Peaches na prawdę długo czekała aż Madox w końcu zrobi jej przelew, to znaczy przyjedzie i postawi torbę z hajsem pod jej stópki. Daleko nie miał, w gruncie rzeczy kilka pięter windą w górę. Ale z jakiegoś powodu Madox się migał przed spotkaniem DWA MIESIĄCE. Frankie Ferrari już dawno siedzi w kiciu, a jego cała chata została wzięta pod zastaw, bo nie znaleziono żadnego hajsu w domu, więc Peach dobrze była zorientowana w sytuacji. Sprawa była dla niej czysta jak łza: Madox zajebał hajs i się nie zamierza z nią podzielić!
Siedziała sobie w apartamencie Willa i popijała już drugi kieliszek wina rose i słuchała sobie głośno piosenek Rihanny, kiedy wleciała "Bitch better have my money" ooo jak się odpaliła wtedy, wskoczyła na kanapę i zaczeła śpiewać razem z królową. Puściła piosenkę, raz, dwa, trzy i się kurde zainspirowała. Zaraz dzwoni na facetime do swoich bodyguards od tatusia i mówi im, tym hinduskim rambosom, że mają do niej zaraz wpadać. Te dwa goryle pewnie już po głosie słyszały, że Peach jest pijana i pewnie im się ubzdurało, że to jakaś sytuacja typu fantazja, że hinduska księżniczka chce skorzystać z ich usług ale nie w działaniu tylko w łóżku. Tak podejrzewa Peach, bo przyjechali do niej oboje w kwadrans. Peach nie zdążyła nawet do końca ogarnąć stylóweczki, ale już z pięć kolejnych razy słuchała piosenki Rihanny. Kazała im zabrać guns i sama poszła dokończyć ubieranie się (i kolejny kieliszek winka).
W końcu gotowa , wyszła a goryle aż zagwizdali, bo wyglądała jak żona gangstera. Włosy sobie upieła w wysoki kucyk i mówi, żeby szli za nią. Nie wiedziała jeszcze jaki ma plan, ale na pewno nie zamierzała dalej pozwalać sobą tak pomiatać. Ona tu chciała się wyprowadzić do swojego apartamentu albo założyć nowy biznes, a nie mogła tego zrobić dopóki Madox się nie wypłaci z ich umowy.
Cóż za zrządzenie losu, że tym razem Madox im otworzył bez żadnego wymigiwania sie. Podejrzane, pewnie przez wizjer już podglądał, że Peaches idzie z obstawą do niego. Chociaż pewnie wtedy by nie otworzył tylko zabarykadował się w domu i udawał, że złapał jakaś żółtą febrę. Drzwi się otwierają i ciężko byłoby nie uśmiechnąć się do tego cwela, bo chociaż ma za uszami, to wciąż pozostaje ulubionym jej gangsterem. Ubiera więc szeroki uśmiech i wbija do mieszkania a za nią chłopy, nim się Madox orientuje.
- Kope lat Madox skarbie - całuski daje na powitanie i idzie sobie do wnętrza mieszkania i jak Madox się zdenerwował kogo przyprowadziła, to wzrusza ramieniem lekko i spogląda na nich jakby nie zauważyła, że mogą wyglądać dziwnie w tych skórzanych kurtkach i nieprzyjemnym spojrzeniem. Kładzie Madoxowi rękę na klacie i kręci głową. - A nie martw się nimi wcale, to moi bodyguards, tata mi kupił - i poszła sobie do salonu, szybko obczajając czy Madox jest sam czy nie. No i leżał ten jego przerażający pies Sombra, który zawarczał na widok jednego typa. Na widok drugiego nie warczał, bo tamten już poszeł się rozejrzeć jaka sytuacja w mieszkaniu, czy ktoś jest czy nie.
- Wiesz Madox, muszę się przyznać, że coś mi leży na wątrobie od kilku tygodni. Nie mogę spotkać cię w klubie, nie odbierasz moich telefonów, a kiedy pisze smski to okazuje się, że jesteś na wakacjach. Powiedz mi, bo mam takie nieodparte wrażenie, że ty mnie unikasz?? - usiadła sobie Peach w fotelu który stał najdalej od tego psa Baskerwilów i patrzy cały czas na Madoxa. No ciekawe co jej powie.
Madox A. Noriega