Była na lekach. A dokładnie na konkretnej dawce morfiny, która nie tylko przytępiła ból, ale też skutecznie rozmyła granice między tym, co rozsądne, a tym, co tylko wydawało się rozsądne. Nie potrafiła sensownie ocenić, czy z tym barkiem faktycznie mogło być coś poważnego. Gdyby było naprawdę źle, ktoś by jej powiedział. Prawda? Lekarze nie ukrywaliby takich rzeczy. A może jednak? Może uznali, że lepiej jej teraz nie dokładać? Jeszcze zaczęłaby zadawać pytania, na które i tak nie ma jeszcze odpowiedzi.
Zmarszczyła lekko brwi, próbując to poukładać, ale myśl rozjechała się gdzieś po drodze i nie bardzo chciała wrócić na właściwe tory. Nie. To bez sensu. Najbardziej logiczne było jedno - trzeba było po prostu poczekać na dalszą diagnostykę, zamiast kręcić się w kółko wokół własnych przypuszczeń. Zresztą, jako niepoprawna optymistka nie miała zamiaru od razu zakładać najgorszego. Nie zamierzała w tej sekundzie widzieć siebie z jakąś trwałą niepełnosprawnością, a już na pewno nie zamierzała dopuszczać myśli, że mogłaby nie wrócić do pracy. To w ogóle nie wchodziło w grę.
—
To nie była jego wina — zdążyła powiedzieć, zanim April poderwała się na nogi. —
Nie bądź dla nich zbyt surowa! — krzyknęła za nią, podpierając się na łokciu, a gdy partnerka zniknęła za drzwiami, opadła bezwładnie i wlepiła wzrok w śnieżnobiały sufit.
Ostatnie, czego chciała, to dokładać jej zmartwień. Już i tak widziała, jak bardzo to wszystko ją ruszyło. April przeżywała to na swój sposób, bardzo intensywnie, a Teddy nie chciała być kolejnym powodem, prze który tak się zadręczała. Nie chciała, żeby się nakręcała i zaczęła snuć wizje, które nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości. A wiedziała, że Finch ma do tego tendencję. Naprawdę chciała jej tego oszczędzić. Czy nie próbowała jej ostrzec, kiedy decydowały się na bycie razem? Mówiąc, że
wpakowała się w związek ze strażaczką, dokładnie to miała na myśli. I za tym szło wszystko - od telefonów o dziwnych porach, po nagłe wyjazdy aż po konsekwencje. April wtedy przyjęła to do wiadomości. Przynajmniej tak się wydawało. Ale co innego usłyszeć, a co innego naprawdę tego doświadczyć.
Wyciągnęła rękę w stronę szafki, chcąc sięgnąć po telefon, ale już po chwili zorientowała się, że to nie ma prawa się udać. Stała odrobinę za daleko od łóżka. Odległość niby niewielka, ale w jej obecnym stanie nie do przeskoczenia. Spróbowała jeszcze raz. Bezskutecznie. Zamiast tego poczuła lekkie szarpnięcie i dopiero wtedy zauważyła, że zaplątała się w przewód od kroplówki. Zatrzymała się odruchowo, nie chcąc pogorszyć sytuacji i przez krótką chwilę po prostu tak trwała, z ręką zawieszoną nad podłogą i coraz wyraźniejszą irytacją gdzieś pod skórą. Westchnęła ciężko i opadła z powrotem na poduszkę. A przecież chciała tylko napisać krótką wiadomość do Jetta, żeby miał oko na Finch. Nie chciała, żeby April została z tym wszystkim sama. Żeby siedziała i mieliła to w głowie bez żadnego punktu zaczepienia.
Teddy nie miała pojęcia, ile czasu minęło, ale drzwi w końcu otworzyły się ponownie i do sali zaczęli gęsiego wchodzić jej koledzy z jednostki. Najpierw Secada, potem Johnson (Darnell, bo Jamal wciąż przebywał na zwolnieniu lekarskim), Donovan i Young. Na końcu weszła April. Wszyscy panowie mieli zawieszone nosy na kwitnę, więc chyba Darling mogła tylko podejrzewać, że ich ponowne spotkanie na korytarzu z Finch nie należało do najmilszych.
—
Jak się czujesz? — Erick wyciągnął rękę, żeby zbić z nią żółwia, a reszta podążyła jego śladem. Wszyscy, poza Blazem, który stanął z tyłu. Widać było, że korciło go, żeby porozmawiać z April, ale nie wiedział, jak się za to zabrać.
—
Wyśmienicie — odparła, ale na ten moment tak właśnie było. Znieczulenie nie puści jeszcze przez kilka godzin. —
A wy? Jesteście cali? Udało się ugasić magazyn? — zasypała ich lawiną pytań.
Darnell podszedł bliżej monitora. Obejrzał maszynę z każdej strony i przypadkowo wcisnął jakiś przycisk. Coś zaczęło pikać, więc w popłochu zaczął naciskać guziki aż zdołał uciszyć dźwięki.
—
Chcieliśmy, ale Whitman kazał nam zostawić to ekipie z sto jedenastej, więc przyjechaliśmy od razu tutaj — wyjaśnił Jett, odgarniając Teddy kosmyk włosów za ucho. —
Miałaś rację co do sektora B. Byli tam ludzie. Sześciorgu pracownikom ogień odgrodził drogę ucieczki.
—
Żyją? — dopytała natychmiast i odetchnęła dopiero, gdy Donovan skinął z uśmiechem głową. Co za ulga.
Blaze przysunął się bliżej April. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Zaraz spróbował jednak jeszcze raz.
—
Naprawdę próbowaliśmy ją zatrzymać — mruknął, wskazując podbródkiem na Darling. —
Kazałem jej zawrócić, ale nie posłuchała. Wiesz, jak bardzo bywa uparta. Jak coś coś ubzdura, to trudno nad nią zapanować. To był dosłownie ułamek sekundy. Naprawdę bardzo mi przykro, April — powiedział i wszystko, co próbował przekazać, było całkowicie szczere. W zeszłym roku stracił na swojej zmianie RJa, a ostatnio poważne obrażenia odniósł Jamal. Takie zdarzenia zawsze mocno poruszały całą ekipę.
w tobie, we mnie i w tym znanym też. pod warstwami bzdur, tańczy sobie cicho strach i ból