ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline w końcu dostała pierwszy poważniejszy, duży projekt i potwornie zależało jej na tym, żeby dobrze wypaść. Nie bez powodu poświęcała mu długie godziny poza swoim czasem pracy, analizując statystyki i zastanawiając się, jak dobrze sprzedać nowe osiedle, żeby w krótkim czasie uzyskać wysokie wyniki sprzedaży. Musiała przygotować odpowiednią strategię, która zdobędzie uznanie na spotkaniu na wyższym szczeblu. Czas do tego spotkania zbliżał się wielkimi krokami, na razie jednak należało przeprowadzić spotkanie wewnętrzne w wąskim gronie współpracowników.
Kiedy szła do sali konferencyjnej, postukując obcasami, czuła delikatny stres spowodowany swoją prezentacją. Choć było to tylko robocze spotkanie, wszyscy wiedzieli, że nie była zwykłym pracownikiem. Była córką Thomasa Covingtona, samego szefa firmy, a więc powinna wśród wszystkich budzić respekt. To znaczyło też, że wszyscy patrzyli na jej ręce i czekali, kiedy popełni jakiś błąd. Musiała udowodnić, że znajdowała się w odpowiednim miejscu ze względu na swoje umiejętności, a nie nepotyzm. Najgorsze było to, że przede wszystkim zależało jej na potwierdzeniu swojej wartości przed własnym ojcem.
Czekała u szczytu stołu, aż cały dział marketingu i sprzedaży zasiądzie na swoich miejscach i zerknęła na swój telefon. 15:00. Na próżno było czekać na Reece’a, który jej powiadomienie o spotkaniu skwitował krótką odpowiedzią, że nie będzie go.
Za to w pomieszczeniu znajdował się ktoś, kto świetnie zastępował jej brata. Nie byle jaki ktoś. Mark Rosenhall. Dobry kumpel Ree, a więc kolejny szyderca w loży, na sam widok którego jej zielone oczy wykonywały odruchowy przewrót. Tym razem pewnie też by tak zareagowała, gdyby nie fakt, że patrzyła na nią kierowniczka i było to bardzo nieprofesjonalne. A przecież chciała dobrze wypaść. Rozpoczęła więc prezentację, w przelocie spoglądając po przybyłych, świadomie omijając go wzrokiem. Potrzebowała się skupić, a jego ciemne spojrzenie, którym się w nią wpatrywał, wcale jej w tym nie pomagało.
Do tematu podeszła bardzo profesjonalnie, a kiedy dotarła do ostatniego slajdu, uśmiechnęła się delikatnie, całkiem z siebie zadowolona.
No dobrze, to teraz czas na pytania i uwagi. Ktoś chce zacząć? - powiodła wzrokiem po twarzach kolegów z pracy, gotowa na dyskusję, choć uważała, że nie dało się do niczego przyczepić.

Mark Rosenhall
Ostatnio zmieniony ndz kwie 12, 2026 10:59 pm przez Adeline Covington, łącznie zmieniany 1 raz.
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#1

Mark nim zaczął sprawdzać skrzynkę mailową, sprawdził swój kalendarz, by wiedzieć, ile spotkań go tego dnia czekało. Dwa. Pierwsze za… piętnaście minut. tak więc odsunął się od biurka na krześle, wstał i poszedł zrobić espresso. Szczerze? Bardzo był ciekaw spotkania o 15:00, bo prowadzić je miała sama Adeline Covington. Ciekawe czy się nie pogubi w trakcie. pomyślał, klikając podwójne espresso na wyświetlaczu ekspresu do kawy. Mark oparł się o blat, skrzyżował ręce i patrzył, jak cienki strumień kawy powoli wypełnia filiżankę. Gdy z ekspresu przestała lecieć kawa, a na wyświetlaczu widoczne było 100%, oznaczające, iż proces parzenia dobiegł końca, sięgnął po filiżankę i wrócił z nią do biurka. Wziął ze dwa łyki, przejrzał przygotowane materiały i z laptopem ruszył na spotkanie. Szczerze? Miał wrażenie, że kompletnie nie był na nim potrzebny, ale oczywiście udawał wielce zainteresowanego i coś tam zapisywał w notatkach, by, gdyby ktoś pytał, mógł przedstawić, o co chodziło.
Po spotkaniu, zabrał się za czytanie oraz odpisywanie na maile - część wiadomości oznaczona była jako pilne, choć w rzeczywistości mogły poczekać co najmniej do przyszłego tygodnia. Mark przesuwał wzrokiem po tematach, selekcjonując je niemal automatycznie. Otwierał tylko te, które faktycznie czegoś od niego wymagały, resztę oznaczał gwiazdką albo odkładał „na później” - czyli najprawdopodobniej nigdy. W międzyczasie odebrał kilka telefonów i nim się obejrzał, ekran służbowego telefonu zaczął wibrować, ponieważ przypominał, że za 10 minut rozpocznie kolejne spotkanie.
O, to będzie ciekawe. pomyślał, zabierając laptopa i idąc do zarezerwowanej salki. Zajął miejsce z lewej strony tak, że musiał odwracać głowę w prawo, by widzieć panią prezentującą. Spotkanie zaczęło się punktualnie i Mark, jak to miał w zwyczaju, zapisywał kluczowe informacje wraz ze swoimi uwagami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna mała rzecz…
Oczywiście pozwolił na to, by biorące w spotkaniu osoby powiedziały, co tam chciały powiedzieć, a kiedy można było pomyśleć, że to koniec, Mark chrząknał i podniósł rękę. Nie czekał, aż dostanie pozwolenie od Adeline. Uznał, że podniesiona ręka w zupełności wystarczyła.
- Chciałbym powiedzieć, że prezentacja bardzo mi się podobała, lecz niestety uważam ten caly pomysł za… słaby. - odparł, wzruszając ramionami.
- Czy wzięłaś pod uwagę jeszcze inne ryzyka? Zagrożenia? - uniósł brew. Żałował, że nie zrobił sobie drugiej kawy, bo chętnie by się jej teraz napił.
- Niektóre slajdy uważam, że były niepotrzebne, ale… to tylko moja opinia. - dodał jeszcze, patrząc prosto w oczy Adeline.

Adeline Covington
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spotkanie wewnętrzne przed docelową prezentacją miało na celu pozyskanie cennych rad i uwag, dzięki którym Adeline mogłaby ulepszyć swój projekt i zyskać przychylność zarządu, w tym kochanego taty. W prezentację wcisnęła wszystko, czego ją nauczono, krok po kroku, od przedstawienia analiz do gotowych rozwiązań na potencjalne problemy. Miała zbyt wiele do stracenia, żeby coś przeoczyć, więc wnikliwie zgłębiała wszystkie poruszane zagadnienia, które opracowała w ramach jej projektu. Była wręcz pewna, że te wielogodzinne ślęczenie przy laptopie zostanie jej wynagrodzone poklepaniem po plecach i zbliży ją do osiągnięcia upragnionej kariery.
Po prezentacji przysłuchiwała się każdej wypowiedzi, odnotowując sobie w notatniku kilka niuansów, które mogłaby poprawić, bo w gruncie rzeczy była otwarta na sugestie. W końcu wszyscy pracowali w jednym teamie, prawda? No, prawie, bo jednego osobnika będącego na sali mogłaby ze swojego zespołu wykluczyć. Chociaż, biorąc po uwagę jego milczenie, trochę dziwne jak na niego, musiała przyznać, że był całkiem znośny.
Chyba celowo uśpił jej czujność. Już miała zakończyć spotkanie, kiedy ktoś niespodziewanie chrząknął. Rudowłosa odruchowo podniosła spojrzenie w tamtym kierunku, a widząc uniesioną rękę Marka, ledwo zdusiła w sobie pomruk niezadowolenia. Może by go zignorowała, gdyby nie odezwał się tak niekulturalnie bez żadnego pozwolenia. Ale kiedy już to zrobił, podsumowując jej prezentację z typową dla siebie arogancją, na kilka sekund rozchyliła wargi i wstrzymała powietrze, a w jej żyłach aż zawrzało. Słaby? SŁABY? Czuła jednak na sobie spojrzenia pozostałych uczestników spotkania, więc nabrała głośniej powietrza, tłumacząc sobie w myślach, że nie da mu się sprowokować.
Co Ci się więc takiego w niej podobało? Czcionka? - zamrugała kilkukrotnie, zdobywając się na uprzejmy ton, choć jej wbite w bruneta zielone tęczówki nie miały w sobie ani odrobiny przyjaznych refleksów. Mógł być przystojny, a swoim uśmiechem wabić wszystkie klientki, przez co rosły mu statystyki, ale z ogładą było mu nie po drodze.
Na jakiej podstawie uważasz, że ten pomysł jest słaby, jeśli mogę wiedzieć? - Uniosła wyżej brew. - Każda uwaga może być przydatna, o ile rzeczywiście wnosi coś do projektu - a nie jest tylko formą przytyku, chciała dodać, ale w porę ugryzła się w język. Za kogo on się uważał, że był wobec niej aż tak bezpośredni, w dodatku nie podając jej żadnych konkretów?
Oczywiście. Zwracałeś w ogóle uwagę na to, o czym mówiłam? - zapytała, choć w jej głosie zabrzmiała nuta niepewności. Nie odrywała od niego wzroku, starając się nie tracić rezonu, ale w głowie zaczęła analizować, czy skupiła się dostatecznie bardzo na wszystkich założeniach jej strategii.
Właśnie. To tylko Twoja opinia - kąciki jej ust uniosły się do góry w lekkim uśmiechu. Jego pewność siebie, gdy wpatrywał się w nią z niemym wyzwaniem w oczach, niesamowicie ją irytowała. O wiele bardziej, niż zwykle. W myślach zaczęła szukać sposobu na utarcie mu tego zadartego nosa. - Wydaje Ci się, że jesteś w stanie wymyślić coś lepszego? - Uniosła wysoko brodę. To nie był jego dział. I choć współpraca marketingu i sprzedaży była dość ścisła, tak nie powinien aż tak ingerować w jej pracę. Wszystko konsultowała z jego przełożonym albo Joelem, jego kolegą z biurka obok. Marco Polo wolała omijać. Dla swojego świętego spokoju.

Mark Rosenhall
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy mógł odpuścić i po prostu siedzieć cicho? Owszem. Jednakże czy nie mógł mieć własnego zdania? Nie miał pojęcia, czy ktokolwiek je podzielał - kilka osób spuściło wzrok, gdy określił prezentację Adeline jako słabą. Szczerze mówiąc, niespecjalnie go to obchodziło. Wiedział natomiast jedno: gdyby to on miał przygotować tę prezentację, zrobiłby ją zupełnie inaczej, kładąc nacisk na inne aspekty. Być może wynikało to z tego, że pracował w sprzedaży, a nie w marketingu. Choć z drugiej strony - w swojej karierze widział już wiele prezentacji marketingowych. Niektóre nawet współtworzył, czy to z polecenia, czy dlatego, że ktoś po prostu poprosił go o pomoc.
Kącik ust drgnął mu, gdy usłyszał pytanie, czy to czcionka nie przypadła mu do gustu. Splotł palce obu dłoni, układając je w coś na kształt trójkąta, a stykając ze sobą kciuki, po czym spokojnie odparł:
- No… nieco bym ją powiększył. Tło też bym zmienił. I przejścia. - stwierdził poważnym tonem, choć akurat do samych przejść nic nie miał - tak po prostu o nich wspomniał, bo skoro już napomknął o podstawach prezki, uznał że pójdzie na całość.
- Uważam ten pomysł za słaby, bo opiera się na założeniach, które nie są niczym zabezpieczone. Zakładasz, że użytkownicy zareagują dokładnie tak, jak chcesz. Że partnerzy będą dostępni wtedy, kiedy ich potrzebujesz. Że koszty nie wymkną się spod kontroli. - Uniósł brew, ani na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- To nie jest strategia. To pewnego rodzaju optymistyczny scenariusz. - dodał.
-  Analiza ryzyka? Okej, była ale mam wrażenie, że nie była do końca rozwinięta. Brakowało wariantów awaryjnych i twardych danych, które by broniły skali, o której mówisz. - poprawił się na krześle i rozolótł ręce. 
- Oczywiście, że zwracałem uwagę a co, myślisz że sobie z palca opinię stworzyłem? - spytał, unosząc brew i nieco zaczynając podnosić ton. Szybko więc przymknął oczy, próbując się pilnować, by zaraz nie powiedzieć o jedno słowo za dużo. Natomiast gdy do jego uszu dotarło pytanie, czy zrobiłby prezkę lepiej, skinął głową.
- Tak. Właśnie tak mi się wydaje. Potrzebowałbym… trzech? Niech będzie, że czterech dni. - odparł poważnym tonem, bo nie żartował i rzucając rękawicę. Jasne, miał zawalony harmonogram ale skoro ktoś mu właśnie wchodził na ambicje, planował pokazać, że da radę. Bo co to dla niego? Najwyżej zerwie jedną nockę, lub dwie, co to dla niego? Tydzień temu też bardzo mało spał.

Adeline Covington
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na jego spostrzeżenia odnośnie wyglądu wizualnego prezentacji zmrużył delikatnie oczy, próbując rozszyfrować, czy naprawdę mówił poważnie. Swoimi bzdurnymi zarzutami nieustannie podtrzymywał jej wysokie ciśnienie.
Nie będziemy dyskutować o Twoim wątpliwym guście - odparła z przekąsem. Gdyby miała dostosować się pod niego, czego nie zamierzała zrobić, musiałaby zmienić całą prezentację. A właściwie to on musiałby napisać ją całą od nowa, co pewnie by mu odpowiadało. Jeszcze tego brakowało, żeby zabrał jej posadę.
Za to słysząc wytykane jej błędy, zmroziło ją. Zacisnęła mocniej szczęki, sprawiając, że rysy jej twarzy uległy wyostrzeniu. Krytykował ją jawnie, bez żadnych ogródek, jakby nie widział niczego poza czubkiem własnego nosa albo nie miał instynktu samozachowawczego, sprawiając, że w oczach innych wychodziła na idiotkę. Nie mogła mu na to pozwolić.
Czyli twierdzisz, że jestem niedokładna - skwitowała lodowatym tonem, a serce biło jej z nerwów jak oszalałe. Swoją wypowiedzią zarzucił jej wiele rzeczy, ale to ją uderzyło najbardziej. - Tak naprawdę każdy scenariusz można podważyć na etapie założeń - żeby przekonać się, czy zadziała, należy sprawdzić go w praktyce i na tej podstawie podjąć odpowiednią decyzję, czy iść w tym kierunku i go dopracować, czy pójść w inną stronę. Konkretne scenariusze się przyjmuje, żeby móc je potem korygować na bieżąco - wyjaśniła, już nie siląc się na uśmiech. Mark był tak irytująco pewny siebie, jakby pozjadał wszystkie rozumy, że miała ochotę się z nim rozprawić raz na zawsze. Przez takich, jak on, nieustannie miała pod górkę. Wiecznie musiała wszystkim wokół udowadniać, że należało jej się miejsce w tej firmie.
Myślę, że Twoja ambicja przewyższa Twoje kompetencje - odparła, również unosząc wyżej brew. Nie mogła nie zauważyć jego trochę podniesionego głosu i próby opanowania się, ale nie mogła pozwolić mu na to, żeby na nią krzyczał. W gruncie rzeczy to ona miała tu największą władzę ze wszystkich zgromadzonych w tej sali.
Masz czas do jutra, żeby się wykazać i zaproponować, Twoim zdaniem, rozsądne rozwiązania. A że jesteś ambitny i lubisz zostawać po godzinach, to będzie to dla Ciebie sama przyjemność. Liczę na owocną współpracę - uśmiechnęła się sztucznie w jego kierunku. To oznaczało, iż czekał ją kolejny wieczór z rzędu z nosem w laptopie, w dodatku w towarzystwie najbardziej denerwującej osoby w firmie. Czas jej się jednak kończył i bez jego pomocy mogła nie spełnić oczekiwań zarządu.
To wszystko z mojej strony. Bardzo dziękuję wszystkim za uwagę - skinęła głową w stronę zebranych, nie patrząc już w stronę Marka, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy. Dopiero, gdy dostrzegła kątem oka, jak mężczyzna kieruje się do wyjścia, włożyła ostatnie rzeczy do swojej torby. - Widzimy się o siedemnastej, Mark - rzuciła mu na odchodne. Do tego czasu miała zamiar wyjść na chwilę się przewietrzyć, zebrać myśli i uzbroić się w cierpliwość. Jednym zbędnym komentarzem dostarczył jej zbyt wielu emocji, nie była pewna, czy tej cierpliwości wystarczy jej na cały wieczór.

Mark Rosenhall
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Polemizowałbym z tym, kto tu ma wątpliwy gust. - rzucił chłodno, z powagą wypisaną na twarzy, nie spuszczając wzroku z Adeline. Mark oparł się wygodniej na krześle, jakby ta uwaga wcale go nie wytrąciła z równowagi - choć napięcie w jego szczęce zdradzało coś zupełnie innego, bo ani trochę NIE uważał, by miał jakiś słaby gust. Gdyby należał on do słabych, to raczej Rosenhall nie siedziałby na tym spotkaniu ani nie miałby jednych z lepszych wyników w sprzedaży. I Cavington pewnie o tym doskonale wiedziała.
- W dziesiątkę. - skinął głową, bo co, miał udawać, że myślał inaczej? Miał kłamać, skoro już i tak zatopił ten statek? Znaczy, jemu się wydawało, że go zatopił, bo widział wyraz twarzy Adeline.
- Ale nie musisz mi tego tłumaczyć. Wiem, jak i na jakich zasadach to działa. - odparł, przewracając oczami, bo zwyczajnie uważał ten wywód o podważaniu scenariusza za… zbędny. Spojrzał na zegarek, który miał na prawej ręce - rolexa - jakby chciał tym gestem dać znać, że ma nadzieję, że zaraz będzie mógł opuścić tę salę konferencyjną i zająć się swoimi WAŻNYMI sprawami. Dalej czekały na niego maile. I nie tylko one. Jednak zamiast usłyszeć Dziękuję, do widzenia. usłyszał kolejne słowa skierowane w swoją stronę.Miał ochotę głośno westchnąć, ale ostatecznie tylko zaczął pukać palcami o stół.
- Przypominam, że nie o mnie była prezentacja. - rzucił, krzyżując ręce na piersiach. Miał wrażenie, jakby to całe spotkanie przeobraziło się w potyczkę słowną i kto kogo bardziej utopi. Chociaż, jak już wcześniej było wspomniane, on uważał, że wygrał. Zmarszczył na moment czoło, bo nie spodziewał się, że dostanie tylko JEDEN dzień i to nawet nie cały na przygotowanie prezentacji. Spojrzał na Ade wzrokiem mówiącym Ty nie żartujesz? ale zaraz uniósł nieco kąciki ust, bo przecież nie z takich bagien musiał wychodzić. Poza tym zawsze mogła mu dać tylko kilka godzin, by skończył ją jeszcze dzisiaj, a tak… kawka i do przodu. Odeśpi w weekend.
- Do jutra. - powtórzył. - Dobrze. Zrobię i jeszcze będziesz zaskoczona, że można zrobić tak dobrą prezentację. - miał ochotę powiedzieć zajebistą i pewnie by powiedział, gdyby byli sami. Rzecz jasna odpowiedział równie sztucznym uśmiechem.
On nie podziękował. Po prostu wstał, głośno odsuwając krzesło, i czuł, że musi ochłonąć. Zatrzymał się na moment, gdy usłyszał skierowane w jego kierunku słowa.
- Oczywiście. Nie mogę się doczekać. - rzucił przez zaciśnięte zęby, a następnie skierował swoje kroki do dyspozytora z wodą - oczywiście wcześniej wziął kubek, by do niego nalać zimnej wody. Potem wziął paczkę fajek z torby na laptopa i z tym wszystkim poszedł na dach, mając nadzieję, że nikogo tam nie będzie. Gdy znalazł się na świeżym powietrzu, odpalił szluga i zaciągnął się. Podszedł bliżej krawędzi, by zacząć podziwiać widoczki. Lubił patrzeć na miasto z góry. Zaraz jednak usłyszał czyjeś kroki. Chcąc sprawdzić, kto do niego dołączył, odwrócił się. Uniósł brwi, bo nie sądził, że znowu zobaczy Adeline.
- Zaraz jeszcze pomyślę, że mnie śledzisz. - rzucił, wypuszczając powoli dym.Uderzył lekko palcem o papierosa, strzepując popiół, który opadł na beton tuż obok jego buta.

adeline
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nadal nie są poglądy, o których musimy słuchać - zaprzeczyła, ucinając tę szermierkę słowną, która była w tym momencie zupełnie nie na miejscu, o czym dobrze wiedział. Jego wyraźnie zarysowane kontury twarzy wywołały niewielkie drgnięcie kącików jej ust w triumfalnym geście. W przeciwieństwie do niego, jego riposta nie zrobiła na niej wrażenia. Znała swoją wartość, a pewne sprawy nie podlegały dyskusji.
Gdy jednak grubiańsko potwierdził jej słowa, zdusiła w sobie złowrogi pomruk. Ade, nie warto, upomniała się w myślach. Wszyscy na nich patrzyli, nie mógł tak bezczelnie podważać jej autorytetu. Dlatego uniosła wysoko brodę, pokazując, że nie będzie schodziła do jego poziomu.
Mmm, to Ci się chwali - skwitowała, a w tonie jej głosu dało się odczuć nutę drwiny. Irytował ją. Tym, jak patrzył na nią z arogancją w tym swoim ciemnym, drażniąco tajemniczym spojrzeniu, jak lekceważąco przewracał oczami i wykonywał ostentacyjne gesty, żeby udowodnić, jaką męczarnią było dla niego siedzenie na tym spotkaniu. Wywoływał w niej niewytłumaczalnie duże emocje za każdym razem, kiedy do niej mówił, nie kryjąc się z własną niechęcią. Że też musiała z nim pracować.
Inaczej wrócilibyśmy do pracy po jakichś… dwóch minutach? - odparła, przekrzywiając głowę na bok, uroczo się przy tym uśmiechając, choć bynajmniej nie miało to nic wspólnego z przyjaznym odruchem. Nawet była w stanie wyobrazić sobie, jak mogłaby taka prezentacja na jego temat wyglądać, bo prawdopodobnie wystarczyłyby jej maksymalnie dwa slajdy, żeby go opisać. Jako marketingowiec fantastycznie sprzedałaby wszystkim wersję zadufanego w sobie bawidamka i pracoholika. Znała się na rzeczy.
Reakcja Marka na jej zlecenie wydała jej się wystarczająco satysfakcjonująca.
That’s the spirit - uśmiechnęła się odrobinę zbyt arogancko. Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że właśnie postawiła przed nim wyzwanie, niebezpiecznie grając na jego ambicji. Jednocześnie wiedziała też, że nie tylko on będzie musiał się tego wieczoru wykazać. Dla niej też była to forma ćwiczeń cierpliwości i opanowania. Bo jak inaczej mogła przetrwać z nim w jednym pomieszczeniu?
Pójście na dach miało dać jej chwilę oddechu przed ciężkim wieczorem, w który wrobiła ich oboje. Niestety, dopiero grzebiąc w swojej torebce zrozumiała, że swojego iqosa musiała zapomnieć zgarnąć z blatu w kuchni. Westchnęła ciężko i ruszyła do drzwi. Rzadko kiedy paliła, głównie w stresujących sytuacjach, ale od jakiegoś czasu miała ich stanowczo zbyt dużo w swoim życiu. Gdy tylko wyszła na świeże powietrze, jej wzrok momentalnie padł na jeden z jej obecnych stresów.
Zwolniła kroku, na kilka sekund tracąc rezon i zastanawiając się, czy powinna odpuścić i wrócić na dół, ale po chwili uznała, że chowanie się przed nim nie miało sensu. Była Covington, nie pozwalała sobie w kaszę dmuchać.
Tak, bo nie mam nic innego do roboty, tylko uganiać się za Tobą. Jak zapewne wiele Twoich klientek, które olewasz tuż po zakończonej transakcji - mruknęła, strzelając przy tym oczami, bo w tym momencie nie musiała się już przed niczym hamować. Nie była desperatką. Aczkolwiek, gdy widziała tę jego ciemną czuprynę pozostawioną w świadomym nieładzie, i to zuchwałe, zagadkowe spojrzenie, nie mogła zaprzeczyć, że nie rozumiała, co inne kobiety w nim widziały. Z rękoma wsuniętymi do kieszeni płaszcza przystanęła przy nim, spoglądając mu w oczy, które z tej odległości wydawały jej się jeszcze bardziej tajemnicze i intrygujące. Zerknęła na jego papierosa.
Podziel się - rzuciła z wysoko uniesioną brodą w oczekiwaniu, a kąciki jej ust mimowolnie drgnęły ku górze. Była odważna czy nierozważna?

Mark Rosenhall
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Miał ogromną ochotę odpowiedzieć coś w rodzaju To nie słuchaj, aczkolwiek myślę, że niektórzy tutaj chętnie mnie słuchają. Poza tym, jakoś nikt do tej pory mnie nie uciszył… lecz uważał, że posunąłbym się tym o ciut za daleko, dlatego ostatecznie tylko zacisnął pięść pod stołem.
- Jakoś do tej pory nie słyszę żadnego sprzeciwu lub odmiennego zdania. - nie wytrzymał. Musiał to powiedzieć, bo po prostu nie potrafił usiedzieć cicho. W dodatku jeszcze wzruszył ramionami i przejechał wzrokiem po wszystkich zgromadzonych w sali konferencyjnej. Domyślał się, że pewnie po spotkaniu niektórzy będą plotkować, ale no cóż. Sam o sobie plotkować nie zamierzał. Gdyby on byś świadkiem takiego spotkania, gdzie dwójka rozmawia ze sobą w dość… ciekawy sposób, też by potem rozmawiał o tym z innymi. Zazwyczaj spotkania przebiegały spokojnie. Rzadko kiedy dwójka osób skakała sobie do gardeł - dobrze, że noży przy sobie nie mieli.
- Tak, tak. - odparł, machając rękami tak, jakby odganiał jakiegoś latającego insekta - normalnie by powiedział, że dziękuje, lecz zdawał sobie sprawę, że Adeline nie mówiła tego szczerze. I co za tym idzie, wcale tak nie uważała. Widział to też w jej wyrazie twarzy.
Zmarszczył czoło, gdy usłyszał o tym, że prezentacja o nim, skończyłaby się po dwóch minutach. Nim otworzył buzię by coś powiedzieć, chrząknął głośno.
- Chciałaś chyba powiedzieć dwudziestu pięciu minutach, jak nie dłużej. - poprawił Ade i szczerze? Sam mógł o sobie zrobić taką prezentację i gdy tak myślał, to na pewno dużo informacji oraz zdjęć byłoby w niej zawartych - wystarczyło, że sam gap year zawierał sporo ciekawostek o różnych ciekawych miejscach. Szczerze? Ani trochę nie żałował, że się na niego zdecydował. Pozwoliło mu to poznać wiele osób, spróbować wielu smacznych dań, wypić różnych trunków oraz nauczyć się podstawowych zwrotów typu „dzień dobry” po hiszpańsku.
- Indeed. One of a kind. - dodał jeszcze od siebie, całkowicie sarkastycznie i ironicznie, ale szczerze? Chciał jak najszybciej opuścić tę salę i złapać trochę nieświeżego powietrza, bo miał wrażenie, jakby się dusił po tej całej kulturalnej wymianie zdań. Idąc na zewnątrz, zawibrował mu telefon. Wyciągnął go z kieszeni i sprawdził powiadomienia. Oczywiście, pierwsze, na co odpisał, to czat grupowy z braćmi.
Gdy otworzył drzwi, został trochę oślepiony przez słońce, dlatego szybko przystawił rękę, jakby wykonywał daszek. Zaraz potem znalazł sobie takie miejsce, by nic mu po oczach nie dawało. Cieszył się ciszą, dopóki nie dostrzegł, kto zaczął mu towarzyszyć.
- Kto Cię tam wie. - odparł, przewracając oczami, lecz gdy usłyszał, co powiedziała o tym, jak traktuje klientki, można było zauważyć zdenerwowanie na jego twarzy.
- Olewam? Olewam?! - zaczął podnosić ton i zmniejszać odległość, jaka dzieliła go od Adeline. Miał ochotę ją złapać za ramiona i przystawić do barierki, lecz ostatecznie tylko dmuchnął jej dymem w twarz.
- Dbam o nie i z tego, co wiem, są bardzo zadowolone. Gdyby było inaczej, myślisz, że utrzymywałbym takie wyniki? Nie wiem, jak i dlaczego uważasz, że je olewam. - odparł, bo uważał, że sobie to zdanie z palca wyssała albo z jakichś kart wyczytała. Co jak co, ale o klientów naprawdę dbał i starał się, by mieli dobre zdanie o Ironcrest Development.
Gdy usłyszał kolejne słowa Adeline, uniósł jedną brew.
Pardon? Czy ja się nie przesłyszałem?
- A co będę z tego miał? - spytał i po około minucie dał jej papierosa - a konkretniej wręczyłdo reki - którego sam palił, a sam wziął nowego. Zawsze lepszy taki niż żaden, nieprawdaż? Najwyżej go wyrzuci, choć była jeszcze połowa do wypalenia.

Adeline Covington
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na odszczekiwanie Marka pokręciła głową z dezaprobatą. Jego brak dyscypliny nieustannie przyprawiał ją o szybsze krążenie krwi, która pulsowała w jej żyłach, odznaczając się delikatną linią na jej czole.
Rosenhall - zgromiła go wzrokiem - nie zapominaj, gdzie jesteś i z kim rozmawiasz - rzuciła ostrzegawczo, mrużąc przy tym oczy, a w jej oczach rozbłysły złowrogie iskry. Może wyglądała na zwykłą dziewczynę od marketingu, ale jej nazwisko zobowiązywało. Jakkolwiek ojciec ją lekceważył pod względem braku chęci do pozostawienia jej po sobie stanowiska prezesa, tak nie była w firmie równa pozostałym. Nie pozwalała więc na to, by pozostali mogli jawnie ją ośmieszać. To dlatego wszyscy siedzieli cicho. Oprócz Marko Polo. - To nie plac zabaw. A jeśli już naprawdę musisz wymienić się swoimi poglądami, zapraszam na osobności - skwitowała ostatecznie protekcjonalnym tonem. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, że zaraz po całej firmie poniesie się, do jakiego spięcia między nimi zaszło. Musiała jednak dbać o swoją reputację i nie dać się wyprowadzić z równowagi całkowicie.
Dlatego postanowiła dłużej już nie wchodzić z nim w niepotrzebne dyskusje, aż słysząc o tych dwudziestu pięciu minutach prezentacji, wyrwało się z niej parsknięcie.
Nieważne. Finalnie i tak liczy się jakość slajdów, a nie ich ilość - stwierdziła, unosząc przy tym brew niemal w wyzywającym geście. Mówili o prezentacji, ale mimowolnie jej umysł sprowadzał jej myśli do znacznie ciekawszych domysłów, ukrytych w drugim znaczeniu swoich słów. Na szczęście, dość skrzętnie je ukryła, by nikt nie wyczuł jej aluzji. Dwie minuty, czy dwadzieścia pięć, pobudzały jej wyobraźnię. Pytanie tylko, czy chciała zapoznać się z materiałem, który Mark mógłby jej przedstawić, gdyż na razie mężczyzna niewiarygodnie działał jej na nerwy. Na razie zastanawiało ją, jak wytrzyma z nim tę wątpliwej przyjemności współpracę, w którą sama ich wrobiła. Nie miała jednak wyjścia - musiała wykorzystać go do pomocy, żeby nie zbłaźniła się przed zarządem.
Dach był jej miejscem wytchnienia, zaskoczyło ją więc, gdy spotkała na nim tego samego mężczyznę, przed którym próbowała uciec z firmy. Na próżno. Jedyne, co jej pozostało w tym wypadku to uzbroić się w jeszcze więcej cierpliwości. Aczkolwiek tym razem nie zamierzała już gryźć się w język. Jej prowokacja przyniosła efekty, bo już w następnej chwili Mark znalazł się przy niej, aż na twarzy poczuła uderzenie papierosowego dymu. Prychnęła pogardliwie.
Dbasz o nie - powtórzyła, jakby chciała się upewnić, czy dobrze usłyszała. - O wszystkie na raz? Masz na to tyle czasu, biorąc pod uwagę Twoje nadgodziny? Nie jesteś wykończony? - ściągnęła brwi z udawaną troską, lecz po chwili przez jej twarz przemknął zuchwały uśmieszek. Wbrew pozorom wcale nie piła do jego statystyk i oddania pracy, co teraz stało się już bardziej wyraźne, gdy przyglądała mu się z rozbawieniem w oczach, spowodowanym tą jego nagłą urazą. Przypominał jej małego chłopczyka tupiącego nogą, gdy coś nie szło po jego myśli. Aż tak uderzyła w jego czułą strunę?
Czy każda Twoja transakcja musi się z czymś wiązać? - uniosła znacząco brew, a w jej oczach pojawił się błysk, gdy przesunęła spojrzeniem po brunecie. Mimo wszystko zaintrygowało ją to pytanie. Przez kilka sekund rozważała, jak powinna do niego podejść. - Bycie uprzejmym jeszcze nikogo nie zabiło. A Ty powinieneś zacząć punktować, skoro mamy ze sobą współpracować - zauważyła, unosząc kąciki ust wciąż z tym samym rozbawieniem. Miał co nadrabiać, bez wątpienia. Nie zapomni mu tego, jak odzywał się do niej przy wszystkich.
Nie poprosiła o papierosa. Zażądała go. I obserwowała zielenią swoich oczu, jak ostatecznie podał jej trzymaną w ręku nadpaloną fajkę, nieznacznie przy tym pochylając się w jej kierunku, aż do jej nozdrzy dotarł piżmowy zapach jego perfum. Na kilka sekund pozostała w bezruchu, przygryzając wargę. Musiała przyznać, że pachniał bardzo przyjemnie. Szkoda, że w jej przekonaniu nadal pozostawał dupkiem. - To miłe, że tak dbasz o moje zdrowie - przyznała nieco ironicznie, spoglądając na niego niewinnie, po czym wzięła do ust tę fajkę i zaciągnęła się, zatrzymując na chwilę dym w płucach, by po chwili na ciężkim wydechu go wypuścić. W międzyczasie obserwowała, jak Mark podpala sobie nowego papierosa. - To jakimi jeszcze swoimi poglądami chciałbyś się ze mną podzielić? - zapytała, zmniejszając między nimi dystans po to, by z delikatnym uśmiechem na ustach, cały czas patrząc w jego brązowe oczy, wyciągnąć mu z ust papierosa. W jej oczach pojawił się kolejny błysk zawadiackich iskier, kiedy do ręki wręczyła mu tego mocno już nadpalonego. Musiał wiedzieć, że nie zadowalały jej resztki.

Mark Rosenhall
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uniósł brew, gdy usłyszał swoje naziwsko padające z ust Adeline. Czuł się tak jak w czasach szkolnych, gdy nauczycielka zwracała mu uwagę, gdy jej nie słuchał albo słuchał połowicznie, bo jednocześnie gadał z ziomkiem z ławki - aczkolwiek jak miał być szczery, poza skojarzeniem ze szkolnymi czasami, poczuł coś jeszcze. Coś jakby chęć, by wypowiedziała jego nazwisko po raz kolejny. I może jeszcze raz. Czy mi się zdaje, czy kaloryfery jeszcze chodzą? niestety nie miał jak tego sprawdzić, ponieważ po pierwsze, znajdowały się daleko od niego, a po drugie, toczył potyczkę słowną z Ade, więc wyglądałoby dziwnie, gdyby nagle wstał z miejsca, by całkowicie randomowo sprawdzić najbliższy kaloryfer. Przełknął ślinę. Ostatecznie po prostu poza podniesieniem brwiami posłał jej pytające spojrzenie, jakby chciał wiedzieć, czego od niego chce. Co jeszcze miała mu do przekazania?
- Ani przez moment nie zapomniałem. - odpowiedział z powagą w głosie, bo choć jego odzywki mogły sugerować inaczej, on doskonale wiedział i pamiętał, kim oraz czyją córką była specjalistka w dziale marketingu, Adeline Covington. Jakże by mógł zapomnieć? Nie pracował w tej firmie od wczoraj i w sumie zastanawiało go, czy i kiedy nastąpi dzień, kiedy to ona zostanie głównym CEO. Ciekawe, jakby sobie radziła… naprawdę go ciekawiło, jakby wyglądała firma pod jej skrzydłami.
- A ja już zacząłem tworzyć zamki z piasku…- odparł, teatralnie wzdychając i udając, że przyklepuje z obu stron piaskową babkę, którą za dzieciaka formował z mokrego piasku, jaki wrzucał do wiaderka, potem to wiaderko odwracał i przyklepywał łopatką od góry, by dobrze odpadł. W sumie, to chętnie poszedłby na plażę, ale nie żeby bawić się piaskiem, ale popływać, wypić zimne piwko i chwilę poleżeć na ręczniku.
- Żartowałem. - dodał po chwili poważnym tonem, by nikt nie wziął jego poprzednich słów na poważnie. Tak, zdarzało mu się żartować.
- Mogę dać słowo, że slajdy byłyby wręcz zaje…- chrząknął, bo dotarło do niego, że sala wciąż była wypełniona innymi osobami. - bardzo dobrej jakości. dokończył z lekkim uśmiechem, jakby był wręcz pewien, że każdy slajd byłby bardzo… zadowalający. I ciekawy. Gdyby ktoś chciał się z nim założyć, czy prezka o nim samym spodobałaby się Adeline, wszedłby w to bez większego zastanowienia.
Będąc na dachu, nie myślał o prezentacji pt. Me, myself and I ponieważ chciał się wyciszyć, choć w głowie mu szumiało. A potem usłyszał głos, który słyszał całkiem niedawno, i wiedział, że nici ze złapania oddechu.
Zaskoczyło go, że ciągnęła temat jego klientek, aczkolwiek trochę nawet mu to zaczęło jakby schlebiać? Niezbyt wiedział, jak powinien tę rozmowę interpretować, ale oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie powiedział:
- Może chciałabyś doświadczyć tego, co one, żeby się przekonać, jak o nie dbam, hm? - poruszył brwiami. - A może… jesteś po prostu zazdrosna? Powiedz. Szczególnie że niektóre klientki są dość… wyzywające i wymagające. - dodał, przypominając sobie niektóre panie, przy których nie wystarczyło się tylko ładnie uśmiechnąć. Domyślał się, do czego piła, i specjalnie odpiął górny guzik koszuli, którą miał na sobie, oraz zrobił krok, zmniejszając odległość między nimi oraz przymrużając oczy. Testował ją i sprawdzał granicę z całkowicie czystej ciekawości.
- I czy wyglądam na wykończonego? Chociaż na jakiś masaż z chęcią bym się wybrał, więc jeśli nagle przejmujesz się moim samopoczuciem, możesz dać mi jakiś voucher na niego. Tylko byle na relaksacyjny. - oczywiście sam mógł się na takowy masaż wybrać, lecz skoro już padło pytanie, czy nie był wykończony, to postanowił zapytać, czy przysługuje mu benefit w postaci vouchera na masaż, bo tak, od jakiegoś czasu chodził dość… spięty. Ostentacyjnie odciągnął ramiona do tyłu, prostując się przy tym i spinając barki.
Słysząc kolejne pytanie, uniósł brew, lecz nie odpowiedział od razu, a dopiero po dłuższej chwili.
- To ewaluacja… czy już zaczynasz zbierać materiał o mnie? spytał całkowicie poważnie, bo miał wrażenie, jakby właśnie trafił na dywanik i miał się tłumaczyć z tego, w jaki sposób pracował, aż pod koniec swojej pytającej odpowiedzi.
- Może tak, a może nie… - dodał zaraz, podnosząc ramiona i powoli je opuszczając. Postanowił zagrać tajemniczego, bo z jakiej racji miał udzielać odpowiedzi na to pytanie? Ogólnie istniało prawdopodobieństwo, że Adeline dowie się tego w swoim czasie. Marko (Polo) nie chciał od razu odkrywać swoich kart. Chciał się trochę podroczyć, zobaczyć reakcje Adeline, obserwować, dokąd ta ich rozmowa zmierzała… A jeszcze się nie pozabijali, więc było (chyba) nieźle.
- Potrafię być uprzejmy, kiedy trzeba. Dla klientek zawsze jestem. - odparł, wzruszając ramionami, i doskonale wiedział, że Adeline miała rację. Skoro mieli współpracować, należało spróbować zakopać topór i po prostu, profesjonalnie podejść do zadania, by po wykonaniu postawić znaczek “check” na swojej wyimaginowanej liście.
- Widzisz, troskliwy też potrafię być. - rzucił nagle, posyłając Adeline ironiczny uśmiech. Obserwował spokojnie, jak zaciągała się papierosem i wypuszczała dym, jakby analizował to równie uważnie jak jej słowa i gesty… a potem sam zrobił dokładnie to samo - zaciągnął się i wypuścił dym w bok, mrużąc przy tym lekko oczy.
Słysząc pytanie, wzruszył ramionami, bo, szczerze powiedziawszy, nie zastanawiał się nad tym.
- Będę zamawiał na kolację coś z meksykańskiej knajpy więc obyś lubiła ostre jedzenie. - powiedział, specjalnie kładąc nacisk na przedostatnie słowo. On lubił pikantne dania ze względu na wyrazistość i intensywny smak. Zaciągnął się papierosem i przez moment obserwował, jak dym unosi się między nimi.
Natomiast zaskoczyło go to, co stało się w następnej chwili, tj. gdy nagle zabrała od niego papierosa. Stał przez chwilę bez ruchu, jakby jego system operacyjny się „zawiesił” - niczym figura z lodu albo pomnik. Absolutnie nie przypuszczał, że Adeline wykona taki ruch. Przez moment tylko patrzył na jej dłoń, jakby sprawdzał, czy to naprawdę się wydarzyło. Dopiero po chwili uniósł powoli brew i prychnął.
- … serio? - rzucił cicho, bardziej z niedowierzaniem niż złością. Dopalił więc tę resztkę, a gdy Adeline uniosła papierosa, żeby się zaciągnąć, Mark nagle chwycił jej nadgarstek. Nie mocno - bardziej stanowczo niż agresywnie. Zatrzymał jej ruch na ułamek sekundy, a następnie pochylił się do przodu i bez słowa zaciągnął się papierosem, który trzymała, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Po wypuszczeniu dymu, zaciągnął się jeszcze raz i dopiero po trzecim razie puścił jej dłoń.

Adeline Covington
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ironcrest Development”