ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Czasami bywały dni, gdy życie toczyło się swoim tempem powoli, ale stabilnie. Czasami bywały też takie, gdy wszystko działo się bardzo szybko i Catherine nie nadążała ze wszystkim.
Tylko że to nie były dni, a miesiąc. I nie nadążała absolutnie z niczym, a jej umysł powoli zaczynał krzyczeć o ratunek. Pojawienie się z buciorami Davida w jej względnie poukładanym życiu, Camila i bałagan w który się wplątała, przymusowe wysłanie swojego brata na odwyk po zrozumieniu, że sami nie dadzą sobie rady i zabrnęło to za daleko. Nawet nie trzeba tu wspominać o sytuacji z ojcem i matką. Wisienką na tym żałosnym torcie był jej niedawny wybryk po zbyt dużej ilości alkoholu.
I to był ten dzień, kiedy miała zamiar wynagrodzić to jakoś mężczyźnie. Nawet jeśli on nie wydawał się mieć nic przeciwko dobieraniu się przez pijaną Bennettównę, to ona zdecydowanie miała wyrzuty sumienia. Przekroczyła jedną z tych granic, za co czuła obrzydzenie do samej siebie i głęboki, wewnętrzny wstyd.
Miała zamiar odstawić się jak szczur na otwarcie kanału - sukienka wisiała nawet na jej szafie, wyprasowana i gotowa do założenia. I wszystko szło nawet zgodnie z planem, dopóki w okolicach siedemnastej nie odebrała telefonu z pracy, że jedna z dziewczyn musiała zrezygnować na najbliższych kilka miesięcy z pracy. W okolicach osiemnastej za to odebrała kolejny: tym razem od rodziców, że Camila nawywijała i że w ramach kary miała robić za pracownika-niewolnika u dziadków w trakcie niedzieli. Oznaczało to jednak, że dzień wcześniej należało ogarnąć naukę Camili. Cath oczywiście odebrała siostrę, chociaż o dziewiętnastej wiedziała już, że ze spotkania nici. I naprawdę miała telefon w ręce i chciała zadzwonić, ale cholernie się bała.
Nie chciała wciągać Harrisona w całe to bagno, tym bardziej że z każdym dniem czuła jak grunt spod jej nóg usuwa się coraz bardziej i bardziej. Zresztą nikogo nie chciała. Przez tyle lat dawała radę, mogła wytrzymać jeszcze trochę. Odłożyła więc komórkę i zajęła się kontrolowaniem pożaru przy jednoczesnym pilnowaniu Camili i jej edukacji.
Zerknęła w przelocie na wyświetlacz i zobaczyła nieodebrane połączenia i poddała się. Nie w jej stylu było zostawianie kogokolwiek bez słowa. Nawet jeśli miało to być proste "nie dam rady". Wisiała mężczyźnie przynajmniej czekoladę w ramach przeprosin, chociaż złapała się na myśli, że lepiej w ogóle nie ruszać tego tematu. Nie wiedziała w końcu czy David kogoś miał czy nie ani czy ewentualna druga strona nie zacznie tego nad interpretować. Nie chciała być źródłem napięć w jakiejkolwiek relacji.
A potem po prostu się odłączyła i odłożyła telefon skupiając się w pełni na Camili. Siedziała ledwo żywa przy stole walcząc z chęcią zaśnięcia (bo owszem, zarywała nocki. Ktoś musiał brać zmiany za barmana podczas nieobecności Alexisa i mimo pomocy Vity wciąż było za mało stałej obsady knajpy). Dlatego być może nieco z opóźnieniem zarejestrowała skrzypnięcie drzwi wejściowych tuż po dzwonku. Bo to mógł być Lexie. Kiedy jednak zdała sobie sprawę, że ten by nie dzwonił do jej mieszkania poderwała się i ruszyła do przedpokoju.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David często wracał pamięcią do tego, co się niedawno wydarzyło. Raz nawet został strąbiony, bo tak długo odtwarzał niektóre momenty, że zapomniał o sygnalizacji świetlnej. Zastanawiał się, czy coś takiego się jeszcze powtórzy, czy raczej niekoniecznie. Po tym, co zaszło, sam miał ochotę pójść na jakiegoś drinka, ale przez nawał roboty nie miał zbytnio czasu, a w dodatku dogadał się z Cath na sobotę, bo chciała w ramach przeprosin obdarować go ciastem - co jak co, ale on uwielbiał ciasta wykonane przez Catherine - aczkolwiek wypieki wykonywane przez Cath pamiętał, jak smakowały kiedyś, ale nie sądził, by jej zdolności kulinarne się pogorszyły. A! I baklawe, którą otrzymał na wynos, gdy odwiedził restaurację, gdzie pracowała Cath, też chciał pochwalić - miał wrażenie, że już dawno nie jadł aż tak smacznej. Serio.
Do miejsca docelowego dotarł kilka minut przed ustaloną godziną, zajął miejsce przy zarezerwowanym stolku i zaczął czekać, aż Cath przyjdzie. Przeglądał menu, patrzył przez okno i tak zleciała godzina. Po tym jak minęła druga godzina, a Cath wciąż nie było widać na horyzoncie, David zaczął wybierać jej numer. Sygnał był, ale odezwała się poczta głosowa. Harrison westchnął. Co jest... pomyślał. Gdy minęło pół godziny, wrócił do samochodu - w międzyczasie wykonał co najmniej jeszcze trzy połączenia, lecz każde z nich kończyło się tak samo.
Nagle dostał wiadomość, którą szybko przeczytał i posmutniał, bo nie tak miał wyglądać ten wieczór. Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył z miejsca, jadąc… w sumie nie wiadomo gdzie. Nagle, jakby coś go tknęło i wykonał manewr nawracania, ponieważ jego punktem docelowym był dom Bennett. Nie było opcji, że odpuści - kiedyś to zrobił, bo uwierzył słowom mamy Catherine i teraz… musiał starać się na nowo. Mieliśmy się dzisiaj spotkać i spotkamy się. Nie akceptował innej opcji, nawet jeśli musiałby spędzić noc w samochodzie.
Po dotarciu na miejsce zauważył świecące światło w jednym pomieszczeniu, i to do niego planował się kierować. Śmieszne, bo miał wrażenie, jakby znowu miał te 17-18 lat, gdy podczas wakacji starał się wejść przez okno do pokoju Catherine - teraz jednak zazwyczaj po prostu wyważał drzwi lub używał specjalnych narzędzi. Czy woził te narzędzia ze sobą w aucie? Owszem. I nawet zabrał tę skrzyneczkę z bagażnika, nim podszedł do drzwi wejściowych. Potem wyciągnął jeden z wytrychów, poprzekręcał nim i poszło.
Odłożył skrzyneczkę po przekroczeniu progu, gdzieś obok drzwi, a następnie zdjął buty i poszedł w stronę oświetlonego pokoju. Nie zdążył wykonać zbyt wielu kroków, bo na swojej drodze zauważył…
- Catherine. - Wygląda na cholernie zmęczoną.
- Domyślam się, że nie powinienem tego robić - powiedział, mając, rzecz jasna, na myśli przekraczanie progu mieszkania. - ale… mieliśmy się dzisiaj spotkać. I…Nie mów tego, nie mów tego, nie…
- Martwiłem się. - Jednak powiedział. No, ale taka była prawda. Musiał zaistnieć jakiś poważny powód, skoro nie dała rady przybyć na spotkanie.

Catherine Bennett
Ostatnio zmieniony pn kwie 06, 2026 3:14 pm przez David Harrison, łącznie zmieniany 2 razy.
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Spojrzała na skrzyneczkę, na zostawione buty i na Harrisona. Była zdecydowanie za trzeźwa i zbyt zmęczona na próbę zastanowienia się co tak naprawdę tutaj się zdarzyło. Tym bardziej, że zazwyczaj zamykała drzwi mieszkania na klucz wieczorem. Dla bezpieczeństwa.
- David - odpowiedziała mu, nawet nie próbując udawać że tryska energią. Ostatnie resztki i chęci do życia wyparowały z niej jakiś czas temu, teraz po prostu chciała się położyć i zasnąć jak kamień. Tym bardziej, że niedziela nie miała być łatwiejsza. Wydawało się jednak, że nie będzie jej to dane.
- Nie robić czego dokładnie? Włamywać się do mojego mieszkania w środku nocy i wchodzić jakby nigdy nic? - zapytała i nawet nie była zła za to. W zasadzie to było jej to nieco wszystko jedno i wolała tego nie roztrząsać. Skoro nie dostała po głowie od razu na wejściu zakładała, że Harrison nie był jednak aż tak wściekły za jej brak odzewu. - Wiem, pamiętam. I przepraszam cię za to, po prostu... Po prostu mam dzisiaj urwanie głowy. Czyli norma jak sobie coś zaplanuję. Nic mi nie jest, nie ma się czym martwić - powiedziała ze skruchą w głosie. Naprawdę było jej przykro, że tak wyszło. Normalnie pewnie gdyby nawet nie mogła się pojawić dałaby znać drugiej osobie (nieważne czy był to Harrison czy ktokolwiek inny) że nie da rady z odpowiednim wyprzedzeniem, aby nie zajmować jej czasu i aby druga strona mogła sobie owe plany zmienić.
Spojrzała na niego. W zasadzie ciasto, które mu obiecała czekało grzecznie w lodówce. Zakładała też, że skoro się pofatygował w środku nocy, aby się upewnić że wszystko w porządku u niej (poczuła ciepło na sercu na tę myśl, nie zamierzała kłamać) to nie miał większych planów. Teoretycznie mogła go wyprosić za drzwi i raz na zawsze rozwiązać wszystkie nierozwiązane sprawy z nim, ale coś w środku niej (i nie były to tylko wyrzuty sumienia) nie chciało tak łatwo odpuścić. Nie wiedziała co się działo czasami w dalszym ciągu, ale w zasadzie lubiła tego człowieka.
- Może wejdziesz dalej? Tylko uprzedzam: nie jesteśmy sami, a ja nie odpowiadam za szkodnika i jego język - ostrzegła z pewnym rozbawieniem. Nawet nie liczyła, że da radę okiełznać Camilę i chyba nawet nie miała na to siły.
- Kto to? - zapytał od razu wyżej wspomniany szkodnik widząc Davida. Catherine nawet nie wiedziała jak to wytłumaczyć. Bo był to jej były chłopak, z którym nigdy oficjalnie się nie rozstała, a który pojawił się znienacka w związku ze sprawą Emmy? A to był tylko czubek góry lodowej. Bo o ich relacji obecnej nie mogła powiedzieć szczerze nic - sama nie wiedziała co się działo i na jakim etapie byli. Może już nie miała ochoty go zamordować, ale dalej nie odzyskała pełni zaufania do niego. No i się bała, że znowu zniknie. - O. Pan policjant. Nie za późno na wizytę?- oznajmiła nastolatka.
- Chcecie może ciasta i herbaty? - zapytała Catherine. Było zdecydowanie prościej, gdy Camila uważała Davida tylko za detektywa. Chociaż nie podobał jej się ani trochę jej ton głosu, który wydawał się zdradzać aż zbytnie zainteresowanie mężczyzną. Była tylko ciekawa czy to nastoletnie zauroczenie czy zwiastun przesłuchania.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Spodziewał się głośnego wybuchu ze strony Bennett, wymachiwania rąk, epitetów, a zamiast tego spotkał się ze… spokojem? Naprawdę bardzo go to zaskoczyło, bo przecież właśnie zrobił coś, czego zazwyczaj nie robił, bo włamywał się do tych domów, gdzie miał cynk, że mógł znajdować się przestępca i nikt mu nie otwierał. Aż uniósł brwi, uważnie przyglądając się Catherine. Nie kontynuował zabawy w wymawianie swoich imion, ani nie skomentował tego, kiedy usłyszał swoje.
Skinął natomiast głową, gdy powiedziała dokładnie to, co kryło się pod tym, czego nie powinien robić.
- Tak, właśnie tego. - odparł, zastanawiając się, czy zaraz nastąpi moment, w którym karze mu założyć buty z powrotem, zabrać skrzyneczkę z narzędziami i wykonać tył zwrot, by opuścić jej mieszkanie. Zaraz jednak ponownie doznał szoku, ponieważ usłyszał… przeprosiny. I szczerze powiedziawszy, nie wierzył w to, że nic Catherine nie było. Nie wyglądała zbyt dobrze.
- Nie wydaje mi się, żeby nic Ci nie było, a wręcz przeciwnie… - odparł zgodnie z tym, jak uważał. Chciał, żeby mu powiedziała i przypomniała mu się sytuacja z przeszłości, gdy usłyszał dokładnie te same słowa co teraz - a miało to miejsce kilka dni przed jego wstąpieniem do jednostki wojskowej. Zależało mu na tym, by przywrócić utracone zaufanie, bo przypuszczał, że znajdowało się ono na minusie przez te lata, kiedy się nie widzieli i kiedy… po prostu nie pojechał do samej Catherine, by z nią nie wyjaśnić tego wszystkiego, tylko zaufał pani Bennett.
Uniósł brew, bo ostatnie, czego się spodziewał, to zaproszenie, by wejść do środka. David zamrugał kilka razy, jakby chciał mieć pewność, że to, co usłyszał, nie było żadnymi omamami.
- Szkodnika? - zapytał, a po krótkiej chwili otrzymał odpowiedź na swoje pytanie, bo do jego uszu dotarł głos, który należał do młodszej siostry Cath. Harrison dalej nie mógł uwierzyć, jak bardzo Camila była podobna do Cath. Widząc ją, miał wrażenie, jakby patrzył na Catherine z czasów, gdy się poznawali. Niesamowite… Wiedział, że rodzeństwo potrafi być do siebie podobne, szczególnie w przypadku bliźniaków jednojajowych. Chrząknął, bo miał wrażenie, jakby coś mu się przykleiło do gardła.
- Cześć Camilo. - przywitał się, posyłając w kierunku młodej dziewczyny lekki uśmiech, intensywnie myśląc nad tym, jak powinien odpowiedzieć, bo faktycznie pora nie należała do najwcześniejszych.
- Może trochę tak, ale przejeżdżałem akurat obok, to pomyślałem, że sprawdzę, czy wszystko w porządku. - dodał naturalnie, mając nadzieję, że młoda Bennett uwierzy w taką wersję. Jasne, mógł powiedzieć A no bo wiesz, byłem umówiony z Twoją siostrą, ale nie przyszła, więc postanowiłem zrobić nalot tylko… chyba wolał zostawić prawdę dla siebie i Cath.
- Ja chętnie. Jakbyś miała zieloną, to byłoby super, a jak nie, to wypiję jaką zrobisz. - powiedział, bo po prostu bardzo lubił zieloną herbatę, ale no, nie zamierzał wybrzydzać.
- Pomóc Ci? - spytał, bo może potrzebowała pomocy przy krojeniu - lub po prostu mógł pójść za nią i po prostu… obserwować.
- A i jak w szkole? - spytał nagle, kierując to pytanie do Camy, rzecz jasna. Bo doskonale pamiętał, z kim się zadawała. A chłopaka, który był w tę całą sprawę zamieszany, wciąż nie złapano.

Catherine Bennett
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Catherine pewnie w normalnych okolicznościach opieprzyłaby delikwenta z góry na dół, nie szczędząc przy tym słów i żywego gestykulowania dłońmi. Jedyne co jej zostało to spokój i rezygnacja człowieka, który po prostu resztki energii poświęca na trzymanie się w pionie i nie zaśnięcie. Była wyczerpana: psychicznie i fizycznie. Chciała po prostu zasnąć lub oczyścić głowę. Nie zanosiło się jednak na żadne z powyższych, więc robiła dobrą minę do złej gry.
- Coś się stało? - zmarszczyła brwi, widząc jak ten unosi swoje. Czuła się lekko niezręcznie pod jego spojrzeniem, jakby skanował ją wzrokiem. Zabawne - myślała, że akurat do tego po latach pracy wśród ludzi mniej lub bardziej podpitych jest przyzwyczajona.
- Skoro wiesz to nie ma potrzeby, żebym mówiła to ja - machnęła dłonią. I zapewne najbardziej logiczne byłoby w tej sytuacji, gdyby kazała mu po prostu odejść. Jej zaćmiony umysł nie podsunąłby jej na usta czegoś czego by potem żałowała, nie zraniłaby go mniej lub bardziej świadomie i po prostu by wyszedł. Może w końcu zamknęliby ten rozdział w swoim życiu i mogli ruszyć dalej? Mrzonka, ale było to jakieś rozwiązanie. Tylko chyba była zbyt dużą egoistką, bo nie chciała aby wyszedł. Wolała, aby został. Lubiła jego obecność i kiedy akurat się nie kłócili o przeszłość byli całkiem zgranym duetem.
Zdawała sobie sprawę, że nie wygląda najlepiej. Wzięła wcześniej prysznic, a nie zakładała wychodzenia na miasto, do pracy czy gdziekolwiek indziej. Camila natomiast nie wymagała od niej tapety, która zwykle ukrywała sińce i worki pod oczami będące efektem niedosypiania. Jej tryb życia odciskał piętno na jej twarzy, czy tego chciała czy nie.
Spojrzała na niego uważniej. Jeśli dostrzegał, że nie wyglądała dobrze to może faktycznie nie było z nią najlepiej. Tyle, że nie potrafiła przemóc się i zaufać mu bezgranicznie. Między nimi wciąż było sporo niewyjaśnionych rzeczy i nie zanosiło się na to, że szybko się to zmieni i rozwiąże. Nie chciała znowu dopuścić do siebie mężczyzny, głównie przez strach przed zranieniem i ponownym pogrzebaniem powoli odbudowywanego zaufania. To wymagało czasu i cierpliwości, a Cath miała obu niewiele.
- Napiję się kawy, prześpię i będzie lepiej - powiedziała lekceważąco, bardziej chcąc go uspokoić niż mówiąc to z pełnym przekonaniem. Bo w zasadzie była chodzącym kłębkiem nerwów, starannie trzymanych na wodzy. Czasem tylko zdarzało się, że te wodze wymykały jej się z dłoni i traciła na moment panowanie nad wszystkim.
- Szkodnika - potwierdziła i nie zdążyła dodać nic więcej, bo wyżej wspomniany postanowił dać o sobie jasno i wyraźnie. A potem po prostu zamilkła, oszczędzając siły i pozwalając Camili wziąć na siebie ciężar tej rozmowy.
- O tej godzinie? - zapytała sceptycznie nastolatka, odchylając się na krześle i stukając gumką ołówka w podbródek. Ani trochę tego nie kupowała, ale wiedziała, że pytając od razu nic nie ugra. - Jeśli sprawdziłeś to obie żyjemy, możesz już iść. Chyba, że to nic służbowego? - zapytała, a Cath powstrzymała się od przewrócenia oczami. Nie zamierzała tłumaczyć siostrze jej relacji z mężczyzną, jeśli ten miał na to ochotę, mógł to robić sam.
- Na pewno jakąś mam - powiedziała. Być może nie była największą fanką zielonej herbaty, ale i ona, i jej rodzeństwo często kogoś przyjmowało w gościach, więc szeroki wybór herbat był podstawą w tym mieszkaniu. - Nie trzeba. Jak chcesz możesz pomóc Camili w ogarnięciu matmy. Ja się poddałam, nie myślę i nie łączę kropek. Pominę fakt, że z geometrii dalej jestem tragiczna - powiedziała, ściągając na siebie spojrzenie Camili jawnie wskazujące, że dziewczyna ma wiele pytań. Nie żeby Catherine się tym przejmowała. A potem ruszyła w stronę otwartej na salon kuchni. Słyszała co się dzieje w pokoju, chociaż nie wtrącała się niepotrzebnie w rozmowę. Mogli chwilę pogadać bez jej udziału. Wyjęła talerze, rozdzieliła ciasto na dwie części i położyła na naczyniach, w międzyczasie parząc herbatę. Z wprawą wynikającą z lat pracy jako kelnerka ułożyła wszystko na tacy i postawiła przed siostrą i byłym chłopakiem. Sama opadła na krzesło i wzięła w ręce przyjemnie gorący kubek kawy. Tego potrzebowała, kofeina była jej paliwem i ostatnią deską ratunku.
- Bywało lepiej, ale przynajmniej przez jakiś czas będę miała spokój - powiedziała, a Cath mruknęła z aprobatą.
- Dostała szlaban od rodziców za strzelenie w twarz chłopakowi z klasy - wyjaśniła pomocnice Catherine, upijając łyk napoju i patrząc na Camilę. Wymieniła z nią porozumiewawcze uśmiechy. - Dlatego przez cały czas trwania wyżej wspomnianego szlabanu będzie mieszkała u mnie i mam jej zasadniczo pilnować, ale no cóż...
- Nie będzie szlabanu - dodała wyjaśniająco wyraźnie zadowolona z siebie Camila, a Catherine przytaknęła. Czy było to niewychowawcze? Być może. Czy tym się przejmowała? Ani trochę. - Więc jakby jakimś cudem ktoś z naszej rodziny wypytywał cię o wspomnianą karę to Cath jest bardzo złym policjantem i ten szlaban to mordęga - zwróciła się w stronę Davida Camili usiadła wygodniej na krześle, biorąc swój talerz z ciastem, a drugi przesuwając w stronę Harrisona. - Dobra, skoro już wiemy że nie jesteś tu służbowo, to zakładam że chodzi o Catherine. Co jest między wami? - zapytała niewinnie, a Catherine przymknęła oczy. No tak, mogła się spodziewać przesłuchania. Przynajmniej nie była sama.
- Camila, to naprawdę nie tw... - zaczęła, ale siostra przerwała jej w połowie słowa:
- Mężczyzna? W twoim mieszkaniu? I to całkiem miły? To się nie zdarza. Czegoś mi nie mówisz - wskazała na nią łyżeczką w oskarżającym geście. Po czym zamrugała i uśmiechnęła się szeroko do Davida.
- A może jesteś przyjacielem-gejem? - zaproponowała, jakby to było jedyne rozsądne rozwiązanie w danej sytuacji. Catherine po prostu przymknęła oczy z bólem i postanowiła się nawet nie odzywać. David mógł sam działać w tej kwestii.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Usłyszawszy pytanie, David pokręcił energicznie głową, bo w sumie... przecież nic takiego się nie stało. Może faktycznie nie powinien się w nią tak wpatrywać, ale po pierwsze, poczuł ulgę, że była w mieszkaniu, a po drugie, niepokoiło go, że wyglądała, jakby nie spała od kilku dni i po trzecie, nie spodziewał się, że Bennett na swoje imię odpowie jego imieniem.
Natomiast na kolejne słowa Cath, skinął głową, zgadzając się z nią.
- Ale w sumie to już to powiedziałaś. - stwierdził, wzruszając lekko ramionami, lecz już nie kontynuował tego tematu.
- To może odpuść sobie kawę, co? - bo skoro miała się położyć spać, to kofeina raczej w zaśnięciu nie pomoże - aczkolwiek David znał osoby, które mimo wypicia kawy nie czuły się pobudzone ani trochę.
- Przestępcy nie śpią. Trzeba być czujnym. - powtórzył coś, co niedawno usłyszał, gdy szedł do swojego gabinetu i mijał komendanta, który rozmawiał z jakimś nowym rekrutem - a przynajmniej Davidowi się wydawało, że ten ktoś był nowy, bo jakoś wcześniej go na komisariacie nie widział.
- Właściwie... to chciałem też zamienić słówko z Twoją siostrą. No, może dwa. - odparł, posyłając w kierunku Camy lekki uśmiech, jakby miało to przekonać ją do tego, by pozwoliła mu zostać, choć przecież nie potrzebował niczyjego pozwolenia.... co najwyżej Cath, bo to było jej mieszkanie. Chyba. W sumie przecież nie pytał, czy była pełnoprawną właścicielką tych czterech ścian, czy może w rzeczywistości należały one do kogo innego.
- Ogarnięciu matmy powiadasz... - powtórzył, przeczesując dłonią włosy, bo już dawno nie odrabiał z nikim prac domowych. Bardzo dawno. A co mi tam... powiedział do samego siebie, zajmując miejsce obok Camy.
- Ile masz tych zadań jeszcze do zrobienia? - spytał z ciekawości, przelatując wzrokiem po ćwiczeniach z matematyki i przypominając sobie czasy, gdy sam miał prace domowe, które często robił na ostatnią chwilę. Czasami miał wrażenie, że ten okres, gdy chodził do szkoły, bardzo szybko mu zleciał. Doskonale pamiętał rozgrywane mecze w piłkę nożną na wfie oraz zawody międzyszkolne, nauczycielkę od angielskiego, która raz w miesiącu zbierała zeszyty, surowego nauczyciela od matmy, który nienawidził, gdy ktoś mu przerywał lub gadał na lekcjach - a że Davidowi się zdarzyło, bo dyskutował z kumplem na temat jednego z odcinków Króla Szamanów (tak, David bardzo lubił to anime).
- Twój nauczyciel od matmy też nie lubił, jak się rozmawiało na lekcji? - spytał nagle Harrison, całkowicie randomowo. Zaraz potem wysłuchał o uziemieniu Camilii i zrobił wielkie oczy, gdy usłyszał, że młoda Bennett kogoś uderzyła - chociaż z drugiej strony, nie powinno go to ani trochę dziwić.
- Jeśli mogę spytać... czym sobie chłopak zasłużył, że go uderzyłaś? - spytał z czystej ciekawości, próbując nie parsknąć śmiechem, bo doskonale wiedział, że gdyby to zrobił, nie byłoby to ani trochę pedagogiczne. Dobrze, że ten chłopaczek jej nie oddał. Chociaż jeśli mu przywaliła w nos, to mógł się skupić bardziej na bólu niż na chęci oddania. [/i] pomyślał David.
Rozumiem. Obiecuję, że jeśli ktokolwiek mnie zapyta, powiem, że Camila odbywa tu właśnie najcięższą karę, a Cath czujnie jej pilnuje. - [/b] odparł, kładąc dłoń na sercu, jakby właśnie składał przysięgę, aczkolwiek nie sądził, by ktokolwiek z rodziny Bennett akurat go pytał o Camę.
David nie spodziewał się, że rozmowa zaraz zejdzie na inne tory, a konkretniej na takie, które dotyczyły relacji, jaka łączyła go z Catherine. Zamrugał kilkakrotnie, zastanawiając się, czy iść w kłamstwo, czy być z młodą dziewczyną szczerym.
- A czemu uważasz, że coś między nami jest? - spytał, próbując odbić piłeczkę, choć doskonale wiedział, że nie powinien odpowiadać pytaniem na pytanie, ale no, postanowił zaryzykować. Uważnie słuchał kolejnych słów Camilii oraz próby uciszenia jej przez starszą Bennett. Z tego wszystkiego David sięgnął po szklankę, dmuchnął na herbatę, by ją nieco ostudzić, i wziął kilka łyków. Jak się jednak okazało, był to zły pomysł, ponieważ usłyszał coś, co sprawiło, że zakrztusił się i wypluł herbatę w rękaw (nie chciał opluć ani Cath, ani Camili). W efekcie na jego spodniach również były widoczne plamki.
- C...o... - zaczął, lecz niezbyt dobrze mu szło, ponieważ walczył z kaszlem. Gdy nieco się uspokoił, Harrison spojrzał to na Camę, to na Cath.
- Nie jestem gejem. Kiedyś... chodziłem z Twoją siostrą. - no i myk, wyłożył karty na stół. Chyba wszystkie, jakie tylko miał w swojej wyimaginowanej talii.
- Spędziliśmy razem wiele pięknych chwil. - dodał jeszcze, patrząc na Cath tak, jakby chciał jej przekazać coś jeszcze, tylko nie mógł tego zrobić przy Camie.

Catherine Bennett
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Catherine lubiła spędzać czas w swoim mieszkaniu. Oczywiście kochała wyjścia z przyjaciółmi i ceniła sobie chwile spędzane z rodziną, ale to jej gniazdo było tym co najbardziej przemawiało do jej serca. Było może ciut chaotycznie, ale było JEJ i odzwierciedlało w zasadzie to jaką osobą była. Odpoczywała w nim choćby patrząc przez kilka godzin w nocy w sufit, chociaż tak na dobrą sprawę powinna. W jej głowie jednak roiło się zbyt dużo myśli, aby móc odpocząć psychicznie i po prostu była bardziej zmęczona niż dawała to po sobie poznać w trakcie dnia.
- Kawa to jest obecnie jedyna opcja jeśli chcesz prowadzić ze mną jakąkolwiek rozmowę - machnęła dłonią lekceważąco. Kawa zapewne by ją nieco pobudziła, ale nie oczekiwała cudów i wiedziała, że po zastrzyku energii będzie tylko gorzej. To jednak schodziło obecnie na dalszy plan i zamierzała się tym martwić potem.
- Jak Szalonooki z Harry'ego Pottera - przewróciła oczami Camila, a Cath musiała przyznać jej w tym rację. To brzmiało jak słowa paranoika i Bennett nie potrafiła wyobrazić sobie życia w ciągłym biegu i oglądania się co chwila przez ramię. Spojrzała uważniej na Davida. Była ciekawa o czym chciał z nią porozmawiać, a jeśli chodziło o jej ostatnie grzeszki to naprawdę wątpiła, aby rozmowa o tym przy jej młodszej siostrze była odpowiednim miejscem na to. Camila widocznie nie wyczuwała dziwnej atmosfery ani nie widziała nic bardziej dziwnego niż zazwyczaj w zachowaniu Cath, bo po prostu kiwnęła głową.
- Za dużo - odpowiedziała Camila, podpierając się na ręce o stół. Jej mina jasno wskazywała, że była skrajnie znudzona i naprawdę mogła znaleźć przynajmniej kilka możliwości lepszego i ciekawszego spędzania czasu wieczorem. - Mój nauczyciel prawdopodobnie uczył Lincolna, nie wiem co on tam robi. Ale nie przeszkadza mu ani trochę gadanie na lekcji - wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Bo jest głuchy jak pień - wtrąciła pomocnie Catherine, włączając się do rozmowy, zanim rozsiadła się wygodnie i podała reszcie to czego akurat chcieli. Nauczyciel Camili uczył też ją i pomimo lat nic się nie zmieniało. To też mogło wyjaśniać jej niechęć do matematyki: nie potrafiła jej zrozumieć, a krzyczenie o wyjaśnienie nigdy nie było czymś co byłaby skłonna zaakceptować.
- Mówił czego nie powinien o naszej rodzinie i nie potrafił trzymać rąk przy sobie - odpowiedziała Camila jakby mowa była o pogodzie, a nie biciu rówieśnika. Cath nadepnęła Davida pod stołem, aby powstrzymać jego śmiech i pokręciła głową. Chociaż jeśli miała być szczera, gdyby chłopak oddał Camili to Cath sama by się przeszła do niego i zrobiła mu krzywdę. Nie było najmniejszych szans na to, by pozwalała komukolwiek skrzywdzić swoich bliskich. Kiwnęła tylko głową w aprobacie na słowa, że będzie ją krył.
A czemu uważasz, że coś między nami jest?
Pewnie nie powinna się tak czuć i nadinterpretowała, ale pytanie mężczyzny wwierciło się w jej mózg i było niemal jak cios w brzuch. Nawet jeśli było szczere to w zasadzie w pełni odzwierciedlało sedno ich relacji. Byli razem kilka lat temu, ona miała jeden pijacki wybryk ale w zasadzie czy coś było między nimi? Znaczy z jej strony było, ale przy tym było za dużo strachu ani niechęci do wciągania innych w jej własne bagno.
Otwierała usta, aby odpowiedzieć Camili, gdy ta po prostu wypaliła. Cath była do tego przyzwyczajona, więc nie ruszało jej to tak mocno.
Poklepała mężczyznę po plecach. Nie miała chęci tłumaczyć się dlaczego jej siostra zamordowała jej byłego faceta pytaniem o jego orientację seksualną. Zdecydowanie nie.
- Kiedyś to znaczy...? Bo nie przypominam sobie, żeby Cath kiedykolwiek wspominała o innym związku niż jakiś setki lat temu - zaczęła Camila, już w pełni zainteresowana tematem, a Catherine po prostu westchnęła i kopnęła ją pod stołem. Wychowała zdrajcę. - Nie kop mnie wariatko. - odsyknęła najmłodsza Bennett, a Cath zmrużyła oczy.
- Chodziliśmy. Dawno temu, kiedy byłam jeszcze nastolatką. I spędziliśmy - kiwnęła głową. Nie chciała wchodzić w szczegóły, rozdrapywanie starych ran mogło tylko zaboleć, a nie czuła potrzeby do krzywdzenia samej siebie i użalania nad tym co jak myślała dawno temu straciła.
Camila wyglądała jakby trybiki w jej głowie pracowały na zwiększonych obrotach i Catherine mogła przysiąc, że widziała moment w którym wskoczyły na swoje miejsce.
- Och - stwierdziła i spojrzała na Catherine i Davida z wyrzutem. - Czemu nie powiedziałaś wcześniej, że byliście parą? - wskazała oskarżycielsko palcem na Cath.
- Bo to było kilka lat temu i nie jest aktualne od ilu lat David? - rzuciła do mężczyzny. W zasadzie nie pamiętała kiedy dokładnie stracili kontakt, jednak było to już dawno nieaktualne. Chyba.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David zatrzymał się na chwilę w korytarzu i nagle uświadomił sobie, że jest tu po raz pierwszy. Może właśnie dlatego jego wzrok wędrował od jednego kąta do drugiego, rejestrując każdy szczegół i próbując ułożyć w pamięci plan tego miejsca. A więc tak mieszkała. pomyślał, jeżdżąc oczami od prawej do lewej strony, zatrzymując spojrzenie na samej Catherine i zastanawiając się, czy gdyby nie ta wieloletnia przerwa, on mieszkałby tu razem z nią, czy może ona mieszkałaby razem z nim? A może mieszkaliby razem jeszcze gdzie indziej? Opcji było kilka.
- A no chyba że tak. - odparł, choć zastanawiał się, czy nie byłoby lepiej po prostu pozwolić Cath odpocząć, lecz z drugiej strony chciał z nią porozmawiać i wyjaśnić, co się dzieje.
Skinął głową na słowa Camilii, unosząc kąciki ust, bo uważał za urocze, że przywołała postać z Harrego Pottera.
- Pewnie słyszałaś, że ma powstać serial o Harrym Potterze z nowymi aktorami. Planujecie oglądać? - spytał z czystej ciekawości, podtrzymując temat o czarodzieju - doskonale pamiętał czasy, gdy sam oglądał każdą część, a na niektóre specjalnie szedł do kina. Swego czasu, sam pragnął otrzymać list do Hogwartu, by pograć w quiditcha i po prostu przeżyć przygodę podobną do głównego bohatera. No ale listu nigdy nie otrzymał, więc chyba był mugolem.
- Im szybciej zrobisz, tym szybciej będziesz mieć to z głowy. - odparł, próbując tym jakoś pocieszyć młodszą Bennett. Doskonale ją rozumiał, bo w jej wieku jemu też niezbyt chciało się odrabiać prace domowe - zawsze znalazło się coś ciekawszego, albo gdy była dobra pogoda, to szedł na boisko, by pograć z kumplami.
- Może niedługo przejdzie na emeryturę. Wspominał już o niej? - spytał, współczując Camie, że nie miała nauczyciela, który potrafiłby jakoś zainteresować przedmiotem. Ogólnie miał wrażenie, że naprawdę ciężko było o dobrego pedagoga. Znaczy, on to miał tyle wspólnego ze szkołą co nic, ale coś tam słyszał od znajomych lub czytał komentarze w necie pod różnymi artykułami/postami.
- A to du… podły kawał drania! - krzyknął David, no bo halo! Jakim prawem jakiś gówniarz obrażał rodzinę Camy, Cath i Alexiego? W sumie to chciał pochwalić Camę, bo stanąć w obronie rodziny było iście szlachetnym czynem - ale gdy Cath nie patrzyła, zbił z nią żłówika.
A potem został niespodziewanie nadepnięty i skrzywił się, bo no… zabolało. Posłał Cath spojrzenie mówiące, by zaraz zabrała nogę.
- Jak chcesz, to porozmawiam z jego rodzicami. - bo tak, mógł to zrobić. Nie stanowiło to dla niego ŻADNEGO problemu. Potrzebował tylko jednego - zielonego światła, tzw. zgody. Wiedział, że formalnie nie należy do tej rodziny, ale szczerze mówiąc, nie zamierzał pozwolić, by ktokolwiek ją obrażał. Po pierwsze, szczególnie zależało mu na jednej osobie, a po drugie, nie znosił niesprawiedliwości. Zimne spojrzenie i zmarszczone czoło mówiły same za siebie - nie blefował.
- Cóż… mniej więcej 12 lat temu. Dostała ode mnie piłką od siatkówki, choć sądziłem, że inaczej poleci a tu… taka niespodzianka i szybka akcja szpital. - powiedział z lekkim uśmiechem, wspominając tamtą sytuację i odtwarzając w swojej głowie. Spojrzał na Cath i miał ogromną ochotę wziąć jej rękę, by złączyć ją ze swoją, lecz ostatecznie jedynie położył ją sobie na kolanie. I się po nim podrapał.
Parsknął śmiechem, bo najwyraźniej nie tylko jemu się dostawało.
- Twoje nogi są bardzo aktywne. - rzucił pół żartem, pół serio, lecz nie powiedział nic więcej, tylko słuchał, co Cath miała do powiedzenia. Nie sądził, że dorzuci swoje trzy grosze do rozmowy, ale szczerze? Ucieszyło go to. Ucieszyło go, że nie usunęła tych wspomnień.
I że…
Się ze mną zgodziła. to było dla niego prawie niczym wygrana w meczu. Bo to mu dało potwierdzenie, że tamto uczucie było… prawdziwe. Zaraz jednak kąciki ust opadły i zostały zastąpione kreską.
- Pięciu… co najmniej pięciu. Chociaż możliwe, że nawet i sześciu, bo wtedy… dostałem informację, która, jak się okazuje, nie była prawdziwa. - bo doskonale pamiętał dyskusję w aucie i zapieranie się Cath. Nie chciał jej aktualnie drażnić i wkurzony był na siebie, że dalej nie ruszył ze swoim śledztwem.
- Przepraszam na chwilę. - powiedział, wstając energicznie z miejsca, by pójść do łazienki, gdzie podszedł do lustra i spojrzał w swoje odbicie. Musiał… schłodzić twarz, dlatego zaraz oblał ją zimną wodą. Potrzebował zimnej wody i zastanowienia się, czy istniała szansa, żeby wszystko naprawić. Nie lubił przypominać sobie tamtej chwili, tamtego listu i słów Pani Bennett Odpuść, bo tak będzie lepiej.

kopiąca pod stołem
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Jej mieszkanie było tym miejscem, w którym potrafiła się poruszać po omacku i na ślepo, w każdym możliwym stanie upojenia i trzeźwości. Wiedziała gdzie ma miejsce każdy bibelot i gdzie może spodziewać się niespodziewanego, gdyby jej rodzeństwo potrafiło wpaść znienacka. Być może dlatego też tak lubiła to miejsce: wszystko miało swoje stanowisko, było jasne i przewidywalne. W zasadzie chyba tego potrzebowała: stabilności.
Czy chciała odpocząć? Cholernie mocno i miała przeczucie, że przegra z grawitacją łóżka. Skinęła głową Davidowi - jeśli chciał mieć partnera do jakiejkolwiek rozmowy musiała się pobudzić. Alkohol nie wchodził w grę, zdecydowanie nie chciała powtarzać ponownie ostatniego szaleństwa i poranka z Davidem (a przynajmniej nie w takich okolicznościach jak miały miejsce ostatnio).
- Oczywiście - odpowiedziała z automatu Camila, a Catherine skinęła jej głową. Już jako nastolatka uwielbiała ten magiczny klimat, magię i historię. Co prawda była nieco za młoda, aby zobaczyć wszystkie części w kinie, ale załapała się na część z nich i jak ona to kochała. Nie, zdecydowanie nie mogła tego przegapić. Zaraziła tym Camilę i była z tego niesamowicie i cholernie dumna.
- A nie mogę tego odłożyć na wieczne niezrobienie? - zapytała dziewczyna, stawiając nieco niechlujną piątkę w zeszycie. Nie rozumiała trochę tego do czego jej to się miało przydać. Miała naprawdę ciekawsze rzeczy do roboty. Miała też nieco mniej ciekawych rzeczy, które mogłaby robić zamiast walczyć w sobotnie popołudnie z matematyką.
- To samo mówili jak jeszcze ja chodziłam do szkoły. Złego diabli nie biorą - powiedziała ponuro Catherine, odchylając się nieco do tyłu na krześle i biorąc kubek w obie dłonie. Podkuliła nogi pod uda, zastygając w takiej pozie i uznając, że w końcu jest jej wygodnie i dobrze. Nawet jeśli naczynie nieco parzyło w dłonie, a pierwsze łyki mówiły jasno, że nie jest to jej najlepsza kawa w życiu.
- Zabawne, ja powiedziałam bardziej dosadnie i mniej delikatnie co myślę o tym chłopaku. No ale nie będę powtarzać nieparlamentarnych słów - rzuciła Catherine, relaksując się nieco , podczas gdy Camila zawzięcie kończyła rozwiązywanie zadania i po prostu ich ignorowała. Cath miała przeczucie, że nawet jeśli ona sama była bardziej artystyczną duszą z natury to Camila może być ścisłowcem. Mózg dziewczyny wydawał się uwielbiać fizykę, chemię czy matematykę. W zasadzie nauka nie sprawiała jej większych problemów, problemy zaczynały się w relacjach społecznych. Catherine rozumiała dziewczynę, ale wiedziała też że sama zrobiłaby to samo i nie było sensu moralizować młodszej siostry. Tym bardziej, że chłopak wydawał się raczej paskudny
- Nie trzeba David. Mieliśmy już miłą pogawędkę w gabinecie, jego rodzice są jeszcze gorsi niż on.
Absolutnie nic sobie nie robiła ze spojrzenia swojego byłego. Nie zamierzała zabierać tej nogi. Poświęciła dla tego kopnięcia wygodną pozycję, on mógł mieć zmiażdżoną stopę. Wszystko było jej jedno.
- Cudowny początek znajomości: on we mnie strzela piłką, ja mam złamany nos i leje się krew, a jego kolega z drużyny próbował mnie poderwać - uśmiechnęła się. Mimo wszystko były to dobre wspomnienia, z czasów gdy mogła sobie pozwolić na nieco więcej luzu i miała zdecydowanie mniej na głowie. Czasami tęskniła za tamtą dziewczyną, która miała czelność rzucać wyzwania światu i sobie samej.
- I strasznie kopie w nocy - rzuciła pomocniczo Camila, zamykając z trzaskiem zeszyt w jawnym sygnale, że był to koniec. Cath uniosła tylko brew ale postanowiła nie komentować. Oczywiście że jej nogi były ruchliwe także w nocy, bo młodsza siostra lubiła się przytulać i rozpychać.
- Jaka to informacja? - zapytała młodsza Bennetówna, a Cath zastanawiała się czy to nie pora na drobne załamanie rąk nad dziewczyną w kwestii zachowań społecznych.
- Znowu chcesz się kłócić? Niech to zaczeka do rana, nie mam na to siły - zapytała bardziej zmęczona tą wracającą sprawą niż zła. Jej uczucia były wtedy prawdziwe i mocne. Na tyle mocne, że nie potrafiła związać się z nikim w dorosłym wieku. Ani w jakimkolwiek wieku.
Gdy mężczyzna wyszedł Catherine spojrzała na Camilę ta miała głupi wyraz twarzy. Jakby coś kombinowała.
- Mam dzisiaj założyć słuchawki czy obędzie się bez nich?
Cath zmierzyła siostrę wzrokiem. Nie chciała zdradzać jej wszystkiego, to była jedna z tych części jej bycia ukryta głęboko w samej Catherine.
- Do spania.
Catherine westchnęła i spojrzała tęsknię na kanapę w salonie. Była skłonna iść spać tam, byle tylko Bennetówna się zamknęła.
- Wolisz spać na łóżku czy na kanapie? Bo nawet nie myśl o tym, że wrócisz do domu o tak nieludzkiej godzinie - oznajmiła szatynka. Nie było szans, że wypuści go samego jeśli to od niej zależało.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Mimo iż był w mieszkaniu Cath po raz pierwszy, uważał je za przytulne. W powietrzu unosił się miły zapach połączony z zapachem perfum Catherine - które, swoją drogą BARDZO lubił i uważał za BARDZO ładne. Doskonale pamiętał, jakich używała, gdy byli młodsi, i był to bardzo słodki zapach. Teraz przeważała kwiatowa nuta. A kwiaty przypominały mu o spacerach, gdy zrywał jej polne kwiaty, lub wręczał gdy zaczynali ze sobą chodzić. I aż zaczął żałować, że nie wpadł na pomysł, by przyjechać tu z jakimś ładnym kwiatkiem typu róża, mak lub tulipan. Może następnym razem. Może... o ile nie zapomni.
- To może dołączę do Was... jeśli nie będziecie miały nic przeciwko. - odparł z lekkim uśmiechem, patrząc nieco dłużej na Cath, jakby to na zielone światło od niej czekał. Oczywiście decyzja nie musiała być podejmowana na już, bo do premiery mieli jeszcze czas, ale David po prostu uważał, że fajnie byłoby coś obejrzeć razem Jak za dawnych lat. pomyślał, pamiętając doskonale wspólne seanse filmowe z popcornem, colą, żelkami i paluszkami. Brakowało mu tego. Jasne, sam sobie mógł zorganizować taki seans, lecz to nie było to samo, co oglądanie z Cath. Jej reakcje oraz komentarze były po prostu… przeurocze oraz, rzecz jasna, adekwatne do danych scen.
Słysząc pytanie Camili, David stanowczo pokręcił głową.
- Zatęsknisz za szkołą, jak pójdziesz do pracy, zobaczysz. - odparł, chociaż oczywiście mógł się mylić. Może Camila znajdzie pracę, którą będzie lubiła, dzięki czemu nie zatęskni za czasami, gdy trzeba było odrabiać prace domowe, uczyć się od sprawdzianu do sprawdzianu i czytać obowiązkowe lektury. On w sumie tęsknił za wakacjami, wfem podczas którego z kolegami grali przeważnie w piłkę nożną oraz za beztroskimi przerwami między lekcjami, kiedy najważniejszym problemem było to, czy zdążą kupić coś w szkolnym sklepiku przed dzwonkiem. Brakowało mu też tych spontanicznych rozmów na korytarzu, śmiechu bez większego powodu i poczucia, że ma jeszcze czas, że dorosłość nie czai się tuż za rogiem.
- Czyli nauczyciel ze stażem... rozumiem. - odparł, kiwając głową i przyjmując słowa wypowiedziane przez Cath do wiadomości. W dodatku widział ten grymas, gdy wzięła kilka łyków kawy.
- Nie chcesz sobie posłodzić? Znaczy, sorry… nie wtrącam się, bo sama wiesz najlepiej, czy czegoś chcesz dodać, czy nie. - poprawił się, bo skąd miał wiedzieć, czy posłodziła sobie tym razem kawę, czy wręcz przeciwnie. Nie on robił to po pierwsze, a po drugie, Cath wiedziała najlepiej, czy da radę wypić taką kawę, czy jednak coś do niej doda.
Parsknął śmiechem, całkowicie rozumiejąc, że starsza Bennett użyła wielu bardzo miłych epitetów względem chłopaka, którego Camila pobiła. Gdyby o jego siostrę lub brata chodziło, zapewne zareagowałby praktycznie identycznie.
- Też bym powiedział, tylko nie wypada przy młodej damie. - odparł, a tak naprawdę to nie chciał być wulgarny przy Camili, by nie powtarzała potem tych pięknych słów Choć młodzież w jej wieku, to znała już wiele bardzo ładnych słów, więc pewnie w ogóle by jej to nie zgorszyło. pomyślał, przypominając sobie, jak całkiem niedawno, przechodząc obok placówki edukacyjnej, dzieciaki mówiły, używając o wiele gorszego słownictwa niż niejeden dorosły. Bardzo go zastanawiało, gdzie te dzieciaki to podłapały - podejrzewał, że przez internet.
- Jakby jednak moja ingenerncja była potrzebna, dajcie znać. - powiedział z lekkim uśmiechem, bo dla niego wyhaczenie danych osobowych dwójki rodziców, którzy wychowali niezbyt grzecznego syna, zasługiwali na karę.
Parsknął śmiechem, choć musiał przyznać, że był… szczęśliwy, kiedy Bennet przywróciła scenę z przeszłości, dlatego po parsknięciu utrzymał się uśmiech na jego twarzy. Faktycznie był jeszcze jeden gagatek, który robił maślane oczy do Cath ale David był dumny, bo to on został wybrańcem.
- Prawda. Nic tylko serial nagrywać i w sumie... ciekaw jestem, czy Henry sobie kogoś znalazł... - rzucił nagle Harrison, bo już od dawna nie miał kontaktu z kolegą, którego znał ze szkoły.
- Ona po prostu… dużo biega w ciągu dnia, więc potem kontynuuje bieganie także i w nocy. - odparł, oczywiście żartując, o czym świadczyły uniesione do góry kąciki ust. Chciał ją jakoś usprawiedliwić.
Słysząc wymianę zdań między siostrami, David spojrzał na Camę.
- Powiem Ci następnym razem. - odpowiedział, a potem poszedł do łazienki, aby ochłonąć i ochlapać sobie twarz zimną wodą. Powinienem już iść. stwierdził, widząc godzinę na zegarku, który miał na ręce.
Kiedy już czuł, że było lepiej, opuścił łazienkę i wrócił do pokoju, gdzie siedziała Cath.
Słysząc słowa Bennett, Davidowi zrobiło się jakoś tak cieplej na sercu, bo przecież mogła mu kazać spierdalać natychmiast wyjść A tu proszę... Miła niespodzianka. Bardzo był ciekaw, co by zrobiła, gdyby nagle założył buty i zaczął otwierać drzwi wyjściowe, lecz widząc zmęczenie wymalowane na twarzy Cath, nie chciał testować jej cierpliwości. NIe tym razem.
- Mogę spać na kanapie, żaden problem. - powiedział zgodnie z prawdą, wzruszając ramionami.
- Idź się połóż, ja sobie poradzę... o ile pościel jest też chowana pod kanapę. - dodał, wiedząc, gdzie znajdowała się kanapa, bo widział ją, kiedy szedł do tego pokoju, w którym aktualnie siedzieli. I w sumie po minucie (może dwóch) ruszył do salonu i położył się na kanapie, przyciągając najbliższą poduszkę pod głowę.


sleppy baby
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”