- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pod sposobem, w jaki błądził po jej twarzy smukłymi palcami; jak odgarniał jej z twarzy długie, gęste kosmyki włosów, przerzucając je na jedną stronę. Sprawiając, że sunęły razem z nią po jego rozgrzanym brzuchu, zatrzymując się na klatce piersiowej, podczas gdy usta Pilar błądziły gdzieś przy uchu, ozdobionym złotym kolczykiem, składając mokre pocałunki.
I kiedy przesuwał się wzdłuż kręgosłupa, równolegle do miejsc, w których miała czerwone, długie pręgi od metalowej rurki pomieszanej z jego paznokciami, którymi targał po jej skórze, potęgując doznania jeszcze kilka chwil temu... To właśnie wtedy czuła, jak bardzo jej ciało było na niego wrażliwe. Poddane mu. Słuchało go nawet nie wysyłając jakichkolwiek sygnałów do mózgu. Po proste reagowało. Kochało go. I ona też go kurwa kochała. Całym, jebanym sercem i wszystkim, co miała. Nie chciała go mieć daleko, bo przecież gdy mogła go żałować i dotykać było naj-le-piej, a jednak, gdy wspomniał o tym, jak bardzo nakręca go tego typu gra wstępna, Stewart nie mogła się z nim nie zgodzić.
Bo prawda jest taka, że ją też nakręciło to do granic możliwości. Sposób, w jaki mogła na niego patrzeć, podziwiać go, prężyć się przed nim, a przede wszystkim przyglądając się temu, jak on sam się dotykał. Jak doskonale wiedział, gdzie były jej ulubione miejsce, w których uwielbiała go pieścić. Niesamowite to było. To jak dobrze już się znali. Jak podczas tych wszystkich razów słuchali siebie nawzajem i własnego ciała, by potem z chirurgiczną precyzją wszystko odwzorować. Był to idealny wręcz przykład tego, że seks nie był dla nich jedynie fizycznością. Aktem, który zaspokajał pragnienie i pulsujący punkt między nogami. Dla nich to była prawdziwa konsumpcja miłości. Jakaś taka celebracja tego, że pomimo przeciwności losu oni dalej byli. Razem. Dzieląc wszystko na pół.
Zupełnie tak jak te wszystkie pocałunki, które nastąpiły po chwili. Które w swojej namiętności sprawiały, że po ciele Pilar błądził nieustający dreszcz. Nie ustępował jej nawet na moment. Towarzyszył jej z każdym muśnięciem warg, każdym zaciśnięciem męskich palców na jej nagich pośladkach i przyciągnięciem jej bliżej. Nie potrafiła się nim nasycić. Nie potrafiła tak po prostu dać mu całusa i się odsunąć. Potrzebowała wiecznie go dotykać, mieć blisko, c e l e b r o w a ć.
Dlatego kiedy się od niej odsunął, westchnęła zawiedziona, posyłając mu wzrok pozbawiony aprobaty. Chociaż słowa, które zaraz jej powiedział, zainteresowały ją na tyle, że może nawet była w stanie mu wybaczyć ten nagły przerywnik na kolejną ważna rozmowę. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy oznajmił, że mogła załatwić sprawę z Eliotem. Wiedziała, że i tak by to zrobiła, jednak mając jego poparcie, to kompletnie zmieniało postać rzeczy. Sprawiało, że może będzie jakoś prościej. A może wcale nie, bo nawet zdania w pełni nie skończył, a już zaczynał kombinować.
— Nie ma półśrodków, Madox — rzuciła stanowczo, spoglądając głęboko w jego piękne, ciemne oczy, dłonią muskając jego zarośnięty policzek. — Policja i półświatek MUSZĄ dostać tą samą narracje. Sam przecież mówiłeś, że wsród psów na sto procent jest kret. Te wersje nie mogą się różnić, bo wtedy to już będzie tylko kwestia czasu aż ktoś zwęszy, że coś kręcisz — to nawet nie podlegało dyskusji. Jeśli przed policją będą udawać, że się nienawidzą, to muszą tą samą narracje sprzedać przed ludźmi z półświatka. — Daj mi pierwsze porozmawiać z Eliotem. Wybadać jakoś sprawę. Przecież nie wejdę do niego do gabinetu z buta i nie zacznę mu grozić i stawiać ultimatum, masz mnie za jakaś amatorkę? — spojrzała na niego wymownie, przy okazji nachylając się do jego twarzy. Chciała musnąć jego usta, jednak on w tym samym momencie bezczelnie się poprawił i wcisnął jej kolano między nogi, a Madox zamiast dostać pocałunek prosto na rozgrzane wargi, to dostał… jęknięcie, które mimowolnie wyleciało z jej gardła. Wciąż była kurewsko wrażliwa po tym, co zrobili. To jednak wcale nie powstrzymało ją, by nie poruszyć biodrami, dociskając się jeszcze bardziej do jego skóry, pozostawiając na niej charakterystyczną wilgoć.
— Wiesz, to nawet urocze jak się o mnie martwisz — stwierdziła po chwili, wysłuchując o tych wszystkich planach awaryjnych. Pilar może i bagatelizowała sytuacje, ale naturalnie bardziej ufała policji niż półświatkowi. Rozumiała, że Madox miał może… mieszane uczucia po tym, co zrobili z nim i Haddie, ale przecież ona nie zamierzała do tego dopuścić. — Wiem, że boli cię to, co się stało z… — odwróciła na moment spojrzenie. — Wami i waszą miłością — jakoś nie mogło jej to przejść przez gardło z łatwością. Myśl, że Madox mógłby kogoś jakąkolwiek inną kobietę. Że gdyby nie Eliot, to może teraz Haddie byłaby jego żoną z wieloletnim stażem. — Ale ja nie jestem nią. I się tak łatwo nie poddam. Mam swoje sposoby — dodała, już wracając do niego spojrzeniem i uśmiechając się przelotnie. Już trochę ją znał. Wiedział doskonale, że jak się na coś uparła, to nie było na nią mocnych. I to nie tylko dlatego, że go kręciła. Po prostu Pilar była nieustępliwa. Potrafiła stawiać na swoim, a jeśli na czymś jej zależało, umiała odpowiednio zawalczyć. A tak się składa, że na Madoxie zależało jej najbardziej na całym, jebanym świecie.
— Ale tak, w razie czego wszyscy mogą się pierdolić, a my… — nie dokończyła, zamierając w pół ruchu bioder na jego kolanie, bo przy drzwiach rozległo się donośne pukanie. Westchnęła ciężko. Oczywiście kurwa. Z drugiej strony fakt, że i tak byli w stanie załatwić swoje sprawy zanim ktoś im przeszkodził było jebanym cudem.
— Zajęte!! — krzyknęła Stewart, jakby pokój VIP był co najmniej kabiną w kiblu.
— Szefie, ma szef gościa — Siergijej kompletnie zignorował jej słowa i znowu odezwał się do Noriegi, chociaż nawet nie tknął klamki. Wiedzieli, co tu robili? Domyślili się po tym, jak kamery zostały zakryte z chwilą, w której Pilar weszła na podest?
— Szefa nie ma! — znowu się wtrąciła, spoglądając na niego wymownie, dłonią błądząc po nagim, wytatuowanym ciele coraz niżej.
— Podobno to ważne — aż jęknęła głośno na te słowa ochroniarza. Przecież nawet nie miało go tu dzisiaj być. To jak to niby kurwa ważne? A jakby tu jednak nie przyjechali, to kurwa co? Śledził ich ktoś, że wiedział, że tu byli?
— To powiedz, że szef już wyszedł — spróbowała po raz ostatni, wywracając oczami. Madox może i miał dobrych pracowników, co umieli się napierdaląć, ale za nic nie umieli improwizować i sobie radzić.
— A ona wie, że on tu jest — Siergiej tym razem odpowiedział na jej słowa, a po chwili jeszcze dodał… — Bo to Maddie przyszła.
₊𖥔 ℓo͟v͟ꫀ ყoυ! ۪ ׄ໑୧ ׅ𖥔ׄ
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kochali się, nienawidzili, błagali... Oddając sobie wszystko na pół. Każdą pieszczotę, każdy pocałunek i przeciągłe spojrzenie w oczy. Znali się coraz lepiej, coraz lepiej dogadywali. Szukając właśnie kompromisu, gdzieś po środku.
Chociaż zaraz Pilar mu mówiła, że nie ma półśrodków, a Madox się do nie szarpnął, żeby szczypnąć zębami skórę na dłoni, którą układała na jego zarośniętym policzku.
- Jak to nie ma... - zaczął, ale zaraz jej słuchał, zawieszając ciemne oczy na tych jej pięknych, czekoladowych, tak mu bliskich, że aż ciężkie westchnienie opuściło jego płuca, a klatka piersiowa, na której się opierała uniosła się i opadła - zawsze dostają dwie różne. Policja uważa, że pracuję dla nich, a półświatek, że dla nich, zawsze tak było... - i jeszcze coś chciał powiedzieć, ale ona też kontynuowała, więc znowu bawił się jej niesfornymi kosmykami
- Urocze? - znowu podpierał się na łokciu, żeby na nią spojrzeć, i znowu wywracał oczami - to jest kurwa... - i coś jej chciał powiedzieć, że może to jest normalne, że się o nią martwi? Albo może kurewsko męskie, że się przejmuje swoją kobietą. Ale w zasadzie... mogło to być nawet urocze - martwię się - powtórzył po niej i znowu się wyrwał i chyba chciał musnąć wargami jej pełne, gorące... słodkie... usta. Ale ona wtedy zaczęła nawijać o... Haddie, jak się zaraz okazało. Bo Madox na początku ściągnął brwi słuchając jej o czym mówiła. A kiedy użyła tej waszej miłości, to odchylił do tyłu głowę i znowu jebnął potylicą w podest - ja pierdolę Pilar, jakbym chociaż z połowie kochał Haddie tak, jak ciebie, to bym się tak nie poddał - kochał ją. Ale prawda jest taka, że... Madox może też wtedy leczył złamane serce po Rosie, to nie było do końca to. A na pewno nie coś takiego, jak czuł do Stewart. Znowu się podniósł, i znowu ją przycisnął do siebie, i znowu wbił spojrzenie w jej oczy.
- Eres... no hay nadie como tú, y nunca lo hubo - Ty jesteś... nie ma takiej drugiej i nigdy nie było, palcami sunął po jej rozgrzanej skórze, po ramieniu, na szyję - tendrían que matarme para que dejara de luchar por ti - musieli by mnie zapierdolić, żebym przestał o ciebie walczyć, sięgnął do jej ust, żeby złożyć na nich krótki, ale agresywny pocałunek, wytatuowane palce opierając na jej gardle. Ale zaraz się odsunął, chociaż wciąż z zaczepnym uśmiechem patrzył w jej ciemne oczy, a kolanem przesunął wyżej między jej uda, ale wtedy przerwało im to pukanie... chociaż kiedy Pilar urwała, to Madox jeszcze nie spuścił z niej spojrzenia.
- Pierdolić to. A my co? - zapytał ją, ale ktoś zaczął mocniej walić w drzwi. A kiedy Stewrat powiedziała to zajęte, to Madox parsknął i już chował twarz w jej szyi, której skórę szczypał zębami, zbierał z niej jej smak językiem. Też nie zwrócił uwagi na Siergieja, bo Pilar miała rację, nie ma go. Znowu się uśmiechnął, a palce zaczepiały już wewnętrzną stronę jej uda sunąc coraz wyżej. I chyba nie wiele potrzebowali, żeby się znowu nakręcić, z Siergiejem za drzwiami.
- Ale zaraz może znowu wejść, jak mu trochę pomożesz... - mruknął jej do ucha, a ciemne tęczówki zjechały niżej, na to miejsce między nogami, gdzie zaraz nawet przesunął jej dłoń opierając na niej wytatuowane palce. Tylko wtedy padło to zdanie bo to Maddie, a Madox aż wypuścił głośno powietrze z płuc, i wcale to nie było spowodowany tym, że Pilar sięgnęła tam gdzie chciał, a zresztą... To jedno słowo Maddie wystarczyło, żeby przeszła mu ochota na wszystko, bo zanim Stewart zdążyła się znowu odezwać, to on już się podnosił, przytrzymując ją ręką, żeby nie spadła z podestu, bo leżeli niebezpiecznie na brzegu, aż dziwne, że Madox i jego zajebista koordynacja, zespół niespokojnych nóg, rąk i w ogóle wszystkiego, ich nie zrzucił.
- Jebana Maddie... - najpierw mruknął do Pilar, ale zaraz podnosił się z tego podestu i rozglądał za swoimi ubraniami. Zawsze. Za każdym pierdolonym razem były rozwalone wszędzie dookoła, a Madox nie wiedział jak to się dzieje... To znaczy wiedział. Jak oni je z siebie chaotycznie ściągali, żeby się czuć, szybciej, intensywniej. Bliżej.
Zawiesił spojrzenie na jakiejś lampie nad rurką, gdzie wisiały jego bokserki.
- Jak? - zerknął na Pilar, ale nawet po nie nie sięgał, tylko nago przeszedł się przez pokój VIP, żeby stanąć przed Siergiejem w drzwiach, bo prawda jest taka, że chodzili razem na boks, przebierali się przy sobie, brali prysznic w szatni, więc dla Madoxa to nie było jakieś dziwne, zresztą on był trochę bezwstydny. Jednak kiedy rusek chciał zajrzeć do środka, to Noriega skrzyżował ręce na piersi zasłaniając mu drzwi - co ja kurwa mówiłem?! - ryknął na ruska, który zaraz się wyprostował i skupił na nim - że kurwa Maddie ma tutaj zakaz wstępu, ma jebanego bana... - nie dokończył nawet bo Siergiej się wtrącił.
- Czeka w biurze... - aż się cofnął. Bo może Madox naprawdę by mu wpierdolił, jakby nie stał przed nim nago, a tak zacisnął dłoń w pięść, a zaraz to pierdolnął drzwiami, tak, że aż się zatrząsły, a to były porządne drzwi. Z rozpędu jeszcze walnął ręką w obicie wrót, na całe szczęście jakieś miękkie, więc poczuł tylko siłę uderzenia, na knykciach.
- Ja pierdole. Czeka w biurze, jakby kurwa była u siebie - gadał do Pilar, chyba bardziej do siebie. I już przeszedł się dookoła, jak ten dziki kot, zanim stanął przed podestem - i niech czeka. A my po prostu stąd wyjdziemy... - świetny plan. Przeczesał palcami ciemne włosy odgarniając je do tyłu, aspojrzenie zawiesił na Stewart. Czuł w kościach co ona zaraz mu powie... Gdzieś pod skórą czuł to, że będzie go namawiała do tego, żeby skonfrontował się z Maddie. Dlatego zaraz świecąc przed nią gołym tyłkiem, sięgał do swoich bokserek, żeby je na siebie wciągnąć. A zaraz spodnie. Rozejrzał się za butami, bo koszula na koniec, kiedy ona już się ubierze. Zakręcił na palcu jej majtkami.
- Miałem je wziąć na pamiątkę... - stwierdził i przechylił na bok głowę. W jednej chwili wkurwiał się na Maddie, a w drugiej... kiedy jego myśli znowu łapały azymut na Pilar, to ta złość mu... przechodziła.
tendrían que matarme para que dejara de luchar por ti
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
W tym że Madox na dwóch frontach rozgadywał zupełnie inne rzeczy. Półświatek myślał, że pracuje dla nich, że jedynie z policją brata się tylko po to, żeby wyciągnąć informacje, podczas gdy na komisariacie myśleli, że było zupełnie odwrotnie. Jaka była prawda? Tego nie wiedziała nawet Pilar. I szczerze? Sama nie wiedziała, czy chciała się dowiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że akurat ten jeden aspekt ich żyć trzeba było oddzielić grubą kreską. Miał pracę jaką miał i to do niego na koniec dnia należała decyzja, gdzie leżało jego serce. Stewart podskórnie miała nadzieje, ze po stronie dobra i prawa, ale kto to wiedział? Pewnie tylko Madox.
Ona za to doskonale zdawała sobie sprawę, gdzie były jej myśli i plany jeśli chodziło o rozmowę z Eliotem. Miała już starannie ułożony plan, który gotowa była zrealizować, chociaż kiedy Noriega zaczął nawijać o tym, jak to Pilar Noriega powinna być narwana, dzika, szalone i rozpierdalać drzwi kopniakiem, to zaśmiała się głośno. Jego wersje też brzmiała zajebiście, jednak…
— Pilar Noriega jest szalona i zajebiście niebezpieczna, a przede wszystkim to — stuknęła się kilka razy w skroń. — Inteligentna — o proszę i do tego jeszcze jaka skromna. Ale znała Eliota już wiele lat, zresztą tak samo jak Madox i chyba oboje wiedzieli, że krzykiem i rozwalaniem drzwi nic tutaj nie ugrają. To trzeba było odpowiednio podejść. Z głową i na chłodno. Jak prawdziwa… — Perra fria — zimna suka, dodała półszeptem, umieszczając te dwa słowa między jego rozgrzanymi ustami. Ustami, które po chwili przelotnie pocałowała, akurat w momencie, gdy przyciągnął ją bliżej za pośladki, gdy otarł się o nią znowu, powodując, że znowu się na niego nakręcała. Nie potrzeba jej było dużo. Wystarczyło kilka pojedynczych słów, jedno spojrzenie w oczy i przesunięcie palcami po rozgrzanej skórze, a ona jedyne o czym była w stanie myśleć, to on.
Doceniała to, że się martwił.
Naprawdę. Nawet jeśli tego nie pokazywała i prawie za każdym razem obracała w żart. Ona też się o niego martwiła. I oczywiście, że pod maską tej perra fria tlił się strach. Obawa przed tym, że jednak mogło nie pójść po ich myśli, że coś lada moment mogło wykrzaczyć się po drodze. Tylko na zamartwianiu się i strachu nikt jeszcze nic wielkiego nie osiągnął. Na niepewności również. Dlatego kurewsko ważne w całym kontekście były kolejne słowa Madoxa. To jak zapewnił ją, że to, co oni mieli, nijak miało się do tego, co dzielił z Haddie. Chciała czy nie, te myśli wracały do niej co jakiś czas i próbowały siać spustoszenie w głowie. Całe szczęście wtedy przychodził Noriega i bez najmniejszego problemu przeganiał je wszystkie na raz. Co do jednej wątpliwości, przyciskając ją do siebie mocno.
Przymknęła oczy, gdy szeptał jej, że nie było drugiej takiej, sunąc palcami po jej rozgrzanej skórze, kiedy mówił, że musieliby go zapierdolić, żeby przestał o nią walczyć. A gdy obłędnie słodkie usta, zamknęły te jej w pocałunku, Pilar momentalnie wyrwała się do niego bardziej. Docisnęła do jego ciała, poruszając biodrami na kolanie, które miała między nogami. Nie chciała mu na to nic odpowiadać. Chciała po prostu pozwolić tym słowom wybrzmieć, bo same w sobie niosły kurewsko mocny przekaz. Taki, który nie wymagał żadnego komentarza. Może za to trochę czynów, w postaci jej dłoni, która zaczęła wędrówkę po jego rozgrzanym torsie. Po tatuażach, które zdobiły ciepłą skórę… Oczywiście do momentu, w którym pod drzwiami nie pojawił się Siergiej i wszystkiego nie spierdolił. Chociaż z początku jeszcze próbowali go ignorować. Próbowali podkręcić rodzący się w żyłach ogień — Madox tym, że prowadził jej dłoń coraz niżej, a ona tym, że się temu w pełni poddawała. Szkoda tylko, że zaraz okazało się, że na Madoxa wcale nie czekał byle kto, a pierdolona Maddie.
Jebana Maddie, która miała przecież na dobre zniknąć z jego życia. Która po tym, co odjebała i jak wbiła mu nóż w plecy, w ogóle nie powinna się tutaj pojawiać. Pilar westchnęła ciężko chyba w tym samym momencie co Noriega, a kiedy podnosił się z podłogi, ona również się go przytrzymała, a potem już patrzyła jak stawał na nogi i sięgał po bokserki, które wisiały na lampie.
Jak?.
— Nie mam kurwa pojęcia — zaśmiała się pod nosem, bo to naprawdę było niesamowite, jak oni czasami dziko się ze sobą zabawiali, rozbierając się w absolutnym chaosie, przez co elementy ubioru latały po całym pokoju. Idealnym podkreśleniem tego był chociażby but Pilar, który cały był w drobinkach szkła po szklance, którą rozbiła. Ale czy którekolwiek z nich się tym przejmowało? Ona na pewno nie. Niechętnie wstała z podestu i ruszyła na poszukiwanie stanika, podczas gdy Madox poszedł wyjaśnić swojego goryla. Ona też nie rozumiała, jakim cudem wpuścili tu Maddie, skoro dostali jasne instrukcje, żeby tego nie robić. Madox faktycznie powinien im dać popalić, bo ci ochroniarze faktycznie zaczynali wchodzić mu na głowę i robić co tylko im się kurwa podobało. Szczególnie, ze zaraz okazało się, że Maddie nawet nie czekała na niego na sali, jak inni goście tylko w jebanym biurze.
— Za bardzo im odpuszczasz — odezwała się w końcu, zapinając stanik z tylu, a przy okazji rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu majtek. Dopiero gdy Madox zakręcił nimi na palcu, Stewart przewróciła oczami i podeszła bliżej. — Powinieneś się dowiedzieć, kto ją wpuścił i… nie wiem kurwa co się robi w takich kręgach za nieposłuszeństwo. Utnij im premie albo oddeleguj do jakieś gównianej roboty — dokładnie tak, jak zrobił to z tym najbardziej pyskującym gorylem. Może to był jakiś sposób? Pilar nigdy nie prowadziła klubu, jeszcze takiego gangsterskiego, nie miała pojęcia z czym to się jadło i w jaki sposób wyciągało się konsekwencje. Wiedziała jednak jedno… — Nie możesz stąd wyjść i jej tu zostawić — to nawet nie podlegało dyskusji. Pilar wiedziała, że oni musieli pogadać, może wyjaśnić sobie kilka spraw, może Maddie naprawdę wiedziała coś istotnego… nie mogła pozwolić na to, że Madox po prostu ją oleje, bo ego mu na to nie pozwoli. Zamiast jednak podchodzić do tego bezpośrednio tymi argumentami, Stewart postanowiła zrobić to sposobem. — Laska siedzi w twoim biurze, a ty sobie stąd pójdziesz? A przepraszam gdzie twój autorytet? — podeszła bliżej, zaciskając palce na pasku, który dopiero co zapiął i przyciągnęła go sobie bliżej. — Nie daj jej tej świadomości, że przed nią spierdoliłeś, bo bałeś się z nią gadać — wiedziała, że się nie bał, że pewnie po prostu nie chciał, ale przecież Madox potrafił robić rzeczy niewygodne. Nie jedną gorszą już rozmowę w swoim życiu przeprowadził. Nikt przecież nie kazał im sobie skakać w ramiona. Podeszła do przykrytej kamery i sięgnęła po ciemna koszulkę, a następnie rzuciła w kierunku Noriegi, podczas gdy sama wyciągnęła tą kolorową gdzieś zza fotela. — Posłuchaj co ma do poradzenia i ją stąd wypierdol. Ale na pewno nie pozwalaj jej siedzieć na górze, jakby była u siebie — znowu znalazła się tuż przed nim, już w pełni ubrana. Przekonała go? Miała nadzieje, że tak. A jeśli nie, to jeszcze dorzuciła do tego przelotny lecz ognisty pocałunek, który miał go zmotywować. Obudzić w nim ogień, którego potrzebował, by pokazać ludziom, kto tutaj rozdawał karty. Kurwa, to był jego klub. A wszyscy pozwalali sobie na co tylko chcieli.
— Muéstrales quién manda — pokaż im, kto tu rządzi, teraz dopiero brzmiała jak dziewczyna gangstera! W dodatku taka, która stała dzielnie u jego boku i jak prawdziwa bratnia dusza motywowała do pójścia po swoje. A potem jeszcze złapała go za rękę, splotła ich palce i pociągnęła w stronę drzwi, o mały włos nie łamiąc Siergiejowi nosa, bo stał tak blisko.
— Trochę nabałaganiliśmy — spojrzała na niego wymownie z udawaną skruchą, trochę po cichu licząc na to, że Madox zaraz karze mu to osobiście sprzątać za to, że zamiast wypierdolić Maddie, on posadził ją w biurze na górze, a sam zszedł tu do nich i im przerywał.
Nie pamiętała, kiedy ostatni raz była w biurze Noriegi. Chyba jeszcze przed Medellin, kiedy mieli tutaj trupa i pierdoloną Ruby, której Madox o mały włos nie roztrzaskał głowy o biurko. Aż mimowolnie na to wspomnienie spojrzała w stronę błyszczącego drewna, przy którym… siedziała Maddie. Pilar zacisnęła mocniej palce na dłoni Madoxa, a potem puściła go, żeby przeszedł przodem i usiadł na sowim fotelu, podczas gdy ona oparła się z boku o ścianę. To nie była jej batalia, chociaż była gotowa rzucić się na byłą managerkę, jeśli dałaby jej do tego odpowiednie powody.
— Znowu zmieniłeś włosy — zauważyła Maddie, jakby kogoś to kurwa odchodziło. Stewart przewróciła tylko oczami i od razu musiała ugryźć się w język, żeby jej nie odpyskować, żeby albo przechodziła do rzeczy albo wypierdalała. Całe szczęście ona jakby czytała jej w myślach, bo spojrzała na nią przelotnie, a zaraz potem wielkie ślepia zawiesiła na Madoxie. — Esme próbowała się z tobą kontaktować. Podobno nie odbierasz telefonu, który ci dała.
Muéstrales quién manda
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jego serce leżało tylko i wyłącznie przy niej.
I nie ważne, czy to była strona dobra, czy zła, czy trzeba było komuś pomóc, czy komuś wpierdolić, bo dla niej gotowy był na wszystko. Co dobre, i co złe.
I teraz też gotowy był jej pozwolić rozmawiać z Eliotem, chociaż przecież... Madox nie lubił oddawać swoich spraw w czyjeś ręce, wszystko chciał załatwiać sam, a gdy w grę jeszcze wchodziło jej bezpieczeństwo, miał kurewsko mieszane uczucia, co do tego. A jednak, przyznawał jej rację.
Bo to akurat fakt, że Pilar była inteligentna, nawet kiedy kierowała się sercem... to robiła to trochę inaczej niż on. Mniej bezmyślnie może?
- Perra fria? - powtórzył po niej, kiedy już oderwała od niego te pełne, gorące wargi. Znowu odchylał głowę do tyłu myśląc o tym, ciemne tęczówki zawiesił na moment w suficie.
Znał już różne wcielenia Pilar, ale zimna suka? Kiedy sunął palcami po jej rozgrzanej skórze i pod opuszkami czuł... ogień. Zawsze była dla niego kurewsko gorąca. Ale może rzeczywiście, tutaj powinna być zimną suką? Tak jak Madox czasem przecież też był... Zimny.
Ale z nią nie potrafił, bo zaraz łasił się do niej i spowiadał ze wszystkiego, nawijał. O tym, że się o nią martwił i o Haddie, która nawet w połowie, nawet w jebanych dziesięciu procentach pewnie, nie znaczyła dla niego tyle, co ona. A przy okazji błądził palcami po jej gorącej, gładkiej skórze, znajomymi ścieżkami. Zapewniał ją, że była jedyna, i pieczętował to wszystko pocałunkiem, mocnym, nie jakimś delikatnym muśnięciem, tylko czymś takim, co z samego dna płuc wyrywało to dzikie stęknięcie. Takim, który sprawiał, że serca znowu zabiły mocniej, wyrywając się do siebie. A ciała chociaż kurewsko jeszcze gorące, zalewała kolejna ognista fala.
I może by się temu poddali?
Pewnie tak, bo oni przecież nie umieli sobie odmawiać
Ale okazało się, że na Madoxa czeka Maddie. Przyłaziła do klubu prawie codziennie, ale większość ochrony jednak jej nie wpuszczała. A dzisiaj przecież Madox doskonale wiedział, kto to zrobił.
I kiedy już pierdolnął drzwiami, stając na przeciwko Stewart, a ona rzuciła za bardzo im odpuszczasz, to się skrzywił. Z jednej strony wiedział, że to robi, że jest zbyt pobłażliwy, z drugiej z większością załogi się po prostu kolegował, a z trzeciej...
- Wiem kto ją wpuścił - rzucił, a kiedy Pilar podeszła do niego sięgając po majtki, które trzymał, to zaraz złapał ją za nadgarstek i dziabnął w palec, zaczepnie przesuwając po nim później językiem - palce się obcina, a nie premię cariño - rzucił patrząc jej w oczy, niby sobie żartował, bo palce przecież obcina się za zdradę, ale czy to właśnie kurwa nie była już zdrada? - Coś ją łączy z Siergiejem, nie wiem czy się pieprzą, czy się lubią - wzruszył ramionami - jakoś mnie to nie interesuje kto się tutaj z kim pierdoli, bo czasami to byś się nie spodziewała... - zawiesił na niej spojrzenie, kiedy wkładała na siebie majtki, kiedy cienka koronka sunęła po jej kształtnych pośladkach. I dopiero jej kolejne słowa sprowadziły go na ziemię - co? Ale mieliśmy przecież robić fajne rzeczy - jęknął. No i oczywiście, że Madox nie zdawał sobie sprawy z tego jej sposobu, bo jego spojrzenie wodziło gdzieś po koronce jej stanika, a myśli odpływały do tych fajnych rzeczy. Zapiął ozdobną klamrę paska, na moment spuszczając na nią spojrzenie, chociaż zaraz wyprostował się, kiedy zarzucała mu brak autorytetu. Wiedziała jak go podejść, za dobrze to wiedziała.
- Nie boję się z nią gadać - rzucił i chociaż na moment spuścił spojrzenie na jej dłoń zaciśniętą na jego pasku, to zaraz podniósł je, wbijając prosto w jej oczy - po prostu... Kurwa - aż odchylił do tyłu głowę kręcąc nią. Bo nie chciało mu się tego robić, nie dzisiaj, kiedy mieli wolne, i mieli robić coś fajnego, ale Pilar miała rację, gdzie jego autorytet? Jak on mógł jej pozwolić, żeby sobie siedziała w jego biurze, jak u siebie? Pilar zawsze miała rację. A Madox coraz bardziej się jej słuchał.
Zarzucił na kark czarną koszulę i zaczął zapinać guziki, ale oczywiście, że krzywo, tylko znowu Stewart stanęła przed nim, i poprawiła trafiając guzkiem w odpowiednią dziurkę. A kiedy jej palce przesunęły się po jego torsie na szyję, na te tatuaże z koroną i koliberkiem, a jej usta złączyły z tymi jego w ognistym pocałunku.
- Yo estoy a cargo aquí - ja tu rządzę, rzucił od razu jak się od niego oderwała, a kiedy splotła jego palce ze swoimi, to jeszcze podniósł jej dłoń, musnął ją wargami, i jeszcze uszczypał skórę zębami - les voy a demostrar quién diablos manda aquí - pokażę im, kto tu kurwa rządzi, dodał a kiedy pociągnęła go do drzwi, to jeszcze zatrzymał ją w połowie drogi, szarpnął do siebie mocno, a gdy wpadła mu w ramiona, to już pochylał głowę nad jej dekoltem - te mojarás cuando veas esto - będziesz mokra, jak to zobaczysz, mruknął jej do ucha. Zawsze jakaś motywacja to była.
Kiedy Pilar powiedziała do Siergiej to trochę nabałaganiliśmy, to on chyba też liczył, że Madox każe mu to sprzątać, bo nawet zajrzał do środka, ale Noriega skinął na niego głową.
- Siergiej, ty ze mną - rzucił krótko. Na barze jeszcze łapiąc Laurę - niech ktoś idzie na dół posprzątać - rzucił, a brunetka już otwierała usta, ale Madox tylko warknął - powiedziałem coś kurwa - no i tyle było z ich rozmowy.
Za to Madox zaraz miał przeprowadzić kolejną, chociaż kiedy zobaczył Maddie siedzącą przy biurku, na tym fotelu, na którym przecież zawsze siedziała grzebiąc sobie w pazurach, to coś go ścisnęło gdzieś w środku. Był na nią kurewsko wkurwiony, za to co mu zrobiła. Ale też... przez wiele lat ona przecież była dla niego jak siostra? Albo jak matka? Jedyne oparcie i jedyna osoba, która pomagała mu z klubem.
Nie skomentował tego tekstu o włosach siadając na swoim fotelu. Obrzucił spojrzeniem biurko, na którym piętrzyło się coraz więcej papierów, bo dużo z nich ogarniała właśnie blondynka.
- Skończ pierdolić Maddie - rzucił krótko... A przecież to zawsze było skończ pierdolić Madox, które powtarzała mu na okrągło. Siergieja ustawił przy biurku jednym tylko skinieniem głowy. A kiedy blondynka wspomniała o Esme, to Madox utkwił w niej to ciemne spojrzenie. Chociaż trochę dotknęło go to, że przyszła tutaj wciąż za sprawą jego matki - wyjebane mam na Esme, nie obchodzi mnie w ogóle - syknął, chociaż przecież go obchodziła, ale tylko Pilar o tym wiedziała. Maddie nie musiała. Musiała za to zaraz zadrzeć głowę do góry, kiedy Madox zerwał się z miejsca opierając o biurko - a ty miałaś tutaj kurwa nie przychodzić, nie potrzebuję tutaj zdrajców - warknął, ale Maddie też poderwała się z miejsca.
- Madox przecież wiesz... - zaczęła, ale tym razem Noriega nie pozwolił jej dokończyć, bo zaraz kiwnął palcem na Siergieja. Specjalnie, to miał być właśnie on.
- Wyjeb ją stąd - warknął, a rusek się zawahał - wyjeb ją, albo kurwa zawołam chłopaków i wypierdolą was oboje - dodał Madox, a Maddie spojrzała na Rosjanina, a on na nią. Widać było, że jest tu coś na rzeczy - albo sam to zrobię - teraz to Madox wyrwał się z za biurka, a Maddie się cofnęła, bo chyba znała Noriegę na tyle, żeby wiedzieć, że by to zrobił. Siergiej też się ruszył stając między nimi.
- Madox przecież wiesz, że to było dla twojego dobra, a kto o ciebie... - Maddie znowu próbowała mieszać mu w głowie, zwłaszcza, że między nią a Madoxem stał ten wielki rusek.
- Zamknij się! - warknął na nią Madox. Nie zamknęła się.
- Przecież kurwa cały czas ci pomagałam, zawsze byłam po twojej stronie, kiedy wszyscy się odwracali, opiekowałam się tobą, Sombrą... - nawijała cały czas. Miała rację, bo tak było. Zawsze kiedy potrzebował pomocy, to była Maddie. W każdym momencie. Kiedy potrzebował jej w Emptiness, ale też kiedy coś działo się poza klubem. Był chory, albo zostawał sam na święta, albo musiał komuś podrzucić Sombrę, to zawsze była Maddie. I kurwa dlatego to, co mu zrobiła, tak bolało.
Madox znowu wyrwał się do niej i prawie zacisnął palce na jej jasnych włosach, ale oczywiście zatrzymał go Siergiej. Tylko, że Madox chyba tego się spodziewał, bo mu się odwinął. A potem to już wszystko potoczyło się szybciutko... Bo rusek go szarpnął za koszulę do tyłu, Madox się zamachnął, Siergiej go złapał za rękę, ale Noriega wyprowadziła cios kolanem. Dostał za niego w gębę. Znali się na tyle, żeby zrobić sobie krzywdę, ale też dużo ciosów po prostu zablokować i odparować. Chociaż Siergiej był większy, dwa metry wzrostu, bary szerokie jak dwudrzwiowa szafa, docisnął Madoxa do ziemi. A zanim Pilar zdążyła zareagować, to zrobiła to Maddie. Szarpiąc ruska za włosy, a potem cios kolanem w nos, ładny.
- Ostav' yego v pokoye, kak ty voobshche vedosh' sebya po otnosheniyu k svoyemu nachal'niku? - zostaw go, jak ty się zachowujesz w stosunku do szefa?, i jeszcze mu strzeliła w łeb. Siergiej trochę zgłupiał, a Madox to wykorzystał i wyjebał mu z prawej ręki ozdobionej złotymi pierścionkami prosto w zęby, z całej siły. Rosjanin się zachwiał, a Madox wybił z podłogi i zaraz to Siergiej leżał na ziemi, a Madox jeszcze poprawił. Chciał go jeszcze kopnąć, ale się powstrzymał. Do Maddie też się chciał wyrwać, ale stanął przed nią, patrząc na nią z góry. Wbijając ciemne spojrzenie, w to jej, niebieskie.
- Nie wtrącaj się w mój klub Maddie - syknął przez zęby - nie masz już nic do tego, zwłaszcza, że cały czas robisz dla Esme! - warknął, a Maddie coś tam zaczęła, że ona już od dawna nie robi... ale Madox nawet nie pozwolił jej dokończyć - wypierdalaj, bo to się źle skończy - pokazał jej drzwi. I chociaż Maddie jeszcze złapała na moment spojrzenie Pilar, to cofnęła się. Chciała coś powiedzieć, widać to było po niej, ale finalnie odwróciła się na pięcie i wyszła. A jej blond włosy wzbiły się w powietrze. Trzasnęła drzwiami. Siergiej zaczął się zbierać z podłogi, miał zakrwawioną gębę i chyba... brakowało mu jednego zęba? A na pewno miał odbite w kilku miejscach pierścionki Noriegi. A Madox? On był trochę poszarpany, chociaż na wardze wykwitła mu jakaś kropelka krwi, którą zebrał językiem. Poprawił koszulę, a już za chwilę szarpał tego wielkiego ruska za wszarz. Ściągnął go po schodach, jeszcze po drodze się trochę szarpali, ale jednak Madox już się nie dał podejść. Zwlekł go na dół, od razu zwracając na nich uwagę personelu, a potem wypierdolił go z klubu.
Tak jak kurwa obiecywał i kiedy reszta ruskich się przy nim zebrała, a było ich dzisiaj trzech.
To Noriega wyrwał się do nich pierwszy, stając na przeciwko tego wyższego od niego o głowę Grigorija.
- Chcesz być kurwa następny? - Madox może nie był taki wielki, ale był groźny i oni to wiedzieli. Nie raz napierdalali się na ringu. Grigorij się cofnął. I teraz to ci ruscy położyli uszy po sobie, nie przed Pilar.
Przed nim.
Madox za to zrobił kolejny krok w kierunku ochrony i nawet tych barmanek, czy kelnerek, tancerek, które się zainteresowały, zebrały dookoła.
- Jeszcze raz kurwa zobaczę tu Maddie, to wypierdolę na zbity pysk każdego, kto był wtedy na zmianie, i nie ma kurwa dyskusji. Bo to jest mój kurwa klub - pokazał na siebie, a w jego oczach to rzeczywiście było widać, że nie żartuje - zrozumiano? - warknął jeszcze wodząc tym czarnym już spojrzeniem, po twarzach zebranych - a teraz... wypierdalać do roboty, i mnie... nie... wkurwiać - wycedził przez zęby i przesunął palcami, na których miał krew Siergieja po ciemnych włosach. Klatka piersiowe unosiła mu się w dzikim tempie. A towarzystwo szybciutko wróciło do swoich obowiązków.
Me emocionas y me impulsas a la acción
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Było miło, ale się spierdoliło.
Jednak gdyby spojrzeć na to z perspektywy, że finalnie przecież zdążyli zrobić te najważniejsze rzeczy, a w tym wszystkim Pilar zdążyła mu zatańczyć z bardzo pozytywnym finiszem, nie było co się załamywać. Możnaby nawet stwierdzić, że dostali od wszechświata więcej niż zazwyczaj było im dane. I to trzeba było sobie cenić.
Natomiast za grosz nie było co cenić pieprzonej Maddie, która jak zwykle pojawiała się w momencie, kiedy nikt jej nie potrzebował. Kiedy akurat Noriega potrzebował od niej odpocząć. Może oczyścić głowę? Może gdyby mu dała kilka dodatkowych tygodni i wtedy spróbowała, już bardziej na chłodno, może wtedy dałby jej szanse? Może. Jednak tutaj nie było, co gdybać. Tutaj trzeba było iść na tą konfrontacje i po prostu załatwić temat.
Stewart z początku nie była pewna, czy swoim gadaniem cokolwiek zmieniła w nastawieniu swojego narzeczonego. Czy to że się ugadała cokolwiek dało. Chociaż kiedy spojrzał na nią z tym charakterystycznym błyskiem w oku, a zaraz rzucał pewne siebie ja tu rządzę, na jej twarzy powoli zaczął pojawiać się coraz to szerszy uśmiech. Odzyskiwał swój dawny wigor i szczerze? Wyglądało to kurewsko caliente. Szczególnie, że na potwierdzenie swoich słów przyciągał ją do siebie bliżej i całował zachłannie jej wiecznie spragnione usta. A kiedy oznajmił jej, spoglądając prosto w oczy, że będzie aż m o k r a jak to zobaczy, Pilar uniosła na niego spojrzenie, podchodząc jeszcze bliżej, zderzając ich klatki piersiowe ze sobą.
— C z e k a m na to — przeliterowała mu każdą pojedynczą literkę, zaglądając głęboko w oczy, chociaż już od samego gadania robiło jej się cięło. Naprawdę wiele by nie potrzebowała, a jednak kiedy szarpnął ją za sobą i już od progu zaczął rozstawiać Serieja i swoje kelnerki, Pilar znowu się uśmiechnęła. Lubiła go w takim wydaniu. Kiedy się rządził. Kiedy nikt mu nie mógł wejść na głowę. Kiedy miał swoje zdanie i trzymał się go, niezależnie od tego, co by się nie działo.
Szła z nim krok w krok, chociaż kiedy weszli do gabinetu, Pilar stanęła z boku. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie była jej walka. Ona tylko stała u boku swojego mężczyzny, dumna, że go miała i mogła nazywać narzeczonym. Wiedziała, że sobie poradzi. To nawet nie podlegało dyskusji. Widziała to w jego dzikim spojrzeniu. Tym jak od pierwszego kroku w gabinecie było widać, kto tu jest zwierzyną, a kto ofiarą. Chociaż zaraz okazało się, że głównym posiłkiem nie była nawet sama Maddie, a... Sergiej.
Pilar wstrzymała powietrze, gdy Madox kazał mu wypierdolić Maddie. Już od samego sposobu, jak spięły się jego wielkie mięśnie było widać, że się waha, że nie chciał tego zrobić. Tylko głupi by tego nie zauważył. Widział to też Noriega, dlatego przycisnął go bardziej i nie dawał za wygraną, aż w końcu był gotów sam doskoczyć do Maddie. Pilar drgnęła niebezpiecznie, tak dla zasady, żeby być w gotowości. Pamiętała dokładnie, ile razy Madox nawijał o tym, jak to Maddie się świetnie nie biła i jak była w stanie go powalić, dlatego i Stewart była gotowa wkroczyć, gdyby cokolwiek wymknęło się spod kontroli. Tylko zaraz okazało się, że to nie Maddie była problemem, który chciał się naparzać, a Sergiej. Pieprzony Sergiej, który w tych krzykach i niedomówieniach oraz zachowaniu Madoxa w końcu nie wytrzymał. Złapał go za fraki i się zaczęło.
Nie chciała się wtrącać.
Chciała dać mu załatwić to po swojemu. W końcu mu obiecała. Sobie również, że nie będzie się tak mieszać, chociaż aż ją skręcało. Jednak nim była w stanie się namyślić, co powinna zrobić, Maddie już wyrwała się do przodu i strzeliła Sergiejowi prosto w łeb. Madox oczywiście wykorzystał moment i potem wszystko już poszło po jego. Obserwowała to z dziwną satysfakcją. Może taką nie na miejscu nawet? Ale przecież Pilar kochała się bić, a fakt, że jej facet robił to tak dobrze, chcąc nie chcąc sprawiał, że czuła przyjemne mrowienie na całej długości ciała. Serce również waliło mocno w piersi, kiedy się temu przyglądała.
Chociaż trzeba przyznać, że kiedy Madox nawet nie chciał wysłuchać Maddie, kiedy po prostu postanowił ją wypierdolić z biura i całego klubu, Pilar poczuła smak goryczy. Łudziła się, że będzie inaczej? Że faktycznie pogadają? Trochę tak, trochę pozostawał niesmak po całej tej sytuacji, ale przecież ona nie mogła za niego decydować. Skoro nie był gotowy z nią rozmawiać, usłyszeć jej wersje wydarzeń, wybaczyć, to ona nie miała tutaj nic do gadania. Dlatego kiedy Maddie wychodząc rzuciła jej ostatnie spojrzenie, ona jedynie wzruszyła ramionami. I może było coś przepraszającego w spojrzeniu Stewart? Jakaś troska? Jakieś będzie dobrze? Może i było ale co z tego, jak po chwili Maddie zniknęła za drzwiami. I tyle ją widziano. Madoxa z Sergiejem zresztą też, bo Noriega wyszarpał ruska, kompletnie zapominając o niej. Po prostu ją kurwa zostawili w tym pokoju, wszyscy. Jeszcze szkoda, że kurwa drzwiami nie trzasnęli. A ona nie miała zamiaru łazić, jak jakiś cień. Jego klub, jego biznes.
Westchnęła głośno na moment opierając głowę o chłodną ścianę, a zaraz potem przeszła się po pomieszczeniu. Nigdy wcześniej nie miała okazji tutaj przebywać i faktycznie skupić się na otoczeniu, dlatego wysłuchując jak Madox na dole rugał swój personel na tyle głośno, że wszystko było słychać, oglądała szafki i konkretnych rozmiarów sejf. Przejechała po nim palcami. To tutaj trzymał sekrety? A może tylko ten plan awaryjny, dla którego tu przyjechali? Cokolwiek tam było zostawiła go w spokoju i finalnie po prostu rozsiadła się na fotelu biurowym Noriegi. Tym jego. Szerokim i obszernym, a do tego wywaliła sobie nogi na biurko. Już i tak było upierdolone z krwi, więc w sumie co za różnica? Madox jeszcze kazał się nie wkurwiać, a ona za ten czas zaczęła przeglądać niektóre papiery, które w wielkich stosach leżały gdzieś przy brzegu. Trochę tego było. Niektóre faktury zalegały z opłatami… Dopiero kiedy Madox łaskawie przypomniał sobie o istnieniu swojej narzeczonej i wrócił na górę, Pilar podniosła na niego spojrzenie znad dokumentów.
— Załatwione? — wyprężyła się na fotelu, przyglądając mu się uważnie. — Lubie, jak jesteś taki władczy — musiała mu to przyznać. Kręcił ją wtedy jeszcze bardziej. Taki dziki, w swoim naturalnym środowisku. I może jeszcze by się do niego połasiła, ale zamiast tego, rzuciła papierami na środek biurka.
— Patrz na mnie — poprosiła grzecznie, nie ściągając z niego spojrzenia. — Trzeba ci tu coś pomóc? Może za bar się nie nadaje, ale mogłabym ci trochę pomóc z tym… — szturchnęła jedną z kupek papierów. — Potwierdzić te zamówienia czy tam porobić przelewy — zakręciła się delikatnie na krześle. Nigdy nie miała wielkich ambicji na zostanie asystentką czy sekretarką, ale przecież mogła mu w tym wszystkim pomóc, dopóki nie znajdzie kogoś na miejsce Maddie.
— Zacząłeś w ogóle szukać kogoś na jej miejsce? — dopytała, oczywiście mając na myśli tą, której imienia nie wolno wymawiać i którą przed chwilą Madox spektakularnie wypierdolił. — Masz jakikolwiek plan? Czy tak po prostu liczysz, że jakoś to będzie? — niby to nie była jej sprawa, ale przecież miała zostać jego żoną. Wszystko co się go tyczyło ją interesowało. Seks był wspaniali, miłość również mieli nie do podważenia, ale przecież związek składał się również z tych gorszych chwil w innych płaszczyznach życia i Pilar była gotowa nieco przesegregować swoje, żeby trochę mu pomóc.
Sabes que siempre te ayudaré 𐙚⋆°。⋆♡
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na pewno nie dzisiaj, kiedy miał wszystkim pokazać, kto tutaj rządzi, bo prawda jest taka, że Maddie też znała na niego różne sposoby, może trochę podobne do tych Stewart? Potrafiła go odpowiednio zagadać, czasami nawet próbowała z nim flirtować, chociaż blondynka nigdy nie była w jego typie, ale miała kurwa dziwny epizod, kiedy chciała być prawdziwą kobietą szefa i robiła do Madoxa maślane oczy, dawno temu. A potem wyszła za mąż i Noriega bawił się na jej weselu...
A potem na chrzcinach jej dzieciaka, święta u nich spędzał. Raz nawet był na rybach z Earlem, było w chuj nudno, ale Madox powiedział mu, że to powtórzą. Nie powtórzyli, ale i tak Earl od czasu do czasu wysyłał mu jakieś zdjęcia z rybą, którą złowił. A Maddie wysyłała te jego chrześniaka. Można powiedzieć, że Madox był kurwa przyjacielem rodziny.
I dlatego to tak go wkurwiało, bo jakby to była tylko Maddie z klubu, to przecież byłoby prostsze. Rozmowa z nią by taka była. Ale nie w momencie, w którym, o kurwa, ona wiedziała w jakie struny jego duszy uderzyć, żeby wywołać odpowiednie emocje (Zgroza Coelho).
Dlatego ją wyjebał, a potem na dokładkę, ku przestrodze, również Siergieja. I tutaj już trochę przyaktorzył, pomiotał się, powściekał. Chociaż prawda jest taka, że po tej walce adrenalina już buzowała w żyłach, a Madox naprawdę niewiele potrzebował. Ogień czuł już pod skórą, a czarne spojrzenie... mogło się wydawać, że parzyło, bo dziewczyny z klubu cofnęły się do tyłu i nawet Laura, która na porządku dziennym do niego pyskowała, nie odezwała się ani słowem. A zaraz wszyscy, wreszcie kurwa... wzięli się do roboty unikając jego spojrzenia. I bardzo dobrze.
Madox za to wrócił do biura i teraz to już pierdolnął drzwiami tak, że się zatrzęsły.
- Ja pierdole, chyba dla sportu powinienem raz w miesiącu kogoś wypierdalać... - rzucił, a ciemne spojrzenie zaraz padło na Stewart za jego biurkiem, w jego fotelu. Nikt kurwa nie siadał w jego fotelu, a raz jak zrobił to jakiś jego półświatkowi kolega, który chciał pokazać kto tutaj rządzi, to wynieśli go z Emptiness, bo Madox tak się wkurwił. To był jego fotel, jego biurko, jego gabinet, jego... klub. Jego królestwo.
A jego królowa zakładała sobie nogi na to ładne, błyszczące biurko, które robił na zamówienie. Oparł się tyłkiem gdzieś obok jej butów, a czarne tęczówki przesunęły się po jej nodze.
- Załatwione, a jak nie pomoże to wypierdolę kogoś jeszcze, Grigorija może? Zawsze z nim przegrywam w kosza - jednak te ponad dwadzieścia centymetrów różnicy i długachne jak u szympansa łapska robiły robotę. Na moment podniósł spojrzenie na ciemne, piękne oczy Pilar, ale zaraz przesuwał wzrokiem po jej nodze, na której już też oparł palce sunąć nimi po jej łydce - władczy? - powtórzył po niej i już nawet podniósł dłoń, żeby jej pokazać podłogę. Co chciał jej powiedzieć? Wiadomo co, de rodillas - na kolana, ale Pilar go ubiegła i kazała na siebie patrzeć.
Wywrócił oczami, ale zaraz czarne tęczówki zawiesił na jej pięknej twarzy, na tych oczach, najpiękniejszych na świecie.
Zabrał dłoń i skrzyżował ręce na piersi.
- W poniedziałek to ogarnę, przecież to się nie pali... - trochę się paliło, ale chuj, Madox przecież mógł poudawać, że wszystko jest w porządku. Zwłaszcza przed nią, nie chciał jej dokładać jeszcze zmartwień, jakby to z czym mierzyli się codziennie to było mało. To był jego klub i przecież musiał sobie z tym jakoś poradzić, chodziło tylko o to, że...
- Właściwie mam kogoś na oku - przyciągnął sobie fotel, tuż obok niej, żeby usiąść blisko, tak, że jak się do niej pochylał to kolanem zaczepił o jej udo - to nie jest proste, bo wiesz... Chodzi o to, żeby ktoś się zajął klientami VIP, bo Larva jest od tej legalnej strony i ona się powinna zająć tymi fakturami, nie wiem kurwa dlaczego jeszcze tego nie zrobiła, chyba też muszę ją wezwać na dywanik - aż strzelił oczami, a zaraz sięgnął do nóg Pilar, żeby ściągnąć je z biurka sobie na kolano. Zaczepiał ją cały czas sunąc palcami po odkrytej skórze, a przy okazji to zamierzał jej nakreślić plan, bo tym razem nie zdawał się na jakoś to będzie. Ewidentnie potrzebował kogoś od klientów VIP - ale na razie wzywają mnie do właśnie takich akcji jak dzisiaj... Coś się dzieje w lożach, na dole, klienci VIP się awanturują - opadł plecami na oparcie fotela, ale oczywiście, że nie puścił jej stóp, tylko już jej ściągał buty - wiadomo, że czasem jestem potrzebny, ale Tony'ego, Maddie sama by ustawiła. Zresztą ona może nawet by mu nie wpierdoliła? Nie wiem... ale wiem, że Pati nie lubi brudzić sobie rąk, za to... ma kurewsko dobrą siłę perswazji i umie rozmawiać z gangusami - specjalnie to robił? Zaciskał wytatuowane palce na stopach Pilar, oferując jej masaż, o który nawet nie prosiła, kiedy nawijał o Pati?
Może...
- Kiedyś razem pracowaliśmy, to znaczy, ona prowadziła taki lokal w centrum, i trochę pomagała mi tutaj, a ja jej tam, a potem go jej spalili, bo wiesz ona nie ma... Nie miała ochrony, i policja jej bardzo nie lubi, ale lubi ją półświatek. Wiesz, że gadali, że to psy podłożyły jej ogień? - podniósł ciemne tęczówki znowu na twarz Stewart. Chociaż Madox czasem zastanawiał się czy Pati sama tego nie zrobiła, bo po prostu robiło się za gorąco i musiała się wycofać. Pati to była prawdziwa... perra fria.
- Jeszcze z nią nie rozmawiałem, ale wiem... z pewnych źródeł, że pytała o mnie, kiedy rozniosło się, że Maddie już tutaj nie pracuje - Pati już kiedyś proponowała mu, że mogłaby zająć miejsce Maddie, ale Madox nie chciał, nie umiał jej rozgryźć, a Maddie, jak mu się wydawało, była prosta w obsłudze... Inna sprawa, że oszukiwała go przez tyle lat. Chyba teraz powinien być ostrożniejszy? - Co myślisz? - zapytał Pilar, bo przecież, mimo wszystko, to on się zawsze liczył z jej zdaniem.
mi reina 𝐐𝐮𝐞𝐞𝐧♔˚˖𓍢ִ໋❀
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Skoro ci się nie pali, to okej — wzruszyła ramionami. Widziała, że bluzgał, ale przecież nie będzie się z nim kłócić. Nie chciał jej pomocy, to nie. — Ale jakbyś zmienił zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać — puściła oczko w jego kierunku. Oczywiście u siebie w mieszkaniu, dokładniej nawet we własnym łóżku mógł ją znaleźć praktycznie co wieczór, oczywiście oprócz dni, w których miała nocki lub wyjeżdżała na śledztwo. Jedno słowo — tyle by wystarczyło, żeby znalazła dla niego czas, usiadła tu z nim przez tych fakturach i mu pomogła. Musiał o tym wiedzieć, a jednak nie chciał tego wykorzystać. Trudno. Może Larva się w końcu weźmie do roboty (jak wróci z nieobecki) i ogarnie ten bałagan dokładnie tak, jak zauważył Madox.
Słuchała go uważnie, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia, gdy nawijał o tym, jak to potrzebował kogoś do zajmowania się klientami VIP, bo przecież to była najważniejsza część pracy Maddie. Miało to nawet sens, że tym razem chciał trzymać klub i półświatek osobno, w rękach dwóch innych managerów. Chociaż aktualnie to rękach miał jedynie łydki Pilar, które raz po raz zaczepiał, a potem nawet zaczął ściągać z niej buty. I chociaż była skupiona na tych czynnościach, przyjmowała je z uśmiechem, tak dokładnie wsłuchiwała się również w słowa, które wypowiadał.
— Pati? — dopytała, bo chyba pierwszy raz słyszała to imię. Już miała dopytać skąd się znali, ale Madox ją ubiegł od razu odpowiadając na nurtujące ją pytania. — A czemu nie miała ochrony, skoro bawiła się w jakiejś szemrane interesy? Strasznie to głupie — powiedziała Pilar, która goryli Madoxa ustawiła sobie w pięć minut. Chociaż pewnie bywały momenty, kiedy przydawała mu się ochrona w klubie i kiedy oni faktycznie wykonywali swoją robotę. Jak na przykład latynosi w piwnicy, kiedy makaroniarze zaczęli się rzucać. Uniosła wysoko brew, gdy dodał, że to podobno psy podłożyły ogień — A podłożyły? — dopytała, bo skoro Madox znał te wszystkie historie, posiadał odpowiednie informacje, to pewnie i na to znał odpowiedz. Noriega wiedział, jak się zakręcić, jak wyciągnąć od ludzi przydatne rzeczy, zamieszać kimś w taki sposób, że sam zaczynał gadać. Z nią też szło mu całkiem nieźle, kiedy jest sprawne palce zaciskały się na stopach Pilar we wszystkich taktycznych miejscach, sprawiając, że z jej gardła raz po raz wylatywało przyjemne mruknięcie. Nawet jedną stopą przesunęła po jego udzie, zahaczając to najbardziej wrażliwe miejsce przy kroczu.
— Co ja myśle? Nie znam jej — musiałaby ją przecież zobaczyć, chwile może porozmawiać, żeby wyrobić sobie o niej jakieś zdanie. — Ale z tego co mówisz, wydaje się chyba nawet pasować. Skoro ją znasz i uważasz, że możesz jej ufać, to może jest jakiś sposób. No bo na dobrą sprawę, co innego zrobisz? Przecież nie urządzisz castingu na nową managerke, która będzie pracować z jebaną mafia — już oczami wyobraźni widziała ten plakacik. W obowiązkach: urabianie gangusów, potencjalne walki, kokaina i jeden, wielki bałagan. A na samym dole jeszcze jakiś malutki druczek który by brzmiał uwaga, posada zagrażająca życiu. W chuj by miał kandydatek, to na pewno.
— Tylko błagam cię… — docisnęła stopę do jego podbrzusza i nachyliła się delikatnie w jego kierunku, podczas gdy oczy zawiesiły się na tych ciemnych, obłędnych Madoxa. — Upewnij się, że możesz jej ufać, zanim powierzysz jej jakiekolwiek informacje — niby była to najbardziej oczywista, oczywistość, ale Pilar mówiła serio. Nigdy wcześniej nie musiał szukać nikogo na tą pozycję. Maddie była z nim przez dosłownie całą jego przygodę z Toronto. Widziała jego wzloty i upadki, pomagała mu to wszystko budować. To nie będzie wcale takie proste znalezienie kogoś, kto ją dobrze zastąpi. I pewnie bardzo łatwo byłoby po prostu założyć, że nowa pracownica będzie Maddie dwa zero i mówić jej wszystko, co nawinie język. Tu trzeba było pamiętać, że tak jak on był kretem pomiędzy policją o półświatkiem, ktoś kogo zatrudni też by równie dobrze mógł komuś donosić. Trochę jak robiła to ta, której imienia nie wolno było wymawiać. — Trzeba jej będzie zrobić jakiś test na wierność — rzuciła po chwili, już trochę bardziej się zgrywając, ale może to wcale nie był taki najgorszy pomysł? Skoro za nieposłuszeństwo obcinało się tu palce, to może swoje oddanie też trzeba było jakoś udowodnić? Uśmiechnęła się bezczelnie, przekręcając stopę i bezczelnie wdzierając się pod materiał koszulki Madoxa, by zaraz poczuć kurewsko rozgrzaną skórę na brzuchu. Spojrzała tam na moment, a potem podniosła na niego spojrzenie. — No wiesz, jakaś ustawka, żeby sprawdzić, czy się nie wygada z informacjami. Robicie tu czasami coś takiego? — dopytała trochę jak podekscytowane dziecko. Bo może coś w tym było. Jako osoba, która zawsze stała po tej drugiej stronie, faktycznie trochę ciekawiło ją, jak to wyglądało od kuchni. Od tej ciemnej strony mocy.
Me gusta ser la mujer de un gánster
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A potem... priorytety zupełnie mu się pozmieniały.
I kiedy tylko mógł się stąd wyrwać to to robił. Ciągnął do niej. Bo teraz to co było dla niego najważniejsze zajmowało jego szefowski fotel, ona.
Chociaż prawda też jest taka, że zanim Pilar pojawiła się w jego życiu, na stałe, to łatwiej było mu nad tym panować. Wchodzić w rolę. A teraz przecież często z niej wychodził. Nawet teraz kiedy siedział przed nią na biurku.
Madox na biurku, a nie na swoim fotelu, a zaraz z jej nogami na kolanach. Wiedział, że mógł liczyć na Pilar, zawsze i nawet z tymi papierami, które piętrzyły mu się na biurku, tylko, że... to nawet na dobrą sprawę nie była jego robota, tym powinien zająć się ktoś inny i zawsze tak było. Tylko, że tego pilnowała Maddie, a teraz to chyba powinien on. Nawet się przez moment zastanowił, czy powinien zaraz dzwonić do swojej menadżerki, czy jednak wychodząc powiedzieć Laurze, żeby się tym zajęła.
Nie myślał o tym jednak długo, bo zaraz ściągał buty Stewart zrzucając je na podłogę, a już po chwili zaciskał palce na jej stopach w newralgicznych punktach. Opowiadał jej o Pati, spokojnie, chociaż przecież sam wiedział, że ta kobieta to... zagadka.
- No wiesz... bo ona prowadziła taki bardziej bar? Przychodzili tam gangsterzy i to oni zazwyczaj zapewniali jej ochronę, a jak wpadła policja to... Raz podobno ktoś podbił jej oko, że nie specjalnie, bo się szarpała, czy coś i oberwała. Nie wiem - wzruszył ramionami, bo akurat go przy tym nie było, słyszał tylko później różne pogłoski. Tak jak z tym podpaleniem. Uniósł spojrzenie na Pilar bawiąc się jej palcami, a kiedy zaczepiła stopą o jego krok, to przysunął się ciut bliżej, uśmiechnął jakoś zaczepnie, chociaż za chwilę spoważniał, wraz z kolejnymi słowami -wiesz, mnie się wydaje, że to ona podłożyła ten ogień. Nie mam na to dowodów, ale... Kręciła kiedy o tym opowiadała, a potem utrudniała śledztwo i niby to policja przeprowadzała ja nieudolnie, tak mówili w półświatku, ale kurwa Pilar… ja wiem jak to się odbywa - no bo Madox przecież też przechodził te wszystkie szkolenia. W policji też siedział od środka i może wiecznie łamał jakieś przepisy, ale wiedział też jak się ich przestrzega. Oparł sobie nogę Pilar bliżej paska i przesuwał palcami po wnętrzu jej stopy słuchając co ona o tym myślała.
- A może znasz? Ona w naszych kręgach jest Pati, a poczekaj - zastanowił się spuszczając głowę, a zaraz ugryzł ją w palec u stopy - Patricia Fernandes - przypomniał sobie - ona kiedyś wiecznie siedziała na psiarni, bo... trochę ma taką robotę jak ja, tylko bez tej drugiej strony, i dlatego się w pewnym momencie dogadaliśmy - znowu jego palce sunęły po jej stopie, ale teraz zaczepiał też o kostkę i łydkę - nie można jej ufać. Ale przynajmniej nie trzeba jej wprowadzać w półświatek, bo większość ją zna, jak mnie - znowu się pochylał, żeby musnąć wargami wierzch jej stopy, oparł ją sobie na klatce piersiowej. Zaraz się uśmiechnął patrząc w jej piękne, czekoladowe oczy - a czemu nie? Byłoby śmiesznie. Jakieś ogłoszenie w stylu, lubisz się wpierdalać w nieswoje sprawy, ryzykować życie i opierdalać większych od siebie facetów? Przyjdź do Emptiness… Brzmi jakbym szukał jakieś dominy, to może lepiej nie - wywrócił oczami, a kiedy jej stopa przesunęła się z jego klaty, po brzuchu i na podbrzusze, gdzie się zaparła, to powiódł za nią spojrzeniem. Ale zaraz coraz ciemniejsze znów oczy, podniósł na te jej, wpatrzone w niego, kiedy zaczęła to tylko błagam cię, nawet chciał jej powiedzieć, żeby to powiedziała po hiszpańsku. Te ruego.
- Nie będę jej powierzał informacji... To znaczy, ja przecież... - trochę zaczął kręcić - ja tylko kurwa przy tobie pękam w dziesięć sekund i mówię ci wszystko - znowu wywrócił oczami, ale taka była prawda, bo przy wszystkich innych przecież Madox umiał tak zakręcić, żeby nie powiedzieć nic konkretnego - powiem jej tylko, że zostaniesz moją żoną, żeby się nie podwalała - oczywiście, że powiedział to, żeby się z nią podrażnić, bo przecież już wiedział jak to na nią działało, kiedy to rozgadywał. A kiedy podniosła nogę, żeby go szturchnąć, to złapał ją za stopę zaciskając na niej palce. A zaraz szczypał zębami skórę na jej nodze, kontrastując to mokrymi pocałunkami. Nabrał powietrze w płuca, kiedy powiedziała to, że trzeba jej będzie zrobić jakiś test na wierność.
- A jaki? - zapytał od razu, kiedy jej stopa znowu przesunęła się po jego torsie, tym razem wdzierając między guzikami pod materiał koszuli. Kącik jego ust uniósł się do góry, a mięśnie na brzuchu się spięły, reagując na nią - właściwie nie. Napierdalamy coś ważnego i po prostu jedziemy na żywioł, jak ktoś się wygada to kulkę dostaje albo ten kto to zrobił, albo ten, kto sprzedał swój sekret, rosyjska ruletka - wzruszył ramionami. A zaraz odpiął jeden guzik swojej koszuli dając jej lepszy dostęp do swojej gorącej skóry, która drżała pod jej dotykiem - a co byś chciała zrobić za ustawkę? - zapytał i ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknej twarzy, tym zawadiackim uśmiechu - te estás volviendo cada vez más grosero - jesteś coraz bardziej niegrzeczna, mruknął i uśmiechnął się zaczepnie, a jego ciemne oczy zabłyszczały niebezpiecznie - może jednak zamiast się z tym pierdolić, to porwę cię do Kolumbii i tam zostaniesz moją żoną, kobietą gangstera. Jego kurwa... muzą. Jego wsparciem. Jego siłą - i znowu sobie tą jej drugą stopę opierał na ramieniu, żeby przytulić do niej szorstki policzek - jak to się spierdoli, to nie uciekamy, to cię porwę, jak mój ojciec moją starą, tylko może z trochę lepszym skutkiem - odwrócił głowę na bok, żeby znowu ją ugryźć, a zaraz musnąć wargami jej skórę - ale na razie zróbmy tą ustawkę. Myślisz, że wystarczy to, że jej powiem, że chcę się z tobą ożenić? - znowu ją zaczepiał, czy mówił serio? Bo chciał?
Coraz bardziej, kiedy ona wchodziła w ten jego świat, z butami... No dzisiaj bez, bo te leżały na podłodze, ale na brudno, tak jak lubił Madox. Nie zgodnie z prawem, tylko... od tyłu. Tak lubił.
Te estás volviendo cada vez más grosero ⋆.˚
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie dość, że miała zadatki na piromankę, to jeszcze bujała się z gangusami. I chociaż na pierwszy rzut oka wydawała się okropnym wyborem, skoro miała już taką reputacje i nie można było jej ufać, ale z drugiej strony, to właśnie czyniło ją świetną kandydatką. Nie miała zamiaru mu tego odradzać. Pilar nie znała się za bardzo na prowadzeniu jakiegokolwiek lokalu, nie wspominając o takich, w których pałowali ludzie z półświatka i psy jednocześnie i trzeba to było jakoś ze sobą pogodzić. Madox zdawał się wiedzieć najwięcej, kto tu pasował a kto nie i jeśli ta cała Pati miała się do czegoś przydać, to może warto było spróbować.
Zamyśliła się na moment, kiedy zaprezentował jej pełne imię kobiety. Patricia Fernandes. Nic jej to nie mówiło. Może kojarzyła nazwisko, ale z drugiej strony przecież Fernandesów, szczególnie za kratkami, była całkiem spora ilość, dlatego nie było się co tym sugerować.
— Nie znam — wzruszyła ramionami, chociaż zaraz uniosła lekko tyłek, wyciągając telefon z tylnej kieszeni spodni i wklepała w notatniczku jej imię i nazwisko. — Ale sprawdzę ją sobie w bazie jutro — dodała bardziej do siebie niż do niego. Tak naprawdę miała zamiar nie tylko ją sprawdzić, ale i prześwietlić od góry do dołu, żeby upewnić się, że to nie była żadna pieprzona kryminalistka, która narobi tutaj więcej chaosu niż pożytku.
— Skoro często siedziała na psiarni, to może Beck będzie ją kojarzyć — odpowiedziała spokojnie, przyglądając się w międzyczasie, jak składał na jej kostkach mokre pocałunki, mrucząc przy tym delikatnie. Beck był policjantem, o wiele częściej przesiadywał na komendzie, a jak już działał w terenie to jako funkcjonariusz czy tam drogówka od czasu do czasu. — Twoja narzeczona jest śledczą, cariño — nachyliła się nieznacznie w jego kierunku, jeszcze bardziej wbijając mu prawą stopę w kroczę. — Ja badam trupy i szukam morderców, a nie walniętych piromanek — przypomniała mu. Pilar była detektywem. Jasne, pracowała dla policji, ale miała przecież zupełnie inne obowiązki niż szary policjant. Praowdziła swoje sprawy, a nie jeździła do zgłoszeń na mieście, więc naturalnym było, ze nie kojarzyła Pati. Nie zmieniało to jednak faktu, że miała zamiar o nią popytać.
Szkoda, że tylko Madox pękał w dziesięć sekund, jak to pięknie podsumował, pewnie wtedy poszłoby jej prościej. Aż się uśmiechnęła na jego słowa i znowu przysunęła nieco bliżej, podwijając lekko kolano.
— Żeby to faktycznie było dziesięć sekund… — westchnęła z teatralną dramaturgią. — Jak ty przecież pierwsze musisz sobie popierdolić przez dobre dwadzieścia minut i dopiero potem EWENTUALNIE gadasz — wytknęła mu, ale trzeba było przyznać, że była to najszczersza, najprawdziwsza prawda, jaka istniała. Madox wcale tak łatwo się nie wysprzęglał. Zaczynając od komisariatu, na którym nie powiedział jej nic, nawet kiedy ona była gotowa paść przed nim na kolana. Tak samo w Meksyku wygadał się już dopiero, kiedy nie miał wyjścia. A ta cała sprawa z Haddie i Eliotem? Pewnie jeszcze długo by jej nie powiedział, gdyby nie spotkali jej podczas ucieczki. Wiec to też nie tak, że wszystko jej śpiewał od razu. Na to trzeba było sobie zapracować.
— Nikomu nie będziesz nic mówić — dźgnęła go palcem w sam środek brzucha, kiedy powiedział, że powie Pati o Pilar i tym, że nosiła pierścionek zaręczynowy na palcu. Przecież mieli siedzieć cicho. Mieli się nie wychylać. Nie rozpowiadać. Chociaż z drugiej strony… — Albo powiedź jej. To przynajmniej będzie wiedzieć, że ma cię kurwa nie dotykać — mruknęła władczo, przyglądając mu się uważnie. Nie miała zamiaru się dzielić. Z nikim. A już na pewno nie z żadną kurwa Pati, która miała tutaj przyjść i zastąpić Maddie. Od początku powinna wiedzieć, że Madox był off limits, nawet jeśli Noriega i tak przecież nie uznała romansów w pracy. Przezorny zawsze zabezpieczony. Tak jak zabezpieczyć Emptiness chciała Pilar dopytując Madoxa, czy zrobią jej jakieś testy na wierność. Tylko zaraz okazało się, że tutaj nie bawiło się w takie rzeczy, tylko leciało na żywioł a potem pakowało ludziom kulki prosto w głowę.
— Chyba wolałam tego nie wiedzieć — pokręciła głową. Z jednej strony miała świadomość tego, co tu się czasami działo, ale z drugiej strony wciąż była pełnoprawną policjantką, która nie godziła się pod żadnym pozorem na tego typu egzekucje. Dlatego pokręciła głową, strzepując z siebie te myśli, i przesunęła stopę nieco wyżej klatki piersiowej Madoxa akurat kiedy odpiął dla niej kolejny guziczek swojej ciemnej koszuli. — Chociaż ten plan ucieczki do Kolumbii nie brzmi najgorzej — przycisnęła palce do jego mięśni, które doskonale czuła, jak spinają się pod tym dotykiem. — Będę twoją muzą? — spojrzała na niego wymownie. Nawet nie była do końca pewna, co to miało znaczyć, ale szczerze? Brzmiało zajebiście. I tak planowała już zawsze stać u jego boku, więc mogła to robić równie dobrze w słonecznej Kolumbii.
— A ustawka, nie wiem no… — zamyśliła się na moment, chociaż ciężko było się jej skupić, kiedy on tym razem łasił się do jej drugiej nogi, ocierając policzkiem o dół łydki. Dlatego pomruczała pod nosem, przeczekując moment przyjemnych dreszczy, a potem szarpnęła stopą, która była pod jego koszulą, sprawiać tym samym, że krzesło na którym siedział podjechało tak blisko, że zetknęło się z fotelem. Pilar ściągnęła z niego nogi i zaraz zrywała się z miejsca, by znowu go szarpnąć. Tym razem po to, żeby podniósł się na moment, a potem pchnęła go na swój szefowski fotel i zaraz usiadła na nim okrakiem. — Na początku można podstawić jakiegoś awanturującego się makaroniarza, który będzie chciał wszystkim rozpierodlić głowy — zaczęła snuć plan, przy okazji tym razem dłońmi sunąć po jego rozgrzanym ciele. Odpięła do końca guziki, a opuszki przystawiła do wytatuowanej skóry, kreśląc tylko sobie znane ścieżki. — Wiesz, zobaczyć, jak sobie poradzi w praktyce. W porządnym klubie dla bogoli, a nie kurwa jakimś barze — przesunęła się w górę, na szyję, po chwili palce wplatając w długie już ciemne włosy. — A potem sprzedać jej jakąś kurewsko ważną informacje i zobaczyć, czy się nie wygada, jak ktoś ją przyciśnie — gadała od rzeczy? Czy może jednak z sensem? Nie miała zielonego pojęcia. Nie wiedziała, jak to wszystko działało, ale trzeba było przyznać, że niemałą frajdę sprawiała jej ta rozmowa, którą właśnie odbywali. Zresztą nie tylko ona, bo móc trwać na jego kolanach, ciało do ciała, czuć go bardziej, lepiej i bliżej było autentycznie najlepszym uczuciem na całym, jebanym świecie. I ona mając go tak blisko, autentycznie nie mogła przestać go dotykać. Błądzić dłońmi po jego ciele, podczas gdy oczy wpatrzone były w te jego jak w najpiękniejszy obrazek.
mi gangster