Ten spokojny ton zdecydowanie nie był czymś, do czego miałby przywyknąć podczas wszelkich
nieporozumień, jakie miały miejsce w jego nie tak dawno zakończonym związku. Do niedawna
łatwiej było porozumiewać się za pomocą krzyków, wzajemnych wyrzutów i awantur. Niejednokrotnie pod wpływem emocji mówiąc zdecydowanie za dużo i bez jakiegokolwiek przemyślenia. Co… najwyraźniej nie kończyło się zbyt dobrze w ostatecznym rozrachunku. Możliwe więc, że był w stanie na nowo przyzwyczaić się do
rozmów, nawet jeśli stale podsycane wyrzuty sumienia nijak nie zaliczały się do kategorii tych przyjemnych doświadczeń…
–
Chyba po prostu najpierw uznałem, że nie masz czasu odpisać, a później… – krótkie westchnięcie i dość wymowne wzruszenie ramion musiało najwyraźniej wystarczyć za dalszą część zdania.
Później najpewniej dość szybko zdążył zająć się po prostu
zabawą, kompletnie zapominając o telefonie i przestając zwracać na niego uwagę. Zdecydowanie daleko było mu do tych osób, które natychmiast sprawdzały każde powiadomienie i praktycznie nie wypuszczały telefonu z ręki… Co zresztą tylko w niewielkim stopniu zmieniało się, kiedy faktycznie był trzeźwy.
Kiedy jednak zdążył przetrawić dalszą część jej wypowiedzi, momentalnie podniósł na nią spojrzenie, pozwalając sobie nawet na coś, co przy odrobinie dobrej woli pewnie dałoby się nazwać uśmiechem. Ot, ledwie minimalne uniesienie kącików ust, ale możliwe, że na więcej naprawdę chwilowo nie było go stać.
–
A chciałabyś dołączyć, jakbyś faktycznie dostała tę wiadomość? – i czy on
chciałby, żeby dołączyła do tej kompletnie nieplanowanej imprezy…? Nad tym chyba akurat nie musiał się nawet zbyt długo zastanawiać, by dojść do wniosku, że na podobne pytanie musiałby odpowiedzieć twierdząco. Jasne, zdawał sobie sprawę z tego, że w takim wypadku cała ta impreza pewnie nie potrwałaby trzech dni, ale… chyba nawet niespecjalnie by mu to przeszkadzało. I może przynajmniej nie zdychałby aktualnie na jej kanapie, a zamiast tego mógłby zająć się
czymkolwiek przyjemniejszym…
A skoro również temat tej nieszczęsnej blondynki zdawał się pozostawać wyjaśniony… chyba powinien być jej wdzięczny, że najwyraźniej miała do niego przynajmniej tyle zaufania, żeby nie podważać tych jego niezbyt składnych wyjaśnień. Choć mimo wszystko nie mogłoby obejść się bez mimowolnego skrzywienia się z jego strony, kiedy Elsa zasugerowała, że ktokolwiek miałby uznać jego i tę dość przypadkową dziewczynę za
parę.
–
W sumie… nie mam pewności, czy on dalej żyje. Więc może warto byłoby zadzwonić mimo wszystko, tak na wszelki wypadek… – żartobliwa nuta zawarta w wypowiedzi tyczącej się jego przyjaciela, była wprawdzie nieco
przygasła, ale pewnie możliwa do wychwycenia nawet mimo tego. I… nieco później chyba rzeczywiście powinien przynajmniej upewnić się, że Eric wciąż był wśród żywych i że w razie czego w przyszłości nie zabraknie mu towarzystwa do picia, czy wcielania w życie jakichś durnych pomysłów. Albo połączenia tych dwóch opcji…
Podchodząc do niej, przez krótką chwilę obawiał się, że mogłaby
znów chcieć się odsunąć. Dlatego też wyraźnie odetchnął, kiedy tego nie zrobiła, jednocześnie przytulając ją do siebie odrobinę mocniej. I przy okazji czując kolejne wyrzuty do samego siebie, widząc ponownie te ślady na jej dłoniach.
Powinien prawdopodobnie powiedzieć cokolwiek na ten temat. Tylko… po raz kolejny nie tylko nie wiedział
co, ale też doszedł najwyraźniej do wniosku, że w takim wypadku może lepiej będzie więc nie mówić
nic…
–
Mhm – mruknął, zgadzając się na pokrojenie kupionego przez nią ciasta i zaparzenie herbaty. Chociaż chyba niespecjalnie zamierzał zabierać się za to
w tej chwili, póki co nie planując się od niej odsuwać, a zamiast tego opierając głowę na jej ramieniu i krótko cmokając ją w ten odkryty fragment skóry, który akurat znalazł się
w zasięgu. Herbata zdecydowanie mogła jeszcze chwilę poczekać. Brownie tym bardziej. Zwłaszcza, że jakoś nie do końca był przekonany, czy wspomniana przez nią
dawka słodkiego faktycznie miałaby dobrze na niego podziałać, czy może jednak podzielić los biednego bajgla i pójść w odstawkę po ledwie kilku kęsach.
–
Lubi też kopanie w twoim ogródku, więc pewnie już się tym zajął… – co w zasadzie było bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę to, że rzeczywiście Murphy od dłuższego czasu szalał gdzieś w ogrodzie. Niewykluczone więc, że postanowił sprytnie wykorzystać okazję, że nikt nie zamierzał wtrącać się w jego wizję tego, jak powinien wyglądać trawnik… –
Później z nimi wyjdę. Może nic im nie będzie, jak ten jeden raz wybiegają się… trochę mniej intensywnie.
Choć może powinien zastanowić się również nad tym, czy faktycznie jakkolwiek nadawał się aktualnie do tego, by próbować wyprowadzać psy… Jasne, chciał, żeby Elsa mogła trochę odpocząć i pewnie byłby w stanie zmusić się do tego
mniej intensywnego spaceru, tylko… ostatnim razem, gdy postanowił wyprowadzić Murphy’ego będąc w równie beznadziejnym stanie, skończyło się to zerwaniem się psa ze smyczy, bezmyślnym władowaniem się Dantego pod samochód i niezbyt przyjemnym pobytem w szpitalu. Może lepiej byłoby podobnych atrakcji nie powtarzać…
Zanim jednak w jego głowie mogłaby pojawić się jakaś refleksja na ten temat, Elsa całkiem skutecznie przekierowała jego myśli na nieco inny tor.
Powerbank. Na domiar tego wszystkiego, kupiła mu jeszcze powerbanka, żeby… no właśnie – żeby
co…? Nie wypuszczając jej z ramion, odsunął się odrobinę, by móc przyjrzeć się jej twarzy i przez dłuższą chwilę chyba nie do końca wiedząc, jak właściwie powinien na to zareagować. Ostatecznie… zaśmiał się krótko, w kolejnej chwili nachylając się na moment, żeby ją pocałować.
–
Jesteś niemożliwa… – bo wciąż przecież powinna mieć zdecydowanie więcej powodów, żeby zwyczajnie się na niego wściekać, zamiast…
kupować mu powerbanka. –
Ale niech będzie, skoro widocznie nie mam już wyboru, będę bardziej pilnować telefonu.
Zakładając, że miałby pamiętać również o tym, żeby powerbank też stale był naładowany, czy żeby faktycznie miał go nosić przy sobie… Ale o tym może nie było potrzeby wspominać na głos, może też nie musieli się tym martwić akurat teraz.
Odsunął się od niej, po drodze zgarniając z blatu pudełko z ciastem i podchodząc do stojaka na noże. I chociaż nie planował powtarzać jej błędu sięgając po ten nieszczęsny tasak, a całkiem przeciętny, nadający się do krojenia brownie nóż, to… chyba nie przewidział, że w tym przypadku też coś mogłoby pójść
nie tak. Dokładnie w momencie, kiedy ten wyślizgnął mu się lekko z ręki, a on dość bezmyślnie postanowił go złapać – w efekcie chwytając za ostrze i rozcinając sobie wewnętrzną część dłoni.
–
Kurwa… – pewnie nie było to nic szczególnie poważnego, ale w pierwszej chwili i tak momentalnie spojrzał w stronę Elsy, całkiem nieźle pamiętając o tym, że na widok krwi nie reagowała
zbyt dobrze. –
Może… zanieś te słoneczniki gdzieś indziej… Albo sprawdź, jak się ma ogród po tych całych wykopaliskach Murphy’ego…?
Znalezienie jej choćby najbardziej idiotycznego zajęcia i pozbycie się jej z kuchni, wydawało się więc całkiem dobrym pomysłem. Sam tymczasem odłożył pudełko z powrotem na blat, nieuszkodzoną ręką sięgając po kuchenną ścierkę i poświęcając ją jako tymczasowy, prowizoryczny opatrunek. Co nadal wydawało się trochę lepszą opcją niż zakrwawienie połowy kuchni i późniejsza konieczność zajmowania się już nie tylko skaleczoną dłonią, ale dodatkowo spanikowaną Elsą…
Elsa Eriksen