ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę mechanik dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i wish i'd known what i know now. things
could be different… if i'd known how
P r z y w y k ł.
Teoretycznie przynajmniej, praktycznie wciąż dziwił się, widząc rozstawione dookoła, nieswoje rzeczy. Rozrzucone ubrania, torbę, dziwne, smakowe napary. Nieważne, dokąd szedł i co robił, wszędzie czuł herbatę z dziesiątkami aromatów: kwiatem hibiskusa, wiśnią, cytrusem, brzoskwinią. Teoretycznie wszystko oddzielnie, praktycznie — wszystko razem. Wymieszane. Trochę mdłe. Odsuwał więc małe, papierowe pudełeczko za każdym razem, kiedy przeczesywał szafkę w poszukiwaniu mielonej robusty. Czarnej. Mocnej. Przede wszystkim: zwyczajnej.
Opierał się o blat, krzyżował przedramiona i myślał.
Wszędzie, gdzie się obejrzał, widział ślady czyjejś obecności. Obecności innej niż ta, do której przywykł, a za którą wciąż czasami tęsknił, jednak to Ramona na stałe zagościła w domu. W r e s z c i e coś czuł. Mieszankę ulgi, ściskającego brzuch napięcia, nieufności, ale przede wszystkim — cichej wdzięczności. Niewypowiedzianej. Spychanej głęboko w podświadomość, zaprzeczanej, wstydliwej. Czuł coś, co podsumowałby słowami: "dobrze, że jesteś", gdyby przynajmniej przez pięć sekund o tym pomyślał.
Zamiast jednak myśleć, uchylał drzwi garażu, otwierał maskę i brał się za robotę.
Pierwsze, od czego zaczął, to sprawdził przewody zapłonowe, dociskając każdy, jeden po drugim, dłonią upewniając się jeszcze, czy obejma dobrze trzyma. Bez względu na to, jak wyglądał, jego ręce były stabilne. Pewne. Dokładnie takie jak zawsze, nawet jeśli tym razem odpuścił sobie standardową dawkę. Po większości leków, szczególnie tych, które brał bardziej regularnie, czuł się trochę przytępiony. A teraz potrzebował m y ś l e ć.
Demian sprawdził wszystkie kieszenie, zarówno w dresowych spodniach, jak i w bluzie przerzuconą niedbale przez szafkę, zanim przypomniał sobie, gdzie tym razem odłożył kluczyki. Sięgnął do biurka pełnego części, śrubek i płynów i otworzył skrzypiące drzwi. Usadzając się w fotelu kierowcy, najpierw dwukrotnie wcisnął pedał gazu, po czym odpalił Mustanga.
Ośmiocylindrowy silnik ryknął, warknął, przecinając ciszę.
Przez parę sekund pracował nierówno, zanim się uspokoił i złapał normalny rytm.
Crowe wysiadł z prawie sześćdziesięcioletniego samochodu, łapiąc się dachu, po czym obszedł samochód i otworzył maskę. Jedną ręką oparł się o karoserię, pochylając się coraz mocniej i mocniej, aż wreszcie ściągnął brwi, jakby próbował wyłapać fałszywe dźwięki.
Sięgnął po śrubokręt, potem — do gaźnika.
Tępym wzrokiem wpatrywał się w śrubę mieszanki paliwowo-powietrznej, przekręcając ją o ułamek obrotu, o parę ledwie widocznych milimetrów. Ośmiocylindrowy Windsor zareagował natychmiast, niemniej jednak Demian i tak odczekał chwilę. Sekundę, drugą, trzecią. Przysłuchiwał się coraz bardziej równemu, miarowemu ośmiocylindrowemu Windsorowi.
Kątem oka dostrzegł ruch, domyślając się, kto to. Odruchowo wyprostował plecy, wciąż pochylając się pod otwartą maską, a potem jeszcze raz minimalnie skorygował ustawienie. Nieważne, co robił, jedno zdanie wracało do niego w myślach.
“Trochę jebanej empatii”.
E m p a t i i...
Otarł dłonie o ubrudzoną już szmatę, po czym trochę za długo i za dokładnie odłożył materiał na chłodnicę.
Docisnął linkę gazu.
Silnik zamruczał, zagłuszając Ramonę.
Demian odsunął rękę, przysłuchując się temu, czy Windsor się dławi, czy obroty spadają równo. Dopiero kiedy najgłośniejszy, pierwszy ryk ucichł, podniósł wzrok, tym razem wpatrując się w czarną, podniesioną maskę.
Co? Mówiłaś coś?

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Same shit, different day jak to mówią. Trudno się z tym w sumie nie zgodzić...

Ciążyło jej ostatnie spotkanie z Demianem. Miała moment jakiegoś wyrzutu sumienia, ale niedługo. Było to bardziej przelotną myślą, że może przesadziła że słowami, ze sposobem, ze swoją natarczywością. Miała nawet przebłysk wątpliwości odnośnie swojego przylotu. Ale szybko jej przeszło, bo ilekroć o tym myślała, to dochodziła do tego samego wniosku, że zrobiłaby to jeszcze raz, jeśli Demian też by w ten sam sposób się zachowywał. Bo powiedziała co myślała, w sposób jasny, zrozumiały i asertywny (może nawet aż za bardzo, ale przynajmniej zapamiętał). Sam zaproponował wyjście, zgodził się na jej pobyt, a finalnie - zachowywał się jakby trochę miał problem z jej obecnością.

Prawda jest taka, co widać i co sama sobie uświadamiała, że w sumie to dużo się kręciło wokół niego. Nie, bardzo Ramona się kręciła wokół swojego brata i nie potrafiła tego nazwać. Nie potrafiła też powiedzieć jakim cudem trafiła w to miejsce, ani nie wiedziała - chyba tym bardziej - jak się z tego wyplątać, bo trudno było jej zauważyć własny błąd. Fakt, nakręcała się i złościła, bo rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż miała być i nie była w stanie zaakceptować, że może być już inny, że może jej chcieć mniej, albo po prostu inaczej niż kiedyś.

To co mówił miało sens, że przyszła i rządzi i oczekuje różnych rzeczy, jednak i on miał swoje, bardzo przy tym udając że wcale tak nie jest. Chyba można pokusić się o stwierdzenie że wbrew pozorom byli w tym bardzo podobni, ale wyrażali to w zupełnie inny sposób, a już na pewno przeżywali to zupełnie inaczej.

I okej, to by można było przyjąć. Może by się jeszcze trochę posprzeczali, może by trochę na siebie nawet pokrzyczeli. W końcu, zdarza się. Trzeba się ze sobą dogadać, a czasem na początku po prostu nie wychodzi. Więc wahania są naturalne.

I chyba tak to wyglądało, przynajmniej z jej perspektywy. Trochę się zbliżała, trochę odsuwała. Trochę się uśmiechała, trochę denerwowała, ale była w tym samym budynku. Tylko im dłużej z nim była, tym bardziej się dziwiła, bo tak inny był od tego co zapamiętała i z każdą interakcją okazywało się, że jest... gorzej. Bycie w tym nieprzewidywalnym, które miało być bezpieczne, wzbudzało bardzo dużo niepokoju. Więc trochę się szarpała, a trochę próbowała akceptować.

Ale nie mogła. Nie mogła milczeć kiedy znalazła - schowane albo nie - opakowanie leków. Zbyt dobrze wiedziała co to jest za środek. Zbyt długo przyglądała się temu brzydkiemu opakowaniu, ale z drugiej strony tak kuszącemu, obiecującemu ulgę i spokój. Pudełko było jak apteczka, a zawartość lękiem, nadzieją na całe zło, wyzdrowieniem.

Boże, jaką ona miała ochotę... wyzdrowieć.

Przestraszyła się tej myśli. Automatycznie wypuściła je z rąk, jakby się oparzyła. Ale równie szybko opadła na kolana i podniosła z powrotem. Trzęsły jej się ręce, serce waliło, ale zaciskała dłoń na plastiku. Wgbiegła z pokoju i od razu skierowała się do garażu, skąd dochodziły do niej dżwięki.

Dotarła, krzyknęła coś, ale nie wiedziała co.

- Pytałam po co ci to - powtórzyła, a raczej krzyknęła, czując dzwonienie w uszach.

Zbyt znajome. Podniosła dziwnie sztywną rękę do góry, tę w której było pudełeczko.

I zatrzymała się. Czekała. Jakby w ręku miała granat, nie leki. Ale może tabletki są groźniejsze.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę mechanik dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od niechcenia podniósł wzrok.
Właściwie to ledwie zerknął, w i e d z i a ł, co ma w rękach.
Ułamek sekundy: dokładnie tyle czasu potrzebował, aby dostrzec to, z czym przyszła, a potem to... zignorować. Rozluźnił napiętą szczękę, po czym wyciągnął rękę, pocierając kciukiem twardą, grubą sprężynę, trzymającą w miejscu podniesioną maskę, jakby ścierał kurz, brud albo smar. Demian przymknął oczy, odetchnął głęboko, a następnie powoli wypuścił powietrze, próbując zapomnieć o dźwięku pastylek uderzających o plastikowy dozownik.
Dopiero potem zerknął jeszcze raz.
Tym razem dłużej. Dużo dłużej. Twardo.
Grzebałaś w moich rzeczach — odezwał się z charakterystyczną, opadającą intonacją z Manchesteru, przez którą coś, co — w założeniu — powinno brzmieć jak pytanie, przypominało bardziej proste zdanie oznajmujące. Wypowiedziane niskim tonem, bardzo spokojnym, przede wszystkim zaś — pewnym siebie.
Wpatrywał się w Ramonę najpierw przez sekundę, potem drugą i trzecią.
Wytrwale omijał wzrokiem pudełko leków, tak, jakby to było "nic ważnego", "nic istotnego", aż wreszcie oparł się pewnymi, stabilnymi rękami o karoserię. Otaksował wzrokiem poszczególne przewody: paliwowy, podciśnienia, jakby wypatrywał najmniejszych zmian. Nic nowego. Brak jakichkolwiek nalotów, przebarwień oraz wyciekających płynów. Mimo to sięgnął głębiej, dotykając przewodu układu chłodzenia, aby sprawdzić jego elastyczność. Odruchowo, bardziej chcąc zająć czymś ręce, niż rzeczywiście sprawdzić stan osprzętu.
O wiele szybciej odsunął rękę, czując gorącą gumę, parzącą w palce.
Wyczuł to, czego się spodziewał: materiał był ciepły, twardy, więc jeszcze dobrze się trzymał. Jak widać, wszystko działało prawidłowo, co zresztą doskonale wiedział. Co najmniej parę razy w tygodniu sprawdzał osprzęt, czasem w garażu, czasem po godzinach w warsztacie.
Ledwie rozprostował kark, już mocniej pochylał się nad silnikiem, odrzucając brudną szmatę w bok.
Milczał, zastanawiając się, czy warto cokolwiek dodać.
Ważył, czy przemilczeć całą sytuację, czy dać się sprowokować młodszej siostrze.
Odłóż to — cicho. Pewnie. Bardziej do siebie, przynajmniej w teorii, bo w praktyce — jak najbardziej do siostry. Coś, co brzmiało jak zwyczajne mruknięcie, okazało się na tyle głośne, aby bez problemu wszystko usłyszała. Każdą głoskę, każdą sylabę i każdą intonację.
Pociągnął linkę gazu trochę dłużej, niż powinien, przysłuchując się trochę uważniej, niż dotychczas. Dopiero w momencie, w którym prawie równy dźwięk ucichł, przesunął śrubę o parę milimetrów. Potem wrócił dokładnie w to samo miejsce, jakby poprzedni, ledwie widoczny ruch okazał się błędem.
Teraz będzie dobrze.
Naprawdę.

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Shit happens.

Tak, tak... Ramona doskonale wiedziala ilu rzeczy w jej życiu miejsca mieć nie powinno. Pomijając to, że nie powinna się urodzić, to nie powinna się urodzić tam gdzie jej nie chcą. Następnie nie powinni jej adoptować ludzie, którzy byli przemocowi. Nie powinni jej krzywdzić. Nie powinien pilnować jej brat i dawać poczucia bezpieczeństwa, chroniąc przed nimi. Nie powinien być dorosłym dzieciak. Nie powinna być gwałcona. Nie powinna być atakowana. Nie powinna być pośmiewiskiem. Nie powinni zostawiać jej samej ludzie, którzy byli jej potrzebni. I którzy ją kochali. Nie powinni jej wywozić do Ameryki, próbując ukryć chore sekrety, które powinny wyjść na jaw, żeby można było pociągnąć do odpowiedzialności tych którzy za nimi stali.

Chyba można zrozumieć, że żyjąc w takim środowisku trudno jest człowiekowi odróżnić co jest dobre a co złe, czasem się gubiła, a czasem sama uczyła się na własnych bledach... albo nie. Robila wiele rzeczy, ktorych nie powinna. Nie powinna uciekać. Nie powinna brać. Nie powinna sabotować sobie życia.

A dzisiaj? Nie powinna była dotykać rzeczy Demiana, bo dzięki temu pewnie uniknęliby trudnych rozmów, które są trudne mimo tego, że nie są o tym o czym faktycznie mogliby rozmawiać i co nie byłoby kłamstwem. Ale tak, nie powinna dotykać, czy grzebać i to jest taka oczywista oczywistość, że nie wolno, że nie wypada. Ale po prawdzie, wcale tego nie robiła. Nie układała mu majtek w szufladzie. A to spadło na nią jak grom z jasnego nieba i wbrew pozorom, wcale tego nie chciała. Nie spodziewała się tego. Pudełko wzięła odruchowo, nazwa rzuciła jej się w oczy przypadkowo (chociaż coś jest w stwierdzeniu, że przypadki nie zdarzają się przypadkowo). Może gdyby nie przeszłość, to nie zwróciłaby na to uwagi. Na pewno by nie szukała, bo tego próbowała się oduczyć przez całą terapię. Nie brać na siebie nie swojego ciężaru. Nie dźwigać jak się nie da rady.

Ale prawda była bardziej brutalna. Ramona doskonale wiedziała, co to jest i do czego się je stosuje, zwłaszcza w takich ilościach (taaak, nawyk sprawdzania dat albo kontroli). Nie miała wątpliwości żadnych - ale też sie nad tym nie zastanawiała - co robi jej starszy brat.

Skrzywiła się na jego słowa, które były takie puste i smutne. Takie... bezosobowe. Takie wyprane z emocji.

- Nie musiałam grzebać, wcale się nie kryłeś - wypaliła więc szybko, niewiele myśląc, gdzieś między wykręcaniem przez niego jednej śrubki, a wycieraniem rąk w ścierkę, która nie była już czysta chyba od dłuższego czasu.

Zacisnęła mocniej szczęki, a przez to i usta.

- Ćpasz? - Walnęła więc wprost, a raczej warknęła. Trochę miało być to pytanie, ale raczej tak nie brzmiało.

W sumie nie musiała pytać, doskonale już wiedziała co się dzieje, bo obraz jej się składał w brxydką, ale logiczną całość. To jego przymulenie, wypranie, obojętność. To jego szukanie alkoholu zaraz po wejściu. Aż dziwne że się nie zorientowała wcześniej. A powinna.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę mechanik dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Ć p a s z?"
Jak dotąd pewny, powtarzany setki, a może tysiące razy ruch dłoni zwolnił. Drgnął jeszcze raz, krótko, zanim wreszcie całkiem się zatrzymał. Sekundę. Drugą. Trzecią. Trochę w zawieszeniu, a trochę szukając oparcia, otaksował wzrokiem wnętrze samochodu. Powoli. Spokojnie.
Przemilczał grzebanie, przemilczał to, co robiła, a co czasami doprowadzało go do szału: to, jak zwaliła mu się na głowę, jak rozrzucała dookoła swoje rzeczy i wpychała nos tam, gdzie już dawno przestał należeć. Przemilczał w s z y s t k o. Bo nieważne, co się działo, nieważne, ile lat minęło, Demian wciąż widział w Ramonie tamtą małą, zasmarkaną dziewczynkę. Pamiętał, jak płakała, jak chowała się, słysząc kroki pod drzwiami. Pamiętał tamten pierwszy, niekontrolowany odruch, drżenie i strach, na dźwięk podniesionego głosu. Nie każdego. Tego jednego.
Pamiętał też, jak podłączał słuchawki, włączał coś, czego lubiła słuchać, a potem, sprawdzając najpierw, czy już się uspokoiła, wychodził cicho z pokoju. Aerosmith, Guns N' Roses, Mötley Crüe. Wszystko zagłuszało następną kłótnię. I następną, i jeszcze jedną.
Chyba dlatego tak rzadko teraz patrzył na Ramonę.
"Ć p a s z...?"
Gdyby to było takie proste...
Uważaj, co mówisz, Ramona — odezwał się, ciszej, ale jednocześnie twardszym, bardziej nieustępliwym tonem. Ostrzej, niż planował, przynajmniej w teorii. Część przeciągniętych, a część urwanych w połowie samogłosek w charakterystycznym, północnoangielskim akcencie spotęgowało to wrażenie. Widocznie bez względu na to, co się działo, na to, jak długo tutaj tkwił, część jego już zawsze będzie przypominała o Manchesterze. O tym, co było kiedyś, co było lepsze — przynajmniej we wspomnieniach. W rzeczywistości czuł się tak, jakby to wszystko było gówno warte.
Odruchowo zacisnął szczękę, mocniej pocierając kciukiem sprężynę maski.
Chłód metalu przynosił ukojenie.
Pomagał odetchnąć.
P o r z ą d k o w a ł.
Demian oparł się obiema dłońmi o brzeg karoserii, prostując plecy, zanim przelotnie zerknął na Ramonę. Odepchnął się od samochodu, po czym wyciągnął rękę w bok, w stronę szafki warsztatowej. Chwycił trochę pogniecioną, niedokładnie dokręconą butelkę niegazowanej wody, a następnie upił parę łyków. Dwukrotnie obrócił w palcach plastikową zakrętkę i niespiesznie pociągnął kciukiem wzdłuż chropowatej faktury i pionowych wgłębień.
Bardziej przyglądał się temu, co robił, niż własnej siostrze...
Odstawił butelkę, niedbale, bez dbałości o szczegóły.
...bo gdyby zerknął, nawet przez chwilę, musiałby spojrzeć też na pudełko, które trzymała.
Wziął klucz, odruchowo, pierwszy lepszy, po czym odezwał się:
To leki — powiedział wreszcie, tym razem miękcej, wolniej, ale przede wszystkim z trochę większym rozmysłem niż dotychczas. Jeszcze raz w ciągu ostatnich pięciu minut pochylił się nad samochodem, uważając na otwartą, kanciastą maskę. — Na receptę. Po co miałbym chować przepisane leki?

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ramona wcale nie kryła swojego zirytowania. Nie kryła też (chyba nie tym bardziej, raczej tak samo) swojej nieufności wobec Demiana. Miała bardzo duże wątpliwości odnośnie jego szczerości w tych słowach. Naprawdę. Czy to intuicja, jakiś szósty zmysł, czy po prostu kwestia tylko doświadczeniom przypisana trudno jest stwierdzić. Ale tak, wszystko to razem powodowało, że myśląc o tym co mówi brat, nie trzymało jej się to kupy. W ogóle.

- Nie oszukuj oszusta - rzuciła więc.

Trochę na wyrost, trochę niepotrzebnie. Trochę za szybko. No bo przecież też nie wiedział co ona robiła jak wyjechała. Zakładając jej itencjonalność, nie bez powodu jednak mówiła o zabraniu. Ale niezależnie od tego, tam było inaczej. Tam by nie mogła mu wypominać, bo robiła to samo. Może nawet robiła gorsze rzeczy, ale słusznie, prześcigać się w tym kto miał trudniej jest bez sensu. Tylko że jeśli chodzi o tę sytuację, Ramona doskonale wiedziała jak bardzo musi boleć, żeby się posunąć do tego by intencjonalnie robić sobie krzywdę.

- Nie bierze się takich dawek leczniczo - dodała szybko, na tyle żeby na pewno nie zdążył odpowiedzieć. Chociaż patrząc na tempo jego wypowiedzi to chyba raczej myślenie o tym i zastanawianie się nie było zasadne.

W napięciu zacisnęła usta. Opuściła rękę, w której trzymała tabletki. Ale ich nie puszczała. Myślała, że dopóki je trzyma, dopóki ściska, ma nad tym kontrolę. Ma nad nimi kontrolę. I nie czuła drżenia, które tak często pojawiało się, gdy ich potrzebowała.

- Więc tak, owszem, to lek - rzuciła z westchnięciem i przewróciłaprzy tym oczami, opuszczającbarki tak ostentacyjnie, żeby wiedział, dowiedział się albo chociaż świtał mu domysł, że Ramona wie. - Ale nie wciskaj mi kitu. - Warknęła, ale nie czuła złości. Naprawdę nie wściekała się. Czuła to łaskotanie w nosie, które raczej zwiastowało łzy, których usilnie próbowała do siebie nie dopuścić. Nie było w tym złości, a raczej smutek.

A może opuściła je ze zmęczenia, bo opadła z sił. O ile do tej pory ciskała się, uderzała w ścianę jaką miał dookoła siebie, tak teraz... nie wiedziała czy puka do dobrych drzwi. Czy ktoś, kogo szuka, jeszcze tam w ogóle jest. Czy chce być znaleziony przynajmniej w części tego jak bardzo ona chce znaleźć.

Bo to chyba właśnie trafiało w czuły punkt. Że ją okłamywał. Że kiedyś jej mówił, że kiedyś był blisko, a teraz byli daleko. Tak daleko jak daleko nigdy się nie czuła, nawet będąc setki kilometrów dalej. Stąd smutek, stąd żal... Bo trudno jest stracić kogoś, i nadzieję kiedy wierzyło się że jeszcze gdzieś tam jest,

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę mechanik dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odetchnął najpierw raz, potem drugi, a wreszcie trzeci, zanim podniósł wzrok.
Demian obserwował Ramonę tak, jak obserwuje się kogoś obcego, którego niegdyś się znało. Jakby szukał czegoś znajomego, co powie mu, dlaczego i jak — niezależnie od tego, jakie pytanie zada. Tyle że zamiast zapytać, patrzył; zamiast się odezwać, milczał. Wszystko, co mógł powiedzieć, brzmiało jak wymówka, a wszystko, co chciał powiedzieć, ograniczało się do paru niecenzuralnych słów.
Więc milczał, kiedy odwrócił wzrok, i milczał, kiedy przesuwał kciukiem wzdłuż nasady klucza.
"Nie bierze się takich dawek leczniczo"...
Im głębiej oddychał, tym lepiej czuł charakterystyczną, ostrą woń paliwa. Dostrzegł też, zaledwie kątem oka, jak Ramona opuszcza rękę z plastikowym pudełeczkiem. Zdecydował się jednak zignorować to, co słyszał, a także to, czego się domyślał. W różny sposób można przewidzieć czyjeś łzy, jeszcze zanim na dobre się pojawią. Szczególnie kiedy żyłeś z kimś trzynaście długich lat.
Wiem, jak to wygląda, Ramona — powiedział i dopiero teraz się odwrócił. Ominął wzrokiem młodszą siostrę, świadomie, trochę za szybko, zamiast tego zerkając na przezroczyste, pomarańczowe pudełeczko. Przełknął ślinę, czując, jak jego serce zaczyna mocniej bić. Pojemnik był w połowie pusty — dokładnie tyle, ile zostawił. Tyle, ile pamiętał.
Odetchnął z ulgą.
"Nie wciskaj mi kitu"...
Przyglądał się lekom, przez chwilę zastanawiając się, co Ramona zrobi. Czy wyrzuci pudełeczko do śmieci, sedesu, czy rzuci gdzieś w bok? Odda? Pozbędzie się? Co byłoby bardzo głupie, pal licho, ile pieniędzy wydał. Demian widział to jako narzędzie. Widział nie coś, co niszczy ludziom życia, nie coś, co jest niebezpieczne; widział coś, co jako jedyne pomagało mu przespać parę godzin. Zapomnieć. Rozluźnić się.
O d e t c h n ą ć.
Biorę tyle, żeby zasnąć. Raz na jakiś czas. Tylko tyle — odezwał się cicho, naprawdę niezbyt głośno, bardziej szepcząc, niż mówiący pełnym głosem, po czym ponownie się odwrócił. Bez obrzucenia Ramony jeszcze jednym, nawet króciuteńkim, spojrzeniem. Wszystko robił odruchowo: oparł się przedramieniem o podniesioną maskę, najpierw delikatnie, słysząc przeciągłe skrzypnięcie sprężyny, a dopiero potem mocniej, pewniej. Odruchowo też odwracał się od ludzi, którzy niegdyś tak wiele dla niego znaczyli.
Podniósł klucz, tak niedbale odłożony chwilę temu, po czym obrócił narzędzie w palcach.
Naprawdę — dodał, nie wiedząc, po co to mówi. Po co, tak naprawdę, mówi cokolwiek. Ramona i tak wyrobiła już sobie własną opinię, pamiętał przecież, jaka była. Być może dlatego tak bardzo bolało — bo zawsze byli do siebie podobni aż za bardzo. Wszystko rzeczywiście zostaje w rodzinie.

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
ODPOWIEDZ

Wróć do „#112”