25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła się tego spodziewać, że w przypadku Rowana wystarczyło się po prostu uśmiechnąć. Zresztą, czy tak nie było z większością facetów? Pewnie nie trzeba było się nawet specjalnie starać. Z kobietami bywało jednak inaczej. Nie zawsze wystarczał uśmiech. Nie zawsze działał ten sam zestaw trików, który bezbłędnie sprawdzał się przy facetach. Czasem musiała lepiej wyczuć grunt. Zdarzało się też, że musiała się naprawdę nagimnastykować, żeby zdobyć czyjąś uwagę i ją utrzymać. I wbrew pozorom, wcale jej to nie przeszkadzało, chociaż nieczęsto trafiała na sytuacje, które wymagały od niej więcej niż standardowego zestawu uśmiechów i spojrzeń, ale kiedy już się zdarzały, to naprawdę potrafiła je docenić. Bo Kira Finch uwielbiała wyzwania.
Uniosła wysoko brwi, kiedy zawartość puszki znalazła się na dłoni Daisy. Była aż tak zestresowana tym wyzwaniem? Teraz Finch zaczęła się zastanawiać, czy może jednak nie przesadziła? Może powinna dać jej coś łatwiejszego? Szybką przebieżkę wokół parku albo wspięcie się na to niewysokie drzewo, które zaczynało kwitnąć, puszczając białe pąki? A tak od razu rzuciła ją na głęboką wodę. Tylko tutaj nie było miękkiej gry!
Ale Whitmore szybko spijała nauki z jej ust. I pianę z puszki. Testowy podryw wychodził jej całkiem swobodnie. Kira złapałaby się na to od razu.
Na pewno jesteś w stu procentach hetero? — zażartowała, kiedy dłoń menadżerki opadła swobodnie na jej kolano. — Albo że nie masz żadnej wprawy we flircie? Chyba mnie okłamujesz — zażartowała podobnym tonem, a potem parsknęła, do czego przyczynił się tekst o numerze telefonu. — To byłoby zdecydowanie zbyt proste. Mój możesz w każdej chwili wygrzebać sobie z bazy danych — powiedziała, chociaż najprościej to byłoby po prostu poprosić. Ale to również byłoby zbyt łatwe!
Chciała ją jeszcze podpuścić, jednak w tym momencie Whitmore poderwała się z ławki. Finch obserwowała jej poczynania znad swoje puszki z piwem.
Dasz sobie radę — uniosła kciuk w pokrzepiającym geście. — Jesteś gotowa — powiedziała, jakby wysyłała właśnie młodego, niedoświadczonego rycerza Jedi na pierwszą, poważną misję. — Dopiero wymyśliłam ci wyzwanie i już mam główkować nad karą? Więcej wiary — zaśmiała się krótko, ale jeśli faktycznie jej nauki pójdą w las, to chyba będzie musiała coś wykombinować. Ale o to będzie martwić się później. — Jak się nie pospieszysz, to zaraz sobie stąd pójdzie — wskazała podbródkiem w kierunku, w którym spacerowała młoda kobieta.
Upiła kilka łyków piwa, czekając aż Daisy oddali się na kilka metrów. A kiedy oddaliła się nieznacznie od ławki, Kira zsunęła się z oparcia, zmieniając pozycję.
Hej, Whitmore! — zawołała jeszcze za nią w oczekiwaniu, aż menadżerka spojrzy przez ramię. — Jak ci się nie uda, to nie masz po co wracać! — rzuciła żartobliwym tonem, wcale nie pomagając jej pozbyć się stresu.
Z kolei kobieta, która czekała aż jej pies załatwi kolejne potrzeby pod drzewem, przystanęła w miejscu i zerknęła z zaciekawieniem w stronę Daisy.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno była hetero.
A przynajmniej tak uważała przez całe swoje życie. Bo jak mogła to w ogóle podważać, skoro od ponad trzynastu lat była w szczęśliwym związku? Dobra, może słowo szczęśliwy było nieco naciągane, ale z pewnością nie było to coś, czymś dzieliłaby się z Finch. Dlatego też pozwoliła sobie zignorować jej pytanie i jedynie skomentować to szerokim uśmiechem oraz wzruszeniem ramion. Zaś na uwagę zagarnięciu numer z basy danych, przewróciła oczami.
A co to za wyczyn zgarnięcie numeru z arkusza? — prychnęła, przyglądając się Kirze uważnie. — Nie lubię jak jest za prosto — skwitowała zadowolona i… puściła jej oczko? Naprawdę to zrobiła? Najwidoczniej. Nie było to w jej stylu, dlatego zacisnęła mocniej palce na puszce i przechyliła ją, przyciskając mocniej do ust. Wyzerowała do końca całą zawartość, chociaz jej zachowanie mogłoby sugerować, że może powinna już przystopować z alkoholoem? Może. Całe szczęscie i tak już się skończył, więc problem jakby na to nie spojrzeć, rozwiązał się sam.
Ta kara miała być po prostu dla dodatkowej motywacji — wyjaśniła, kręcąc głową. — Ale niech ci będzie. W takim razie idę na pewne zwycięstwo — oznajmiła dumnie, wypinając pierś do przodu. Wolną dłonią sięgnęła do kurtki, poprawiając ją sobie i delikatnie rozpinając, ukazując kawałek dekoltu. skoro już podrywać jakąś randomową kobietę w parku, to trzeba było to zrobić z klasą, prawda? — Potrzymaj mi piwo — rzuciła i wcisnęła pustą puszkę w dłonie Finch. Tak naprawdę mogła ją po prostu wyrzucić, ale zamiast to zrobić, przekazała ją Kirze, a sama skierowała się w stronę kobiety z psem.
Niby były to żarty, niby tylko mały, niewinny zakład, a jednak… serce Daisy zabiło mocniej. Stresowała się? Chyba tak. Chociaż sama do końca nie wiedziała czym. Rozmową z kobietą? Flitrem? Czy może jednak tym, że w ogóle przystała na tak odklejony pomysł? Przecież ona miała męża! Czy takie coś w ogóle podchodziło pod zdradę? Powinna powiedzieć o tym Rowenowi? Pytania mnożyły się w jej głowie i nim zdążyła odpowiedzieć na którekolwiek z nich, już znalazła się obok nieznajomej brunetki.
Złapała w płuca więcej powietrza, a przez głowe przemknęła jej myśl, żeby jednak się wrócić. Problem w tym, że dziewczyna już na nią spojrzała pytająco, a to oznaczało jedno: nie było odwrotu.
No więc zagadała. Dokładnie tak, jak uczyła ją Finch. Dodała do tego pełne zainteresowania spojrzenie w oczy i dołożyła krótkie przywitanie z jej psiakiem. Rozmawiały może niecałe pięć minut. Kira chociaż nie słyszała ich rozmowy, mogła widzieć uśmiechnięte twarze oraz śmiech kobiety, który wybrzmiał gdzieś w połowie konwersacji. Po chwili Daisy wróciła na ławkę i usiadła na niej z impetem. Na polikach miała wielkie, czerwone wypieki. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenie Finch. Wiedziała, że blondynka czekała na odpowiedź, ale Whitmore jeszcze troche przetrzymała ją w niepewności, dopiero po chwili odwracająć się w jej stronę.
Dostałam — oznajmiła zadowolona. — Ale dawno się tak nie stresowałam! — dodała z głośniejszym westchnieniem. Z kieszeni wyciągnęła telefon, na którym pokazała Kirze świeżo wpisany numer telefonu. — Ustawiłyśmy się na spacer po parku z psami w przyszłym tygodniu — szkoda tylko, że Whitmore swojego wcale jej nie dała, a już na pewno nie miała zamiaru kiedykolwiek oglądać tej kobiety więcej w swoim życiu! Oby!

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakodowała to mrugnięcie, gdzieś tam w duchu podważając orientację Daisy, chociaż nie miała do tego żadnych podstaw. Puszczenie oczka jeszcze o niczym nie świadczyło. Kilkunastoletnie związek i małżeństwo z mężczyzną już tak. Ale czy na pewno? Tego chyba nawet sama Finch nie potrafiła stwierdzić. Nie sypiała się z zajętymi kobietami. Z reguły. Zdarzyło się raz czy dwa, może dziesięć, ale często dowiadywała się o tym po fakcie. Nie miała w zwyczaju pytać, że jakaś dziewczyna była zajęta, skoro same wskakiwały jej do łóżka. Kira nie miała sobie nic do zarzucenie, chociaż swoje miała za uszami.
Dzierżyła w dłonie dwie puszki - jedną własną, a drugą należącą do Whitmore. Uważnie patrzyła, jak menadżerka zbliża się do kobiety i zagaduje. Kobieta z psem zatrzymała się w miejscu, wdając się z nią konwersację. Dyskutowały o czymś zawzięcie przez kilka dni i Finch szczerza żałowała, że nie miała jakieś super mocy, żeby móc je podsłuchać. Na co dzień wcale nie potrzebowała takiej umiejętności, ale na tę jedną, krótką chwilę na pewno by jej się przydała.
Poprawiła się na ławce, nachylając do przodu, jakby to miało dać jakich efekt. Słyszała śmiechy i szczekanie psa, którego Daisy podrapała za uchem. W świetle latarni widziała uśmiechy oraz rękę Whitmore wsuwającą się do kieszeni kurtki po telefon Wtedy Kira miała już dziewięćdziesiąt procent pewności, że wszystko poszło tak, jak należy. Wolała zostawić sobie jednak mały zapas, gdyby jednak była w błędzie.
Dostrzegłszy, że menadżerka macha kobiecie na pożegnanie i zaczyna wracać, wyprostowała się natychmiast, dopijając swoje piwo. Pustą puszkę wcisnęła do stojącego przy ławce kosza na śmieci, czekając aż Daisy do niej dołączy. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to czerwone policzki, które mogły świadczyć zarówno o wstydzie, jak i o podekscytowaniu. Czekała z nieukrywaną niecierpliwością aż ta zacznie mówić, jednocześnie zmuszając ją do tego mówienia natarczywym spojrzeniem.
Wiedziałam, że się uda! — zaśmiała się głośno i oddała jej piwo, żeby mogła przepić stres. — Masz wrodzony talent — pokiwała z entuzjazmem głową. — I urodę. Tutaj nic nie mogło pójść nie tak — stwierdziła, co nie było absolutną prawdą. Nie tak mogło pójść dosłownie wszystko, ale o tym nie zamierzała wspominać. — O wow, nie dość, że masz jej numer to jeszcze umówiłaś się z nią na randkę? Szybka jesteś — sprzedała jej zadziornego kuksańca w bok.
Nie mówiła poważnie. Obie wiedziały, że Whitmore i tak nic z tym nie zrobi. Miała męża. To dość istotny szczegół. Bycie hetero jeszcze niczego nie definiowało, ale posiadanie męża? Owszem.
Skoro nie skorzystasz z numeru, to może ja to zrobię? — uniosła wymownie brwi, uśmiechając się przy tym nonszalancko. Kobieta, która dała Daisy kontakt, mogłaby się trochę zdziwić, że zamiast nieznajomej z buldogiem francuskim, na spacerze w parku pojawiła się jeszcze bardziej nieznajoma z dobermanem.
Sięgnęła po trzecią już puszkę i otworzyła ją z głośnym pstryknięciem.
Ale daj mi tu więcej szczegółów. Jak było? Jak ma na imię? O czym rozmawiałyśmy? Była zaskoczona? — zasypała ją pytaniami, nie dając ani chwili wytchnienia. Lepiej wyciągnąć z niej wszystko na świeżo, bo z tego stresu to zaraz o wszystkim zapomni!

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej jedna z nas we mnie wierzyła — zaśmiała się zaraz po tym, jak Kira oznajmiła, że w i e d z ia ł a, że jej się uda. Daisy w porównaniu do blondynki nie miało w sobie za grosz takiej pewności siebie, szczególnie we własne umiejętności flirtu, jednak dobrze było wiedzieć, że ktoś inny za to nadrabiał za nie obie. Wrodzony talent na flirtowanie brzmiał świetnie, szkoda tylko, że Whitmore raczej w tym życiu już nie będzie miała okazji go praktykować. Ta sytuacja z kobietą zdecydowanie powinna pozostać jedynie jednorazowym wygłupem i nie było co tego powtarzać. Jeszcze by się jej spodobało i co wtedy?
W sumie to nie wiem, czy to randka — wzruszyła ramionami, przejmując piwo do Finch. Zacisnęła mocniej palce na puszce i od razu przystawiła ją do ust, zgarniając kilka większych łyków. Serce wciąż waliło jej mocno w piersi, a policzki paliły. I szczerze? Nie pamiętała, kiedy ostatni raz się tak czuła. — Może po prostu spodobał się jej fakt, że mój pies ma na imię Salami? Bo to w sumie to to ją tak rozbawiło — wyjaśniła, powołując się na sytuację, którą Kira musiała widzieć nawet z daleka, kiedy to kobieta ryknęła głośno rozbawiona, zaraz przed tym, jak dała Daisy swój numer telefonu. Istniało więc bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że tak naprawdę to po prostu chciała się spotkać z jej psem, a nie samą Whitmore.
Kira za to zdawała się chcieć wiedzieć wszystko, łącznie z imieniem ofiary i wszystkiemu, co towarzyszyło energicznej wymianie pomiędzy drzewami, dlatego Daisy poprawiła się na ławce i przekręciła nieco bokiem, by dobrze ją widzieć.
A co ty taka ciekawska, Finch? — puściła jej oczko, po czym złapała jeszcze kilka łyków piwa. — Nie no, a tak serio to było… przerażające, nie wiem, straszne. A przynajmniej nie początku. Bo pierwsze, co sobie pomyślałam, to co jak ta kobieta okaże się po prostu hetero i spławi mnie tekstem, że ma faceta… — wystawiła palec w stronę Finch, patrząc na nią poważnie. — A tego akurat nie przerabiałyśmy na naszym szkoleniu, jak sobie radzić z odrzuceniem. No ale chyba było okej, chociaż na początku zagadałam ją trochę jak jakiś creep, bo spytałam, czy nie boi się sama chodzić po parku o tej porze, ale całe szczęście podłapała temat i nie zaczęła uciekać — zaśmiała się sama do siebie, kręcąc głową z niedowierzaniem. Prawda jest taka, że gdyby to do Daisy ktoś podszedł w takiej scenerii, albo wyciągnęłaby z kurtki gaz pieprzowy albo autentycznie zaczęłaby uciekać. Całe szczęście kobieta okazała się mieć większe jaja od Whitmore. — Ma na imię Flora, w mieszka w okolicy i jest uwaga: zaklinaczką psów — zrobiła wielkie oczy na Finch, cytując dokładne słowa dziewczyny. — Za cholerę nie wiem, co to znaczy, ale powiedziałam jej, że brzmi zajebiście i chętnie zobaczę, jak je zaklina — chociaż teraz, jak tak o tym myślała, całe szczęście, że jednak nie pójdzie się z nią spotkać, bo jeszcze coś by zrobiła z Salamim. A ten pies już i tak wszystkiego się bał i niekiedy zachowywał jak opętany.
Ale jak chcesz, to chętnie dam ci jej numer — skwitowała po chwili, wracając do poprzednich słów Kiry. — Dogadałybyście się — dodała i upiła trochę piwa. Dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że mogło to wybrzmieć dziwnie. — Chodziło mi o to, że Flora wydawała się bardzo pewna siebie i taka… zadziorna, o — czy Daisy właśnie nazwała Kirę zadziorną? Chyba tak. Chociaż nie znała jej dobrze ani długo, przez te kilka spotkań zdążyła jednak zauważyć, że Finch miała bardzo silny charakter. Nie dawała sobie wchodzić na głowę, a w tym wszystkim chyba lubiła zaczepiać.

:kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Polecam się na przyszłość — powiedziała takim tonem, jakby była gotowa wierzyć w Daisy we wszystko, co kiedykolwiek zrobi. A na pewno we wszystko, co byłoby związane z flirtem. Mogła być jej hypemenką, czemu nie? Tylko pojawiał się mały problem w postaci szanownego małżonka menadżerki, ale podobno facet nie ściana, a każdy wagon można odczepić. Nie, wróć. Myślenie Finch szło w zupełnie niewłaściwym kierunku! Przecież miała w planach nikomu rozwalać małżeństwa. Co bóg złączył, Kira człowiek niech nie rozdziela, czy coś takiego.
Kiwnęła z aprobatą głową. Whitmore zdołała rozbawić swoją potencjalną randkę, a to już połowa sukcesu! Będąc na miejscu kobiety, zareagowałaby w podobny sposób. Zresztą, czy nie parsknęła śmiechem, kiedy dowiedziała się, jak wabi się psiak menadżerki? Salami to dość... oryginalne imię dla czworonoga.
Ciekawska, wścibska, wtryniająca nos w nieswoje sprawy — zaczęła wyliczać na palcach i pewnie znalazłaby jeszcze więcej epitetów, którymi mogłaby określić ją Daisy i z którymi raczej się nie utożsamiała. No dobra, lubiła wiedzieć rzeczy, ale kto nie lubił? — Straszne? — nie mogła powstrzymać się od krótkiego śmiechu. Faktycznie wyzwanie mogło okazać się dla Daisy dość przerażające, ale nie przypuszczała, że aż tak! — Uwierz, jeśli byłabyś facetem i zaczepiłabyś ją po ciemku, pewnie szybko dałaby nogę. Albo poszczuła cię psem. Albo jedno i drugie — stwierdziła, ale opcji w rzeczywistości była znacznie więcej. Kobieta mogła zadzwonić na policję i zgłosić, że ktoś ją nagabuję. Na szczęście Whitmore nie była facetem, czym natychmiast wzbudzała zaufanie. A jeszcze jak opowiadała o swoim psie, to już w ogóle!
Zaklinaczką psów? — powtórzyła, unosząc wysoko brwi. — Co to znaczy? Jest behawiorystką i trenerką? Czy rzuca na nie jakieś uroki? — właściwie Kira nigdy nie potrzebowała korzystać z takiej form pomocy. Nyx zawsze była posłuszna i ułożona. Ale na pewno istnieli na świecie ludzie, którzy nie potrafili poradzić sobie z własnymi psami.
Nie mówiła poważnie z tym numerem. Gdyby chciała, sama zagadałaby do Flory, dlatego jedynie pokręciła głową i zmrużyła oczy, przyglądając się uważnie Daisy.
Masz mnie za zadziorną? To chyba nie robię najlepszego wrażenia — uśmiechnęła się pod nosem, bo faktycznie czasami zachowywała się tak, jakby wyżej srała niż miała dupę, ale chyba czasami tego nie zauważała. Albo nie chciała widzieć. — I co jeszcze o mnie powiesz, skoro tak mnie komplementujesz? — upiła kilka łyków piwa i założyła nogę na nogę, nachylając się w kierunku Whitmore. — Jestem zabawna? Mądra? Całkiem ładna? No dalej, masz znakomitą okazję, żeby podszlifować swój flirt, zanim zobaczysz jak Flora zaklina psy — czy Finch ją podpuszczała? Może, ale tylko odrobinkę! Zabawne, to było to, że chyba obie zaczynały wierzyć w to, że Daisy faktycznie spotka się z tą całą Florą. Jakby Rowan istniał, ale tylko w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żebym ja jeszcze sama wiedziała — machnęła ręką, kręcąc głową z niedowierzaniem. Daisy nie miałą bladego pojęcia, co mogło znaczyć, że Flora była zaklinaczką psów. — Może odmawia nad nimi jakieś modły? — istniała przecież taka opcja. W końcu chodzili po świecie ludzie, których powołaniem było bycie szamanem, rozmowy z bożkami i innymi duchami, to może inni łapali lepszy vibe ze zwierzętami? Może mogli się z nimi porozumiewać? Rozmawiać? Wysłuchać ich potrzeb? A może była to jedna wielka bujda na resorach, bo taki scenariusz również trzeba było wziąć pod uwagę. Mogło się okazać, że kobieta z parku była jedynie trenerką za to bardzo uduchowioną, przez co nadała sobie tytuł zaklinaczki. I może Whitmore wyszłaby z założenia, że okaże się przy następnym spotkaniu, ale przecież prawda była taka, że nic się nie okażę, bo Daisy nie miała zamiaru już więcej się z nią widzieć. Chyba im obu z Kirą zostało życie w słodkiej nieświadomości. Szczególnie, że Finch również nie chciała numeru Flory.
Chciała za to potorturować Daisy jeszcze trochę, zaczepiając ją w sprawie jednego słowa, które wypowiedziała szybciej, niż zdążyła pomyśleć. Nazywając Kirę zadziorną wcale nie miała nic złego na myśli. Ani razu nie pomyślała o niej w negatywy sposób i nawet zadziorność odbierała jako cechę pozytywną. W przeciwieństwie do Kiry.
A czemu tak uważasz? — spytała, upijając kilka łyków piwa, przyglądając się jej uważnie. — Czemu wydaje ci się, że nie robisz najlepszego wrażenia? — może nie powinna się tak dopytywać, grzebać w tematach, na które nawet nie powinny rozmawiać, ale z drugiej strony… może drugiej takiej okazji już nie będzie? W końcu cały dzisiejszy wieczór był jednym, wielkim przypadkiem. Efektem długich nadgodzin spędzonych w biurze i potrzeby napicia się. Równie dobrze mogły wycisnąć z tych chwil do cna. I Kira chyba zamierzała, w momencie, w którym zaczęła wymuszać na Whitmore, żeby ta porzucała w jej stronę trochę komplementów.
A do czego ci moje komplementy? — spytała bezczelnie, lustrując jej zachowanie i również nachylając się w jej kierunku. Łokcie oparła na kolanach a puszka piwa przeleciała z jednej dłoni do drugiej. I z powrotem. — Jesteś przecież chcącą pewnością siebie — zauważyła. I z pewnością nie była jedyną, która tak uważała. Sposób, w jaki Kira się nosiła, jasno sugerował, że miała wysokie poczucie własnej wartości, wiedziała, że nikomu nie musi nic udowadniać i to była cecha, którą akurat Whitmore w niej podziwiała. Było też kilka innych… — I oczy masz niczego sobie — dodała, a przelotny uśmiech mignął na jej twarzy. Delikatny, nie za szeroki, bardziej zalotny niż przepełniony rozbawieniem. Czyli jednak miała zamiar dać jej to, o co prosiła? — Zajebiście ładne nawet bym powiedziała — a przecież Daisy nie mówiła takich rzeczy. Po pierwsze nie chodziła i nie komplementowała ludziom oczu, a po drugie zdecydowanie nie nazywała ich zajebistymi. — Do tego faktycznie zdarza ci się powiedzieć czasami coś zabawnego — często nawet, jednak z tym wyznaniem postanowiła nie przesadzać. W końcu trzeba było zostawić trochę miejsca a domysły? Przystunęła się jeszcze bliżej, przechylając głowę, by uważniej przyjrzeć się twarzy Finch. Nawet nie zauważyła momentu, w którym ich kolana delikatnie się ze sobą zetknęły. — Świetnie prowadzisz. Znasz się na tym, co robisz i…. — sama Daisy nie była pewna, czy dalej mówiła o pracy, czy może o czymś zupełnie innym, bo w pewnym momencie jej spojrzenie mimowolnie zjechało wzdłuż policzków, na lekko rozchylone usta Finch. Serce zabiło jakoś szybciej, w brzuchu coś się jej zacisnęło, ale tym razem się nie odsunęła. Za bardzo intrygowało ją to nowe zjawisko w jej ciele, żeby tak po prostu z niego rezygnowała. I to wszystko za sprawą zabawy w flirt?

:kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyobraziła sobie, jak Flora wymachuje nad psami jakimś kadzidłem, próbując rzucić na nich czar posłuszeństwa. Kto wiem, może to działało też na ludzi? Może niespodziewanie rzuciła właśnie urok na samą Daisy? Chyba faktycznie będzie musiała przekonać się o tym podczas następnego spotkania. A mówiła o tym w taki sposób, jakby to naprawdę miało się odbyć. Kira podejrzewała, że przemawiał przez nią alkohol i sama ekscytacja tym niewinnym flirty.
Bycie zadziorną to nie jest raczej zbyt pozytywne określenie — stwierdziła po chwili namysłu. — Gdzieś mi się obiło o uszy, że nie robię najlepszego pierwszego wrażenia, ale podobno zyskuję przy bliższym poznaniu — uniosła palec, jakby chciała to zaznaczyć i podkreślić, żeby Whitmore nie zrażała się od razu. Ale przecież już miały okazję do rozmów. Ba, Finch nawet pomogła jej w wyborze nowego samochodu, czym chyba zyskała jakieś dodatkowe punkty.
Poprawiła się na ławce, wsłuchując się w komplementy. Chciała wtrącić, że tylko żartowała i wcale ich nie potrzebowała, ale menadżerka zaczęła ją zachwalać, czego Kira zupełnie się nie spodziewała. Nie dlatego, że nie znała swojej wartości, ale dlatego, że Daisy patrzyła na nią... Właśnie tak. Nic dziwnego, że Finch nie zdecydowała się jej przerwać. Kto nie lubił być wychwalany pod niebiosa? To znaczy, na pewno istnieli ludzie, których komplementy płoszyły i zawstydzały, ale należała do takich osób. Chłonęła wszystkie pochwały, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Była pewna siebie, miała ładne oczy (to po mamie), wszystko się zgadzało. Nawet nie miała czego korygować. Odezwała się dopiero, kiedy wspomniała Whitmore wspomniała o poczuciu humoru.
Czasami zdarza mi się powiedzieć coś zabawnego? — przycisnęła rękę do piersi, jakby naprawdę ją to zabolało. — To naprawdę paskudne, że tak uważasz — pokręciła głową z udawaną obrazą. Ale zaraz szybko nią pokiwała z aprobatą, bo co do tego, że była świetnym kierowcą, nie było żadnej wątpliwości. To chyba pochlebiało jej najbardziej.
Bo jak często zdarzało się, żeby kobiety tak dobrze radziły sobie za kółkiem? Kira od lat brała udział w nielegalnych wyścigach, gdzie była praktycznie jedyną dziewczyną. Od czasu do czasu przewiały się jeszcze jakieś inne, ale szybko rezygnowały z zabawy. To nie był jednak sport do wszystkich. No i trzeba było mieć mocny mental, żeby nie dać się stłamsić bandzie facetów.
I? — uniosła jedną brew w oczekiwaniu na dalszą część. Ale Daisy, zamiast kontynuować, zaczęła wodzić wzrokiem po jej twarzy. Widziała, jak spojrzenie zatrzymuje się na ustach i Finch naprawdę miała świetną okazję, żeby to wykorzystać. Nachyliła się w kierunku menadżerki, ale w ostatniej chwili zdzieliła się w myślach po gębie. To był strasznie durny pomysł. Odchrząknęła i błyskawicznie dopiła swoje piwo. — I to jest ten moment, w którym zamawiam ci Ubera — powiedziała, co było do niej zupełnie niepodobne. — Dopijaj piwo i będziemy się zbierać. Zrobiło się strasznie późno — zerknęła wymownie na swój nadgarstek, na którym nosiła smartwatcha. To akurat była prawda, było już grubo po północy. Ależ się zasiedziały!

Daisy ❁❀✿
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama nie wiedziała.
Dla niej słowo zadziorny akurat kojarzyło się wyłącznie pozytywnie. Jasne, była cienka granica pomiędzy zadziornością a bezczelnością, ale akurat Kira bardzo dobrze ważyła pomiędzy sobą te dwie cechy. Nie bywała bezczelna w swoich słowach, a przynajmniej Whitmore wcześniej tego nie odczuła.
Odczuła za to coś zupełnie innego.
Dziwnego. Śmieszne uczucie, którego przez lata trochę jej brakowało: ekscytację. Obecność Kiry ją ekscytowała. Sprawiała, że Whitmore wiecznie wychodziła ze swojej strefy komfortu. Zaczynając od jazdy próbnej samochodem, kiedy to Finch przekonała ją do przetestowania maksymalnego rozpędzenia pojazdu, a kończąc na zagadywaniu przypadkowej kobiety z psem i proszenie jej o swój numer telefonu. Daisy na codzień nie robiła tak odklejonych i szalonych rzeczach. Coś co dla innych mogło być normalne, dla niej było po części przekraczaniem granic. I to w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Nawet teraz — kiedy siedziały na ławce, zaczepiając się nawzajem — czuła ekscytacje. Wiedziała, że było to tylko takie gadanie, pijackie zaczepki, ale poruszało to w niej jakieś głęboko skryte nastoletnie odczucia, za którymi nawet nie wiedziała, że tęskniła. Dlatego szła w to dalej, pogłębiała to doświadczenie, tylko już po chwili Kira się wyprostowała i oznajmiła, że czas się zbierać.
Oo proszę i kto tutaj nie umie się bawić! — zacmokała z niezadowoleniem. Zdawała sobie sprawę, że Kira z pewnością umiała się bawić i to pewnie dużo lepiej niż sama Whitmore, ale pogadać i tak sobie mogła, prawda? — A ja myślałam, że miło nam się siedziało — dramatyzowała, jednak już po chwili poszła za poleceniem Kiry i zabrała się za zerowanie ostatniej puszki z alkoholem, jaka im została. Nie było tego dużo, dlatego już po chwili wstawała z ławki i ruszyła w stronę kosza na śmieci. Oczywiście zamiast odstawić śmiecia jak na kulturalnego człowieka przystało, Whitmore zatrzymała się jakiś metr przed i spróbowała trawić. Chybiła. Rzut który wykonała był mocno dwa na dziesięć. Na koniec podniosła puchę i wrzuciła ją do środka obrażona, w głowie zwalając pudło na wiatr, który nagle zawiał.
Czekaj, to ja nam zamówię — machnęła ręką, gdy tylko zobaczyła, że Kira sięga po telefon. — Mam podpiętą kartę firmową — a przecież z takich benefitów grzechem byłoby nie skorzystać. Szczególnie, że jakby na to nie spojrzeć, obie wracały z firmy po zrobieniu całkiem sporo nadgodzin. To że nagle zboczyły do parku na piwo było przecież niewielkim dodatkiem, o którym nikt nie musiał wiedzieć. — Musisz mi tylko podać adres, to zaraz dodam przystanek — uśmiechnęła się ciepło do Finch, a gdy ta podała jej odpowiednią ulice, wbiła wszystko w aplikacje. Uber przyjechał w miarę szybko. Za szybko. Zdążyły przegadać tylko dwa kolejne tematy, a Daisy jeszcze dopytała się Kiry, czy powinna dać znać kobiecie od psa, że jednak się nie spotkają.
Kiedy wróciła do domu oczywiście czekała ją reprymenda od Rowena. Mąż zarzekał się, że nikt normalny nie pracował o tej porze, a kiedy tylko wyczuł od Whitmore alkohol, oznajmił, że ostatnio zachowuje się dziwnie, a on nie miał przestrzeni na dochodzenie się. Dlatego tej nocy kładli się do łóżka w milczeniu i kompletnej ciszy. Chociaż Daisy kilka razy uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie tego p r z y j e m n e g o wieczoru w towarzystwie Kiry Finch.
koniec
kira finch zium zium :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”