-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
seeing how much another man is a fool
when he dedicates his behaviours to love, will,
after he hath laughed at such shallow follies in others,
become the argument of his own scorn by falling in love."
Cytat nie chciał wyjść mu z głowy, rezonując bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Był absolutnie uzależniony od swojej żony. To chyba dobrze, prawda? Potrafił za nią tęsknić, siedząc obok niej jakkolwiek żałośnie to nie brzmiało. Potrzebował jej dotyku, uśmiechu, pochwały, obsesyjnie reagować na każde skinięcie dłoni, służąc; pojebało go, powiedziałby, ale to już dawno. Chciał być dla niej najlepszą swoją wersją; nowo znaleziony sponsor truł mu dupę, że nie powinien swojej trzeźwości przywiązywać do osoby trzeciej, ale nie miał zamiaru słuchać go AŻ TAK bardzo.. Bo co złego mogło się stać, hm? Pokłócą się i z jakiegoś powodu Bennett stwierdzi, że najlepszą opcją było utopienie smutków w butelce albo jakiejś innej, mniej legalnej substancji? Albo że Vita sama z siebie zaproponuje mu któregoś wieczoru absolutnie hedonistyczną noc ze wszystkimi używkami świata? Nah. Nie widział tego. Pokładał w swojej miłości nieskończone ilości zaufania i był głuchy na próby przemówienia mu do rozsądku.
Zamienienie rutynowego odbierania sobie świadomości procentami i narkotykami, na ponowne wprowadzenie do swojego życia fizycznej aktywności brzmiało jak naprawdę dobry pomysł. Nie lubił się jakoś specjalnie ze sportem, członkostwo na siłowni miał właściwie tylko po to, by mieć dostęp do wszystkich ciężarków i maszynek, których potrzebował do swoich vanity lifts, mających na celu jedynie sprawić, żeby jego ciało wyglądało lepiej.. Ale miłość do pływania nie umierała tak łatwo. Najlepsze ćwiczenie na świecie, prawda? Nie dodawało wagi, nie sprawiało, że nagle ciało zmieniało się w prostokąt o twardych krawędziach; mięśnie przy szkieletowe używane do samego utrzymywania się na powierzchni rzeźbiły tylko tą masę, którą już się posiadało. Perfect. Nie miał potrzeby nagle stawać się ogromnym, mięsistym facetem, był całkiem zadowolony z bycia szczupłym, niezbyt wysokim i raczej drobnym, ale z budową, która wskazywała na to, że potrafił jednak używać ciała umyślnie. To, plus, najzwyczajniej lubił zmęczenie mięśni i zwierzęcy głód jaki czuł po sesji.
Późne wieczory dawały szansę posiadania toru na własność, bez potrzeby przywiązywania większej wagi na otoczenie i dodatkowo pozwalały na to, żeby sumiennie odrabiał dług wobec rodzinnej restauracji. Two birds one stone. - Bruh. - szczeknął, kiedy mimo pustek, na basenie, osoba na torze obok chlapnęła go prosto w mordę, kiedy płynął na plecach, dosłownie na ostatniej długości na liście tego, co chciał tego dnia zrobić. Żachnął się, na moment zanurzył pod powierzchnią, po wynurzeniu potrząsnął głową jak pies, by zaraz oceniająco zerknąć na osobę, która chamsko przesunęła się do jego toru, mimo że miała całą resztę basenu do swojej dyspozycji.. I dodatkowo chamówa, to chlapnięcie było absolutnie zamierzone! - The fuck? - nie bruh, a sis, ale to nie było takie istotne. W sumie nie szukał problemów, po prostu był trochę zmęczony życiem ostatnimi czasy i.. wychodziło na to, że dziewczyna po prostu próbowała zwrócić jego uwagę. Zmarszczył brwi, mrużąc oczy, próbując zapanować nad wzrokiem, który nijak nie chciał się wyostrzyć na rysach jej twarzy bez okularów; mokre rzęsy wcale nie pomagały.
Elsa Eriksen