ODPOWIEDZ
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Korzystając z okazji, że Santiago nie ma w domu, Sergio wybrał się do Alvaro - oczywiście po wcześniejszym umówieniu się z nim pod pretekstem pogadania, odnowienia znajomości i zwykłej rozmowy kolegów; a także gratulacji zaręczyn. Wcześniej zastanawiał się, jak to rozwiązać, jakim cudem złapać Salvatierrę samego, ale kiedy Sal powiedział mu, że jego brat wyjechał do Włoch na miesiąc, wydawało się to wymarzoną okazją, żeby przemaglować chłopaka.
W końcu stanął przed drzwiami domu de la Sernów (owszem, tak o tej parze teraz myślał) z butelką dobrego wina w rękach, trochę się stresując, ale jednocześnie będąc zdeterminowanym, żeby w którymś momencie nawiązać do tematu, z którym tak naprawdę tu przyszedł: żeby porozmawiać o tym, w jaki sposób można jednak wysłać Santiago na jakąś terapię, bo facet ewidentnie jej potrzebuje. Był też świadom, że nikt poza Alvaro nie będzie miał możliwości go do tego namówić; nie było również gwarancji, że nawet jemu się to uda, ale tylko on miał na to jakiekolwiek szanse.
- Bienvenido - przywitał się z szerokim śmiechem, gdy chłopak mu otworzył - Na twoje ręce. Gratulacje! Salazar powiedział mi, że się zaręczyliście, jestem zaskoczony, ale i zachwycony!
Mówił szczerze, niezależnie od tego, że to nie był prawdziwy powód tych odwiedzin. Naprawdę cieszył się, że ci dwaj wreszcie się ze sobą związali i najwyraźniej teraz wszystko u nich szło tylko do przodu. No, może właśnie nie wszystko - ale przynajmniej związek się rozwijał i dzięki temu obaj mieli szansę na szczęście. Do tej pory, funkcjonując wyłącznie jako przyjaciele, obaj powoli usychali.
- To opowiadaj, jak to wyglądało - poprosił niedługo później, rozsiadając się na kanapie z nogą na nogę, wciąż uśmiechnięty - Sal mówił mi tylko o zaręczynach, ale nie wiem, czy wie na ten temat coś więcej.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Alvaro był zaskoczony telefonem od Sergio; nie spodziewał się, że ten będzie chciał się z nim spotkać i to w dodatku sam, bez Salazara. Mimo wszystko argumenty, którymi rzucił, wydawały się przekonujące: odnowienie znajomości, chęć pogratulowania mu zaręczyn (cholera, jak te informacje szybko się rozchodziły!) i przede wszystkim rozmowa, żeby nadrobić stracony czas. Zgodził się więc, a nawet się ucieszył, bo dobrze było sobie czasem z kimś porozmawiać, a skoro Santiago był teraz nieobecny, to pozostali mu jedynie koledzy z pracy, a z nimi nie zawsze miał ochotę rozmawiać o czymkolwiek więcej poza projektami, nad którymi wspólnie pracowali. Nie miał potrzeby jakiegoś większego zaprzyjaźniania się z tymi ludźmi, po prostu.
Zaprosił Sergio na osiemnastą; zdążył przez ten czas wrócić z pracy, wstąpić po młodego, który na czas jego pracy przebywał ze swoją matką, a potem wrócić do domu. Prysznic wziął u przyjaciółki - i jednocześnie matki swojego syna - uznając, że w domu woli mieć młodego na oku i nie będzie go zostawiał przecież samego, a prysznic po pracy był jednak przydatnym wynalazkiem. Przebrał się też w czyste ciuchy; miał u niej swoje rzeczy, bo jeszcze jakiś czas temu przecież u niej mieszkał, a jakieś tam jego ciuchy jeszcze się znajdowały, chociażby właśnie na takie wypadki, jak ten.
Po powrocie krzątał się chwilę po kuchni, uznając, że przygotuje może jakieś przekąski i wkrótce postawił na stoliku w salonie tacę z serami, wędlinami, kiełbasą, sosami i grillowanymi chlebkami; ot, hiszpańskie tapas, które nie wymagało specjalnie wielkiego wysiłku. Podczas tych przygotowań młody siedział w krzesełku dla dzieci i jadł papkę owocową, chociaż to jego jedzenie w większości lądowało na jego śliniaczku, niż w buzi, ale Alvaro był do tego przyzwyczajony. Słysząc dzwonek do drzwi wziął młodego na ręce i poszedł otworzyć, witając przyjaciela z uśmiechem na ustach.
- No witam, witam - rzucił melodyjnie, przyjmując od niego butelkę wina i zamykając za nim drzwi, a potem gestem zaprosił go do środka. - Dziękuję bardzo. Rozsiądź się, zaraz do ciebie dołączę.
Zdjął młodemu śliniaczek, a potem rozłożył mu kocyk na podłodze, dał tam tam trochę jego zabawek i położył syna na kocyku, uznając, że może się bawić w pobliżu pod ich okiem i nic złego nie powinno się stać, a oni sobie spokojnie pogadają. Zaraz potem przyniósł kieliszki i usiadł obok Sergio na kanapie, opierając kostkę jednej nogi o kolano drugiej i nalał im wina, podając jeden z kieliszków przyjacielowi.
- Jak wyglądały zaręczyny...? - zapytał niepewnie, przez chwilę przyglądając się swojemu kieliszkowi. - Właściwie ciężko stwierdzić. To znaczy... nie poszły zgodnie z moim planem, bo nie wiedziałem, że Santiago załatwi z recepcjonistką, że będę mógł zostać na noc; zakładałem, że ośrodek nie zgodzi się na to, bym nocował w tej klinice, więc zostawiłem pierścionek zaręczynowi i mój szkic z obrączkami i pytaniem czy za mnie wyjdzie w jego walizce, uznając, że odpowie mi na to pytanie, gdy już będę w hotelu albo w drodze do niego. - parsknął krótkim, niewesołym śmiechem i podrapał się z zażenowaniem po karku. - Ale zgodzili się, żebym został na noc w ośrodku, a on znalazł to wszystko dość szybko. Potem... potem rozmawialiśmy. Tłumaczył mi dlaczego uważa, że to kiepski pomysł, mówiąc o tym, że poprzednie małżeństwa rozpadły się z jego winy, a poza tym nie chce mnie wiązać, chce dać mi możliwość odejścia, jeśli będę miał dość tego wszystkiego, no i nie chce mnie obciążać i w ogóle to raczej niezbyt dobry pomysł, żebyśmy brali ślub. - wzruszył ramionami, że niby go to nie obeszło, ale widać było po jego oczach, że to nieprawda. - Powiedziałem mu, że nie zamierzam go zostawiać i spytałem czy naprawdę ma mnie za kogoś takiego: za kogoś, kto by go zostawił, gdy zrobi się ciężko. Powiedział, że nie. Ja... uznałem, że może to nie takie nieprawdopodobne i opowiedziałem o facecie, z którym byłem, ale którego zostawiłem, gdy zrobiło się zbyt poważnie, bo wystraszyłem się tego, że układam sobie życie, że jestem szczęśliwy i poczułem się jakbym go zdradzał. - przełknął ślinę. - Rozmawialiśmy jakiś czas... zapewniłem go, że poczekam na niego i że nie musi mi odpowiadać teraz, że przechowam pierścionek i dam mu w odpowiedniej chwili. Nie chciał mi oddać tego pudełeczka. - uśmiechnął się lekko. - A gdy kładliśmy się spać... powiedział, że tak; że nie wie jeszcze jak wygląda sprawa z jego żoną, w sensie sytuacja prawna, ale tak. No i... wyjąłem pierścionek z jego kieszeni, bo okazało się, że chodził z nim na te wszystkie badania i rozmowy z lekarzami, klęknąłem przed nim jeszcze raz, złożyliśmy sobie coś w rodzaju przysięgi małżeńskiej i podał mi dłoń, żebym mógł założyć mu na palec ten przeklęty pierścionek, a ja to zrobiłem. - uśmiechnął się nieco szerzej i napił się wina, żeby zamaskować to, że mówiło mu się z każdą chwilą coraz ciężej, a jego głos drżał coraz mocniej.

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na widok małego Tiago na rękach u taty, Sergio uśmiechnął się od ucha do ucha i zrobił minę do dziecka, które roześmiało się i... pacnęło ojca w policzek łapką umazaną w papce.
Niedługo później wysłuchał opowieści o zaręczynach, które - musiał przyznać - nie spodziewał się, że mogły wyglądać tak trudno. Kilka razy zmarszczył lekko brwi, słuchając o tym, co mówił Santiago i jak się zachowywał - swoją drogą to jego zachowanie również wiązało się z prawdziwym powodem wizyty Sergio u Alvaro. Facet wyraźnie w siebie nie wierzył, miał o sobie mniemanie na poziomie mułu i wodorostów; co dla większości ludzi, którzy go poznali, byłoby z pewnością niemałym zaskoczeniem, bo przecież Kocur kreował się na człowieka wyniosłego i uważającego siebie za najlepszego, najbardziej błyskotliwego ze wszystkich. Tym niemniej, tak naprawdę jedno się z drugim łączyło: zapewne odgrywał takiego chojraka właśnie dlatego, że uważał się za nic niewartego śmiecia, czemu dał największy wyraz podczas kolacji.
- Jesteście ze sobą szczęśliwi, prawda? - zapytał po chwili, przyglądając się Alvaro i temu, że mężczyźnie wyraźnie trudniej się teraz mówiło, zwłaszcza pod koniec tej historii. Martinez nie był pewien, z czego to może wynikać: czy chodziło o to, że chłopak się wzruszył wspomnieniami o tamtej chwili, czy może teraz naszły go wątpliwości co do zasadności tego ślubu - lub też co do prawdomówności Santiago twierdzącego, że chodzi mu tylko o dobro Salvatierry. Sergio zastanawiał się, jak go o to zapytać tak, żeby chłopak nie uznał tego za atak albo zbytnie wchodzenie z butami w jego życie - Bo mam wrażenie, że tak, a jeśli tak, to dojdziecie ze sobą do ładu. Może... może on potrzebuje w siebie uwierzyć...?
Napił się, niepewny, czy nie przechodził do sedna zbyt szybko. Ale właściwie rozmowa sama jakby zbaczała w tamtą stronę.
- Co właściwie sądzisz o jego zachowaniu?

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ach tak, znaczenie ojca papką najwyraźniej było koniecznością tego dnia; cóż, w takim razie przed spokojnym zasiądnięciem na kanapie Alvaro musiał umyć jeszcze twarz z jedzenia swojego synka, ale nie było to na szczęście niczym aż tak bardzo inwazyjnym i nie zajęło mu jakoś dużo czasu.
Alvaro sam nie był pewien z czego wynikało to ściśnięte gardło i to, że mówiło mu się coraz trudniej, więc zapewne nie byłby w stanie odpowiedzieć na to pytanie z czystym sumieniem. Z jednej strony było to wzruszenie, owszem, a z drugiej... chyba samo wspomnienie tamtego dnia było dla niego jednak mimo wszystko dość trudne, mimo że jednocześnie cieszył się, że Tiago przyjął koniec końców jego oświadczyny. Trudno jednak byłoby mu szczerze powiedzieć, że to był szczęśliwy dzień.
Uniósł lekko brwi, słysząc pytanie o to czy są ze sobą szczęśliwi. Zastanowił się chwilę, opierając nóżkę kieliszka o swoje kolano i przyglądając się poczynaniom syna, który pełzał akurat po kocyku, od jednego końca do drugiego, zupełnie jakby urządzał sobie jakieś małe, prywatne wyścigi, w których udział brał jedynie on sam.
- Ja jestem z nim szczęśliwy. - odpowiedział wreszcie ostrożnie. - Wydaje mi się, że on ze mną też. To znaczy... nie chce odpowiadać za niego, ale wiem, ze chce mojego szczęścia, że uspokajam go swoją obecnością i że w ogóle czuje się lepiej, odkąd z nim jestem, odkąd go odnalazłem i od momentu, kiedy wprosiłem się znowu do jego życia. - oderwał w końcu wzrok od syna i przeniósł spojrzenie z powrotem na Martineza. - Więc chyba tak, chyba to znaczy, że on ze mną również jest szczęśliwy.
Zmarszczył brwi na kolejne pytanie mężczyzny i oparł się ramieniem o oparcie kanapy, potrzebując teraz jakiejś stabilizacji; napił się też trochę wina, zanim odpowiedział.
- Uwierzyć w siebie? Co masz na myśli? W sensie... no, sprawia wrażenie człowieka, który wierzy w siebie bardziej, niż ktokolwiek inny na Ziemi. Ja niby wiem, że to nie do końca prawda, bo znam go już dość długo i wydaje mi się, że dość dobrze, ale... nie myślałem, że może mieć jakieś problemy z wiarą w siebie.
Poczuł się kretynem, gdy powiedział to na głos. Westchnął ciężko, zastanawiając się chwilę nad jego kolejnym pytaniem.
- Nie wiem co sądzę o jego zachowaniu. Zabolało mnie, bo poczułem się odrzucony w pierwszej chwili; poczułem, że pierdoli głupoty o moim dobrze, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że kocham go całe życie i że nie umiem żyć bez niego. - nie zauważył, że zaciskał teraz mocniej palce: jednej dłoni na nóżce kieliszka, drugiej natomiast na swoim kolanie. - Chyba też dlatego opowiedziałem mu o swoim związku, żeby mu uświadomić, że naprawdę próbowałem być szczęśliwy bez niego, po jego śmierci, że chciałem ułożyć sobie życie, że byłem zakochany i zaręczony, ale że nie umiałem... - głos znów mu zadrżał. - Ale nie umiałem sobie pozwolić na to szczęście. On mnie wtedy przeprosił za to, że mój związek rozpadł się z jego winy. - pokręcił głową, przypominając sobie tamten moment ich rozmowy. - Czasem mam wrażenie, że uważa, że wszystko jest jego winą; wszystko złe, co mnie spotkało, a gdy mówię mu, że bez niego i jego opieki prawdopodobnie umarłbym na tej ulicy w ciągu paru miesięcy, to zdaje się to negować, parska i nie chce tego słuchać. - wzdrygnął się lekko. - Czasem wydaje mi się, że on w ogóle nie traktuje poważnie tego, co do niego mówię. Że jakbym mu powiedział, że jest skończonym kretynem i że zniszczył mi życie, to by przyklasnął i w to uwierzył, ale gdy mu dziękuje za wszystko, co dla mnie zrobił i gdy próbuje mu powiedzieć, że naprawdę jest dobrym człowiekiem, że ja widzę jego zalety, że naprawdę jest dla mnie wszystkim... to jakby się wtedy przełączał na negowanie tego. Wydaje mi się wtedy, że musi uważać mnie za kłamcę albo za naprawdę okropnego człowieka, chociażby właśnie sugerując mi, że jeśli nie weźmiemy ślubu, to będę miał otwartą drogę, żeby odejść w każdej chwili. Wiesz, poczułem się wtedy, jakbym rozpadał się na kawałki - popatrzył na Sergio poważnie, nie ukrywając już drżenia głosu i tego, że znów ściskało mu się gardło. - Jakbym dostał mocno w pysk. Ryczałem potem dłuższy czas, jak on był na tych wszystkich badaniach. - prychnął pod nosem. - Nienawidzę tego, że często zachowuje się tak, jakby chciał mnie od siebie odepchnąć, mimo że doskonale wie, że go kocham i że mnie tym krzywdzi. Czuję się wtedy jak śmieć, bardziej niż zwykle. - wykrzywił usta. - Nie wiem czy o taką odpowiedź ci chodziło.

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał jego odpowiedzi w skupieniu, w pewnym momencie odwracając się przodem do Alvaro, a bokiem do oparcia kanapy, na którym położył swój łokieć tej ręki, której palce wsunął w swoje włosy, opierając głowę na dłoni. Nóżkę swojego kieliszka postawił na kolanie. Niełatwo mu się tego wszystkiego słuchało - jak zwykle zresztą, kiedy rozmowa schodziła na czyjeś problemy. Owszem, sam o to prosił, sam pytał, chciał wiedzieć, co się dzieje u jego bliskich (bo jak najbardziej uważał Alvaro za kogoś bliskiego: za część rodziny, już od dawna zresztą) i z całego serca pragnął im pomóc. Tak, jak został ostatecznie psychologiem właśnie dlatego, że chciał pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów, z tym, jak się czuli w związku z różnymi przeżyciami. Ale jednocześnie mocno to wszystko na niego wpływało, dość emocjonalnie podchodził do słuchania o tym wszystkim - a już tym bardziej, kiedy to nie była taka typowa sesja terapeutyczna, tylko rozmawiał z kimś, kto był dla niego ważny.
Teraz w pewnym momencie wręcz zamarł, niemal zapominając o oddychaniu: wciągał w płuca jedynie minimalną, niezbędną do przeżycia ilość powietrza, a w jego oczach odbił się ból w sercu, który odczuwał, słuchając o emocjach Salvatierry.
- To możliwe, że przyklasnąłby ci, gdybyś powiedział, że jest nic niewarty - powiedział zduszonym głosem i napił się - Sądzisz, że faktycznie próbuje cię od siebie odepchnąć? Wiesz, znając jego, to gdyby rzeczywiście tego chciał, to by to zrobił. Rozwarłby tę swoją niewyparzoną gębę i powiedział ci parę przyjemności w swoim stylu; takich, po których rzeczywiście nie miał ochoty więcej widzieć go na oczy. Wiemy przecież obaj, jakim słodkim chłopczykiem potrafi być, kiedy chce - błysnął zębami w uśmiechu, próbując nieco rozładować sytuację, ale wcale nie było mu wesoło. Mimo to puścił Alvaro oczko - Alvaro, widzę, jak on przy tobie promienieje - i widzę to od wielu, wielu lat. Zresztą nie tylko ja to widzę: przecież wielu zarzucało mu, że trzyma cię za blisko siebie, że tylko ciebie słucha, że cokolwiek mu nie powiesz, to on to zrobi, choćby to była najgłupsza rzecz na świecie. I faktycznie tak jest: dla ciebie zrobi wszystko, takie mam wrażenie. A od kiedy jesteście razem, to myślę, że również dla ciebie się zmienia. Pamiętam go sprzed tych dwóch lat - to był zupełnie inny człowiek. Totalnie zamknięty w sobie i nie dopuszczający nikogo do swoich emocji. O tym, że jakieś ma poza wyśmiewaniem wszystkiego albo wściekaniem się, wiedziałem od Salazara, bo jeszcze przed nim się choć minimalnie otwierał. A to, co zobaczyłem na tej kolacji... - wyprostował się, jakby cofał się przed jakimś niebezpieczeństwem - Wow! Zupełnie inny człowiek. Nie stał się potulną i kochaną owieczką, to jasne, ale widzę różnicę. Zaczął mówić ludzkim głosem. I to ty to sprawiłeś, bo nie wierzę, żeby cokolwiek innego czy ktokolwiek inny.
Znowu się napił, robiąc przerwę, żeby do Alvaro dobrze dotarły jego słowa.
- Czy wszystko to, co powiedziałeś, świadczy według ciebie o tym, jak bardzo jest zapatrzony w siebie i jak wielką ma samoocenę...? - zapytał po chwili ciszej, przyglądając się Alvaro.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez jakiś czas, słuchając Sergio, wpatrywał się w wypełniony winem kieliszek. Nie był pewien co myśli o tym wszystkim, ale słuchał go uważnie i nie przerywał mu, a gdy mężczyzna zażartował i puścił do niego oczko Salvatierra uśmiechnął się niepewnie. Tych pierwszych słów Sergio - o tym, że gdyby Santiago chciał, to faktycznie by odepchnął Alvaro - chłopak nie skomentował na głos, ale pokiwał głową, zgadzając się z nim w milczeniu.
Podniósł na niego wzrok dopiero gdy usłyszał, że Santiago przy nim promienieje. Początkowo patrzył niepewnie, ale z każdym kolejnym słowem Martineza na twarz inżyniera powoli wpełzał ostrożny, ale szczery uśmiech.
- To widać? To znaczy... Widać, że promienieje przy mnie i że zrobiłby dla mnie wszystko? - potarł nos wierzchem dłoni, wyglądając na bardziej rozluźnionego, choć jeszcze nie całkowicie. Napił się trochę ze swojego kieliszka, znów na moment kierując spojrzenie na synka. Ten leżał teraz na pleckach, machając rączkami i nóżkami i wyglądając, jakby coś łapał. Alvaro uśmiechnął się lekko na ten widok. - Też zrobiłbym dla niego wszystko. Zresztą, staram się jak mogę, chociaż nie zawsze jest łatwo... Ale i tak jest lepiej, niż na początku. Jest mniej agresywny, uczy się przyjmować moją pomoc, widzę że się stara i widzę, że się zmienia. Mówiłem mu o tym nawet jakiś czas temu: że widzę i doceniam jego zmiany i starania. - znów popatrzył na przyjaciela z lekkim uśmiechem. - Ale dobrze, że nie stał się potulną owieczką. Potrzebuję faceta, nie owieczki, nawet jeśli jest to facet z trudnym charakterem. - parsknął krótko, upijając trochę wina. - Nie, nie myślę, że ma wysoką samoocenę i że jest zapatrzony w siebie. Myślę, że... - zawahał się chwilę. - Że może to, co ja uznałem za odpychanie mnie i za wymówki przed tym, żeby się pobrać, w rzeczywistości wynika jakoś z jego złego mniemania o sobie. Z tego, że winę za wszystko przypisuje sobie. A ja nie wiem co z tym zrobić, nie wiem jak mu pomóc.. I nie wiem jak przestać odbierać to, co mówi, jako odpychanie mnie. Bo ja przecież wiem, że on mnie potrzebuje, że mnie kocha, widzę to w jego oczach. Chyba nikt nie podejrzewałby go o to, że może się w kogoś tak ufnie wtulać, zwijać w kłębek na moich kolanach i szukać bezpieczeństwa. A ja chce mu dać to bezpieczeństwo, ale też... - zawahal się, niepewny czy mówić to na głos. Ostatecznie dokończył:
- Chciałbym, żeby poczuł się pewniej, chciałbym odzyskać trochę dawnego Santiago, tęsknię za jego ogniem, który spalał świat, ale mnie rozpalał. Czy to sprawia, że brzmię jak wyrodny partner?

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio kiwnął głową z uśmiechem, patrząc ciepło na Alvaro.
- Tak, widać - odpowiedział, zaraz milknąc, by wysłuchać reszty tego, co Salvatierra miał do powiedzenia. Uśmiechnął się szerzej słysząc o tym zwijaniu się w kłębek na kolanach Alvaro - tego by się nie spodziewał po tym dupku. Prawdę mówiąc, wielu rzeczy, które obecnie de la Serna robił, nie spodziewałby się po Kocurze, którego znał jako niedostępnego, bezczelnego, nieraz chamskiego pana i władcę, który wszystko zawsze robił po swojemu i nie okazywał żadnych słabości. Wręcz zaskoczyło go to zachowanie na kolacji, kiedy w końcu Santiago zdjął maskę i pokazał, że coś go boli, że czegoś nie może znieść, że ktoś uderzył go we wrażliwy punkt.
Kiedy Alvaro skończył swoją wypowiedź, Sergio milczał jakiś czas, analizując jego słowa i zastanawiając się nad nimi. Nie był pewien, co właściwie oznaczają, ale - zwłaszcza nie znając rozmów między nimi, nie wiedząc, że to właśnie ten chłopak chciał, żeby Tiago zaczął w końcu okazywać swoje emocje i zaczął być "bardziej ludzki" - miał wrażenie, że Salvatierra czuł, że Kocur zrobił się zbyt miękki. Może przez chorobę i osłabienie? Ciężko powiedzieć, dlaczego, ale fakt pozostawał faktem: rzeczywiście ten mężczyzna się zmienił, a Alvaro chyba sam nie bardzo wiedział, czego chce, bo z jednej strony na kolacji wściekł się na partnera, że ten znów ukrywa swoje emocje, teraz mówił, że jest mu wdzięczny za ich okazywanie; a z drugiej chciał powrotu dawnego ognistego de la Serny.
- Nie, nie brzmisz tak - odezwał się w końcu, nie bardzo wiedząc, co z tym fantem zrobić - Myślę, że to akurat jest temat do przegadania między wami. Tak czy inaczej... widzę, że on jest bardzo niepewny siebie, widzę, że ma duże problemy. Podejrzewam, że zawsze je miał, skoro wcześniej zachowywał się tak, jak się zachowywał: skumulowane, stłumione emocje muszą w końcu gdzieś wybuchnąć i odnoszę wrażenie, że wybuchły właśnie na ostatnim spotkaniu. I... biorąc pod uwagę jego słowa o myślach samobójczych, sądzę, że on potrzebuje pomocy.
Na razie zatrzymał się w tym momencie, nie chcąc, żeby wyszło na jaw, że właśnie ten temat był głównym motywem jego przyjścia tutaj. Ot - chciał, żeby wyglądało to na luźną rozmowę, która sama wynikła po prostu teraz.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To prawda, tego zwijania się w kłębek na kolanach raczej nikt by się po Santiago nie spodziewał, zwłaszcza jeśli miał okazję go poznać jakoś bardziej, niż tylko wymienić z nim "dzień dobry" na osiedlu. Na bliższe poznanie go okazję mieli chociażby wszyscy, którzy kiedykolwiek z nim pracowali, a gdyby zapytać ich o to jak postrzegają Kocura, to na pewno ostatnim, co przyszłoby im na myśl, byłoby to, że lubi się łasić, wtulać w kogoś, że lubi drapanie po karku, masowanie pleców, przeczesywanie włosów i że komukolwiek w ogóle może pozwolić jakkolwiek sobie pomóc czy - to już w ogóle niedopuszczalne - zdominować się. Palermo chyba nawet sam do końca nie wiedział jakim jest szczęściarzem, że to właśnie jemu na tyle Santiago ufał i że to właśnie przy nim stawał się takim potulnym, czułym i kochanym partnerem. Prawdopodobnie nawet nie widział szerszej perspektywy, nie zdawał sobie więc sprawy z tego jak wielki wpływ miał na de la Sernę - teraz, podczas tej rozmowy z Serio, zwłaszcza gdy ten mówił mu o tym wprost, powoli zaczynało to do niego docierać. Powoli, bo jego niska samoocena wciąż nie pozwalała mu, żeby w pełni dostrzec jak wielki był jego udział w tym, jak w ogóle Kocur teraz się zachowywał i jak zmieniło się jego postrzeganie siebie i świata, jego stan zdrowia i w ogóle całe jego życie.
Alvaro stracił uśmiech, nawet jeśli ten wcześniej pojawiał się na jego twarzy sporadycznie i nieco niepewnie; teraz wyglądał za to na przerażonego. Jego oczy rozszerzyły się, dłoń trzymająca kieliszek zadrżała lekko i zawisła w połowie drogi do ust, a rzeczone usta pozostały na chwilę rozchylone w niemym zdumieniu.
- To znaczy... chcesz powiedzieć, że sądzisz, że to co mówił, to tak na całkiem serio...? - skarcił się zaraz w myślach, że wcześniej tego nie dostrzegł. Opuścił rękę, opierając kieliszek nóżką o swoje udo i wpatrywał się w Serio w milczeniu przez chwilę. - Ja nie... nie pomyślałem, że on naprawdę mógłby... - przełknął ślinę, nie kończąc, ale raczej doskonale było widomo co chciał powiedzieć. Pokręcił powoli głową. - W sensie, wiem że źle znosi to, że jest chory, że boi się śmierci, że chciałby żyć, że chce być ze mną jak najdłużej, że wyrzuca sobie, że wcześniej nie wyznał mi swoich uczuć... Ale przecież jest ze mną szczęśliwy, mamy dziecko, znalazłem mu terapię, po której - mam nadzieję - będzie tylko lepiej i robię wszystko, żeby mu ulżyć. - przymknął na moment oczy, po czym znów spojrzał na Sergio, tym razem z mieszanką strachu i błagania. - Myślisz, że naprawdę mógłby coś sobie zrobić?

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio był z kolei zaskoczony tym, że Alvaro nie przyjął słów swojego partnera poważnie - dla niego samego to wyglądało bardzo poważnie, tym bardziej, że przecież umówili się wtedy, że będą mówić prawdę.
- Wiesz... - zaczął ostrożnie, odbiegając wzrokiem gdzieś w bok, ponad ramieniem chłopaka, teraz trochę się wahając, czy to dobrze, że zaczął ten temat. A jeśli się mylił? Jeśli jednak Santiago nie miał naprawdę na myśli tego, co powiedział? - To ty go znasz lepiej, więc możliwe, że przesadzam. Ale mieliśmy mówić, co czujemy, więc nie sądzę, żeby wtedy kłamał. Nie podejrzewam go też o histeryzowanie, o używanie zbyt wielkich słów w odniesieniu do swoich emocji; raczej moje doświadczenia z nim wyglądają tak, że on stara się mówić jak najmniej o tym, co czuje, w związku z czym stawiam na to, że skoro już powiedział coś takiego, to raczej znaczy, że to właśnie czuje. Ale... nie wiem, później nie zachowywał się tak, jakby rzeczywiście to miał na myśli? - zwrócił spojrzenie z powrotem na twarz Salvatierry - Nie chodził przybity albo coś podobnego?
Potarł w zamyśleniu brodę, marszcząc brwi. Analizował to, jak de la Serna wtedy wyglądał, jaką miał minę i jakim tonem mówił to, co powiedział. Według niego rzeczywiście to wyglądało, jakby mówił całkowicie poważnie, jednak teraz mimo wszystko Alvaro zasiał w nim wątpliwość.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Znów przymknął oczy i wziął głęboki oddech, potrzebując przez chwilę poukładać to sobie w głowie. Czuł się, jakby zburzono właśnie domek z kart, który on starannie składał się układać przez ostatnie miesiące. Nie czuł jednak złości, to nie było to - był po prostu przerażony myślą, że mógł zbagatelizować coś tak istotnego, jak samopoczucie swojego ukochanego i to, że ten miał myśli samobójcze. Że wprost usłyszał o chęciach odebrania sobie życia na kolacji, a mimo to nie zapaliła mu się czerwona lampka. Przecież Santiago zawsze słynął z pewnej pięknej, niebezpiecznej teatralności, z wielkich słów, z uwielbienia dla sztuki... z uwielbienia dla życia jako takiego. Teoretycznie tym właśnie mogło być to wyznanie - wielkimi słowami. Problemem w tym, że Sergio miał rację: Santiago nigdy nie histeryzował i nigdy nie używał wielkich słów odnośnie swoich emocji i uczuć, bo był człowiekiem, który raczej wszystko maskował.
Jak Palermo mógł tego nie zauważyć? Jak mógł zignorować coś tak istotnego, jak fakt, że miłość jego życia ma myśli samobójcze?
- Kurwa - jęknął wreszcie krótko, na moment chowając twarz w zgięciu łokcia i wycierając oczy w materiał koszuli w tamtym miejscu. W końcu jednak, po dłuższej chwili, podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela, wciąż z tym samym przerażeniem i błaganiem. - Chodził przybity, w każdym razie tuż po tym, jak wyszliście, ale to akurat zrzuciłem na to, że pokłócił się z Salem. Później było mu lepiej, gdy pogadali... a zaraz potem polecieliśmy do tego Neapolu. No i większość jego nastroju też zrzucałem na tą terapię, bo wiedziałem, że się stresuje, że nie chce być daleko od domu, daleko ode mnie i od małego... Ale jeśli masz rację, a już słyszę, że masz, to jestem gorszym partnerem, niż mi się wydawało. Jak mogłem zbagatelizować to, że myśli o odebraniu sobie życia!?
Mały Tiago chyba wyczuł po głosie taty, że coś jest nie tak, bo przypełzł do niego po dywanie i teraz siedział na podłodze, łapiąc go za nogawkę i uderzając rączkami o nogę Alvaro, gdy ten początkowo nie reagował. Po chwili dopiero dotarło do niego, że coś w ogóle czuje i pochylił się, żeby wziąć małego na ręce.

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”