W bliskości z nią emocje Jayce'a stawały się ledwie szumem przewodów; pojedynczym szeptem podświadomości, która nie wymagała od niego większego skupienia. Bycie z nią w jednym miejscu – tu i teraz, ale również gdziekolwiek indziej w przeszłości – z czasem bowiem, choć bywało pełne napięć i dwuznaczności, stawało się dla niego tak naturalne, że niemal bezrefleksyjne. W efekcie, choć na pewnym poziomie Maura działała na niego pobudzająco, emanując kobiecą atrakcyjnością i stanowiąc tym samym idealny obiekt pociągu seksualnego, nie traktował tego stanu
zobowiązująco. Nie po tym, jak przypadkiem odkrył się przed nią, samemu plasując się w ten sposób jako jej przyjaciel. Pierwszy raz zdarzyło mu się nawiązać podobny kontakt – pełen swobody, ale przy tym hojnie obdarzony w szczerość, której brakowało mu przy innych kobietach. Relacje damsko-męskie bywały skomplikowane, pełne rozwidleń i zawiłości, których nie miał ochoty rozsupływać za każdym razem przy spotkaniu. Może dlatego, choć natężenie emocji między nimi dostrzec można było w nieco przyspieszonym niekiedy pulsowaniu krwi pod skórą i w uważnych gestach, nie dał się temu całkiem zatracić. Jednocześnie nie dał jej również zapaść się w pułapkę jego spojrzeń i zbliżeń, choć czasem, na krotko zabierając jej przestrzeń osobistą, dawał jej znać, że mógłby to zrobić, gdyby tylko chciał.
Ale nie chciał...
...bo cenił (szanował?) ją za bardzo.
Czasem zapominał przy tym, że i ona może postrzegać go podobnie, co on ją; że może zauważać w nim męską, niezachwianą aurę. Odrobinę paraliżującą. Albo że kobieta o jej wartościach może oczekiwać na wejście do jego czasem płytkiego, rozwiązłego świata.
Napięcie między Maurą i Jaycem w zestawieniu tak skrajnych osobowości było jednak czymś nieuniknionym. Polaryzacja energii, która otaczała ich dwójkę, była zbyt silna, by nie objąć powietrza, choć Byrne uparcie i skutecznie odpychał od siebie myśl o tym, że owa energia może go pochłonąć.
Kiedy odsuwała się od niego, nie czuł presji. Oddech wchodził w jego pierś gładką falą, a on pozwalał mu osiąść w kątach organów z dziką niemal przyjemnością.
Lubił ten stan.
To, w jaki sposób powietrze rozkładało się mu w krtani; jak pęczniało niedługo potem w worku płuc, wypełniając go rześkim uczuciem własnej obecności. Skoncentrowany na tej cichej mechanice ciała, w której każdy wdech zakotwiczał go w rzeczywistości, a każdy ruch stanowił ciche spoiwo pomiędzy
byciem, a
działaniem, czuł się szczególnie dobrze. Był rozluźniony, swobodny. Ż y w y
. i dostatecznie przy tym śmiały, by nawet w obliczu rozpoczętej przez nią kwestii, dyskredytującej jego obecność w oczach jej matki, nie czuć się skrępowany:
—
Co jest nie tak z moją obecnością? — spytał lekko, niemal przekornie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że pani Clancy miała go za najbardziej odstręczający typ faceta: takiego, który najpierw wykorzysta cudzą córkę, a potem ją opuści. Choć jeszcze nie rozgryzł tego, dlaczego w ogóle ją to obchodziło. Czasem odnosił wrażenie, że dla pani Clancy nie liczyło się szczęście Maury, a przeciwnie, miało znaczenie to, jak głęboko wbije jej szpileczkę w serce.
—
Nieważne.
W tych słowach jasno wyrażał, jak małe znaczenie miały dla niego słowa pani Clancy. Tym szczególniej, że nie lubili się z wzajemnością.
—
Kiedyś będzie musiała się przyzwyczaić.
Wsunął tym samym dłonie do kieszeni jeansów i podszedł na powrót do Maury, choć tym razem nie zakłócił jej cielesnego
sacrum, pozostając w pozycji stojącej, pomimo tego, że wydawała się ona mało wygodna w kontekście dalszej rozmowy.
Drzwi kliknęły tymczasem za jego plecami, a zaraz za tym dźwiękiem, słychać było ciche, charakterystyczne ziewnięcie zwierzaka – jednego z tych, którego widział już niejednokrotnie, a którego imienia wciąż nie pamiętał. Roześmiał się na samą myśl o psiakach, odwracając głowę w ich kierunku akurat w momencie, gdy jeden z nich przeszedł mu między nogami, by dotrzeć do właścicielki i osunąć się na glebę tuż pod jej stopami.
Nie umknęło jego uwadze również to, jak Maura spięła się niemal natychmiastowo i machinalnie, słysząc głos odzywającej się matki.
Domy, w których bywał dotychczas (u innych kobiet), pachniały zazwyczaj świeżo zaparzoną herbatą lub kupnymi bułeczkami z syropem klonowym, położonymi zgrabnie na stół. Było w nich coś miękkiego i uporządkowanego. Dom Państwa Clancy różnił się od nich diametralnie. Poza miłą dla niego obecnością Maury, nigdy nie czuł się tutaj specjalnie ugoszczony. Domostwo to pozostawało absurdalnie surowe, a towarzystwo jej rodziców obce. Była to przestrzeń, w której nawet dźwięk przesuwanych krzeseł w drugim pokoju brzmiał jak ostrzeżenie...
—
Zielone.
...a pośrodku tej scenerii zawsze stali wspólnie z Maurą, w metaforycznym szeregu, jak na ostrzał – i w układzie relacji, która nikomu, poza nimi samymi, się nie podobała.
—
Zaaferowani dopiero będziemy...
Maura nie musiała długo czekać na reakcję Jayce'a. Przyjął wyzwanie niemal od razu po zasłyszanym komunikacie i zamiast zamykać konflikt w zarodku, jak planował z początku, by nie złościć Maury, pozwolił mu przebić się przez skorupę dystansu i objąć pierwszym pnączem głosu przestrzeń. W jego tonie słychać bowiem było nutę uporu, niezgody i butności, do której pani Clancy zapewne nieprzywykła. Podobnie jak do pełnej swobody postawy, gdy nie przejmując się jej obecnością – a może właśnie w kulcie dla jej obecności – usiadł tuż obok jej córki na łóżku, kładąc przy tym jedną z dłoni na nagim kolanie
przyjaciółki. Opuszki palców dotknęły tym samym miękkości jej skóry.
—
Więc mogłabyś nie przeszkadzać...? — zawiesił świadomie głos, tworząc naturalne napięcie, podbite przez ruch dłoni na kolanie Maury. Przesunęła się ona o leniwe dwa centymetry w górę, jakby sugerował starszej kobiecie, w czym im przeszkodziła.
—
Nie gwarantuję, że przy kolejnym wejściu będziemy równie grzeczni — przeciągnął ostatnie słowo niemal
. b e z w s t y d n i e, nie odsuwając przy tym dłoni od skóry Maury. Wręcz przeciwnie. Kciuk zatoczył powolny łuk po jej udzie, stanowiąc kluczowy element gry. Jayce doskonale zdawał sobie bowiem sprawę z tego, jak wyglądało to z perspektywy kobiety stojącej w drzwiach, i właśnie dlatego ani myślał łagodzić tę sytuację.
Na moment przechylił jeszcze głowę w bok, z irytująco swobodną pewnością siebie przyglądając się reakcjom pani Clancy.
maura clancy