42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maria była opoką dla rodziny oraz męża… i niewątpliwie szlachetna to była rola, którą obrała sobie z pełną świadomością, by latami skrupulatnie ją pielęgnować, jednocześnie nie przypuszczając, że jej starania obrócą się przeciwko niej. Że to, co dla niej było oddaniem i troską, w oczach najbliższej osoby przestaną być atrakcyjne. Że zepchnie ją to na dalszy plan, że stanie się tym, co ich dzieli. Kiedy stopniowo stawała się ich fundamentem nikt nie zauważał tego, że pod ciężarem który dźwiga zaczyna pomału pękać. Wierzyła jednak naiwnie, że jej siła tkwi w trwaniu… że Rafael kiedyś ją zrozumie… doceni...
…do dziś.
Do chwili, kiedy dłonie Donniego śmiało wędrujące pod jej sukienka sprawiły, że to ona coś zrozumiała. Przebudziła się. Dotarło do niej, że przez te wszystkie lata uciekała do odrestaurowywania mebli, bo to była jedyna rzecz nad jakąś miała pełną kontrolę, podczas gdy pozostałe cząstki jej samej umykały, pod ciężarem obowiązków i zmęczenia. Myślała, że bezpowrotnie. Jak bardzo się myliła!
Nagle zjawił się on, ze swoją odwagą, bezczelnością, pewnością co do tego, że łamanie granic i zasad w ramach spełniania pragnień nie może być niczym złym i właśnie tym swoim sposobem bycia, odrestaurowywał ją stopniowo, każdym drobnym gestem, pełnym ciekawości spojrzeniem, czułym dotykiem, żarliwym pocałunkiem, cichym błaganiem by trwać w tym co tu i teraz, co d o b r e. I ona to czuła, coraz odważniej podzielała, pragnąc go trochę mocniej z każdym kolejnym przyciągnięciem, drżeniem ciała i cichym zapewnieniem, że ją widzi i że mogą robić co chcą.
Dawno nie robiłaś tego, co chciałaś?
To stwierdzenie było proste, bolesne i trafne. Rozszyfrował ja, bo kiedy tak naprawdę zrobiła coś dla siebie, coś co chciała, a nie co powinna? Czuła jak pod wpływem jego warg na wnętrzu jej dłoni poddaje się.
Była fundamentem, ale nie chciała już dłużej trzymać tego całego ciężaru. Pragnęła, by to ją dla odmiany ktoś dzisiaj podtrzymał. A jego ramiona… Ay, cielos! Niby młode, ale pełne siły i chęci, rwały się do niej, otulaly, zamykały w pewnym ucisku - były idealnym wyborem, czyż nie? Czuła się w nich bezpiecznie, pewnie, przepadła bez reszty.
Szczególnie teraz, gdy zielone tęczówki Donniego znów odnalazły jej spojrzenie, a jej oddech zamarł. Były piękne i nie było w nich żadnej oceny, nie było oczekiwań… za to była - w o l n o ś ć - czysta, obezwładniająca i kusząca.
Tylko to co powinnaś Mario?
Mam wrażenie, że ostatnio moje życie to jedna wielka powinność — wyznała cicho, ociężale wręcz jakby pragnęła na ten jeden wieczór się tego wyzbyć. Jej oczy, ciemne i wilgotne od nadmiaru emocji, nie szukały już ucieczki. Szukały pomocy. — Masz rację. Robiłam to, co trzeba, dopóki nie przestałam czuć czegokolwiek poza zmęczeniem — mruknęła, a jej dłoń, którą wcześniej całował, teraz mocno zacisnęła się na jego karku, znów wplątała się w jego włosy.
Gdy przyciągnął ją do siebie ponownie, na pewno nie czuła zmęczenia. Zalała ją fala innych, zapomnianych już doznań i uderzyła z siłą, której nie potrafiła kontrolować. Siedząc okrakiem na jego udach i napierając na niego w poszukiwaniu jakiejkolwiek ulgi, czuła każde drgnienie jego mięśni, a ich bliskość wydawała się jej nieprzyzwoita i zarazem tak... właściwa. Zatracała się bez reszty w kolejnych pocałunkach, gwałtownych, wilgotnych, w których nuta pomarańczy dawno zaginęła pod smakiem czystego pożądania.
Nie umiała przestać.
Nie chciała.
Donnie — szepnęła opierając swoje czoło o jego, składając ciężkie oddechy na jego ustach, muskając je subtelnie między słowami. Jakby się wahała, ale wcale tak nie było. Wystarczyło jedno słowo, a ona zsunęła się z jego kolan i równie szybko wstała, a świat lekko zawirował od nadmiaru drinków i silnych emocji.
I znów wpadła w jego ramiona.
Aquí es mi lugar.
Na jedną noc, na chwilę.
Zimne powietrze uderzyło w nią tak nagle i brutalnie, że w pierwszej chwili zabrakło jej tchu, gdy stanęła przed klubem oszołomiona nagłą zmianą temperatury, a w kolejnej z jej ust wydobył się radosny śmiech. Krótki, ale wymowny. Euforia ucieczki obudziła w niej radość, która teraz nie zniknęła, ale ukryła się ponownie pod pożądaniem, gdy Donnie gwałtownym, zdecydowanym ruchem przyparł ją do ściany.
Jeśli nie mieszkasz tuż za rogiem, to zapomnij o ucieczce do twojego mieszkania — wyszeptała z trudem. — Nie chcę tracić niepotrzebnie ani jednej minuty na drogę — nie chciała czekać na taksówkę, nie chciała patrzeć przez okno samochodu na przesuwające się ulice Toronto, bała się nie chciała się zawahać, nie chciała zrezygnować. — Przecznicę dalej jest hotel — szepnęła nieśmiało, jakby sama wstydziła się swojej niecierpliwości, po czym złapała go, splotła swoje palce z jego dłonią i nie czekając na odpowiedź, pociągnęła go za sobą kierując się najpierw w stronę pasów, by przebiec przez nie w końcowych migawkach zielonego światła, a potem dalej przed siebie, by kilkanaście metrów dalej wejść za róg. Przed nimi roztaczała się już ostatnia prosta; w oddali błyszczał hotelowy szyld, ale oni niespiesznie przystawali jeszcze raz po raz, badali kolejne ściany, ich chropowatość, temperaturę przebijającą się przez płaszcz po kolejnym przyparciu do muru. — Jeszcze kawałek... — wychrypiała błądząc dłońmi pod jego kurtką, myślami zrzucajac ją po przekroczeniu progu pokoju.
Najtrudniejsze było jednak przed nimi.
Musieli stworzyć pozory. Oderwać od siebie ciała, puścić dłonie. Maria poprawiła płaszcz wchodząc do hotelowego lobby, próbowała skupić się i profesjonalnie podejść do sprawy jaką było wynajęcie pokoju, ale jej usta - opuchnięte od kolejnych pocałunków składanych na mrozie - zdradzały wszystko. Cisza nie ułatwiała niczego, podobnie jak stukot klawiszy, kiedy recepcjonistka wklepywała ich dane, co jakiś czas rzucając im wymowne spojrzenie.
I jeszcze ta sekunda, kiedy to ich oczy spotkały się nagle, choć dzielił ich dystans.
I ta obietnica wymalowana w jego zielonych tęczówkach oraz w jej ciemnych oczach…
…obietnica tego, co zaraz wydarzy się za zamkniętymi drzwiami pokoju.
Wiedzieli to już teraz, kiedy niecierpliwie czekali, aż drzwi windy otworzą się, by unieść ich wyżej.


No me hagas aguardar, Donnie 🏨🥵🌙🔥🌃
Latina, Ave Maria
nudy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Donnie nigdy nie oceniał ludzi po pozorach, on chciał ich poznawać. Chciał wiedzieć co siedzi za fasadą z pogodnego uśmiechu. Co skrywają smutne, ciemne oczy. Albo co w duszy gra kobiecie, która na pozór wyglądała przecież na ułożoną. Jakby jej życie rzeczywiście było po prostu odpowiednio zaplanowane.

Idealne może?

Tylko czy idealne życia...
Szukają zapomnienia w klubie? W zielonych tęczówkach jakiegoś chłopaka?
Nie mogło być idealnie, i Donnie gdzieś to czuł, pod skórą. Dlatego zaraz wyrzucał z siebie te słowa, mówił jej, że dawno chyba nie robiła tego co chciała, tylko to co powinna.
Przecież tak działał świat dorosłych, poważnych ludzi. Pragnienia spychając na jakiś dalszy plan.
I zaraz okazało się, że i jej życie tak wyglądało. Słuchał jej słów ze spojrzeniem zawieszonym na jej pełnych, gorących wargach. Nabrał w płuca powietrze, kącik jego ust uniósł się do góry, gdy policzek wtulał się w jej dłoń, gdy poruszył się pod nią przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej.
- Nie dzisiaj... - zaczął unosząc spojrzenie na jej ciemne, szkliste oczy - dzisiaj robisz to co nie powinnaś... Dzisiaj tylko to co chcesz - i znowu się do niej wyrwał, znowu zahaczając wargami o jej usta, miękkie, ciepłe, słodkie, składając na nich krótki, zaczepny pocałunek. Na jej kolejne słowa oplótł ją ramieniem w pasie przyciągając do siebie. Mruknął, gdy jej dłoń sunęła po jego karku, odruchowo, jego młode, spragnione jej, ciało po prostu... tak na nią reagowało. A Donnie nigdy nie umiał z takimi rzeczami walczyć.
Zielone tęczówki intensywnie wpatrywały się w jej oczy, a on znowu się uśmiechnął - zmęczeniem? - powtórzył po niej, a jego ślepia przesunęły się po jej pięknej twarzy, zatrzymały na ustach, a potem niżej po szyi i dekolcie - jesteś najbardziej ognistą, najbardziej żywą kobietą, jaką tutaj spotkałem... Ogień - ostatnie słowo ułożył na jej ustach. Które też były gorące, które drżały od jego ciepłego oddechu. Czuł to na swoich wargach.
Czuł też to, jak do siebie ciągnęli z każdym gestem, pocałunkiem i spojrzeniem w oczy coraz bardziej. Tego już się nie dało powstrzymać, bo oni już płonęli. Już rozpalili ogień, który teraz mógł tylko przeistoczyć się w prawdziwy pożar. Pożar, który strawi wszystko po drodze i ich też.
Ale Donnie zdawał się tym w ogóle nie przejmować. Nie przejmował się. Bo on przecież miał w sobie te iskry szaleństwa, które jej przekazywał, już nie w pocałunkach, już w tych spojrzeniach głęboko w oczy, kiedy prowadził ją przez tłum, kiedy zakładał płaszcz na jej ramiona, a potem wsuwał ręce do kieszeni tego swojego, tylko na moment, żeby go poprawić, bo zaraz przecież szukał znowu jej dłoni. Zaraz znowu przyciągał ją do siebie blisko.

Bliżej.

Tak blisko, że nawet to zimne powietrze, które omiotło ich sylwetki na zewnątrz drgało od tego, jak ich ciała, rozgrzane, spragnione siebie, ocierały się o siebie, gdy przypierał ją do muru. Na jej słowa odchylił do tyłu głowę zastanawiając się ile to jest ulic dalej, ile minut by stracili na tym, żeby tam dotrzeć. Czy by to wytrzymali, kiedy oddechy już szybkie, łapały zimne powietrze tak, że paliło w płuca. Gdyby biegli, to te płuca zapłonęły by żywym ogniem. Policzki zamarzły by im zachodząc różem, a usta posiniały, nie od pocałunków od zimna... może z niedoczekania?
- Przecznica dalej brzmi w porządku - stwierdził, bo to był odpowiedni czas, żeby jeszcze się nakręcili, na kolejnych ścianach. Biegnąc przez pasy zanim zatrzyma ich czerwone światło.

Już nic ich nie zatrzyma.

Jeszcze przed drzwiami hotelu Donnie pociągnął ją na bok i przyciskał do ściany, blendując ich przyspieszone oddechy w jeden, sprawiając, że czuli na sobie te szaleńcze uderzenia serca. Skradając z jej ust pocałunek...
Obietnicę tego, co ich czekało na górze.
Stali przy ladzie, a właściwie Donnie to opierał się o kontuar i musiał poprosić recepcjonistkę, żeby mu powtórzyła, co powiedziała, bo jego zielone oczy utkwione były w Marii. A kiedy na moment złapała jego spojrzenie, to się uśmiechnął.

Miał stwarzać inne pozory?
Grać w inną grę?
Udawać, że nie jest nią oczarowany? Nie umiał.
A kiedy tylko recepcjonistka dała mu klucz, to zacisnął na nim palce, a tymi drugiej ręki sięgnął do dłoni Marii.
Pozory Donnie.
- La mia ragazza - moja dziewczyna, skwitował to spojrzenie recepcjonistki. Zrozumiała go? Może wcale nie.
Ale to nie było ważne. Nie ważne też było to, że Maria wcale nie była jego dziewczyną, nie była nawet jego...

Chociaż może dzisiaj była?

Postanowił to sprawdzić, już w windzie znowu łasząc się do niej, opierając ją o ścianę tak, że nawciskali chyba wszystkie guziki. I kiedy winda ruszyła, to stawała na każdym jednym piętrze.
- Co? - Donnie spojrzał ponad jej ramieniem na wejście, ale przecież nikt nie wsiadał. I chciał ją całować, i jednocześnie zerkał na to, które piętro teraz wybiło, a kiedy padło to ich, to znowu ciągnął ją za sobą po korytarzu. A kiedy tylko drzwi pokoju zamknęły się za nimi, to w pierwszej kolejności na podłodze wylądowały ich płaszcze, w chaosie. A potem ona na drzwiach, kiedy Donnie znowu na nią naparł, całując ją zachłannie. Całując ją nieprzyzwoicie.

Nie powinni.
Ale... chcieli.
Oboje.
La mia ragazza 𓂃˖˳·˖ ִֶָ ⋆🌷͙⋆ ִֶָ˖·˳˖𓂃 ִֶָ
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Idealne życia nie szukają zapomnienia w dusznych klubach, a kobiety, które mają wszystko nie potrzebują przeglądać się w zielonych tęczówkach obcego mężczyzny, by odnaleźć w nim własne zagubione odbicie. Ale Maria nie była idealna, ona jedynie świetnie stwarzała pozory, panując nad chaosem w domu i wybaczając brak bliskości, aż w końcu zaczęła tolerować pustkę tłumacząc sobie, że to jej cena za stabilizację. Jednak w głębi siebie czuła, że to co należało się jej, prawdopodobnie ogrzewało kogoś innego… i zapracowali na to wspólnymi siłami, więc każdego dnia tkwiła w tym, wierna swojej rodzinie i swoim przekonaniom, które z czasem stawały się coraz cięższe sprawiając, że cierpiała po cichu. Wszyscy widzieli w niej przykładną żonę i matkę, ale nikt nie zaglądał głębiej, a potem pojawił się on…
Donnie ją widział.
Nie nabrał się na te jej wszystkie pozory, dostrzegł pęknięcia i nie zawahał się w nie zajrzeć. Miał w sobie ciekawość do tego, czego inni z wygody lub tchórzostwa woleli nie zauważać. Jakby przeczuwał, że kryje się za tym coś więcej niż tylko smutek i ból… i miał rację. Kryła w sobie nieskończone pokłady dobra i ciepła, których nie miała komu oddać.
I ogień.
Zduszony przed zbyt długi czas, piękny ogień wydobyty przez badawcze dłonie Donniego, które odważnie poznawały jej ciało igrając z jedwabną sukienką w zakamarkach zatłoczonego klubu.

Dzisiaj tylko to co chcesz.

Dzisiaj tylko jego chciała. Dzisiaj ten ogień był zarezerwowany wyłącznie dla niego, jako nagroda.

Najbardziej żywa, najbardziej ognista...

Oddała się tej chwili pozwalając, by to on zacierał granice między nimi każdym kolejnym pocałunkiem składanym na jej drżących ustach i każdym przyciągnięciem jej ciała, które i tak dzisiaj rwało się tylko do niego. Pozwoliła mu rozpalić ten ogień choć wiedziała, że rozpoczął coś co ich doszczętnie strawi.
Żyła chwilą, jak kiedyś. Tylko ulice zamieniła na chłodniejsze, ale w tym momencie nie miało to najmniejszego znaczenia. Nie czuła zimna, płonęła dla niego. Na tę jedną noc mogła być la mia ragazza - dziewczyną, która dała się porwać zielonookiemu chłopakowi w mroźną noc. Podając mu swoją dłoń dała się wciągnąć na moment w inny świat, w którym została zauważona i chciała się tam ukryć, w tych jego ramionach choć na chwilę.
Winda zatrzymująca się na każdym z pięter testowała ich cierpliwość, a potem jeszcze dłużący się hol… ale w końcu drzwi zatrzasnęły się, a ona poczuła ich twardość na swoich plecach wraz z jego ciałem napierającym na nią. Zatraciła się w kolejnym nieprzyzwoitym, a zarazem upragnionym pocałunku wplątując dłonie w jego włosy czując, że świat w jej głowie zawirował. Oderwała się na moment od jego ust pragnąc jedynie łapczywie zaczerpnąć powietrza, którego nagle jej zabrakło. Jej klatka piersiowa falowała gwałtownie, a w głowie wirowało jej od ilości drinków, zapachu jego skóry, ale przede wszsytkim od tej świadomości - że naprawdę tutaj jest, że to wszystko się dzieje.
Zapierasz mi dech, Donnie — wyznała, a przez jej twarz przemknął delikatny uśmiech, jakby na znak, że wcale nie ma mu tego za złe. Składając delikatne muśnięcia na jego obojczyku pozwalała dłoniom zsunąć się poprzez szyję na jego ramiona. Znów zadarła głowę do góry patrząc w jego zielone oczy dostrzegając w nich pożądanie. On też mógł to dostrzec w jej oczach, to i ten obiecany ogień, który tej nocy należał wyłącznie do niego.
Teraz, tutaj za zamkniętymi drzwiami… nie zamierzała spłonąć nagle, nie teraz kiedy odcięli się od wszystkiego, co mogło ich rozproszyć lub im przeszkodzić. Rozchyliła lekko wargi, kiedy jej palce zaczęły wędrówkę przez jego szyję, obojczyk i mostek, zmierzając do pierwszego zapiętego guzika koszuli. Rozpinała je niespiesznie, jeden po drugim, a gdy wszystkie wyswobodziła wróciła do jego ramion zsuwając z nich koszulę. Przesuwając dłonią po jego skórze badała każdy naprężony mięsień, wyłapując każde najmniejsze drżenie, jednocześnie śledząc wzrokiem dotykane miejsca, jakby chciała wyryć sobie ten obraz w pamięci. Zapamiętać każdy detal, jakby od tego zależały losy świata. Usta delikatnie rozchylone drżały teraz przy każdym płytkim wdechu, a policzki spłonęły rumieńcem, gdy tak przyglądała się mu z niemym uwielbieniem. Czuła jak miękną jej kolana, gdy z fascynacją poznawała każdy odkryty skrawek jego ciała, a jej tętno wybijało szalony rytm gdy dłonią dotarła do krawędzi jego spodni palcem zaczepnie zahaczając za materiał i przyciągając do siebie. Usta delikatnymi muśnięciami torowały sobie ścieżkę od jego obojczyka poprzez szyje, aż do jego ucha, przygryzając lekko jego płatek.

Dzisiaj tylko to co chcesz.

Hoy te quiero a ti — wyszeptała, a jej głos drżał do nadmiaru wrażeń.

Ogień.

Nawet nie wiedział jak bardzo tęskniła za tym uczuciem, które teraz plądrowało jej ciało.

Solo esto. Solo tú, Donnie ❤️‍🔥🥵
Latina, Ave Maria
nudy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
gorąco 🔥
On dostrzegł ten jej ogień od razu. Przez pryzmat aparatu co prawda, na jednym z trzynastu zdjęć, które zrobił.

Pechowa liczba.
A może wcale nie?

Bo kiedy szli mroźnymi ulicami Toronto, kiedy gnali przez pasy na zielonym i ślizgali się na butach po ośnieżonych chodnika łapiąc równowagę w swoich objęciach, albo na kolejnych ścianach, to wcale... nie towarzyszył im pech.
A później ten pokój do którego dostali klucze, z tabliczką z napisem 13, bo ten akurat był wolny, jakby na nich czekał. On może też im wcale nie przyniesie pecha?
Donnie w to nie wierzył, w pechowe liczby.
Wierzył za to bardzo w to, że jeśli ktoś staje na twojej drodze, a przyciąganie jest tak silne, jak między tą dwójką, jak między nimi, to to musi być jakieś... przeznaczenie.

Nie przypadek.

Może on właśnie miał ją wciągnąć w ten swój świat, gdzie nie było zawahania. Gdzie szaleństwo wychodziło z nich w kolejnych uśmiechach, tam gdzie łapali się za swoje kurtki, żeby nie wywinąć orła na lodzie. Przy kontuarze recepcjonistki, która musiała mu powtarzać wszystko, bo on patrzył w Marię maślanymi oczami. W windzie, która zatrzymywała się na każdym jednym piętrze, a oni unosili głowy sprawdzając czy ktoś się dosiada. Potem na korytarzu, gdzie Bowen wpadł w jakiś wazon.

A potem już za drzwiami...

Drzwiami, które zamknęły się za nimi z hukiem.
Pozostawiając za plecami ostatnie już hamulce, ostatnie nieprzekraczalne granice.

Przejmowali się tym?
Wcale.

Patrzyli sobie głęboko w oczy. Z pożądaniem, z żarem, bez żadnego zawahania. I tak też się całowali, jakby to było na miejscu, jedyna właściwa opcja, coś na co postawili wcześniej, już w tym klubie. Dłonie Donniego znowu rozpoczęły wędrówkę po jej gorącym ciele, czuł bijące od niej ciepło nawet przez ten cienki materiał sukienki. A kiedy się od niego oderwała, kiedy jego zielone tęczówki spoczęły na jej pięknych, ciemnych oczach, a pełne wargi ułożyły się w wyznanie.

Zapierasz mi dech, Donnie.

To Bowen też się uśmiechnął, ona też to robiła, sprawiała, że płuca łapczywiej łapały powietrze, a klatka piersiowa unosiła się w nierównym rytmie wybijanym przez urywane oddechy, ale też przez serce, które biło szybciej. Biło mocniej, szarpnęło się do niej. Kiedy jej pocałunki schodziły niżej po jego szyi na obojczyk, to odchylił głowę, pochylając się w jej kierunku. Mokre pieczątki, które składała na jego rozgrzanej skórze były niesamowite, sprawiały, że drżał pod jej dotykiem.
Kiedy sięgnęła guzików jego koszuli, to na moment spuścił spojrzenie, ona robiła to niespiesznie, z namaszczeniem. A on czekał na to cierpliwie, aż jego koszula zsunęła się z umięśnionych ramion, wylądowała na podłodze. Idealnie zarysowane mięśnie na brzuchu spięły się pod jej dotykiem, zadrżały, kiedy jej dłoń wylądowała na jego pasku.
Było to niesamowite, palce sunące po skórze, leniwie i

sensualnie.

Ale młode serce Bowena znowu szarpnęło do niej energiczniej, kiedy jej usta zawisły przy jego uchu, kiedy poczuł na nim jej ciepły oddech.

Hoy te quiero a ti.

A Donnie chciał teraz tylko jednego, przesunął palcami po jej udach, zaczepnie po gładkiej ciepłej skórze, marszcząc nimi cienki materiał sukienki, podwijając go coraz wyżej. On nie umiał tak spokojnie, bo zacisnął na nim palce, zaraz szarpnął go w górę, zaraz już podciągał go znacznie wyżej, zaczepił opuszkami gdzieś o koronkę jej bielizny, a zaraz ściągał z niej sukienkę przez głowę, wyrywając się do jej ust, które musiała oderwać od jego szyi, musnął je zaczepnie wargami, kiedy już ich rozgrzane skóry dzieliła tylko ta sukienka. A potem i ona osunęła się na podłogę, a Donnie znowu opierał się o nią, klatki piersiowe uderzały o siebie w urywanych oddechach, złote łańcuszki puszczały sobie nawzajem migotliwe oczka. A serca biły jednym, szybkim tempem, kiedy znowu ją całował, długo, namiętnie,

do utraty tchu.

Kiedy zielone oczy zaglądały w te jej, piękne, ciemne.
A opuszki sunęły po ciele owianym jedynie koronkowym materiałem, pod który wsuwał czubki palców.

Zaczepiał ją.

Zaczepiały ją jego zielone błyszczące oczy, i wargi, które muskały te jej. Zaraz zaczepił też palcami o jej rękę, żeby pociągnąć ją w głąb pokoju. Dwa kroki jedynie, bo przecież już po chwili lądowali na jakiejś pierwszej lepszej szafce, znowu blisko, znowu w objęciach. Znowu serwując sobie
ogniste
pocałunki. mamasita por favor 🔥✨❤️‍🔥
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
Ciepło, cieplej, gorąco… parzy?

Było w tym coś urzekającego i rozbrajającego… w tych zrywach młodości, łapczywości na tu i teraz, nie za chwile. W tych jego ruchach, gdy z bezczelną porywczością podsuwał jej sukienkę, wyżej i wyżej, by w końcu opadła na podłogę nie pozostawiając żadnych złudzeń… Brał to co przynosiła mu noc, a ta jego łapczywość była dla Marii niczym lekarstwo na wszystkie lata spędzone w ciszy, chłodnej i niezmąconej dotykiem. Czuła, że w tej jego porywczością pragnie się zatracić, że chce zarazić się jego pośpiechem i oddać się tej młodzieńczej bezczelności.

Jemu się oddać.

Sukienka opadła na podłogę pokoju numer trzynaście, a ona poczuła na skórze chłodne powietrze, kiedy tak stała przed nim prawie cała odsłonięta. Czymże był skrawek koronkowej bielizny, którą już wcześniej wyczuwał, kiedy to w klubie błądził swoimi dłońmi pod jej sukienką badając granice? Ten sam materiał, który wcześniej był tajemnicą ukrytą pod jedwabną elegancją jej sukienki, teraz był jej jedyną osłoną przed jego palącym spojrzeniem.

Madre mía!

Pierwszy raz od ponad dwudziestu lat odsłoniła się przed kimś innym. Ciało, które niegdyś było dla jej męża terytorium dobrze znanym, stało się stopniowo opuszczanym i niedocenianym. Nie dostrzegał wzniesień, dolin, przestał szukać nowych szlaków, przestał odkrywać.

I nagle pojawił się Donnie.

Postawił stopę na nowej ziemi, a w jego zielonych oczach czaiła się dzika pasja odkrywcy, jakby natrafił na skarb… jakby każdy skrawek jej ciała był nowym, fascynującym lądem, który zamierzał podbić. W tym jego palącym spojrzeniu było coś brutalnie pięknego, a w niej nie było ani grama wstydu. Tylko czysta fascynacja własnym ciałem, które dotąd uśpione znów budziło się do życia. Czuła każde szybsze uderzenie swojego serca, każde drżenie pod wpływem jego dotyku, każdy skurcz mięśni po fali podniecenia, które narastając z każdą kolejną sekundą prosiło się o rozładowanie, aż wreszcie to niesamowite, zapomniane już mrowienie w podbrzuszu.

Pociągnięta w głąb hotelowego pokoju oddała się kolejnym pocałunkom, tracąc zupełnie orientację w przestrzeni. Wędrowała na oślep, a jedynymi kierunkowskazami były jej ciche pragnienia i jego pewne ramiona. Czując za sobą kant szafki nie zastanawiając się zbyt wiele wsparła się na rękach wsuwając na blat, który w hotelu nie był zagracony zbędnymi bibelotami, a nawet gdyby był wątpliwe, że zrobiłoby to na niej jakiekolwiek wrażenie.
.
𝑌𝑜𝑢𝑟 ℎ𝑒𝑎𝑡
𝐼𝑡 𝑝𝑢𝑙𝑙𝑠 𝑚𝑒 𝑖𝑛
𝐴 𝑏𝑒𝑎𝑢𝑡𝑖𝑓𝑢𝑙 𝑠𝑡𝑜𝑟𝑚 𝑢𝑛𝑑𝑒𝑟 𝑚𝑦 𝑠𝑘𝑖𝑛
.

Chłód szafki kontrastował z bijącym od niego żarem, a ona rozsuwając kolana przyciągnęła go do siebie, dłońmi rozprawiając się z zapięciem jego spodni, by chwile później pewnie zsunąć materiał z jego bioder. Wkrótce i spodnie dołączyły do porzuconej wcześniej sukienki. Oplatając go nogami przyciągnęła go do siebie jeszcze bliżej, a gorąc jego skóry na jej udach, wyraźnie kontrastował z chłodem szafki.
Oddając się pocałunkom znów wplątała palce w jego włosy, kierując jego głowę do swojej szyi. Pragnęła czuć go wszędzie. Natychmiast. Jego pazerność była dokładnie tym, czego potrzebowała, jakby był uosobieniem wszystkiego, czego ona na tak długi czas sobie odmówiła. I tej nocy, w pokoju numer trzynaście, Maria zamierzała chłonąć jego energię do utraty tchu.

Jakby jutra miało nie być…
…bo coś tak dobrego, nie mogło być pechowe.

. 𝑌𝑜𝑢𝑟 ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠 𝑖𝑔𝑛𝑖𝑡𝑒 𝑡ℎ𝑒 𝑎𝑖𝑟 𝑙𝑖𝑘𝑒 𝑎 𝑠𝑝𝑎𝑟𝑘
𝐸𝑣𝑒𝑟𝑦 𝑡𝑜𝑢𝑐ℎ 𝑙𝑒𝑎𝑣𝑒𝑠 𝑎 𝑡𝑟𝑎𝑐𝑒
𝐸𝑣𝑒𝑟𝑦 𝑡𝑟𝑎𝑐𝑒 𝑙𝑒𝑎𝑣𝑒𝑠 𝑎 𝑚𝑎𝑟𝑘
𝑌𝑜𝑢 𝑠𝑎𝑦 𝑚𝑦 𝑛𝑎𝑚𝑒 𝑙𝑖𝑘𝑒 𝑖𝑡'𝑠 𝑎 𝑠𝑖𝑛
𝑃𝑢𝑙𝑙 𝑚𝑒 𝑐𝑙𝑜𝑠𝑒𝑟
𝐿𝑒𝑡 𝑡ℎ𝑒 𝑐ℎ𝑎𝑜𝑠 𝑏𝑒𝑔𝑖𝑛
.

Każdy jego ciepły oddech parzył jej nagą skórę. ​Wszystko w niej krzyczało o więcej, szczególnie teraz, gdy jej ciało wygięło się lekko pod kolejnym przyjemnym dreszczem jaki przeszył jej ciało. Czuł to, w każdym jej oddechu, westchnieniu, próbie przyciągnięcia go bliżej. Widział to w jej oczach, ten obiecany ogień, kiedy dłońmi błądziła bezwstydnie, z ramion przechodząc na plecy jakby chciała zwiedzić nimi każdy centymetr jego ciała, odkrywając swoją terra incognita.

. 𝐵𝑢𝑟𝑛 𝑚𝑒
𝐼'𝑚 𝑦𝑜𝑢𝑟𝑠 𝑡𝑜 𝑐𝑙𝑎𝑖𝑚
𝑊𝑒'𝑟𝑒 𝑑𝑎𝑛𝑐𝑖𝑛𝑔 𝑖𝑛 𝑡ℎ𝑒 𝑓𝑖𝑟𝑒 𝑜𝑓 𝑎 𝑓𝑜𝑟𝑏𝑖𝑑𝑑𝑒𝑛 𝑓𝑙𝑎𝑚𝑒
.

Odkrywcą on. Odkrywcą ona.



moja terra incognita 🗺️ 🧭🫂 💋🔥
Latina, Ave Maria
nudy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Latina, Ave Maria
nudy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Latina, Ave Maria
nudy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”