30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Słońce, interpretacja dowolna — zaśmiała się. Do niczego jej nie namawiała aczkolwiek trzymanie wrogów blisko siebie mogło odbywać się również i w taki sposób. Życzyła Cherry jak najlepiej, więc może pan ciasteczko niepozornie polepszy jej życie. — Zamkniesz oczy — rzuciła z rozbawieniem, zaraz z podziwem obserwując, jak jej przyjaciółka zeruje soju. — Już przestań, romanse w pracy to nie grzech. W ilu to firmach tak się zdarza, a może akurat by wam wyszło. Przeciwieństwa się przyciągają — zasugerowała, choć życie to nie serial, to jednak niejednokrotnie zdarzało się słyszeć o parach, które poznały się w pracy. Nawet na wyższych stanowiskach.. — Najważniejsze, żeby nie był zajęty. Jeśli nie to droga wolna. — Najgorsza z możliwości to ewentualne plotki, jednak z temperamentem Marshall, Mayfield była wręcz przekonana, że szybko i skutecznie by je uciszyła. Co prawda, żaden już związek, nawet ten potencjalny, nie obędzie się bez kontroli rodzicielskiej w postaci Blair, bo po ostatnim razie dość wątpliwie spogląda na jej wybory partnerów. Miała nadzieję, że chociaż ona dopatrzy się potencjalnych nieprawidłowości.
— Nie żartuję, sama przyznałaś, że niestety dobrze razem wyglądali! — przypomniała jej słowa sprzed chwili. Niezależność była dobra do czasu, a później nadchodził gorszy moment i dobrze było znaleźć choć chwilę spokoju w czyiś ramionach. Najważniejsze to nie został stłamszoną i nie stracić swojej girl power. — Jezu biedna kruszyna — powiedziała, cicho wzdychając i spoglądając na psinę, która gryzła piłeczkę w salonie. — Dobrze że ma zaradną pańcię. — Cherry naprawdę dbała o Koko, niejeden pies pozazdrościłby takiej miłości od człowieka. — Czyli on ciebie też przeprosił? Przeprosiliście siebie nawzajem i podaliście sobie ręce na zgodę? — nieco zadrwiła, ale miała wrażenie, że całą tę sytuację można było przyrównać do jakiejś walki niedźwiedzia z tygrysem. Ciekawe, czy ktoś wyszedł z niej z jakimikolwiek obrażeniami, nie licząc strat mentalnych. — Bardzo dobrze, Cherry. Podoba mi się twoje podejście, trzeba zachować swoją niezależność, ale też nie skreślaj całej populacji z powodu jednego dupka — zauważyła. Zdarzały się przypadki ciężkie do zdefiniowania, takie przez które odechciewało się wszystkiego i wszystkich. Nie chciała patrzeć, jak jej przyjaciółka po raz drugi przechodzi przez piekło, jednak pragnęła dla niej szczęścia; a żeby mogła je znaleźć, to nie mogła się całkowicie zamykać na nowe znajomości.
Cherry była jak siostra, której nie miała, dlatego cieszyła się, że mogła ją wspierać i także być wspierana. Nawet w tych najbardziej gównianych momentach swojego życia, dobrze było mieć oparcie w jakiejś wspaniałej kobiecie. — Wspólne bieganie brzmi już poważnie. Jak rozpoczęcie związku. — Pokiwała z dezaprobatą głową. — Pogadajcie o tym jak się spotkacie i powiedz mu, co ci w nim nie pasuje. I nie daj się ponieść emocjom — zaproponowała, żeby jakoś dogadała się ze swoim bliźniakiem. Dzielili wody płodowe przez tyle miesięcy, a nie są w stanie pogadać o niezgodnościach w spokoju? Teoretycznie mogło to być pytanie retoryczne; niejednokrotnie była świadkiem ich dyskusji i czasami po prostu nie było po co wcinać się w tę rozmowę. Pokiwała głową na wyślizgnięcie kluski. Wyślizgnęła. Tak po prostu.
— I nie wiedziałabyś o tym? I nie powiedziałby ci o szczegółach? — spojrzała na nią, szukając odpowiedzi. Nie chciała obrony Charliego, chciała rzeczywistej porady. Czasami jednak ciężko jej się rozmawiało o ich związku, bo nie chciała obarczać Cherry stawianiem się po jednej ze stron. Wiedziała, że musi to być ciężkie. On naprawdę cię kocha; obijało się to po jej głowie. Nie wątpiła w to. Wiedziała to. A i tak serce szybciej jej biło na myśl, że ją okłamał. Zostaje dłużej w pracy, a wyszedł wcześniej i nie wiadomo w zasadzie dokąd. Spokój, spokój, spokój. — Masz rację, nie powinnam się nakręcać — rzuciła, wpatrując się przez chwilę w panoramę za dużym oknem w kuchni. — To pewnie jakieś nieporozumienie — dodała, choć jej serce dalej biło jak dzikie. Kłamstwo było dla niej zapalnikiem wielkiej diody ostrzegawczej, ale nie miała siły dyskutować z nim przez smsy. — A to festiwal nie dotyczy firmy? Ciekawe — zagadała dalej, próbując skupić się na czymś innym, ale nadal czuła ciężar supła na żołądku. No to tyle było z tego ramenu. — Jeszcze poza przytłoczeniem przez nasze matki? Wszystko inne w porządku — rzuciła, stukając się z nią kieliszkiem i wypijając go. — Wiem, że mogę ci wszystko powiedzieć, ale nie wiem co by było nowością. Póki co tylko to podejrzenie, że mój narzeczony mnie kłamie — parsknęła gorzko. Czuła lekkie ciepło na policzkach, więc przyłożyła do nich wierzch nieco chłodnych dłoni. Ciepła zupa, alkohol i nadmiar emocji nie były dobrym połączeniem. Nie powinna teraz obmyślać planu działania, bo nie działała impulsywnie; a jednak teraz miała nadmiar przytłaczających myśli.

Cherry Marshall
gall anonim
pisanie za pomocą ai
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Blair Mayfield

Romanse w pracy to nie grzech. Chyba, że jesteś prezeską, na której błąd czeka własny ojciec — spojrzała na Blair surowym, chłodnym wzrokiem z prawdziwym pokerface'm na twarzy. Dla niej taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Wręcz ją wewnętrznie irytowała. Raz jeszcze nabrała powietrza do płuc. Ona i Hartley? Prędzej piekło, by spłonęło — nie wiem, czy jest zajęty. Nie sprawdzałam go tak bardzo — ale sprawdzi. Po dzisiejszym wieczorze sięgnie po telefon i sprawdzi każdy jego profil w social mediach, dokopując się każdej, największej głupoty.
To że ktoś z kimś dobrze wygląda, nie oznacza, że od razu ma być ojcem — bynajmniej nie psa Cherry. Raz zgodziła się na to zbyt szybko i... cholernie tego żałowała. Do psiej rodziny trzeba było podejść z należytą powagą — możesz sobie ze mnie nie żartować? — wyprostowała się. Kwestia Hartleya była drażliwa i nie miała zamiaru udawać, że to wyglądało inaczej.— nie przeprosił mnie dupek, tylko oddał Koko — nic nie powiedział w sprawie kwestii strat moralnych. Wystarczyło, by podał jej smycz, a ona postanowiła zniknąć mu z pola widzenia — a potem podważał moje zdanie na spotkaniu zarządu — i to wystarczająco ją rozwścieczyło. Pamiętała jeszcze spięcie każdego jej mięśnia, gdy zobaczyła go na horyzoncie — a znasz faceta, poza moimi braćmi, dla którego warto się starać? — spytała wprost. Charlie był jej bliźniakiem, Caspian bratem... co prawda kaleką, ale dalej był wartościowym człowiekiem. Nie podejrzewałaby, że mógłby skrzywdzić jakąkolwiek kobietę.
Mogłabyś sobie ze mnie nie żartować? — westchnęła, zakładając rękę na rękę — mógłby raz uwierzyć własnej siostrze. Ja bym stanęła po jego stronie — rozłożyła dłonie, chwilę później chwytając za kieliszek i obracając go w dłoniach. Aż zaczęła się zastanawiać, czy... zbratałby się z każdym jej byłym — jezu, trzeba było go wchłonąć w łonie matki — mruknęła, by później przenieść wzrok na Mayfield. Emocje. Wydawały się być dla niej punktem zapalnym wielu trudnych rozmów — też brzmisz jak mój ojciec — Charlie też brzmiał. Złe emocje przejmujące kontrolę nad każdym — Charity Marshall, Tobą za bardzo władają emocje, żebyś mogła być panią prezes — zabrzmiała jak własny ojciec, nawet zrobiła tę charakterystyczną minę pełną pogardy, spoglądając na Blair. Nie dało się ukryć, że byli ze sobą spokrewnieni.
Słońce, mam tyle na głowie, że mogłam o tym zapomnieć — zmarszczyła delikatnie brwi — Charlie ma własnych inwestorów, którymi się opiekuje — a choć Charity wszystko kontrolowała, tak wejście osoby z zewnątrz do firmy bardzo mocno odbiło się na niej samej — na pewno? Po co miałby wychodzić wcześniej inaczej? Może szykuje dla Ciebie jakąś miłą niespodziankę — dopytała, uśmiechając się szeroko. Czasami to co wzbudzało w nas systemy ostrzegawcze, mogło okazać się błahostką — nie, jakiegoś schroniska dla kobiet. Niezbyt mnie to interesuje, jeśli mam być szczera — bo nie było to powiązane w żaden sposób z pracą.
One też chcą dobrze, Blair... — stwierdziła Charity w sprawie matek. Mogły być niezręczne, wtrącające się, a finalnie chciały jak najlepiej. Zwłaszcza ich matka próbowała. Jakby zdawała sobie sprawę, że nad rodziną Marshall pojawiają się burzowe chmury — po co zakładać czarne myśli? Są one dla nas najgorszym, możliwym wrogiem — kłamstwo, czy nie. Cherry nie podejrzewałaby własnego brata o zdradę, zwłaszcza po tym... jak potraktował ją Galen. Nie dotknął, nie pocałował, nie kochał się z nią, a jedynie dał się uszczęśliwić. Dla niej był to koniec ich związku. Kto mówi to narzeczonej po przebudzeniu po zatrzymaniu akcji krążenia? — może wyjedźcie? Na kilka dni, nawet na jeden? By zapomnieć o wszystkim, co dzieje się w Toronto — zaproponowała Charity, unosząc ku górze oba kąciki swoich ust. Takie rozwiązanie sprawy wydawało się dla niej najlepsze. W końcu z jakiegoś powodu tyle lat spędzili razem.
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— No tak, przez chwilę zapomniałam o tej znamienitej postaci — westchnęła, ignorując to chłodne spojrzenie, którym obdarowała ją przyjaciółka. Christopher Marshall spędzał sen z powiek niejednej osobie. Było jej żal Cherry i tego, jak wiele ograniczeń nakładała na samą siebie pod presją ojca. Nieironicznie uważała, że być może potrzebowałaby takiego romansu, żeby oderwać się od panujących sztywnych zasad. Pokiwała lekko głową, mając nadzieję, że nadrobi zaległe zadanie domowe i wykorzysta wszystkie dostępne źródła, aby go sprawdzić.
— Oczywiście, że nie, ale jest to pierwszy, niepodważalny argument ku temu, że być może by się nadawał. — Bo gdyby nie wyglądał, to musiałby być skreślony już na starcie. Musiała być pewna co do tego, komu chciałaby oddać swoje serce, a dodatkowo Blair jeszcze skontroluje to z dwa razy. I jeszcze weźmie Corę, aby jej młodzieńczy nos może wyczuł dodatkowy podstęp. — Nie żartuję, sto procent powagi — rzuciła, przyjmując swój pokerface, pod którym ukryła cień uśmiechu. To wszystko było z troski, w końcu Marshall była dla niej jak siostra, której nie miała. Lubiła wymieniać się z nią uszczypliwością, ale jednocześnie chciała dla niej jak najlepiej. — Czyli taka szycha, a jednak niewychowany — zacmokała. Jeśli się pomylił, jeśli zrobił coś nie tak, to kultura osobista wymagała przeprosin. Z obydwóch stron. Bez zająknięcia obierała jej stronę, lecz miała nadzieję, że sama Cherry nie zrobiła jakiejś głupoty. — Pokazałaś mu swój autorytet? Czy te stare dziady przytaknęły na to, co mówił? — zapytała, wiedząc jak to było w zarządach, w których autorytet miewał ojciec. Z tą różnicą, że Cherry była prezeską, a Blair nadal odgrywała drugie skrzydła swojego ojca. Nienawidziła jednak przybierania sztucznego uśmiechu i udowadniania starcom, że mieli przedpotopowe podejście do niektórych spraw. — Cóż, dodałabym do tego grona jeszcze mojego brata, ale tak czy inaczej, gdyby jakiś jeszcze istniał, to prawdopodobnie nie byłabym od półtora roku zaręczona z Charliem — zauważyła. Mayfield nie patrzyła na swojego narzeczonego przez pryzmat rodziny, z której się wywodził czy przez fakt, że był bratem bliźniakiem jej najlepszej przyjaciółki. W końcu on sam był także jej przyjacielem, jej miłością i w takim właśnie sposób patrzyła na niego za każdym razem. Był jej domem, przy nim cały głośny świat wyciszał się i tracił na znaczeniu.
— Nie żartuję i nie wątpię, że stanęłabyś po jego stronie. Swoją drogą, on też po twojej niejednokrotnie stawał — przypomniała jej, bo to nie tak, że ciągle byli przeciwko sobie. Gdyby tak było, to z pewnością nie mieliby tak dobrych relacji; prędzej czy później jedno zjadłoby drugie, już poza łonem matki, bo obydwoje mieli zajadłe charaktery. — A może jednak pomyślisz, że brzmię jak przyjaciółka? Nie pouczam cię, zrobisz z moimi słowami, co będziesz chciała, ale mam obowiązek dać ci poradę, abyś chociaż to przemyślała — zasugerowała, unosząc lekko brwi; znała i ją, i jej brata. Czasami rozmowa była kluczem do sukcesu i mówiła to ona sama, która czasami o tym zapominała. Zaraz westchnęła cicho. Podobieństwo Charity do Christophera było wręcz uderzające, a widok samego spojrzenia, które wyglądało jak on sprawiło, że Blair skrzywiła się, zaraz wywracając oczami. — Cudowne zdolności, a teraz oddaj mi przyjaciółkę, demonie — zażartowała, bo ostatnie co chciała, to widzieć Cherry patrzącą na nią takim spojrzeniem — zawierającym pogardę, ale również pouczenie za każdą decyzję, która rozmija się z tym, co było ustalone.
— Może masz rację — wypuściła wolno powietrze z ust. Cherry nie musiała o wszystkim pamiętać, a Charlie mógł mieć swoje sprawy firmowe. Jednak opuszczenie spotkania zarządu, zwłaszcza przedstawiającego nowego dyrektora finansowego, nie leżało w jego normalnych zachowaniach. Jej lampka ostrzegawcza nadal świeciła i nie miała zamiaru gasnąć. — Może. A może i nie. Okaże się później — odpowiedziała dość chłodno, nie chcąc na nic się nastawiać. Miała głowę pełną różnych myśli, musiała to wszystko na spokojnie przetrawić. — Okej, rozumiem. Zagadam sobie do niej o to — stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Akurat Blair była zainteresowana takimi tematami. Udzielała się charytatywnie i też z chęcią pomogłaby jej, jeśli potrzebowała wsparcia.
— Może chcą dobrze, ale nie znają umiaru. Osaczają, podejmują decyzję i wywierają presję. Jakbym miała jej przynajmniej za mało w życiu — westchnęła, wyrzucając z siebie, co leżało jej na sercu w kontekście ich matek. — Ich decyzje pokierowane są przez tych samych mężczyzn co nasze, Cherry. Nie zależy mi spieszyć się z tym ślubem, a one gnają, jakby któreś z nas miało zaraz umrzeć. — Wywróciła oczami. Ich matki miały większą wpływowość, jednak finalnie i tak ich ojcowie byli prowodyrami wszelkich decyzji. — Wiem, nie jestem pesymistką. — Jak już to realistką, więc powinna opierać się na faktach. A fakty były takie, że nie miała zbyt dużo szczegółów. Oprócz kolejnej wiadomości, która przyszła po czasie, że Charlie spotyka się z Theo i również u niego będzie nocować. — No to tyle z miłej niespodzianki — odpowiedziała, odkładając telefon na blat w sposób, że Cherry ze spokojem mogła przeczytać ostatnią wiadomość od jej narzeczonego. Wzięła kieliszek i nie czekając na przyjaciółkę, wypiła go do dna. — W tym tygodniu idziemy do teatru, więc po spektaklu pewnie nie będzie gnał z powrotem do pracy — stwierdziła, kiwając głową. — Pogadam z nim — podjęła się odważnej decyzji. Może wyjazd rzeczywiście dobrze im zrobi? W końcu rozmowa to klucz do sukcesu, prawda?

bestie
gall anonim
pisanie za pomocą ai
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”