56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio zmrużył nieznacznie oczy, słysząc i widząc to przerażenie Alvaro - zdecydowanie nie chciał doprowadzić go do takiego stanu. Prawdę mówiąc, był przekonany, że Salvatierra dostrzegł na kolacji to samo, co on, tylko być może nie wiedział, co z tym zrobić. Albo może wiedział i teraz mógł opowiedzieć Martinezowi o swoich planach. Sergio nie przypuszczał, że zrzuci na chłopaka takie olśnienie, które będzie jak ciężkie, betonowe niebo spadające mu nagle na głowę.
- Hej... - wyciągnął do niego rękę i położył mu na ramieniu, patrząc na przyjaciela z troską - Tranquilo... Nie jesteś złym partnerem i absolutnie nie miałem zamiaru sugerować ci czegoś takiego, przykro mi, że tak to odbierasz. Wiesz, chciałbym jakoś pomóc Santiago. Wiem, że on się zapiera, żeby nie iść na żadną terapię i rozumiem, że ma ku temu wiele powodów; ale ma też mnóstwo powodów, żeby tam jednak iść. Najważniejszy jest ten, o którym właśnie rozmawiamy. Powiem ci tak: skoro o tym mówi, to znaczy, że szuka pomocy; ludzie, którzy już postanowili to zrobić i nie widzą innej drogi, nie mówią o swoich myślach. On wypowiedział na głos to, co czuje, więc to znaczy, że chciałby jednak jakoś sobie z tym poradzić.
Ścisnął nieco mocniej jego ramię, chcąc dodać mu otuchy. Serce mu się krajało na widok płaczu chłopaka, zarzucającego sobie, że jest zły i okropny. Tak naprawdę, to oni obydwaj potrzebowali terapii.
- Słuchaj... - zaczął ostrożnie, nie będąc pewnym, czy to dobry pomysł, czy do Alvaro lepiej było podejść jakoś inaczej - A może obaj byście gdzieś poszli? Razem? Może wtedy Tiago dałby sie na to namówić?

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro chyba dostał czegoś w rodzaju ataku paniki albo czegoś bardzo do tego zbliżonego, nie uważał jednak, że to w jakikolwiek sposób wina Sergio - nie miał mu więc za złe swojego stanu. Wręcz przeciwnie, był mu wdzięczny za olśnienie, którego dzięki niemu doznał, bo może i było to bolesne i faktycznie przypominało zderzenie z betonowym sklepieniem spadającym mu nagle na głowę, ale przynajmniej otworzyło mu oczy i sprawiło, że dostrzegał teraz więcej. A jeśli to więcej miało uratować życie jego ukochanemu, to nic innego nie miało znaczenia, nawet konfrontacja z jego własnym mniemaniem o sobie i przypisywaniem sobie jedynie tych negatywnych zasług, a niezauważaniem tego, co robił dobrze.
Uspokoił się nieco, z jednej strony dlatego, że miał teraz na rękach małego Tiago, który swoimi pulchnymi rączkami pacał go właśnie po głowie, chyba faktycznie zauważając, że coś z jego ojcem jest nie w porządku i że potrzeba mu jakiegoś pocieszenia, z drugiej dzięki temu, że Sergio powiedział, że to dobrze, że Santiago mówi o tym na głos, bo to znaczy, że jednak chce coś z tym zrobić, że gdyby chciał się zabić ot tak po prostu, to by to zrobił, a nie mówił o tym, jak się czuje, a jeszcze z trzeciej strony - dzięki dłoni Sergio na swoim ramieniu. W końcu wziął głęboki oddech, wypuszczając powietrze powoli, z cichym świstem i przytulając mocniej synka, a wolną dłoń kładąc na dłoni Sergio na swoim ramieniu.
- Razem...? W sensie, na jakąś wspólną terapię? - popatrzył na niego nieco niepewnie. - W stylu takiej małżeńskiej? - ścisnął jego dłoń, pozwalając małemu wyciągnąć ręce do wujka. Młody najwyraźniej ucieszył się teraz, że ma obok zarówno ojca, jak i wujka, bo trochę nie mógł się zdecydować co ze sobą zrobić, jednocześnie chcąc być u jednego i u drugiego na rękach.

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widząc reakcję Tiago na swoją obecność, uśmiechnął się do niego, a po chwili wziął go na swoje kolana i zaczął robić do niego głupie miny w przerwach między kolejnymi zdaniami.
- Nie, niekoniecznie taką w stylu małżeńskiej - odpowiedział, zastanawiając się, co by tu było najlepsze - Chociaż może trochę tak, tylko dotyczącą nie tego, jakie macie problemy w związku... Choć tego trochę tez, bo jednak macie jakieś konflikty, nie wiem, czy je rozwiązujecie? Ale chodzi mi głównie o to, żeby jego przekonać do tego, że to nie jest takie złe, że nie ma przed czym się bronić. Chociaż nie wiem teraz, czy faktycznie powinniście iść razem, czy raczej on sam, żeby poradzić sobie z własnymi demonami...
Westchnął ciężko, patrząc teraz na Alvaro i tym samym odrywając w końcu wzrok od dziecka, które cały czas próbowało go sobą absorbować.
Rzeczywiście nie był pewien, czy jego pierwsza myśl o wspólnej terapii dla tych dwóch byłaby w porządku; po namyśle dochodził do wniosku, że jednak chyba nie. Że Santiago powinien przejść przez swoje problemy sam z psychologiem, bo zapewne one w większości nie dotyczyły jednak Alvaro jako takiego, a raczej jego własnych demonów, które zagnieździły się w nim dawno temu i nie chciały odpuścić. Problem polegał głównie na jego niskiej samoocenie i na tym, że przez całe życie tłumił emocje.
- Tak czy inaczej: on z pewnością potrze... - przerwał, bo Tiago akurat w tym momencie postanowił zdjąć mu okulary. Sergio wyjął je z małych, protestujących łapek i odłożył na stół - Z pewnością potrzebuje pomocy. I możemy spróbować znaleźć jakiś sposób, żeby go do tego przekonać.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro siedział przez chwilę z lekko zmarszczonymi brwiami, wyglądając, jakby rozważał wszystkie za i przeciw pomysłu ze wspólną terapią, odruchowo jednak asekurując małego, który podskakiwał radośnie na kolanach wujka, usilnie starając się zwrócić na niego swoją uwagę.
- Nie wiem czy powiedziałbym, że mamy konflikty. No dobra, zdarzyło nam się parę razy pokłócić, ale... - wzruszył lekko ramionami. - Chyba dość szybko się dogadaliśmy mimo wszystko, a poza tym te sprzeczki wynikają raczej z moich problemów z komunikacją i wybuchowym charakterem, bo często robię coś i mówię szybciej, niż pomyślę, a to czasem kończy się tak, że ja sobie pokrzyczę, jemu zrobi się przykro i w sumie tyle, bo potem o tym rozmawiamy, gdy już emocje nieco opadną, ja staram się uważniej dobrać słowa - bo często wychodzi na to, że nie powiem do końca tego, co mam na myśli, tylko jakoś pobieżnie albo naokoło, więc też Santiago nie do końca wie o co mi chodziło i odbiera to zupełnie inaczej, niż ja miałem zamiar to przekazać. Ale potem sobie popłaczemy, przytulimy się i jest dobrze. - uśmiechnął się pod nosem. - Więc myślę, że nasze sprzeczki nie wynikają raczej z tego, że nie dogadujemy się jako para. Tylko... no, ja czasem nie bardzo potrafię w komunikację, a on czasami odbiera coś jako atak, mimo że nim nie było. Ale to powinno się dać rozwiązać na oddzielnych terapiach, bo też... to się z czegoś bierze, ale na pewno nie z tego, że problem tkwi w nas, jako w parze. Chodzi o coś innego, o coś... głębiej.
Przyglądał się małemu, wciąż zastanawiając się nad tym, ale dochodził wciąż do tych samych wniosków. I do jeszcze jednego pytania, którego na razie chyba trochę wstydził się zadać. Nie zdążył powstrzymać Tiago przed kradzieżą okularów z nosa Sergio, ale ten na szczęście poradził sobie z szybkimi łapkami dziecka, które popatrzyło na ojca, jakby szukało w nim pomocy. Alvaro zmarszczył nos i czoło i pochylił się do malca, żeby musnąć nosem jego policzek.
- Ty mały złodzieju - mruknął do synka, a ten zaśmiał się i zamachał rączkami, po czym zaczął wspinać się po klatce piersiowej Sergio, co Salvatierra skomentował tylko krótkim parsknięciem. Spojrzał na przyjaciela w zamyśleniu, zanim zapytał wreszcie:
- Masz jakiś pomysł jak przekonać go do terapii, żeby nie czuł się do czegoś przymuszany i żeby nie uznał, że problem jest w nim i że w takim razie on faktycznie nie nadaje się do związków i w ogóle?

Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio słuchał całej długiej wypowiedzi Alvaro w skupieniu, jednocześnie poruszając noga w górę i w dół tak, żeby mały Tiago poczuł się, jakby jechał konno. Martinez trzymał go za boki, żeby chłopiec się nie przechylił i nie spadł z jego kolana. Skupiony był jednak nie na dziecku, tylko na tym, co mówił jego ojciec.
Parsknął śmiechem słysząc, że Alvaro nazwał młodego złodziejem: było to zabawne w połączeniu z tym, czego Sergio ostatnio dowiedział się o swoim mężu i - jak by nie patrzeć - dwóch szwagrach.
- Oho! - skomentował fakt, że teraz chłopiec postanowił pobawić się we wspinaczkę po jego torsie na ramię. Sergio nadal trzymał jego boki, ale pozwolił mu na te wyczyny, uważając jedynie, żeby z kolei nie spadł za oparcie kanapy - Wasz syn niedługo zacznie chodzić, musicie zabezpieczyć całe mieszkanie, bo widzę, że to żywe złoto - powiedział z uśmiechem. Kiedy Tiago dotarł już do oparcia kanapy, Sergio posadził go z powrotem na swoich kolanach, co spotkało się z krótkim protestem i kolejną wspinaczką.
- Czyli mówisz, że ostatecznie się dogadujecie? - Martinez powrócił do tego, co niedawno usłyszał - To dobrze. Mam nadzieję, że te wasze kłótnie nie są głównym elementem waszego związku - o ile dobrze pamiętam, to tak wyglądały wszystkie związki Santiago, zwłaszcza pod ich koniec... Tylko się kłócił z tymi wszystkimi kobietami. Nie wiem, kto te kłótnie zaczynał, bo w to nie wnikałem, ale... przykro się na to patrzyło. A on sprawiał wrażenie, że go to nieszczególnie obchodzi, chociaż też fakt, że wtedy nie byłem psychologiem, więc mogłem pewnych rzeczy nie dostrzegać. No i nie zastanawiałem się nad tym jakoś bardzo, tylko przyjmowałem, że to, co mówi, to prawda - a mówił, że ważna jest przede wszystkim radość z życia, której jemu nie brakuje. Dzisiaj widzę, że to była maska, która mu bardzo szkodzi.
Westchnął, sadzając małego na swoich kolanach po raz trzeci. Tiago wobec tego przyjrzał się pozbawionemu okularów wujkowi, marszcząc czoło, po czym - po chwili zastanowienia - zaczął wyrywać się, żeby zacząć wędrówkę po kanapie, na co Sergio mu pozwolił, asekurując go tylko, żeby nie spadł na podłogę; a było to prawdopodobne, bo co chwilę próbował sięgnąć na stół po okulary.
- Nie wiem, jak go przekonać do terapii. Może... - zastanowił się, marszcząc brwi i odbiegając wzrokiem gdzieś w bok. Analizował to, co wiedział o Santiago i zastanawiał się, co mogłoby na niego wpłynąć - Może spróbuj go podejść? To znaczy... to źle zabrzmiało, ale chodzi mi o to, że może zacznij rozmowę delikatnie, najpierw od tego, jak on się ogólnie czuje, wyciągnij z niego prawdę, a kiedy wreszcie coś ci powie, może po prostu go o to zapytaj? Powiedz, że widzisz, że sobie nie radzi z tym całym natłokiem emocji, że...
Zamilkł na chwilę, zastanawiając się nad tym, co powiedział, po czym potrząsnął głową.
- Nie, znając go, to nie spodoba mu się mówienie, że z czymś sobie nie radzi. Ale może zasugeruj, że będzie mu tak łatwiej? I że nie musi dźwigać swoich problemów, że może je rozwiązać, może poprosić innych o pomoc? I że nie ma w tym nic złego? Wiem, że jesteśmy wychowani w świecie toksycznej męskości... Ej! - w ostatniej chwili złapał Tiago, który próbował zsunąć się z kanapy na główkę. Pomógł mu zejść z mebla, a gdy chłopiec znalazł się już bezpiecznie na podłodze, powędrował na swój kocyk, do rozrzuconych wokół klocków - Jesteśmy wychowani tak, że mężczyzna nie ma prawa do jakichkolwiek słabości. Jemu to, zdaje się, weszło wyjątkowo mocno. Ale teraz świat się zmienił, już nie jest tak, jak wtedy, ludzie zaczynają rozumieć, że proszenie o pomoc psychologiczną nie jest złe. Czy ty o tym wiesz?
Przyjrzał się Alvaro, niepewny, czy chłopak zgadza się z tym, co teraz mówił Sergio. Bo ważne było to, żeby Salvatierra wierzył w to, co powie Santiago.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”