There's another side that you don't know, you don't know
I can't wait to get you all alone, all alone
Once I'm in there, ain't no letting go, letting go
Watch me turn your mind into my home
Dla Erica miłość była trochę niczym puzzle - raz kawałki do siebie pasowały idealnie, a raz mogłoby się wydawać, że powinny pasować, a jednak było inaczej. Do tych pierwszych zaliczał te pary, których związek tworzył harmonię w oparciu o zaufanie, szczerość i zrozumienie. On sam długo uważał, że nie odnajdzie swojego drugiego kawałka puzzli i, biorąc pod uwagę przeszłe doświadczenia - wyjazd Sher, której tak naprawdę poza pocałunkiem nie potrafił wyznać, co czuje, bo podświadomie bał się, że ona nie czuła tego samego, zghostowanie przez kogoś, do kogo wydawało mu się, że zaczynał coś czuć (i myślał, że vice wersa) - zaczął uważać, iż był tym
niepasującym elementem. Że to on był
problemem, dlatego może lepiej było odpuścić sobie tę całą zabawę i skupić się na
uzależnieniupracy, rozwoju, podróżach - bo przecież nadal posiadał bilet lotniczy do Miami, a na swojej liście miejsc, które chciał odwiedzić, nadal nie wykreślił kilku pozycji w tym. m.in. Francji oraz Hiszpanii. Jasne, flirtował sobie z jedną z barmanek w Emptiness, szukał kogoś podczas wizyt w klubach, ale jakoś żadna nie przykuła jakoś szczególnie jego uwagi. Nie zostawała nigdy
na dłużej. Mimo wszystko zaczynało mu brakować
kogoś, kto patrzył na niego tak... jak patrzyła na niego Sher.
Kogoś, kto potrafił go słuchać, tak jak Sher.
Kogoś, kto mimo dzielących kilometrów wrócił (i nie pozwolił relacji utonąć), tak jak Sher...
Chociaż on też ją kilka razy odwiedził w Ottawie i starał się dzwonić regularnie. Mimo wszystko w środku miał obawę, że podczas jednej z rozmów, usłyszy oznajmienie o chęci pozostania w Ottawie. 452 km - tyle dzieliło Toronto od Ottawy, co dawało 4 godziny i 22 minuty podróży autem, a pociągiem koło 4 godzin i 8 minut. Niby 4 godziny to nie 7 czy 8 ale wciąż... nie mogli zrobić spontanicznego wyjścia, chyba, że jedno przyjechało do drugiego i zostawało na noc. Ogólnie jednak łatwiej było, gdy była tuż obok, jakby na wyciągnięcie ręki.
Stones, słysząc, że jego wcześniejsze słowa mogły wzbudzić w Sher niepokój zamiast poczucia bezpieczeństwa pod prysznicem, nie ryzykował wymyślania kolejnych tekstów.
- Nie pozwoliłbym na to… - powiedział, choć doskonale wiedział, że nie był ani żadnym Edwardem, ani żadnym superbohaterem i nie miał takiego SUPER refleksu, a czasami wystarczyła sekunda i mogło dojść do tragedii. Mimo wszystko nie chciał, by Sher doświadczyła czegoś, przez co musiałby ją zawozić do szpitala i to u niego w mieszkaniu - byłoby mu strasznie głupio i prawdopodobnie chciałby zapaść się pod ziemię.
Widząc uśmiech na twarzy Sher, poczuł satysfakcję, bo gdyby się nie uśmiechnęła, uznałby to za
porażkę w wymyślaniu tekstów
na podryw.
Uważnie przyglądał się Winifield, gdy ta wymyślała alternatywę dla
pójścia pod prysznic w celu umycia pleców
- Dobre. Podoba mi się. Serio. - powiedział zgodnie z prawdą, machając palcem wskazującym, naprawdę uważając zwrot Sher za godny zapamiętania - i kto wie, może któregoś razu go wykorzysta?
Zrobił wielkie oczy, gdy usłyszał o posiadanych przez Sher różnych fantazjach i automatycznie zaczął zastanawiać się, jakie one były... i z KIM w roli głównej.
- No w sumie... ja też chyba nigdy nie pytałem. A gdybym zapytał, powiedziałabyś mi jakąś jedną? - spytał, zaciekawiony, unosząc brew.
- Jest tam kimchi zrobione przez moją mamę, kiszona rzodkiew i coś jeszcze, ale już nie pamiętam, co. - nie zapamiętywał wszystkiego, co dostawał w słoikach, bo zwyczajnie nie uważał tego za coś ważnego. Wystarczyło przecież zejść i sprawdzić.
- Jak będziesz miała ochotę, to na śniadanie przyniosę kimchi. - bo tak czy inaczej należało je zjeść, a - zdaniem Erica - nikt nie robił lepszego kimchi poza jego mamą i babcią, a próbował naprawdę wielu w przeróżnych restauracjach.
Erica ucieszyło, że Sher nie kazała mu trzymać buzi na kłódkę, tylko mógł swobodnie porozmawiać z Madoxem o Olivierze. Naprawdę ciekawiło go, co usłyszy od Madoxa i czy... Olivier mówił mu cokolwiek o swoich planach. Stones nie chciał wierzyć, że Noriega był w to zamieszany i odsuwał od siebie tę myśl, najbardziej jak tylko mógł
Bo po co mieliby ze sobą współpracować? Ciężko było mu połączyć kropki, ale to też może dlatego, że nie znał zbyt dobrze byłego chłopaka Sher. Albo znał jedną z wersji, którą prezentował przed przyjacielem Sher.
Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi... Z drugiej strony, dopiero co dostał jakiekolwiek informacje, więc byłoby zbyt pięknie, gdyby ot tak wszystko wiedział. Nie był policjantem ani żadnym detektywem, choć czasami tak się czuł, gdy ktoś prosił go o namierzenie telefonu lub drugiej osoby.
Niesamowite, że jeden nadajnik mógł pomóc rozwiązać lub zniszczyć tyle spraw… Bo przecież w telefonie zazwyczaj znajdowało się wiele… zdjęć, filmików, numerów…
Widział to zaprzeczenie i to mu wystarczyło, bo nie spodobałoby mu się, gdyby na zadane wcześniej pytania, odpowiedziała twierdząco - choć trochę był zawiedziony i nieco zawiedziony, bo miał wrażenie, jakby dostrzegł nutę niepewności w wyrazie twarzy Sher. Chciał jednak wierzyć, że mu się tylko przewidziało, bo najważniejsze, a zarazem kluczowe tutaj było ZAPRZECZENIE. Dlatego uniósł lekko kąciki ust, a jego ciało na bardzo krótką chwilę się rozluźniło.
Zaraz jednak zastygł, bo usłyszał coś, czego ABSOLUTNIE się N I E spodziewał. Popatrzył z ogromną czułością na Sher, jakby chciał mieć pewność, że jego umysł nie prowadził go na manowce, nie miał omamów słuchowych, ani nie śnił.
Czy.. ona.. właśnie... Nie dokończył własnej myśli, ponieważ te usłyszane przed chwilą słowa wypełniły zarówno jego ciało, jak i umysł. Miał wrażenie, jakby Sher przykryła go ciepłym kocykiem, spod którego nie chciał wychodzić, a pod którym chciał leżeć... razem z N I Ą. Tylko tyle i AŻ tyle.... Przeniósł swoją rękę z uda, na lewy policzek Sher - specjalnie, bo po lewej stronie ciała, wewnątrz płuc, znajdowało się serce - i zaczął go gładzić kciukiem. Czuł pod dłonią przyjemne ciepło.
- Nie masz pojęcia, Sher, ile to dla mnie znaczy… ile Ty dla mnie znaczyłaś i ile znaczysz. - powiedział tym samym tonem co wcześniej, nie przestając gładzić policzka dziewczyny. Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, bo miał wrażenie, jakby właśnie odkrywał swoje karty. Chociaż, po raz pierwszy odsłonił je trzy lata temu i po tym rozgrywka została wstrzymana. Czy możliwe było, że podczas dzisiejszego spotkania, zostanie ona dokończona? Poza tym całe jego ciało domagało się Sher. Chciał jej smakować, próbować, słyszeć... I nawet jego narządy dawały jasne sygnały.
Ogarnęła go kolejna fala satysfakcji i przyjemnego ciepła, gdy poczuł, jak Sher wciąga brzuch, gdy jego palec spoczywał na guziku od rozporka.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
you drive me crazy