-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Hej... - wyciągnął do niego rękę i położył mu na ramieniu, patrząc na przyjaciela z troską - Tranquilo... Nie jesteś złym partnerem i absolutnie nie miałem zamiaru sugerować ci czegoś takiego, przykro mi, że tak to odbierasz. Wiesz, chciałbym jakoś pomóc Santiago. Wiem, że on się zapiera, żeby nie iść na żadną terapię i rozumiem, że ma ku temu wiele powodów; ale ma też mnóstwo powodów, żeby tam jednak iść. Najważniejszy jest ten, o którym właśnie rozmawiamy. Powiem ci tak: skoro o tym mówi, to znaczy, że szuka pomocy; ludzie, którzy już postanowili to zrobić i nie widzą innej drogi, nie mówią o swoich myślach. On wypowiedział na głos to, co czuje, więc to znaczy, że chciałby jednak jakoś sobie z tym poradzić.
Ścisnął nieco mocniej jego ramię, chcąc dodać mu otuchy. Serce mu się krajało na widok płaczu chłopaka, zarzucającego sobie, że jest zły i okropny. Tak naprawdę, to oni obydwaj potrzebowali terapii.
- Słuchaj... - zaczął ostrożnie, nie będąc pewnym, czy to dobry pomysł, czy do Alvaro lepiej było podejść jakoś inaczej - A może obaj byście gdzieś poszli? Razem? Może wtedy Tiago dałby sie na to namówić?
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Uspokoił się nieco, z jednej strony dlatego, że miał teraz na rękach małego Tiago, który swoimi pulchnymi rączkami pacał go właśnie po głowie, chyba faktycznie zauważając, że coś z jego ojcem jest nie w porządku i że potrzeba mu jakiegoś pocieszenia, z drugiej dzięki temu, że Sergio powiedział, że to dobrze, że Santiago mówi o tym na głos, bo to znaczy, że jednak chce coś z tym zrobić, że gdyby chciał się zabić ot tak po prostu, to by to zrobił, a nie mówił o tym, jak się czuje, a jeszcze z trzeciej strony - dzięki dłoni Sergio na swoim ramieniu. W końcu wziął głęboki oddech, wypuszczając powietrze powoli, z cichym świstem i przytulając mocniej synka, a wolną dłoń kładąc na dłoni Sergio na swoim ramieniu.
- Razem...? W sensie, na jakąś wspólną terapię? - popatrzył na niego nieco niepewnie. - W stylu takiej małżeńskiej? - ścisnął jego dłoń, pozwalając małemu wyciągnąć ręce do wujka. Młody najwyraźniej ucieszył się teraz, że ma obok zarówno ojca, jak i wujka, bo trochę nie mógł się zdecydować co ze sobą zrobić, jednocześnie chcąc być u jednego i u drugiego na rękach.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie, niekoniecznie taką w stylu małżeńskiej - odpowiedział, zastanawiając się, co by tu było najlepsze - Chociaż może trochę tak, tylko dotyczącą nie tego, jakie macie problemy w związku... Choć tego trochę tez, bo jednak macie jakieś konflikty, nie wiem, czy je rozwiązujecie? Ale chodzi mi głównie o to, żeby jego przekonać do tego, że to nie jest takie złe, że nie ma przed czym się bronić. Chociaż nie wiem teraz, czy faktycznie powinniście iść razem, czy raczej on sam, żeby poradzić sobie z własnymi demonami...
Westchnął ciężko, patrząc teraz na Alvaro i tym samym odrywając w końcu wzrok od dziecka, które cały czas próbowało go sobą absorbować.
Rzeczywiście nie był pewien, czy jego pierwsza myśl o wspólnej terapii dla tych dwóch byłaby w porządku; po namyśle dochodził do wniosku, że jednak chyba nie. Że Santiago powinien przejść przez swoje problemy sam z psychologiem, bo zapewne one w większości nie dotyczyły jednak Alvaro jako takiego, a raczej jego własnych demonów, które zagnieździły się w nim dawno temu i nie chciały odpuścić. Problem polegał głównie na jego niskiej samoocenie i na tym, że przez całe życie tłumił emocje.
- Tak czy inaczej: on z pewnością potrze... - przerwał, bo Tiago akurat w tym momencie postanowił zdjąć mu okulary. Sergio wyjął je z małych, protestujących łapek i odłożył na stół - Z pewnością potrzebuje pomocy. I możemy spróbować znaleźć jakiś sposób, żeby go do tego przekonać.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie wiem czy powiedziałbym, że mamy konflikty. No dobra, zdarzyło nam się parę razy pokłócić, ale... - wzruszył lekko ramionami. - Chyba dość szybko się dogadaliśmy mimo wszystko, a poza tym te sprzeczki wynikają raczej z moich problemów z komunikacją i wybuchowym charakterem, bo często robię coś i mówię szybciej, niż pomyślę, a to czasem kończy się tak, że ja sobie pokrzyczę, jemu zrobi się przykro i w sumie tyle, bo potem o tym rozmawiamy, gdy już emocje nieco opadną, ja staram się uważniej dobrać słowa - bo często wychodzi na to, że nie powiem do końca tego, co mam na myśli, tylko jakoś pobieżnie albo naokoło, więc też Santiago nie do końca wie o co mi chodziło i odbiera to zupełnie inaczej, niż ja miałem zamiar to przekazać. Ale potem sobie popłaczemy, przytulimy się i jest dobrze. - uśmiechnął się pod nosem. - Więc myślę, że nasze sprzeczki nie wynikają raczej z tego, że nie dogadujemy się jako para. Tylko... no, ja czasem nie bardzo potrafię w komunikację, a on czasami odbiera coś jako atak, mimo że nim nie było. Ale to powinno się dać rozwiązać na oddzielnych terapiach, bo też... to się z czegoś bierze, ale na pewno nie z tego, że problem tkwi w nas, jako w parze. Chodzi o coś innego, o coś... głębiej.
Przyglądał się małemu, wciąż zastanawiając się nad tym, ale dochodził wciąż do tych samych wniosków. I do jeszcze jednego pytania, którego na razie chyba trochę wstydził się zadać. Nie zdążył powstrzymać Tiago przed kradzieżą okularów z nosa Sergio, ale ten na szczęście poradził sobie z szybkimi łapkami dziecka, które popatrzyło na ojca, jakby szukało w nim pomocy. Alvaro zmarszczył nos i czoło i pochylił się do malca, żeby musnąć nosem jego policzek.
- Ty mały złodzieju - mruknął do synka, a ten zaśmiał się i zamachał rączkami, po czym zaczął wspinać się po klatce piersiowej Sergio, co Salvatierra skomentował tylko krótkim parsknięciem. Spojrzał na przyjaciela w zamyśleniu, zanim zapytał wreszcie:
- Masz jakiś pomysł jak przekonać go do terapii, żeby nie czuł się do czegoś przymuszany i żeby nie uznał, że problem jest w nim i że w takim razie on faktycznie nie nadaje się do związków i w ogóle?
Sergio Martinez