Tak właściwie to dopiero w Meksyku chyba do niego dotarło... że jednak chciałby stworzyć z nią
jakąś wspólną przyszłość, ten dom z ogródkiem o którym rozmawiali. I chociaż to było tylko takie gadanie, to uświadomiło mu jedno, że nie chciałby jutro skończyć z kulką w głowie.
W ogóle skończyć.
Że myślał o jutrze, i to takim wspólnym z nią.
A wcześniej nie myślał i gotowy był wszystko poświęcić w jednej chwili. I może na tej plaży, kiedy jej się oświadczał, to też jeszcze był na to gotowy? Kiedy chciał odesłać ją do Toronto wierząc głupio, że poradziłby sobie sam?
Bo przecież ta rozmowa o przyszłości przyszła dużo później. Już po wszystkim praktycznie. Kiedy przez jedną krótką chwilę, na tej plaży, leżeli sobie na hamaczku i byli...
po prostu bezpieczni.
Tylko później okazało się, że wcale nie byli. A już teraz po powrocie, kiedy na palcu Pilar świecił ten jego pierścionek, zwłaszcza. Zawiesił na nim ciemne tęczówki, kiedy po niego sięgnęła.
-
Nie rób tego... - mruknął, bo on naprawdę nie chciał, żeby go zdejmowała, chociaż przed chwilą sam jej tłumaczył
ile on zmieniał. Ale co z tego? To nie wina pierścionka. Może
czerwonej sukienki, którą miała na sobie w Madellin? A może tej piosenki, która leciała wtedy w Emptiness, gdy ją do siebie szarpał, żeby nie poszła do Seleya? Bo przecież... już wcześniej ich do siebie ciągnęło.
Zbyt silne żeby ignorować, zbyt ogniste, żeby kontrolować. Dosłownie.
-
Eliot nie jest głupi. Co mu powiemy, że nagle nam się odwidziało? Że już bym... - urwał i ciemne tęczówki wbił w jej czekoladowe oczy -
nie uwierzy - pokręcił głową, a kiedy sięgała do łańcuszka, żeby to na nim zawiesić
pierścionek zaręczynowy, to powiódł za nim spojrzeniem -
i tak moi kumple już wiedzą, w klubie też już niektórym powiedziałem - no tak, bo Madox pierwsze co zrobił jak wszedł do Emptiness to pochwalił się zaręczynami, a potem zapytał czy Maddie się już spakowała i wytłumaczył ochronie dlaczego ma jej nie wpuszczać do klubu -
zresztą kurwa... Jak nikt nie będzie wiedział, to jakiś kurwa Beck, będzie cię przy mnie szarpał, jakby nigdy nic, albo nie wiem, ktoś ci będzie chciał w klubie stawiać drinki, a tak to powiedzą, że to jest narzeczona szefa - szkoda tylko, że nie pomyślał o tym, że jak wszyscy się dowiedzą, to on już może niedługo pobędzie sobie szefem Emptiness. Może jednak Madox się niczego nie nauczył?
A może on po prostu już podjął decyzję?
Tę trudną decyzję o której mówiła im cyganka, a z której
konsekwencjami będą musieli żyć...
Oby to przeżyli.
Zawiesił spojrzenie na jej dekolcie, kiedy schowała łańcuszek pod materiałem koszulki, kiedy spłynął pomiędzy jej piersiami. I chciał jej jeszcze powiedzieć, że jego miejsce jest na jej palcu, ale... może ono rzeczywiście było tam,
bliżej jej serca. Bo to jego też wyrwało się do niej jakoś gwałtowniej, kiedy odwróciła wzrok, kiedy schowała dłonie między udami, gdy opowiadał jej o Haddie, przecież widział jej zmianę. Przecież znał ją już na tyle, że wiedział, że to ją gdzieś dotknęło. A jego dotknął ten widok.
-
Nie - wypalił od razu na jej pytanie
czy Haddie też się oświadczył, i pochylił się w jej kierunku nad skrzynią biegów, żeby sięgnąć palcami do jej policzka -
i to wspólne mieszkanie, to też nie była moja propozycja, i do Medellin też jej nigdy nie zabrałem, a tobie... oświadczyłem się już dwa razy Pilar, bo chcę żebyś została moją żoną - musiał jej to powiedzieć, przesuwając opuszkami po gładkiej skórze na jej policzku -
dlatego załóż ten pierścionek - dodał i kciukiem musnął jej pełne wargi, zanim zabrał dłoń. Ale przecież wiedział, że ona tego nie zrobi, bo ona też była uparta. Oboje byli -
dlatego nie chcę tego ukrywać - bo Pilar była dla niego
wyjątkowa. Nie taka jak Haddie, nie taka jak Rosa.
O żadną z nich nie zawalczył, a o nią chciał. Pierwszy raz w życiu, chciał, żeby Pilar Stewart weszła do jego klubu jako jego narzeczona. A kiedyś... jako żona.
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, kiedy powiedziała, że
powinni bardziej uważać, co komu mówią, bo na posterunku też mogli mieć nawet więcej
kretów. Odchylił do tyłu głowę znowu opadając na oparcie. Rozumiał... Ale nie przyjmował tego do wiadomości. I znowu wychodziło z niego to
wyjebanie, ale z drugiej strony przecież Pilar miała rację. Dopiero jak szarpnęła go za koszulkę to znowu się do niej przysunął.
-
Wiesz ile lat już się dostosowuję? A teraz... Teraz zamierzam robić to, co chcę, a nie co mi każą - oczywiście, że się buntował, a kiedy ona już puszczała materiał koszulki, to wyrwał się do niej, to zacisnął palce na jej nadgarstku. Jego oczy płonęły takim samym ogniem, jak te jej -
a chcę ciebie, żebyś była moją narzeczoną, i żoną, wyjdę z operacji, powiem to Eliotowi - on już był zdecydowany. Chociaż wiedział, że to nie będzie takie proste. Bardzo długo robił pod przykrywką, ale niektóre rzeczy...
muszą się skończyć, żeby inne mogły się zacząć, prawda? Nie tak im mówiła w Meksyku karlica.
Zabrał palce z jej dłoni, a kiedy wylądowała na oparciu, to zawiesił spojrzenie na jej twarzy. Od razu na to jej
nie zrobi tego chciał jej nawijać, że zrobi. Że przecież nie takie rzeczy robił...
Ale kiedy przymknęła powieki, to jego wzrok spoczął na jej pełnych wargach -
co masz na niego? - zapytał od razu. Liczył, że mu powie? Bo przecież ona nie miała przed nim tajemnic...
Przez moment miał jej powiedzieć, że ma to gdzieś, że nie będzie od niej oczekiwał, żeby robiła
coś takiego. Że on sam to załatwi. Jakoś.
Ale zaraz wbił wzrok w jej piękne, błyszczące oczy.
-
Co to jest Pilar? - powtórzył. Musiał wiedzieć, czy gra jest warta ryzyka. Czy to w ogóle miało jakiś sens -
jeśli... kurwa... - spuścił głowę przesuwając wytatuowanymi palcami po karku -
jeśli zaszantażujemy Eliota to... nie będziemy mieć w policji nikogo po naszej stronie. Rozumiesz to? On może grozić, ale pozwolił mi wtedy iść za Daltonem, kazał mi za nim iść, wiesz ile razy Eliot ratował mi dupę? On jest moim prowadzącym i dużo razy naginał przepisy, żeby mi pomóc... - oparł na głowie obie ręce, a wzrok wbił gdzieś w skrzynię biegów, przesunął palcami po ciemnych włosach. Eliot na pewno nie pozwoli im być razem, ale też jeśli go stracą, to będzie przejebane. Bo zostaną z tym sami. Policja przeciwko nim. Półświatek również. I tylko oni.
Przeciwko wszystkiemu.
-
Dobra, kurwa... Zróbmy to - powiedział w końcu i znowu się do niej szarpnął, znowu sięgał do jej nadgarstka -
tylko... Musisz sobie zdawać sprawę z tego, że jak to wyjdzie... To jesteśmy skończeni, oboje. Pakujemy walizki i wypierdalamy do jakiejś Burkina Faso - przesunął palcami po jej przedramieniu, żeby oprzeć je w zgięciu jej łokcia, żeby przyciągnąć ją do siebie bliżej -
albo możemy... Teraz spierdalać - zaproponował, ale przecież... Oni nigdy nie uciekali, walczyli do końca, nawet jak było ciężko. I Madox czuł, że teraz też tak będzie, chociaż musiał jej powiedzieć, że taka opcja też jest.
Pierdolić to wszystko.
Policję, półświatek i klub.
Toronto.
Me escaparía contigo hasta el fin del mundo ✧˚ ༘ ⋆。♡˚