25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy miała fajny tyłek, więc było się o co martwić. Szkoda, żeby złapała wilka. Tylko co to właściwie znaczyło? Ojciec straszył w ten sposób Kirę i jej siostry, kiedy siadały na krawężniku przy domu. Najmłodszej Finch do tego stopnia wkręciło się to powiedzenie, że naprawdę zapragnęła mieć wilka. Takiego prawdziwego, prosto z lasu. Dopiero April uświadomiła jej, że wcale nie chodzi o zwierzę, a o zapalenie pęcherza.
Uważasz, że nie zdołałybyśmy przegadać o pogodzie całej nocy, zmieniając rozmowę w najbardziej fascynującą debatę wszechczasów? To przykre, że tak sądzisz, Daisy — wydęła usta w udawanym smutku. Jeszcze chwila i weźmie ją za jakąś nudziarę!
Doskonale wiedziała, że Whitmore chodziło o brudy, a nie o przyziemną gadkę. A Kira miała za uszami dużo brudów. Nie dosłownie, bo przecież kąpała się przed wyjściem, ale w przenośni było ich całe mnóstwo. Ale kiedy menadżerka wyskoczyła z tym biciem, Finch prawie zadławiła się kruchym ciastkiem, które właśnie wcisnęła sobie do ust. Aż musiała odkaszlnąć i zapić to winem. A potem zaśmiała się tak głośno, że przez chwilę nie potrafiła nad tym opanować.
Tak, co weekend walczę w klatkach — powiedziała w końcu, siląc się na poważny ton. — Czyś ty zwariowała? Absolutnie nie robię takich rzeczy — zaprzeczyła natychmiast, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. — W opuszczonych magazynach organizowane są imprezy, o których wiedzą tylko wtajemniczone osoby. Najczęściej tańczy się tam do techno i zażywa nielegalne substancje. Ale nikt tam z nikim się nie bije. No chyba, że czasami ktoś wda się w bójkę. Wtedy dają sobie po mordach i nie ma tematu — wzruszyła lekko ramionami, jakby to była całkiem normalna sprawa. — Serio myślisz, że ryzykowałabym obicie takiej twarz? — westchnęła ciężko, ale tym razem była całkiem poważna. Jakoś nie widziało jej się łazić z krzywą przegrodą nosową i powybijanymi zębami, które pewnie i tak zastąpiłaby protezą. Albo złotymi kłami, żeby widać było pieniądz.
Można było się domyśleć, że Daisy nie miała na swoim koncie jakichś większych wybryków. A mimo to Kira w niemałym szoku, kiedy zaczęła opowiadać jej o koncercie Green Day. Zaczęło się całkiem niewinnie i już podejrzewała, że Whitmore po prostu wykorzystała swoją dziennikarską plakietkę albo fakt, że była żoną sławnego hokeisty. Nie zdziwiłoby ją nawet, gdyby wciągnęła w to Richarda, który - jako redaktor naczelny - miał jakieś wpływy. Ale żeby ukraść bilety jakimś szczylom? Dobra, tego się po niej nie spodziewała.
Wow — uniosła ręce, jak na tym memie watch out guys, we've got a badass over here. — Wow — powtórzyła, ale zaraz znów zarechotała głośno, a jej śmiech poniósł się po całej dzielnicy. — Daisy Whitmore, dla takich jak ty, jest specjalne miejsca w piekle. Byłam przekonana, że jedyne, co kiedykolwiek okrutnego zrobiłaś, to zamrożenie wody po parówkach w pojemniku na kostki lodu. Albo, sama nie wiem, że przyklejałaś do chodnika monety, które ktoś potem próbował podnieść. Ale coś takiego? To najokrutniejsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić — podsumowała, ale zamiast pokręcić głową z niedowierzaniem, pokiwała ją z nieukrywaną aprobatą. Nawet wystawiła ręką, żeby poklepać ją po ramieniu, taka była z niej dumna. — Najważniejsze, że koncert by tego wart. A dla dzieciaka na pewno była to doskonała nauczka przyjemność. Uczysz i bawisz jednocześnie — puściła do niej oko i przyssała się do butelki z szampanem, którą po chwili wcisnęła w dłonie Whitmore. W takim tempie, to zaraz porobią się tymi bąbelkami. Ważne, żeby tylko nie spadły z dachu, a dalej jakoś to będzie.
No dobra, skoro brudy mamy za sobą — zaczęła i sięgnęła do kieszeni marynarki, gdzie trzymała paczkę papierosów. — To teraz powiedz mi o czymś, czego nigdy nie robiłaś, a bardzo chciałabyś spróbować. Chcesz? — zapytała, kiedy wyciągnęła zębami jedną fajkę, a resztę skierowała w stronę Daisy.

i wanna know all the little things about you
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i mogły gadać o pogodzie i w taki właśnie sposób przegadać cały wieczór, skupiając się na rodzajach chmur i tym, że Halny wiał tylko w górach. A potem jeszcze przejść do gwiazd i na niebezpieczny temat, jakim była astrologia, żeby powymieniać swoje znaki zodiaku i od razu zapodać sobie horoskop na następne dni. Mogły. Ale po co?
O wiele lepiej było podyskutować o rzeczach, które trzymało się w sekrecie. Coś, o czym nie każdy mógł rozmawiać i nie każdy wiedział. Takie rozmowy miały w sobie swój prywatny czar i można je było skategoryzować jako wyjątkowe. Szczególnie, że zaraz z jednej z nich Daisy — jak się okazało błędnie — wywnioskowała, że Kira bierze udział w nielegalnych walkach.
Nie wiem no, może zwariowałam — zaśmiała się głośno, od razu unosząc ręce w geście obronnym, jakby Finch conajmniej celowała do niej z broni. — Wydajesz mi się być osobą… nieobliczalną. I to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po prostu nie zdziwiłabym się, jakbyś robiła jakieś niebezpieczne rzeczy. No wiesz, taka jesteś trochę nieustraszona — wyznała zupełnie szczerze i niezależnie od tego, jak odbierze to Kira, z ust Daisy to był szczery komplement. Rzadko kiedy widziało się w kimś walczaka. Whitmore w Kirze widziała wolę walki i to że pewnie łatwo się nie poddawała. Do tego sprawiała wrażenie takiej, która nie bała się ryzyka i jechania na wysokim poziomie adrenaliny. Może czytała ją nieodpowiednio. Może jej szaleństwo naprawdę ograniczało się jedynie do nielegalnych potańcówek. — Skoro to tylko tańce, to trochę nuda — powiedziała DAISY. I jeszcze na dodatek puściła Finch bezczelnie zaczepne spojrzenie, wciskając sobie do ust orzechową kulkę, polaną gorzką czekoladą. Igła z ogniem? Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że tak. Całe szczęście wlała w siebie już wystarczającą ilość szamana, że nie bała się podjudzać i stosować technik (przyjaznej!) manipulacji.
No twarz faktycznie masz wyjątkowo ładną — przyznała. — Szkoda by była, gdyby ktoś ją bezczelnie obił — to akurat były suche i niepodważalne fakty. Kira Finch była piękną kobietą o wyjątkowo unikalnych szarych oczach, które potrafiły hipnotyzować. I ona jako kobieta hetero, spokojnie nie bała się tego przyznać.
Zaśmiała się głośno, widząc reakcje blondynki na swoją opowieść. Czuła w kościach, że plot całej opowieści mógł ją zaskoczyć, jednak za nic nie spodziewała się dostać praktycznie owacji na stojąco. Kira wyglądała, jakby autentycznie była pod wrażeniem.
No już się uspokój — rzuciła, kręcąc głową z uśmiechem, podczas gdy jej dłoń, uderzyła Finch delikatnie w brzuch. — A swoją drogą, kto normalny mrozi wodę po parówkach? — nie potrafiła tego zrozumieć. Może była to kwestia tego, że miała już swoje lata i nie zawsze rozumiała zachowania Gen Ziaków, a może po prostu był to najzwyczajniej w świecie nie-nor-ma-lny pomysł. Chory wręcz. Chociaż na przyklejanie monet do chodnika zaśmiała się głośno. — A ty kiedyś przyklejałaś? Czy może jednak próbowałaś podnieść? — spojrzała na nią wymownie, czekając na odpowiedź. Bo skąd indziej brało się tego typu historie jak nie z autopsji? Whitmore nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie czegoś takiego wymyślić, a też przecież pracowała w dziale kreatywnym! Odebrała butelkę i podniosła ją na wysokość oczu. Nie miała pojęcia, ile czasu minęło, ale ilość alkoholu na dnie wskazywała, że szło im zdecydowanie za dobrze z zerowaniem trunku.
Zaraz trzeba będzie otworzyć kolejną — oznajmiła zadowolona, przy okazji wysłuchując kolejnej propozycji pytań i spostrzeżeń, jakie miały wymienić. Jej spojrzenie momentalnie zjechało w dół na dłoń Finch i w sumie nie musiała się długo zastanawiać… — Tego nigdy nie robiłam — przyznała się, a kiedy Kira zrobiła na nią wielkie oczy, Daisy wzruszyła ramionami. — Pobądź sobie całe życie ze sportowcem, to zrozumiesz. Ale chętnie spróbuje, a co mi tam! — machnęła ręką i nieśmiało sięgnęła po jednego. Umieściła go pomiędzy wargami i czekała, aż Kira odpali swojego. Nie żeby nie wiedziała, jak to się robi, ale mały instruktaż zaciągania się, był mile widziany. I… finalnie trochę minął się z celem, bo Whimore zamiast patrzeć na to jak zapalniczka podpala tytoń, ona nie wiedzieć czemu skupiła się na sposobie, w jaki usta Kiry otulały filter, a zaraz potem wypuszczały gęsty, biały dym, niknąć na moment w chmurze.
Dobra, to teraz ja — wyprostowała się nieznacznie, przejmując od blondynki zapalniczkę. Złapała jeszcze kilka głębszych oddechów, po czym pstryknęła ogień i przystawiła go do fajki, robiąc przy okazji wielkiego zeza. Ciągnęła dym do ust, ale bez zaciągania wypuściła go, krzywiąc się. — Ale dziwny posmak na języku — pomlaskała ustami, nawet nie zdając sobie sprawy, że kompletnie źle do tego podeszła. Widziała jedynie, że jej dym wcale nie wyglądał jak ten, który wypuściła z siebie Finch.

You know I think your skin's the perfect color
But it's always your eyes that pull me under
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że żadna z nich nie była zodiakarą. Chyba? Wtedy na pewno zaczęłyby rozkminiać, czy ich znaki astrologiczne są ze sobą kompatybilne i czy w ogóle są zbieżne z ich charakterami.
Ale ty masz o mnie przedziwne zdanie — pokręciła głową, zastanawiając się, skąd w ogóle takie wnioski pojawiały się w głowie Daisy. Czy Kira była nieobliczalna? Sama nie określiłaby się w taki sposób. Nieustraszona? To też za dużo powiedziane. Nie wskakiwała przecież w ogień. Takie szaleństwa zostawiała dziewczynie swojej siostry. — Niebezpieczne rzeczy? Jak, nie wiem, napady na bank? — zerknęła z rozbawieniem na Whitmore.
Nie mogła powiedzieć o wyścigach, w których brała. Albo nie chciała? To nie było nic, czym chwaliła się na co dzień. Właściwie niewiele osób wiedziało, czym zajmowała się po godzinach pracy w redakcji. I nawet jak publikowała w sieci jakieś zdjęcia, to nigdy nie pokazywała w nich swojej twarzy. Ojciec, choć niejednokrotnie ratował ją z opresji, powiesiłby ją za sutki, gdyby zaczęła obnosić się ze swoją zajawką publicznie.
Uśmiechnęła się zawadiacko, gdy menadżerka skomentowała jej twarz. Dobre geny robiły tutaj swoje. Kira zdecydowanie z wyglądu wdała się w matkę, ale oczy miała po ojcu. Znała wartość swojej urody i nie zamierzała udawać, że była brzydka, kiedy w rzeczywistości mogłaby robić w modelingu. O ile miałaby kilka centymetrów wzrostu więcej.
Nie wiem, skąd wzięły mi się te parówki. Widziałam kiedyś taki filmik, jak ktoś robił pranka, a potem ludzie wrzucali sobie kostki lodu do drinków. To musiało być paskudne — skrzywiła się na samą myśl, wyobrażając sobie smak takiego trunku. Ohyda. — Przeceniasz mnie, Whitmore. Nie robiłam niczego z tych rzeczy, które wymieniłam. Naoglądałam się po prostu za dużo internetu — wyjaśniła, bo nie raz zdarzało jej się zabłądzić w najodleglejszych czeluściach sieci. Była dzieckiem online. W dzieciństwie rodzice co rusz dawali jej swoje telefony, tak dla świętego spokoju, żeby mogli na spokojnie zająć się pracą.
Daisy znów ją zaskoczyła, kiedy poinformowała, że nigdy nie papierosów. Stąd wysoko uniesione brwi i mina lekko zbita z tropu.
Poważnie? Nawet nie próbowałaś? Ale co, nigdy cię nie korciło? — zdziwiła się szczerze. Rozumiała, że była w związku ze sportowcem, ale żeby nie mieć okazji posmakować nikotyny? — To znaczy, dobrze dla ciebie. Przecież to jest totalnie niezdrowe. Teraz mam wyrzuty sumienia, że cię poczęstowałam — dodała, obserwując, jak Whitmore zaciąga się papierosem. A raczej przyciska filtr do ust, bo nie można było tego nazwać prawdziwym zaciągnięciem. Już nawet z odpaleniem fajki miała mały problem, a co dopiero mówić o wciągnięciu nikotyny prosto do płuc.
Tylko bez szaleństw. I nie przestrasz się, jak zaraz zacznie kręcić ci się w głowie — uspokoiła ją, tak na wszelki wypadek, gdyby kobieta zaczęła niepotrzebnie panikować. Dobrze pamiętała, kiedy sama pierwszy raz starszy kolega poczęstował ją papierosem. Nie dość, że świat zawirował tysiącem barw, to jeszcze zaniosła się okropnym kaszlem. A potem, żeby nauczyła się porządnie zaciągać, straszył ją tekstem uważaj, mama idzie!No to pety masz już odhaczone na swojej liście. Co tam masz jeszcze? Pewnie jest całkiem długa, no nie? — zapytała z rozbawieniem i dopiła szampana. Odstawiła butelkę na murku i od razu sięgnęła po drugą. Znów otworzyła ją z charakterystycznym hukiem, a Daisy ponownie wydała z siebie krótki pisk, na który Finch zareagowała cichym śmiechem. Nie robiła tego prześmiewczo. Właściwie uważała, że to całkiem urocze.

you′re my cigarette. my late night mistake 🚬
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pierwszy rzut oka, kompletnie nie było widać między nimi jakichkolwiek różnic wieku. Dwie kobiety, rozmawiające sobie o występkach, jakich dopuściły się w swoim zacnym żywocie. Jednak w momencie, w którym temat zszedł na mrożenie wody po parówkach i dodawanie tego ludziom do drinków, od razu dało się zauważyć, że były z dwóch różnych pokoleń. Daisy nawet nie widziała w tym pranka. Dla niej prank to była poduszka pierdziuszka podstawiona pod fotel, a nie obrzydliwe kostki po kiełbasie. Rozumiała jednak, że czasy się zmieniały i ludzie potrzebowali coraz to więcej nowych, intensywnych wrażeń. Kira najwyraźniej również, skoro zamiast bawić się ze swoim działem na parterze, siedziała z managerką projektu na dachu i zerowała szampana.
Szampana, który swoją drogą powoli uderzał do głowy. Whitmore nigdy nie miała dobrego organizmu do picia. Często zgonowała jako pierwsza, nie potrafiąc wyłapać tego jednego momentu, w którym powinno się powiedzieć stop. Dlatego też rzadko piła. Chociaż tego wieczoru była gotowa zaszaleć. Czuła, jak ciało robi się przyjemniejsze, lżejsze, jakby powoli osiągało pewien stan nieważkości. Tyczyło się to również myśli, które budowały się w jej głowie. W normalnych okolicznościach na zdziwienie Kiry, Daisy odpowiedziała by jedynie wzruszeniem ramion i tym, że po prostu wcześniej jakoś nie było okazji. Natomiast w obecnym stanie upojenia, jej głowa jakby… pragnęła wrzucić z siebie nieco więcej szczerości.
Korciło, nie korciło… — przedrzeźniła ją, bujając się lekko na boki. — To nie takie proste jak ci się wydaje — mruknęła pod nosem, obracając w palcach prawie już pustą butelkę. — Dużo rzeczy w życiu musiałam sobie odmówić. Wiesz, jak ciągle jest wymagane od ciebie bycie najlepszą wersją siebie, ułożoną, uczynną i przykładą, to w pewnym momencie udajesz już tak mocno, że wchodzi ci to w krew — wyznała kompletnie szczerze. I chociaż nie powiedziała jasno, że chodziło o rodzinę Whitmore, bardzo łatwo szło dojść do tych wniosków. Kira znała przecież Richarda, doskonale wiedziała, jak wymagający był, jak zawsze wszystko musiało być po jego myśli, jak nie znosił sprzeciwu i lubił narzucać ludziom swoje racje. Ona miała to na porządku dziennym, w postaci redaktora naczelnego ale również i jego młodszej wersji, którą od dziesięciu lat nazywała swoim mężem.
Sama nie wiem, Finch — westchnęła głośno, znowu zaciągając się i krztusząc dymem z papierosa, a zaraz potem opadła plecami na chłodną ścianę. — Mam wrażenie, że dużo rzeczy mnie ominęło. Że to… — spojrzała na papierosa w dłoni, na delikatny szary dym, który tlił się z końcówki. — To tylko wierzchołek góry lodowej — zakończyła jakoś tak… ciężko. Szczerze. Nie było to już gadanie, żeby gadać, a pewnego rodzaju najprawdziwsze wyznanie, pokazanie blondynce skrawka własnego umysłu i tego, co siedziało w nim głęboko zakorzenione. Pewnie jutro będzie tego żałować, kiedy obudzi się z kacem, ale teraz? Teraz czuła, że tylko Kirze mogła się wygadać. Że ona jako jedynie nie wymagała od niej perfekcji. Wręcz przeciwnie — wyzwalała w niej chaos, jakiś taki nieład, który na pewien sposób podobał się Whitmore. Czasami aż za bardzo.
Wow — rzuciła po chwili, spojrzenie wbijając we własną dłoń. — Chyba faktycznie trochę mi się kręci w głowie — miała faze? No chyba miała. Głowa jej wirowała, aż musiała odstawić butelkę na bok. Zrobiła to jednak tak nieumiejętnie, że ta poturlała się na koniec dachu i… spadła w dół, wywołując głuche huknięcie po kilku sekundach. Daisy od razu spojrzała na Kirę wielkimi oczami. — Ups? Mam nadzieje, że nikt nie dostał w głowę — wyznała całkiem poważnie, a po chwili… zaśmiała się. Głośno i donośnie. Pewnie trochę zbyt głośno, biorąc pod uwagę, że swoim durnym zachowaniem mogła kogoś zabić. Najprawdopodniej kogoś z pracowników, bo całe szczęście strona, po ktorej spadłą butelka była akurat od stronę zaplecza i śmietnika.
A wracając jeszcze do tej listy — przypomniała sobie, że nie odpowiedziała Kirze na wcześniejsze pytanie. Oczywiście musiała zrobić krótką przerwę na kwiknięcie na otwierającą się butelkę szampana. Dopiero potem mogła kontynuować. — Chciałabym się zjarać. No wiesz, marihuaną. Zobaczyć, jak to jest być na prawdziwej fazie. I chciałabym wziąć udział w jakieś tajnej imprezie na plaży i skoczyć ze spadochronu i może… — wstrzymała powietrze, swoje spojrzenie zatrzymując na twarzy Kiry. Prawie to powiedziała. Prawie wspomniała, że może kiedyś chciałaby sprawdzić, jak to było całować się kobietą. W ogóle z kimś innym niż Rowan. Ale przecież nie wypadało wymawiać takich rzeczy na głos. Nie powinna. Nawet po pijaku. Dlatego szybko znalazła jakąś alternatywę. — I zatańczyć breakdance tam na dole na parkiecie — rzuciła w zamian, po czym zaśmiała się z własnych słów. Żeby ona jeszcze umiała się chociaż raz obkręcić na podłodze w tym stylu.

:kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wbrew pozorom, od Kiry również wymagano, żeby była grzeczna i poukładana. Finchowie mieli wobec swoich dzieci ogromne oczekiwania. Chcieli, żeby córki poszły w ich ślady, ale żadna z nich nie została prawniczką. Radziły sobie w życiu doskonale, jednak wolały iść swoimi ścieżkami, co niespecjalnie spodobało się rodzicom. Niejednokrotnie dawali jej odczuć, że byli rozczarowani zawodem, który wybrała, bo przecież stać ją na więcej. Ale ani ona, ani jej siostry nie chciały takiej przyszłości.
Myślisz, że gdybyś nie związała się z Rowanem, wszystko potoczyłoby się inaczej? — zapytała, ale nie próbowała niczego insynuować. Po prostu zastanawiała się, czy to wynikało z podjętych przez Daisy wyborów. Że może gdyby nie ten mężczyzna, albo nie ta praca, nie musiałaby wypruwać sobie żył i pozwoliłaby sobie na więcej luzu. Nikt na świecie nie był doskonały, nawet jeśli każdy wokół tego oczekiwał.
Nie wątpiła jednak w to, że Whitmore ominęło wiele rzeczy. Nie tylko palenie papierosów, ale na przykład picie szampana w miejscu, w którym pić się nie powinno. Właściwie, gdyby ktoś je teraz przyłapał, mogłyby ponieść karę finansową, ale o tym nie zamierzała jej wspominać. Nie chciała jej stresować, skoro na razie ich pozycja na dachu była bezpieczna i niezauważalna.
Ale wiesz, że masz jeszcze przez sobą całe życie? — spojrzała na nią, wypuszczając dym kącikiem ust. — Nie pozwól, żeby ominęło cię jeszcze więcej — dodała z lekkim, ale szczerym uśmiechem. Sama była gotowa pokazać jej życie, którego do tej pory nie miała okazji skosztować. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Mogłaby być jej pierwszym razem w tym, co ją do tej pory ominęło.
Alkohol w połączeniu z papierosem zawsze dawała większą banię. Szkoda, że Finch nie zdążyła jej przed tym ostrzec. No cóż, nikt nie powiedział, że będzie doskonałą przewodniczką w tym nieznanym dotąd świecie. Wzdrygnęła się, kiedy kobieta przypadkowo zrzuciła butelkę z murku, a ta poszybowała i rozbiła się o chodnik. Natychmiast spojrzała w dół, żeby upewnić się, czy roztrzaskała się na czyjejś głowie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Z budynku jednak wyszedł ochroniarz, który zaczął rozglądać się dookoła, szukając winowajców. Nie przypuszczał chyba, że nie był to żaden przechodzień, a szkło spadło prosto z nieba.
Tak się to bawi? — znów popatrzyła na śmiejącą się do rozpuku menadżerkę. — Jak słowo daję, masz zadatki na jakąś socjopatkę. A nawet kryminalistkę — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem i sprzedała jej kuksańca w bok. Lekkiego, bo jeszcze tego brakowałoby, żeby Whitmore dołączyła do butelki na chodniku.
Lista rzeczy wymieniona przez Daisy wcale nie była długa. Właściwie była dość uboga. Jaranie zielska? Skok ze spadochronem? Okej, to, że nigdy nie paliła trawki i nie skakała ze spadochronem dało się zrozumieć. Ale że nigdy nie była na - jak to ujęła - taniej imprezie na plaży? Ale najbardziej z tego wszystkiego zaskoczyła ją chęcią tańczenia breaka. Co to w ogóle za pomysł? Zupełnie od czapy!
To wszystko jest do zrobienia. Mogę zabrać cię na imprezę na plaży i upalić THC — wzruszyła lekko ramionami. — Znam też gościa pracującego w jednym aeroklubie, więc mogę nawet załatwić ci zniżkę na skok ze spadochronem. Ale breakdance? — uniosła wysoko brwi, dalej nie wierząc w to, co przed momentem usłyszała. — I to na parkiecie w rocznicę otwarcia Toronto Sun? No słuchaj, w tym ci już nie pomogę. Ale jeśli czujesz taką potrzebę, to śmiało. Obiecuję, że będę ci przyklaskiwać w rytm — pokiwała głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa. To było chyba najdziwniejsze, co Whitmore dzisiaj powiedziała. Skąd jej się to w ogóle wzięło? Naprawdę marzyła o tym, żeby kręcić się na głowie na oczach teścia i całej redakcji? Przedziwne.

daisy 🪂🌿🤸‍♂️
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oj to na pewno — machnęła ręką na pytanie Kiry, czy gdyby nie była z Romanem, wszystko potoczyłoby się inaczej. — Wiesz, nie jestem jakąś wielką hipiską, która wierzy w kosmitów, ale akurat w to, ze nasza życie składa się z decyzji i każda z nich ma inne skutki, to już tak. Szczególnie, że mówimy w perspektywie już tylu lat — inaczej pewnie byłoby, gdyby dopiero co się związali, ledwo ze sobą zamieszkali, ale przecież Rowan był częścią jej życia od lat szkolnych. Od nastoletniego buntu, którego nigdy nie doświadczyła, bo już miała kochającego chłopaka i plan na przyszłość, przez studia, na które nie poszła, po prace w redakcji. Bo przecież Daisy nigdy nie chciała być dziennikarką. Ona chciała kręcić filmy. Reżyserować. Opowiadać historię obrazem, a nie słowami przelanymi na przysłowiowy papier. Jednak była tu, gdzie była i nie należało aż tak tego rozgrzebywać. W końcu czasu się już nie cofnie. Poza tym, jak to Kira słusznie zauważyła — miała jeszcze przed soba całe życie.
Wystarczyło zobaczyć, jak wiele nowego zrobiła już przez ostatnie tygodnie. Jakie decyzje podjęła wbrew temu, co było od niej oczekiwane. Jedna z tych decyzji stawała codziennie rano przed budynkiem Toronto Sun w pięknym baby blue kolorze. I nawet dzisiaj, zamiast siedzieć na nudnym bankiecie, chillowała na dachu z Kirą z motoryzacyjnego i zrzucała szampany z dachów.
No bawi mnie to, ciebie nie? — zachichotała jeszcze pod nosem, podczas gdy twarz próbowała zachować powagę. Z małym powodzeniem oczywiście. — Przejmowałabym się, gdyby coś się komuś stało, a tak to, można się teraz z tego śmiać. Szczególnie, że wiesz co? — nachyliła się w strony Finch i zajrzała w jej szare oczy, jakby lada moment była gotowa wyjawić jej mega ważny sekret. Bo może właśnie tak było? — Dowód w nasze zbrodni właśnie został zniszczony — oznajmiała szeptem (bo jakże by inaczej, tyle ludzi przecież na dachu), po czym znowu zaśmiała się pod nosem. Piękny wieczór! Wszystko układało się po ich myśli i nawet za bardzo nie musiały się starać. To się nazywa mieć wszechświat po swojej stronie.
I chyba nie tylko w takiej formie, bo zaraz jeszcze okazało się, że Kira nie tylko tego dnia była gotowa być jej partner in crime, ale i była gotowa pomóc jej w tych wszystkich pierwszych razach, jakie wymieniła Daisy. Aż Whitmore spojrzała na nią zaskoczona, kiedy ta wymieniała kogo zna i co by nie mogła załatwić. I chociaż było to pewnie takie gadanie… pijane serce Daisy autentycznie nie mogło w to uwierzyć. Aż zabiło szybciej w piersi, podczas gdy w oczach pojawiły nie drobne iskierki.
Naprawdę chcesz być moim starszym specjalistą od pierwszych razów? — dopytała, wciąż niedowierzając. Ludzie nie mogli być aż tak bezinteresowni. To przecież się kłóciło z naturalnie gburowatą naturą człowieka. A jednak Kira zdawała się mówić prawdę, kiedy jej to wszystko proponowała. — Ej dobra, to czekaj. Czekaj — aż się podniosła, prostując plecy i wykładając ręce, bo skoro naprawdę miały to zrobić, trzeba to było zrobić dobrze. — To co powiesz na to, że ja zrobie taką listę… może na trzeźwo, bo mam przeczucie, że pominęłam wiele rzeczy i spisze wszystko, co chciałabym zrobić. A potem raz na dwa tygodnie będziemy robić jakąś z tych rzeczy? — zaproponowała wielki plan, który w jej głowie na ten moment wydawał się iście e p i c k i. Aż przejęła butelkę od Finch, żeby przypieczętować to toastem! Upiła kilka łyków i podała dziennikarce. — Chociaż z tym breakdancem to chyba jednak był przypływ chwili. Jego jednak nie ma na mojej liście — dodała jeszcze dla jasności i pokręciła głową. Przecież ona nawet nie umiała go tańczyć, a co dopiero tutaj, na imprezie pracowniczej. Chociaż jakimiś zwykłymi tańcami potem pewnie wcale by nie pogardziła.
To co, mamy deal? — spytała już w pełni poważnie, odwaracajać się przodem do Kiry i nie tylko spoglądając jej w oczy, ale również wyciągając do przodu dłoń, którą powinna uścisnąć, jeśli naprawdę chciała podjąć się tej pracy starszego specjalisty od pierwszych razów. A to wcale nie zapowiadała się łatwa robota.

will you be my first-time buddy?
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozumiała jej perspektywę. A na pewno bardzo starała się zrozumieć, bo sama nie wyobrażała, żeby zamknąć się w jakichś ramach, tylko dlatego, że tak wypadało. Od lat buntowała się przeciwko rodzicom i przeciwstawiała się ich oczekiwaniom. Ale wiedziała, że wszystko zależy od charakteru i od podejścia. Może Daisy odpowiadał taki stan rzeczy? Musiał, skoro z łatwością zdołała się przystosować. No i niewątpliwie kochała Romana Rowana, a podobno miłość robiła z ludźmi dziwne rzeczy. Kira zasłyszała to z opowieści. Sama nigdy nie była naprawdę zakochana. Miała kilka zauroczeń i podobało jej się wiele kobiet (na przykład Lyric, która gdzieś wyparowała znienacka), ale o samej miłości wiedziała niewiele. W domu też nie miała przykładu jakiejś wielkiej miłości. Czasami odnosiła wrażenie, że jej rodzice są ze sobą z przykrego poczucia obowiązku, a nie dlatego, że się kochali. Ale oni po prostu mieli problem z okazywaniem uczuć komukolwiek.
Wcześniej nie było mi do śmiechu, ale teraz faktycznie to nawet zabawne — parsknęła śmiechem, zerkając w dół na odłamki szkła. — Ale nasz dowód zbrodni znajduje się na rachunku szefa. Zapomniałaś już? — przeniosła rozbawione spojrzenie na Daisy, która myślała, że jest tak cwana, jak ładna. W tym stanie daleko było jej jednak do przebiegłości.
Zaciągnęła się papierosem, a niedopałek zgasiła o betonowy murek, odrzucając go gdzieś na bok. Normalnie nie miała zwyczaju wyrzucać petów gdzie popadnie, zresztą za zaśmiecanie można było dostać niezły mandat, ale tutaj nie było zbyt wielu świadków jej występku. Whitmore nie wyglądała na taką, która miałaby ją zaraz podpierdolić u facetki.
A dlaczego nie? — zapytała, kiedy menadżerka popatrzyła na nią, wyraźnie z zaskoczona taką propozycją. Marysia była lekko w szoku. Kto wie, ile z twoich pierwszych razów byłoby też moim pierwszym razem? — zastanowiła się na głos, chociaż Finch podejrzewała, że robiła większość rzeczy, które przyszłyby do głowy Daisy. Na pomysł z listą, uniosła wysoko brwi. Pociągnęła z butelki kilka łyków szampana i wymierzyła szyjką w siedzącą obok kobietę. — To nie jest takie głupie. Tylko może faktycznie przemyśl to sobie na trzeźwo. I żeby to było coś, no wiesz, normalnego? Z jakimś lotem w kosmos byłoby trochę trudno — oznajmiła, bo tego, to nawet ona nie robiła. I nie zapowiadało się, żeby kiedykolwiek uległo to zmianie.
Tak podejrzewała, że Whitmore trochę ściemniała z tym breakdancem. Wymyśliła to na poczekaniu, pod wpływem alkoholu, a gdyby przyszło, co do czego, to potem by żałowała i spaliła się ze wstydu na oczach całej redakcji. I po co, na co to komu?
To co miałaś zamiast tych dzikich wygibasów? Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że chciałaś zostać zapamiętana jako druga Rachael Gunn — powiedziała, wspominając słynną australijską tancerkę, która dała dziwaczny występ na olimpiadzie w Paryżu.
Odstawiła butelkę w bezpieczne miejsce i również obróciła się w kierunku Daisy, aby uścisnąć jej dłoń i przypieczętować umowę.
Deal — zgodziła się, a gdy już zwolniły uścisk, Finch wystawiła mały paluszek. — A nawet pinky promise — dodała, owijając go wokół tego u dłoni menadżerki. No, teraz miały legitny układ i nic nie zdoła go złamać. Poza samą Whitmore, jeśli ta jednak postanowi się wycofać i jednak nie zrobi czegoś, co znajdzie się na jej liście.

pinky promise, you'll be honest with me 🤝
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy nie piła często, co było widać czarno na białym, chociażby w sposobie, w jaki śmiała się z roztrzaskanej butelki tuż przy śmietniku, która na dobrą sprawę, mogła kogoś autentycznie zabić. Pewnie na trzeźwo już biegłaby na dół i prosiła o miotłę, żeby nie zostawiać bałaganu. Natomiast tutaj? W tej scenerii? Była tym niewzruszona, żeby nie powiedzieć rozbawiona.
Nie wiedziała, w którym dokładnie momencie, ta druga butelka już porządnie ją siekła, jednak za nic nie miała zamiaru narzekać. Czuła się świetnie. Czuła się lekka, odstresowana, czuła, że może wszystko… nawet stworzyć listę wszystkich swoich pierwszych rzeczy, którymi podzieliłaby się z Kirą Finch i potem razem mogły spełniać każdą z pozycji. Brzmiało świetnie. Chociaż kiedy Finch wspomniała, że niektóre z nich mogły okazać się tez jej pierwszymi razami, Whitmore od razu zerwała się z miejsca i nachylała w stronę Kiry.
— Ej nie no, to słuchaj — poprawiła kilka blond kosmyków, które poleciały jej na twarz, a następnie wbiła jasne spojrzenie w to szare Finch. — To ty też zrób listę. I będziemy na zmianę robić po jednej rzeczy — no przecież to był pomysł ge-nia-lny. Lepszego nie dało się wymyślić. Tym sposobem, mógłby obie być w to zaangażowane i w dodatku popełniać kilka swoich marzeń. A kto wie, może niektóre z nich by się tak naprawdę pokryły? — No co tak patrzysz? Na pewno są jakieś rzeczy, których nie robiłaś — ściągnęła brwi, spoglądając na nią podejrzliwie. — Jak na przykład nie wiem… wyścig wózkami sklepowymi z górki, o — proszę bardzo, ale wymyśliła! Myślała nad tym całe pięć sekund i chyba dało się zauważyć. Zrobiła to jedynak właśnie po to, żeby pokazać Kirze, że na pewno było coś, co mogła dodać do swojej listy. Może będzie ona krótsza niż ta Whitmore, ale to zawsze coś! I fakt — powinny zrobić je zdecydowanie na trzeźwo, bo na ten moment Daisy miała tylko odklejone pomysły. I wcale nie były one na zasadzie zawsze chciałam to zrobić, tylko własne dopiero przyszły jej do głowy, a tu nie o to w tym chodziło.
Co miałam zamiast dzikich wygibasów? — zaśmiała się głośno, spoglądając na Finch z rozbawieniem. Żeby ona jeszcze pamiętała… — Chciałam z tobą zatańczyć. Zatańczysz ze mną? Na dole w sensie, o tam na dole — nawet pokazała Kirze na którym dole, wyciągając palec wskazujący przed siebie i kierując go w stronę sali balowej, z której dobiegała energiczna muzyka. Tak naprawdę jeszcze dziesięć minut temu wcale nie chciała tańczyć z Finch, ale co poradzić na to, że przy tak przyjemnym upojeniu alkoholowym, pomysły w głowie Daisy zmieniały się w minuty na minutę.
Całe szczęście zdążyły przypieczętować deal z listą nim wyzerowały drugą butelkę. Pierwsze uściśnięciem dłoni, a zaraz potem tak zwanym pinky promise. Uśmiech nie schodził Daisy z twarzy. Powiedzieć, że dawno nie była na coś tak podekscytowana, to jak nic nie powiedzieć, dlatego niewiele myśląc, szarpnęła dłonią, przy okazji przyciągając Kirę do siebie, a następnie przytuliła do siebie, mimowolnie zaciągając się kwiatowymi perfumami. Nie planowała tego. Naprawdę nie wiedziała, co w nią wstąpiło, a jednak było… przyjemnie. Kojąco. Nie trwało to długo, bo niecałą minutę, ale to wystarczyło, żeby tu po Daisy na dłuższą chwilę przyjrzała się Kirze.
To co? Zerujemy to i idziemy w balety? — zaproponowała. Bo skoro kończył im się alkohol jak i jedzenie, chyba najwyższa pora, by wracać na dół? Tam z pewnością było więcej jedzenia i było również zdecydowanie cieplej, czego nie można było powiedzieć o dachu, na którym wciąż pizgało złem.

:kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”