-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Dzisiejszy dzień zapowiadał się świetnie. Ricz rano odwiózł swoją księżniczkę do pracy, poszedł na siłkę, a później zrobił sobie saunę i wrócił do piesków, które już czekały na brunchowe przytulaski, trochę się pobawił z Burritosem iChurrosem, a nawet z Sombrem, czyli psem Madoxa. Później napisał jakiegoś tęsknego smska do Rozi, ale oczywiście ona była w pracy, więc nie odpisała mu nic. Za to Gabi napisała, że czy pamięta, że ona dziś zajmuje salon bo przychodzi do niej przyjaciółka. Oczywiście nie pamiętał, ale skoro tylko się dowiedział, to zaraz wpadł na pomysł, że ugotuje dla dziewczynek coś pysznego, żeby miały co jeść jak będą popijać winko. Pomyślał, że dziewczyny to zawsze lubią jak im się ugotuje jakiś pyszny makaron, a on to się na tyle zna na kuchni, że ten jego makaron z sosem pomidorowym Ragu zawsze podbijał serca i odkąd go robi, to Rozi zawsze majtki od niego spadają. Nie, żeby chciał, żeby Gabrieli i jej przyjaciółce spadły, chociaż może po to Gabriela ją zaprosiła? Kto tam wie. No więc czosnek już miażdzy, wącha i wybiera najlepsze pomidorki, przeszukuje szafki w poszukiwaniu garnka, który znów Madox albo Pilar wjebali w złe miejsce, gotuje makaron a wmiędzy czasie jeszcze przygotował deskę serów i szynek, jakieś krakersy, otworzył wino żeby oddychało i posprzątał im ten salon, żeby przypadkiem nikt sie nie dowiedział, że Gabriela to jest ogromna syfiara. Jak na dobrą panią domu przystało, wszystko było gotowe i czekało na gości jeszcze kwadrans przed ich przyjściem. Ricz miesza powoli w garnku sos i kontempluje, czy kiedyś ktoś się do niego odezwie z propozycjją pracy w tym Toronto, czy musi założyć jakiś biznes. No i pewnie nie jakiś tylko po prostu restauracje. Sprawdzi po minach dziewczyn czy serio wciaż gotuje dobrze, czy Rosa tak mu mówi, bo chce mu komplement dać.
Nagle słyszy jakieś szuranie przy wejściu i już idzie z dwoma kieliszkami przywitać Gabriele i jej przyjaciółkę.
-No witam, witam, Gabi pomyślałem, że będziecie na pewno głodne więc zostawiam wam obiad na kuchni, a tutja powitalne drineczki i... - i wtedy czas jakby zaczął wolniej płnąć, bo kiedy ta przyjaciółka się wyłania zza Gabrysi to Ricziego aż zamroziło. Co Erza B. Fernandes robiła w jego domu?? Czy Gabriela R. Blais zwariowała, że przyprowadza tu ją?? A może ona nic nie wie, tak na pewno nic nie wie, przecież nigdy by mu tego nie zrobiła. Ale właściwie czego? Ricza serce na chwilę stanęło z przerażenia, ale kiedy się zorientował, co się teraz może wydarzyć, to zaczęło bić w wyjątkowo prędkim tempie. wiedział jedno, nie mógł dać po sobie poznać, bo przecież Gabriela nie da mu żyć! Jego oczy jednak były wbite głównie nie w Gabriele, tylko w Erze, której obecność na chacie u Madoxa była czymś czego sobie nigdy nie wyobrażał. Krew mu z twarzy odpłynęła, taki był przerażony/zdumiony tym co się dzieje, a jeszcze do tego nie mógł przecież nie pomyśleć, że dobrze jest widzieć Rudą. Była przecież jego słodkim sekretem!! - ... i znikam - dokończył, znów spoglądając na Gabi i stuka kieliszkami zanim znów je do nich wyciągnął.
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
Wyjście na miasto w towarzystwie przyjaciółki brzmiało wyjątkowo dobrze. Potrzebowała wręcz tego spotkania, bo powrót okazał się większym skokiem emocjonalnym niż wstępnie zakładała. W ciągu miesiąca tak wiele się wydarzyło, że nawet ktoś tak chaotyczny jak Gabriela potrzebował usiąść na spokojnie. Pogoda nie rozpieszczała - typowo - więc heroiczną decyzją naczelnego pasożyta bez kasy, zaprosiła Erze do siebie na kwadrat - a raczej do Madoxa, który całe szczęście nie wyrzucił jej jeszcze z kanapy, po tym jak zaległa u niego na AMEN. Perspektywa opróżnienia lodówki, którą zaopatrywał Ricz brzmiała o niebo lepiej, niż proszenie się znowu o hajs kuzynów, bo zachciało jej się wlec dupsko do kawiarni. Wspomniała chłopakom milion razy, że będzie miała gościa, żeby uniknąć możliwego przypału. Przed powrotem upewniła się, że Madox, Pilar i Roza są w pracy. W mieszkaniu był tylko Ricz, więc po raz setny przypomniała mu, już tym razem telefonicznie, żeby dziś łaskawie się ubrał, bo będzie okupować salon z przyjaciółką.
- Widzisz moje końcówki? To rozjaśnianie kompletnie mi nie wyszło. Wyglądam jak tani mop po przejściach w klubie, którym zgarniano najgorszy syf. Muszę odwiedzić Jasona, żeby machnął te swoje cuda. - okręciła wokół wskazującego palca pasmo włosów i demonstracyjnie się skrzywiła, wpuszczając na klatkę schodową Przyjaciółkę. - Tylko mi nie padnij, bo mieszkam z trzema słodziakami. - puściła oczko i dźwięcznie się zaśmiała pokonując po dwa stopnie na raz. Nacisnęła klamkę wiedząc, że drzwi były otwarte i uśmiechnęła się, gdy kawaleria cudowności od razu podleciała do nich się przywitać. Dwa małe bąble i majestatyczny Doberman - ukochane trio, na widok, którego coś ściskało ją w środku. Przez ułamek sekundy na jej twarzy można było ujrzeć głęboko skrywany smutek. Jej Simba już nigdy nie przywita się z nią w ten sposób. Już nie usłyszy stukotu jej pazurków o panele, ani mokrego noska, gdy podważała jej dłoń do miziania… Erza jako nieliczna wiedziała, co przeszła te sześć lat temu i jak to na nią wpłynęło - że tak naprawdę rozwód rodziców nie był powodem jej wyjazdu, a...
- Ricz nie musiałeś. - powiedziała w końcu po tym jak poświęciła uwagę pieskom i nakazała im gestem dłoni,, żeby spokojnie usiadły z boku, aby nie wystraszyły swoim wybuchem entuzjazmu jej przyjaciółki - szczególnie Sombra. I tak była dumna z tego, że już zrobiła tak wielkie postępy w ich szkoleniu. Najwidoczniej nie straciła tego czegoś na przestrzeni lat. Nie była jednak gotowa, żeby wrócić na stałe do zawodu.
- Dostałeś udaru? - zmrużyła oczy wpatrując się w bladą twarz kuzyna. Odebrała od niego drinki na wypadek, gdyby miał paść trupem. Ulżyło jej, że sam zaproponował im okupowanie kuchni, bo tym pięknym sposobem pozbyła się możliwości sprzeczki, że wchodziła na zakazany teren i rządziła się zapasami, a znowu czegoś brakuje. Może jednak ten rok należał do bezdomnych?
Odwróciła się w stronę rudej, wyciągając w jej stronę drinka i cicho westchnęła obserwując, że dziewczyna miała podobny wyraz twarzy co Ricz. - Kurwa, powiedz, że go nie znasz? Cokolwiek zrobił za głupotę, to musisz mu wybaczyć, bo niestety to ja przejęłam te lepsze geny w rodzinie i zgarnął ochłapy.
Erza B. Fernandes Ricardo Martinez
-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaczęła układać sobie na nowo życie. Serce wydawało się odpowiednio zasklepić i finalnie mogła wziąć oddech pełną piersią, żeby odpocząć. Przecież wszystko wydawało się tak dziecięce proste. To nie z nią było coś nie tak, a z nim. W jaki inny sposób dałoby się to wytłumaczyć? Nie miała zielonego pojęcia. Zwyczajnie trafiała na chodzących idiotów. Jeden zamiast innej miał karierę, a drugi... przyjechał tu dla niej, ale został z kobietą, którą kochał.
Śmiała się na samo wspomnienie.
Może dlatego z wielką radością przyjęła powrót Gabrieli do miasta. Zawsze razem się trzymały, potrafiły się nawzajem zrozumieć i było to po prostu proste. Z Blais wszystko przychodziło jak proste dodawanie. Jeden plus jeden równały się najlepsze przyjaciółki. Nawet w grupie zdążyła odrobinę odetchnąć. Erika zawsze trzymała się bliżej z Catherine, a Erza... pozostawała piątym kołem w rowerze. Samo umówienie się przyszło prosto, nawet nie buntowała się w sprawie miejsca spotkania. Przyjęła je z prostym skinieniem głowy. Wchodziły razem, a Erza miała przygotowane w siatkach przekąski oraz materiały na drinki. O ile colę z wódką dało się w ten godny sposób nazwać.
— Odrobina pielęgnacji i wrócą do swojej złotej ery — stwierdziła niemalże od razu. Momentami zazdrościła przyjaciółce odcieniu włosów, wyglądała zjawisko, a we dwie stanowiły gang rudych. Skoro nie można było im ufać, to zaufają same sobie — zdecydowanie, Jason Ci na nie pomoże, ale mogę też polecić Ci odżywkę. Nawet nie wiesz, co ona robi z moimi włosami — uwielbiała włosing. Maseczki, odżywki, peelingi. Gdyby Fernandez miała wybrać swoją drugą ulubioną rzecz, z pewnością zostałaby nimi pielęgnacja. Jedynie psy wygrywały ze wszystkimi — uważaj, bo jak opowiem Ci o takim dupku, to spodnie Ci spadną z wrażenia — i tak Gabriela wiedziała praktycznie wszystko. Wymieniały ze sobą wiadomości i była jedną z pierwszych osób, która usłyszała o latynoskim bogu seksu na wakacjach, które wygrała.
— OJEJU — oczy niemalże od razu się jej zapaliły. Ukucnęła, by pomiziać każdego przystojniaka — a tego chyba znam — dobermana kojarzyła. On chyba ją też, niemalże od razu przegonił maluchy i zaczął lizać ją po twarzy, na co jedynie głośno, radośnie się zaśmiała — cześć słodziaki, jakie wy piękne jesteście — uśmiech z jej twarzy praktycznie nie schodził. Psy były najważniejszą częścią jej życia i nie miała zamiaru tego ukrywać. Już podnosiła się, gdy usłyszała dziwnie znajomy głos, a po jej ciele przeszły dreszcze.
Zdążyła wstać, by chwycić za siatki.
Upuściła je z rąk, kiedy tylko go zobaczyła.
— Ricardo... — mruknęła cicho pod nosem, wbijając w mężczyznę mocne spojrzenie. Każdy mięsień niemalże od razu zacisnął się, a uśmiech z jej twarzy zniknął. Jemu też pozwoliła zniknąć. W mieszkaniu zapanowała cisza, a Erza nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób... wytłumaczyć to wszystko.
— Znam. — głos jej drżał. W jaki sposób wytłumaczyć własnej przyjaciółce, że jej rodzina zraniła ją w najbardziej dotkliwy sposób? Wrócił do Toronto, po czym oświadczył bez żadnego uprzedzenia, że miał kobietę. Musiała poukładać sobie wszystko w głowie, o ile chciała zemsty... to czy była to odpowiednia okazja?
— To z nim spędziłam wakacje w Puerto Rico i to on tu dla mnie przyjechał — wytłumaczyła finalnie, po czym podstawiła rękę — uszczypnij mnie, bo nie wierzę w to — o ile była w stanie uwierzyć we wszystko, to nie w to. Życie nie mogło być takim skurwysynem. Zaczynała o nim zapominać, a on przypałętał się jej pod same nogi.
— Ciekawe, czy dalej zdradza swoją dziewczynę na prawo i lewo — parsknęła gorzko na tyle, że jej wypowiedź rozniosła się po całym mieszkaniu.
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- No więc..- miał zacząć, tyle, że nie zdołał, bo Erza wtrąciła się z wyjaśnieniem i to całkiem prawdziwym. Oczęta Ricziego rozszerzyły się do granic możliwości i wpatruje się w Erze. Czemu ona to mówi? - Erza, uspokój się - pokręcił głową powoli na prawo i lewo, pokazując jej, żeby nie kłamała. Przecież wiedziała, że nie zdradzał swojej żony na prawo i lewo, że tylko z nią mu się zdarzyło, tak? Gorzej że Gabriela nie wiedziała i nie powinna wiedzieć że był nawet ten jeden raz.
- Skad Ty ją znasz? - zwraca się do Gabi, podejrzewając, że Erza to jakiś evil mastermind, który zaplanował to, że dziś się tu spotkają. Zaplanowała poznanie się z Gabi, to że dostanie zaproszenie do ich domu kiedy nie będzie nikogo poza Gabi i Riczim. Na pewno tak zrobiła, bo jest po prostu obsessed w nim!
W sumie było to całkiem hot, nie mógł kłamać że nie.
Tylko dlaczego znów jest tak, że Erza mu się pojawia tak o tydzień za późno w życiu?
Uniósł ręce i wycofuje się z kuchni.
- Erza ty masz na moim punkcie jakąś cholerna obsesje, ale teraz to już przesadziłaś. Śledzić mnie DO DOMU??? Odejdź od Burrito!!!- odsuwa się i pokazuje na swojego małego pieseczka, który się do niej łasi jakby był kotem. No tak, nic dziwnego, Burrito to zawsze miał nic w głowie. I najczęściej mu sra do butów.
Erza B. Fernandes & Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
- Co ty pierdolisz? Przecież Ricz spodziewa się dziecka, więc... - umilkła i rozdziawiła usta, gdy cegiełki z pewnymi informacjami zaczęły jej się układać w jedną całość. Ricz był tym Latynosem, o którym plotkowała z przyjaciółką tłumacząc jej, że ci zawsze są genialnymi kochankami. Pamiętała, że wtedy nawet dodała, że jakby ona zrobiła jej minetę, to przeszłaby na drugą stronę opozycji.
- Me suda la polla, pero te aconsejo que me lo expliques rápidamente. - Lata mi to koło chuja, ale radzę ci, żebyś mi to szybko wyjaśnił. Powiedziała to zbyt spokojnie jak na siebie i Bóg jej świadkiem, że dobrze, że trzymała broń w domu rodzinnym, bo nie tylko straciłaby dziś licencję, ale i kuzyna. A w ubranku więziennym nie byłoby jej do twarzy.
- Zdradziłeś Rosi? - nawet nie czekając na wyjaśnienia odrzuciła torbę na podłogę i złapała za koszulę mężczyznę potrząsając nim gwałtownie. Jak ktokolwiek mógłby zdradzić taką hotówe? Zresztą, kurwa... - Jak mogłeś w ogóle przespać się z moją przyjaciółką?! - sama nie była święta. Wręcz daleko brakowało jej do tego i była trochę hipokrytką, bo sama bez słowa wyjaśnienia zostawiła Billa, wyjeżdżając na podróż swojego życia, ale przecież nikt nie wiedział o tym, że byli razem. Tak przynajmniej jej się wydawało. Bo jak kretyni się z tym kryli. Zresztą nie rozmawiali teraz o niej.
- Ty się na mózg pozamieniałeś z kutasem? - wyszeptała, gdy ten chciał odsunąć biednego Burrito z dala od głasków. Bardziej martwiła się byleby ten nie wpadł na genialny plan, żeby wyżłopać wódkę z reklamówki. - Nikt tu do cholery nie ma obsesji na twoim punkcie! Erza es mi amiga. - Erza to moja przyjaciółka.
Ricardo Martinez Erza B. Fernandes
-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jakby mówienie komukolwiek uspokój się działało, świat zostałby zdecydowanie piękniejszym miejscem pełnym jednorożców. Za to pierwszy raz tęczówki Erzy zapłonęły prawdziwym płomieniem. Gdyby znajdowali się w kreskówce, nad jej ciałem unosiłyby się płomienie, a czerwone włosy by płonęły razem z nimi.
— Ja mam się uspokoić?! — wcześniej była prawdziwą jebaną oazą spokoju, pierdolonym kwiatem lotosu, na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora. Nawet głosu nie zdążyła na niego podnieść, a teraz? Miała ochotę mu przywalić, a utrata wódki przestała się liczyć.
— Spodziewa się dziecka? — wyszeptała, a jej wzrok mimowolnie przeniósł się na Martineza. Od kiedy było to wiadome? Serce zabiło jej szybciej. Zdradzać ukochaną przy nadziei? Nie tego spodziewała się po Ricardo. Sama nawet nie wiedziała, czego dokładnie powinna się spodziewać. Praktycznie się nie znali. Mieli zajebisty seks, zajebiste wspomnienia, ale na tym prawdopodobnie się kończyło. Raz jeszcze wciągnęła powietrze do płuc, chciała stąd zniknąć, pociągnąć za sobą Gabrielę. Nie chciała na niego patrzeć, ale wtedy on wyleciał z tą całą obsesją. To był żart, kurwa bardzo słaby żart.
— Ja mam obsesję?! — i miał szczęście, że Blais dobrała się do niego szybciej niż ona. Dosłownie by go rozszarpała — chyba Ciebie pojebało — warknęła, zaciskając mocno pięści. Jednej rzeczy nauczyła się od Dallasa, patrząc na jego mecze. W jaki sposób powinna uderzyć dłonią, by zabolało i został po tym ślad. Nie przekroczyła jeszcze tej granicy, zamiast tego posłużyła się najgorszą bronią kobiety. Słowami. — to ty mówiłeś mi, że dla mnie przyjechałeś do Toronto — niech prawda wyjdzie na jaw — zniknąłeś na kilka dni, a potem oświadczyłeś mi, że masz DZIEWCZYNĘ — sama nie wiedziała, dlaczego nie napisała tego Gabrieli. Dni wydawały się jej zlewać ze sobą. Wakacyjna miłość była marzeniem, który zamienił się w prawdziwy horror — sam odejdź, zdrajco— wysyczała przez usta, a pieska jeszcze pomiziała po uszku. Byle nie wypił odrobiny wódki. W tym całym równaniu brakowało jeszcze tylko pijanego psa — przyszłam do mojej przyjaciółki — do Gabrieli, żeby odpocząć, odetchnąć pełną piersią, a zamiast tego musiała się mierzyć z... nim. Jeszcze dodatkowe informacje, która dostawała, powodowały prawdziwe wybuchnięcie jej głowy.
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
-No te voy a explicar nada, no es asunto tuyo, Gabriela. ¿Estás loco por traerla aquí?¿Y por qué le estás contando lo del bebé? - zdenerował się i mówi jej "Nic ci nie musze tłumaczyć. Zwariowałaś, żeby ją przyprowadzać tutaj?I po co jej mówisz o dziecku!?"
Niestety dziewczyny chyba już przyjęły za pewnik, że Ricz był kochankiem Erzy, co było mu niestety zupełnie nie na rękę. Wiedział, że w tych okolicznościach najważniejsze było wypierać się, mówić jak cie ktoś złapie za rękę, że to nie twoja ręka, ale cholera ciężko mu było tak kłamać, kiedy Gabriela się na niego rzuciła a Erza wyciągała wszystko tak przy nich. Dobrze, że chociaż podniosła Burritosa z ziemi, bo ten to już chciał się do wódki dobrać. Patrzy to na jedną to na drugą i się chce wydostać z tych łapsk Gabrieli
- en primer lugar - po pierwsze, uniósł palec przed jej twarzą - ¿cómo iba a saber que ella era tu amiga? - Skąd miałem wiedzieć, że to twoja przyjaciółka?! - Może je sobie oznaczaj jakoś, nie wiem na czole im napisz - machnął ręką i łapie za jej nadgarstek, żeby ściągnąć ze swojej koszuli - Po drugie, nie wiesz jaka Rosa była wtedy, nie było cie tu kilka lat tak? Więc mnie nie pouczaj, a ty... - pokazał na Erze i kręci głową - Wolałabyś, żebym cię zghostował? Przecież przyszedłem do ciebie i ci wytłumaczyłem wszystko, sądziłem, że jesteśmy dorośli. Wiesz dobrze, że to nie było nieprawdziwe z mojej strony, a zachowujesz się jak ofiara - tym razem już bardziej dosadnie zdjął rękę Gabrysi ze swojej koszulki (bo przecież nie koszuli, no chyba że hawajskiej!!) i kręci głową.
- Ale skoro już się Gabi dowiedziała, to teraz no słucham, co macie mi do powiedzenia - i rozkłada ramiona czekając na pociski w stylu, że jest chujem a nie człowiekiem, że nie powinien robić tego Rosie i jak mógł jej to zrobić, że powinien się leczyć, no wiadomo, typowe słowa, które i on sam o sobie miał, kiedy dotarło do niego jak źle potraktował swoją żonkę.
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
- Dije esto porque estoy tratando de entender. ¿Qué demonios hiciste? - Powiedziałam to, bo próbuje zrozumieć. Co ty, do cholery zrobiłeś?
Po drodze gdzieś zaczęła gubić akcent, którego tak zazdrościła kuzynostwu. Nie zważała jednak na to, bo była zbyt rozsierdzona nowinami, żeby jeszcze przejmować się tym, że każdy z kilometra słyszał, że nie wychowywała się z nim.
- ¿Roza lo sabe? - Czy Roza wie?
To było jedyne co tak naprawdę chciała wiedzieć. Bo jeśli kurwa Ricz ją teraz wkopał w swoją gównianą sieć kłamstw, to mogła od razu pójść kupić szpadel, pojechać do lasu i kazać im kopać dla nich grób. Oburzyła się, gdy złapał ją za nadgarstek, ale puściła nieszczęsną koszulę. Stanęła obok przyjaciółki i spojrzała ze złością na kuzyna, który nawet nie próbował ugłaskać ich temperamentu. No po prostu dupek, gdyby chociaż jeszcze je podjudzał, to miałaby wymówkę, że doszło do rękoczynów, a tak?
- Zwiążmy go. - powiedziała cicho do przyjaciółki nie mając lepszego pomysłu. Nawet wręcz wykazała rozsądne zachowanie. Zamiast robić z mężczyzny worek treningowy, mogłyby na spokojnie usiąść, wyżłopać ze dwa drinki i zastanowić się co z tym fantem zrobić. Obiecała, że w domu nie będzie dużo pić, ale nadzwyczajne okoliczności wymagały drastycznych kroków. - Mam linę w kanapie. Nie pytaj. - mamrotała pod nosem, dalej zastanawiając się jak obezwładnić w tych okolicznościach rozjuszonego byka rozpłodowego jakim był Ricardo. - Chcesz znać moje zdanie? Serio? Kurwa Ricz. Miałam wasz związek za ten... Wzór? A tu się okazuje, że mieszkam z typem, który... Po prostu wkurwiłeś mnie tym, że nic mi nie powiedziałeś. I tym, że posuwałeś mi przyjaciółkę. I ją kurwa zraniłeś. Spodziewasz się, że poklepię cię po plecach i napijemy się shotów? Może kurwa jutro, ale dzisiaj jestem kurewsko zła na Ciebie. - i powinien być kurwa wdzięczny losowi, że byli rodziną i mimowolnie traktowała go ulgowo. W przypadku innego typa, to już wiozłaby z rudą w bagażniku jego zwłoki prosto do Kolumbii. A odciętego penisa trzymała w piwnicy dla potomności jako przestrogę do czego jest zdolna.
Ricardo Martinez Erza B. Fernandes
-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Wytłumaczyłeś mi, że zdradzałeś ze mną swoją dziewczynę? — fuknęła na mężczyznę i zaraz zaśmiała się gorzko — w o w — aż mu zaklaskała — ale dupek z Ciebie — totalnie największy, jakiego kiedykolwiek poznała. Mogłaby mu przyznać medal. Jakikolwiek jej były nie zachował się w ten sposób. Dallas? Wolał karierę, zapomniał o jej urodzinach. Romeo? Nic nie znaczący bogacz, który nagle zniknął. Za to Martinez? Wydawał się być prawdziwym nemesis miłości.
— Kurwa, a jak inaczej nazwiesz laskę, której złamałeś serce? — nie uważała samej siebie za ofiary. Jednak blizny nie zdążyły się zagoić, a nawet pojawić. Był strupek, ale został on zerwany, kiedy tylko go zobaczyła. Był obrzydliwy. Inaczej tego nazwać nie potrafiła. Włosy by jej zapłonęły. Aż zastanawiała się, czy takich ludzi nie powinno się kastrować. Zdradzających, kurwa, facetów. Niektórzy nie powinni się rozmnażać.
— Gabi, nie — odparła lekko zaskoczona. Przemoc? Psy by na niego napuściła, ale wiązanie? Agresja jednak ją przerażała — żadna lina — stwierdziła dość dosadnie — jego dziewczyna powinna się o wszystkim dowiedzieć — to byłaby dopiero kara. Tylko czy chciała denerwować ciężarną? Mogłaby zniknąć w jego sypialni i zostawić tam własny stanik. Ciekawe, jakby się z tego wytłumaczył — może wtedy przejrzałby na oczy — mocne konsekwencje tu się należały, a nie nawijanie makaronu na uszy — bo nie miałeś odwagi, by powiedzieć, jakim jesteś chujem, prawda? — spojrzała raz jeszcze mu w oczy — wiesz, jaki masz problem? — warknęła, zaciskając mocno pięści — jesteś takim dupkiem, że widzisz jedynie własne uczucia — biedny, mały Ricardo. Nie zrobił nic złego, ojej, ojoj. Nie chce ranić innych, jak szkoda biednego, dorosłego faceta — a nawet mnie tępy dziadzie za to całe oszustwo nie przeprosiłeś — i to chyba najbardziej ją bolało. Pod osłoną przyzwoitości próbował ją chronić tyle, że nie brała tego na poważnie. Dla niej był gnojkiem, który nie liczył się z żadnymi uczuciami.
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- To nie jest takie proste Erza - odpowiada jej na tą wieść, której się chyba tak nie do końca spodziewał, że Erza się w nim zakochała. Mieli wspaniałe kilka tygodni, więc teoretycznie to nie powinna być dla niego żadna dziwna sprawa, ale jednak troche była?? Oni sobie nie mówili przecież takich wyznań! Kiedy się tego dowiedział, zrobiło mu się jakoś tak trochę głupio. Chyba rzeczywiście ta jego zabawa okazała się wcale nie taka rozrywkowa dla wszystkich.
Natomiast nagle okazuje się, że Gabi jest zdrowo walnięta, bo zamiast normalnie rozmawiać, to chce go związywać! Przez moment nawet sądził, że obie rude sie na niego rzucą i będzie tutaj jakieś bdsm odwalane. Nie, żeby to był pierwszy raz, bo Rosa to na pewno takie rzeczy czasami urządzała mu, ale to na pewno dawno temu jeszcze zanim zrobili sobie dzieciaka.
Niestety tym bardziej czuje się okropnie, kiedy Gabriela mu wyjaśnia już trochę spokojniej całą sytuacje, no trzeba było tak odrazu, bo on to źle znosi działanie pod presją i w krzykach, jemu to się traumatycznie kojarzy z pracą w gastronomii i też najgroszym okresem jego związku z Rosą, kiedy się tylko wiecznie kłócili i się wyzywali tak że wszyscy sąsiedzi patrzyli na niego sod byka, bo myśleli, że to on na nią tak drze jape, a było głównie na odwrót.
Nagle jego oczy fokusują się na Erze i kręci głową.
- Nie, nie, nie mówcie jej, ona nie może się dowiedzieć - poszedł za wyspę kuchenną, żeby mieć jeszcze większy dystans do nich, albo jakby chciał im uciec, ale to, że Rosi może się dowiedzieć okropnie go przeraziło! Przez chwilę rozważał czy serio nie uciec, ale wiedział, że wtedy będą tu uparcie nawet trzy dni siedzieć, żeby spotkać ją jak wróci z pracy.
Postanowił więc w końcu powiedzieć CAŁĄ PRAWDĘ, chociaż faktycznie było to cieżkie, zważywszy na fakt, że byli tu z Gabi i może czuć się niekomfortowo, kiedy dowie się tego wszystkiego. Wzdycha ciężko i zaczyna:
- Kiedy tu przyjechałem - zawiesza głos, ale skoro już zaczął to musi to powiedzieć. - Na prawdę chciałem z tobą być i zostawić Rosę. Przecież po to tu przyjechałem. Nie wiecie jaka ona była. Ona mnie zupełnie nie potrzebowała w naszym związku. My się wiecznie kłóciliśmy, nic nam nie wychodziło, nawet nie miała czasu tak na prawdę ze mną o niczym rozmawiać. My jesteśmy ze sobą już prawie dekadę i ukrzyżujcie mnie, ale to nie zmieni faktu, że w tamtym momencie czułem się bardziej singlem niż mężem, więc tak - dałem się ponieść świeżemu uczuciu i to było coś pięknego Erza - aż się dotyka w pierś gdzie ma serce - I dziękuję ci za to, nawet nie wiesz jak dużo otworzyłaś we mnie uczuć, które miałem już dawno pogrzebane - tak wyznaje, ale spogląda jeszcze na Gabi, która jest świadkiem tego wyznania miłosnego i znów patrzy na Rudą - Ale kiedy Rosa tu za mną przyjechała, zrozumiałem, że jej też na mnie jeszcze zależy. Że to co wydawało mi się już umarłe, wciąż w nas jest i...- tu już ma minę bardzo cierpiącą - zrozumiałem, że musimy jeszcze raz spróbować. I teraz wiem, że w tym wszystkim ty... możesz czuć, że ci złamałem serce ale Erza... ja na prawdę nie mogłem zrobić tego inaczej - nim jeszcze wybuchną kolejne pożary mówi: - Na prawdę należą ci się przeprosiny, chociaż ja sądziłem, że dla Ciebie to była tylko przygoda
Gabriela R. Blais Erza B. Fernandes