakby miała mu do sprzedania plotę stulecia albo jakiś inny wielki sekret.
A wiesz gdzie ryba ma chuja? — zapytała z pełną powagą, wskazując palcem na jedną z ryb tuż obok niego, a kiedy pokręcił przecząco głową, powoli przesunęła dłoń, żeby wskazać na niego. — Na drugim końcu żyłki — oświeciła go z ukontentowanym uśmiechem, ewidentnie bardzo z siebie zadowolona. Wygodnie byłoby móc obwiniać alkohol o to jakże górnolotne poczucie humoru, ale istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że ten sam niewyszukany żart na trzeźwo ubawiłby ją równie mocno, co teraz. Teraz zresztą też cieszyłby ją sporo dłużej, gdyby nie uświadomiła sobie, że z tego wszystkiego kompletnie ujebała sprawę wędkowania i nie złowiła absolutnie n i c. — No popierdoli mnie przecież — wyraziła swoją głęboką frustrację, zrozumiale niepocieszona takim obrotem spraw. No kurwa, w życiu by mu racji nie przyznała, już zwłaszcza teraz, ale może rzeczywiście zapeszyła? — Dobra, przerwa, bo przecież zaraz serio się wkurwię — zarządziła po krótkiej chwili zastanowienia, zadecydowawszy, że lepiej dla wszystkich było nawet nie sprawdzać, czy wystarczyłoby jej cierpliwości na jeszcze jedną taką klęskę.
Nie była pewna, czy zniosłaby to z honorem trzeci raz z rzędu, więc kolejna przerwa na szluga chwilowo wydawała się potrzebna, uzasadniona i sporo rozsądniejsza niż natychmiastowa runda trzecia.
Ty, a może to znak? — zaczęła refleksyjnym tonem, pakując sobie do ust papierosa z zamyśloną miną. — Że może jednak trzeba było się najpierw zjarać? — Na pewno. Dokładnie to przekazywał jej właśnie wszechświat, na pewno.

.♡ ݁˖
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucas uwielbiał gadać.
Gadać, żeby się ugadać, czasami, żeby po prostu popierdolić, jeszcze w innych przypadkach, żeby zagadać swojego rozmówcę, a jeszcze innymi razy — jak w przypadku obecności Indie Caldwell — gadał, bo lubił. Lubił ją zaczepiać, lubił podsycać ten żar, który płynął w jej żyłach, tuż pod skórą, osiągać stan, w którym do niego bluźniła i z uśmiechem na ustach sprzedawała mu bezpieczne dla człowieka uderzenia w ramię, wraz z ogarnij się, Miller na ustach. Naturalnym więc było, że kiedy tylko to się stało przy strzelnicy, na której Lucas roz-je-bał, uśmiechnął się szeroko i spojrzał na nią z góry.
Pierdolnij mocniej — skwitował zadowolony, wyciskając dumnie pierś do przodu. — I najlepiej to celuj w głowe, może w końcu mi się tam coś poprzestawiai przestaniesz mi się tak bardzo podobać. Wyszczerzył się, oddając strzeble pracownikowi stoiska. Strzał Indie był tak marny, że nie przysługiwała za niego żadna nagroda, natomiast Lucas za dwoje dwa na trzy celne strzały otrzymał możliwość wybrania breloczka.
Wszystkie były obrzydliwe i krzywe, wyglądały jakby komuś skończyły się pomysły na prezenty, więc zamówił hurtem jakiś suprise box pack z Temu i teraz rozdawał za marne wyniki. Nie miał pojęcia, ile tak ślęczał nad ladą, zastanawiając się, który w końcu wybrać, ale Caldwell jut zdążyła cztery razy go ponaglić. W końcu zdecydować się na głowę psa, który chyba miał być mopsem ale jedno dodatkowe oko wydrukowało się zamiast nosa i finalnie wyglądał jak cykop.
To dla ciebie — podbiegł bliżej i zaprezentował swoją zdobycz Indie, podczas gdy nogi kierowały ich już na łowienie rybek stoisko obok. Wręczył jej breloczek prosto do ręki. — Trochę podobny do mnie, to żebyś wiesz, miała mnie blisko — zaprezentował jej swoje rozumowanie, sugerując, że sam wyglądał jak średniej jakości pierdoła z Temu, ale co tam! Mieli przecież ważniejsze rzeczy, niż dyskutowanie na temat breloczków, bo czekała ich już kolejna konkurencja.
Miller złapał za kija od wędki i ustawił się przy odpowiedniej beczce, gdzie pływały plastikowe rekinki. Nie wróżył sobie świetnej przyszłości jako master wędki, chociaż już na starcie jakoś tam machnął tym gównem, że od razu przyczepiły mu się od niej dwa rekinki. Był to tak wielki fart, że dobrze, że Caldwell nie widziała, bo jeszcze zgłosiłaby go do dyskwalifikacji. Zaraz zresztą klepnęła go po ramieniu, a biedny Miller był przykonany, że to dlatego, więc podskoczył energicznie. Całe szczęście chodziło tylko o żarcik. Genialny swoje drogą.
Twoje poczucie humoru mnie rozbraja, Caldwell — oznajmił, śmiejąc się i kręcąc głową z niedowierzaniem. — Trupa byś nawet rozbawiła — albo przegoniła, wszystko zależałoby od tego, jak dobrze przyjmowali suchary. — Ale nie myśl, że mnie tym rozproszysz. Patrz lepiej na swoje rekinki, bo ci spierdalają — gestem głowy wskazał w kierunku jej beczki. Wszystkie rybki były jak najdalej się dało od wędki, którą trzymała. W finalnym rozrachunku również było to widać, biorąc pod uwagę, że Lucas zebrał aż 6, a Indie…
NIC NIE MASZ? — ryknął śmiechem głośnym i donośnym, do tego stopnia, że ludzie popatrzyli się na niego krzywo. — A mówiłem że ci tyłu zabraknie? — powiedział i…. Zmierzwił jej włosy. W pełni świadomie zdając sobie sprawę z tego, że to pewnie będzie jego koniec. Nie dość, że się z niej naśmiewał, to jeszcze zaczepiał. Ale co poradzić? Lubił być blisko niej, czuć jej skórę pod opuszkami i znajomy zapach perfum.
Jaka przerwa? Ja jestem w gazie — pokręcił głową, a następnie zaczął skakać dookoła niej, wybijając się lekko na palcach. — Rozjebałbym cię teraz w każdej możliwej kategorii — nawet wystawił palec przed siebie i zaczął jej wyliczać, na których stoiskach nie miałaby z nim s z a n s. Przestał dopiero, kiedy potrzebował wyciągnąć szluga z kieszeni.
Przycupnął na pierwszym, lepszym murku z filtrem w zębach, poklepując miejsce obok siebie, żeby Caldwell do niego dołączyła.
Słuchaj no… — zaczął już nieco bardziej serio, przypominając sobie ich rozmowę z pociągu. — Dzisiaj jest twój dzień, a ja jestem twoim sługusem — w jego głosie było słychać rozbawienie, ale również pełną teatralną powagę. Aż zeskoczył z murku z pętem w zębach i stanął przed nią, wciskając się między jej nogi. — Robimy co tylko chcesz — przypomniał, opierając ręce po obu stronach i nachylając się lekko w jej stronę. Tylko na chwilę, bo zaraz prawą musiał podnieść do fajki, żeby się nie udusić. — więc your call, Caldwell. O mnie za mnie, możemy iść od razu się zjarać na diabelski młyn.

your call, Caldwell ⋆‧°𓏲ּ𝄢
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
she looks a lot like you, face like an angel with an attitude
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Eeej, zajebisty — wyraziła swoją aprobatę, kiedy Lucas w końcu wrócił do niej ze zdobyczą w postaci breloczka przedstawiającego mopsa, który wyglądał jak koślawa krzyżówka pomiędzy psem a cyklopem. Mało tego, jedno oko miał na Maroko, drugie na Kaukaz, a trzecie... sama nie wiedziała, może na Skandynawię? No wspaniałe. — Mówisz, że podobny? — Naturalnie musiała poddać to weryfikacji i musiała zrobić to bardzo rzetelnie, więc uniosła do góry dłoń z breloczkiem, przytrzymując go na wysokości głowy Millera i zerkając to na niego, to na trzyokiego mopsa. Przyglądała im się ze skoncentrowaną miną i ściągniętymi brwiami, niczym prawdziwy fachowiec analizując ten widok przez dobre dziesięć sekund, zanim w końcu pokiwała głową z uznaniem. — Ty, no kurwa, żadne "trochę podobny", tylko wypisz wymaluj — oceniła. — Dziękuję, będę nosić dumnie w chuj — obiecała solennie, z ręką na sercu, bo do przysięgi takiej wagi przecież nie godziło się podchodzić bez należytej powagi.
Mogłoby się wydawać, że breloczek trochę zrekompensował jej dotychczasowe porażki, ale brak szczęścia w rywalizacji tak naprawdę wynagradzała jej przede wszystkim ekscytacja Lucasa. I kiedy tak dookoła niej skakał, wyliczając wszystkie sposoby, na które zamierzał ją pobić (jego niedoczekanie), zamiast planować zemstę potrafiła myśleć tylko o tym, jak kurewsko dobrze było znowu mieć go obok. O tym, jak bardzo cieszył ją dźwięk tego znajomego śmiechu i widok twarzy rozświetlonej uśmiechem, szczerym i szerokim, takim, jakiego brakowało na niej już od dawna.
Jego słowa skwitowała zatem tylko ciężkim stęknięciem i ponownym wywróceniem oczu, choć niezmiennie towarzyszył im mimowolny uśmiech, bo nieważne jak bardzo chciała udawać sfrustrowaną, ciężko było kryć się z faktem, że było jej w tej chwili dobrze. Po prostu dobrze, lekko. Jak mogłoby nie być, skoro nie dość, że siedział obok, to jeszcze przypominał jej o ustaleniach z pociągu i zapewniał, że dziś miało być jej dniem? Dawno nie słuchała nikogo z taką uwagą, z jaką słuchała teraz Lucasa, podążając za nim uważnym spojrzeniem, gdy za chwilę zeskoczył z murku i stanął tuż przed nią. Blisko. Dobrze się złożyło, że papieros akurat szybko zmusił go do zabrania podpartej obok jej uda dłoni i odchylenia się odrobię w tył, bo łatwiej było skoncentrować się na tym, co do niej mówił, kiedy nie znajdował się w odległości kilkunastu centymetrów od jej twarzy. Robimy co tylko chcesz. Powtórzyła to sobie powoli w myślach, napawając się każdym pojedynczym słowem. Co tylko chciała. Nie odrywała od niego spojrzenia nawet kiedy przechylała głowę w namyśle, zastanawiając się, na co miała ochotę najbardziej. Po chwili doszła do wniosku, że bardziej przyzwoitą z dwóch opcji było zachowanie względnej trzeźwości i wstrzymanie się ze skunem do końcówki nocy, ale jeśli dzisiejszy wieczór miał być jak jej ostatni… grzechem byłoby zdecydować się na to, co bardziej przyzwoite, nie?
No dobra — odezwała się w końcu, poprawiając się na własnym miejscu, trochę jakby w wyrazie gotowości, choć wcale nie zamierzała jeszcze zeskakiwać z murku. Aż tak jej się nie spieszyło, zwłaszcza nie kiedy do dopalenia była jeszcze dobra połowa peta. — To idziemy się skurwić, a co — zarządziła formalnym tonem, lekkim skinieniem głowy wskazując w kierunku diabelskiego młynu. Nie była pewna, na ile skurwienie się miało pozytywnie wpłynąć na jej zręczność i pomóc jej w ograniu Millera, ale w tej chwili nieszczególnie ją to interesowało. Zresztą, jeśli tak czy inaczej miałoby iść jej kiepsko, równie dobrze mogła trochę umilić sobie klęskę i ponosić ją skuta. — Tylko żebyś się nie przestraszył czasem wysokości, co? — zaczepiła z przekornym uśmiechem, wolną od szluga ręką poprawiając podwinięty kołnierz jego kurtki, który zauważyła tylko dlatego, że wpatrywała się w niego aż tak uważnie. — Dzielny będziesz?

you get me so high ᥫ᭡.ִֶָ𓂃
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze mu było w jej towarzystwie.
Kurwa, jak mu było dobrze.
Aż wstyd się przyznać, ale chyba pierwszy raz od ponad roku Lucas Miller autentycznie i szczerze dobrze się bawił. Tylko wcale nie tak, że uśmiechał się od ucha do ucha, czasami odbiegając myślami gdzieś w eter albo chcąc się najzwyczajniej w świecie spruć w imię imprezy, tylko po prostu dobrze się bawił. Przy niej. Z nią. Jak za starych, dobrych czasów.
Zawsze byli dobrym duetem. Umieli zagosporadować swoją energie i czas w sposób, który pozwalał im na wieczną zabawę. I nawet tutaj, przy tak durnych rzeczach, jak łowienie płatkowych rybek, widząc ją poirytowana, czy teraz na murku, na którym siedziała, uśmiechając się delikatnie i wodząc spojrzeniem po jego twarzy, Miller aż c z u ł, jak dobrze im było razem. Mieli vibe? Aurę? Tak to się chyba teraz nazywa? I Lucas czuł ten vide aż za bardzo. Szczególnie kiedy błękitno-szare oczy Caldwell nie uciekały od niego nawet na moment. Może był okropnym człowiekiem, bo ani na moment nie pomyślał o Charlotte… może. Ale to był problem jutra. Bo tego wieczoru był tu z Indie i to był jej dzień. I z taką właśnie myślą przysunął się jeszcze bliżej, gdy przechylała głowę i zastanawiała się, co powinni dalej zrobić.
Tylko zdecyduj jeszcze dzisiaj, co? — rzucił zaczepnie, biorąc ostatniego bucha i ciskając filtrem gdzieś za jej plecy. — Granie na czas ci tutaj nie pomoże — czy wciąż nabijał się z jej dwóch sromotnych porażek? O c z y w i ś c i e, że tak. I pewnie będzie nabijał do momentu, w którym Indie jakimś magicznym cudem by z nim wygrała, chociaż patrząc po tym, jakie dzisiaj miał flow, raczej były na to marne szanse. Gdy oznajmiła w końcu, że nastąpił najwyższy czas się skurwić, Lucas uśmiechnął się szeroko. Ale to tak szeroko, że w jednej chwili pokazał jej wszystkie swoje śnieżnobiałe żeby.
Skurwienie it is — przytaknął jej, na krótką chwilę odbiegając spojrzeniem w stronę diabelskiego młynu. — Mam klaustrofobie, Caldwell, nie lek wysokości — przypomniał jej, a zaraz spuścił wzrok w dół, dokładnie na jej dłoń, która bezczelnie sięgnęła do kołnierzyka jego kurtki i zaczęła go poprawiać. Chociaż nie dotykała bezpośrednio jego skóry, mógł czuć na szyi ciepło jej dłoni. Ruchy, które wykonywała, prostując materiał. Przysunął się bliżej. Oczywiście tylko po to, żeby jej ułatwić pracę. Wcale nie. Po chwili spojrzenie powiódł po jej twarzy. Na oczy, które tym razem patrzyły bezpośrednio na niego.
Dzielny będziesz?
A ty grzeczna? — to pytanie wyszło z jego gardła kompletnie niekontrolowanie, jeszcze nim zdążył w ogóle przemyśleć, co powinien odpowiedzieć. I chyba wcale nie żałował, widząc jej spojrzenie. To jego również było odważne. Może nawet zbyt odważne? W końcu tym razem nie miał nic do stracenia, nikt nie czekał na niego w Toronto. Nie miał żadnych zobowiązań wobec n i k o g o. Nikogo oprócz niej. A ostatnie co chciał, to mieszać jej jeszcze bardziej w głowie. Nawet jeśli coś było silniejsze od niego. Dlatego zaraz uśmiechnął się delikatnie, prychając cicho pod nosem. — Będę dzielny — wyszeptał, składając obietnicę, a zaraz potem złapał w płuca większy oddech na otrzeźwienie. Potrzebował doprowadzić nieco tlenu do mózgu albo chociaż krwi, albo czego ona tam kurwa potrzebowała, żeby się nieco ogarnąć i przestać tak bardzo fiksować na jej punkcie.
Dobra, Caldwell, pet wypalony? — wyprostował się, nabierając nieco więcej dystansu. — To zapraszam na diabelski młyn. Przewózka w cenie — oznajmił, a następnie nim Indie zdążyła się zebrać z murka, Lucas odwrócił się do niej tyłem, a potem przyparł plecami do muru, żeby jego kompanka mogła bez najmniejszych problemów wskoczyć mu na barana. — No dalej, bo tnę pociąg niedługo odjeżdża. Chociaż może bardziej osioł niż pociąg — ostatnią uwagę dodał już bardziej pod nosem, podczas gdy dłońmi szarpnął za jej łyki, by po chwili złapać ją pod kolanami. Poprawił sobie ją energicznym podrzutem i skierował się prosto w miejsce, gdzie góra diabelskiego młynu chowała się gdzieś w chmurach. Kurwa z bliska wyglądało to o wiele gorzej.

so what we smoke weed 🎪✨🎢🎡🎢
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
she looks a lot like you, face like an angel with an attitude
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie drgnęła, kiedy znów przysunął się bliżej, żeby ułatwić jej uporanie się z zagiętym kołnierzem, usilnie starając się nie poświęcać temu wszystkiemu zbyt wiele uwagi, ale wybitnie trudno byłoby nie unieść spojrzenia znad materiału kurtki, gdy odpowiedział jej akurat tym pytaniem. A Ty grzeczna? Przez myśl krótko przemknęła jego wiadomość sprzed kilku dni i to chyba tylko z racji na nią — na wspomnienie prośby o to, żeby tym razem podejść do tego z głową, spokojnie — nie odezwała się od razu. Naprawdę rzadko zdarzało się, żeby Indie zastanawiała się dwa razy nad swoją odpowiedzią, niezależnie od tego, o co ją pytano, ale tym razem jej umysł wyjątkowo przez kilka sekund prowadził kalkulacje, zupełnie jakby próbowała zdecydować, na ile powinna podjąć ton. Z jednej strony czuła się zobowiązana zachować jakiś nędzny dystans, z drugiej — jeśli inicjatywa nie wychodziła od niej...
Nie wiem, zależy. — Uśmiechnęła się przekornie, ale nie wyjaśniła już od czego, bo chociaż wyglądała, jakby miała to zrobić, zamiast tego bez żadnego ostrzeżenia zaczęła uskuteczniać odwet za tamto zmierzwienie włosów i targać mu te blond kłaki. Musiała odwzajemnić się pięknym za nadobne, żeby sobie czasem nie pomyślał, że to, że nie opierdoliła go za to od razu znaczyło, że uszło mu to na sucho. Pod żadnym pozorem, co wyperswadowała bardzo jasno poprzez zrobienie tego dużo mocniej i energiczniej niż on. — A następnym razem urwę Ci łeb — poinformowała grzecznie, kiedy już skończyła. Dopiero wówczas dała mu możliwość w spokoju dokończyć swoją obietnicę, którą zaaprobowała krótkim, ale wymownym przytaknięciem.
Wypalony — potwierdziła, gasząc kiepa o murek i otrzepując dłonie z zamiarem zsunięcia się z murku. Z zamiarem, bo okazało się, że wcale nie musiała, wszak bezpośrednio pod nim zaparkowany czekał na nią już prywatny transport — sama miała powiedzieć, że limuzyna, on, że pociąg, ale w końcu stanęło na ośle. Nie zamierzała się z tym kłócić, pasowało, więc tak też miała zajechać pod diabelski młyn: na swoim osobistym ośle. Kwestionować pomysłu też nie; bez żadnego zawahania załadowała się na plecy Lucasa, z jego pomocą znajdując sobie na nich wygodną, stabilną pozycję. — Nooo... królewsko — oceniła już po kilku krokach wspólnej przeprawy, kiwając głową z uznaniem. — Kleopatra nawet kurwa nie ma podjazdu, TYLE.
Bliski widok diabelskiego młynu potwierdzał, że konstrukcja była dokładnie tak wysoka, na jaką wyglądała z daleka, a w osobistej ocenie Indie wyglądała na wysoką w chuj. Spędziła chwilę lustrując ją z zadartą brodą i rosnącą ekscytacją, tuż po tym, jak po dotarciu na miejsce zsunęła się z pleców Millera z powrotem na ziemię. Kiedy zerknęła w jego kierunku robił dokładnie to samo, ale nie pozwoliła tracić czasu ani sobie, ani jemu i zaraz pod jej musztrą maszerowali prosto na koniec kolejki. Ta szczęśliwie szła szybko, więc wejście na atrakcję — ku ich uciesze — było kwestią raptem kilku minut.
Z uwagi na wsiadających i wysiadających ludzi ruch koła wciąż jeszcze zatrzymywał się co kilkanaście metrów, więc z wyciągnięciem gibona wstrzymała się aż do momentu, w którym ich gondola akurat zatrzymała się mniej-więcej w połowie drogi na szczyt. Wolała znaleźć się poza bezpośrednim zasięgiem wzroku pracowników atrakcji, żeby zapewnioną przez wysokość prywatnością móc bez większych ceregieli dobyć z wewnętrznej kieszeni kurtki swojej zapasowej paczki. W rzeczywistości służyła, rzecz jasna, głównie do bezpiecznego transportu skręta, którego zwinęła dla nich przed wyjściem z domu.
Tadaaa — zaprezentowała swoją pracę, z czeluści tej samej kieszeni wygrzebując też swoją zapalniczkę. — To co? — zagadnęła, spalając papierek przy końcówce. Widoku z samej góry chciała uświadczyć już mniej lub bardziej skuta, więc nie zamierzała zwlekać. — Nasze zdrowie — wzniosła toast, zanim w imię swojego ostatniego dnia osobiście poczyniła honory i odpaliła gibona, zaciągając się tak mocno, jak pozwoliły płuca. Trzymała w nich dym aż do momentu, w którym opuścił gardło wraz z głuchym kaszlnięciem, w międzyczasie od razu podając skręta i zapalniczkę Lucasowi. Wolała wymieniać się co bucha albo dwa i iść równo, coby nie skończyć w dwóch różnych czasoprzestrzeniach. Z jego kolejki skorzystała jako okazji do lekkiego wychylenia się z gondoli i spojrzenia w dół celem zdecydowania, na ile trzeba było się ekscytować, a na ile stresować. Widok budził respekt, ale poważnego niepokoju już nie, przynajmniej nie w Caldwell. Jeszcze...? — Ej, ale nie jest źle wcale? Nie? — rzuciła, ale jej wzrok szybko znad gruntu przeniósł się z powrotem tam, gdzie tkwił większość dzisiejszego wieczoru, na Millera, wbrew pozorom wcale nie tylko dlatego, że zaraz znów przekazywali między sobą gibona.

we're just having fun ⋆˚꩜。
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
KLEOPATRA WHO?! — krzyknął praktycznie od razu na jej słowa, nastawiając własne plecy, by Indie mogła spokojnie na niego wskoczyć. Wysunął ręce do tyłu, aby złapać ją pod kolanami i upewnić się, że dobrze leżała. Oczywiście po drodze musiał sobie ją poprawić kilka razy i nawet w kolejce, zamiast puść ją na dół, żeby postała na własnych nogach, on trzymał ją na plecach.
Dopiero kiedy znaleźli się już przy wejściu na gondolę, a kobieta z obsługi popatrzyła na niego z politowaniem i po prostu kurwa k r z y w o, Miller zrzucił z siebie Indie. Pewnie mógł to zrobić delikatniej, ale przecież to był Lucas. On za nic nie miał wyczucia w takich sprawach.
Załadowali się do gondoli (?). Jak na dżentelmena przystało, puścił Caldwell przodem, uśmiechając się przy tym nonszalancko, a zaraz załadował za nią. Maszyna zabuczała i wprawiła się ruch, chociaż jeszcze przez kilka runek, kiedy ludzie wsiadali, posuwali się w ślamazarnie wolnym tempie. Natomiast gdy znaleźli się na odpowiedniej wysokości, Miller już otwierał usta, żeby pogonić przyjaciółkę z gibonem, ale ona jak zwykle, jakby czytała mu w myślach, wyciągnęła pięknie zwiniętego skręta.
Sama zwijałaś? — bo jeśli tak, bo musiał ją pochwalić. Pamiętał pierwsze razy, kiedy jeszcze jako szczyle załatwili sobie gram zielska, ale za nic nie wiedzieli, jak się do tego zabrać. Pewnie pierwszą turę zawinęli w papier od zeszytu ze szkoły i dusili się za każdym zaciągnięciem. Dopiero potem ktoś mądry powiedział im o czymś takim jak bletki, ewentualnie walenie z wiadra, ale to już było zostawione jedynie na grubsze imprezy.
Przekręcił głowę, gdy Indie czyniła honory, uważnie się jej przypatrując i WCALE nie poświęcając najwięcej uwagi na sposobie, w jaki jej usta w tak bliskiej odległości, łapią skręta pomiędzy wargi. W c a l e.
I jak ocena? W skali od jeden do zajebiście? — dopytał, bo przecież nie miał pojęcia, skąd Caldwell załatwiła dziejscy towar, a skoro to ona odpalała, trzeba było w pierwszej kolejności wydać wyrok co do smaku i jakości produktu. Patrząc jednak po minie przyjaciółki z pewnością było zajebiste. — Dawaj mi to — odebrał od niej gibona i nawet nie czekając chwili, zaciągnął się mocno, jak na pierwszego bucha ściągając o wiele za dużo niż powinien do płuc. A potem jeszcze przytrzymał to w sobie do momentu, aż nie zaczęła piec go cała klatka piersiowa. Oddał brunetce skręta, sam nachylając się w dół. Było…
W kurwe wysoko — skwitował w jakże kulturalny sposób, swoimi chaotycznym ruchami sprawiając, że gondola ( tak to się nazywa? xd) w której siedzieli zabujała się na boki i zaskrzypiała. — Wysokościowo okej, ale nie wiem czy to ustrojstwo zaraz nie runie na dół — oznajmił zadowolony i chociaż właśnie obwieścił im smutną śmierć w wypadku zerwania, tak nie byłby sobą, gdyby specjalnie jeszcze nie bujnął nimi do przodu i do tyłu.
Wiesz co się robi w takich momentach zagrożenia życia? — przekręcił nieznacznie głowę, by móc spojrzeć jej w oczy. Te okazały się być o wiele bliżej niż Lucas z początku wyliczył, jednak wcale się nie odsunął, przyglądając im się z charakterystycznym błyskiem. — Mówi się wszystkie sekrety. No wiesz, żebyśmy mogli je razem zabrać do grobu — zajebisty pomysł, Lucas. Nie ma co. Weź laskę na diabelski młyn i nastrasz ją, że zaraz zginiecie, a potem jeszcze chciej wyciągać z niej brudy przed śmiercią. Tak to tylko Millerzy potrafili. — No dawaj po jednym — odebrał od niej skręta i znowu zaciągnął się mocno, tym razem na szczęście obeszło się bez niekontrolowanego kaszlu.

my only secret is you ᥫ᭡.ִֶָ𓂃
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
she looks a lot like you, face like an angel with an attitude
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No sama, sama! — Pokiwała entuzjastycznie głową, nie kryjąc się z tym, jak bardzo była z tego faktu dumna: ogromnie. Szalenie dumna, co najmniej tak, jakby opanowanie sztuki kręcenia skunów było jednym z jej największych dokonań. W zasadzie... może było? Doskonale pamiętała ich pierwsze zagubione podejścia do zwijania i rezultaty tak komicznie koślawe, że czasem aż ciężko było nazwać je gibonami... biorąc pod uwagę skalę poczynionych w nauce postępów, może jednak właśnie tak powinna była to kwalifikować? Jako wspinaczkę na wyżyny rozwoju osobistego?
Na pytanie o jakość towaru nie musiała odpowiadać werbalnie — najpierw pokiwała głową z aprobatą, ale oficjalnym certyfikatem jakości i zarazem finalnym wyrazem jej uznania był kciuk w górę, który pokazała Lucasowi jako potwierdzenie, że towar jak najbardziej trzymał parametry.
Mocniej bujaj, może chociaż szybciej pójdzie — skwitowała, niby kąśliwie, choć tak naprawdę wcale nie, póki co bardziej rozbawiona aniżeli zaniepokojona przedstawianą przez Millera perspektywą śmierci rodem z Oszukać Przeznaczenie. — Ale jakie znów sekrety? — zdziwiła się, marszcząc brwi. — Jak ja przecież jak otwarta księga jestem. Wszystkie karty na stole — zamierzała zapewnić z grobową miną, ale powagę finalnie zachowała tylko częściowo, do czasu, bo przed końcem drugiego zdania po twarzy już kręcił się cień mimowolnego uśmiechu. — Sekret... ja wiem? — rzuciła w eter refleksyjnym tonem. Nie miała na podorędziu żadnego łatwego, oczywistego sekretu, którym mogłaby tu i teraz podzielić się z Lucasem, więc w odmętach pamięci starała się znaleźć coś, czego jeszcze o niej nie wiedział. Tylko w tym rzecz właśnie — nic za bardzo nie przychodziło jej na myśl. — No to powiem Ci w sekrecie, żeee — zaczęła, przejmując gibona i kolejnym buchem kupując sobie trochę czasu na zastanowienie, zanim kontynuuowała: — ...że– eeej, może jednak całkiem tu wysoko...? Wyżej niż myślałam. — Sama weszła sobie w myśl, po raz kolejny wychylając się nieznacznie za barierkę, żeby zerknąć w dół, tuż po tym, jak w pierwszej kolejności bezpiecznie zwróciła blanta w ręce Millera. Widok gruntu w odległym dystansie już na trzeźwej osobie wywarłby wrażenie, a te długie, porządne buchy i trzymany w płucach dym nie szły na marne, więc tym razem perspektywa imponowała Caldwell jeszcze bardziej niż przedtem. — No w chuuuj — oceniła bardzo merytorycznie, mrużąc oczy. — A wyobrażasz sobie, jak to wszystko musi dopiero zajebiście wyglądać na przykład z kosmosu? — już miała zacząć cośtam bajdurzyć o gwiazdach i tygodniowym horoskopie, ale w porę przypomniała sobie, że... — AHA, ale sekret — przywołała się do porządku krótkim upomnieniem, odrywając w końcu wzrok od rozpościerającego się pod nimi krajobrazu. W niczym nie ułatwiło to skoncentrowania się na oryginalnym zadaniu, bo zaraz znów rozpraszał ją inny widok, tym razem — spowity półmrokiem profil Lucasa, twarz, którą oprócz neonów Richmond Hill oświecało tylko wątłe światło żarzącego się skręta. Trudno powiedzieć, czy może to właśnie gibon uczynił życie natychmiastowo piękniejszym, czy może ta stopklatka rzeczywiście wyglądała jak kadr z filmu, ale tak czy inaczej, Indie chwilowo była nią wręcz oczarowana. — Zdradzę Ci w sekrecie, że... — Nachyliła się konspiracyjnie w jego kierunku; wyglądała, jakby zakończenie zdania miała już na końcu języka, ale... nic bardziej mylnego. — ...że już kurwa nawet nie pamiętam, co miałam zdradzić Ci w sekrecie. — Nie dość, że miała przed sobą taki zajmujący pejzaż, to jeszcze niebezpiecznie zwalniało tempo obrotów, na których pracował jej umysł, no i z jednej strony zajebiście, bo potwierdzało się, że temat był dokładnie tak dobry, jak obiecywał jej to ziomek, a z drugiej krucho, bo za Chiny Ludowe nie była w stanie przypomnieć sobie, do czego zmierzała wcześniej. — Nie no, kurwa, weź coś szybko powiedz, coś mądrego najlepiej, to NIE MOGĄ być nasze ostatnie wspólne słowa.

can't see a thing in the sky, i only have eyes for you ⏾⋆.˚
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”