ODPOWIEDZ
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Obudziła się tego dnia z poczuciem, że świat postanowił ją przetestować. Nie był to jednak test z pytaniami wielokrotnego wyboru. To był raczej taki egzamin, w którym długopis przestaje pisać, a ktoś jeszcze co chwilę pyta, czy już skończyła.
Zaczęło się całkiem niewinnie. Budzik zadzwonił o czasie, tylko że Babe – która poprzedniego wieczoru bardzo odpowiedzialnie nastawiła trzy alarmy – przez sen wyłączyła wszystkie trzy, nie pamiętając nawet momentu, w którym to zrobiła. Otworzyła więc oczy czterdzieści minut później, z uczuciem, że coś jest nie tak. Spojrzała na zegarek i przez kilka kolejnych minut leżała w absolutnej ciszy, próbując negocjować z rzeczywistością. Rzeczywistość nie była zainteresowana negocjacjami. Zerwała się z łóżka i od razu zahaczyła stopą o kabel od ładowarki. Telefon spadł na podłogę z głuchym łomotem. Babe westchnęła, podniosła go i sprawdziła wyświetlacz – na szczęście przeżył – i pobiegła do łazienki. Tam czekała na nią kolejna niespodzianka. Woda pod prysznicem była lodowata. Nie pomogło sfrustrowane kręcenie kurkami, więc w końcu skapitulowała i wzięła szybki prysznic w temperaturze, której nie chciała pamiętać. Potem przyszła kolej na kawę. Niestety ekspres odmówił współpracy i wypluł z siebie coś, co wprawdzie miało kolor kofeinowego napoju, ale zdecydowanie nim nie było.
Wyszła z mieszkania jeszcze bardziej spóźniona i z mokrymi włosami. W windzie utknęła na kilka minut między piętrami. Spędziła ten czas, wpatrując się w swoje odbicie i próbując przypomnieć sobie, dlaczego wybrała zawód aktorki dubbingowej, a nie coś mniej ambitnego, jak hodowla roślin doniczkowych. Miałą dobrą rękę do kwiatów, powinna o tym pomyśleć, jak już wyrzucą ją z pracy na zbity pysk.
Kiedy w końcu wydostała się na zewnątrz odkryła, że samochód nie odpala. Dlaczego? Trudno stwierdzić. Czy ona wyglądała jak mechaniczka? Musiała złapać taksówkę. To znaczy próbowała złapać, bo trzy pierwsze były zajęte, a czwarta zatrzymała się tylko po to, żeby poinformować ją, że właśnie ma inny kurs. Kiedy w końcu udało jej zamówić Ubera, ale utknęła w korku. W międzyczasie dostała wiadomość ze studia.
Czekamy. Pierwsze nagranie za 10 minut.
Wyskoczyła z samochodu kilka ulic wcześniej i ruszyła biegiem.
Przepraszam! — krzyknęła, wpadając na mężczyznę z teczką. — Przepraszam bardzo! — rzuciła do kobiety, której prawie wytrąciła kawę z ręki. — Naprawdę przepraszam! — dodała, przeciskając się między dwoma osobami stojącymi przy wejściu do budynku.
Biegła, omijała, zahaczała, przepraszała, ale nie zatrzymywała się ani na sekundę! Wpadła do studia z takim impetem, że recepcjonistka aż podniosła wzrok znad komputera.
Ja... już jestem — wydyszała, próbując jednocześnie wyglądać profesjonalnie i nie jak ktoś, kto właśnie nie przebiegł półmaratonu.
Szef czekał na nią przy drzwiach do sali nagraniowej. Spojrzał na nią, potem na zegarek, a potem z powrotem na nią. Przez chwilę nic nie mówił, co było gorsze niż jakikolwiek komentarz.
Cieszę się, że dotarłaś — powiedział w końcu nad wyraz spokojnie. — Zaczynamy od razu. I mam dla ciebie dobrą wiadomość.
Babe próbowała złapać oddech. Pochyliła się, zapierając ręce o kolana i zerknęła na Thomasa Sinclaira.
Dobrą? — zapytała ostrożnie. Potrzebowała dobrej wiadomości.
Tak. Będziesz pracować przy tym projekcie z Paris Laroche — uśmiechnął się szeroko, jakby to naprawdę była najlepsza nowina na świecie.
Ale nie była.
O Paris Laroche słyszała dużo. Zdecydowanie za dużo, jak na kogoś, z kim miała teraz dzielić studio nagraniowe. I żadna z tych historii nie zwiastowała, że to będzie przyjemna współpraca. Miały już okazję kiedyś na siebie wpaść. I to też nie było miłe doświadczenie. Tom miał naprawdę bardzo dziwaczne określenie na dobre wiadomości.

weź tą gębę stąd, nie chcę patrzeć w nią
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1
Bardzo ceniła sobie spokojne poranki – szczególnie w dni, w które pracowała. Naładowywały ją energią na cały dzień i pozawalały odnaleźć się w smutnej rzeczywistości, do której trafiała tuż po przebudzeniu. Obudził ją budzik Zary, która miała dzisiaj rano jakieś zajęcia z jogi. Paris mogłaby pospać jeszcze pół godziny, ale odpuściła. Zsunęła się z łóżka i od razu skierowała do kuchni, dając narzeczonej czas na ogarnięcie się w łazience. Przygotowała dla niej kawę na wynos i ulubione owoce, którymi raczyła się przed treningiem, a potem nastawiła kawę dla samej siebie. Przejęła łazienkę, gdy tylko Zara z niej wyszła, dając sobie moment na poranną pielęgnację. W tym wieku nie mogła już przecież ignorować własnej cery, jeżeli nie chciała doprowadzić skóry do jakiegoś tragicznego stanu na stare lata. Kiedy wyszła odświeżona, uczesana i nieco rozbudzona – Zary już nie było. Zjadła śniadanie i wypiła espresso w ciszy.
Wyszła z mieszkania grubo przed czasem, zakładając, że autobus, w który miała wsiąść, na pewno się spóźni i lepiej celować w ten wcześniejszy. O dziwo nic takiego się nie przydarzyło. Udało jej się nawet upolować miejsce siedzące, dzięki czemu mogła wyjąć z torby książkę i na kilkanaście minut skupić się wyłącznie na lekturze. Takie oczyszczenie głowy przed pracą zawsze działało bardzo dobrze, a przecież chciała się dzisiaj wykazać. Zawsze chciała się wykazać.
Spojrzała na zegarek, wchodząc na teren studia. Miała jeszcze trochę czasu. Spokojnym krokiem minęła palących na parkingu pracowników, którzy pewnie wyszli z budynku po raz pierwszy od kilku godzin, żeby przypomnieć sobie, że światło słoneczne naprawdę istnieje. Miała ochotę do nich dołączyć, ale skarciła się za to w myślach. Miała przecież twarde postanowienie, by nie wracać do papierosów. Szkodziły na głos, zostawiały na ubraniach smród, który wreszcie zaczęła czuć. No i obiecała Zarze. Nachyliła głowę w stronę własnego ramienia, wzięła głębszy wdech. Nie śmierdziała fajkami i wciąż czuła subtelny zapach cytrusów i drzew skondensowany w perfumach, które udało jej się ostatnio dorwać w okazyjnej cenie. Cudownie.
W dniu, w którym się spóźnisz, kupuję los na loterię i bilet w jedną stronę do Dubaju, jak słowo daję. Tom uśmiechnął się szeroko w ramach powitania, gdy podeszła do niego na korytarzu. Uniosła brew, przyglądając mu się z niedowierzaniem. Zapewne powinna odpowiedzieć takim samym entuzjazmem, ale nie przychodził jej do głowy żaden powód, by się tak szczerzyć.
— Nie wiedziałam, że popierasz niewolnictwo. W takim razie serdecznie dziękuję, że na tym kontynencie pamiętasz o wysokich przelewach. — Uścisnęła mu dłoń w ramach powitania. Mężczyzna westchnął ciężko, najwyraźniej nieprzygotowany od rana na tak skomplikowane tematy. Potarł dłonią kark.
Oj zaraz niewolnictwo, przecież... a zresztą. Idę zadzwonić, musisz mi wybaczyć. Poczekasz tu chwilę?zaproponował i wyjął telefon w kieszeni, jakby chciał udowodnić, że się nie wykręcał, tylko naprawdę miał coś do załatwienia. Paris ściągnęła brwi, niespecjalnie rozumiejąc, o co mu chodzi.
— A nie mogę po prostu już zacząć? — zapytała, patrząc w stronę drzwi do studia, za którymi chciałaby się już zamknąć. Była pewna, że ekipa też już jest na miejscu, po co więc marnować czas?
Nie, bo musisz poczekać na Seaton. Dzisiaj nagrywacie razem! Kojarzysz Babette, prawda? No nic, na pewno zaraz tu będzie rzucił i od razu ruszył szybkim krokiem przed siebie, nie dając jej żadnej szansy na reakcję. Wzięła głęboki wdech, próbując nie dać po sobie poznać, że to nieco psuje wizję jej perfekcyjnego dnia. Czy już naprawdę nie było nikogo innego, kto mógłby jej partnerować? Och, losie.
Każda minuta oczekiwania była zupełnie niepotrzebna. Mogliby już przecież załatwić tyle rzeczy! Dzisiejsza praca zapowiadała się na kompletnie nieefektywną, a ona nie lubiła funkcjonować w ten sposób. Bardzo ją to rozpraszało. Cóż jednak mogła innego zrobić, jak nie cierpliwie czekać?
— O proszę. Jednak przyszłaś. Dzień dobry. — Skinęła głową na powitanie w stronę Babe, kiedy wyłoniła się zza rogu przywołana rozmową. Schowała książkę z powrotem do torby.
— Możemy zaczynać czy jeszcze jakaś gwiazda każe na siebie czekać? — zapytała, przenosząc wzrok na Toma, który chyba nie miał pojęcia, w co się wpakował.

Jesteś zerem, dobrze wiesz. I raczej zostanie tobie tak
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak już było wspomniane, miała kiedyś okazję wpaść na Laroche i nie było to miłe spotkanie. To znaczy, technicznie rzecz biorąc, nie było źle. Nikt nie rzucał krzesłami, nie było dramatycznych wyjść ani publicznych kłótni. Było gorzej, bo było dziwnie.
Babe przypomniała sobie tamten dzień z niepokojącą dokładnością. Było to kilka miesięcy wcześniej, przy nagraniu próbnych dialogów do projektu, który ostatecznie i tak nie doszedł do skutku. Wtedy też się spóźniła, ale w sposób, który sugerował, że to nie ona jest spóźniona, tylko wszyscy inni przyszli za wcześnie. I to chyba nie spodobało się Paris. Zaczęło się niewinnie. Punktualność nie jest twoją mocną stroną, usłyszała wtedy Seaton zamiast zwykłego "cześć". A uprzejmość twoją, wyparowało w odpowiedzi. Nie było to coś, czego nie dało się naprawić. Problem w tym, że żadna z nich się do tego nie kwapiła, a potem było już za późno. Niesmak pozostał. No koleżanki to one nie zostaną.
Dzień dobry — wymamrotała, chociaż najchętniej potraktowałaby Lorache jak powietrze. Musiała jednak odszukać w sobie profesjonalizm. — Och, już daruj sobie te złośliwości — machnęła ręką. Gadała tak, jakby nigdy sama się nigdzie nie spóźniła. Bo pewne nie spóźniła. Perfekcyjna Paris.
Drogie panie — Tom popatrzył na nie pobłażliwie. — Oczekuję porządnej współpracy, a nie dziecięcych przepychanek. Tutaj macie scenariusze — powiedział, wręczając im egzemplarze.
Babe od razu rzuciła okiem na tytuł. Zefira i Miasto Złamanych Dźwięków. Musiała zagłębić się w opis, żeby wiedzieć więcej. Twórcy zaznaczyli, że to wysokobudżetowa animacja, stylizowana na mroczniejszą, bardziej emocjonalną historię fantasy, ale z wyraźnym humorem. Coś, co niby ma być bajką dla młodszych widzów, ale pisane tak, żeby starsi łapali drugie dno. No dobra, to brzmiało całkiem zachęcająco!
W świecie Ardyn każdy człowiek rodzi się z własnym Dźwiękiem Duszy, czyli unikalnym tonem, który określa jego emocje, osobowość i rolę w społeczeństwie — zaczęła czytać na głos. — Miasto Ardyn działa jak ogromna orkiestra i jeśli dźwięki są w harmonii, wszystko funkcjonuje. Jeśli ktoś traci swój dźwięk, zaczyna znikać z rzeczywistości. Pewnego dnia w mieście pojawia się tajemnicze zjawisko zwane Ciszą - siła, która wymazuje ludzkie głosy, a wraz z nimi ich tożsamość — dokończyła i pokiwała z aprobatą głową, a potem spojrzała na listę bohaterów.
Wśród nich była Zefira - młoda stroicielka dźwięków, która potrafi słyszeć pęknięcia w głosach ludzi i naprawiać je, zanim znikną. Trochę outsidereka, bo jej własny Dźwięk jest niestabilny i zmienia się zależnie od emocji. Drugą postacią była Lira Venn, Strażniczka Harmonii, która straciła swój Dźwięk i szuka sposobu, żeby go odzyskać. Gruba, czerwona linia podkreślała, że bohaterki różnią się między sobą ekspresją i dynamiką.
Seaton przeczytała w myślach kilka kwestii i skrzywiła się ostentacyjnie.
Ta postać na pewno nie powiedziałaby tego w taki sposób — stwierdziła, jeszcze raz wertując tekst wzrokiem. — Poza tym te zdania nie mają rytmu — powiedziała i podniosła głową na Toma, ale już go nie było. Zostawił tylko uchylone do drzwi, za którymi czekali inni realizatorzy, w tym reżyser produkcji. — Świetnie — mruknęła pod nosem i nie czekając na nic więcej, weszła do studia. Była naprawdę tyle, dosłownie o tyle, żeby nie zatrzasnąć Laroche drzwi przed nosem.

na co liczyłeś frajerze, na oklask i owacje?
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kulturalne funkcjonowanie we wspólnej przestrzeni naprawdę nie miało zbyt wiele zasad. Wystarczyło trzymać się jakichś podstaw, żeby nikomu nie nadepnąć na odcisk i nie psuć dnia. Dla Paris w poczet tych reguł zdecydowanie wchodziło bycie punktualnym. Wszyscy mieli w dobie dokładnie tyle samo czasu i należy to szanować. Skoro ona była w stanie wyrobić się na czas, to Seaton też nie powinna mieć z tym żadnego problemu. Ale oczywiście miała. Znowu. Na jej wargach pojawił się kąśliwy uśmiech w odpowiedzi na przywitanie Bejby. Była gotowa coś odpowiedzieć i uświadomić jej, że mylenie bycia szczerym ze złośliwością jest bardzo ograniczone, ale rozmowę wtrącił się Tom. Odpuściła więc. To nie było aż tak ważne.
Wzięła od niego scenariusz i zaczęła wodzić wzrokiem po tekście. Zapowiadało się całkiem ciekawie. Potrafiła docenić współczesne animacje, zdecydowanie nie była z tych dorosłych, którzy twierdzili, że kiedyś to były bajki, teraz to nie ma bajek. Podobał jej się metaforyczny przekaz całości, była ciekawa przebiegu fabuły, choć zakończenia mogła domyślić się już teraz. Przewróciła stronę, chcąc przestudiować kilka wypowiedzi swojej bohaterki, kiedy ciszę nagle zmącił głos Seaton. Paris uniosła zaskoczona brwi i spojrzała na nią, cierpliwie czekając aż skończy.
— Dziękuję za tę referencję. Może spróbuj oszczędzać głos? — zasugerowała obojętnym tonem, po czym znów skupiła się na tekście trzymanym w rękach. Czytała bardzo szybko, właściwie od dziecka. Nikt nigdy nie zabrał jej na kurs, po prostu miała wrażenie, że z każdą kolejną książką przyspiesza, a pochłaniała ich kiedyś mnóstwo. Choć nadal czytała więcej niż przeciętny mieszkaniec tej planety, to żałowała, że nie ma na to tyle czasu, co kiedyś. Ceniła jednak czytanie dla samej siebie tak, by słyszeć głos wyłącznie w swojej głowie. Jej sceniczna partnerka miała na ten temat inny pogląd. Mamrotała coś pod nosem, oceniając pracę scenarzysty, jakby to miało cokolwiek wspólnego z ich robotą. Zapowiadał się bardzo długi dzień.
Laroche darowała sobie komentarz. Weszła za młodszą koleżanką do środka, niespecjalnie rejestrując to, że drzwi zaczęły się za nią zamykać nienaturalnie szybko. Były przecież dorosłe i były w pracy, kto zniżałby się do takich durnych zagrywek? Przywitała się uprzejmie ze wszystkimi obecnymi. Z każdym z nich miała już kiedyś okazję pracować, co było bardzo budujące.
— Cześć, Vinnie. Już po wszystkim? Wyglądasz doskonale — zwróciła się do reżysera, skinąwszy mu głową. Mężczyzna uśmiechnął się zachwycony komplementem i dotknął swojego nowiutkiego nosa, który faktycznie pasował mu do twarzy perfekcyjnie. Zdaniem Paris – zupełnie jak poprzedni.
Dziękuję, też tak uważam! No, ale nie spotkaliśmy się tu na plotki o moim nosie, choć bardzo by mi się to podobało. Zapraszam na stanowiska, drogie panie. Machnął ręką wskazując pulpity, na których wisiały słuchawki. Laroche stanęła przy jednym z nich i wróciła na moment do przeglądania scenariusza. W drugiej połowie opowieści coś przykuło jej uwagę. Zmarszczyła niezadowolona brwi.
— Tylko nie mówcie, że piosenki też robimy. — Podniosła pytający wzrok na pozostałych, licząc, że ktoś zaraz zapewni je, że do tego studio zatrudniło jakichś aktualnie popularnych muzyków i one w ogóle nie muszą się tym w najbliższych dniach przeszkadzać. Powinna czytać uważniej kontrakty przed podpisaniem, zdecydowanie.

Albo idź na terapię, to nie oznaka słabości. Widzę, że nigdy w życiu nie doświadczyłeś miłości
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miały podkładać głosy postaciom z bajek, więc to zrozumiałe, że zakończenie wydawało się dość oczywiste. Miało być szczęśliwe, jak to bywało w przypadku takich produkcji. Mimo że kwestie zawierały różne smaczki dla dorosłych, wciąż był to film przeznaczony dla najmłodszych. Nie można było również oczekiwać, że Babe będzie zachowywała się jak dorosła, odpowiedzialna kobieta, kiedy musiała pracować z kimś, za kim zwyczajnie nie przepada. Nie, to za mało powiedziane. Ona po prostu nie lubiła Laroche. Wolałaby współpracować z... w zasadzie z kimkolwiek, byle nie z Paris. Jak widać, niewiele trzeba, żeby Seaton długo trzymała w sobie urazę. Wystarczył zgryźliwy komentarz albo podważenie jej słów, żeby zapamiętała sobie to do końca życia. A może nawet i dłużej, jeśli będzie mieć taki kaprys.
Wywróciła oczami, słysząc kąśliwą uwagę. W głowie miała już pierdyliard ripost, ale najpierw powinna skupić się na nagrywkach. Spokojnie, odegra się w trakcie. Do tego czasu wymyśli coś naprawdę w punkt. Pomachała wszystkim na powitanie, nie wdając się w zbędne dyskusje, chociaż o tej trwałej dźwiękowca Rocco mogłaby paplać godzinami. Swoją drogą, Babette uwielbiała pracować z mężczyznami. Zawsze dogadywała się z nimi lepiej niż z kobietami. Zresztą wystarczy tylko spojrzeć na nią i Laroche.
Zatrzymała się przy swoim stanowisku i wyciągnęła z kieszeni żółty zakreślacz, żeby wyodrębnić swoje kwestie. Wtedy miała pewność, że nie zagalopuje się i z rozpędu nie zacznie wczuwać się w inną bohaterkę. Tym razem przypadła jej rola spokojnej Liry Venn. Niewątpliwie lepiej odnalazłaby się jako Zefira, ale przecież dobra aktorka podłoży dźwięk każdej postaci. Pod tym względem Babe była naprawdę profesjonalna.
Przerastają cię to, co? — posłała Paris nie tyle rozbawione, co prześmiewcze spojrzenie. Skąd ona się urwała? Nie przywykła jeszcze do tego, że postaci w bajkach śpiewają?
Babe, wypróbuj mikrofon. Daj nam jakiś fragment — polecił Vinniem nachylając się nad konsoletą.
Seaton skinęła głową. Przez chwilę jeszcze wodziła wzrokiem po tekście, próbując złapać rytm postaci, a jej palec zatrzymał się przy jednej z kwestii Liry. Wciągnęła powoli powietrze.
Nie, poczekaj! Nie przerywaj mi teraz. Bo jak mi wejdziesz w słowo, to znowu się pogubię i będzie bez sensu — rzuciła na jednym wydechu, wchodząc w rolę bez większego przygotowania. Przeleciała wzrokiem kawałek dalej. — Ja serio już tego nie słyszę. I nie, że słabiej albo coś. Po prostu... nic — wzruszyła lekko ramionami. Na moment opuściła kartkę, jakby chciała sprawdzić reakcję, ale zaraz wróciła do tekstu. — Nie rób tej żałosnej miny. To nic nie daje — krótka pauza. — Co to jest i czemu zabiera ludziom Dźwięki? — ściągnęła brwi, naprawdę zastanawiając się, co to mogło być. Przed nagrywaniem powinna przeczytać cały scenariusz, w innym wypadku zeżre ją ciekawość.
Vinnie nachylił się bliżej konsolety, przekręcił jedno z pokręteł i uniósł wzrok w jej stronę.
No, jest dobrze. Czysto, wyraźnie, wszystko siedzi — rzucił krótko, kiwając głową z uznaniem. Odruchowo dotknął swojego nowego nosa, jakby chciał się upewnić, czy ten przypadkiem mu nie odpadł. — Możesz spokojnie mówić ciszej, mikrofon i tak to złapie — oparł się łokciem o blat i zerknął na Laroche. — Dobra, Paris, teraz ty. Zobaczymy jak to brzmi u ciebie — poprosił, unosząc w górę kciuk, tym samym dając jej sygnał do działania.

każde twoje słowo w mojej duszy stawia fałszu znak
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Współpraca z Babe nie zapowiadała się jak najgorszy koszmar we wszechświecie. Jeżeli tylko kobieta się ogarnie i skupi na pracy, wszystko będzie dobrze. Laroche wierzyła, że nie zatrudnili jej tutaj bez powodu. Musiała nadawać się do tej roli i coś już tam potrafić. To w końcu nie był jej pierwszy film. Mogłaby jednak przestać się ciągle spóźniać. Mogłaby przestać też zagarniać cały tlen i energię w pomieszczeniu dla samej siebie. Mogła po prostu skupić się na działaniu, żeby doprowadzić dzisiejszy plan jak najszybciej do końca. Chwilowo się na to nie zapowiadało, ale Paris szczerze wierzyła, że Seaton za moment się ogarnie.
— W żadnym wypadku. To są po prostu preferencje — odpowiedziała, kompletnie nie przejmując się tym, że partnerka próbowała ją wyśmiać. Może nawet tego nie zauważyła? To było przecież strasznie głupie pytanie. Skoro ją do tej roli zatrudnili, to oczywiste, że potrafiła śpiewać. Mocny głos i słuch nie stanowiły jednak gwarantu, że będzie się w trakcie dobrze bawić. Paris rzadko kiedy uznawała śpiew za rozrywkę.
Czekała cierpliwie na swoją kolej, wsłuchując się w głos Babe w słuchawkach. Oceniała jej umiejętności, analizowała warsztat. Aktorka była naprawdę w porządku. Może nieco za mocno się ekscytowała i krzyczała, ale to pewnie dało się po części wyczyścić w postprodukcji. Nie były to aspekty, które powinny przeszkadzać Paris w pracy. Miała dziwne wrażenie, że dużo lepiej sprawdziłyby się w trakcie, gdyby po prostu zamieniły się rolami. Ale może reżyser miał na to wszystko jakiś porządny plan? Oby.
Skinęła głową do Vinniego na znak, że jest gotowa i może przeprowadzić próbę dźwięku. Skupiła się wyłącznie na scenariuszu przed sobą, nie spoglądając w ogóle w stronę Seaton, która pewnie wyprawiała teraz coś wyjątkowo bezsensownego.
— Czekaj, czekaj, nie ruszaj się! — Uniosła rękę, jakby chciała zatrzymać niewidzialną osobę. Zmrużyła oczy, przechylając głowę.
— Słyszysz to? Ten... trzask? Twój Dźwięk się sypie. Dosłownie rozłazi się na kawałki... — zawiesiła głos, w którym drżał niepokój. Spojrzała na kartkę, przez chwilę szukając właściwego fragmentu.
— Zostań, proszę. Jak teraz pójdziesz, to za godzinę będziesz... no wiesz. Przezroczysta. I przestań patrzeć na mnie, jak na świruskę! — mówiła szybciej, bardziej nerwowo i niecierpliwie.
— Ja po prostu cię słucham. Naprawdę słuchamdodała ciszej, jakby zawstydzona tym wyzwaniem. Kiwnęła głową, zadowolona z tonu, który wybrała, by ubrać te zdania. Przewróciła kilka kartek w scenariuszu.
— O rany, dobra, ej, przestań na chwilę mówić, błagam — jęknęła boleśnie, zamykając oczy i rozmasowując sobie skronie.
— Teraz to brzmisz. jakby ktoś grał na skrzypcach widelcem. Na plastikowych skrzypcach. Dosłownie słyszę plastik. I widelec. Zaczynam rozumieć, dlaczego Rada Dźwięku wprowadziła te papierowe słomki — mruknęła niezadowolona. Otworzyła oczy i spojrzała pytająco w stronę mężczyzn za szybą. Vinnie uniósł kciuk w górę na znak, że wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Kiwnęła głową zadowolona z efektów. Nadal miała wrażenie, że nie czuje tej postaci w pełni, ale to nic. Kilka scen na pewno pozwoli jej odnaleźć właściwy rytm.
— No dobrze, to chyba możemy zaczynać, co? Proponuję stronę dwunastą. Bohaterki wpadają na siebie przypadkiem. Lira jest przerażona tym, jak się czuje, a Zefira ma wrażenie, że ktoś obok jeździ paznokciami po szkolnej tablicy. To będzie dobry rozruch. Powyciszajcie telefony i skupcie się, czeka nas długi dzień — zakomenderował reżyser, wodząc z uwagą wzrokiem po całej ekipie. Zdecydowanie czekało je dzisiaj mnóstwo roboty.

Chyba że bym Ci wymyślił image, potem barsy, ksywkę, Potem w Melodynie kręcił suwak i poprawił dykcję
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przyszły się tutaj dobrze bawić. Miały pracę do wykonania i nawet Babe zdawała sobie z tego sprawę. Nie zawsze trafiały się rolę, które sprawiały jej radość. Czasem podkładała głos postaciom w produkcjach, które nie przypadły jej do gustu, ale zawsze było to jakieś nowe doświadczenie. Najwyraźniej była dobra w tym, co robiła i wychodziła z założenia, że gdyby jednak było inaczej, nikt nie proponowałby jej kolejnych ról. Chyba? Niektórzy uważali, że to zasługa jej ojca, ale przecież to nijak miało się do prawdy!
Była zadowolona z tego, co pokazała na starcie, chociaż czuła, że stać ja więcej. Może faktycznie trochę za bardzo podnosiła głos w niektórych momentach? No nic, dotrze się z postacią po kolejnych stronach. Lira Venn nie była aż taką ekstrawertyczką, musiała nieco przystopować. Dlatego, układając w głowie odpowiedni ton, jednocześnie przysłuchiwała się prezentacji Laroche. Całkiem nieźle sprawdzała się jako Zefira, ale umówmy się, Seaton zrobiłaby to o niebo lepiej. Och, ależ ją korciło, żeby wypowiedzieć tę sugestię na głos! Ale w ostatnim momencie ugryzła się w język, dosłuchując do końca kwestii Paris.
Było okej. Vinnie też tak stwierdził, bo uniósł kciuki do góry, dając im zgodę na start. Babe otworzyła scenariusz na stronie dwunastej i przeleciała wzrokiem swoje wersy, w których Lira wygląda na spiętą, idzie szybko i nierówno oddycha.
Wzięła głęboki haust powietrza, żeby wczuć się w postać.
Nie panikuj, to chwilowe i zaraz minie — powiedziała, rozglądając się dookoła, jakby naprawdę szukała drogi ucieczki. — Co to za szumy? — zapytała i zastygła w bezruchu. Dlaczego w bajkach postaci gadały same do siebie? Kto normalny tak robił, poza Babette? Chyba nikt. — To nie ma najmniejszego sensu — dodała z frustracją i ciężko było stwierdzić, czy dalej była w roli, czy wypowiadała się we własnym imieniu.
Przeczytała dalszy fragment. Lira Venn przyspiesza, ale nie patrzy przed siebie. Zefira też idzie w tym samym kierunku. Zderzają się, a książki, które Lira przyciskała do piersi, wypadają jej z rąk na podłogę.
Przepraszam! Nie chciałam! — wyrzuciła rozedrganym głosem. Przez chwilę milczała, dając sobie chwilę na pozbieranie rzeczy. — Czy u ciebie też coś jest nie tak? — zapytała, zerkając w kierunku Paris Zefiry. — Ja… od kilku minut słyszę tak, jakbym była pod wodą. Jakby wszystko się wyłączyło — przełknęła głośno ślinę. — To chyba nie jest normalne, prawda? — przeniosła wzrok na Vinniego, a ten skinął głową, potwierdzając, że na razie jest dobrze i śmiało może kontynuować.
Seaton spuściła wzrok na kartkę i kolejną, zakreśloną linijkę.
Teraz, jak na ciebie wpadłam, trochę się uspokoiło — powiedziała ciszej, bo chciała, żeby jej bohaterka wyglądała na speszoną obecnością drugiej postaci. — Czemu tak się dzieje? Masz z tym coś wspólnego? Na pewno masz — wymierzyła w Paris Zefirę oskarżycielsko palcem. Ewidentnie Lira Venn podejrzewała ją o mącenie przy jej Dźwięku Duszy.
No dobra, wyszło całkiem nieźle! Teraz niech Laroche powie swoje kwestie, później ewentualnie to powtórzą i można lecieć dalej. O ile Vinnie nie każe im się nad tym spuszczać w dziesięciu dublach.

możesz mnie nie lubić, nie chcę żebyś mnie lubił
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że obserwując innych w trakcie pracy, można się wiele nauczyć. Oglądanie gotowych produkcji to jedno. Dało się z nich zaczerpnąć nowatorskie pomysły i inspiracje do swojej przyszłej pracy. Ale to jednak oglądanie skończonych i dopieszczonych wersji, w których nie ma miejsca na wahanie albo zastanawianie się. Obserwowanie jak koleżanki i koledzy po fachu tworzą na żywym organizmie dawało jej o wiele więcej. Studium niepewności i dubli pozwalało jej wyciągać lekcje na przyszłość. Nawet od osób, które znacznie różniły się od niej etyką pracy, mogła nauczyć się czegoś niesamowitego. Seaton na pewno nie będzie wyjątkiem.
Patrzyła na nią i analizowała każdy ton oraz gest, które wysypywały się z aktorki. Sprawiała wrażenie bardzo zaangażowanej w swoją pracę, co Paris naprawdę doceniała. Nie trawiła tumiwisizmu i podchodzenia do samych siebie jak do nieomylnych. Babe nie sprawiała wrażenia osoby, której to grozi. Obserwowała ją bez słowa i cienia uśmiechu. Nie reagowała w żaden sposób na podniesiony głos ani na wycelowane w nią gesty. Stała całkowicie nieruchomo, cierpliwie czekając, aż dziewczyna zakończy swoją część. Powinna dostosować się do atmosfery, którą Seaton narzuciła scenie przez to, że odzywała się jako pierwsza. Dokładna analiza była teraz dużo ważniejsza niż próby wpasowania się w jej aktorską metodykę.
Kiedy jej partnerka sceniczna skończyła, Laroche przeniosła wzrok na Vinniego, żeby upewnić się, że nie będzie chciał żadnych poprawek. Wyglądało na to, że w pełni zaakceptował pierwszą wersję, co wróżyło dobrze na resztę dnia pracy. Skupiła się na scenariuszu, który leżał przed nią, żeby zająć się swoją częścią.
— Pod wodą? Chwileczkę, ale o czym ty... — zawiesiła głos, dając postaci moment na pozbieranie się i realizację. Brzmiała na naprawdę zmęczoną. Zefira była coraz bardziej przytłoczona chaosem nieznanego pochodzenia, który dobiegał ze wszystkich możliwych stron świata.
— Ja? Nie, to nie do końca... — dodała, tym razem naprawdę zestresowana. Oskarżycielski ton rozmówczyni sprawił, że postać zaczęła kwestionować własną rolę w tym wszystkim. Ale przecież naprawdę nie próbowała zrobić niczego złego. Laroche przewróciła stronę w scenariuszu, odnalazła wzrokiem kolejną kwestię. Przez ten cały czas nie spojrzała na Babe nawet na moment. Mówiła patrząc przed siebie w jakiś bliżej nieokreślony punkt na ścianie.
— Oczywiście, że mam z tym coś wspólnego! — zawołała po dodaniu sobie nieco animuszu. Paris przewróciła oczami.
— Mam z tym wspólnego tyle, że słyszę twój problem. A pewnie wszyscy inni go ignorują, co? — mówiła szybciej, była bardziej bardziej sfrustrowana.
— Wiesz, ile osób dziennie przechodzi obok mnie z popękanymi Dźwiękami? Mnóstwo! I nikt nie chce słuchać, bo przecież wszystko gra i buczy, jesteśmy bezpieczni, Strażnicy Harmonii nad nami czuwają. — Prychnęła oburzona i machnęła lekceważąco ręką. Sarkazm w jej głosie był wyraźny.
— A potem przychodzą do mnie, kiedy jest za późno. Pytają, czemu im nie powiedziałam wcześniej, jakby to była moja wina — westchnęła ciężko. — No to mówię ci teraz. Twój Dźwięk ma pęknięcie. Duże pęknięcie. Twój Dźwięk brzmi jak... jak coś, co ktoś próbował naprawić taśmą klejącą. Prawdopodobnie żyłaś w fałszywej harmonii zbyt długo i teraz twój Dźwięk się buntuje, a od tego już prosta droga do Ciszy i... — z każdym słowem mówiła coraz szybciej, jakby opisywała nadchodzącą apokalipsę. Zawiesiła w końcu głos, bo Zefira zdała sobie sprawę, że nieco ją poniosło. Paris uśmiechnęła się przepraszająco, wpatrując się w kartki.
— Spróbuj oddychać. Głęboko. Mamy jeszcze czas. Mogę ci pomóc — dodała dużo spokojniejszym i ciepłym tonem – szczerym i przyjacielskim. Radość zniknęła z jej twarzy od razu, gdy zakończyła swoją kwestię. Przeniosła wzrok na Vinniego, oczekując dalszych instrukcji. Na szczęście pierwsza scena wyszła bardzo dobrze, nie musiały marnować czasu na poprawki. Laroche czuła się z siebie zadowolona.
Reżyser wskazał kolejną scenę, tym razem krótszą i skupiającą się głównie na przechodzeniu z punktu A do punktu B. Bohaterki miały stanowić tutaj tylko tło do prezentacji widzom kolorowego, nieznanego im jeszcze świata. Tym razem również poszło gładko i obeszło się bez powtórek. Vinnie wyjaśnił im, co Zefira i Lira robią w międzyczasie przed kolejnym spotkaniem i z jakim nastawieniem powinny wejść w kolejną sytuację, w której się widzą. Zaufanie między nimi budowało się powoli i wynikało to raczej z desperacji niż szczerych chęci zaprzyjaźnienia się.

Obok się patrzą na nas i karierę, co najmniej jakbyśmy wpisywali kody
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pinewood Studios”