ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

just don’t be fake, say it to my face,
what the fuck is up with bitches these days?
Cotygodniowy brunch był już niemal świętą tradycją, z której nie należało się wyłamywać pod żadnym pozorem. Testowanie wszystkich instagramowych śniadaniowni w Toronto było z kolei chyba ulubionym (jeśli nie jedynym) zajęciem niektórych koleżanek Hany, którą — od momentu, gdy została oficjalnie narzeczoną Nate’a — otaczały tylko dwa typy kobiet. Jedne były spełnionymi w swojej pracy boginiami niezależności, drugie… po prostu z różnych powodów były bogate. I o ile ten pierwszy typ zwykle reprezentował sobą podobne wartości, co sama Nilsinger, tak ten drugi…
No, powiedzmy, że jej tolerancja dla wrzucania każdego spotkania na stories po uprzedniej sesji zdjęciowej, po której wszystko już było zimne, zmniejszała się z każdym wyjściem.
No co ty robisz, zostaw! — Amanda niby żartobliwie pacnęła Hanę w wierzch dłoni, gdy ta sięgała po swojego bajgla. — W tamtym ujęciu przypadkiem ucięłam serwetkę…
Za to w poprzednim nie było widać mojej kawy. A tak ładnie dzisiaj wyszła Ciasteczku Numer Dwa, że warto ją uwiecznić — poparła koleżankę Natasha, zerkając spod długich rzęs na baristę, który kompletnie nieświadomy bycia obgadywanym obsługiwał kolejnych klientów. — Jezu, te jego ramiona…
Hana przewróciła oczami, strzelając spojrzeniem ku siedzącej naprzeciwko Blair. Była już porządnie głodna, a bajgiel z kremowym serkiem, łososiem i jajkiem sadzonym wyglądał tak apetycznie… co prawda jajko już na pewno było chłodne, z kolei lód w jej mrożonej kawie roztopił się już częściowo, tworząc niezbyt estetycznie wyglądającą warstewkę wody tuż pod porcją bitej śmietany, ale to nie było teraz najważniejsze. Całe popołudnie Hana miała wypełnione spotkaniami w kwestii nadchodzącego wielkimi krokami ślubu jednej z klientek, więc energia z porządnego śniadania była jak najbardziej w cenie. A już zwłaszcza, że owa klientka mogłaby być jej matką, wyglądała jak Kris Jenner, tylko miała jeszcze bielsze licówki, a gdyby coś poszło nie tak, to z pewnością ruszyłaby niebo i ziemię, żeby tylko znaleźć Hanę i nafaszerować ją wszystkimi piórkami, kwiatami, wstążeczkami i brokatem, których zażyczyła sobie do dekoracji sali.
Czekaj, teraz wyjdzie! — rzuciła Amanda, wysuwając lekko koniuszek języka spomiędzy warg. — Tak, perfekcyjne światło… i mamy to.
Mogę już jeść? — Ton Hany był żartobliwy, ale… tak naprawdę czuła narastającą irytację.
Jeśli chcesz mieć kawałki rukoli między zębami na naszym obowiązkowym selfie, to śmiało — odparła Natasha, odwracając się tak, by złapać na zdjęciu wszystkie koleżanki. — Hana, przesuń tę rękę, wygląda, jakby miała dwa metry… a ty, Blair, może byś się uśmiechnęła?
Pięć minut i trzy kłótnie między Amandą i Natashą później było już wreszcie po sesji zdjęciowej.
Hana w końcu wgryzła się w swojego bajgla, z umiarkowanym zainteresowaniem przysłuchując się dyskusji o szalenie seksownym instruktorze jogi, który przejął ostatnio grupę Natashy.
Dziewczyny, p r z y s i ę g a m, jak przechodzi z psa z głową w dół do bitilasany, to klękajcie narody, on ma taki tyłeczek…
A co na to Derek? — wtrąciła cicho Hana, rzucając koleżance długie spojrzenie.
…że sama mam ochotę dosłownie zacząć szczekać…
Mhm.
Sztywniary z was, to tylko takie żarty. — Amanda starała się rozładować atmosferę, ale Blair i Hana milczały wymownie, a Natasha nie wiedziała, czy skupić wzrok na zrobionych ukradkiem zdjęciach instruktora, czy jednak uciec nim do przystojnego baristy, który akurat szedł w stronę zaplecza.
Swoją drogą — odezwała się Natasha, kiedy obiekt zabierający całą jej uwagę zniknął już za drzwiami TYLKO DLA PERSONELU. — Nie sądzisz, że może lepiej zrezygnować z tych bajgli?
Hana aż się zakrztusiła kawałkiem zimnego już jajka.
Dlaczego? — wychrypiała, zapijając szybko kawą.
No wiesz, nie obraź się, może po prostu jesteś dzisiaj bardzo spuchnięta, ale mam wrażenie, że ta ilość tłuszczu ci nie służy, kochanie.
Pełen fałszywego zmartwienia uśmiech i poklepanie jej po szczupłym nadgarstku uprzedziły zapowiedź, że dziewczyny idą teraz do łazienki, bo słońce tak grzeje przez okno, że już im się całe czoła wyświeciły; a przecież po śniadaniu miały zrobić sobie nawzajem nowe fotki profilowe, bo Amanda przecież jest po wolumetrii twarzy i już zupełnie nie przypomina siebie sprzed trzech miesięcy, a Natasha… Natasha po prostu nie może być gorsza.
Przy stoliku zrobiło się dziwnie cicho, kiedy dwie rozgadane kobiety zniknęły za drzwiami łazienki.
Przecież noszę rozmiar S… — mruknęła nagle Hana, zerkając w stronę Blair na poły z rozbawieniem, a na poły z irytacją. To jednak szybko jej przeszło, kiedy dostrzegła grobową minę przyjaciółki. — No dobra, mamy pewnie z pięć minut. Co zrobił? — spytała, a jej ton głosu nagle uległ totalnej transformacji. Miękkość zniknęła bez śladu, ustępując miejsca prostemu komunikatowi — „dawaj konkrety”. Wystarczająco długo znała Blair — i jej relację z Charliem — by wiedzieć, kiedy ten coś nawywijał. A to coś, czymkolwiek było, musiało być duże.



Blair Mayfield
bruh
narracja pierwszoosobowa, niechlujne posty i prowadzenie rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Istniało kilka spraw, parę obowiązków, z których Blair najchętniej by zrezygnowała. Została wychowana w przeświadczeniu, że renoma środowiska była ważna, a zachowanie odpowiednich kontaktów było rzeczą konieczną. I tak jak lubiła spotkać się z osobami z branży, podyskutować o rzeczach poważnych i potrzebnych, tak czasami musiała uczestniczyć w innym rodzaju spotkań. Bogate pilates girls, matcha girls i inne bitch boss, które spotkała na zajęciach z pilatesu i już od kilku dobrych lat spotykały się na wspólne brunche, lunche, kawki i inne wypady, które czasami w jej kalendarzu były podpisane jako niepotrzebne. Nie wypadało jednak co tydzień odwoływać swojej obecności. Matka wkładała jej do głowy, że pokazać się również trzeba było umieć i właśnie z tą myślą pojawiała się na większości spotkań, zwłaszcza z osobami, dla których życie niespełnionej influencerki było ważniejsze niż zawodowy cel. Blair nie potrafiłaby tak żyć, bo jej praca i wrodzona ambicja była jedną z pierwszorzędnych wartości, które ją interesowały. I doceniała, że w całej tej gromadzie były osoby, z którymi realnie dało się porozmawiać — zarówno biznesowo, jak i prywatnie.
Powstrzymywała się od wymownego wywrócenia oczami, gdy od pięciu minut zwlekały z jedzeniem, aby przyszło każde danie oraz żeby uchwycić dobry kadr zdjęcia z idealnym, wiosennym słońcem przedzierającym się przez okno. Mayfield była cierpliwa — do czasu. Dzisiaj nieco spoglądała na zegarek, nieubłaganie prosząc czas, aby wybiła trzynasta. Godzina to był optymalny czas, aby zgarnąć jeszcze kawę na wynos i wrócić do firmy na spotkanie zarządu o czternastej. Jeszcze zdąży przejrzeć ewentualne papiery, które pojawią się na jej biurku podczas tej kilkugodzinnej nieobecności.
Amanda i Natasha były duetem tych kobiet, które w tym środowisku były od zawsze, jednak nie przez swoją zaradność i pracowitość. Wybijały się na rodzinnym nazwisku, a gdy wyszły za swoich mężów, próbowały lansować się na jeszcze ważniejsze. Złapała spojrzenie siedzącej naprzeciwko Hany i posłała jej zmęczone spojrzenie. Od kilku dni wszystko ją drażniło, a cała fala rozpoczęła się na weekendowym wyjeździe z Charliem, który… z pewnością nie poszedł po ich myśli. Padło wiele gorzkich słów, wiele emocji, które wciąż utrzymywały się między nimi. Marshall jednak wyleciał od rana podpisywać kontrakt na Teneryfie, a ona pozostała tutaj, w Toronto, z natłokiem po weekendowych myśli.
Idealnie, aby dobrze rozpocząć poniedziałek.
— Jestem przekonana, że perfekcyjne było już na pierwszym ujęciu. Świat by się nie skończył, gdyby użytkownicy instagrama nie zobaczyli twojej kawy — odpowiedziała, posyłając wymowne spojrzenie kobiecie, która prychnęła z pogardą, bo zaprezentowanie jej napoju było realnie ważną sprawą.
— Jesteś dzisiaj strasznie naburmuszona. Uśmiech, Blair. Mój instagram nie chce widzieć niezadowolenia. — Usłyszała i musiała się naprawdę bardzo postarać, aby nie zabrać swojego tosta z awokado i nie pójść do stolika obok, przy którym wreszcie na spokojnie mogłaby zjeść swoje śniadanie. Upominania działały na nią jak płachta na byka, a po tym weekendzie jej stosunek do tego zaostrzył się jeszcze bardziej. Kilka fałszywych uśmiechów, które miała perfekcyjnie wyćwiczonych do prezentowania dobrej maski i w końcu miały spokój. Ignorowanie rozmów przychodziło łatwiej niż olewanie grupowych czynności, dlatego ukroiła kawałek dania i z przykrością stwierdziła, że lejące żółtko jajka byłoby o wiele smaczniejsze, gdyby nie odczekało swoich piętnastu minut.
Podziwiała Hanę, że w ogóle weszła z nimi w dyskusję. Nowy instruktor do jogi czy też Ciasteczko Numer Dwa to były sprawy kompletnie jej nie interesujące. Przyjrzała się chłopakowi, który zdawał się dorabiać w tej kawiarnii na studiach. Równie dobrze mógłby być od nich o dziesięć lat młodszy i z pewnością nie poszukiwał w swoim życiu rozpieszczonych bogaczek, zwłaszcza skoro Natasha pożerała go spojrzeniem.
— Daj spokój, Natasho, to dzieciak. — Już nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczami.
— Obserwowanie nie jest karalne — odpowiedziała anielskim głosem, wzruszając bezwiednie ramionami. Nie było, dopóki nie będzie określone jako stalking.
— A twoje dzisiejsze wory pod oczami? Mam wrażenie, że z biegiem lat coraz bardziej podkreślają ci tę zmarszczkę przy oku, może dobrze byłoby to z kimś skonsultować — zaczęła po tym, jak naskoczyły na jej przyjaciółkę. — Pamiętaj, że mówię to wszystko z troski. Chcę, abyś dobrze się ze sobą czuła — dodała zaraz okrutnie miłym tonem głosu, tuszując tym jakiekolwiek oznaki ataku i odwetu.
Ich zniknięcie od stolika było jak balsam dla duszy. Westchnęła głęboko, wypuszczając powoli powietrze z ust. — Nie przejmuj się, powiedzą wszystko, byle tylko wbić szpileczkę — odpowiedziała dziewczynie, wzruszając lekko ramionami. Już dawno przestała się przejmować ich komentarzami; kiedyś naprawdę brała je do siebie, ale z biegiem czasu zauważyła, że było to nic nieznaczące pierdolenie. — A czemu od razu miałby coś zrobić… — zaczęła, spoglądając na Hanę znad swojego tosta. Jej nie dało się oszukać, miała wrażenie, że była jedną z niewielu osób, które potrafiły czytać ją jak otwartą książkę. — Pojechaliśmy na miły weekend pod Toronto, wynajęliśmy domek i mieliśmy odpocząć. Po ostatni stresie, wszystkim co się wokół dzieje. Dodatkowo Charlie wyjechał dzisiaj podpisywać kontrakt na Teneryfie, więc po prostu chcieliśmy spędzić kilka wspólnych chwil — rozpoczęła, aby wyjaśnić jej kontekst całej sytuacji; aby przedstawić jej, że naprawdę miało być miło. — Znamy się większość swojego życia, ale nigdy w życiu nie mieliśmy ze sobą takiej kłótni — odpowiedziała z głębokim westchnieniem. — Jestem zmęczona, wiesz? A jeszcze słysząc je, mam ochotę skleić im jadaczki superglue — dodała, głową kiwając w kierunku łazienki, w której zniknęły ich dzisiejsze towarzyszki. Było to wymagające towarzystwo, na które nie godziły się z własnej woli; był to wątpliwy gratis do całego pakietu, przez niektórych zwanego prestiżem.

Hana Nilsinger
gall anonim
pisanie za pomocą ai
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”