- Mnie też tak zapisywałaś i sprawdzałaś, kiedy Bucky wprowadził cię do klubu? - na pewno. Chociaż jego może sprawdziła już wcześniej? Dużo rzeczy mieli na jego temat w bazie, chociaż 2015-2018 dane były utajnione... Ciekawe czy kiedyś zwróciła na to uwagę?
Dopiero kiedy Pilar znowu wspomniała o Becku, to Madox podniósł na nią ciemne, czarne już prawie, spojrzenie, zmrużył oczy.
- Co cię łączy z Beckiem? Dlaczego cię szarpał? I dlaczego w ogóle... się przypierdalał? - no tak, gryzło go to. Bo chociaż czasem się okładali z Beckiem na salce, albo dźwigali ciężary na siłce, to nie gadali w sumie o kobietach. Madox tylko czasem nawijał o swoich dupeczkach na jedną noc, co mu zrobiły... tej jednej nocy, żeby utrzymywać pozory. A Beck nigdy nie mówił o nikim, w ogóle mało mówił. A jak Noriega się rozkręcał, to nawet kazał mu się czasem zamknąć. Patrzył na nią wyczekująco, bo on w końcu powiedział jej wszystko o Haddie. Nawet na moment oderwał usta od jej ciepłej, gładkiej skóry, układając sobie jej stopę na spodniach.
- Dobrze ci idzie to badanie trupów... zwłaszcza na przykład Marco - wywrócił zaczepnie oczami, a kiedy jej stopa znowu zaczepiła o jego kroczę to wypuścił z płuc mocno powietrze nosem. Madox niby wiedział czym zajmowała się Pilar, ale też nigdy za bardzo nie wnikał w jej sprawy, nie wtrącał się, ostatnia, z którą trochę jej pomagał
Nawet przez jedną krótką chwilę chciał ją zapytać co u Galena Wyatta, ale czy ona w ogóle miała czas, żeby się z nim spotkać? Kiedy u nich wiecznie coś się działo, odpierdalało. Albo wyjebywało.
Ale może wciąż z nim pisała?
Na jej kolejne słowa strzelił oczami w sufit.
- Nikt nigdy nie narzekał na moje pierdolenie - rzucił i schylił się, żeby tym razem dziabnąć ją w kolano. Chociaż to co powiedziała, to była prawda. Madox lubił sobie pogadać, zawsze. Najpierw dookoła, dwadzieścia minut bredni, a potem może do celu, naokoło, od tyłu, tak, że jednak sens można zgubić między zbyt dużą liczbą informacji. Taki już był. Bo przez tyle lat on przecież... no nikomu właściwie nie mógł nic powiedzieć. Na komisariacie miał swoje tajemnice, w półświatku tym bardziej. W klubie i poza nim. Nawet Maddie mówił tylko tyle, ile powinna wiedzieć. Przecież ona nie miała pojęcia, że on jest psem.
Nikt nie miał.
Oprócz Stewart.
Kąciki jego ust uniosły się ku górze, kiedy powiedziała to, że nikomu nie będzie nic mówić, bo tego akurat się spodziewał. A kiedy dźgnęła go palcem w brzuch to naparł na nią mocniej, bardziej wbijając sobie jej palec w ten tatuaż z napisem Medellin. Dopiero na jej kolejne słowa, uniósł jedną brew - nie dotykać? - parsknął - nawet małym paluszkiem - już podnosił jej stopę, żeby zaczepić językiem o jej mały paluszek, szczypnąć go zębami - kiedyś chciała mi wejść do łóżka, ale ja nie łączę seksu z interesami, chociaż nie wiem... czy my nie łączymy? - przechylił na bok głowę, podobała mu się właściwie ta władcza Pilar, która nie pozwalała nikomu go nawet dotknąć, chociaż prawda jest taka, że Madox był może popierdolony, wyuzdany, bezwstydny, ale... kurwa brzydził się zdradą i odkąd on kręcił ze Stewart to nawet nie było opcji, żeby jego wargi całowały jakieś inne usta, a co dopiero coś innego.
Ciemne tęczówki znowu podniosły się z jej stopy, która sunęła po jego rozgrzanym torsie na jej piękną twarz, na te oczy, błyszczące i zjawiskowe. Może nie powinien jej mówić, jak to tutaj się odbywa? Ale Pilar nie była głupia, a poza tym... widziała dziurę w głowie Marco. Czyli wychodzi na to, że albo on się sprzedał nieodpowiednim ludziom, albo sprzedał kogoś... nieodpowiedniego. Madox obstawiał to drugie, skoro jeszcze chcieli w to wpierdolić Noriegę, ale on się nie dał. A właściwie to przecież Stewart uratowała mu wtedy dupę. Zawsze ratowała.
Uśmiechnął się kiedy rozmawiali o tej ucieczce do Kolumbii, Madox uwielbiał Medellin, mógłby tam mieszkać, szkoda tylko, że tam jego nazwisko było bardziej powiązane z półświatkiem niż tutaj.
- Piosenkę ci napiszę, albo kurwa namaluję obraz - rzucił tak odnośnie tej muzy, ale zaraz dodał - ale bardziej to chodzi o to, że inspirujesz mnie do działania, jak dzisiaj... - najczęściej inspirowała go do jakiś pojebanych akcji, ale... to też się liczy. Była po prostu jakąś jego destrukcyjną muzą, jakkolwiek nie dziwnie to brzmi. Patrzył na nią, kiedy zastanawiała się nad tą ustawką łasząc się do jej nogi. I dopiero kiedy go szarpnęła do góry, to wywrócił znowu oczami - co... - i już miał pytać co znowu, ale ona już go pchała na jego szefowski fotel, a kiedy wpakowała mu się na kolana, siadając na nim okrakiem to tylko się uśmiechnął - loca - mruknął, ale zaraz słuchał jej uważnie, chociaż palce ułożył na jej udach, przeciągając nimi w kierunku pośladków po jej jeansach. Ciemne tęczówki wbił w jej piękne, brązowe oczy. Każdy mięsień na jego torsie spinał się pod jej dotykiem.
- Załatwię to - stwierdził odnośnie tego awanturującego się makaroniarza, chociaż na jej kolejne słowa parsknął śmiechem, tłumiąc go w jej szyi i dekolcie po którym przesunął zarośniętym policzkiem - chociaż kurwa porządny klub dla bogoli, kiedy mówisz o Emptiness - podniósł na nią spojrzenie, na jej oczy - es como si te hubiera llamado educado... decente - to tak jakbym ciebie nazwał grzeczną... porządną, no tak, zarówno Pilar, jak i jego klub nie byli za bardzo... bezgrzeszni.
Czego zresztą świadectwo dawała mu sunąc palcami po jego wytatuowanej skórze - dobra możemy ją sprawdzić, jeśli będziesz spokojniejsza, a ja w sumie lubię takie zabawy - a jakich on nie lubił? Akurat Madox lubił rozrywkę wszelkiej maści. A przecież taka ustawka mogła mu ją zapewnić - umówię nas na wtorek, żebyś też mogła ją poznać - stwierdził, a jego palce już zacisnęły się na jej pośladkach, poruszył biodrami ocierając się o nią - ale poczekaj... - mruknął gdzieś w okolicach jej pełnych gorących warg, a zaraz zerwał się z miejsca przytrzymując ją przy sobie za tyłek. Tyłek, który zaraz zresztą posadził na tym dużym, drewnianym biurku. Oczywiście, że machnął ręką, żeby zrzucić z niego te piętrzące się papiery, ale... ktoś to kurwa posprząta, na pewno nie oni - widziałaś to biurko? Robione na specjalne zamówienie, z Lapacho - przesunął palcami po tym kolumbijskim, egzotycznym drewnie, stając między jej rozgrzanymi udami. Przyciągnął ją do siebie bliżej, pochylając się nad jej szyją, po której sunął nosem, zaciągając się jej obłędnym zapachem.
Tylko wszechświat (i kostki) chyba znów uznał, że robiło się między nimi zbyt gorąco... bo nagle nad ich głowami wybrzmiał alarm przeciwpożarowy.
- Co jest kurwa? - mruknął Madox i tym razem to zacisnął palce na jej ręce zanim pociągnął ją za sobą z biura. Nawet nie zapiął koszuli, a Pilar szła na bosaka.
Na dole zrobiło się małe zamieszanie, ale Laura zaraz mu powiedziała, że sytuacja została opanowana, ale zanim to zrobili, to poszedł alarm, ale ona już dzwoni, żeby go odwołać.
Zaraz Grigorij poprowadził ich na zaplecze, a tam na ścianie piękny napis... Zajebie cię Noriega, a na środku jakieś śmieci, które przed chwilą chyba płonęły, a teraz zajebane były pianką z gaśnicy.
- Co tu... - zaczął Madox, ale Grigorij zaraz zaczął mu nawijać po rusku, Noriega zmarszczył brwi, bo akurat po rusku rozumiał pewnie co drugie słowo, ale sens był taki, że wyjebał Siergieja i nikt nie stał przy tylnym wejściu - co kurwa?! Z chujem się na łby pozamieniałeś?! Jak to kurwa nikogo przy tylnym wejściu? Co ja kurwa muszę o wszystkim za was myśleć - warknął i zamachnął się, wyglądało jakby chciał walnąć ruska, ale uderzył pięścią w jakiś blat, aż flaszki na nim zagrały - zawołaj mi Laurę i wypierdalać na pozycje, raz! - wskazał na drzwi, a rusek zaraz ruszył w tamtym kierunku. Madox za to wbił spojrzenie w ten napis. Podejrzanych było dzisiaj dużo, zaczynając od Tony'ego, przez Siergieja, po Maddie.
Ale był to też chyba kolejny powód, dla którego on czym prędzej powinien znaleźć sobie drugą menadżerkę, od sekcji VIP, no i może... zwiększyć ochronę?
Es como si te hubiera llamado educado... decente °❀⋆.ೃ࿔*:・