Sam koncept barwy jako fali lub częstotliwości wydawało mu się nierealne, a jego nienawykły do zagadnień ścisłych umysł nie był w stanie tego pojąć nawet gdy Daniel usilnie starał się przedstawić mu to w przystępny sposób. Tak jakby jego mózg był zdolny wręcz w sposób bierny chłonąć wszystko, co posiadało związek z muzyką lub literaturą, posiadał również predylekcję do nauki języków, jednak typowo szkolne przedmioty - zwłaszcza te, które porządkowały świat za pomocą wzorów i obliczeń lub skomplikowanych definicji - stanowiły największą bolączkę.
Pamiętał, że nauka matematyki, fizyki i chemii w najbardziej podstawowym zakresie, gdy lata temu robił to na własną rękę pomiędzy ćwiczeniami gry na pianinie i ściśle wytyczonym przez agencję grafikiem były prawdziwym utrapieniem. Głównie dlatego, że kiedy trafiała mu się blokada i jakiś temat opierał mu się szczególnie wytrwale, nie miał kogo zapytać, nie wspominając o tym, że w pewnym okresie dieta oparta o pięć migdałów dziennie i ssanie kostek lodu nie sprzyjała skupieniu.
Marny wynik, który wyciągnął w pierwszej fali egzaminów wstępnych do szkoły średniej nie wystarczył by placówka wyraziła entuzjazm na przyjęcie go w trybie korespondencyjnym, a na stałe uczestnictwo nie było mowy. Nie musiał pytać, po prostu wiedział, że ani matka ani Serena nie zaaprobowałyby tego pomysłu i dopiero po roku, gdy podszedł do powtórki uzyskując jedynie nieco lepszy wynik, udało mu się dostać na listę rezerwową.
Może właśnie dlatego nawet najbardziej ogólna wiedza jaką dzielił się z nim Daniel windowała wysoko w górę na liście cichych powodów do podziwu. To, że Moore posiadał wyjątkowo szeroką paletę reakcji rzutujących na ogólny obraz jego ekscytacji w trakcie poruszanych na głos ciekawostek dodatkowo korciło, by podpytywać go o każdą głupotę jaka nawinęła się po drodze.
一 Siedemnaście 一 odparł tonem wskazujących na przekonanie o absolutnej normalności posiadania niemal dwudziestu pełnych zestawów do parzenia herbaty. 一 Parę miesięcy temu zacząłem je chyba kolekcjonować, mam cały regał na... nie, osiemnaście jednak 一 zmienił zdanie w trakcie, z nosem zanurzonym głęboko w kępie ciemnych loków, jakby konwersował nie z Danielem, a jego włosami. 一 Zapomniałem, że ostatnio dostałem paczkę od znajomej z Tajwanu. Jest czajniczek i gaiwan malowany podszkliwnie. Dwa gaiwany 一 doprecyzował, widocznie tak dumny z nowego eksponatu, że nie chciał go w żaden sposób uszczuplać. Inaczej rzecz się miała z kwestiami związanymi z pianinem.
一 Coś-niecoś 一 zgodził się, ale nie pociągnął tego wątku w rozmowie. O wiele lepiej wychodziło mu tego dnia bredzenie o porcelanie niż muzyce, mimo że wielkimi krokami zbliżał się doroczny festiwal Sakura Oto Yoru w Kyoto i naturalnie nie planował sobie tej przyjemności odpuszczać. Z jakiegoś powodu w powszechnym przekonaniu pianiści żywili się wyłącznie papierem nutowym i rezonowali wyłącznie z dźwiękami pianina.
一 A musi? 一 zapytał całkiem poważnie, nie do końca przychylny podejściu, wedle którego wiedza musiała być albo wyłącznie praktyczna albo przydatna w kontekście studiów by posiadała wymierną wartość. Czując jak Moore sam zaczyna szukać sobie miejsca i przypasowywać się na próbę to bardziej pod lewe, to pod prawe ramię Lian jedynie odetchnął głębiej z zadowoleniem prosto w jego loki i na krótką chwilę zmrużył oczy.
Głęboko zakorzeniona luka, która od czasu do czasu odzywała się tępym, promieniującym ni to bólem ni mrowieniem zdawała się nagle mniej wyczuwalna i chociaż Mei nie miał wątpliwości, że jedna wizyta w oceanarium nie byłaby w stanie wypełnić jej na dobre, pozwolił sobie wstępnie uwierzyć, że być może istniało coś, co poza muzyką było w stanie zahamować jej rozrost.
Zanim Daniel zakończył studiowanie uproszczonej mapy Lian był już kontent z powodu wędrującego po jego ciele, zagrabionego ciepła, a lekki aperitif w postaci parominutowej bliskości jaka została mu zaoferowana zaspokoił pierwszą potrzebę. Skoro wiedział już, że na tym etapie Moore nie postawił jeszcze widocznej granicy pozwalał sobie na nieco większy optymizm względem reszty dnia, nawet bez słowa pretensji (choć krótkie przytrzymanie go w tej samej pozycji przez parę długich sekund tuż po tym, jak zgodził się go puścić i cierpiętnicze westchnienie rzucone mu jeszcze w plątaninę loków dopowiedziało wszystko za niego) dał się przekonać do podjęcia dalszego spaceru w celu odnalezienia tych upragnionych płaszczek.
Cichy szelest materiału i odjęcie ciężaru z danielowych ramion zaanonsowały zmianę, niechętną ale konieczną.
一 Myślę, że jak podpytasz to ci powiedzą. Właściwie to dlaczego akurat płaszczki? 一 zainteresował się, kiedy zgodnie pociągnęli w lewo, zostawiając w tyle krewetki i krwiożercze rawki, a jego ręka już w nowym odruchu i bez złudzeń co do zamiarów chwyciła dłoń Moore'a by razem ze swoją upchnąć ją w kieszeni płaszcza. Nie szukał już okazji - intencja była oczywista.
一 Czy to czasem nie jest tak, że one mają te... kolce jadowe? Upatrzyłeś sobie dość niebezpieczne zwierzątko 一 zauważył po paru krokach, krzywiąc się nieprzyjemnie na widok grupki przedszkolaków stłoczonych przy akwarium z ławicą małych, srebrzystych rybek. Przedszkolaki w większości odpowiedziały mu ze swojej strony wgapiając się w plamę czerni jaką dla nich zapewne był w pierwszym skojarzeniu, dopiero później kilkoro z nich pokazało mu język, a Mei, jako odpowiedzialny, dorosły mężczyzna zmrużył oczy traktując to jako wyzwanie.
Więc przechodząc obok tych kilku odważnych, ze wzrokiem wbitym twardo przed siebie, tak jakby w ogóle nie zauważał ich obecności, przystanął ni z tego ni z owego i...
一 Słyszałeś, że z akwarium w piwnicy zwiał im ten zmiennokształtny rekin-ludojad? Podobno zajebiście głodny, ale na szczęście jest w stanie zmieścić tylko coś wielkości... hmm, przeciętnego siedmiolatka. Cóż za ulga, wygląda na to, że nie jesteśmy w menu.
Parę dzieciaków odwróciło wzrok od zbiornika z rybkami i w wyrazie bezkresnego przerażenia wbiło w niego szeroko otwarte oczy, a zbiorowy odruch stłoczył ich razem w zbitą, podobną do tej w akwarium, ławicę dziecięcej pstrokatości.
一 Kto wie, pewnie poluje na tych, co oddalili się od stada i... to znaczy, od grupy. Nikt by nawet nie zauważył, gdyby kilka takich płotek rozpłynęło się w powietrzu.
Zniesmaczona jego poczuciem humoru przedszkolanka wymamrotała coś na temat niedojrzałych emocjonalnie turystów robiących zamieszanie i w pośpiechu zaczęła zgarniać swoje spłoszone stadko zlęknionych smarkaczy na bok, na co Lian rzucił tylko w eter, że jest całkiem tutejszy i zadowolony, że dzięki tej interwencji sala z płaszczkami całkowicie się właśnie wyludniła, uśmiechnął się blado z wyraźną satysfakcją.
一 Masz teraz cały pierwszy rząd dla siebie, więc szukaj kolegi.
Daniel Moore