-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Na przykład choroba, której nie dało się przezwyciężyć. W ostatnich tygodniach życia mamy patrzył, jak powoli ulatywało z niej życie i jaki wpływ miało to na niego i tatę. Mimo wszystko zapamiętał słowa Anthony’ego usłyszane podczas tamtego wieczoru po śmierci: Gdybym mógł wrócić się w czasie, wiedząc to, co wiem teraz, zrobiłbym dokładnie to samo. Bo ją kochałem. I nadal będę. Dla niej byłoby warto. Trafiły do niego, przekonując, że dla tej jedynej warto było podjąć się ryzyka.
I tą jedyną trzymał właśnie w ramionach. Nawet, jeśli prędzej czy później dojdzie między nimi do konfliktu, którego się obawiał, w głębi siebie był pewien, że zrobi wszystko, by między nimi się ułożyło. Z różami, na kolanach, wiodąc ustami po jej wargach i całym ciele. Dla niej byłoby warto.
Nie dało się zaprzeczyć, że na niego nie działała, a siedzenie w drugim kącie jacuzzi nie było dla niego żadną przeszkodą. Z drugiej strony potrzebował rozmowy, szczerości i oddechu, wiedząc, że gdyby siedziała przy nim, nie potrafiłby się oprzeć przed muskaniem wargami jej szyi, czy wodzeniem palcami po jej ramieniu. Jego gesty zdawały się być instynktowne, naturalne, jakby miał to zapisane w swoim kodzie genetycznym. Skye z pewnością wpisała się w nim na stałe.
Z tym, że jego Skye w tym momencie wydawała się… zazdrosna? W pierwszym odruchu ściągnął brwi i przekrzywił głowę na bok, ale po usłyszeniu przeprosin zaraz jego rysy twarzy złagodniały, a kąciki jego ust drgnęły pod wpływem delikatnego uśmiechu. Była urocza, gdy okazywała względem niego zazdrość, choć zupełnie nie miała ku temu żadnego powodu. Aż zdziwił się w myślach, że też gryzła się w język w pracy, gdy musiała z nią pracować. Nic mu nie wspominała o tym, jak znosiła ich współpracę.
— Czy coś się między Wami wydarzyło podczas mojej nieobecności? - zapytał w zamian, nagle zainteresowany tym tematem. Nie pytał ze względu na Sydney, tylko przede wszystkim przejmował się tym, czy Skye miała z powodu jego decyzji dotyczącej przekazania jej projektu jakieś nieprzyjemności.
— Mam taką nadzieję - uśmiechnął się w odpowiedzi, patrząc w jej stronę spojrzeniem tak ciepłym, że sam pod jego wpływem mięknął. Oczywiście, że schlebiało mu to, iż po nim nie potrafiła być z nikim innym. I pragnął, by tak już zostało.
Na jej warunek drgnęła mu brew w geście zaintrygowania, a w jego oczach pojawił się łobuzerski błysk. Obserwował, jak niespiesznie zmniejsza odległość, a wraz z kolejnymi jej słowami uśmiech blondyna zaczynał się poszerzać. Już wyobrażał sobie te pikantne wiadomości w ciągu dnia, które tylko wzmagały jego apetyt, by z wyczekiwaniem wpatrywać się w zegarek i to go zadowalało. Przez cały ten czas również nie spuszczał z niej wzroku, czując na swoich udach jej dłonie, a fakt, że pochyliła się w jego stronę w wiadomym celu, już teraz mącił mu w głowie. Kusiła go niesamowicie, i dobrze o tym wiedziała. - Mówisz, że może być tego więcej? - podchwycił jej słowa cicho, powoli przesuwając błękitnym wzrokiem z jej oczu do ust i z powrotem. Mimo tego, jak bardzo chciał teraz złączyć ich wargi, świadomie odchylił głowę do tyłu. - Ustalmy kilka zasad - stwierdził, bo jeśli miał się na to zgodzić, to też należało doprecyzować. - Po pierwsze, żadnych przyjaźni ze swoim mentorem. Nie szukaj dla mnie zastępstwa - uniósł znacząco brew, uśmiechając się przy tym nieznacznie. - Po drugie, nie przynosimy pracy do domu. Nie tylko ze względu na swój pracoholizm, ale i konkurencyjność. I właściwie chyba ode mnie to tyle. Coś byś dodała? - dopytał, szczerze zainteresowany jej odpowiedzią. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zaraz zaprzyjaźniła się z jakimś nowym kolegą. Zbyt dobrze wiedział, jak to działało. Co do reszty był w stanie iść na kompromisy.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Miałyśmy po prostu rozmowę na temat projektu podczas Twojej nieobecności i cóż… nie wywarła na mnie zbyt dobrego wrażenia- zaczęła mówić niewiele się zastanawiając nad odpowiednim doborem słów. Obiecali sobie szczerość, więc automatycznie odpowiadała mu na zadane pytanie.- Ewidentnie sprawdzała i zaznaczała swój teren- doprecyzowała posyłając mu znaczące spojrzenie i wtedy to do niej dotarło. Aż uśmiechnęła się szeroko, może nawet nieco złowieszczo? - Znaczy ten, który myślała, że jest jej- bo przecież teraz w jacuzzi poza Toronto, to ona - Skye - siedziała z Dominicem, a nie wspomniana blondyna. To Skye wyznawał miłość, całował ją i doprowadzał, że traciła dla niego głowę. To ją kochał, a nie jakąkolwiek inną kobietę i świadomość tego dawała jej poczucie dumy.
Tak samo jak to, że tak mu zawróciła w głowie, że nie był w stanie spojrzeć na inną, już wtedy gdy jeszcze nie byli razem. To musiało coś znaczyć, prawda? - Też na to liczę. Wspólna przyszłość brzmi… dobrze?- trochę się zapędziła i nie wiedziała jak zakończyć wypowiedź. Nie chciała go przytłaczać, bo ledwie co wyznał jej miłość, a już mówiła o wspólnej przyszłości? To było zdecydowanie za szybko. Jednak nie mogła walczyć z pewnymi słowami, które pojawiały się na jej języku ilekroć na niego patrzyła. Uśmiech i wzrok, którymi ją obdarzał, powodował, że miękły jej kolana i serce. Nie chciała przyspieszać pewnych spraw, bo już wiele razy to robiła i za każdym razem kończyło się to porażką, a przecież obiecała mu, że jej nie straci. Ona nie chciała go stracić.
Była totalną romantyczką i dotychczas szybko się zakochiwała i wpadała w związek. Jednak równie szybko motylki się kończyły, a ona sklejała swoje złamane serce. Jednak z Dominicem było zupełnie inaczej. Nie mogła mu odmówić wielu zalet - atrakcyjności, inteligencji, humoru. Wywarł na niej całkiem dobre wrażenie za pierwszym razem, ale z perspektywy czasu miała wrażenie, jakby wtedy kursowali po różnych orbitach. Przez ten rok czasu krążyli wokół siebie, pomału , niespiesznie zbliżając się do siebie, aż znaleźli się właśnie na tej samej. To nie był wtedy ich czas. Może oboje potrzebowali miłości dojrzałej? Rodzącej się z przyjaźni, zaufania, wzajemnego wsparcia, a nie chwilowej fascynacji. Dlatego Skye miała teraz poczucie, że to naprawdę się uda, więc mówienie o ich przyszłości było całkiem naturalne.
Tak samo jak kuszenie go, bo ciągnęło ją do niego niemiłosiernie. Dlatego nie mogła się oprzeć, by do niego nie podejść, ale nie pocałowała go! Grzecznie wpatrywała się z bliska w jego oczy. - Więcej wiadomości? Zdecydowanie- przekrzywiła głowę w bok uśmiechając się zalotnie, a dłońmi zjechała po udach w poszukiwaniu końca nogawek jego spodenek. - Chyba, że wolisz dostać moje zdjęcie w samej bieliźnie podczas spotkania z zarządem i wiedzą, że jestem tuż za ścianą?- dłońmi wsunęła się pod materiał i zaczęła błądzić nimi po jego nagiej skórze ud.- Wydaje mi się, że bezpieczniej wtedy zachować większą odległość- uśmiechnęła się zadziornie czując jak jest tuż tuż obok jego męskości, więc się grzecznie wycofała i spojrzała na niego będąc naprawdę rozbawiona teraz!
- Nawet jeśli będzie stary, łysy i pomarszczony?- spytała ledwie powstrzymując śmiech, ale przecież… Może Dominic jej nie ufa? Zaraz szybko wybiła sobie ten pomysł z głowy.- Ale dobrze, rozumiem- przytaknęła wciąż delikatnie jeżdżąc dłońmi po jego udach. Miała ochotę przejechać nimi wyżej, a ustami wpić się w jego wargi, ale powstrzymała się pozostając grzeczą.- Teraz mówimy o zasadach dotyczących tylko pracy czy ogólnie związku ? Bo nie wiem czy już teraz powinnam się wycofać- czy może w zależności od jej zasad, odpowiednio go przygotować do ich wysłuchania?
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Gdy ciemnowłosa mówiła o tamtym spotkaniu, słuchał jej z uwagą i nieco ściągniętymi brwiami. - Ach, tak? - mruknął na wspomnienie o zaznaczaniu terenu. Uważał, że uświadamiając Sydney o oddaniu swojego serca komuś innemu, w końcu odpuści, ale najwyraźniej tak nie było. A przynajmniej jeszcze nie do momentu, w którym blondynka nie wiedziała, o kogo chodziło. Była zbyt bystra, żeby się nie domyślić, kto skradł jego serce. - A jaka była na to Twoja odpowiedź? - odwzajemnił jej uśmiech, dostrzegając w jej oczach przebłysk dumy. Ciekawiło go, czy już wtedy Skye zdradzała przejawy swoich uczuć do niego, gdyż po czymś Syd musiała wywnioskować ich bliższą relację. - Mogłem zlecić to komuś innemu - westchnął jeszcze, bo naprawdę nie chciał być źródłem konfliktu. Na szczęście obie były profesjonalistkami i nie zarzuciły pracy nad projektem. Inaczej Dominic nie znalazłby się w tym miejscu, w którym był teraz.
— Czy to jest moment, w którym chcesz porozmawiać o swoich życiowych celach? - uniósł wyżej brew z dozą ostrożności. Mówiąc o przyszłości, nie myślał jeszcze o niczym konkretnym, jak byciu po prostu tu i teraz i czekaniu na to, co przyniesie im czas. Nie wiedział, co powinien myśleć na temat kolejnych kroków, bo dziś zrobił już jeden poważny, co wymagało od niego nie lada odwagi. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że Skye kierowała się w życiu pewnymi oczekiwaniami i choć obecnie było między nimi dobrze, to gdzieś w głębi siebie nadal odczuwał obawy, czy będzie dla niej wystarczający i sprosta wszystkiemu, czego pragnęła od życia? Chyba w tym momencie nie chciał o tym myśleć.
Koncepcja krążenia po różnych orbitach i stopniowego zbliżania się do siebie bardzo pasowała do tej dwójki. Wyglądało na to, że oboje potrzebowali dojrzeć emocjonalnie do pewnych spraw, a w przypadku mężczyzny odkryć, czego naprawdę potrzebował i co powinien zrobić, żeby to uzyskać. Życie było grą stworzoną dla wszystkich, a miłość była nagrodą. Patrząc na Skye, obserwując jej piękne, błyszczące w świetle przyciemnionego światła tarasowego oczy oraz uśmiech rozpromieniający całą twarz, miał wrażenie, że zdobył już wszystko, czego pragnął. Najlepszą nagrodę, jaką mógł dostać od życia.
A gdy tak się do niego zbliżała, świadomie próbując go uwieść, z trudem przychodziło mu opieranie się jej wpływowi. Zwłaszcza, kiedy wiedział, co kryło się za jej figlarnym spojrzeniem i jak smakowały jej pełne, uzależniające usta, z których okrzyki rozkoszy prędzej czy później z pewnością zatrzęsą tym domkiem w posadach.
Mruknął przeciągle pod wpływem jej dłoni wsuwających się pod materiał jego kąpielówek. I choć w pierwszej chwili przecież nie zamierzał jej pozwolić się tak torturować, próbując zmienić temat, to kiedy znajdowała się tak blisko niego, niemal czuł, jak chwyta go w dłonie i… chciał więcej. — Jesteś bardzo kreatywna. Miałbym oddać konkurencji taki skarb? - rzucił jej jako jedyny kontrargument, który w tym momencie przyszedł mu do głowy. I wbrew pozorom wcale nie mówił o kreatywności, jaką wykazywała się w pracy. Była jego skarbem, przez który momentalnie tracił całą swoją silną wolę. W chwili, gdy uśmiechnęła się zadziornie i wycofała dłonie, mimowolnie odetchnął. Ewidentnie robiła mu wodę z mózgu.
— Jeśli tacy Ci się podobają - uśmiechnął się łobuzersko z rozbawieniem. Dobrze wiedziała, jaką przyjaźń miał na myśli. Nadal czuł jej dłonie na swoich udach, które tylko podsycały jego pragnienia. - Jednego i drugiego - stwierdził, a słysząc o jej wycofaniu się, bez zastanowienia włożył trzymane dotychczas na krawędziach jacuzzi ręce do wody i stanowczym ruchem złapał ją za pośladki, przyciągając do siebie, żeby usiadła na nim okrakiem i przysunął jej wargi do własnych. Wszystko po to, byle poczuć ją bliżej. - Jeszcze jedno. Nie drażnij się ze mną tak. Chyba, że chcesz się doigrać - rzucił niebezpiecznie niskim tonem, muskając jej usta swoimi. Oplótł ją swoimi ramionami tak, że między ich ciałami nie znajdowała się żadna przestrzeń. Mogła go poczuć pod sobą i upewnić się, że wszystko, co robiła, wywoływało w nim odpowiednią reakcję.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kolejny jego komentarz nie mogła już tym bardziej zostawić be słowa. Nie chciała żeby sobie coś zarzucał. W końcu nie jego wina, że Sydney chciała zarzucić na niego swoją sieć. - Daj spokój. Oprócz Ciebie jestem jedyną osobą, która mogła sobie z tym poradzić- zazwyczaj nie była aż tak pewna siebie, ale teraz jej zależało, aby wymazać z niego poczucie winy, które w nim rozbudziła. Ponadto, jego rekomendacja dała jej cholernie duże możliwości rozwoju i połechtał przy tym niesamowicie jej ego.
Niestety jej ego w tym momencie zostało nieco zachwiane, gdy całkiem niechcący poruszyła temat przyszłości. Wiedziała, że trochę przesadziła, ale jego pytanie było takie… oschle. - Moich?- spytała podkreślając określenie, którego użył. Uniosła znacząco brew i nieco ją zirytowało to sformułowanie, ale zaraz przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech, zanim otworzyła je ponownie spoglądając na niego i zaczynając swoją (długą) przemowę.- Dominic, nie chcę zabrzmieć przesadnie, zważając na to, że dopiero wyznaliśmy sobie miłość, ale…- ucięła ponownie zastanawiając się czy może nie zacząć inaczej.- Znasz doskonale moje priorytety w życiu. Myśląc o sobie za dziesięć lat wyobrażam siebie we własnym ogrodzie pełnym kwiatów, obok bawi się dwójka małych dzieci, a w tle jeszcze biega pies i domaga się uwagi. Czy jesteś też i Ty w tym obrazku? Tego teraz nie wiem, ale nie wykluczam tego, że możesz się tam pojawić. Jednak pod jednym warunkiem- jeżeli i Ty tego będziesz chciał- kochała go tak jak żadnego innego mężczyznę wcześniej, ale czy to ten jedyny? Sama jeszcze tego nie wiedziała. - Nie oczekuję od Ciebie dzisiaj żadnych deklaracji i obietnic. Nie oczekuję też za miesiąc pierścionka, za dwa ślubu, a za trzy pozytywnego testu ciążowego. Wiem, że sam związek jest dla Ciebie czymś nowym i pewnie także nieco przerażającym. Musisz pewnie sobie wiele poukładać, przemyśleć. Jedyne czego od Ciebie oczekuję od samego początku, to właśnie pełnej szczerości- jeżeli z miejsca wiesz, że ta przyszłość ze mną nie jest dla Ciebie, powiedz mi to- powiedziała to pewnym siebie głosem, chociaż w środku czuła się jakby miała się rozsypać na samą myśl z tego powodu. Z jednej strony wmawiała sobie, że nie jest pewna czy będzie w jej przyszłości, a z drugiej świadomość tego, że by go nie było ją paraliżowała.- Jeżeli tego nie wiesz, to też jest dobrze. Jesteśmy na początku tej drogi. Nie chcę jednak być zbywana, czarowana obietnicami, które z góry było wiadomo, że będą bez pokrycia. Nie chce za dziesięć lat siedzieć po godzinach w biurze zastanawiając się czy może w kolejną rocznicę mi się oświadczysz, czy to jeszcze nie ten czas- była w stanie na niego poczekać. Może rok może trzy, nie wiedziała tego. Sądziła, że na Logana poczeka dłużej, ale jej limit wyczerpał się znacznie wcześniej .- Ale zostawmy ten temat. Na tym wyjeździe już do niego nie wracajmy. Skupmy się na tym, co tu i teraz. Bawmy się. Przemyśl to, co Ci powiedziałam na spokojnie po powrocie do Toronto. Daj mi znać tylko wtedy, kiedy będziesz całkowicie pewien , że moje cele życiowe kompletnie nie pokrywają się z Twoimi- zarządziła stanowczym głosem uznając, że nawet jeśli mieliby zerwać w poniedziałek, a wyjazd się okazać pierwszym i ostatnim zarazem, to niech będzie on najlepszym wyjazdem w ich życiu. Niech zostawią wszystko za sobą i się bawią.
I właśnie to Skye zamierzała robić - bawić się. Bawić się ze swoim facetem. Drażnić go, pobudzać i sprawiać codziennie, żeby chciał tylko jej. - Możesz mnie też wykorzystać jako swoją wtykę- puściła mu oczko jakby byli parą niczym Bonnie & Clyde. - Zanotowane- przytaknęła z uznaniem głową, gdy nie odmówił jej słabość do starych i pomarszczonych mentorów. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę co miał na myśli.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy złapał ją i usadowił na sobie tak, że nie miała wątpliwości, że doskonale na niego działa. Działało to z obu stron, bo gdyby był jej obojętny, nie miałaby ochoty ponownie się do niego zbliżać. - A właśnie może chcę być ukarana?- mruknęła w jego usta, którymi wodził po jej własnych. Skoro tak ją kusił, to ona zaczęła powoli się o niego ocierać. Rękoma , które wcześniej zarzuciła na jego szyję, przybliżyła się jeszcze bardziej do niego. Jednak nie pocałowała go. Walczyła ze sobą, walczyła z nim, aż nagle odchyliła głowę do tyłu i lekko się odsunęła od niego.
- Ale poczekaj poczekaj z tą karą, bo mamy ważny temat do omówienia- zarządziła nagle poważnym tonem, chociaż tlił się na jej ustach lekki uśmiech. - Skoro ja mam nie zaprzyjaźniać się z mentorami, to Ty też nie zaprzyjaźniaj się z asystentkami czy nawet prezesami- posłała mu porozumiewawcze spojrzenie, bo akurat on miał większe pole do (nie)popisu.- Nie chodzimy spać pokłóceni. Nawet jeśli mamy iść spać o czwartej nad ranem, to mamy się pogodzić. Możemy potem mieć ostry seks na zgodę i nie przespać całą noc, ale to jedna z moich zasad- miała jeszcze kilka, ale teraz była jego kolej. On też może coś dorzucić do puli.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Ale nie pomyślał o tym, że między kobietami dojdzie do jakiegoś spięcia, dopiero teraz, po takim czasie rozumiejąc, że ciemnowłosa w tamtym czasie żywiła do niego uczucia i to stawiało jej w bardzo niekomfortowej sytuacji. Jej zapewnienie, że była jedyną, która by sobie z tym poradziła, było całkowicie trafne, ale jego dręczyło coś jeszcze. - Wiem. Ale mogłaś mi o tym powiedzieć - przyznał, nieznacznie ściągając przy tym brwi z troską. Usłyszawszy własne słowa, w tym samym momencie zdał sobie sprawę z jednej rzeczy - do tej pory przecież mieli problem z komunikacją i wieloma rzeczami się ze sobą nie dzielili. Ale wtedy ich relacja wciąż pozostawała w granicach przyjaźni, co więc stało za tym, że wolała przemilczeć i tę kwestię związaną z pracą?
Zadane przez niego pytanie nie wydało mu się oschłe, raczej w jego głosie wybrzmiewało wyważenie, jakby nie był pewien, czy w ogóle powinien poruszać ten temat. A widząc jej dość ostrą reakcję, zrozumiał, że właśnie popełnił kolejny błąd. Z niepokojem wywołującym szybsze bicie serca słuchał dziewczyny uważnie, nie próbując jej przerywać, co chwila potakując głową i analizując jej słowa. Na wspomnienie o własnym ogrodzie, dwójce dzieci i psie, do tego pięknego obrazka mimowolnie próbował wkleić tam siebie. Wyobraził go sobie wyraźnie, ale jego widok przesłaniała mu przepełniona szczęściem twarz ciemnowłosej, dla której uważał, że byłby w stanie zrobić wszystko. Czy oznaczało to również rezygnację z dotychczasowego życia, zmianę podejścia na bardziej konserwatywne i całkowite poświęcenie się rodzinie? Bał się. Cholernie bał się tego, czy będzie w stanie jej dać tyle, ile chciała. Czy podoła jej oczekiwaniom, skoro i tak gdzieś w głębi siebie nadal uważał, że na nią nie zasługiwał. I choć każdą cząstką siebie czuł, że nie widział siebie przy boku żadnej innej i to ona kompletnie zmieniała postrzeganie jego świata, tak wiedział, że potrzebował jeszcze czasu. Pierścionek mamy czekał w niewielkim pudełku w komodzie jego sypialni, bo Helene wierzyła, że kiedyś się przyda. Dominic również miał taką nadzieję.
Skinął lekko głową, słysząc jej zarządzenie, nadal nieco oszołomiony po zasypaniu go jej punktem widzenia, próbował uporządkować własne myśli, ale coś jeszcze chodziło mu po głowie. - Jak w tym wszystkim widzisz swoją karierę? - zapytał, spoglądając na nią z uwagą. Często mówiła o założeniu rodziny, ale właściwie co z pracą i spełnieniem zawodowym? Wielu rzeczy nie był pewien, jednak od zawsze miał w życiu jeden cel - wybić się swoim nazwiskiem w branży, zyskać renomę. I już do tego dążył, ale minie jeszcze trochę czasu, zanim hotele Sydney powstaną, dzięki czemu stanie się bardziej rozchwytywanym architektem. Jeśli w grę miało wchodzić założenie rodziny, tym bardziej musiał zabezpieczyć jej przyszłość.
Zmiana tematu na lżejszy od razu wytworzyła atmosferę skłaniającą do flirtu i igrania z ogniem. - Chcesz, żebym wylądował w więzieniu? Wtedy musielibyśmy ograniczyć się tylko do listów - zauważył z rozbawieniem w oczach, mimowolnie przygryzając wargę na myśl, co też mogliby w nich zawrzeć, by pobudzić swoją wyobraźnię. Ta jego poszła już o krok dalej, skoro przyciągnął ją do siebie, żeby nie mogła mu już uciec. A kiedy z premedytacją zaczęła poruszać się na nim biodrami, wydał z siebie ciężkie westchnienie. - Chyba wiem, jak się z Tobą rozliczę - mruknął w jej usta i już, już miał przygryźć jej wargę, gdy nagle odchyliła od niego głowę, doprowadzając go tym niemal do szału. Torturowała go. W pełni świadomie. Aż przeszła mu pewna jedna niebezpieczna myśl - chyba w końcu będzie musiał ją związać. Z niechęcią pozwolił jednak Skye omówić absorbujący ją temat zasad.
— Nie mam czasu na zawiązywanie nowych przyjaźni, już jedna wydaje się wystarczająco… zajmująca - stwierdził z łobuzerskim błyskiem w oku, ale ostatecznie skinął zgodnie głową. - Dobrze. - Wraz z jego potwierdzeniem zdał sobie sprawę, że ona również postanowiła wykorzystać moment jego słabości, żeby doprowadzić do swego. Po jego głowie znów przebiegło idealnie odzwierciedlające ją stwierdzenie - diablica w czystej postaci. - To też da się zrobić. Ale nie możesz wtedy uciekać w ramiona innego przyjaciela - zaznaczył, przekrzywiając nieco głowę w zadziornym geście. - Czyżby to była Twoja nowa zasada? - dopytał zaraz, unosząc przy tym wysoko brew. Wyglądało na to, że uczyła się na błędach, skoro to do niego dzwoniła w środku nocy, nie potrafiąc poradzić sobie z własnymi emocjami, zamiast do swojego ówczesnego chłopaka. - No, dobra. Ja gotuję, Ty zmywasz. Chociaż to już ustaliliśmy wcześniej - przyznał, poszerzając nieco kąciki ust pod wpływem rozbawienia na wspomnienie, jak w domu jego rodziców poszło jej przygotowanie śniadania. Zastanowił się chwilę. - W piątki nadal wychodzę z chłopakami na kosza. W poniedziałki mam siłownię. No, chyba, że Ty chcesz być moją siłownią - powiedział, a w jego oczach pojawiły się iskry w oczach. - Ale ostrzegam, jestem bardzo zdeterminowany, żeby osiągnąć satysfakcjonującą liczbę serii - spojrzał na nią z wyzwaniem w oczach. Czy była w stanie sprostać tym wymaganiom?
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pytanie, które zadał Reyes odnośnie celów życiowych nie było złe ani tym bardziej nie na miejscu. Chodziło jedynie o zaimek jaki użył w tej wypowiedzi. Ona raczej użyłaby naszych, aby mogli oboje omówić pewne oczekiwania względem związku, a także swojego życia jako jednostki. Dla niej sposób w jaki blondyn sformułował pytanie, sugerowało lekko, że on nie chce się z nią dzielić swoimi celami i zabolało ją to zarówno na poziomie partnerskim, ale i przyjacielskim. Uznała jednak, że nie jest to odpowiedni moment, aby pociągnąć tą część. Wiedziała, że to co teraz między nimi się dzieje jest dla Dominica czymś całkowicie nowym, więc nie chciała go od razu osaczać z każdej strony. Jednak wolała stawiać sprawę jasno od samego początku, by oboje mieli jasność.
- Na pewno bym musiała nieco zwolnić, szczególnie w pierwszych latach po narodzinach- chciała być z dziećmi w domu w tych najważniejszych, pierwszych chwilach, które były kluczowe, więc była gotowa poświęcić karierę na pewien okres. - Jednak nie wyobrażam sobie całkowicie zrezygnować z kariery zawodowej. Uważam , że przy odpowiedniej współpracy, obie strony mogą się rozwijać, bo dziecko ma także ojca- dodała, ponieważ było to coś o czym akurat wiele razy myślała. Możliwość własnego rozwoju jako jednostka była dla niej niezwykle istotna i zależało jej , by miała u swego boku kogoś, kto ją w tej kwestii zrozumie i będzie wspierać. Czy tym kimś byłby Dominic? Skye nie wykluczała tej opcji, ale bała się nakręcać na to zbyt wcześnie. Szczególnie, że nie był jej w stanie obiecać nic prócz miłości. Logan obiecywał jej znacznie więcej, więc mogła nieco dalej iść z planami na przyszłość. A Dominic? Dawkował jej wszystko, sam nie będąc pewny w co chce brnąć. Murray bała się ponownego zranienia, więc tak - była gotowa związać się z Dominicem, chociaż dotychczas ich priorytety życiowe znacznie się różniły. Aby pójść myślami dalej z nim u boku, potrzebowała od niego czegoś więcej.
Brak pewności co do przyszłości z Dominicem, nie przeszkadzał jej jednak we flircie i pożądaniu go. Chemia, którą mieli między sobą była nie do złagodzenia. Ciągnęło ich tak niemiłosiernie do siebie, że brak możliwości chociażby delikatnego dotyku, był istną torturą dla Skye. Jak więc mogłaby do niego nie podejść teraz?! To byłby istny grzech!
- A czy to nie jest romantyczne?! Pisalibyśmy listy jak za dawnych czasów- uśmiechnęła się zadziornie i już miała rzucić żartem o małżeńskich odwiedzinach, ale zaraz by się wystraszył, zrzucił ją z kolan i uciekł. Musiała więc wykorzystać swoją pozycję, która pozwalała jej wiele uzyskać, a przede wszystkim własną przyjemność. Czując jego męskość pod sobą temperatura jej ciała momentalnie wzrastała, puls przyspieszał, a oczy ciemniały z pożądania wyobrażając sobie, co zaraz będzie mogła z nim wyprawiać pod rozgwieżdżonym niebem. - Jestem otwarta na niespodziankę- przyznała bezwstydnie doskonale wiedząc, że jego kara niezwykle jej się spodoba.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy bez problemu przyznał się, że miała rację - Zadbam o to, aby zawsze była odpowiednio absorbująca- puściła mu oczko gładząc przy tym go czule po karku. Już miała nawet pomysły jak go absorbować. Dla jego dobra oczywiście, żeby za bardzo się nie nudził.
Musieli jednak porozmawiać tez o czymś mniej przyjemnym, czyli o ewentualnych kłótniach , które prędzej czy później pewnie nadejdą, a Skye naprawdę chciała, aby im wyszło. Aby oboje byli szczęśliwi. Siedząc w jego ramionach, wpatrując się w jego oczy pełne miłości, czuła że jest on wart wszystkiego - wszelkich kompromisów i starań. Był wart jej miłości.- To nie uciekaj w trakcie kłótni, tylko próbuj rozwiązać konflikt. Nie zostawiaj mnie samej- mimo jego żartu, jej ton pozostawał jeszcze nieco poważniejszy, ale był ciepły. Nie było w nim pretensji, zarzutu czy groźby. Była to prośba. - Jeżeli mój chłopak będzie odpowiednio o mnie dbał, żaden inny nie będzie miał na to przestrzeni- doprecyzowała z lekkim uśmiechem składając na jego ustach ponownie pocałunek. Krótki, bo wiedziała, że wystarczy niewiele, aby z pocałunku przeszli do kolejnych baz. Tym bardziej, gdy prawie nadzy siedzieli w jacuzzi, a Skye wyraźnie czuła o czym myśli Dominic. Tak, to był odpowiedni moment i pozycja, aby osiągnąć u niego to, co chciała.
- Oh a Ty myślisz, że ja będę chciała spędzać z Tobą każdy dzień po pracy? Też mam swoje kobiece plany- udała oburzenie słysząc jak podkreśla , w które dni wychodzi z domu. Znała ten plan, zdążyła go poznać i nie widziała w tym coś złego. Każdy potrzebował chwili dla siebie i rozumiała to oraz szanowała.- I niezależnie od liczby serii, cardio ze mną zawsze będzie o niebo przyjemniejsze niż siłownia- westchnęła teatralnie przewracając oczami, bo liczyła na większy entuzjazm.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Dlatego słuchał Skye z uwagą, niejako podziwiając ją za to, że będąc w rozkwicie swoich lat dwudziestych, wiedziała już, czego chciała od życia i uparcie do tego dążyła, tym samym stawiając mu poprzeczkę niezwykle wysoko. I choć nie wyobrażał sobie, by dziewczyna kiedykolwiek przestała być częścią jego życia, część niego nadal bała się, że nie przejdzie tego testu, że w jakiś sposób ją zawiedzie. I stanie się dla niej tylko przystankiem.
— Ponoć związek to sztuka kompromisu - skwitował, wzdychając przy tym nieznacznie. Czekało go jeszcze sporo doświadczenia do nabrania w tej kwestii. Na razie nie potrafił odnieść się bardziej konkretnie do tego, o czym właśnie mu powiedziała. To było dla niego odrobinę za dużo i czuł, że potrzebował oddechu. - Masz rację, postawmy w tym miejscu kropkę - przyznał zaraz i pokręcił głową, jakby próbował odpędzić od siebie wszystkie myśli i obawy związane z tematem, które kłębiły się w jego głowie. - Teraz chciałbym po prostu móc się nacieszyć swoją piękną dziewczyną i naszym pierwszym, wspólnym wyjazdem - uśmiechnął się już pogodniej. Ostatnie miesiące przewróciły jego życie do góry nogami, musiał więc na nowo znaleźć stabilność i spokój oraz się w tym wszystkim odnaleźć. Małymi krokami, stopniowo, przy Skye, miał nadzieję, że w końcu ten moment nadejdzie.
— Romantyzmem nazywasz wysłanie mnie za kratki? Już tak szybko chcesz się mnie pozbyć? - ściągnął brwi, patrząc na nią z udawanym wyrzutem, a jedynie kąciki ust zdradzały jego rozbawienie. - Nie muszę siedzieć w więzieniu, żebyśmy do siebie pisali. O tym, jak bardzo chciałbym skosztować Twoich ust - mruknął, spoglądając na jej pełne wargi. - Jak brakuje mi dotyku warg na Twojej skórze - przesunął dłonią wzdłuż jej kręgosłupa - i całego Twojego ciała, które poddaje się wszystkim pieszczotom, jakie mu oferuję - nadal wędrując dłonią, znalazł się na jej pośladku, na którym na moment zacisnął mocniej palce, by po chwili wsunąć je pod materiał jej bikini i zejść nieco niżej, do miejsca, które skrywało. - Twoich jęków rozkoszy i sposobu, w jaki wykrzykujesz moje imię - szepnął jej do ucha, pozostawiając na jej delikatnej skórze gorący oddech. Samo mówienie o tym, co mógłby z nią zrobić pobudzało jego wyobraźnię do tego stopnia, że pragnął coraz szybciej tego namacalnie doświadczyć. Uśmiechnął się łakomie z błyskiem w oku na tę jej otwartość, finalnie z trudem wycofując rękę w bardziej bezpieczne miejsce. Szkoda, że musieli na to jeszcze poczekać.
— W to nie wątpię - odparł, po raz kolejny przyznając jej rację. Już teraz absorbowała go zbyt bardzo, żeby dało się to zignorować. Ale kiedy poruszyła temat kłótni, trochę spoważniał.
— Będzie to trudne, jeśli nie będzie mnie na miejscu - przyznał po krótkiej chwili namysłu. Współpraca z Sydney nadal wiązała się z wyjazdami. Nagle naszła go myśl, co jeśli będzie musiał wyjechać? Albo pokłócą się w trakcie jego nieobecności? Czy naprawdę będzie wtedy szukała wsparcia w kimś innym?
— A nie chciałabyś? - zapytał z nutą zadziorności w głosie. - Takie jak ploteczki z Hailey, kawki, maseczki, czy fryzjer? - uśmiechnął się przelotnie na wspomnienie o kobiecych planach, w pełni się z tym zgadzając. - Mówię tylko, że pewne moje nawyki nie podlegają zmianom - uzupełnił swoją wypowiedź lekkim tonem. W drugą stronę działało to tak samo - on też nie zabraniał jej spędzać wolnego czasu tak, jak chciała. Aczkolwiek miło by było, gdyby jednak chciała spędzać go z nim możliwie jak najczęściej, zwłaszcza, że nie będą się już widywali w trakcie pracy. - Zapewniam, że każda seria cardio z Tobą jest przyjemna - pochylił nieco brodę do dołu i uśmiechnął się do niej tym swoim uśmiechem, któremu ciężko było nie uwierzyć. Mimo wszystko dręczyła go jeszcze jedna rzecz, więc na nowo spoważniał i położył jej dłoń na szyi, kciukiem muskając łagodnie policzek.
— Skye… obiecaj mi jeszcze jedno - niemal szepnął, spoglądając jej w oczy. - Powiedz mi o tym, jeśli zaczniesz mieć co do nas wątpliwości. Jeśli… zaczniesz czuć, że to nie to - powiedział spokojnym tonem z bijącym od niego opanowaniem, jednak serce dudniące mu w uszach wskazywało na zupełnie co innego. Wiedział, jak to wyglądało z jego perspektywy, kiedy w relacjach z kobietami oddalał się coraz bardziej, aż znikał bez słowa czy jakichkolwiek wyjaśnień. Teraz zrozumiał, jak było to krzywdzące i że on też chciał wiedzieć wcześniej, żeby móc się przygotować na najgorsze. Ta myśl mimowolnie zaczynała wpływać na jego humor, dlatego dodał po chwili: - Myślę, że na dziś wystarczy nam już tych ćwiczeń z rozmów. Czas na nagrodę - mówiąc to, pocałował ją tak, jakby ten raz miałby być ich ostatnim.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zgadzam się. Kompromisy są nieodłącznym elementem związku- przytaknęła bez zawahania, bo nie miała z tym problemu. Nawet w kwestii swoich celów brała pod uwagę zmiany w scenariuszu jak brak rodzeństwa bądź jeszcze większe albo adopcja dziecka z partnerem, gdyby któreś z nich okazało się bezpłodne.
Rozumiała skąd u niego konieczność zmiany tematu. Mógł się poczuć tym wszystkim przytłoczony, ale chciała postawić sprawę jasno, bo może i był to ich pierwszy wyjazd, ale ciężko to nazwać pierwszą randką. Przyjaźnili się od roku czasu i spędzili dużo czasu właśnie na samych rozmowach i to nie raz o życiu. W końcu to Dominic pocieszał Skye, gdy Logan zaczął zawalać coraz częściej. - Pierwszym i na pewno nie ostatnim. Proponuję częściej wyjeżdżać za miasto- stwierdziła z uśmiechem na ustach będąc gotowa przejść do znacznie przyjemniejszych tematów. Tym bardziej, kiedy dotyczyły one cielesnego obszaru ich związku. Ten obszar w sumie zaczęli już badać długo długo przed pierwszą randką, więc czy aby na pewno rozmowa o celach życiowych nastąpiła zbyt szybko?
Ale była w pełni usatysfakcjonowana tym na jakim etapie zakończyli rozmowę. Mogła się już znacznie bardziej odprężyć, a blondyn zdecydowanie jej to ułatwiał. Tak naprawdę wystarczyło , aby po prostu był i mogła czuć ciepło jego ciała, ale to jak ją dotykał i wypowiadał każde kolejne słowo niczym składaną obietnicę, działało na jej wyobraźnię i pożądanie. Przymknęła oczy rozkoszując się jego dłońmi błądzącymi po jej ciele, chociaż one nie błądziły - doskonale wiedziały gdzie i jak się poruszać, bo poznały już ją na wskroś. Wystarczyło naprawdę niewiele, by jej serce przyspieszyło jeszcze bardziej. - Oh czyli rozumiem, że mam się spodziewać własnoręcznie napisanego listu w przyszłym tygodniu, dostarczonego jeszcze przez listonosza?- spytała z tą zadziornością, ale w sumie nie obraziłaby się , gdyby Dominic się okazał aż takim romantykiem i był gotowy napisać dla niej list, który na dodatek pachniałby nim.
- Nie wiem czy słyszałeś już o takim pewnym wynalazku jakim jest telefon. Można przez niego rozmawiać w czasie rzeczywistym- powiedziała to poważnym tonem, chociaż kąciki jej ust lekko drgały, aż się uśmiechnęła lekko. Wiedziała, że teraz może zacząć podróżować i nie zawsze będzie okazja porozmawiać twarzą w twarz, ale wciąż były sposoby kontaktu, aby jednak temat wyjaśnić i nie iść spać pokłóconym, nawet jeżeli oddzielnie. Poza tym nawet jeśli się czasami tak zdarzy, to nie oznacza od razu, że brunetka skoczy w ramiona innego. Zanim wylądowała w łóżku Reyesa, w jej związku z Loganem nie układało się już od wielu miesięcy o czym wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę.
- Każdej każdej? Nie- przyznała z uśmiechem, ale zaraz zdała sobie sprawę, że mógłby to źle odebrać, więc przybliżyła się do niego jeszcze bardziej i ponownie zaczęła gładzić jego kark, a drugą dłonią przeczesując włosy. - I to nie znaczy, że Cię nie kocham. Po prostu uważam, że czasami każdy z nas potrzebuje chwili dla siebie. Tak jak ja pójść do kosmetyczki i poplotkować z przyjaciółką, a Ty wyskoczyć na kosz z chłopakami czy pobiegać. Uważam, że tak wygląda zdrowa relacja pełna równowagi i harmonii, gdzie możemy mieć czas dla siebie samych oraz dla siebie nawzajem- spróbowała mu wytłumaczyć, aby nie pomyślał, że nie chce spędzać z nim czasu. Po prostu nie chce spędzać z nim każdego możliwej chwili. Może to kiedyś się jej zmieni? Może sprawi, że będzie pragnęła każdą sekundę życia być z nim? Tego również nie wykluczała. I jego kolejne słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że faktycznie mógł mieć nawet lekkie obawy, co do pewności jej uczuć. Zabrała swoje dłonie, aby chwycić jego twarz tak samo jako on jej, także spoglądając mu w oczy. - Dominic, obiecuję być zawsze z Tobą szczera. Nieważne czy właśnie doprowadzisz mnie do irytacji albo zanudzisz na śmierć opowiadaniem zasad gry w kosza czy sprawisz, że uznam że właśnie miałam najlepszy seks w życiu-uniosła znacząco brwi.- Będę Ci mówić o wszystkim i tego samego chcę od Ciebie. Kiedy również uznasz, że jednak związek to nie to i potrzebujesz przestrzeni, to powiedz mi o tym. Proszę- dodała nieco poważniej już, bo również miała w głowie obawy, że Dominic się wycofa ostatecznie z tego przedsięwzięcia. Nie był dzieckiem, a dorosłym, trzydziestoletnim mężczyzną, który raczej powinien już wiedzieć, czego chce od życia. Jeżeli dopiero teraz wszedł w poważną relację, jaką mogła mieć pewność, że będzie on w nią na tyle zaangażowany, aby chcieć być nie tylko już z jedną kobietą u boku, ale mieć z nią także dzieci?
Jednak te obawy zaczęły zanikać, kiedy tylko poczuła smak jego ust na swoich. Dłonie ponownie zarzuciła mu na szyję, obejmując go i odwzajemniając jego pocałunek, który był jak haust świeżego powietrza. Pocałunek ten był jak przypomnienie, że mają o co walczyć, bo każde z nich było wyjątkowe, a razem tworzyli duet nie do zdarcia.
Dominic Reyes