Nie mogła przestać się uśmiechać, nawet jeżeli wymienili ze sobą tylko kilka słów. Może takich, które dla innej osoby nie znaczyłyby nic nadzwyczajnego, jednak dla Syd znaczyły naprawdę wiele. Sam fakt, że lubił deszcz… że nie rzucił banalnej odpowiedzi o słońcu, gorącej pogodzie i bezchmurnym niebie, tylko pochwalił stan atmosferyczny, którym większość ludzi raczej gardziła… sprawił, że coś ciepłego poruszyło się w jej klatce piersiowej. Nosił to imię. r a i n. A do tego, przynajmniej taką pierwszą myśl miała w głowie, może odnajdywał w deszczu to samo co ona? Pewien spokój, piękno... Coś, co nie musiało być jasne, ciepłe i oczywiste, żeby mogło być czymś dobrym.
- Musimy kiedyś zatańczyć w deszczu. - Chciała to powiedzieć. Tak bardzo, że aż musiała przygryźć wnętrze policzka, żeby przypadkiem nie wyrzucić tego na głos. Nie mogła być przecież zbyt bezpośrednia, prawda? Mógłby uznać ją za jakieś totalne weirdo, więc tylko posłała mu uśmiech, zanim wróciła do malowania i skupiła się na płótnie. Albo przynajmniej próbowała. Bo on siedział tam, czytał swoją książkę i wypełniał całe pomieszczenie swoimi perfumami. Co wcale, a wcale jej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Tylko odrobinkę rozpraszało.
Momentami zerkała na niego przez dłuższą chwilę, jednak kiedy zauważała - może nawet nieświadomie - że jego spojrzenie tkwiło na niej troszkę dłużej niż spojrzenia innych osób, zaczynała czuć, jak policzki spowija jej różowiutka warstwa zawstydzenia.
- Sztuka to improwizacja, Rain. Trust me - rzuciła, tłumiąc w sobie tę nagłą nieśmiałość. Po prostu coś jej mówiło, że musiała z nim rozmawiać. Musiała mieć z nim jakąś interakcję. Coś, cokolwiek, co sprawi, że zapamięta ją na dłużej. Dotychczas tego typu spotkania widziała tylko na dużym ekranie albo czytała o nich w książkach. To było coś w rodzaju spotkania drugiej osoby, z którą automatycznie czuło się więź, której nie dało się wyjaśnić w żaden logiczny sposób. Można by to porównać do długiego biegu za autobusem w nadziei, że zdąży się do niego wsiąść. Biegnąc, człowiek tak naprawdę nie ma świadomości, czy kierowca się zatrzyma, żeby pozwolić mu wejść i odjechać w jakieś zupełnie inne miejsce, czy drzwi zatrzasną się tuż przed jego nosem, a autobus ruszy dalej, zostawiając go samego na pastwę losu. Tak właśnie czuła się przy nim. Mogło coś rozwinąć się z tej znajomości. Albo mogli już nigdy więcej się nie spotkać.
It was that easy, right? Podając mu pędzel, uśmiechnęła się, kiedy go chwycił i zatrzymał przed płótnem. Jednak w tym samym momencie zauważyła również, że ubrudziła mu bluzę. O zgrozo. No i nici z przejażdżki autobusem.
NIE W TYM SENSIE, rzecz jasna.
Zamarła w środku, czując, jak coś zaciska się wokół jej płuc. Myślała, że zaraz się tam zapowietrzy ze wstydu. Była niemal pewna, że będzie na nią zły, podniesie głos albo przynajmniej przewróci oczami. A on… tylko machnął ręką? Wyprostowała się, mrugając kilkakrotnie.
- Czekaj, serio? - zapytała z niedowierzaniem, a po chwili uśmiechnęła się szerzej. Chciała mu się jakoś odwdzięczyć, naprawdę, ale kiedy zobaczyła, że faktycznie zamoczył pędzel w farbie, przymknęła oczy, zachichrała cicho pod nosem. Chwilę później mokra ciecz dotknęła jej policzka, a przez jej ciało rozeszło się ciepło, gdy chwycił ją za podbródek. To nie było w jej stylu. Nigdy nie zachowywała się w ten sposób. Nigdy tak doszczętnie nie rujnowała czyjejś strefy osobistej... A jednak przychodziło jej to naturalnie. Bez żadnych dodatkowych myśli. Bez planowania czegokolwiek naprzód. O tym właśnie mówiła jej nowa przyjaciółka Mara. Że powinna po prostu iść w to. W cokolwiek. Żeby pożyć troszkę. I to właśnie miała zrobić. Choćby do końca roku chciała zaznać czegoś szalonego, zwariowanego, czegoś totalnie oderwanego od tej wersji siebie, którą znała do tej pory. Nawet jeśli miałaby zrobić to zupełnie sama. Albo, może… podzielić to z kimś. Chciała żyć.
Podeszła do telefonu i otworzyła przednią kamerę, przechylając policzek tak, żeby zobaczyć tego kjut kotka, którego jej namalował. Od razu wydusiła z siebie przeciągłe.
- Awww, jest przesłodki… - Spojrzała na Raina i dodała,
- Z pewnością przyniesie! Jak ja mam teraz to dzisiaj zmyć? Będę tak wracała do domu komunikacją miejską, żeby wszyscy mogli podziwiać! - Parsknęła śmiechem, a chwilę później, kiedy zobaczyła, że odsunął się, żeby dać jej przestrzeń, odłożyła telefon z powrotem na blat i podeszła do sztalugi. Stanęła za nią i ustawiła ją tak, żeby mogli stać obok siebie i malować.
- Okej, jesteś gotowy, tak? - uśmiechnęła się. Stanęła obok niego, położyła swoją dłoń na jego dłoni i przysunęła pędzel do płótna, delikatnie prowadząc go wzdłuż linii cieni postaci, które wcześniej namalowała.
- Widzisz, jak robimy to teraz z delikatnością, linie są cieńsze… - uśmiechnęła się, zerkając na niego. Następnie zsunęła jego dłoń niżej, żeby jeszcze raz zamoczyć pędzel w farbie, zanim uniosła go z powrotem i ścisnęła mocniej jego palce przy krawędzi obrazu.
- A jak przyciśniemy, to linie będą grubsze… - Uniosła wzrok, żeby na niego spojrzeć. Na te niebiańskie tęczówki. Na pieprzyki rozlane na jego policzku niczym drobne krople farby. Na włosy, które naprawdę przypominały jej coś anielskiego. Te kręciołki były przeurocze. Przełknęła ślinę, znowu zerkając na obraz, po czym puściła jego dłoń i stanęła obok niego. Wciąż blisko. Zbyt blisko, może, ale nie na tyle, żeby chciała się odsunąć. Chwyciła gruby, szeroki pędzel i zamoczyła go w innej farbie.
- Ale równie dobrze możesz zrobić też to… Uważaj! - Odsunęła się od niego i, wybuchając śmiechem, zamachnęła się mocno, żeby farba, która jeszcze przed chwilą tkwiła na pędzlu, rozprysnęła się kropelkami i plamami po obrazie.
- I to nazywa się tak zwany abstrakt - oznajmiła, spoglądając na niego z dumą. Tak naprawdę nie chciała, żeby przejmował się tym, że zepsuje jej obraz. To było po prostu hobby. Wizja, którą chciała przelać na płótno w ramach relaksu. Nie chodziło tu o żadne wielkie dzieło sztuki, nie o perfekcję, nie o każdy cień ustawiony dokładnie tam, gdzie powinien być. Chodziło o zabawę. O to ciepłe, dziwne uczucie, które pojawiało się w klatce piersiowej, kiedy człowiek przestawał na chwilę myśleć o tym, czy robi coś dobrze, a zaczynał po prostu robić. I chciała, żeby Rain też tego doświadczył.
pretty art boy