but your heart is where mine lies
Jesteś najpiękniejszą apokalipsą, jaka mogła mnie spotkać, Al Khansa.
Zadrżał wtedy, gdy słowa wypełniły przestrzeń między nimi i - na wszelkie bóstwa - drżał nadal, gdy to zdanie głosem Lazare echem rozchodziło się po jego umyśle. Docierało mrowieniem w zakamarki ciała, które od powrotu zdawało się nie czuć już n i c. Może szarpało nim nadal żyjące pod skórą szaleństwo, kiedy dopuścił do swojego serca ten impuls nadziei, nadający rytm krążącej w jego żyłach krwi. Błogość dla Nadira płynąca od kącików ust jasnowłosego mężczyzny była czymś, co pragnąłby zapisać w swej duszy na wieki, by żyło w niej w kolejnym, kolejnym i kolejnym życiu... ...by wiedział, gdzie powinien powracać. Czyż nie zawsze przecież wracał? W mniejszej lub większej żałości oraz szacunku do siebie swą orbitę wyznaczał gdzieś nieopodal niego. Teraz jednak bez poczucia, iż rości sobie prawa do czegoś, czego nigdy nie powinien, pozwolił mu wciągnąć się do wnętrza taksówki. Wsunął się jednakże na dalsze siedzenie, pozwalając jednak swojej dłoni spoczywać nadal w uścisku palców Lazare. Świat się kończył i zaczynał zarazem, gdy z drżącym oddechem spoglądał na rozmywające się za oknem miasto, bo panował w nim c h a o s. Wyczerpanie życiem upominało się o niego, kiedy odchylając głowę, czuł każdy pracujący przy tym mięsień. Mimo to myśli Al Khansy układały się w pełen zawodu wniosek, że zamiast na zagłówek mógłby pozwolić jej opaść na ramię Lazare.
Zatrzymanie pojazdu szarpnięciem wyrwało Nadira z kotłowaniny niespójnych ze sobą refleksji oraz rozkładania na czynniki pierwsze jednego stwierdzenia; Lazare jest obok... jest ze mną, co t e r a z? Dlatego nadal w połączeniu dłoni z dłonią -
Czyje znajdowały się u niego?
Kąciki ust drgnęły do niekontrolowanego grymasu w niepowstrzymanym za prędko odruchu, będącym pokłosiem po tym nieoczekiwanym ukłuciu zazdrości. Czego tak naprawdę się spodziewał po miejscu zamieszkania starszego łyżwiarza? Niedostępności dla wszystkich? Stojąc przed luksusowym budynkiem, mógł tylko łudzić się, iż natrętnymi podszeptami nie dosięgnie go przeszłość, w której istniał wyłącznie jako persona non grata. Z westchnięciem wyrywającym się spomiędzy warg, niepewnie zbliżył się do drzwi prowadzących do holu, dłoń powoli przybliżając do uchwytu - czy sparzy go za własną zuchwałość? Odwrócił się powoli w kierunku Lazare, starając się wyjść na spotkanie spojrzeniu oczu, w których zdawały się skrywać wszystkie oceany tego świata.
- Nie wolałbyś sam... - Ściszonym głosem wymalował granicę swych wątpliwości; przerwiemy ją?
lazare moreau