-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dobrze, że Swanson potrafiła ją tak uziemić. Nie musiała nawet zbyt wiele mówić. Jej obecność wystarczyła, żeby Miller nie wpadła w szał. Jeszcze raz zerknęła przez ramię na Langfrod. Kobieta patrzyła w stronę ścieżki, jakby rozważała, czy jednak nie podejść bliżej. Ostatecznie odsunęła się od krawędzi i zaczęła gestykulować coś do swojego operatora kamery.
— Jasne — fuknęła, zdecydowanie bardziej opryskliwie niż w ogóle zamierzała. Westchnęła ciężko i na moment zamknęła oczy, dociskając palce do nasady nosa.
Nie znosiła pracować w takiej atmosferze. Wszystko ją wtedy rozpraszało, a to z kolei mogło prowadzić do błędów. A ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowały, były błędy. Opuściła dłoń i spojrzała na narzeczoną już znacznie łagodniej.
— Skupmy się na tym, po co tutaj przyjechałyśmy — oznajmiła, odcinając temat dziennikarki grubą kreską. To nie był czas ani miejsce na jałowe dyskusje.
Miały robotę do wykonania. Nieoficjalnie, bo ich przyjazd nie był zatwierdzony. Nikt z góry nie wydał polecenia i nikt nie czekał na raport. Były tu na własne ryzyko, działając na podstawie zebranych wskazówek. I jak wcześniej, zresztą całkiem słusznie, zauważyła Brenna Langford - na razie nikt nie wiedział, że pojawiły się nad jeziorem.
Miller nawet przez moment rozważała, czy nie powinny jednak kogoś poinformować. To mogłoby jakoś zabezpieczyć ich tyły. Z drugiej strony dobrze znała Sloana. Jeśli tylko dowie się o ich obecności, może zareagować dwojako. Albo natychmiast wyśle tu swoich ludzi i przejmie sprawę, albo - co bardziej prawdopodobne - każe im się wycofać, dopóki sam nie zbierze wystarczających informacji. A na to nie miała ochoty. Nie po to tu przyjechały.
Pomost zaskrzypiał pod ich butami. Zaylee spuściła wzrok, przyglądając się spróchniałym deskom. Zdecydowanie platformie przydałaby się renowacja. Przybudówce również. Kiedy Evina odbezpieczyła broń, posłusznie zrobiła krok w tyłu, stając za jej plecami. Nie zamierzała zgrywać chojraczki i zdawała sobie sprawę, że narzeczona była odpowiednio przeszkolona. Mimo wszystko wsunęła dłonie do kieszeni skórzanej kurtki i zacisnęła palce na skalpelu. Zawsze nosiła go przy sobie i niejednokrotnie ratował im życie.
Drzwi uchyliły się, a gdy Swanson miała pewność, że w środku jest bezpiecznie, Miller przekroczyła próg. Pomieszczenie było nieduże i praktycznie puste. Wnętrze pachniało stęchlizną, a rogach plątał się kurz i pajęczyny. Właśnie w jedną z nich Zaylee wlazła z impetem, przez co skrzywiła się ostentacyjna. Była ostatnią osobą, którą można nazwać wrażliwą na coś podobnego, ale cienkie nici przykleiły jej się do twarzy i włosów. Wyciągnęła z kieszeni podręczną latarkę i skierowała strumień światła na ściany i pusty, drewniany stół.
— Chyba dawno tutaj nikogo nie było — stwierdziła, zauważając wszechobecnie panujący syf, na który głównie składał się kurz i piach. — Widzisz coś interesującego? — zerknęła na Swanson i podążyła wzrokiem za światłem z jej latarki.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdyby tylko nie znajdowały się pod pilnym okiem Langford to sięgnęłaby jeszcze do dłoni narzeczonej, aby dodatkowo spróbować ją uspokoić, ale jeszcze tego brakowało, aby Brenna zauważyła ten gest i spróbowała dopisać do niego jakąś swoją dziwną teorię.
Nie przejmowała się tym fuknięciem. Wiedziała, że nie było wymierzone w nią personalnie, a jedynie stanowiło wyraz zirytowania całą zaistniałą sytuacją. Nie mogła się temu dziwić, bo sama była niezwykle poirytowana tym wszystkim, co się zadziało.
Pogodziła się ze zmianą tematu. Nie miała nic przeciwko temu. W końcu sama również nie zamierzała poświęcać reporterce dużo więcej czasu niż było to potrzebne. Zwłaszcza w momencie, gdy miały do zbadania niezwykle poważną sprawę. Był to pierwszy ślad na jaki natrafiły w ostatnim czasie, który faktycznie mógł je dokądś zaprowadzić.
Mogły poinformować Sloana i nie przejmować się tym, że zapewne kazałby im zawrócić. Był już i tak wystarczająco przewrażliwiony po całej akcji z Blythe'em. Nie mogły jednak zignorować tych wskazówek. Nie chciała też, aby zastępca komendanta napomknął o tym komuś kto dokonałby wycieku do prasy... Tylko, że Brenna Langford i tak zjawiła się tu jeszcze przed nimi.
Miejsce nie należało do szczególnie uczęszczanych, więc nic dziwnego, że nie było również zbytnio zadbane. Dlatego też wydawało się być wprost idealnym jeśli chodziło o ukrycie czegoś, co powinno pozostać z dala od ludzkich oczu.
Drzwi ustąpiły, a Swanson wsunęła się ostrożnie do chatki, aby upewnić się czy na pewno nie krył się w niej nic ani nikt z dziedziny niebezpieczeństwa. Dopiero wtedy mogła skinąć głową w kierunku narzeczonej i dać jej znać, aby weszła do środka.
- Czy tak niedawno? Nie jestem pewna - zauważyła, bo może i na pierwszy rzut oka wyglądało to jak opuszczone miejsce, ale były miejsca, w których widoczna warstwa kurzu była cieńsza.
Mruknęła potakująco, bo jej uwagę przykuły wyraźnie pojedyncze kartki przybite do ścian. Widniały na nich... jakżeby inaczej, fragmenty Pisma Świętego. Część z nich mówiąca o gniewie bożym dosięgającym grzeszników. Pod jedną ze ścian znajdowało się coś, co wyglądało jak stara skrzynia, w której mogło się coś ukrywać.
- Co nieco widzę... - wskazała na deski podłogowe.
Były dosyć stare. Powyginane, a niektóre napęczniałe od wilgoci, która napływała od strony wody. Najważniejsze jednak, że nosiły one ślady, które wyglądały niczym krew, która wsiąkła w ich materiał.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miller wiedziała, że narzeczona patrzy na sytuację nieco chłodniej. W tej sprawie nie było miejsca na konflikty z mediami ani impulsywne decyzje. Trzeba było utrzymać kontrolę nad przekazem i jednocześnie nie stracić czasu, którego i tak było coraz mniej. Dlatego sama musiała wziąć się w garść, żeby nikomu tym nie zaszkodzić.
Szybko spojrzała na kartki przyklejone do ściany. Znowu Pismo Święte. Świetnie. W jej głowie natychmiast pojawiły się wspomnienia z Nowego Początku i nie były one ani trochę przyjemne. Chyba miały do czynienia z powtórkę z rozrywki. Nawet jeśli sprawca działał sam, od razu było widać, że jego działania miały podłoże religijne i były mocno fanatyczne. Pytanie tylko, czy wszystko w tej przybudówce faktycznie należało do niego, czy była to zaplanowana zmyłka?
— Zajebiście — prychnęła, nawet nie próbując ukryć irytacji. — Pierdolone słowo boże — wywróciła ostentacyjnie oczami. A potem jej rodzice dziwią się, że odeszła od kościoła.
Przeniosła wzrok na mokre deski podłogowe. Powierzchnia była nierówna, częściowo spęczniała od wilgoci, a ciemne plamy rozlewały się wzdłuż sęków drewna. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak krew, ale bez badań nie dało się tego potwierdzić. Równie dobrze mogła to być farba albo inna substancja, która w kontakcie z wodą zmieniła odcień i zaczęła się rozlewać w podobny sposób. Bez próbki i analizy nie mieli żadnego punktu zaczepienia. Wszystko opierało się na przypuszczeniach, a to w tej sprawie było zbyt mało.
— Czym chcesz to otworzyć? — popatrzyła uważnie na Swanson. Skrzynia pod ścianą była zamknięta na ciężką, metalową kłódkę. Potrzebowały do tego czegoś porządnego. Żaden skalpel czy scyzoryk w niczym tutaj nie pomogą. To musiałyby być cęgi. Zaylee rozejrzała się po wnętrzu, ale nie dostrzegła niczego, co mogłoby im pomóc w przecięciu kłódki. W teorii narzeczona mogłaby spróbować przestrzelić zamek, ale w praktyce oznaczałoby to użycie broni palnej w miejscu, w którym nie powinny się znaleźć.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała wystarczająco wiele doświadczenia, aby potrafić zachować zimną krew i zapanować nad emocjami. Chociaż nie zawsze to wychodziło. Czasami zmęczenie i frustracja brały górę, gdy kolejne bezsenne noce rodziły jedynie więcej pytań niż odpowiedzi. Nie tak to w końcu powinno wyglądać. Niemniej miała za sobą wiele niezwykle paskudnych spraw, które niejednemu spędzałyby sen z powiek, powracając jako uciążliwe koszmary. Potrafiła się odciąć. Pomagało to także przy kontaktach z uciążliwymi ludźmi. Po prostu skupiała się na tym, co należało robić, chłodno kalkulując.
Mogły się spodziewać tego, że po raz kolejny natrafiły na kogoś, kto odznaczał się fanatyzmem. W końcu od samego początku słyszały o tym, że okaleczenia na ciałach mogły mieć charakter rytualny. Wszystko powoli zaczynało się układać w logiczną całość. Być może wystarczyło porozmawiać z jakimś duchownym czy biblistą, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego czym może kierować się sprawca.
- Nie dziwi mnie to... Pamiętasz słowa profilerki, prawda? - przypomniała jej, bo przecież już wcześniej rozważały to, że za wszystkim stała jakaś głębsza przesłanka o znaczeniu symbolicznym i możliwe, że nawet religijnym.
Na razie nie zastanawiała się nad tym. Przyglądała się po prostu wyposażeniu chatki, w której cuchnęło niezmiernie. Nie znajdowało się tam jednak na pierwszy rzut oka nic, co mogłoby zostać uznane za istotne. Ot, zwyczajne wyposażenie małej chatki. Stół pod oknem, dwa krzesła, kilka półek z bibelotami, kosz, w którym znajdowało się coś, co wyglądało na starą sieć rybacką oraz ta skrzynia.
- Mam w samochodzie łom - odpowiedziała spokojnie, bo narzędzie woziła ze sobą w bagażniku od czasów wspólnego włamywania się na teren Nowego Początku i jakoś nie mogła się zabrać do tego, aby się go pozbyć. - Co prawda mogę nieco uszkodzić skrzynię, ale... Najgorzej, że Langford się nie odpierdoli tak łatwo jak tylko któraś z nas stąd wyjdzie.
Chyba właśnie to było najgorsze. Wiedziała jednak, że jeśli faktycznie chciały zajrzeć do środka i upewnić się czy faktycznie to miejsce było związane z zabójcą to któraś z nich musiała otworzyć skrzynię. W najgorszym wypadku dokonają dewastacji miejsca, które... wydawało się i tak w dużej mierze opuszczone. Musiały zaryzykować.
- Zostań tu - poleciła narzeczonej, bo jeśli już ktoś miał odbyć spacerek obok panny Langford to lepiej, aby zrobiła to Evina.
Istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że da jej w twarz.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doskonale pamiętała słowa Tary Dufour, ale chyba nie traktowała ich na poważnie. A to przez to, że Zaylee była zwyczajnie zmęczona tą sprawą. Miała nadzieję, że wkrótce złapią tego psychola i będą mogły zamknąć śledztwo. Nie chciała, żeby wszystko ciągnęło się z nimi do ślubu, a potem jeszcze długo po nim. Najchętniej pierdolnęłaby tym wszystkim w pizdu. I możliwe, że tak by było, gdyby sprawa nie dotyczyła dzieci w wieku zbliżonym do Sama. To wystarczająco motywowało Miller do dalszych działań. Jednak postanowiła sobie, że następnym razem będzie trzymała się z dala od wydziału zabójstw. Mogła wykonać sekcje zwłok, ale chyba powinna bawić się w samozwańczego glinę.
— Chcesz mnie tu zostawić? — spojrzała na Swanson z wysoko uniesionymi brwiami. Bo co, jeśli w każdej chwili w przybudówce mógł znaleźć się morderca, którego szukały. — Żartuję, nic mi nie będzie — machnęła ręką, bo przecież nie przypuszczała, że coś złego może się wydarzyć. Co najwyżej Langford, która kręciła przy klifie, mogła wpaść tutaj i kazać swojemu przydupasowi nakręcić potencjalne miejsce, gdzie mógł ukrywać się seryjny. — Weź z samochodu moją torbę. Spróbuję zebrać jakieś próbki. No idź, nigdzie się stąd nie ruszam — zapewniła jeszcze, zanim wyszła na zewnątrz, a drzwi zatrzasnęły się za nią z cichym skrzypnięciem.
Nie pozostawało jej nic innego, jak rozejrzeć się w środku. Podeszła do ściany, przyglądając się fragmentom z Pisma Świętego o gniewie bożym. Słowa o karze, potępieniu i nieuchronnym sądzie zdawały się nie być jedynie przestrogą, ale ostrzeżeniem skierowanym bezpośrednio do ofiar. Skrzywiła się ostentacyjnie i znów omiotła wzrokiem ciasne wnętrze przybudówki, jednocześnie starając się niczego nie dotykać. Przykucnęła przy namokniętych deskach podłogowych. Nie potrafiła jednak sprecyzować, czy to faktycznie była krew. Jeśli zdoła zabrać ze sobą próbki, będzie mogła zlecić analizę. Oczywiście w taki sposób, żeby nie wciągać w to nikogo więcej.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W przeciwieństwie do Miller, Evina traktowała poważnie słowa profilerki. Dopuszczała rzecz jasna do siebie możliwość, że ta mogła być w błędzie, bo zdarzały się jednostki wymykające się podobnym wzorom i normom, ale musiała wziąć w poważanie to, co ekspertka miała do powiedzenia odnośnie natury morderstw.
- Jesteś dużą dziewczynką. Poradzisz sobie - skomentowała żartobliwie, uśmiechając się do niej, bo wiedziała, że narzeczona nie mówi poważnie jeszcze zanim sama jej to potwierdziła.
Przytaknęła jej, zgadzając się przynieść jej sprzęt. Korzystając z tego, że przynajmniej jeszcze przez jakiś czas znajdowały się poza zasięgiem wzroku dziennikarki oraz jej wiernego kamerzysty, przysunęła się bliżej koronerki i nachyliła ku niej, aby skraść jej krótki pocałunek. Przynajmniej w ten sposób chciała sobie wynagrodzić fakt, że miała za chwilę wystawić się na żer reporterki.
- Za chwilę wrócę - obiecała.
Wyszła z chatki. Od razu zauważyła, zwróconą w jej kierunku uwagę zarówno dziennikarki jak i operatora kamery. Starała się ich zignorować. Zbywała nawoływania reporterki i wykręcała się policyjnymi obowiązkami. Chciała trzymać ich z dala od badanego miejsca, ale nie wiedziała czy uda jej się utrzymać ich na wodzy.
Cieszyła się z tego, że nie pozbyła się jeszcze tego łomu z bagażnika. Przynajmniej się teraz przydał. Zgarnęła jeszcze torbę, w której znajdowały się rzeczy Miller i ruszyła z powrotem do chatki, w której zostawiła koronerkę. Obrzuciła przy tym ostrym spojrzeniem Langford, która zdecydowanie zaczęła kręcić się zbyt blisko przybudówki.
- Jestem - obwieściła przekroczywszy próg po czym wręczyła Zaylee należny jej sprzęt.
Sama postanowiła przystąpić do akcji niemal od razu. Kłódka może i wydawała się masywna, ale miała już swoje lata i nie sądziła, aby stawiała zbyt wielki opór. Albo ona albo klapa ulegnie pod wpływem łomu. Jedno z dwóch.
Znalazła dogodny punk, w którym mogła umieścić narzędzie i naparła potężnie, korzystając z całej swojej siły. Raz czy dwa ponowiła cały ruch, aż w końcu potężny trzask obwieścił jej, że udało jej się dopiąć swego.
Odrzuciła klapę do góry. W środku dostrzegła narzędzia: młotek, śrubokręt, cęgi... Cęgi, które wydawały jej się znajdować tam nieprzypadkowo. Część z nich owinięta była w materiał. Stary i brudny. Jakby pokrwawiony. Wtedy też dostrzegła fragment ostrza. Maczeta. Zdawało się, że znalazły przynajmniej coś, co było związane z zabójstwami... Podobnie jak jedno tajemnicze zawiniątko, od którego bił okrutny odór.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dalej węszy w pobliżu? — zapytała, w podzięce kiwając głową za przyniesioną torbę. Pierwsze, co zrobiła, to oczywiście nałożyła rękawiczki. Drugą parę zostawiła na wierzchu, gdyby Evina również nie chciała skorzystać. Nie chodziło tylko o zostawianie śladów, ale również o nie dotykanie tego syfu. Nie od dziś wiadomo, że Zaylee dostawała pierdolca, gdy miała styczność z takim brudem. Od razu w jej głowie pojawiały się wszelkie zarazki i choroby, dlatego wolała nie dotykać gołymi rękami niczego, czego nie musiała dotykać.
Przyglądała się z boku, jak narzeczona operuje łomem. Zajęło jej to chwilę, ale w końcu udało się otworzyć tajemniczą skrzynię, z której wydostał się charakterystyczny odór. Mille znała ten zapach. To było smród gnijącego mięsa.
— Dlaczego trzyma to wszystko tutaj? Nie uważasz, że to trochę za proste? — mruknęła, odchylając zakrwawiony materiał, ale to, co znajdowało się w środku, było dokładnie opatulone, więc wyjęła całość ze skrzyni i ułożyła na drewnianej podłodze. A potem pociągnęła za jednej koniec i rozwinęła szmatę. Miała nadzieję - jakkolwiek do brzmiało - zobaczyć kończynę któregoś dziecka. Ale zamiast tego, na deski spadł obdarty ze skóry szczur, z którego wypadło kilka narządów. To one tak cuchnęły.
— Czy to również możemy odczytać w kategoriach symbolicznych? — zapytała, przyglądając się uważniej zwierzęciu. — Czy da się powiązać je z jakąś głębszą symboliką? Pamiętam, że w tradycji chrześcijańskiej szczury często funkcjonowały jako znak czegoś więcej niż tylko fizycznego zagrożenia. Owszem, kojarzono je z epidemiami, zwłaszcza z czasami Czarnej Śmierci, ale ich znaczenie sięgało dalej. Symbolizowały moralne zepsucie i grzech — wyjaśniła, nie odrywając wzroku od stworzenia. Tylko co to właściwie mogło oznaczać? Czy morderca z nimi pogrywał? A może sądził, że to jednak Langford otworzy skrzynię i na szeroką skalę rozprzestrzeni w mediach znalezisko?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jasne, że tak. Tacy jak ona nie odpuszczają - odpowiedziała i korzystając z niemej propozycji narzeczonej, sięgnęła po rękawiczki.
Sama nie przejmowała się tak łatwo brudem czy zarazkami. Dla niej najważniejsze było, aby faktycznie nie zanieczyścić potencjalnego miejsca zbrodni. To właśnie Zaylee była pedantką, która myślała o podobnych sprawach.
- Nawiązał kontakt z dziennikarką. Musiał podrzucić coś, co potwierdziłoby jego tożsamość... Najwyraźniej uznał, że nadadzą się narzędzia, które zawsze można wymienić - stwierdziła.
To miało sens. Wiadomość mogła zostać napisana przez każdego. Musiał przedstawić konkretny dowód na to, że jest tym za kogo się podaje. Zapewne Langford miała w swojej karierze już wystarczająco wiele razy do czynienia ze zwyczajnymi impostorami. Na pewno nie dałaby mu należytej uwagi, gdyby nie zaoferował jej czegoś konkretnego.
Sama również przypuszczała, że natkną się na jakiś fragment dziecięcego ciała, ale zamiast tego ich oczom ukazał się martwy, wypatroszony szczur. Dopiero teraz zapach zgnilizny stał się dużo bardziej natarczywy. Całe szczęście Swanson i Miller miały już do czynienia ze zwłokami w dużo gorszym stadium rozkładu, więc odór nie robił na nich aż takiego wrażenia.
- Kiedy stałaś się ekspertem w symbolice biblijnej, kochanie? - zapytała i pomimo lekkości w jej głosie, nie drwiła z niej w żaden sposób.
Pochyliła się na chwilę nad zwierzęciem i wtedy usłyszała dźwięk przypominający dławienie... lub nadchodzące wymioty. Poderwała głowę i spojrzała w kierunku drzwi prowadzących do chaty. Od razu dostrzegła tam czających się operatora kamery, który prawie zwrócił zawartość żołądka oraz sparaliżowaną Brennę Langford.
- Mówiłam, że macie się trzymać z daleka! - fuknęła w ich kierunku.
- Dobry Boże... Co to jest? - zapytał jeszcze kamerzysta po czym zgiął się w pół i zwymiotował niedaleko drzwi.
To było naprawdę żałosne. Czego właściwie oczekiwały po tej dwójce?
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— I uważał, że Langford zdoła otworzyć tę skrzynkę za pomocą czego? — spojrzała na narzeczoną z wysoko uniesionymi brwiami. — Chyba jakimś jebanym, magicznym zaklęciem — mruknęła pod nosem. Alohamora sprawdziłaby się tu całkiem nieźle. Niewątpliwie jednak dziennikarka nie wyglądała na taką, która nosi przy sobie łom, a chuderlawy operator kamery z pewnością nie miał tyle pary w łapach, żeby rozwalić kłódkę.
Odór nie robił na Zaylee najmniejszego wrażenia. Przez lata pracy przy zwłokach czuła już wszystko. Widziała ciała w różnych stadiach rozkładu, od świeżych po takie, które dawno przekroczyły granicę rozpoznawalności. Na tym tle smród zmasakrowanego szczura był wręcz niezauważalny. Znacznie gorzej wspominała topielców. Zwłaszcza tych wyławianych po kilku dniach, a czasem nawet tygodniu dryfowania w stojącej wodzie. Ich zapach wdzierał się do nosa i gardła, jakby chciał zostać tam na zawsze. Wystarczyło jedno takie doświadczenie, żeby pamięć zapachu wracała potem niespodziewanie, w najmniej odpowiednich momentach. Kurwa, jak ona nie znosiła topielców.
— Och, sama nie wiem — wzruszyła ramionami, kiedy Evina określiła ją ekspertem w symbolice religijnej. — Może po tym, jak prawie zginęłam w kościele wspólnoty chrześcijańskiej? — rzuciła z przekąsem. Niby wiedziała, że Swanson nie miała na myśli niczego złego, ale wraz z kolejnymi, kościelnymi przesłankami, myślała o tych wszystkich tekstach, które tłumaczyła wtedy z łaciny na angielski.
Odgłos torsji sprawił, że również spojrzała w kierunku drzwi, a na widok znanej im już dwójki, skrzywiła się ostentacyjnie i wywróciła oczami.
— Lars, kręć to — nakazała Brenna, wskazując ręką na narzędzia i szczurze truchło. — No na co czekasz? Włącz kamerę! — szturchnęła operatora, który obrzygał sobie buty.
— Niczego nie będziecie nagrywać — zaprotestowała natychmiast Miller, podnosząc się z kucek. — Zabierajcie się stąd jak najprędzej — dodała stanowczo i stanęła w takiej pozycji, żeby zasłonić to, co wraz ze Swanson znalazły w skrzyni. Ale Langford była nieugięta. Stawała na palcach i gimnastykowała się na każdą stronę, chcąc dostrzec więcej. Dalej szarpała Larsa za rękaw kurtki, żeby zmusić go do działania. Ale im mocniej nim potrząsała, tym więcej treści pokarmowych zwracał. No cyrk na kółkach.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chuj wie. Mnie pytasz? Mógł nawet uznać, że weźmie je sobie do domu i otworzy jak jebaną kapsułę czasu - odmruknęła z pewnym niezadowoleniem, bo ona nie odpowiadała za to, co akurat jakiś typ uznał za słuszne.
Czasami nie tylko sam proces rozkładu sprawiał, że widok i zapach na miejscu znalezienia zwłok stawał się naprawdę ciężki do zniesienia. Wszystko zależało od sposobu śmierci, okoliczności i lokalizacji. Wszystko to składało się na ten wyjątkowo nieprzyjemny spektakl. Z czasem rzecz jasna robiło się nieco łatwiej, ale nie każdy był w stanie znieść takie warunki.
- Dobra. Wtedy przebijałyśmy się przez sporo materiałów - przyznała, bo swego czasu nie miały zbyt wiele osób, na których mogły polegać.
Samodzielnie studiowały kolejne teksty i robiły research pod każdym możliwym kątem, aby w końcu połączyć kropki w odpowiedni sposób. Musiały wtedy odkryć, co działo się w tej przeklętej wspólnocie chrześcijańskiej i faktycznie im się to udało.
- Oficjalnie to sprawa policji. Będziemy zobligowane do zarekwirowania jakichkolwiek nagrań, bo ich publikowanie mogłoby zakłócić przebieg śledztwa - oświadczyła twardo, podchodząc do Langford. - Zalecam teraz udać się na komendę i złożyć zeznania w sprawie anonimu. My podejmiemy odpowiednie działania.
Musiały dać znać Sloanowi. Nie będzie zadowolony, ale trzeba było to wszystko zbadać. Najlepiej jak najszybciej.
zaylee miller