-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Sam mecz od pierwszej minuty daleki był od widowiskowego, technicznego futbolu. Była to raczej twarda, fizyczna walka o każdy metr boiska. Sędzia raz po raz musiał przerywać grę, sypały się żółte kartki, a faule ze strony obu drużyn stawały się coraz bardziej agresywne. Na boisku działo się dużo, a chaos i napięcie nie pozwalały żadnej ze stron przejąć pełnej kontroli. Billie wielokrotnie lądowała na murawie, zaciskając zęby po kolejnych starciach z obrończyniami przeciwnej drużyny. Przełom nastąpił dopiero w siedemdziesiątej ósmej minucie. Po szybkim przejęciu piłki w środku pola, Billie otrzymała podanie, które pozwoliło jej urwać się defensywie. Nie miała czasu na zastanowienie, szczerze powiedziawszy nawet nie spojrzała w kierunku bramki. Uderzyła mocno, tuż przy słupku, nie dając bramkarce żadnych szans. Piłka zatrzepotała w siatce, a stadion eksplodował. Ten jeden gol, będący efektem ciężkiej pracy zadecydował o końcowym wyniku i mistrzostwie.
Kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek, ledwo łapiąc oddech, skierowała wzrok w stronę trybun. Wśród tłumu kibiców zaczęła szukać znajomej twarzy, chcąc sprawdzić, czy kobieta faktycznie skorzystała z zaproszenia. Już miała zrezygnować, kiedy wśród obecnych dostrzegła jasną czuprynę i spojrzenie skierowane prosto na nią. Billie pomachała w stronę trybun, uśmiechając się przy tym szeroko. Kilkoma gestami zasugerowała, by Ophelia na nią poczekała. Przez kolejne kilkanaście minut celebrowała sukces z koleżankami z drużyny. Pozwoliła nawet zrobić sobie kilka grupowych zdjęć z pucharem, wyraźnie zadowolona z wygranej. Jednak po wszystkim, zamiast wybrać się z resztą zespołu na wspólne świętowanie przy pizzy, szybko wymknęła się do szatni. Zabrała stamtąd nową torbę, na którą wydała wszystkie oszczędności i nawet się nie przebierając, udała się prosto na trybuny. Ku jej ogromnemu zadowoleniu, Ophelia wciąż na nią czekała.
- Nie byłam pewna czy przyjdziesz - powiedziała na przywitanie, odgarniając z czoła mokre od potu włosy. - I jak... myślisz, że byłabyś w stanie przekonać się do piłki nożnej? - obdarowała kobietę uśmiechem, zajmując miejsce tuż obok niej.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała kompletnie pojęcia o tym jaki to był mecz, jaka była stawka ani nie orientowała się w tym kto właściwie grał przeciwko sobie. Nie wiedziała zupełnie nic poza faktem, że w jednej z drużyn znajdowała się Billie i to właśnie jej miała kibicować. Nie sądziła, aby potrzebowała wiedzieć cokolwiek więcej. Jeśli przypadkiem usiadła w sektorze przeznaczonym dla fanów przeciwnego zespołu to najwyżej ją rozszarpią. Chociaż czy ktoś był gotów iść na noże w imię jakiejś drużyny uniwersyteckiej? Śmiała wątpić, ale wszystko mogło się stać.
Zadbała o to, aby jej terminarz był pusty i mogła zjawić się zgodnie z obietnicą na trybunach. Kolejnym zadaniem jakie się przed nią znajdowało było wyśledzenie postaci Brackenborough, z której nie zamierzała spuszczać oka. W końcu to dla niej przyszła, a nie dla jakiejkolwiek innej dziewczyny, która znajdowała się na boisku.
Nie musiała być szczególną ekspertką, aby wiedzieć, że gra miała niezwykle ostry i agresywny charakter. Starała się obserwować rozgrywkę i wyciągnąć z niej nieco więcej na temat samego sportu niż jej dotychczasowe raczej podstawowe informacje. Tylko, że na boisku panował zdecydowanie zbyt duży chaos, aby mogła faktycznie wyciągnąć jakieś większe wnioski.
Starała się dopingować Billie za każdym razem, gdy ta tylko miała przy nodze piłkę, ale niestety zbyt często kończyło się to dla niej tym, że zaraz leżała na murawie po zdecydowanie nieprzepisowym zagraniu ze strony obrony.
W końcu jednak udało im pod koniec drugiej połowy. Ophelia poczuła jak ogarnia ją niewytłumaczalna duma z powodu tego, że to właśnie Brackenborough udało się strzelić decydującego gola, który okazał się być jedynym w ciągu tego całego spotkania. Uderzenie było na tyle silne i wymierzone po tak ostrym kątem, że bramkarka nie miała w ogóle szans na to, aby ochronić wnętrze bramki przed tym strzałem. Jaka szkoda.
Mecz został zakończony. Drużyny miały już zejść do szatni, ale wtedy dostrzegła jak Billie posyła w jej kierunku rozbawione spojrzenie i nakazuje gestem, aby została na miejscu. Nie miała nic przeciwko temu. W momencie, gdy większość kibiców zeszła już z trybun, Attwood przez jakiś czas siedziała na swoim krześle, przeglądając kilka rzeczy na telefonie. Musiała sprawdzić maile, odpisać na parę wiadomości i w zasadzie wtedy dostrzegła, że młoda piłkarka już się do niej zbliża.
- Obiecałam ci, że przyjdę, prawda? - odparła, bo może i Billie nie zdawała sobie z tego sprawy, ale Ophelia zawsze dotrzymywała słowa lub też robiła wszystko, aby się wywiązać z obietnic i przepraszała, gdy okazywało się to jednak zbyt trudne. - Może nie do piłki jako takiej, ale na pewno do tego, że jesteś dobra.
To stwierdzenie i delikatny uśmiech jakim blondynka ją obdarzyła musiały jej na ten moment wystarczyć. Nie sądziła, aby siedzenie przez przeszło półtorej godziny w miejscu i patrzenie na to jak ponad dwudziestka ludzi walczy o piłkę, aby przepchnąć ją na odpowiednią stronę boiska będzie jej ulubioną rozrywką, ale miało to swoje chwalebne momenty.
- Gratulacje z okazji zwycięstwa... I widowiskowej bramki. To naprawdę było coś - powiedziała, bo chociaż nie znała się na tym sporcie to mimo wszystko zdobycie punktu wywarło na niej pewne wrażenie.
Billie na pewno zasłużyła na najwyższe pochwały i pewnie została bohaterką dla koleżanek z drużyny, bo w końcu wykorzystała idealnie nadarzającą się okazję, aby zapewnić ich zespołowi prowadzenie.
- Nie świętujesz z resztą? - zapytała, wskazując głową w kierunku przejścia, które prowadziło do szatni.
Dziewczyna w końcu usiadła tuż obok niej i nie wyglądało na to, że zamierzała się gdzieś ruszyć, a przecież powinna świętować zwycięstwo razem z resztą zespołu. To był ich wspólny, i z tego, co zauważyła Ophelia, również niesamowicie ogromny sukces. Szkoda, gdyby Brackenborough to ominęło.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wezmę to za komplement - obdarowała blondynkę uśmiechem, wdzięczna za to, że ta nie zdecydowała się opuścić budynku na długo przed zakończeniem pierwszej połowy. Sama nie była w stanie zrozumieć, jak futbol mógł wydać się komuś nużący. Dla niej to nie była tylko gra czy bieganie za skórzaną piłką. Nie mieściło jej się w głowie, że można było patrzeć na to co działo się na boisku, i nie odczuwać tych wszystkich emocji, które nią samą niemal rozrywały od środka. A jednak fakt, że Ophelia została mimo braku pasji do sportu, znaczył dla niej niemal tak wiele, jak uznanie jakiegoś eksperta.
- Dziękuję. Było naprawdę ciężko, Queen's Gaels ma masę wybitnych piłkarek - powiedziała, świadoma tego, że przeciwna drużyna zawiesiła poprzeczkę niezwykle wysoko. Choć ostatecznie to ona świętowała zwycięstwo, w głębi duszy czuła ogromny respekt do rywalek. Wiedziała, że każda z nich zostawiła na murawie tyle samo serca i potu, co ona. Ich agresywna, nieustępliwa gra nie była przejawem złośliwości, a czystej sportowej ambicji, którą Billie potrafiła docenić. Prawdziwe zwycięstwo smakowało tak dobrze właśnie dlatego, że przeciwnik był godny i ani przez moment nie odpuścił walki. - No, ale to chyba sama mogłaś zauważyć - dodała z szerokim uśmiechem, który nieco zbladł wraz z pytanie Ophelii. - Nie przepadam za tłumami i głośnym świętowaniem - przyznała i szczerze powiedziawszy zdecydowanie bardziej ceniła sobie towarzystwo kobiety, która pomogła jej wtedy, gdy potrzebowała tego najbardziej. - Budka z fast foodem powinna być jeszcze otwarta... możemy się przejść, jeśli masz ochotę świętować przy hamburgerze i puszce coli - gestem ręki wskazała w odpowiednim kierunku, niemal pewna, że posiada wystarczająco pieniędzy, by zapłacić za nią i za siebie.
Mimo to nie podniosła się z miejsca, pozwalając Ophelii podjąć decyzję. Sama chętnie by coś przekąsiła, aczkolwiek nie była zdesperowana i mogła poczekać z tym, aż wróci do domu.
- Jak ci minął czas od naszego ostatniego spotkania? - zainteresowała się, nie chcąc jedynie paplać o tym co dla niej było ważne. Wprawdzie wciąż uczyła się kontaktów międzyludzkich i czasami przyłapywała na tym, że jedynym tematem jej rozmów był ukochany sport, który jak już dawno zdążyła zauważyć - nie każdego interesował.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie wiem na ile dobry ten komplement skoro nie znam się kompletnie na piłce. To tylko pewna... subiektywna opinia - powiedziała jeszcze z lekkim uśmiechem, bo zapewne zdanie kogoś takiego jak ona nie miało tak wielkiego znaczenia.
Najważniejsze było to, co mogła usłyszeć od koleżanek z boiska, trenera czy innych osób, które nie tylko posiadały wiedzę w temacie, ale i mogły mieć realny wpływ na rozwój kariery Brackenborough. Managerka była po prostu kimś kto mógł ją zwyczajnie dopingować z trybun.
- Domyślam się, że muszą być dobre. Inaczej wynik przedstawiałby się dla was nieco inaczej - rzuciła jeszcze, bo jeśli tylko przeciwna drużyna prezentowałaby sobą niski poziom to Billie zdobyłaby gola dużo wcześniej.
Attwood wierzyła w umiejętności dziewczyny. Przynajmniej po tym, co zobaczyła i była w stanie samodzielnie zaświadczyć. Mecz był zażarty i padło w nim sporo żółtych kartek. Cudem chyba tylko nikt nie został wyeliminowany z gry za sprawą czerwonej. Najwyraźniej jedno zdecydowane ostrzeżenie było wystarczające dla zawodniczek.
Widziałam, że się trochę męczyłyście, ale w końcu je przechytrzyłaś[/b] - przytaknęła, bo musiałaby naprawdę nie uważać w trakcie meczu, aby dojść do innych wniosków.
Obie zdecydowały się na szczerość. Przynajmniej stały po tej samej stronie i umiały docenić w jakiś sposób walory gry rywalek, które dały z siebie wszystko, ale nie powstrzymały drużyny z Billie w składzie przed zyskaniem przewagi.
- No cóż. To jest twój wielki dzień, więc powinnaś go spędzić jak chcesz - odparła, bo jeśli naprawdę spędzanie czasu po meczu w otoczeniu koleżanek z zespołu nie wydawało jej się odpowiednią formą świętowania to czemu miałyby nie spędzić tego wieczoru razem?
Propozycja wydała jej się naprawdę dobra choć była jednocześnie dosyć zwyczajna. Znowu: możliwe, że niektórzy właśnie lubili takie schematy, ale zawsze mogły postarać się uczynić ten dzień nieco bardziej wyjątkowym.
- Jak najbardziej mi odpowiada - skinęła głową, podnosząc się z zajmowanego miejsca. - Hamburger i cola czy jednak wolisz coś bardziej wystawnego? Ja stawiam.
Nie zamierzała słuchać jakiegokolwiek słowa sprzeciwu ze strony studentki. Należało jej się. Może i zdobyły puchar, ale jakaś dodatkowa nagroda nie zaszkodzi, a czemu nie miałby nim być akurat obiad postawiony jej przez Attwood? Była to niewątpliwie niepowtarzalna okazja.
Powoli zaczęła zmierzać ku zejściu z trybun, bo w końcu zanim gdziekolwiek się udadzą to musiały wpierw opuścić uniwersyteckie mury, w których rozgrywał się ligowy mecz.
- Całkiem przyjemnie. Nie natknęłam się raczej na zbyt wiele dziwnych incydentów - rzuciła w odpowiedzi, uśmiechając się jeszcze na wspomnienie tego jak się w zasadzie poznały. - A jak u ciebie? Wszystko w porządku? Treningi cię mocno zajmowały?
Obstawiała, że jednak musiały się ostro przygotowywać do tej gry. Nie zdziwiłaby się zatem, gdyby treningi przed meczem zabierały jej większość czasu i nie pozwalały się skupić na zbyt wielu rzeczach.
Billie Brackenborough