— No tak, przez chwilę zapomniałam o tej znamienitej postaci — westchnęła, ignorując to chłodne spojrzenie, którym obdarowała ją przyjaciółka. Christopher Marshall spędzał sen z powiek niejednej osobie. Było jej żal Cherry i tego, jak wiele ograniczeń nakładała na samą siebie pod presją ojca. Nieironicznie uważała, że być może potrzebowałaby takiego romansu, żeby oderwać się od panujących sztywnych zasad. Pokiwała lekko głową, mając nadzieję, że nadrobi zaległe zadanie domowe i wykorzysta wszystkie dostępne źródła, aby go sprawdzić.
— Oczywiście, że nie, ale jest to pierwszy, niepodważalny argument ku temu, że być może by się nadawał. — Bo gdyby nie wyglądał, to musiałby być skreślony już na starcie. Musiała być pewna co do tego, komu chciałaby oddać swoje serce, a dodatkowo Blair jeszcze skontroluje to z dwa razy. I jeszcze weźmie Corę, aby jej młodzieńczy nos może wyczuł dodatkowy podstęp.
— Nie żartuję, sto procent powagi — rzuciła, przyjmując swój pokerface, pod którym ukryła cień uśmiechu. To wszystko było z troski, w końcu Marshall była dla niej jak siostra, której nie miała. Lubiła wymieniać się z nią uszczypliwością, ale jednocześnie chciała dla niej jak najlepiej.
— Czyli taka szycha, a jednak niewychowany — zacmokała. Jeśli się pomylił, jeśli zrobił coś nie tak, to kultura osobista wymagała przeprosin. Z obydwóch stron. Bez zająknięcia obierała jej stronę, lecz miała nadzieję, że sama Cherry nie zrobiła jakiejś głupoty.
— Pokazałaś mu swój autorytet? Czy te stare dziady przytaknęły na to, co mówił? — zapytała, wiedząc jak to było w zarządach, w których autorytet miewał ojciec. Z tą różnicą, że Cherry była prezeską, a Blair nadal odgrywała drugie skrzydła swojego ojca. Nienawidziła jednak przybierania sztucznego uśmiechu i udowadniania starcom, że mieli przedpotopowe podejście do niektórych spraw.
— Cóż, dodałabym do tego grona jeszcze mojego brata, ale tak czy inaczej, gdyby jakiś jeszcze istniał, to prawdopodobnie nie byłabym od półtora roku zaręczona z Charliem — zauważyła. Mayfield nie patrzyła na swojego narzeczonego przez pryzmat rodziny, z której się wywodził czy przez fakt, że był bratem bliźniakiem jej najlepszej przyjaciółki. W końcu on sam był także jej przyjacielem, jej miłością i w takim właśnie sposób patrzyła na niego za każdym razem. Był jej domem, przy nim cały głośny świat wyciszał się i tracił na znaczeniu.
— Nie żartuję i nie wątpię, że stanęłabyś po jego stronie. Swoją drogą, on też po twojej niejednokrotnie stawał — przypomniała jej, bo to nie tak, że ciągle byli przeciwko sobie. Gdyby tak było, to z pewnością nie mieliby tak dobrych relacji; prędzej czy później jedno zjadłoby drugie, już poza łonem matki, bo obydwoje mieli zajadłe charaktery.
— A może jednak pomyślisz, że brzmię jak przyjaciółka? Nie pouczam cię, zrobisz z moimi słowami, co będziesz chciała, ale mam obowiązek dać ci poradę, abyś chociaż to przemyślała — zasugerowała, unosząc lekko brwi; znała i ją, i jej brata. Czasami rozmowa była kluczem do sukcesu i mówiła to ona sama, która czasami o tym zapominała. Zaraz westchnęła cicho. Podobieństwo Charity do Christophera było wręcz uderzające, a widok samego spojrzenia, które wyglądało jak
on sprawiło, że Blair skrzywiła się, zaraz wywracając oczami.
— Cudowne zdolności, a teraz oddaj mi przyjaciółkę, demonie — zażartowała, bo ostatnie co chciała, to widzieć Cherry patrzącą na nią
takim spojrzeniem — zawierającym pogardę, ale również pouczenie za każdą decyzję, która rozmija się z tym, co było ustalone.
— Może masz rację — wypuściła wolno powietrze z ust. Cherry nie musiała o wszystkim pamiętać, a Charlie mógł mieć swoje sprawy firmowe. Jednak opuszczenie spotkania zarządu, zwłaszcza przedstawiającego nowego dyrektora finansowego, nie leżało w jego normalnych zachowaniach. Jej lampka ostrzegawcza nadal świeciła i nie miała zamiaru gasnąć.
— Może. A może i nie. Okaże się później — odpowiedziała dość chłodno, nie chcąc na nic się nastawiać. Miała głowę pełną różnych myśli, musiała to wszystko na spokojnie przetrawić.
— Okej, rozumiem. Zagadam sobie do niej o to — stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Akurat Blair była zainteresowana takimi tematami. Udzielała się charytatywnie i też z chęcią pomogłaby jej, jeśli potrzebowała wsparcia.
— Może chcą dobrze, ale nie znają umiaru. Osaczają, podejmują decyzję i wywierają presję. Jakbym miała jej przynajmniej za mało w życiu — westchnęła, wyrzucając z siebie, co leżało jej na sercu w kontekście ich matek.
— Ich decyzje pokierowane są przez tych samych mężczyzn co nasze, Cherry. Nie zależy mi spieszyć się z tym ślubem, a one gnają, jakby któreś z nas miało zaraz umrzeć. — Wywróciła oczami. Ich matki miały większą wpływowość, jednak finalnie i tak ich ojcowie byli prowodyrami wszelkich decyzji.
— Wiem, nie jestem pesymistką. — Jak już to realistką, więc powinna opierać się na faktach. A fakty były takie, że nie miała zbyt dużo szczegółów. Oprócz kolejnej wiadomości, która przyszła po czasie, że Charlie spotyka się z Theo i również u niego będzie nocować.
— No to tyle z miłej niespodzianki — odpowiedziała, odkładając telefon na blat w sposób, że Cherry ze spokojem mogła przeczytać ostatnią wiadomość od jej narzeczonego. Wzięła kieliszek i nie czekając na przyjaciółkę, wypiła go do dna.
— W tym tygodniu idziemy do teatru, więc po spektaklu pewnie nie będzie gnał z powrotem do pracy — stwierdziła, kiwając głową.
— Pogadam z nim — podjęła się odważnej decyzji. Może wyjazd rzeczywiście dobrze im zrobi? W końcu rozmowa to klucz do sukcesu, prawda?
bestie