34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox się uśmiechnął na ten wiejski akcent Pilar, nawet do niej mrugnął jednym okiem, bo idealnie jej to wyszło. Jakby słyszał tego farmera, który zaraz powie, że śwarna z niej dziełocha… czy jakoś tak.
Tylko że babuszka zaraz powiedziała to franzoli farmazony, a Noriega aż otworzył usta ze zdziwienia, bo to też pierwszy raz w życiu słyszał, ale uznał, że to jakieś pierdoli głupoty, przez moment się zastanawiał, co by było jakby on tak teraz w klubie się odzywał, zamiast do gangusów mówić skończ pierdolić, to skończ franzolić te farmazony, trochę się zawiesił i tak jednym uchem słuchał staruszki, jak mówiła o tej kukurydzy farmera, ale jak dodała to o kolbie, to Madox przeniósł ciemne spojrzenie na Pilar i uniósł jedną brew. Czy on to dobrze zrozumiał, czy nie?
- No to... - już miał mówić, że przywieźli trochę kolb...ów? Kolb? Trochę kukurydzy, ale jakieś trybiki w jego czaszce zatrybiły chyba, i zaraz Noriega miał jakąś dziwną minę coś pomiędzy rozbawieniem, a zdegustowaniem, a konsternacją. Jakby chciał się zaśmiać, coś powiedzieć, ale zastanawiał się czy wypada. A przecież Madox się nigdy nie zastanawiał, tylko walił prosto z mostu, a jednak... przy starszej pani się zastanawiał. Nawet się podrapał po policzku zastanawiając co by było, gdyby jednak przywieźli tu farmera, bo może on by namówił Bridget na szpital? Może miał na nią jakieś sposoby?
Oni z Pilar mieli różne, a najczęściej to było po prostu jedziemy i koniec dyskusji. Ale oni po prostu czasem musieli tak działać, bo byli bardzo uparci, oboje.
Chociaż z babcią trochę odpuścili. Ale po prostu co oni mieli do tego?

Całego świata nie zbawią.


Chociaż czasem to kurwa byli na dobrej drodze do tego. Bo teraz też zamiast stąd zniknąć, żeby wypuścić Jaguara na tą drogę wśród pól do miasta, to oni sterczeli w tej chatce kobieciny, a Pilar pytała jej czy na pewno dobrze się... czuje? Aż Madox sięgnął palcami do jej ręki, bo chciał ją złapać i zanim ona znowu każe im coś zrobić, to pociągnąć na zewnątrz, ale nie zdążył.
On ma ostatnio jakiś opóźniony refleks, ale co się dziwić, kiedy wystarczyło mu jedno spojrzenie na Stewart, a jego myśli znowu fiksowały się na niej.
Teraz też wystarczyło mu jedno spojrzenie w jej ciemne, piękne oczy, i już wiedział, że zostaną tu dłużej. Odchylił do tyłu głowę i przesunął palcami po dłoni Pilar, kiedy wycofywała się do kuchni.
Jeszcze obejrzał się na babcię, która już dorwała pilota i puszczała telenowele na cały regulator, a potem poszedł po kukurydzę. Potrzepał tymi krzakami przed gankiem, żeby tym razem wypłoszyć z nich robaki, a potem wniósł je do chaty, bo jednak szło mu to średnio i musiał sobie czymś pomóc, jakimś nożem?
I kiedy zobaczył Pilar, jak tak trzepała ręką nad palnikiem, to zaraz wbił w nią spojrzenie, wywrócił oczami na jej słowa, ale jeden kącik jego ust podniósł się do góry, a zresztą zaraz przy niej stał krzaki kukurydzy uprzedni rzucając na podłogę.
- A ja myślałem, że oprócz ryżu, to herbatę też umiesz gotować... - też ją zaczepił, trochę mniej ckliwie, a zaraz opierał ją o jakąś krzywą, kuchenną szafkę i sięgał do jej ręki, żeby podmuchać oparzony palec, i to już chyba było czułostkowe, nawet chciał go musnąć wargami, tylko Pilar wtedy pytała o ten cukier, a babuszka odpowiedziała jej z pokoju. I Madox uniósł obie brwi, bo co znowu jakaś czarownica? Przecież rozmawiali dość cicho...
Aż puścił jej dłoń i nawet nie dał jej leczącego buziaczka, tylko się odsunął, bo co jakby Bridget zobaczyła, że oni się bałamucą na jej kuchennej szafce?
Zabrał się za kukurydze pomagając sobie nożem, ale rzeczywiście się z tym umęczył, bo chyba takie rzeczy powinno się robić maczetą. Zaraz nawet Madox rozejrzał się za jakimś innym nożem i znalazł... tasak. Deska, i z tym to już mu ładnie szło oddziabywanie tych kolb.
- Zobacz jaki zajebisty nóż - nawet pokazał Pilar ten tasak przerzucając go sobie z jednej ręki do drugiej, a potem odciął nim kolejną kukurydzę - dlaczego my takiego nie mamy? - no pewnie dlatego, że oni kompletnie nie umieli gotować? Co by nim dziabali? Drewno chyba kurwa do kominka, którego też nie mieli. Albo te mrożone maliny, których nawet nie umieli porządnie rozmrozić.
Dlatego jak babuszka kazała im wstawić garnek z wodą, to Madox spojrzał na Pilar, bo to był już jej skill, on umiał tylko kanapki, no i jajko...
Otworzył za to jakąś szafkę, tak na wyczucie, ale akurat taką, gdzie stały garczki, więc zaraz podał jeden Stewart. Dość duży.
- Dawaj więcej tej kukurydzy, to może też... - już chciał powiedzieć, że też zjedzą, ale wtedy staruszka krzyknęła, że ma w lodówce ciasto. Oczywiście, że Madox zaraz wbił tasak w deskę - a jakie ciasto? - zawołał jeszcze, ale zanim babuszka mu odpowiedziała, to on już zaglądał do lodówki - z jabłkami... - sam sobie odpowiedział i obejrzał się na Pilar - ja zostaje - jego to akurat łatwo było przekupić jedzeniem. A jak jeszcze to było coś domowej roboty... To przecież on mógłby tu zamieszkać. Nawet zrobił obczajkę w lodówce po garnkach i rzeczywiście babuszka miała tam jakieś resztki z obiadu, które pachniały wybornie, aż mu w brzuchu zaburczało.
Wstał i zaraz dostawił Pilar dwa kubki, żeby im też zrobiła herbatę. Pochylił się nad jej ramieniem tak, że jego ciepły oddech omiótł jej szyję, a potem ucho, do którego się odezwał.
- Nic się nie stanie, jak wypijemy herbatę i zjemy ciasto nie? A wygląda zajebiście - wyszeptał tak, żeby babcia nie słyszała i pokazał jej to ciasto, które już stało na blacie. Które też wołało do nich - zostańcie, zjedzcie kawałeczek... albo dwa.
Noriega wrócił do obierania kukurydzy i poszło mu dość sprawnie, tym tasakiem, zaraz już wynosił krzaki przed dom. Ale przecież nie mógł ich tam zostawić, podwórko też wyglądało na trochę zaniedbane, ale na przykład ogródek był poplewiony i rosły w nim już jakieś zioła i kwiatki. Madox wyciągnął telefon, żeby sprawdzić czy krowa może jeść krzaki kukurydzy, no i jak okazało się, że tak, to je tam zaniósł, niech Apolonia też ma coś od życia, skoro oni zaraz będą jeść ciasto. Nawet chwilę postał przy krowie i popatrzył jak przeżuwała, ale jak na niego zamuczała, to znowu uciekł do domu. A tam już Pilar wchodziła do salonu z tacką i herbatką, jak jakaś perfekcyjna pani domu.
- O kurwa... - aż mu się wyrwało, no bo nie do wiary, kiedy posłała mu jakieś krzywe spojrzenie, to Madox zaraz ściągnął ze stolika kawowego jakieś pisemka o szydełkowaniu i robieniu na drutach, żeby mogła to postawić.
- Ojejku dziewczyno... Każdy kubek z innej parafii i nie dałaś cukierniczki, a tam mam taki ładny komplet kawowy dla gości - babinka pokręciła głową, ale według Madoxa to wyglądało zajebiście, bo Pilar nawet pokroiła ciasto w takie równe kwadraty, że Noriega był pod wrażeniem. Pewnie tym tasakiem. Muszą sobie taki sprawić.
Już sięgnął po kawałek placka, ale babcia zdzieliła go w rękę.
- Poczekaj na talerzyk, bo pokruszysz! - no tak... Madox by pewnie nakruszył dookoła, bo on jednak wcale się takimi rzeczami nie przejmował, potem po prostu bierzesz odkurzacz i to wciągasz. Babinka spojrzała na Pilar - w górnej szafce w kuchni są talerzyki i widelczyki do ciasta... - powiedziała, ale zanim Pilar zdążyła się ruszyć, to Madox już się wyrwał.
- To ja przyniosę - bo u nich to nigdy nie było jakiegoś podziału, że Stewart gotowała... Oni oboje nie gotowali, oboje wstawiali pranie, czy sprzątali, jak było trzeba. No i teraz Madox stwierdził, że on przyniesie te talerzyki i... - widelczyki do ciasta? A to jakieś specjalne są? - zapytał jeszcze w drzwiach kuchni, a babcia pokiwała głową. Tak szczerze to on ciasto jadł łyżeczką, a czasem łyżką, nawet nie miał w domu czegoś takiego jak widelczyki do ciasta. Ale jak zajrzał do górnej szafki w kuchni, to okazało się, że babcia miała. Ładne, porcelanowe talerzyki z kwiatkami i widelczyki do ciasta zapakowane w ozdobne pudełko, trochę zakurzone... to co nikt do niej nie przychodził na ciasto?
Madox wyjął trzy i do tego trzy talerzyki i wrócił do kuchni, a jak babcia pochwaliła go, że to właśnie te, to uśmiechnął się do niej szeroko i zaraz lądował koło Pilar na wysłużonej kanapie, trochę się w niej zapadli.
Madox z tym talerzykiem i widelczykiem spojrzał na staruszkę - już mogę? - zapytał, a babcia skinęła głową. Najpierw nałożył kawałek ciasta i dał go Pilar, oczywiście, a potem nawet drugi dał babci, taki był dzisiaj miły. Trzeci już wziął dla siebie i zaraz nabijał kawałek na widelec, żeby wpakować go sobie do ust. Aż zamruczał i opadł plecami na oparcie kanapy.
- Mmm… zajebis... - nie skończył, bo babcia pogroziła mu widelcem - nie mówi się z pełnymi ustami - no tak, w sumie to się nie mówi, więc Madox już nic się nie odezwał ale pokazał jej okejkę, a potem jeszcze poklepał się po brzuchu, bo ciasto naprawdę było pyszne. Ten kawałek zjadł w kilku kęsach właściwie i zaraz znowu wbijał spojrzenie w babcię - mogę jeszcze? - zapytał grzecznie, żeby nie było. A babcia pokiwała głową z uśmiechem, więc nałożył sobie następny kawałek, ale zanim go nabił na widelczyk do ciasta to się odezwał - najlepsze ciasto jakie jadłem - pochwalił babinkę, a ta się znowu uśmiechnęła do nich ciepło.

Tú también te ves bien con el té, cariño ˙✧˖°☕ ༘ ⋆。˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje mieli swoje słabości. Każdy inne, chociaż niektóre wspólne — jak chociażby ciasta. Pilar kochała wszelkiej maści słodycze, wszystko co tylko podnosiło jej cukier w organizmie i dodawało energii, nawet na moment i również jak Madox miała słabość do domowej kuchni. Chociaż oboje przecież z innych powodów — on bo może przypominała mu o domu i rodzinnej atmosferze, ona bo nigdy tego nie miała. Normalności. W końcu kto normalny ekscytowałby się zwykłym ciastem z jabłkami u jakieś randomowej staruszki? Normalny może nikt, ale oni już jak najbardziej.
Więc zostali.
Zakomunikowali to sobie skinieniem głowy, chociaż Pilar jeszcze nim Madox zdążył się od niej odsunąć, przytrzymała go przy sobie na moment, żeby złożyć na jego miękkich ustach przelotny pocałunek. Krótki oczywiście, bo nikt nie chciał, żeby zaraz wyszło, że się bałamucą w cudzej kuchni, a biorąc pod uwagę, jak to z nimi bywało… od pocałunku była już prosta droga do piekła.
Dokończyła robić herbatę, wyciągnęła woreczki, dosypała babce cukru i nawet gdzieś pod ścianą wyłapała tackę, na której to wszystko ładnie ułożyła. Chociaż w gastro nigdy nie pracowała, to kelnerowanie poszło jej całkiem nieźle. Chlusnęła jedynie lekko wodą, kiedy Madox wrócił do salonu, a z jego ust wyleciało to soczyste o kurwa. Dzisiaj już tyle się odjebało, że przez moment Stewart myślała, że znowu coś się stało i autentycznie była gotowa rzucać tym wrzątkiem na ziemie i biec z pomocą, tylko okazało się, że to była jedynie reakcja na widok, jaki zastał. Faktycznie rzadko widywali się w takiej domowej, rodzinnej scenerii, ale nie sądziła, że widok jej z tacką aż tak go poruszy.
¿Te excita tanto?aż tak cię to kręci? Spytała rozbawiona, kiedy odsunął jej gazetki o szydełkowaniu, żeby mogła postawić tackę. Specjalnie po hiszpańsku, żeby babeczka nie zrozumiała i się nie zgorszyła. — Solo tenías que decir eso y me habría puesto solo un delantal y te habría llevado el té a la cama, cariño wystarczyło powiedzieć, to bym się ubrała w sam fartuszek i przyniosła ci herbatkę do łózka, kochanie, zaśmiała się, spoglądając przelotnie w jego ciemne oczy z odpowiednim ogniem. Oboje lubili sobie pofantazjować. Testować nowe rzeczy. To i pobawić w dom się kiedyś mogli.
Starsza kobieta popatrzyła na nich podejrzliwie i nawet zmrużyła oczy, jakby intensywnie nad tym czymś myślała.
Cariño to kochanie — rzuciła dumnie, rozwalając się jeszcze bardziej na fotelu. — Tu w tych moich telenowelach to często tak gają do siebie. Jeszcze mówią mi amor, czy coś takiego — machnęła ręką, chociaż pomimo krzywego akcentu nie wyszło jej wcale tak źle. Pilar nawet pochwaliła ją skinieniem głowy i na moment rzuciła spojrzeniem na ekran, gdzie akurat kłóciła się dwójka kobiet. O co? Pewnie o faceta jak to w życiu i telenowelach bywało.
Puściła koło uszu uwagę na temat różnorodnej zastawki, kompletnie nie rozumiejąc, co Bridget do niej mówiła. U nich w bidulu to zawsze wszystko było z innej parafii i nigdy nikt nie miał co do tego problemu. Po prostu jadło się z tego, co akurat było pod ręką i nikt nie patrzył na to, czy kubek, który dostał z gorącą czekoladą pasował do talerzyka na ciasto. Zerwała się jednak z miejsca, gdy kobieta poprosiła o przyniesienia kolejnej porcelany, jednak Madox ją ubiegł. Może gdyby chodziło o przyniesienie czekolady, Pilar jeszcze by się z nim ścigała kto pierwszy, ale widelczyki? Niech leci. Posłała mu ciepły uśmiech.
Aleś se go wyszkoliła — zagadała Bridget, akurat kiedy Pilar zajmowała miejsce na kanapie.
Nie musiałam szkolić — rzuciła, kiedy Noriega wracał już z zastawką. — On już taki jestgorący, dobry, uczynny… — Narwany — rzuciła na głos, puszczając do niego oczko. Wiedział dobrze, że myślała o nim w samych superlatywach, ale przecież nie będzie mu tego rozpowiadać cały czas, bo jeszcze by się przyzwyczaił, i co wtedy?
Podziękowała grzecznie, gdy podał jej kawałek ciasta i w przeciwieństwie do swojego narzeczonego, Pilar wcale nie czekała na pozwolenie od babki, żeby zacząć jeść. Po prostu zaciągnęła się mocno obłędnym zapachem jabłek z cynamonem, a zaraz potem wbijała niewielki widelczyk pod odpowiednim kątem, nabierając kawałek.
¡Joder, esto es genial! ja pierdole, jakie to dobre, mruknęła zadowolona, specjalnie w obcym języku, żeby zaraz nie było, że przeklina jak Madox. Chociaż Bridget i tak się obejrzała na fotelu, wbijając w nią spojrzenie.
Joder też często używają — czyli jednak wiedziała. No nic, t r u d n o się mówi. Nie miała zamiaru się powstrzymywać, szczególnie, że placek faktycznie był przepyszny. Chyba też najlepszy, jaki kiedykolwiek jadła, chociaż tych domowych w swoim życiu zjadła naprawdę mało.
Ja też chce jeszcze jeden — oznajmiła, gdy Noriega nakładał sobie dodatkową porcje. Pewnie gdyby tylko mogli, zjedliby biednej babce całą blachę w jedną posiadówkę, chociaż akurat po jej minie wyglądało, jakby cieszył ją ten widok. Z uśmiechem patrzyła, jak Madox nakłada ciasto i jeszcze kazała mu sobie zabrać ten więszky prostokącik. A to… rozczuliło Pilar. W jakiś niezrozumiały, pojebany sposób naprawdę ją rozczuliło. Aż zaczęła się zastanawiać, czy babka miała jakieś wnuki, które chociaż odwiedzały ją od czasu do czasu albo chociaż dzieci. Nawet chciała ją o to zapytać, ale kobieta kazała im mlaskać ciszej, bo akurat zaczynał się ważny moment w odcinku, jak to Huan Carlos dowiedział się, że Dolores tak naprawdę nie była w ciąży i tylko wypychała sobie brzuch, żeby z nią został i nie zostawiał jej dla Corneli, która była jego sprzątaczką ale w której się zakochał. Stewart tylko popatrzyła na Madoxa i aż musiała zacisnąć usta w wąską linię, bo to brzmiało… pojebanie.
A weź tam dziecino jeszcze z tej o szafki podaj kocyk. Drugi weź dla was. Zimno się robi — rzuciła szybko, żeby przypadkiem nie przegapić żadnego dialogu. Nawet nie podniosła spojrzenia na Pilar, która zaczęła jej grzebać w rzeczach. Faktycznie znalazła koce. Jeden podała Briget, drugi natomiast narzuciła na Madoxa, na moment przykrywając mu całą głowę, a potem wdarła się blisko do niego.
W mieszkaniu faktycznie było zimno, a więc ogrzewanie albo nie działało, albo było wyłączone, żeby ciąć koszty. Znowu na moment zakręciła się na punkcie tego jak samotnie żyła tutaj kobieta, ale jednak po chwili i kilku spojrzeniach na ekran, nawet nie wiedziała, w którym momentacie zapatrzyła się do tego stopnia, że autentycznie wkręciła się w fabułę. Podwinęła nogi na kanapę i wywaliła się wygodnie na klatce piersiowej Noriegi.
Gdyby ktoś teraz spojrzał przez okno tak jak oni godzinę temu, zobaczyłby jakaś szczęśliwą rodzinkę, spędzającą czas z ich babką. I szczerze? Było zajebiście. Pilar nie pamiętała nawet, kiedy ostatni raz oni zatrzymali się na dłużej niż dziesięć minut, żeby po prostu poleżeć i się poprzytulać. W dodatku zajadając się przy tym domowym ciastem i popijając to herbatą przy hiszpańskiej telenoweli? No kurwa nigdy. Było tak przyjemnie, jeszcze pod tym kocykiem, że Pilar nie zauważyła nawet dokładnego momentu, w którym jej dłoń zaczęła błądzić po nodze Madoxa. Pierwsze powoli po udzie, przesuwając się wzdłuż szwów jego spodni, a następnie wdarła się pod materiał koszulki, muskając bezpośrednio jego g o r ą c ą skórę własnymi opuszkami, akurat w momencie, gdy Dolores próbowała zrzucić Cornelię z klifu, za uwodzenie jej mężczyzny.

Contigo, incluso las cosas más normales son jodidamente placenteras ˙✧˖°☕ ༘ ⋆。˚
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i takie tam macanki
Ciasto z jabłkami zawsze brzmiało mu dobrze...
A jeszcze robione przez jakąś babcię. Madox by sobie tego nie odpuścił, więc zostali. A potem nawet już prawie, prawie bałamucili się na kuchennej szafce, bo kiedy Pilar go pocałowała, to on przecież odruchowo wyrwał się do niej, przyciskając ją do blatu. Tak jak wyrywało się do niej jego serce.

Za każdym pierdolonym razem.


Chociaż zaraz Madox znikał z kuchni, żeby dokarmiać krowę kukurydzą, a jak wrócił, to jego ciemnym oczom ukazał się ten widok Pilar z tacką, tylko tego fartuszka jej brakowało. Zaraz robił jej miejsce na stoliku, chociaż nawet na moment nie spuścił z niej spojrzenia.
- Muy - bardzo, odpowiedział jej od razu, chociaż prawda była taka, że Stewart kręciła go chyba w każdym wydaniu, a najbardziej to w tym swoim... dzikim i niegrzecznym chyba. Chociaż jako taka przykładna pani domu też. Na jej kolejne słowa złapał na moment jej spojrzenie, uśmiechnął się - Ya me prometiste un uniforme y esposas - już mi obiecałaś mundurek i kajdanki, rzucił od razu - solo tienes que prometer y prometer - tylko obiecujesz i obiecujesz, wywrócił oczami. Ale uśmiechnął się do niej jakoś zaczepnie. Bo może kiedyś w końcu ją namówi? Na to liczył. I może nawet by jej to powiedział? Że był niegrzeczny i powinna zakłuć go w kajdanki. Tylko wtedy odezwała się babcia...
Madox odetchnął z ulgą, że wyhaczyła tylko to cariño, a zaraz zawiesił ciemne tęczówki na Pilar.
- Mi amor - powtórzył po babci z ładnym akcentem. Chociaż tak do niej nie mówił, bo brzmiało to jakoś... no właśnie jak z telenoweli - moja miłość - wyjaśnił babce jakby się zastanawiała co to znaczy, ale chyba to nawet prostsze było niż kochanie.
Zaraz poszedł do kuchni po zastawę, tak jak powiedział. Poszło mu szybko i może nie było go minutę? A jak wracał to Pilar mówiła to, jaki on jest narwany, był, nie umiał usiedzieć na miejscu. Wiecznie gdzieś gnał, więc wzruszył ramionami, no przecież nie jego wina...
Chociaż teraz sobie znalazł wygodne miejsce na kanapie koło Pilar, nawet oparł się ręką na jej kolanie kiedy siadał. Bo właściwie tylko obok niej... on potrafił się na moment zatrzymać. Uspokoić trochę to swoje narwaństwo.
Zaraz już próbowali ciasto, a Madox uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową na słowa Stewart, bo takie właśnie było to ciasto, dobre jak ja pierdole, chociaż tego joder to już babci nie wyjaśnił. Zresztą zajął się ciastem, nałożył Pilar kolejny kawałek, ale musiał jej tym swoim widelczykiem oddziabać kawałek i zaraz pakował sobie go do buzi - twój jest lepszy - mruknął i wymienił im talerzyki, tak, że ona w końcu skończyła z tym większym, no trudno. A babuszka popatrzyła na nich z uśmiechem, kręcąc głową. Zaraz jednak kazała im być ciszej, bo działo się coś ważnego w serialu, a Madox rzeczywiście próbował się skupić na tym co się tam dzieje.
- Co kurwa? wypychała sobie brzuch - aż mu się wyrwało jak jedna z aktorek wyjęła poduszkę, a babcia zaraz zaczęła mu tłumaczyć całą fabułę. Rzeczywiście była pojebana. Ale w sumie po kilku minutach, to Noriega nawet się wciągnął, bo tyle się tam działo... Trochę jak u nich, wiecznie coś się działo. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że Pilar wstała po te koce, zimno też mu wcale nie było. Ale jemu nigdy nie było, kiedy Stewart była obok. Bo była caliente. Dopiero jak zarzuciła mu na głowę koc, to zaraz go z siebie ściągnął, bo nie chciał przegapić jak Huan Carlos kłóci się z Dolores - Dolores, ¿por qué hiciste eso? - Dolores dlaczego to zrobiłaś?, powtórzył dramatycznym tonem po głównym bohaterze prosto do ucha Pilar, kiedy wylądowała obok niego - wyobraź sobie, że jakbym nie uciekł z Kolumbii, to grałbym pewnie w takich telenowelach - mruknął jej do ucha i parsknął krótko śmiechem, ale babcia nawet się na nich nie obejrzała skupiona na ekranie telewizora. A Madox zaraz obejmował ramieniem Stewart, kiedy opierała mu się na klacie. Wytatuowanymi palcami sunąc po jej odkrytym ramieniu, pod kocykiem. Wciągnął się w ten serial, zrobiło mu się ciepło pod kocem, a do tego jeszcze pojadł pysznego ciasta.

Czego chcieć więcej?


Chociaż kiedy Pilar przesunęła paznokciem po szwie jego jeansów, a potem wsunęła dłoń pod jego koszulkę, to mruknął gdzieś w okolicach jej ucha. Gdzieś pomiędzy jej włosy kudły, które łaskotały go w szyję. Przesunął palcami z ramienia na pierś Stewart, którą zaczął się bawić przez materiał jej koszulki, czuł pod opuszkami fakturę jej koronkowego stanika, który prawie już dzisiaj z niej zdjął.
I kiedy czubki jego palców wdarły się pod materiał jej koszulki lądując na gładkiej skórze, to Bridget nagle odwróciła się do nich.
- Widzieliście to?! - wypaliła i zaraz już patrzyła z powrotem w telewizor, a tam rzeczywiście Dolores szarpała się z Cornelią nad klifem i spadła z niego jednak ta pierwsza - czarownica jedna, należało jej się! - babcia się zaaferowała, a Madox skorzystał z chwili jej nieuwagi, żeby znowu zaczepić palcami o koronkowy materiał.
- Po co go zapięłaś? - mruknął do Stewart, a babcia siorbnęła swoją herbatę. W tym czasie na klifie pojawił się Huan Carlos wyrzucając Cornelii, że zabiła jego żonę i nie może już dłużej jej kochać. A Madox to aż otworzył usta ze zdumienia.
- No przecież tamta go oszukiwała i on chciał z Cornelią, a teraz już nie chce? - zdziwił się, a babuszka się na nich znowu obejrzała, aż Noriega ułożył luźno palce na koronkowym staniku Pilar, bo przed chwilą przez materiał drażnił jej sterczący sutek, który zagregował momentalnie na jego pieszczoty. Bridget chyba nie zauważyła?
- Huan Carlos i Cornelia to tak naprawdę rodzeństwo, ale nie wiedzą jeszcze - wyjaśniła im. A Madox znowu uniósł obie brwi. Rzeczywiście to było bardzo pojebane - idę do kibelka, oglądajcie to mi opowiecie - oznajmiła nagle babcia i wstała z fotela zakładając na stopy puchate kapcie. Wyszła powoli na korytarz, a potem mogli tylko usłyszeć jej szurające kroki.
A Noriega znowu korzystał z okazji, bo jednym ruchem już kładł Pilar na tej zapadającej się kanapie, do której ją przycisnął.
- Myślisz, że moglibyśmy... szybko? - już czarne praktycznie oczy zawiesił na jej twarzy, a zaraz naparł na nią biodrami znajdując sobie miejsce między jej udami. Jego ciepły oddech najpierw wylądował na jej dekolcie, a potem na szyi, w końcu na policzkach - albo może Bridget nic nie zauważy? - parsknął, a zaraz musnął wargami jej pełne, gorące usta, raz i drugi. Wiedział, że nie mogą... że nie zdążą... nawet szybko, bo ile taka babcia mogła siedzieć w toalecie? Ale nie mógł się powstrzymać, zwłaszcza, że już znowu był na nią nakręcony.

Me prometiste un uniforme y esposas ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, hot shit i dojenie krowy
Pamiętała doskonale, co mu obiecała.
Nie musiał się o to martwić.
Pilar może i była narwana i impulsywna, ale pamięć akurat miała nienaganną. Chyba jako jedyna z komendy podczas przesłuchań świadków w terenie nie notowała nic na bieżąco, tylko wszystko zapisywała we własnej głowie. Jego historie również pamiętała. Każdą jedną. Wszystko, co jej mówił, miała schowane w specjalnym miejscu w głowie. Swoje obietnice również, dlatego Madox musiał być po prostu c i e r p l i w y.
Tak jak cierpliwa była ona, kiedy Noriega uznał, że jej kawałek ciasta był lepszy i nagle chciał się zamieć. Chuj, że leżały obok siebie i były z tego samego ciasta. Zaraz jednak zobaczyła, że ten jego był o wiele większy, dlatego chętnie i z uśmiechem na twarzy oddała ukochanemu swój talerzyk, podczas gdy spojrzenie miała intensywnie wbite w telewizor.
Na codzień żadne z nich nie oglądało seriali. Oboje byli na to zbyt zajęci. Rzadko kiedy mieli chwile wolnego, a kiedy już oboje ją łapali… mieli setkę lepszych rzeczy do roboty niż oglądanie przez osiem godzin telenoweli. Chociaż ta, którą puściła im Bridget była wyjątkowo ciekawa. Wciągająca wręcz. Tak odklejona, że nawet pasowała do nich. U nich również przecież ciągle się coś działo, wiecznie wykraczało albo nie szło po ich myśli. Znali to aż za dobrze i może dlatego tak się zaangażowali? Chociaż ta udawana ciąża, to było lekkie przegięcie.
Serio kurwa, poduszką? — prychnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem. — Przecież ty byś od razu wiedział — aż wywaliła oczami, a następnie wbiła je w twarz Noriegi. — Wyobrażasz sobie nie dotykać mnie po brzuchu? — w jej głosie wybrzmiało wręcz oburzenie. Może wynikało to z jej braku doświadczenia w związkach i tego, że teraz każdy, z jakim miała styczność porównywała do tego, co miała ona i Madox. Jakoś nie dopuszczała do siebie myśli, że mógłby jej tygodniami nie dotykać. Kurwa. Jak oni nie umieli przecież chwili wysiedzieć trzymając ręce od siebie, czasami robiąc to nawet automatycznie.
Tak jak jej ręką, która rozpoczęła wędrówkę po męskim udzie. Kreśliła kółka na jego spodniach, kompletnie tego nie kontrolując, po prostu praktykując bliskość, jaką ze sobą dzielili. A kiedy rzucił tekstem o tym, że sam grałby w takich telenowelach, jakby został w Kolumbii, prychnęła głośnym śmiechem. Oczywiście zaraz się uciszyła, kiedy Bridget skarciła ją wzrokiem. Nachyliła się bliżej jego ucha.
Dziewczyny by do ciebie wzdychały… — wyszeptała, żeby już bardziej nie przeszkadzać staruszce w chłonięciu tej niesamowitej historii. — Miałyby twoje plakaty nad łóżkiem… — swoją dłonią przejechała pod materiałem koszulki, dokładnie wzdłuż tatuażu z napisem Medellin. Chociaż nie dało się ich wyczuć pod opuszkami, Pilar znała jego klatkę piersiową już na pamięć. Na kompletnego czuja byłaby w stanie wskazać gdzie co było.
I on jej ciało również, bo doskonale wiedział, gdzie leżały jej najwrażliwsze miejsce.
Złapała więcej powietrza w płuca, gdy jego dłoń zacisnęła się na lewej piersi. Nawet przez podwójną warstwę, jaką tworzyła koszulka i stanik była w stanie czuć jego palący dotyk. Mimowolnie zacisnęła palce na jego skórze, dając tym samym znać, że to co jej robił, zdecydowanie działało. Szczególnie, że już po chwili robił to samo tylko pod koszulką. Nawet Bridget, która nagle się odwróciła, nie zauważyła ich drobnego świntuszenia. Stewart prychnęła na jego pytanie, czemu zapięła stanik.
Para que me lo arranquesżebyś go ze mnie zerwał, wyjaśniła, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Nie powinna tego robić. Tak go nakręcać, kiedy wciąż siedzieli ze staruszką w jednym pokoju i popijali herbatkę, ale z drugiej strony… nie potrafiła przestać. To było silniejsze od niej. Nic nie mogła poradzić na to, że kiedy był blisko, kiedy jego zapach otulał jej zmysły, jedyne o czym mogła myśleć, to żeby poczuć go jeszcze lepiej, bliżej, bardziej. Nawet nie ruszyło ją to, że Dolores spadła z klifu, bo jej dłoń przesuwała się w dół, tuż pod pępek.
Faceci — cmoknęła, kręcąc głową. — Sami czasami nie wiedzą co chcą — skomentowała, nawet na moment nie podnosząc wzroku na Noriege bo wiedziała, że wtedy kompletnie by pękła. Bridget oczywiście od razu podłapała temat i już zaczęła przyznawać jej racje, że z nimi to tak zawsze jest, że często się rozmyślają i Pilar mimowolnie na krótką chwilę odbiegła myślami do dwóch pierwszych prób zaręczyn i tego jak Madox się miotał. Może faktycznie to była już taka męska cecha? Że czasami powątpiewali? Chociaż kobiety pewnie wcale nie były lepsze. Potem Briget mówiła coś jeszcze o jakimś rodzeństwie, ale szczerze? Pilar za grosz już jej nie słuchała. Jej myśli były w stu procentach i niezaprzeczalnie zafiksowane na puncie Madoxa i tego, że w końcu wdarł się pod materiał jej stanika i bezczelnie drażnił jej kurewsko wrażliwy sutek. Czuła, jak twardnieje pod jego dotykiem, jak krew w żyłach zaczyna się szybciej przelewać, a oddech mimowolnie przyśpiesza. Sama dłonią również zjechała do materiału jego spodni, również odważnie łasząc się przy tym najbardziej wrażliwym miejscu. Wcisnęła palce pod materiał bokserek z zamiarem odnalezienia… i wtedy babka powiedziała, że idzie do wychodka.
Nawet nie zdążyła się odezwać, a Noriega już przerzucał ją na kanapę. Plecy z podwinięta koszulką zderzyły się z lekko chłodnymi poduchami, a sam koc zaplątał gdzieś między ich rozgrzanymi ciałami. Chociaż znała odpowiedz na jego pytanie i doskonale wiedziała, że nie mogli, to wcale nie powstrzymało ją przed tym, by na moment wypchnąć biodra w górę i otrzeć się o jego kroczę. Podroczyć się z nim. Pokusić.
Nie będziemy się pieprzyć w chatce jakieś staruszki — oznajmiła niepodważalnie, chociaż kiedy jego usta zamknęły te jej pocałunku, jednym, drugim i trzecim, to Pilar swoje słonie zacisnęła na jego karku i przycisnęła go do siebie, żeby zrobić to po-rzą-dnie. By wpić się w jego wargi z należytą dzikością i agresją. Chciała, żeby zabrakło mu tchu. Żeby jego głowa zafiksowała się na jej punkcie do tego stopnia, że kiedy znowu wrócą do oglądania serialu, jedyne o czym będzie myślał, to to, co chciałby z nią zrobić. Uwielbiała go w takim stanie. Pieprzona sadystka. — Eres jodidamente caliente — wydyszała, kiedy już się od niego oderwała, bo z korytarza doszedł trzask zamykanych drzwi i ponowne szuranko puchatych kapci. — Łapy przy sobie, sinvergüenza łobuzie, dodała jeszcze śmiejąc się pod nosem i zepchnęła go z siebie, by na nowo usiąść odpowiednio na kanapie. Bridget weszła do pokoju, patrząc na nich podejrzliwie, ale finalnie usiadła na sowim fotelu.
I co się działo? — spytała zaaferowana tym, że nagle Huan Carlos był w kościele na spowiedzi. Stewart tylko zamrugała i wzruszyła ramionami. No wypadałoby chyba coś wymyślić?
A no tylko dręczyły go okropne wyrzuty sumienia, że to przez niego Dolores zmarła i stwierdził, że musi się wyspowiadać, żeby zostało mu to wybaczone, czy coś — polała trochę wody, raczej biorąc to na logikę, chociaż patrząc na to, jak ten serial zapierdalał z fabułą, to może już trzy inne osoby nie żyły. Bridget jednak wydawała się usatysfakcjonowana odpowiedzią Pilar, bo jedynie skinęła głową na znak, że rozumie i oglądała dalej. A Pilar? A Pilar znowu bezczelnie wróciła do zaczepiania swoje mężczyzny. Tym razem zgarnęła w dłoń jego rękę i zaczęła składać na niej ciche i delikatne pocałunki. Jedne po drugim. Pierwsze na przedramieniu, potem na wierzchu dłoni, potem jeszcze palce, które pierwsze zaczepiła językiem, a potem dwa z nich zgarnęła do ust i lekko zassała. Może zrobiłaby jeszcze więcej, gdyby nagle Bridget nie zerwała się z fotela.
Ale to był dobry odcinek, co?! — rzuciła zadowolona, dopijając herbatę. — Jezu ja jestem taka zmęczona, a Apolonia wciąż niewydojona — spojrzała na nich smutno. — Nawet nie wiece, jak ją muszą boleć cycki — niby nie wiedzieli, a jednak Pilar coś o tym wiedziała, po tym jak Madox… — Może mogłabyś mi pomóc ją wydoić? — spytała w końcu, wbijając spojrzenie w Stewart, a ona jedynie zamrugała zaszokowana.
Ale ja nie umiem — rzuciła jej pełne przerażenia spojrzenie. Bo jak ona niby miała wydoić krowę?
Ja ci wszystko pokaże złotko, nic się nie martw — kobieta machnęła ręką i zebrała się do pionu, gestem głowy zapraszając ich do wyjścia. — No chodźcie. Może dam wam trochę ciasta na wynos… — dodała już ciszej, chociaż z pełną premedytacją. Bridget nie była głupia. Doskonale wiedziała, jak ich przekonać. I szczerze? Trochę zadziałało. Poza tym, tak teraz po tym wszystkim jej odmówią? Stewart westchnęła głośno i na moment wbiła głowę w klatkę Noriegi, jednak po chwili faktycznie się podniosła i zaciągnęła go ze sobą za rękę. Skoro ona musiała, to on też i chuj.
Przeszli do stodoły, a staruszka zaraz wszystko przygotowała i przysunęła wiadro pod sterczące, wielkie suty Apolonii. Zanim jednak cokolwiek, to kazała im podejść bliżej i się z nią ponownie przywitać, żeby nie była zestresowana.
Tu se możesz klęknąć, no chyba, że bardzo chcesz stołek, to mogę po niego pój…
Nie trzeba — Stewart machnęła ręką, bo po prostu chciała to mieć już jak najszybciej za sobą, dlatego po prostu padła przed nimi na kolana, a dokładniej to przy Apoloni i spojrzała wyczekująco na dalsze instrukcje. — I co teraz?
Przysuń sobie wiadro i teraz tak… — staruszka wystawiła dłoń przed siebie, żeby odpowiednio wszystko zademonstrować. — Ściskasz u góry i potem płynnnnie ciągniesz w dół. Tylko pamiętaj, żeby nie szarpać — poinstruowała, ponaglając Stewart, żeby sama spróbowała. Lekko niepewnie wyciągnęła rękę przed siebie i odnalazła pierwszy cycuch krowy. Zacisnęła na nim delikatnie palce. Śmieszny był w dotyku, taki mięciutki, a jednak czuła w nim odpowiednie napięcie. Zrobiła tak, jak kazała jej Bridget, ściągając dłoń w dół, chociaż mleko wcale nie wypłynęło.
Chyba nie działa — oznajmiła zmieszana.
Działa, działa, tylko musisz ją trochę pourabiać — wyjaśniła, a na jej słowa, Pilar spróbowała znowu i znowu i znowu, a gdzieś za trzecim razem faktycznie poleciało trochę mleka, odbijając się głucho o dno wiadra. — Mocniej! — poleciła kobieta, ona co Stewart jak na zawołanie faktycznie wykonała polecenie, a kolejna biała ciecz wyleciała z impetem, akurat w momencie, jak podniosła spojrzenie na Madoxa.

Eres jodidamente caliente (⸝⸝๑﹏๑⸝⸝)
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, trochę hot, ale jednak nie
Tylko, że Madox nigdy nie był cierpliwy, to aż było dziwne, że on tutaj tak siedział, a nie wyciągał Pilar na zewnątrz, żeby jednak pojeździli Jaguarem. Albo dokończyli to co zaczęli, a co wisiało między nimi w powietrzu. Chociaż oczywiście pod tym kocem ją zaczepiał, raz za razem.
Dlatego, kiedy powiedziała to, że on by od razu wiedział, bo jakby miał jej nie dotykać, to pokiwał głową. Chociaż... może jakby była w ciąży i nie pozwoliła mu dotykać? No ale przecież to od razu widać, a może nie widać? Noriega zastanowił się nad tym i aż przesunął odruchowo palcami po gładkim brzuchu Stewart, czuł pod opuszkami jej skórę i to jak mięśnie na jej brzuchu zadrżały pod tym dotykiem.
- Lubię twój brzuch, ale jakbyś mi nie pozwoliła to może... - zastanowił się głośno, ale nie był pewny. Oni jednak byli bardzo dotykalscy. Co zresztą było widać na załączonym obrazku...
Kiedy ich dłonie błądziły znajomymi ścieżkami po ich ciałach, automatycznie.

Nie wytrzymałby.


Dnia by kurwa bez niej nie wytrzymał. Zwłaszcza kiedy teraz mieszkała już u niego i chociażby budzili się koło siebie.
Zawiesił ciemne tęczówki na twarzy Pilar, kiedy mówiła o tych plakatach nad łóżkami dziewczyn, które by do niego wzdychały, uśmiechnął się, a mięśnie na jego brzuchu automatycznie się spięły, kiedy wylądowała tam jej dłoń, na napisie Medellin.
- Yhm… bez koszulki - chodziło mu o te plakaty, a może o to, że mogli by teraz siedzieć w Jaguarze bez koszulek? Oboje. Bo zerknął na nią jakoś tak sugestywnie. A sam przecież zaraz układał palce na koronce jej stanika i pytał dlaczego go zapięła.
Żeby go z niej zerwał.
I znowu spuścił spojrzenie na jej oczy, szarpnął nawet za koronkę, zerwałby ją z niej... Teraz to już nie bawił się z zapięciem, tylko ją zerwał. Poprawił się na kanapie, bo jego ciało automatycznie reagowało na jej dotyk, wyrwało się do niej, kiedy palce musnęły skórę pod pępkiem. Czarne już oczy zawiesił na czubku jej głowy, kiedy tak namiętnie wpatrywała się w ekran.
- Te quiero ahora - chce ciebie, teraz, mruknął jej do ucha, pomiędzy te czarne kosmyki, których zapach drażnił go w ten przyjemny sposób, pobudzał. Tak jak on to robił z jej piersią, ze sterczącym, twardym sutkiem... On też znowu już był twardy, mogła to poczuć, kiedy wsunęła rękę pod materiał bokserek.
Więc kiedy babka uznała, że idzie do kibelka, to Madox od razu kładł Stewart na kanapie, zamruczał w jej szyję, kiedy naparła na niego biodrami, on też docisnął ją mocniej do ozdobnych, haftowanych poduszek z napisem home, sweet home.
- Dlaczego nie? - jęknął przesuwając językiem wzdłuż szyi do jej ust - może nawet mogłabyś ten fartuszek od niej pożyczyć? - mruknął między kolejnymi pocałunkami, które kradł z jej gorących, pełnych warg. Warg, które zaraz całowały go zachłannie, dziko, tak jak kurwa lubił najbardziej. Mieszając na językach ich smaki. Jego palce sunęły po jej brzuchu, znowu na pierś, chociaż tym razem dłużej krążyły w okolicach jej pępka, bo jednak sobie nie wyobrażał jej nie dotykać po brzuchu.

W ogóle jej nie dotykać.


Nie wyobrażał sobie chyba też tego, że znowu mogliby przerwać, więc kiedy oderwała się od niego z tym, że jest kurewsko gorący na ustach, to on patrzył na nią z wyrzutem, tymi czarnymi już od pożądania oczami.
- Joder, no... - mruknął, kiedy spychała go z siebie i kazała mu trzymać łapy przy sobie. Wszystkie jego myśli fiksowały się już na jej gorącym ciele, na tych pocałunkach, na jej smaku. Aż musiał odchylić do tyłu głowę, kiedy znowu wyciągnął się na kanapie, bo autentycznie skręcało go w środku. Czuł, że zaraz go popierdoli. Już doskonale rozumiał jak ona musiała się czuć w Meksyku, kiedy on ją tak nakręcał, a potem nagle sobie stwierdził, że nie... Bo on się czuł tak samo. Klatka piersiowa unosiła mu się w płytkich oddechach i nawet nie słuchał, kiedy Pilar opowiadała, co działo się w serialu.
Nawet już nie spojrzał na ekran, bo jego ciemne oczy wpatrzone były w Stewart, w jej pełne wargi, które składały na jego skórze pocałunki, na tatuażach, które doskonale znała, na pamięć. A kiedy wzięła do ust jego palce, to naparł nimi mocniej na jej język, wsunął je głębiej, z bezczelnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, cały aż drgnął, tylko zaraz Bridget odwróciła się w ich kierunku, a Madox od razu zabrał rękę i się wyprostował, pokiwał głową.
- Zajebisty... - syknął trochę przez zęby - no to my już... - i już chciał nawijać o tym, że MUSZĄ spierdalać, no po prostu muszą, bo w innym wypadku może go pojebać, tylko, że staruszka wypaliła znowu z tym dojeniem krowy. No i może Madox nie wiedział jak ją muszą boleć cycki, ale jego bolało coś innego. Rozpierdalało go od środka.
Chociaż jak Bridget rzuciła to może mogłabyś mi pomóc ją wydoić, to Noriega wstrzymał powietrze. Bo z jednej strony to chciał stąd iść, i w końcu dobrać się do tego koronkowego stanika Pilar, zerwać go z niej. A z drugiej... to przecież on już nigdy w życiu pewnie nie będzie miał okazji zobaczyć jak ona doi krowę. Zacisnął palce jakoś mocniej na ramieniu swojej narzeczonej. I trochę mu się chciało śmiać, a trochę chciał ją pokrzepić.
- Przecież dasz radę cariño - rzucił i chociaż ciężko było się zebrać, to zaraz wstawał już z kanapy - i da nam ciasto, może sobie zrobimy taki deser... z bitą śmietaną i wiesz... - wiedziała? Bo wyobraźnia Noriegi to już działała na jakiś najwyższych obrotach. I kiedy szedł za Pilar do tej stodoły, to bezczelnie patrzył się jej na tyłek. Ale on się już tak na niej zakręcił, że jakby babka zemdlała znowu, to chyba w pierwszej kolejności by to wykorzystał, żeby dobrać się do Stewart, a dopiero potem ratował jej życie.
Poklepał krowę kiedy Bridget kazała im się z nią przywitać.
- Cześć Apolonia, jak tam żyjesz? - rzucił jakby nigdy nic, a zaraz opierał się o jakąś belkę obserwując Pilar i babuszkę, którą ją instruowała - jak ci to wyjdzie, to kupuję krowę - parsknął śmiechem. Chociaż zaraz znowu ciemne tęczówki wpatrywały się w Stewart, kiedy przed nim klęknęła... Nie no, nie przed nim, przed krową. W ogóle kurwa nie. Jak on miał się skupić na tym dojeniu krowy, jak jego myśli podążały takimi nieprzyzwoitymi torami?
Chociaż jak Pilar sięgnęła do cycka krowy, to próbował się skupić... Próbował, bo zaraz wypalił po babuszce.
- Tienes que ajustarlo un poco - musisz ją trochę pourabiać, wolałby, żeby urabiała jego. Aż nabrał ciężko powietrze w płuca - más fuerte - mocniej, pomagał jej tymi komentarzami? Bo sobie na pewno nie.
A kiedy mleko wystrzeliło do wiadra, to stwierdził, że chyba go naprawdę pojebało, skoro...
- Świetnie ci poszło - rzucił tylko, a Bridget to podłapała, ale zaraz zwróciła się do Madox.
- Też spróbuj, to łatwe - zachęciła go, ale Noriega zaraz pokręcił głową i się cofnął.
- Nawet nie ma takiej opcji - rzucił od razu, bo nie będzie macał cycków jakiejś krowy, jeszcze biorąc pod uwagę fakt, jak chore wrażenie na nim zrobiło to, jak robiła to Pilar - ja... ja mam jakieś traumy związane z krową z dzieciństwa, nawet mleka nie lubię - oczywiście, że skłamał, jak on czasem wstawał rano i wypijał szklankę mleka prosto z lodówki, więc kiedy Pilar spojrzała na niego dziwnie, to mrugnął do niej jednym okiem - zresztą... przejdę się trochę - tak, to był kurwa najlepszy pomysł. Iść sobie stąd. Tylko kiedy Bridget to usłyszała, to jeszcze go zatrzymała.
- To jak idziesz, to tam za domem mam taki składzik na drewno, przyniósłbyś trochę do domu, to potem sobie napalę w piecu - oczywiście Madox się zgodził i sobie poszedł, a staruszka popatrzyła jeszcze na Pilar i pokręciła głową - no farmerem to on nie będzie... - na pewno nie.
Chociaż kiedy Madox znalazł ten składzik z drewnem, a tam porozwalane i jakoś krzywo podziabane pniaczki, a do tego zarwany daszek, to zaraz się za to wziął. Wystarczyło wleźć na pniaczek i kolejny kawałek drewna podłożyć pod daszek i już, naprawiony. Potem jeszcze znalazł siekierkę i trochę porąbał, resztę poukładał. Ogarnął ten składzik z drewnem, trochę się też przy tym wyluzował, i zajęło mu to może z pół godziny, chociaż może mniej?
Bo akurat wyszedł na ganek z wiadrem drewna, kiedy Pilar stanęła obok z wiaderkiem mleka.
- Tyle wydoiłaś? - zdziwił się, no bo jednak nie zakładał, że ta krowa ma w sobie aż tyle mleka. Rzeczywiście musiały ją boleć cycki. Bridget za to spojrzała jakoś podejrzliwie na Noriegę.
- Porąbałeś? - zapytała, no bo jednak w wiadereczku miał ładnie porąbane kawałki drewna. A kiedy Madox skinął głową, to aż sama musiała iść to zobaczyć jak on jej tam drewna narąbał. Madox za to przysunął się do Pilar.
- Wiesz jaki tam był pierdolnik? Wydaje mi się, że nikt jej tu nie pomaga... - westchnął jakoś ciężko. A kiedy kobiecina wróciła cała uradowana i zaraz mu dziękowała jak ładnie jej tam ułożył i ile drewna narąbał, to się uśmiechnął. Potem jeszcze dziękowała Pilar, bo przyznała jej się, że Apolonia nie była dojona trzy dni, bo babcia usnęła na telenoweli, a potem w środku nocy nie chciała tam iść.
Noriedze się zrobiło jakoś smutno i zaraz jak babuszka ich zaprowadziła do kuchni, to się zaoferował, że jej w piecu napali. Może i Madox nie wychowywał się na wsi, ale to akurat potrafił zrobić, bo w Kolumbii też czasem pomagał takiej starszej sąsiadce.
Madox, który nikomu nie pomaga. I myśli tylko o sobie. Teraz sobie siedział przed kaflowym piecem na jakimś małym krzesełku i palił w nim ogień. Bridget za to powiedziała, że zapakuje im za tą pomoc ser, który sama robiła i masło, i mleko, no i oczywiście ciasto. Cały koszyk im kurwa przygotowała. A jak Madox wyciągnął portfel, żeby jej za to zapłacić, to powiedziała, że nie ma nawet takiej opcji.

Aunque ordeñes una vaca, estás caliente ✩‧₊˚🐄
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”