-
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej spojrzenie na moment uciekło na jego usta, zanim sięgnęła po kieliszek wina. Potrzebowała tego małego ruchu, żeby odzyskać oddech i odsunąć od siebie myśl, że najchętniej pocałowałaby go już teraz, tutaj, przy stoliku. Upiła niewielki łyk.
Większość ludzi odbierała ją jako spokojną, trochę zdystansowaną i trudną do odczytania. Niewielu zauważało to ciągłe analizowanie spojrzeń, tonów głosu i gestów. To nieufne sprawdzanie, czy ktoś za chwilę nie zmieni się nie do poznania. Poczuła jego palce sunące po materiale rajstop i wypuściła powoli powietrze, trochę zbyt świadoma tego dotyku.
— Bo zawsze najpierw obserwuję — odpowiedziała ciszej, nie odrywając od niego wzroku. — Ludzie bardzo szybko pokazują, kim są. Trzeba tylko patrzeć wystarczająco uważnie. — Kącik jej ust drgnął subtelnie. — Ty jesteś akurat… problematyczny, bo przy tobie coraz częściej zapominam analizować.
Victoria uśmiechnęła się pod nosem, słysząc to jego wolniej, niż byś chciała. Sam sposób, w jaki to powiedział, zabrzmiał dwuznacznie i była niemal pewna, że zrobił to specjalnie. Oparła łokieć o stół i przez moment przyglądała mu się spod rzęs, wyraźnie rozbawiona.
— Czyli jednak trzeba cię pilnować — mruknęła cicho. — Wiedziałam, że jak zostawię cię samego z książką, to zaczniesz się obijać. — Jej spojrzenie mimowolnie zatrzymało się na jego ustach, kiedy wspomniał o nieprzeskakiwaniu stron. — Autorce zdecydowanie zależy — dodała już ciszej, z subtelnym uśmiechem. — Niektóre rzeczy warto czytać dokładnie. Powoli. Wtedy łatwiej wychwycić to, co najważniejsze między wierszami.
Kiedy jego dłoń przesunęła się wyżej po jej kolanie, Victoria poczuła przyjemne ciepło rozlewające się gdzieś pod skórą. Nie odsunęła nogi ani o centymetr. Wręcz przeciwnie — odruchowo przesunęła palcami po jego dłoni, jakby chciała go tam zatrzymać.
— To brzmi niepokojąco znajomo — odezwała się ciszej na wzmiankę o bohaterce. Jej głos był spokojny, ale spojrzenie zdradzało coś więcej. — Może po prostu bohaterka pierwszy raz trafia na kogoś, przy kim ten chaos nie wydaje się aż taki straszny. — Przez moment patrzyła mu prosto w oczy, zdecydowanie zbyt długo jak na bezpieczną rozmowę. — A to bywa uzależniające.
Kiedy nachylił się bliżej, jej oddech wyraźnie zwolnił. Czuła jego obecność za mocno, zbyt intensywnie jak na zwykłą randkę, ale jednocześnie nie chciała się odsunąć nawet o milimetr. Jej spojrzenie przesunęło się po jego twarzy wolniej niż wcześniej, zatrzymując na moment na ustach, zanim wróciła do jego oczu.
— Uważaj — mruknęła bardzo cicho, z cieniem rozbawienia. — Jeszcze chwila i zacznę myśleć, że naprawdę wiesz, co robisz. — Kącik jej ust uniósł się subtelnie. — A wtedy będę miała poważny problem z tym całym „nieprzyspieszaniem”.
Victoria przez moment tylko się w niego wpatrywała, kiedy powiedział, że lubi trudne pytania. Sposób, w jaki na nią wtedy patrzył, zdecydowanie nie dotyczył już wyłącznie książki i oboje dobrze o tym wiedzieli. Poczuła przyjemne ciepło rozlewające się gdzieś nisko w brzuchu i aż musiała na sekundę odwrócić wzrok, żeby złapać oddech.
— To niebezpieczna deklaracja — mruknęła ciszej, wracając spojrzeniem do jego oczu. — Bo ja naprawdę potrafię zadawać trudne pytania. — Kącik jej ust uniósł się subtelnie.
Pojawienie się kelnera wyrwało ją z tego dziwnego zawieszenia między rozmową a czymś znacznie bardziej intymnym. Victoria aż zamrugała lekko, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że znajdują się w restauracji pełnej ludzi, a nie sami gdzieś, gdzie mogliby patrzeć na siebie w ten sposób bez końca.
Kiedy mocniej zacisnął dłoń na jej udzie i spojrzał na jej usta, przez ciało Victorii przeszedł przyjemny dreszcz. Zdecydowanie zauważyła to przygryzienie wargi i świadomość, że działała na niego dokładnie tak samo mocno, jak on na nią, była niebezpiecznie satysfakcjonująca.
— Smacznego — odpowiedziała ciszej, ale zamiast sięgnąć od razu po jedzenie, przez chwilę jeszcze go obserwowała. Jej spojrzenie zeszło na jego usta może odrobinę zbyt bezczelnie, zanim znowu wróciła do jego oczu.
Skupiła się na jedzeniu i przez moment pozwoliła napięciu ochłonąć, ale ścisk w dole brzucha sprawiał, że nie myślała o jedzeniu tylko o tym, że chciała znaleźć się w jego ramionach… Naga.
Karrion Stifler
-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
Sięgnął w końcu po sztućce, bardziej z rozsądku niż potrzeby, odkrawając kawałek steka, ale zanim go spróbował, zerknął na nią kątem oka.
— Uważaj — mruknął cicho, wracając do jej wcześniejszych słów. — Jeszcze chwila i naprawdę zacznę myśleć, że to ty wiesz, co robisz.
Kącik jego ust uniósł się lekko.
— A wtedy będę miał problem z tym całym „trzymaniem tempa”.
Nie patrzył na nią długo. Wystarczająco.
Wziął kęs, spokojnie, jakby nic się nie działo — ale jego dłoń wcale nie zniknęła. Nadal spoczywała na jej nodze, teraz już mniej ruchliwa, bardziej stabilna. Obecna. Po chwili odłożył sztućce. Nie dlatego, że skończył. Po prostu… nie to było teraz ważniejsze.
— Jesteś świadoma, prawda? — odezwał się ciszej, pochylając się minimalnie w jej stronę, tak żeby tylko ona mogła go dobrze słyszeć. — Że to działa w obie strony.
Jego spojrzenie było spokojne, ale cięższe niż wcześniej.
— To nie jest tak, że tylko ja przesuwam granice. - kciuk poruszył się lekko po jej udzie. Krótki, kontrolowany ruch. — Ty robisz dokładnie to samo. - nie było w tym oskarżenia. Raczej… stwierdzenie faktu.
Na moment spojrzał niżej — na jej dłoń, na kieliszek, na sposób, w jaki oddychała — i wrócił do jej oczu.
— I nie wygląda na to, żebyś chciała przestać.
Cisza, która między nimi zapadła, była teraz gęsta jak dym. Ale zamiast ją rozcinać, Karrion cofnął się odrobinę. Dosłownie o kilka centymetrów. Wystarczająco, żeby dać jej przestrzeń.
— Spokojnie — dodał już lżej, choć nadal ciszej. — Mamy cały wieczór.
Sięgnął po szklankę wody, upił łyk, jakby przywracał równowagę — sobie i jej. Ale kiedy odstawił szkło, jego spojrzenie znowu zatrzymało się na niej. Dłużej.
— I nie zamierzam go zmarnować — dopowiedział, już zupełnie spokojnie.
Tym razem jego dłoń powoli przesunęła się z jej uda na blat stołu — nie uciekając całkiem, tylko zmieniając miejsce kontaktu. Zostawił jej wybór. Czy chce, żeby ta bliskość została… czy żeby wróciła na jej warunkach.
Victoria Heffernan
-
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiesz, co robisz. Powtórzyła to w myślach. Szczerze? Nie miała pojęcia. Działała na instynkt, który przez ostatnie lata był głęboko uśpiony, i jakoś nie spodziewała się, że obudzi się tak gwałtownie i przy kimś takim jak on.
Na trzymanie tempa tylko mrugnęła, udając skupienie na talerzu.
Kiedy nachylił się bliżej i zapytał, czy jest świadoma, odłożyła widelec. Powoli. Spojrzała na niego spokojnie, bez uciekania wzrokiem.
- Tak - powiedziała cicho. - Jestem.
Nie dodała nic więcej. Nie było potrzeby.
Słuchała, jak mówi o granicach i o tym, że robi dokładnie to samo co on, i przez moment zastanawiała się, czy powinna udawać zaskoczenie. Postanowiła, że nie. Zamiast tego musnęła jego dłoń na stole - ledwo, opuszkami palców - i wróciła do jedzenia, jakby to był zupełnie naturalny gest.
I nie wygląda na to, żebyś chciała przestać.
Nie chciała. I chyba po raz pierwszy od bardzo dawna nie czuła potrzeby, żeby kłamać nawet sama przed sobą w tej kwestii.
Zostało im jeszcze wino, resztki kolacji i ta gęsta cisza, którą oboje umiejętnie wypełniali słowami o książkach i boksie i wszystkim innym, co nie było tym, o czym tak naprawdę myśleli. Rozmawiali. Śmiali się - jego śmiech był krótki, szczery, zaskakująco ciepły jak na kogoś o takiej posturze. Ona opowiadała coś o swoim agencie i jego obsesji na punkcie terminów, a on słuchał uważnie, nie udając zainteresowania.
Kiedy kelner zabrał talerze i zapytał o deser, oboje odmówili niemal jednocześnie. Victoria poczuła, jak coś w jej klatce piersiowej drgnęło na ten drobny zbieg okoliczności.
Dopijała ostatni łyk wina, kiedy przypomniała sobie jego nie zamierzam go zmarnować. Obróciła kieliszek lekko między palcami, patrząc przez chwilę na resztę rubinowego płynu na dnie.
Odstawiła go i spojrzała na Karriona.
- Mam jedno pytanie - odezwała się spokojnie, z minimalnym uśmiechem. - Twój dom jest bliżej czy mój?
Nie mrugnęła. Nie odwróciła wzroku. Zapytała tak, jakby to było całkowicie logistyczne, praktyczne zagadnienie, które po prostu wymagało odpowiedzi.
Karrion Stifler
-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
— Mój — odpowiedział spokojnie, nie odrywając od niej wzroku. — Zdecydowanie bliżej.
Przez chwilę między nimi znów zawisła ta charakterystyczna cisza. Gęsta. Ciepła. Intymna. Nie było już potrzeby niczego dopowiadać.
Karrion sięgnął po rachunek, który chwilę później pojawił się na stole, i załatwił wszystko szybko, bez zbędnego przeciągania. W tym czasie co jakiś czas zerkał na nią kątem oka, jakby wciąż upewniał się, że naprawdę tam jest i naprawdę podjęła tę decyzję.
A potem wstali. Przesunął dłonią po jej dolnych plecach, prowadząc ją spokojnie w stronę wyjścia. Dotyk był pewny, ale nie nachalny — bardziej naturalny niż wcześniej. Jakby oboje przestali już udawać, że chodzi wyłącznie o kolację.
Na zewnątrz powietrze było chłodniejsze niż wcześniej, ale Karrion ledwie to zauważył. Otworzył przed nią drzwi samochodu, poczekał aż wsiądzie i dopiero wtedy obszedł auto.
Tym razem jazda wyglądała inaczej. Mniej rozmów. Więcej spojrzeń. Radio grało gdzieś cicho w tle, ale żadne z nich nie zwracało na nie uwagi. Dłoń Karriona szybko wróciła na jej udo, jakby dokładnie tam było jej miejsce od początku wieczoru. Kiedy zatrzymał się na czerwonym świetle, spojrzał na nią dłużej niż powinien.
— Nadal chcesz jechać? — zapytał ciszej. Nie dlatego, że wątpił. Po prostu chciał mieć pewność.
Kiedy odpowiedź przyszła — czy to słowem, spojrzeniem, czy samym sposobem, w jaki na niego patrzyła — skinął tylko lekko głową i ruszył dalej.
Do jego domu dotarli szybciej, niż się spodziewał. W środku było cicho. Spokojnie. Bez telewizora grającego w tle i bez zbędnego chaosu. Karrion zamknął za nimi drzwi i przez krótką chwilę po prostu na nią patrzył. Bez ludzi wokół. Bez kelnerów. Bez wymówek w postaci jedzenia czy kieliszków. Tylko oni.
Podszedł bliżej powoli, jakby dalej dawał jej przestrzeń do wycofania się, jeśli tego potrzebowała. Ale kiedy jej dłonie znalazły się przy jego koszuli, a jego przy jej talii, napięcie, które budowali przez cały wieczór, w końcu pękło. Pocałował ją spokojnie, ale z wyraźnym głodem, który tłumił od godzin. Jedna z jego dłoni przesunęła się wyżej po jej plecach, druga zatrzymała na biodrze, przyciągając ją bliżej. A potem wszystko zaczęło dziać się naturalnie. Coraz mniej słów. Coraz więcej dotyku.
Droga do sypialni była powolna, przerywana pocałunkami, cichym śmiechem i kolejnymi fragmentami ubrań zostawianymi po drodze, aż w końcu zostali sami — już bez zbędnych warstw, bez dystansu i bez potrzeby dalszego udawania, że chodziło o cokolwiek innego niż nich dwoje.
Koniec
Victoria Heffernan