ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"I do much wonder that one man,
seeing how much another man is a fool
when he dedicates his behaviours to love, will,
after he hath laughed at such shallow follies in others,
become the argument of his own scorn by falling in love."


Cytat nie chciał wyjść mu z głowy, rezonując bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Był absolutnie uzależniony od swojej żony. To chyba dobrze, prawda? Potrafił za nią tęsknić, siedząc obok niej jakkolwiek żałośnie to nie brzmiało. Potrzebował jej dotyku, uśmiechu, pochwały, obsesyjnie reagować na każde skinięcie dłoni, służąc; pojebało go, powiedziałby, ale to już dawno. Chciał być dla niej najlepszą swoją wersją; nowo znaleziony sponsor truł mu dupę, że nie powinien swojej trzeźwości przywiązywać do osoby trzeciej, ale nie miał zamiaru słuchać go AŻ TAK bardzo.. Bo co złego mogło się stać, hm? Pokłócą się i z jakiegoś powodu Bennett stwierdzi, że najlepszą opcją było utopienie smutków w butelce albo jakiejś innej, mniej legalnej substancji? Albo że Vita sama z siebie zaproponuje mu któregoś wieczoru absolutnie hedonistyczną noc ze wszystkimi używkami świata? Nah. Nie widział tego. Pokładał w swojej miłości nieskończone ilości zaufania i był głuchy na próby przemówienia mu do rozsądku.
Zamienienie rutynowego odbierania sobie świadomości procentami i narkotykami, na ponowne wprowadzenie do swojego życia fizycznej aktywności brzmiało jak naprawdę dobry pomysł. Nie lubił się jakoś specjalnie ze sportem, członkostwo na siłowni miał właściwie tylko po to, by mieć dostęp do wszystkich ciężarków i maszynek, których potrzebował do swoich vanity lifts, mających na celu jedynie sprawić, żeby jego ciało wyglądało lepiej.. Ale miłość do pływania nie umierała tak łatwo. Najlepsze ćwiczenie na świecie, prawda? Nie dodawało wagi, nie sprawiało, że nagle ciało zmieniało się w prostokąt o twardych krawędziach; mięśnie przy szkieletowe używane do samego utrzymywania się na powierzchni rzeźbiły tylko tą masę, którą już się posiadało. Perfect. Nie miał potrzeby nagle stawać się ogromnym, mięsistym facetem, był całkiem zadowolony z bycia szczupłym, niezbyt wysokim i raczej drobnym, ale z budową, która wskazywała na to, że potrafił jednak używać ciała umyślnie. To, plus, najzwyczajniej lubił zmęczenie mięśni i zwierzęcy głód jaki czuł po sesji.
Późne wieczory dawały szansę posiadania toru na własność, bez potrzeby przywiązywania większej wagi na otoczenie i dodatkowo pozwalały na to, żeby sumiennie odrabiał dług wobec rodzinnej restauracji. Two birds one stone. - Bruh. - szczeknął, kiedy mimo pustek, na basenie, osoba na torze obok chlapnęła go prosto w mordę, kiedy płynął na plecach, dosłownie na ostatniej długości na liście tego, co chciał tego dnia zrobić. Żachnął się, na moment zanurzył pod powierzchnią, po wynurzeniu potrząsnął głową jak pies, by zaraz oceniająco zerknąć na osobę, która chamsko przesunęła się do jego toru, mimo że miała całą resztę basenu do swojej dyspozycji.. I dodatkowo chamówa, to chlapnięcie było absolutnie zamierzone! - The fuck? - nie bruh, a sis, ale to nie było takie istotne. W sumie nie szukał problemów, po prostu był trochę zmęczony życiem ostatnimi czasy i.. wychodziło na to, że dziewczyna po prostu próbowała zwrócić jego uwagę. Zmarszczył brwi, mrużąc oczy, próbując zapanować nad wzrokiem, który nijak nie chciał się wyostrzyć na rysach jej twarzy bez okularów; mokre rzęsy wcale nie pomagały.

Elsa Eriksen
LemonSpice
none
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ostatnie dni były dla niej dosyć… dynamiczne i to na każdej płaszczyźnie jej życia. Tak jakby ktoś podkręcił tempo jej życia, ale zapomniał zapytać najpierw o zgodę. Pokaz mody, na który została zatrudniona kilka dni temu okazał się być totalnym sukcesem, co otworzyło jej drzwi do dalszych przedsięwzięć i projektów w świecie stylizacji włosów. Spełniał się piękny sen, o którym jeszcze nie tak dawno bała się marzyć.
Na dodatek, po kilku latach rozłąki, znów spotkała swoją licealną miłość. I tak kolejne przypadki sprawiły, że… no właśnie, że co? Że wyglądali jakby wycięli z własnego życiorysu tę dziwną przerwę, zaszyli ją grubą choć niewidoczną dla oka nicią. Tak jakby jego drugie życie u boku kogoś innego nigdy się nie wydarzyło. I może tak to wyglądało z boku, jak ktoś obserwował ich podczas wspólnego spaceru z psami, albo jak pomagał jej w noszeniu nawet najlżejszych zakupów, żeby tylko nie przeciążała poparzonej ręki. Ale dla Elsy to nadal było trudno. Naiwnie wierzyła w połączenie dusz i że to właśnie on był jej pisany od samego początku. Ale skoro nordyckie norny wyryły na drzewie przeznaczenia ich wspólny los to dlaczego tak łatwo przyszło mu ją wtedy zostawić bez słowa? I dlaczego on potrafił iść dalej, a ona zdawała się tylko i wyłącznie cofać? Bo choć jej serce przez ten cały czas biło najwyraźniej tylko dla niego, tak w chwili, gdy na nowo się odnaleźli, na nowo połączyli, bała się, że któregoś dnia to wszystko znów pryśnie. Bo nawet kiedy szli obok siebie, trzymając się kurczowo jego ramienia, choć na jej ustach gościł ten sam promienny uśmiech, którym go witała na przerwach w szkole, jakaś jej część pozostawała w tyle, w tej zaszytej przeszłości, o której chciała nie pamiętać, a która prześladowała ją ilekroć miała choć kilka sekund przerwy i czasu na rozmyślenia. A od kiedy poparzyła sobie rękę i musiała odwołać wszystkich klientów zapisanych do końca tygodnia, miała go zdecydowanie za dużo. I chyba dlatego, gdy dostała zielone światło od lekarza, od razu pognała na basen. Może woda i rozpuszczony w niej chlor wypłuczą z niej te wszystkie wątpliwości. Może pozwolą odpocząć od uporczywych myśli i w końcu przestanie analizować każdy jego gest czy słowo pod kątem jej też tak mówił? też tak na nią patrzył?.
Wieczorem basen był pusty. Mogła sobie wybrać tor i bez wahania stanęła na podeście z numerem 5, aby zaraz wskoczyć do wody, przecinając perfekcyjnie jej taflę. Numer toru wybrała z sentymentu do licealnych czasów, kiedy to z drużyną startowali w sztafecie albo w indywidualnych konkursach i najczęściej to właśnie tutaj trafiali. Śmiali się potem często, że wszyscy mają szczęśliwą siódemkę, a ich amuletem była właśnie piątka.
Przepłynęła kilka długości, robiąc sobie trening na wydolność płuc i sprawdzając, ile metrów uciągnie pod wodą, niemalże szorując klatką piersiową po dnie. I akurat musiała się wynurzyć, aby nabrać kolejną dawkę powietrza, kiedy zauważyła, że miała na torze intruza. Serio? Miał do wyboru siedem innych, a on postanowił wejść akurat na ten? Serio?
– Ej, facet, weź się usuń, przeszkadzasz! – zawołała, jednak jej krzyk spotkał się z totalną olewką ze strony jegomościa. Dlatego ściągnęła okulary, zawieszając je sobie na szyi i po przepłynięciu pod liną na sąsiedni tor, cierpliwie czekała aż do niej podpłynie, aby móc mu nieco dosadniej wytłumaczyć, co zrobił źle. I gdy tylko znajdował się już niecały metr od niej, zamachnęła się, aby po chwili uderzyć dłonią w taflę wody, tworząc małą falę, która trafiła wprost na twarz mężczyzny. Uśmiechnęła się, słysząc to charakterystyczne the fuck, które znała aż za dobrze.
– Srak, a nie the fuck, Bennet. Wada wzroku ci się pogłębiła, że nie widziałeś, że ja pierwsza zajęłam piątkę? – zapytała, szczerząc się na widok jego dzioba. Oj, dawno się z nim nie widziała, po zakończeniu liceum może raz czy dwa minęli się na ulicy czy w sklepie, ale kontakt umarł dosyć naturalną śmiercią. Była w sumie ciekawa czy on ją rozpozna po tych kilku latach. Na głowie miała naciągnięty pływacki czepek, więc największa podpowiedź w postaci kolorowych loków pozostawała w ukryciu, ale kto wie?


Alexis Bennett
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyraźnie nie przywiązywał uwagi do otoczenia i miał milion powodów dlaczego. Serio. Nie, żeby chciał się tłumaczyć losowej osobie na basenie dlaczego tak właściwie nie zauważył, że ktoś na tej hali był oprócz niego, ale.. No, ALE były różne, zwłaszcza to jedno, bo po przetarciu twarzy ogarnął, że tą dziewczynę jednak znał. Całkiem dobrze, dawno temu ją znał; jak mnóstwo innych osób, które kojarzyły go bardziej z tej zabawnej, luźnej, absolutnie bezstresowej i nie przejmującej się niczym strony. Tej do której było mu ostatnio całkiem daleko. Pacnął w taflę wody otwartą dłonią, odpowiadając jej najpierw krótkim parsknięciem. - Utopić mnie chciałaś po latach? Serio? Ja tutaj zamyślony po robocie, chcę się poruszać trochę zanim do domu wrócę, a tu taki atak? - dramatował. W gruncie rzeczy wcale mu się nie spieszyło, głównie dlatego, że żona w pracy, więc miał być sam do nocy.. Wcale nie chciał być sam i w planach miał zawracanie dupy siostrze długą i bezsensowną rozmową telefoniczną. Mógł też namówić starą znajomą na po-basenowego kebsa, który zawsze wchodził jak złoto. Brzmiało jak plan.
- Dopiero zaczęłaś, czy kończysz? Co dzisiaj robisz? - a niech go weźmie za absolutną przylepną muchę; tak bardzo, jak nadskakiwanie znajomym o uwagę, rozmowę i towarzystwo nie było w jego stanie, tak samo bardzo tego potrzebował. Walka z uzależnieniami okazywała się znacznie cięższa na zupełnie innych poziomach, niż się tego spodziewał. Nie ufał sobie. A już na pewno nie ufał sobie w samotności, w cichym mieszkaniu, mając za rozpraszacz jedynie konsolę i głupie gierki, które zazwyczaj nie wystarczały. - Powiedziałbym, że postawię jedzenie potem, ale mam całkiem mocno zarysowany budżet na następne kilka miesięcy, więc nie mogę sobie pozwolić na taką szczodrość. - wzruszył lekko jednym ramieniem i nawet się przepraszająco uśmiechnął. Tak to jest jak się kradnie hajs z własnego biznesu, nie? Teraz musiał schować sobie dumę w buty i pozwolić, żeby żona go utrzymywała dopóki nie odrobi długu i nie znajdzie sobie jakiejś stałej pracy, najlepiej takiej, która w ogóle nie byłaby blisko alkoholu czy mniej legalnych środków. Życie luźnego barmana już nie było dla niego, psia jego mać.

Elsa Eriksen
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fairmount Community Centre”