40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1

Siedzenie w gabinecie psychoterapeuty wydawało mu się zbędne. Miał wrażenie, że każde wypowiedziane tam słowo może zostać obrócone przeciwko niemu, a za tym idzie utrata możliwości udziału w czynnej służbie wojskowej. Stąd opór i niechęć względem kobiety, która spokojnie siedziała na swoim fotelu, czekając aż cokolwiek uleci z jego ust. Była niewzruszona tym buntem wewnętrznego dzieciaka, który został postawiony przed faktem dokonanym. Nie miał wyboru, więc jedyne co podpowiada mu głowa to nie ulegnąć, pokazać, że jest ponadto i nie potrzebuje żadnej pomocy. Od dziecka radził sobie sam, nie chcąc martwić rodziców, w końcu jest najstarszy z rodzeństwa i to on musi być odpowiedzialny, zwłaszcza po śmierci ojca. Musiał stać się mężczyzną i pomóc matce, która po jego odejściu kompletnie się załamała.
Teraz? Siedział nerwowo wystukując rytm na fotelu, gdzie codziennie przewija się od kilku do kilkudziesięciu osób, mówiąc o swoich problemach. On ich nie ma. Co jest w tym tak trudnego do zrozumienia? Pierwsze dwa spotkania były nieme. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku poza westchnieniem ze zdenerwowania, że musi tu siedzieć. Na trzecim pokazał, że ma jakieś maniery i zdawkowo odpowiadał na wypracowane pytania psycholog która doskonale wiedziała jak je zadać by nie skończyło się na odpowiedzi: tak, nie lub nie wiem. Jednakże gdy przeszła na grząskie tematy tego co widział na wojnie - od razu pojawiał się opór i totalne wyłączenie z rozmowy. Nie był gotów by komukolwiek spowiadać się z tego co przeżył ani jaki wpływ to miało na niego. W czwartym miał wrażenie, że go podeszła, co dopiero zarejestrował po wyjściu z gabinetu. Powiedział za dużo i wiedział, że ta myśl nie da mu spokoju, przez kolejne kilka dni. Tak było. Po nocach odtwarzał rozmowę w głowie, analizując czy wypowiedziane słowa wpłyną niekorzystnie na finalną decyzję.
Miał rację. Po tygodniu od spotkania dostał list - oficjalnie zawiadomienie o zawieszeniu służby. Poczuł jak ściska mu się gardło a do głosu dochodzą najgorsze myśli, Wyszedł na podwórko za domem, razem z kilkoma butelkami piwa. Wypił je w ekspresowym tempie, machając siekierą i rozbijając kolejne pieńki drewna na mniejsza. Wkładał w to pełną siłę. Na dłoniach zostały odciski, które zignorował. Po kilku godzinach wrócił do domu i usiadł na kanapie po raz kolejny czytając ten cholerny list. Czuł jak wzbiera w nim złość i cisnął pobliski wazon o ścianę. Moment później dłonią rozbił szklane drzwiczki od regału z całej siły uderzając w nie pięścią. Nie potrafił tego kontrolować. Następnie przewrócił ów mebel, że wszystkie butelki alkoholu jakie w nim stały rozbiły się w drobny mak. Nie oszczędził lampy, telewizora a nawet głupiego stolika kawowego który kilka dni temu ukończył odrestaurowywać. Salon wyglądał jak pobojowisko a huragan który tam przeszedł miał jego imię, wyryte na każdej zepsutej rzeczy. Ostatecznie usiadł na środku pokoju czując wielką niemoc. Stracił coś co było dla niego najważniejsze.
Piąta wizyta. Pojawił się spóźniony, bo nie zależało mu na szacunku jaki okazywał kobiecie będąc punktualnie. Dłoń z której wyjął kawałki szkła była zabandażowana a on jedynie burknął krótkie dzień dobry. Siedział w ciszy, patrząc uważnie na kobietę. Zrujnowała mu życie. Kim on jest jeśli nie żołnierzem?!
- Dostałem list. - powiedział oschle i poprawił się w fotelu. - Nie mam żadnego cholernego stresu pourazowego. Jestem gotowy do powrotu. Dlaczego mi tego nie ułatwiasz? Nie takie powinno być twoje zadanie? - rzucił szybko nawet porzucając zwrot Pani na rzecz emocji, które aktualnie przejęły na nim kontrolę.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
For good luck!
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001. | outfit

Miała wielu pacjentów.
Można by powiedzieć, że zbyt wielu, jak na nią samą, ale nigdy na to nie narzekała i nigdy nie ma zamiaru tego robić.
To nie dlatego, że jest pracoholiczką, co zwyczajnie - pomimo swojego wypracowanego silnego charakteru - nie potrafiła odmawiać, w żadnych z przypadków jaki do niej przychodził.
Jedni mieli problemy w domu ze swoimi żonami czy mężczyznami. Inni zaś kłopotali się sprawami zawodowymi na tyle mocno, iż przyćmiewało to ich osąd, rozdmuchując fakty tak błahe, że nabierają kształtów dopiero gdy ich autor zaczyna nad nimi dywagować zbyt mocno i zbyt emocjonalnie.
Są też tacy, którzy może i chcą się tu pojawić, ale głównie po to aby milczeć. Zupełnie jakby nie istniało żadne inne miejsce na ziemi, jak to za drzwiami mieszkania, jakie wynajmuje w celu prowadzenia tu prywatnego gabinetu. Dawała tym ludziom tą przestrzeń, ten komfort, chociaż jednocześnie próbowała przebijać ów bariery. Z niektórymi szło to coraz lepiej. Ci drudzy niezbyt byli współpracujący.
Tak było z początku z jednym z jej pacjentów. Hunter Wright - człowiek po swoich przejściach, nawet jeśli o nich głośno nie mówi, a są widoczne wręcz jak na dłoni, które również lubi chować przed jej oczami.
Nie naciskała, choć na trzecim spotkaniu doszło do przełomu, a rozmowa zaczynała nabierać jakiegoś kształtu. Mocno osobliwego i niezbyt takiego, jaki ona by chciała, niemniej mogła to spokojnie uznać za swoisty postęp w działaniach jednej jak i drugiej strony.
To ostatnie należało znów do jeszcze bardziej przełomowych. I nie wiedziała, czy to ona znalazła na niego sposób, czy mimo wszystko był myślami gdzieś indziej, mówiąc nieświadomie pewne rzeczy, o jakich pragnęła się dowiedzieć już podczas tego pierwszego spotkania. Znów jednak nie naciskała, nie przymuszała, dawała tą swobodę wypowiedzi i przebywania w niejako obcy jeszcze dla niego miejscu, z równie obcą dla niego osobą. Ale była po wszystkim mocno zadowolona.
Na tyle, że dostrzegła pewne rzeczy. Na tyle, by pojąć iż to nie jest jedynie pacjent, który chciał wygadać się, nie robiąc tego jednocześnie.
I to nie tak, że nie dostrzegła tego wcześniej. Po prostu nie chciała wyrokować za wcześnie, dając mu jasny sygnał iż go przejrzała, a przez co mogłaby go przestraszyć i kompletnie wypłoszyć, nie pojawiając się już na spotkaniach.
Kim jednak by była, gdyby nie z udzielonych odpowiedzi wywnioskowała, iż ów mężczyzna przechodzi obecnie przez traumę? Że wojna go zniszczyła bardziej, niż to uczyniła z jego kolanem?
Grzecznie się wtedy z nim pożegnała, gdy tylko wspólny czas się skończył, mając jeszcze większe skonsternowanie niż przed tym widzeniem. Czy aby na pewno powinna to zrobić? Czy na pewno dobrze byłoby go uchronić przed tym, czego tak bardzo się obawia, a do czego jednocześnie tak lgnie, jak się przyznał przed nią otwarcie pod koniec pogawędki.
Niemniej jej sumienie nie mogło pozwolić na to, żeby Pan Hunter Wright powrócił tam, gdzie doświadczył tego wszystkiego.
Parę minut później skontaktowała się z odpowiednimi osobami, które to poprowadziły Pana Wright’a do niej na przepracowanie spraw i dowiedzenia się, czy na pewno jest z nim w porządku, przekazując to, co wie i to, co zostało przez nią zauważone.
Myślała, że robiła mu przysługę.
Nie, wiedziała, że robiła mu przysługę.
Niespełna dwa tygodnie później miało dojść do kolejnego spotkania, w trakcie którego będzie musiała to z nim omówić osobiście, jeśli wcześniej nie dostanie informacji z tym związanej. Nie mogłaby mu tego zrobić - bo to nie była rozmowa na telefon, a jednocześnie mógłby mieć do niej po widzeniu żal, że sama tego nie zrobiła, nie powiadamiając o krokach poczynionych odnośnie jego osoby oraz kariery, jakiej się podjął.
Siedziała więc i czekała. Spóźniał się. Specjalnie, czy przypadkowo, bo musiał pomóc mamie? Możliwe, że dowie się tego. Jeśli oczywiście się pojawi.
Pukanie do drzwi sprawiło, iż na trochę przyspieszyło jej bicie serca, mając nadzieję że to właśnie on się znajdzie po ich drugiej stronie. Uspokoiła się prędko na widok mężczyzny, do jakiego posłała delikatny uśmiech oraz powitanie, po czym pokierowała go oczywiście wprost do gabinetu, gdzie przebywali przez ostatnie cztery spotkania.
Dopiero gdy siadła na wprost niego, zauważyła zabandażowaną dłoń, przez co ściągnęła brwi do siebie w niemym zapytaniu - nie licząc, że dowie się jaka za tym kryje się historia. Zaraz po tym podniosła spojrzenie na niego, widząc iż znów zaczynają od milczek wersji spotkania. — Cóż, Panie Hunterze, czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć z rzeczy, które przydarzyły Ci się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni? — zaczęła spokojnym tonem głosu, nie wywierając na nim presji. Ponownie uniosła swe kąciki ust, a te prędko opadły na słuch o otrzymanym liście. — Och — wydobyło się na początek spomiędzy warg kobiety, po czym je oblizała.
— Proszę, niech mnie Pan posłucha — może i on porzucił oficjalną formę, niemniej nie chciała tego samego robić w jego kierunku - nie chcąc go jeszcze bardziej rozwścieczyć, jakby okazało się to dla niego bardziej dotkliwe niż powinno. — Oczywiście, że jestem tu po to, aby to ułatwić. I bardzo chętnie to zrobię, niemniej po naszej ostatniej rozmowie nie widzę, aby w najbliższym czasie było to dobrym dla Pana rozwiązaniem. Nie dlatego, że nie nadaje się Pan do tego. A zwyczajnie z faktu, że nie jest Pan na to gotowy. Posiadanie przeczucia o tym nie jest odzwierciedleniem stanu faktycznego — poprawiła się na krześle, pokazując otwartą postawę, by nie pomyślał że tak naprawdę się go obawia bądź zmieni zdanie, bo on narzuca jej swoją wolę, podważając te wszystkie lata pracy jakie posiada w swoim dosyć bogatym doświadczeniu zawodowym, dając do zrozumienia że niby na niczym się nie zna i ona nie wie jak to jest. — Jak słusznie Pan zauważył - moim zadaniem jest pomóc i ułatwić powrót do tego, co wcześniej. Dlatego musimy się tym zająć. Teraz. W najbliższej przyszłości. Kiedy tylko to Panu odpowiada. Niemniej bez uprzedniego przejścia przez pewne sprawy, nie zdołamy tego osiągnąć — wyjaśniła najbardziej szczegółowo, na ile w tej chwili mogła sobie pozwolić, ponownie unosząc kąciki ust ku górze, aby załagodzić całą tą sytuację, odczuwając napięcie z jego strony. Miała tylko nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że nie jest jego wrogiem.

Hunter Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy chciał jej słuchać? Nie. Aktualnie jedyne o czym myślał to znaleźć się poza gabinetem, najlepiej jak najdalej gdzie zostanie sam ze swoimi myślami, co pozwoli mu odetchnąć głęboko i… w sumie nie wiedział co dalej. Jak miał się odnaleźć w tym zawieszeniu, pomiędzy byciem wojskowym a kurą domową (którą mimo wszystko doglądała siostra, martwiąc się o brata)? Jak pójść na przód i zmienić to całe nastawienie?
Zacisnął zabandażowaną dłoń w pięść i wstrzymał powietrze. Czuł jakby cały świat był przeciwko niemu. Nie był chory. Nie miał problemów. Dlaczego tego nikt nie rozumiał?
- Dlaczego nie jestem gotowy? - od razu wtrącił pytanie, bo nie rozumiał co ona chciała przez to powiedzieć. Forma fizyczna była na dobrym poziomie mimo lekkiego zapuszczenia z jego strony. W głowie… miał mętlik ale wiedział jak to zagłuszyć i jak ponownie ruszyć na front. Robił to już raz więc może zrobić to drugi!
- Pewne sprawy? - wstał z miejsca, by choć przez chwilę poczuć, że ma jakąkolwiek kontrolę nad sytuacja, która wydawała się bez wyjścia i to dosłownie… bo dopóki ta kobieta nie powie, że może ruszyć na front, będzie tu wracał i wracał aż w końcu naprawdę mu odbije! Nie odzywał się, jedynie przechadzając się po gabinecie. Zauważał różne elementy wystroju dopiero po raz pierwszy skupiając na nich wzrok. Wcześniej zatrzymywał go na podłodze bądź kobiecie, która zajmowała go pytaniami, pozostawionymi bez odpowiedzi. Widział stos książek, z których większość dotyczyła samej psychologii.
Jak poradzić sobie z gniewem
Jak ruszyć na przód po stracie
Przypadki PTSD
Jedna przykuła jego uwagę bo dotyczyła pracy z żołnierzami. Zastanawiał się, czy kobieta ją przeczytała czy znalazła się tam kompletnym przypadkiem, nie spodziewając się, że będzie mogła go bezpośrednio dotyczyć.
- Wszystko jest w porządku. Nie potrzebuje pomocy. Sam sobie świetnie radzę. - miał dom, samochód, psa, rodzinę… czego chcieć więcej. Był zdrowy, pomijając nogę, która czasami dawała o sobie znać. Był wręcz przykładem idealnego mężczyzny, który ma wszystko poukładane w życiu. Zaczął poprawiać bandaż na ręce na moment zatrzymując się w bezruchu. - I prosze porzucić ten lekarski bełkot. Tylko być szczerą. Co muszę zrobić aby dostać pozytywny świstek. - bo chce to mieć za dobą!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
For good luck!
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że rujnuje mu w pewien sposób życie, ale nie to było jej zabiegiem. Celem było uchronienie go… przed sobą samym, tak naprawdę.
Nie był tego świadomy. Nie wiedział, że tak naprawdę robiła dla niego coś niesamowicie ważnego. Że ta decyzja jest kluczowa w tym wszystkim i że tak naprawdę… no cóż, kto wie, ale i może ocaliła życie na swój sposób.
Nie powie mu tego jednak. Widziała wzburzenie. Widziała zdenerwowanie, nie wiedział jak pozwolić mu na ujście, ale żeby jednocześnie nadal pozostać w tym wszystkim kulturalnym, czy chociaż zwyczajnie ludzkim dla drugiej osoby, z którą - na swoje najwidoczniej nieszczęście - musi się zmierzyć teraz i w najbliższym czasie, jeśli chce wrócić na front.
Westchnęła dyskretnie, próbując uspokoić swoje nerwy. Nie dlatego, że była nieprofesjonalna i dawała emocjom wchodzić na pierwsze miejsce, zapominając o miejscu oraz o tym, kim jest dla osoby rozmawiającej. Zwyczajnie dlatego, że w takiej sytuacji w całej swojej karierze jeszcze się nie spotkała. To pierwsza osoba z wojska, z jaką ma okazję porozmawiać o sprawach, których wcześniej nie miała okazji usłyszeć na własne uszy. Co innego o tym czytać, przestudiować, dowiedzieć się od innych z tego fachu, a jednak sprawa inaczej się ma w chwili doświadczenia rozmowy z osobą, która tam była, widziała, przeżyła, powróciła i nosi znamiona tragedii ciągle na swych barkach. — Niech mi Pan powie, czy tak na serio jest? Tak głęboko, skrycie, jest ta stuprocentowa pewność na bycie gotowym, by ruszyć do boju, bo wszystko jest poukładane w głowie na tyle, aby być tam przytomnym? — spojrzała na niego trochę zbyt sugestywnie, niż powinna. I chociaż nie powinna odpowiadać na pytanie pytaniem, to jednak nie mogła się pohamować, aby nie złapać się tego zabiegu.
Prędkie wstanie z miejsca z zadanym w powietrze pytaniem trochę ją zaskoczyło, poprawiając się przez to ponownie na swoim fotelu, podążając za nim spojrzeniem uważnie. Jakby chciała wyczytać myśli mężczyzny z każdym kolejnym ruchem, jaki wykonuje w tej niezbyt wielkiej przestrzeni, jaką wykorzystała w ów mieszkaniu na gabinet, starając się aby to miejsce było faktycznie odcinające się od całego zgiełku miasta i tych wszystkich spraw, którymi się wszyscy na około martwią mniej bądź bardziej. — Pewne sprawy — potwierdziła, jakby o to mu chodziło, znów nabierając głębszego wdechu do płuc. — Przykładowo to, co się tam działo i to, co Pana tam spotkało — dodała, nie chcąc go rozjuszać faktem tego, że nie odpowiada mu na pytania, jakie to on po raz pierwszy zadaje.
Sięgnęła po butelkę wody z pobliskiego stolika, upijając parę małych łyków, jakby to miało ją uratować i podpowiedzieć, co zrobić dalej. Cieszyła się, że miała możliwość udzielenia pomocy osobie w potrzebie, miała tylko nadzieję iż tego nie pogorszy przez upór tego, kto tą pomoc musi otrzymać.
Uniosła jedną z brwi, zastanawiając się czy powiedział to kompletnie na poważnie, czy próbował ją sprowokować. — Czy aby na pewno? — rzuciła trochę zbyt wcześnie, może nieprzemyślanie. Ale gdyby pozostawiła to bez komentarza, wyszłaby na starającą się mu dogodzić, a nie faktycznie wyjść z innymi rozwiązaniami, które mu są potrzebne w obecnej sytuacji. Zresztą, może i jest psychologiem, lecz nie znaczy to iż nie potrafi rozmawiać w inny sposób, niźli ten oficjalny. Nie zawsze to sposób na to, aby odpowiednio dotrzeć do danego człowieka. Czasem trzeba przełamywać swoje rutynowe podejście do pacjenta, jeśli tylko jest to wymagane od okazji. — Dobrze — kiwnęła głową, przypatrując się mu z uwagą. — Hunter… mogę? — upewniła się, czy może faktycznie opuścić oficjalny sposób rozmowy, mogąc zwracać się do niego per Ty. — Przede wszystkim, rozmawiać. Otworzyć się. Powiedzieć przez co przeszedłeś, a nie tylko skrawki pewnych wydarzeń. Przede wszystkim jednak - bardziej analizować to, o czym mówimy. Nie skupiać się jedynie w trakcie tej godziny na tej rzekomej pogawędce, a potem wyjść i udawać, że się to nie stało, żeby potem wrócić po kilku, kilkunastu dniach i zacząć wszystko od nowa, a ja muszę wyrywać na siłę kolejne malutkie cząstki tego, o czym powinnam wiedzieć, żebyśmy mogli pracować dalej, a nie stać ciągle w miejscu — wyjawiła, mniej więcej jaki zakładała plan dla nich w tym gabinecie, niemniej to nie znaczyło, że tylko na tym się tym skupią, zapewne z czasem przechodząc do innych konkretów.

Hunter Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miotał się jak zwierze zamknięte w klatce, mając wrażenie, że ta sytuacja się nie poprawi a on jedynie zmarnuje sobie resztę życia na jakichś terapiach i rozmowach, które nie mają najmniejszego sensu w jego sytuacji. Rozmowa nikomu nie uratuje życia, nie sprawi że nagle odzyska przytomność, nie pomoże. On mógł to zrobić. Gdzieś na froncie w odległym kraju, gdzie jego zadaniem jest reprezentowanie godnie kraju, pokazanie tej cząstki człowieczeństwa ocalałym i poskromienie tych którzy na życie nie zasługują.
Spojrzał na nią spod byka gdy zaczęła odpowiadać na pytania, pytaniami. Nie lubił takich gierek i miał wrażenie, że kobieta to uskutecznia tylko po to aby stracił cierpliwość. Nie widział tej prawdziwej chęci pomocy, tego konkretnego działania by jak najszybciej wrócił do służby. Nie. Ona po prostu bawiła się z nim w kotka i myszkę, czekając aż w końcu zacznie wylewać te wszystkie krwawe historie i heroizmy…
- Co to ma znaczyć? - podpytał, bo nie puści tego płazem. Od razu schował dłoń do kieszeni kurtki, aby się na niej nie skupiać. Nie dać pretekstu do dalszej rozmowy, która nie miała najmniejszego sensu.
Pokiwał głową, gdy zapytała czy może się do niego zwracać po imieniu. Nie przeszkadzało mu to w najmniejszym stopniu. Troszkę zmniejszało dystans, gdzie może w końcu kobieta zacznie rozmawiać jak normalny człowiek, a nie analizować go jakby był jakimś ciekawym obiektem eksperymentu.
Słuchał uważnie słów Prudence i ostatecznie usiadł z powrotem w fotelu, na którym oparł obie ręce. Nie przejdzie tego w inny sposób. Prychnął niezadowolony po czym poprawił się na siedzeniu, bo miał wrażenie jakby sam fakt bycia w jednym miejscu podświadomie denerwował. Odetchnął głęboko i spojrzał w końcu na psycholog.
- Co mam mówić? - powiedział spokojnie przymykając oczy i na dłużej zostawiając je zamknięte. Nie da się inaczej. Wyjście z tej beznadziejnej sytuacji jest przez całą tą gehennę jaką widział na wojnie. Rozdrapywanie dawnych ran, babranie się w tym całym syfie. Nawet nie wiedział gdzie zacząć, dlatego liczył, że kobieta oszczędzi mu trudów i zada odpowiednie pytania do rozpoczęcia faktycznej rozmowy która nie skończy się na słowach: tak lub nie.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
For good luck!
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że niepotrzebnie zaczęła od wysokiego c rozmowę z nim, zanim wyczuła sytuację oraz moment na to, żeby rzeczywiście zdecydować się na nieco bardziej bezpośrednie podejście do mówienia tego, co myśli. Westchnęła aż niezbyt uradowana z tego, do czego doprowadziła, choć tak naprawdę to przez fakt jak na to zareagował - obruszając się jak małe dziecko, któremu zabrało się lizaka, bo nie było usłuchane. Nie mogła jednak pozwolić sobie na skomentowanie tego, żeby jeszcze bardziej go nie zrazić oraz nie rozjuszyć. W końcu nie na tym miały polegać te spotkania. Miała mu pomóc i okazać wsparcie - a nie krytykować.
— Powrót na front musi być pewny. Nie tylko w ramach osobistego przekonania. Nie tylko pod względem fizycznym. To przede wszystkim psychika tutaj ma znaczenie. To, że jest się świadomym, iż wraca się tam świadomie. Że znów jest się gotowym do działa pod presją. To, że znów będzie widziało się te wszystkie rzeczy, które uprzednio miały miejsce. Że jest się gotowym na widzenie ewentualnie czegoś jeszcze gorszego. I że inni mogą być Ciebie pewni, gdy dojdzie do sytuacji podbramkowych. Że zwyczajnie nie spękasz. Nie, że to jest problem czy coś, czego należy się wstydzić. Właśnie nie. To nie jest coś, z czym trzeba się kryć - tylko przyznać otwarcie i nad tym pracować. Ale tam, tak daleko i kiedy się polega na tym drugim, nie może być choćby jedna, niepewna jednostka, bo wtedy wszyscy to odczuwają na swoich barkach — nie, że znała się na tym bezbłędnie czy przeżyła coś podobnego, niemniej rozumiała o co chodziło. Domyślała się też jakie mogłoby to przywołać skutki. A wtedy - gdyby puściła go bez odpowiednio wcześniej przepracowanego umysłu, mogłaby i ona sama beknąć. Nie, żeby pilnowała swojego tyłka i tylko na tym jej zależało - bardziej kwestia posiadania przeczucia, iż nie zrobiła wszystkiego, co było w jej mocy.
Niemniej chyba przekonała go - chyba Hunter zaczął bardziej analizować to, co powiedziała. Możliwe, że coś do niego nawet do niego dotarło. Tego drugiego nie mogła być pewna, niemniej szczerze żywiła takową nadzieję na to.
Podążyła za nim spojrzeniem, gdy usadowił się na wcześniej zajmowanym miejscu. Odetchnęła z ulgą i lekko uśmiechnęła w jego kierunku. — A co wolisz? — zapytała, znów niegrzecznie się zachowując odpowiadając mu zapytaniem. — Wolisz mówić o tym, co czujesz i żebym Ci przy tym nie przeszkadzała, póki nie poczujesz się w pełni usatysfakcjonowany tym, co powiedziałeś? Czy może mam zadawać jakieś pytania, które nadadzą rozmowie kierunek? — w końcu nie wiedziała w czym się lepiej odnajdzie.


Hunter Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy dotarły do niego słowa wypowiadane przez Pruedence? Tak i nie. Pierwsze kilka zdań zdążyło przejść przez głowę bez echa, ale późniejsze powoli zaczynały działać na jego wyobraźnię. Nie będąc w stu procentach gotowym, może zawieść swój oddział, coś co zaważy na powodzeniu misji. Od kilku miesięcy nie potrafił zbyt długo być w zatłoczonych miejscach publicznych. Przygniatało go to psychicznie a ataki paniki pojawiały się naprawdę często i nieważne jak bardzo próbował się hamować i dokończyć zawsze wychodził na parking aby złapać kilka głębszych oddechów. To samo było na imprezie siostry - dzieciaki biegały a jego młodszy brat Audric odpalił konfetti którego huk sprawił, że automatycznie położył się na ziemi, czując serce aż w gardle. Coś co kiedyś było nie do pomyślenia.
Ograniczył się do krótkiego chrząknięcia po całym monologu jaki urządziła mu psycholog i zajął wcześniej zajmowane miejsce. Oczywistym było, że od razu nie zacznie rzucać tym wszystkim co widział na wojnie, ale mimo wszystko coś w głowie przeskoczyło i zrozumiał, że innej drogi nie ma i nie będzie. Nie może stać się ciężarem dla kolegów…
- Nie chcę mówić. - rzucił, od razu przyjmując pozycję defensywną, choć moment później skarcił się w myślach. W ten sposób nigdzie nie dojdą, ani on ani ona, chcąc zakończyć tę sesję. - Pytania są lepszą opcją. - bo nawet nie wiedział gdzie zacząć ani na co ona jako terapeuta kładzie nacisk. Oparł się wygodniej w fotelu, zabandażowaną dłoń schował w tej sprawnej i odetchnął głęboko. Nie chciał widzieć tego wszystkiego przed oczami. Nie chciał przeżywać po raz kolejny utraty przyjaciół, nie chciał wyjść na słabego… potrzebującego pomocy. Chciał jedynie aby ta cała terapia dobiegła końca.
Gdy usłyszał pytanie zamiast się rozluźnić, spiął, co było widoczne choćby po ściągnięciu do siebie łopatek i mocniejszym wyprostowaniu. Na twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas a w oczach dało się zobaczyć smutek.
- Nie. - odpowiedział krótko, ale widać, że to nie satysfakcjonowało kobiety, dlatego odetchnął głęboko i spojrzał wzrokiem na podłogę. Nagle stała się tak interesująca! - Po powrocie, trudniej jest mi funkcjonować, jeśli tak to można nazwać. Żyję tak jak dawniej, ale z trudnościami. Mniej śpię, bo nie mogę zasnąć, a jak już to zrobię to jest to na godzinę, dwie maks. Czasem budzę się bo coś słyszę, czasem bo śni mi się coś, czego już po obudzeniu nie pamiętam. - prawie nigdy nie pamiętał swoich snów. Wiedział, że nie są dobre, bo już kiedyś siostra będąc przestraszoną przybiegła do niego do sypialni. Miał w niej wsparcie i dbała o to aby nie czuł się tak samotny. - Trudno, być w dobrym nastroju kiedy się nie śpi…

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
For good luck!
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała i nie powinna tak szybko osądzać tej przemiany jako osobisty sukces oraz wielki krok do przodu. Bo tak nie było - to, że zdecydował się zmienić strategię, nie było spowodowane faktyczną chęcią zmiany oraz spojrzenia wgłąb siebie; zwyczajnie chciał odbębnić to, co niezbędnie, aby mógł znowu trafić na front, chociaż nie rozumiała co mu się tak paliło. Przeżył tam wiele - widział jeszcze więcej. I jednocześnie rozumiała potrzebę pomagania, bowiem sama taką posiadała, niemniej czy aby na pewno tylko tym się skłaniał? A może miał gdzieś podświadomie chęć stania się jakimś bohaterem narodowym? Bądź zwyczajnie uważał, że do innej pracy po prostu się nie nadaje? Czy fakt uciekania się do przemocy jest jakimś jego sposobem na zapewnienie innych zapotrzebowań?
Nie, nie oceniała. Ale musiała to mieć pod uwagę. Musiała zastanowić się nad tym wszystkim, żeby móc opracować ten idealny i odpowiedni dla niego program ukojenia nerwów i nie przeżywania tragedii na nowo, nawet jeśli jest setki tysięcy kilometrów od tamtego miejsca.
Poprawiła się wygodniej na fotelu, chociaż gdzieś po kręgosłupie w dalszym ciągu przeciągał jej niemały dreszcz ze stresu, jaki odczuwała. Bo co jeśli teraz jest wielki przełom, a następne spotkanie zacznie się w taki sam sposób, jak te wszystkie dotychczas co się działy? Musiała brać wszystkie opcje za ewentualny pewnik, aby mieć przygotowany scenariusz na każdą z nich.
Kiwnęła głową na odpowiedź. W sumie - to nawet lepiej. Będzie miała większe konkrety niżeli błądzenie wokół tematu, żeby tylko nie przechodzić do ostatecznego sedna. Uśmiechnęła się delikatnie ponownie w jego kierunku, po czym zauważyła iż nie ma przed sobą wcześniej wstępnie przygotowanych dla niego pytań. Zerknęła w kierunku biurka, po czym wróciła spojrzeniem na mężczyznę. — Dobrze, w takim razie może zacznijmy od tego, czy dostrzegasz różnice pomiędzy tym, jak wyglądało Twoje życie przed frontem, a jak to wygląda teraz, po powrocie? — może i trochę zbyt szybko, a może to był idealny początek - nie wiedziała. Niemniej dało jej to sposobność na to, aby jakoś po prostu zacząć. Zanim jednak wstała ze swojego miejsca, poczekała aż uzbiera myśli w głowie i się odblokuje, odpowiadając na zadane zapytanie.
Niestety postanowił obrać taktykę zdawkowego odpowiadania - nie, na co automatycznie uniosła jedną z brwi, nie przestając na niego patrzeć - nawet jeśli Hunter uważał, że kontakt wzrokowy z podłogą jest znacznie ciekawszy. Nie pospieszała. Czekała. Opłaciło się - bowiem odczytał chyba jej niezbyt wielkie zadowolenie na to, jak zaczął tą rozmowę, przechodząc do uzewnętrzniania się. Przez to jej kąciki ust znów się podniosły w delikatnym uśmieszku, nie wchodząc w dalszym ciągu w słowo oraz myśl.
Gdy wzrok utkwił w podłodze - dając mu jednocześnie więcej przestrzeni - wstała z fotela, aby przejść do biurka, aby stamtąd wziąć kartki z przygotowanymi pytaniami - zaledwie szkicami, które będzie rozwijała zgodnie z prowadzoną rozmową, a to były jedynie skróty myślowe, o jakie powinna zahaczyć w trakcie prowadzenia dyskusji o tym, co było. Zanim jednak pochwyciła je w dłonie, zerknęła raz jeszcze w stronę żołnierza - odczuwając w środku ścisk. Domyślała się, że nie jest ciekawie. Ale co innego domysły - a zacząć słuchać tego, co go trapi. Sam fakt braku snu ją nie dziwi - niemniej uświadomienie sobie po tonie jego głosu jak cierpiał, choć mimo wszystko stara się to kamuflować najlepiej jak się da, dało jej wstępnie jakiś zarys. — Czy tylko sen jest zmianą, jaką dostrzegasz w codzienności? — nie chciała, aby skupiał się tylko na tej jednej kwestii - żeby się nie zapętlił i skupił tylko na tym problemie. Zablokuje się wtedy na inne aspekty, a sam ostatecznie stwierdzi, iż po przespaniu paru nocy z rzędu bez wybudzania się będąc oznaczać, że jest już z nim w porządku.
Po zadaniu kolejnego zapytania, pochwyciła kartki, chcąc powrócić szybko, sprawnie i praktycznie niedostrzegalnie na swój fotel. Uniemożliwił to jednak kubek znajdujący się na skraju biurka, który miała już wcześniej poprawić… Szturchnęła go lekko ręką, a ten zachował się jakby oberwał z wielką siłą, spadając gwałtownie i hukliwie na podłogę, rozbijając się w drobny mak. Zerknęła na naczynie znajdujące się kawałkami u jej stóp, po czym wpadł do jej uszu inny szmer. Zerknęła w kierunku Huntera. — Bardzo przepraszam, ja… — urwała, nie spodziewając się tego, co się wydarzy.


Hunter Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Problem snu pojawił się już jakiś czas temu, nie komentował go zbyt bardzo i nie zwracał na niego uwagę, dopóki nie stał się prawdziwą zmorą. Zrozumiał to, pilnując dzieciaków siostry - w momencie gdy powinien być najbardziej uważny, przysnął na kanapie. Na całe szczęście nikomu nie stała się krzywda, a on nawet słówkiem nie pisnął o tym zajściu. Przeszkadzało mu to w normalnym funkcjonowaniu ponieważ za każdym razem gdy miał mniej godzin snu, wstawał z wisielczym humorem, który niestety przechodził na innych z jakimi miał styczność danego dnia. Nie robił tego świadomie i za każdym razem gdy widział zmiany zachowania u znajomych denerwował się na nich, wyrzucając że nie chcą z nim gadać. Było to jak błędne koło, które zamyka swoją pętlę wokół jego szyi.
Kiedy wstała podążył za nią wzrokiem, ale po kolejnym pytaniu wrócił do wpatrywania się w podłogę. - Zacząłem unikać zatłoczonych miejsc. - coś co kiedyś było nie do pomyślenia. Uwielbiał chodzić na mecze hokeja, koncerty… teraz robił to sporadycznie. - Potrzebuję spokoju i… - huk który usłyszał automatycznie sprawił iż znalazł się na podłodze. Leżał tam z rękami na głowie, będąc w bezruchu. Tak uczono go na służbie, tak zrobił kiedy ostatni raz wybuchł koło niego granat. Otworzył oczy ponieważ usłyszał przepraszam. Poczuł się jak ostatni idiota, dlatego powoli usiadł na fotelu, jakby kompletnie ignorując sytuację, która miała miejsce. Wyrzucił ją tak szybko z pamięci, jak rozbite szkło na które spojrzał mimochodem. Nie wiedział na czym skończyli, dlatego wzrokiem wrócił na panią psycholog. Potrzebował chwili aby serce przestało walić jak szalone a strach przestał być widoczny w oczach. - potrzebuję dłuższego czasu do wyciszenia się, gdy jest głośno… czuję się zdezorientowany. - już nie mówiąc o atakach paniki jakie dostaje. To chciał zachować dla siebie. Spojrzał raz jeszcze w miejsce, gdzie kubek przestał być kubkiem a jedynie kupką szkła. - Nie lubię huku. - odniósł się do tego co się wydarzyło, wiedząc że kobieta na pewno to poruszy i nie przejdzie wokół tego obojętnie. - Przypomina mi… - zaciął się na moment i spojrzał na zabandażowaną dłoń. - Straciłem bliską osobę… w wybuchu, stanęła na minie i… - zacisnął mocniej pięść, czując jak skóra się napina a strup pod wpływem siły pęka… krew delikatnie zaczęła moczyć bandaż. Miał na całe szczęście sporą jego ilość, dlatego nie było to widoczne, na wierzchu. Choć on czuł to, czuł każdy mięsień wspominając to co spotkało Maisie. Nabrał więcej powietrza w płuca i wstrzymał je. Odetchnął dopiero wtedy kiedy jego głowa zaczęła na nowo działać, przez brak tlenu. - Mogę jakieś inne pytanie? - spytał grzecznie, pokorniejąc, co było wręcz nieprawdopodobne, po tym jak hardy był na początku.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
For good luck!
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Choć nie notowała, nie znaczyło iż nie zapamięta tego, co do niej mówi. Był bardzo ostrożny w swoich słowach, nie rzucał nimi na prawo i lewo. Jakby analizował zanim cokolwiek powie, żeby tylko nie pogorszyć swojej sytuacji. Jakby się obawiał, że gdy powie więcej, oznaczać to będzie automatyczne zamknięcie sobie pewnej furtki - powrót na front - a otworzenie sobie innej - psychiatryk czy nie wiadomo co jeszcze innego pomyślał. Kiwała mimo wszystko głową, zupełnie jakby mówił o pogodzie, a nie o faktach tak ciężkich i traumatycznych, przez co i jej zrobiło się zwyczajnie oraz po ludzku przykro. I chociaż nie powinno - bowiem przecież po to te wszystkie lata nauki, szkoleń, praktyk i ogólnego zbierania doświadczenia, by nieco stłumić swoją empatię, stając się profesjonalnym psychoterapeutą.
A może to był ten złoty środek, dla którego miała powodzenie w swojej branży? Bo nie zapomniała o tej ludzkiej naturze związanej ze współczuciem oraz umiejętności postawienia się w pewnym sensie w czyichś butach sprawia, iż Ci ludzie tak chętnie do niej powracają? Nie umiała tego wyjaśnić, niemniej nie miała zamiaru na to narzekać - a tym bardziej się zmieniać.
Unikanie zatłoczonych miejsc również jest mocnych sygnałem na to, iż jej początkowe stwierdzenie posiadania u niego PTSD nie było bezpodstawne, a on niepotrzebnie się z początku tak wzburzył - mając nadzieję, że gdy zacznie mówić na głos i jednocześnie słuchać swoich własnych słów uzna, że Prudence miała rację, pozostawiając go z daleka od służby, do jakiej tak pragnie powrócić, nie zważając na siebie i innych.
Wtedy ten nieszczęsny kubek się rozbił, a ona zamiast od razu zająć się za sprzątanie, udawanie że nic się nie stało czy jeszcze zarobienie cokolwiek innego, obserwowała zbyt intensywnie i uważnie swojego pacjenta. Wylądował na podłodze. Rękami schował swoją głowę, praktycznie jej nie widząc gdyby nie to, że znajdował się do niej tyłem i widziała linię jego karku gdzie prowadziła. Wzięła kilka głębokich wdechów, starając się prędko opanować i zrozumieć zaistniałą sytuację. Parokrotnie otwierała i zamykała usta, bowiem chciała coś powiedzieć, a ostatecznie żadne słowo nie wyszło na zewnątrz. Położyła kartki na biurku i nieświadomie nawiązała z nim kontakt wzrokowy, gdy ten zwrócił na nią swoje tęczówki. Nie uśmiechnęła się, zachowując powagę. Zupełnie jakby za pomocą tego połączenia próbowała więcej z niego wyciągnąć. To się jednak nie udało, bowiem dość prędko założył swą maskę. Pokiwała ponownie głową na kolejne słowa, zupełnie jakby się nic nie wydarzyło. Skoro on chciał, żeby tak to wyglądało, nie mogła od razu zaingerować i zburzyć poczucie komfortu, jakie dopiero co uzyskała z jego strony. Podążyła za nim spojrzeniem, widząc raz jeszcze roztrzaskany kubek. Westchnęła już lżej, po czym prędko zebrała te większe kawałki, na później zostawiając posprzątanie reszty. Powróciła na swój fotel.
Położyła sobie zabrane kartki na kolana, unosząc oczy na Huntera. Przyglądała mu się. Zupełnie jakby go studiowała w tej chwili. Jakby był niesamowitym przypadkiem, o jakim chciała wiedzieć jak najwięcej. Nie reagowała, czując iż jest kolejny przełomowy moment z jego strony. Jedynie patrzyła, chociaż nie robiła tego w wyczekujący sposób. Zachowała spokój. Przyniosłoż to owoce. — Rozumiem — skwitowała jedynie, widząc jak przy okazji tego wyznania ściska zabandażowaną rękę. Nie skupiła się jednak na tym zbyt długo, aby nie poczuł się oceniany.
Otrząsnęła się z własnych rozmyślań, patrząc na niego łagodnie. — Ja-jasne, chociaż nie wiem czy kolejne pytanie ci się spodoba — zaczęła, aby go przygotować mentalnie na to, co zaraz zostanie poruszone. — Czy zdarzają się napady paniki? Bądź zdenerwowanie w sytuacjach, kiedy te nerwy nie powinny w ogóle mieć miejsca? — widząc reakcję na huk, widząc jak się przestraszył, nie mogła nie domyślić się, że i to może doskwierać Hunterowi. Jednakże musiała to od niego usłyszeć - musiała wiedzieć, że ma tego świadomość. Bo jeśli ów świadomość jest, to wtedy łatwiej będzie to wypracować.


Hunter Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „#32”